Uciekaj najdalej jeśli wiary Ci brak Uciekaj przed siebie pamięć nie leczy ran Pokonaj zwątpienie, kiedy strach budzi się Ze sobą nie przegrać czasem najtrudniej jest

Arianne narzuciła ostre tempo. Nie wyglądała na wściekłą, raczej rozdrażnioną i niepewną. Zresztą trudno było cokolwiek wyczytać z jej postawy, ukrywała większość emocji, co jeszcze bardziej przerażało Vivian. Nie miała pojęcia, co znaczy to nagłe polecenie i czym to się dla niej skończy. Przez myśl przechodziło jej tysiące rzeczy, a jedna gorsza od drugiej.
Francuzka zapukała do drzwi sali głównej Rady, ukłoniła się przed Starszymi, wskazując uczennicy, że ma zrobić to samo.
– Co was sprowadza, Arianne?
– Wiedzieliście o ręce Vivian?
– Co z nią nie tak?
Kobieta odsłoniła przekleństwo podopiecznej, czekając na odpowiedź Rady. Denerwowała się, ale powstrzymywała swoje emocje.
– Od jak dawna rośnie?
– Od jakiegoś roku.
– Wiesz, czym jest?
– Szukaliśmy informacji, ale nie znaleźliśmy niczego konkretnego. Co się teraz ze mną stanie?
– Musisz zrozumieć, Vivian, czym zostałaś przeklęta. Ten wzór blokuje twoje przebudzenie jako Noah. Gdyby nie to, miałabyś wyzwoloną tę moc już teraz. Jest jednak coś, co może cię zaniepokoić. Przekleństwo będzie się rozwijać aż cię zabije, a śmierć będzie bolesna, ale tego pewnie się domyślasz. Będzie się rozwijać coraz szybciej. Teraz od ciebie zależy, co będzie dalej. Dla nas trening Cienia, który umrze w ciągu kolejnych miesięcy, jest nieopłacalny i nieefektywny. Sama musisz zadecydować, czy chcesz żyć dalej czy poczekasz na śmierć.
– Co musiałabym zrobić? – zapytała Vivian, domyślając się, co za chwilę usłyszy.
– Pozwolić na przebudzenie.
– Przecież to pewna śmierć jako Noah – ledwo powstrzymała się przed podniesieniem głosu.
– Jesteś Aniołem Lucyfera. To ty wybierzesz stronę. Potrafisz zapanować nad tą bestią, a my ci pomożemy. Do ciebie należy decyzja.
Brązowowłosa zagryzła wargę. Nie wiedziała, co miałaby zrobić. Przecież tyle się przed tym broniła, a teraz ma się stać jeszcze większym potworem?
– To trudna decyzja – odezwała się Arianne, kładąc dłoń na ramieniu dziewczyny. – Wymaga przemyślenia.
– Oczywiście. Nie musisz się z tym śpieszyć, Vivian, ale do tego czasu twój trening zostanie wstrzymany. Wracaj teraz do siebie, odpocznij, prześpij się. Arianne, ty zostań. Musimy z tobą porozmawiać na temat treningu Vivian.
Obie kobiety skłoniły się przed Radą. Brązowowłosa wyszła wystraszona i rozbita. Sama nie wiedziała, jakim cudem dotarła do swojego pokoju. Opadła na łóżko i wtuliła się w poduszkę. Brakowało jej Squalo, chciała się do niego przytulić i zapomnieć o tym, co właśnie usłyszała. Nie miała siły nawet na łzy.
Sytuacja nie wyglądała najlepiej. Do tej pory robiła wszystko, żeby powstrzymać wybudzenie swojego Noah, bała się tego, a teraz musiała się na coś zdecydować. Na życie jako pełnoprawny Anioł Lucyfera, który może doprowadzić do zagłady albo na bolesną, długą śmierć. Nie wiedziała, co zrobić. Z Zakonu uciekła, żeby żyć, teraz nie była pewna, czy tego chciała.
Nie wiedziała, po jakim czasie usłyszała pukanie. Spojrzała na drzwi, w których stanął Arte. Skrzywiła się na jego widok. Chciała zostać sama.
– Słyszałem od Arianne, co się stało – powiedział cicho.
– Odejdź. Nie mam ochoty na towarzystwo – mruknęła.
– Chcesz to dusić w sobie? W ten sposób zapewnie się nie zgodzisz i cię stracimy.
– To nie jest twoja sprawa – warknęła. – Wynocha.
Wampir nie posłuchał. Podszedł do niej i spojrzał w oczy.
– Wiem, co czujesz. Bestia w tobie przeraża cię, walczysz z nią każdego dnia i nie chcesz pozwolić jej wyjść na zewnątrