Czy tak pachnie strach? Sam go sobie wymyśliłem Stoję twarzą w twarz Z tym człowiekiem, którym byłem

Z nieba spadły pierwsze płatki śniegu, nieuchronnie zapowiadając nadejście zimy. Chmury zasłoniły ciemnogranatowy firmament podziurawiony przez błyszczące gwiazdy, a mróz zaczął dokuczać mieszkańcom Berlina, dla których noc była porą życia. Zaczynał się ciężki czas, ulicznicy i dziwki przeklinali aurę, która zabierze wielu z nich w ciągu najbliższych kilku miesięcy.
Jednak nocne życie Berlina kusiło. Ludzie oddawali się przeróżnym rozrywkom, ulice przestały zachowywać pozory bezpieczeństwa, przypadkowe ofiary przy odrobinie szczęścia zostaną odnalezione już następnego poranka, zaś półświatek żył według swoich zasad. Nic tu się nie miało zmienić, prawo silniejszego eliminowało słabe elementy, nad którymi nikt nie zapłacze.
Przeciętni obywatele nie wychodzili o tej porze, zwłaszcza znając miejskie legendy. Wśród nich jedna opowiadała o upiorze dziewczyny, która błąka się ulicami Berlina w czasie zimy w poszukiwaniu noclegu. Nieszczęśliwcy, którzy ją spotkają, rano odnajdują się martwi, ale z błogim wyrazem twarzy. Tej nocy kilku pijaków zdeklarowało, że ją widziało i raz na zawsze odstawili alkohol. Tak bardzo wystraszyła ich postać w długim płaszczu z kapturem przemykająca ulicami.
Nie był to jednak błąkający się duch, ale ktoś, kto dobrze wiedział, dokąd idzie. Minęła gwarne gospody, z których dochodził zapach jadła i obietnica odpoczynku. Kluczyła po uliczkach, jakby obawiając się pościgu. W blasku latarni czasem błyskały oczy pełne niepewności i wiecznej uwagi, była ostrożna.
Obeszła Czerwony Ratusz, celowo mijając interesujące ją miejsce. Zatrzymała się w zaułku, osłaniając się cieniami. Przez chwilę obserwowała drzwi do zakładu szewskiego. Gdy upewniła się, że jest tu całkiem sama, podeszła do wejścia. Nie chciała czekać do rana, szkoda na to czasu, choć głód i zmęczenie coraz częściej o sobie przypominały. Zapukała, nie mając pewności, czy ktoś jej otworzy o tej porze.
Parę minut później drzwi uchyliły się na tyle, by pojawiła się w nich twarz starszego jegomościa w szlafmycy i z kagankiem w pomarszczonej dłoni. Jego płomień oświetlił podbródek i błyszczące zielone oczy z charakterystyczną brązową plamką na prawym.
– O co chodzi? – zapytał uprzejmie szewc, co o tej porze było wręcz cudem zwłaszcza, że został obudzony.
– Szukam Erica Brauna – padła sucha odpowiedź wypowiedziana kobiecym głosem.
– Erica? Przychodzisz o dziwnej porze, ale wejdź. Pewnie jesteś zmarznięta.
Wpuścił ją do środka i zaprowadził na zaplecze, gdzie zapalił lampę naftową, która oświetliła stół zastawiony butami do naprawy. Postać zrzuciła kaptur. W blasku światła szewc dostrzegł młodą dziewczynę o długich, ciemnobrązowych włosach, zmęczonej cerze i głębokich cieniach pod oczami.
– Poczekaj tutaj. Zaraz ktoś po ciebie przyjdzie.
Została sama. Ostrożnie oparła się o stół, tłumiąc ziewanie i wspomnienia ostatnich tygodni. Powoli wszystko się kumulowało z groźbą wybuchu w najmniej oczekiwanym momencie. Za szybko i za dużo tego wszystkiego. Czasami sama już nie wiedziała, czego chciała, szaleństwo tępiło jej zdrowy rozsądek, co pewnego dnia mogło skończyć się tragicznie.
– Czekaliśmy na ciebie, Vivian.
Odwróciła się na dźwięk swojego imienia. W krąg światła wszedł starszy mężczyzna w długim, czarnym płaszczu. Twarz miał jednak gładką, głowę ogoloną, a oczy wypełnione doświadczeniem wielu lat.
– Jestem Ryan. Mam cię wprowadzić. Chodźmy.
Nie zabrał ze sobą żadnego światła, co było dość zastanawiające. Zaprowadził Vivian na koniec zakładu i wpuścił do piwnicy. Na dole przeszli obok półek wypełnionych przetworami aż do tajnego przejścia.
– Łatwo was znaleźć – odezwała się dziewczyna.
– Zwykle jest tu lita ściana. Nawet pan Franciszek nie zna lokalizacji.
– To jak się z wami komunikuje?
– Wszystko w swoim czasie, Vivian. To wejście do Labiryntu.
– Labiryntu?
– Ma cię sprawdzić. Każdy nowy Cień zostaje poddany tej próbie. Pamiętaj, to miejsce obnaża ludzkie lęki. Będziesz musiała zmierzyć się sama ze sobą. Jeśli go przejdziesz, staniesz się silniejsza.
– Jeśli? Nie jesteś moim przewodnikiem?
– Mam cię jedynie wprowadzić.
– Więc jak znajdę drogę?
– Znajdziesz. Jeśli przegrasz z samą sobą, zostaniesz tu na zawsze. Zapraszam.
Przez moment wahała się. Wejście do Labiryntu niosło ze sobą konsekwencje, nie będzie mogła wrócić. Tylko czy jest jeszcze dokąd wracać? Postąpiła kilka kroków i odwróciła się, pytając:
– A światło?
Jego jednak już nie było. Wejście już się zamknęło. Została sama w ciemnościach. Poczuła się zagrożona, a nie miała dokąd uciec. To wszystko było zbyt szalone. Nie pozostało jej nic innego jak ruszyć naprzód i pokonać własne lęki, co zrobiła, gdy tylko wzrok przyzwyczaił się do nowych warunków. Za pierwszym zakrętem po prawej rozbłysły ogniki, rozpraszając odrobinę mrok i dając możliwość istnienia cieniom. Płomienie poruszały się niespokojnie, wprawiając dziewczynę w jeszcze większy niepokój, zdawało jej się, że wokół czają się wrogowie gotowi ją zabić. Wyobraźnia podsuwała coraz to nowsze wersje.
Rzuciła się do biegu, gdy usłyszała jakiś niepokojący dźwięk zwielokrotniony przez echo. Nie patrzyła dokąd ucieka, drżała, chyba z zimna. Zatrzymała się dopiero, gdy się potknęła i upadła. Zmęczony organizm domagał się odpoczynku, zaś instynkt ostrzegał przed niebezpieczeństwem. Wiedziała, wpadła w pułapkę Labiryntu. Człowiek w takim miejscu wariuje, a ona bliska szaleństwa czuła się jeszcze gorzej. Nie miała siły wstać i była pewna, że tu zostanie.
Znów to poczuła. W jej wnętrzu czaił się potwór zrodzony ze strachu i szaleństwa. Jeszcze chwila i wyrwie się na zewnątrz. Przed oczami stanęły jej obrazy ze wszystkich koszmarów, przypomniała sobie o najgorszej wiadomości ze szkatuły – to przez nią Milenijny rozpęta piekło. Zaczęła krzyczeć z bezsilności. Była tylko kłopotem dla innych, narażali się przez nią. Jednak ta myśl pozwoliła jej się podnieść. Wybrała życie i nie mogła się tak po prostu poddać. Oni by jej na to nie pozwolili. Wyciągali do niej ręce nawet, gdy je odpychała niczym zaszczute zwierzę.
Powoli ruszyła dalej. Nie mogła się tu poddać, nie w tym miejscu. Mimo to nadal się trzęsła, jej organizm buntował się przeciwko kolejnemu wysiłkowi. Nawet ona musiała w końcu odpocząć.
Zatrzymała się i oparła o ścianę. Starała się zebrać myśli, uspokoić się i wyciszyć. Bezmyślne błądzenie po Labiryncie nic nie da prócz kolejnych lęków. Przecież nigdy nie bała się ciemności i cieni, to tylko złudzenia wywołane przez jej niepewność. Znała zasadę tej próby – musiała przewyższyć samą siebie, żeby wyjść.
Spojrzała w płomień najbliższego ognika. Jego pomarańczowy kolor dodawał otuchy i przypominał o dobrych chwilach. Nie na długo jednak, bo znów poczuła czyjąś obecność. Tym razem złapała za rękojeść sztyletu i wyszarpnęła broń z pochwy, ruszając do ataku.
Zatrzymała się gwałtownie. Naprzeciw siebie zobaczyła jakby swoje odbicie. Nie wiedziała, czy to kolejne złudzenie czy odbicie, choć postać miała całkiem inne spojrzenie – zimne i niedostępne.
– Taka kiedyś byłam – szepnęła Vivian.
Strach przed samą sobą był najgorszy. Nie miała pewności, co do swoich wyborów, poczynań, uczuć. Gubiła się we własnym życiu, przeklinając los. Widziała siebie jako coś gorszego, a pogarda otoczenia, w jakim się znalazła, tylko ją w tym utwierdzała. Zbyt szybko straciła ograniczenia moralne, dylematy i pozytywne uczucia, bała się zaufać i skrzywdzić tych, na których zaczęło jej zależeć. Chciała ich chronić przed samą sobą i własnym szaleństwem, a nie potrafiła ochronić siebie.
– Zawsze taka sama, ale nigdy się nie cofam. Cały czas prę naprzód. Mimo wszystko.
Zamknęła oczy, odsuwając od siebie wszelkie wątpliwości. Chciała żyć – to było w tym momencie najważniejsze. Może jej instynkt był bardziej zwierzęcy, ale powinna mu ufać, a nie złudzeniom, które ją otaczały. Pozwoliła się więc prowadzić, nie dopuszczając do siebie ani jednej myśli.
Zatrzymała się i otworzyła oczy w kompletnych ciemnościach. Zmarszczyła brwi.
– Wróciłam do punktu wyjścia? – zapytała cicho samą siebie.
Poczuła czyjąś obecność. Odwróciła się gwałtownie i dostrzegła znajomą sylwetkę.
– Nie. Dotarłaś do końca – usłyszała Ryana. – Instynkt cię nie zawiódł, choć przez chwilę spisałem cię na straty.
– Przez chwilę też byłam pewna, że tam zostanę – przyznała. – Człowiek jest sam dla siebie najgorszym wrogiem.
– Po szkoleniu Labirynt wyda ci się placem zabaw. Daj rękę. Teraz cię poprowadzę.
Ujęła jego dłoń bez przekonania i pozwoliła powieść się w dalszą drogę.
– Jest ciepła – powiedziała.
– Twoja jest zimna. Musiałaś zmarznąć.
– Ja już nie czuję zimna. Zbyt długo w nim byłam.
– Niedługo będziesz mogła odpocząć i się rozgrzać. Za chwilę będziemy na miejscu.
Ryan pchnął niewielkie wrota i puścił dłoń dziewczyny. Weszli do sporej sali o wysokim sklepieniu. Była pusta i oświetlona jedynie niewielkimi kagankami. Przez to wydawała się zimna i niegościnna. Vivian z utęsknieniem wspominała zamek Czarnego Zakonu – tam przynajmniej było więcej światła i czuło się, że wraca się do domu. Mimowolnie wstrząsnął nią dreszcz.
– Witaj w Kwaterze Głównej Ligi Cieni, Vivian. Zwykle nazywamy to miejsce domem albo, bardziej złośliwie, noclegownią.
– Zawsze jest tu tak ponuro?
– Tylko w nocy i gdy nikogo nie ma. Zwykle pląta się tu sporo ludzi, ale dziś jesteśmy tylko my. Wiem, że jesteś zmęczona, ale Rada chciałaby się z tobą zobaczyć.
– Nie śpią?
– Oczekują cię. Chodź, zaprowadzę cię.
Skierował się na jedne ze schodów. Szli w milczeniu ciemnymi korytarzami, mijali czasami jakieś drzwi. Wszystko było tu pozamykane, ponure i niegościnne. Przez to też Vivian otuliła się szczelniej płaszczem. Czuła niepewność kolejnych chwil.
– To tutaj. Dalej musisz radzić sobie już sama – pchnął spore, drewniane drzwi i wszedł do środka. – Starsi, przyprowadziłem tę, na którą tak długo czekaliście.
– Dziękujemy, Ryanie. Możesz odpocząć. Raport złożysz jutro.
– Oczywiście.
Skłonił się z szacunkiem i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Vivian ostrożnie podeszła bliżej, gotowa w każdej chwili sięgnąć po broń. Naprzeciw niej na podwyższeniu siedziało pięć osób ubranych na czarno: trzy kobiety i dwóch mężczyzn. Wszyscy mieli powyżej pięćdziesięciu lat i mądrość doświadczenia w oczach. Za nimi stało sporej wielkości lustro w srebrnej ramie z kwiatowymi ornamentami. Niepokoiło ją bardziej niż ludzie.
– Witaj, Vivian Walker. Wyczekiwaliśmy cię od dawna.
– Jesteście pewni, że chcecie mnie w swoich szeregach? – zapytała.
– Nad każdym demonem można zapanować. Nie jest to proste, ale możliwe. O twoich zdolnościach i treningu porozmawiamy przy innej okazji. Wiemy, że masz wiele pytań, ale nie wszystko na raz.
– Mogę wam zaufać?
– Ty o tym zdecydujesz. Pamiętaj jednak, że teraz nie możesz się już wycofać.
– W Czarnym Zakonie nie ma dla mnie miejsca.
– Wiemy. Leverrier zbyt pochopnie podejmuje niektóre decyzje.
– Więc dlaczego go nie powstrzymacie? – wybuchła. – Dlaczego tak po prostu pozwolicie mu traktować nas jak mięso armatnie, które nic nie czuje? Jesteśmy zbyt młodzi, zbyt mało widzieliśmy i przeżyliśmy, żeby teraz ginąć.
– Rozumiemy, że martwisz się o bliskich…
– Nic nie rozumiecie – weszła kobiecie w zdanie. – Najmłodsza z egzorcystów ma dziewięć lat. Zamiast bawić się i dorastać, walczy z akumami, każdego dnia mogąc zginąć.
– Krzyczenie na nas nie zmieni rzeczywistości – odezwał się inny członek Rady. – Może w Czarnym Zakonie ci na to pozwalano, ale tu każe się taki brak szacunku dla przełożonych. Buntownicy nie mają tu czego szukać.
– Aschledzie, powinniśmy jej to dziś wybaczyć. Jest zmęczona i rozchwiana emocjonalnie. Nie zna jeszcze naszych zasad. Vivian – zwróciła się do dziewczyny – niestety nie mogę podać ci powodów, dla których pozwalamy Leverrierowi na jego działania, choć nas też drażnią. Zapamiętaj jednak, że Cienie nie podważają naszych wyroków. Zostawmy to na razie. Są sprawy, o których musimy ci powiedzieć, więc proszę, abyś nas wysłuchała. Nie jesteś już członkiem Czarnego Zakonu. Zapomnij więc, że twoim mistrzem był Froi Tiedoll. Tutaj dostaniesz nowego mentora, który zapozna cię z arkanami naszego rzemiosła. Opowie ci też o wszystkich zasadach panujących w Lidze. Nie musisz się martwić swoim pochodzeniem, nikt nie będzie cię z tego tytułu prześladował. Jutro zaczniesz pierwszą część swojego treningu.
– Na czym będzie polegać?
– Na oczyszczeniu. Każdy nowy Cień to przechodzi zanim stanie się oficjalnym członkiem Ligi.
– Nie jestem aż tak zmęczona, więc możemy zacząć od razu.
Kobieta przez chwilę milczała. Vivian dostrzegła, że ma ładne, czekoladowe oczy, w których obok mądrości gościła także łagodność. Nie miała jednak złudzeń, że gdyby zaszła taka potrzeba, ukarałaby ją srodze.
– Dobrze. W czasie oczyszczenia pozwalamy wszelkim wspomnieniom, emocjom i myślom wrócić i potem odejść.
– Jak długo to trwa?
– Tak długo jak trzeba. To indywidualna sprawa każdego z Cieni. Poczujesz, gdy się zakończy. Mikko zaprowadzi cię do twojej samotni. Tam spędzisz ten czas. Dopiero po tym będziesz miała kontakt z resztą Ligi i zostanie przydzielony ci mistrz.
– Rozumiem.
Mikko była drobną blondynką o niebieskich oczach ubraną w prostą, jasną yukatę. Pojawiła się jakby znikąd, może była tu cały czas i ukrywała swoją obecność. Skłoniła się przed Radą, a potem także przed Vivian i wskazała, aby dziewczyna poszła za nią. Nie odzywała się przez całą drogę, pozwalając brązowowłosej rozglądać się po jej nowym domu i pogrążyć w myślach. Dotarła do Berlina, odnalazła Ligę, przeszła Labirynt, spotkała się z Radą i przeżyła. To dobry znak, ale jeszcze wiele przed nią. Niewątpliwie zaczynała coś zupełnie nowego.

***

Lavi: I był wielki powrót. A tak się martwiłaś.
Laurie: Spadaj, głupi zającu.
Lavi: Ja tu tylko pomagam.
Kanda: Chyba jak zwykle przeszkadzasz.
Lavi: Yuu, ranisz moje uczucia.
Laurie: Panowie, ja tu próbuję pracować, tak?
Kanda: Pomijając fazę na tego klona głupiej ryby, to tak.
Laurie: Nie zwracajcie na nich uwagi, Kochani. Ich tu nie ma.
Vivian: Laur, wrzuć na luz. Powrót był w dobrym stylu i cieszę się, że jednak o mnie pamiętacie. Zaczynamy już poważnie, choć na razie akcji będzie trochę mało. Przede wszystkim po to, żeby nikt się nie pogubił, włącznie ze mną.
Arte: Prolog sam w sobie jest dość ciekawy, choć nie ma związku z pierwszymi rozdziałami.
Vivian: Cicho ty będziesz?
Laurie: Vivian, Arte, zdążycie się pokłócić. Fakty, ludzie, fakty.
Vivian: Pewnie już niektórzy się zorientowali, jak wygląda zakładka „Bohaterowie” w Menu. Resztę zapraszam. Kolejny bohaterowie będą dodawani z czasem, a jest ich już sporo. Obrazy są na razie zastępcze albo nie ma ich w ogóle. Laur obiecała, że się tym zajmie, więc tak jeszcze z pół roku.
Laurie: Bo cię walnę.
Vivian: Wszyscy wiedzą, że jesteś bardzo zajętą osobą i nie wszystko możesz zrobić od razu. Pomijając to, od następnego tygodnia zaczynamy drugi etap szkolenia.
Lavi: A my się jeszcze pojawimy. Spokojna głowa.
Kanda: Tego się właśnie obawiam.
Laurie: Rzadko, bo rzadko, ale będą. Jednak teraz skupiamy się na Lidze. Od nas to tyle. Do zobaczenia za tydzień. Pozdrawiamy serdecznie.

4 thoughts on “Czy tak pachnie strach? Sam go sobie wymyśliłem Stoję twarzą w twarz Z tym człowiekiem, którym byłem

  1. Katsumi pisze:

    Zaczyna się ciekawie. Nowe miejsce, nowi ludzie dla mnie bomba. Ciekawe jak Viv poradzi sobie ze srogą radą, która jak mi się wydaje spróbuje poskromić jej temperament. Podoba mi się opis bohaterów, członkowie rady są bardzo interesujący. Zauważyłam kilku nowych egzorcystów. Podsyciłaś moją ciekawość. Chcę więcej.

  2. Katsumi pisze:

    Oh gafa z tymi egzorcystami. Nie zauważyłam, że to ci wychowankowie Crossa.

  3. prz_ pisze:

    Rzadko komentuję, więc tym razem skomentuję: jestem ciekaw, czy kiedyś pani autorka przedstawi powody opieszałości ligi względem Lelevariera [przekręcenie celowe]

  4. yuukikurama pisze:

    Hej. Już zaczęło się robić ciekawie, a przecież to dopiero początek. Jestem zachwycona! Wybacz, że tak krótko, ale klawiatura szwankuje i piszę ten komentarz z wielkim trudem.
    Czekam na kolejny. Bye!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s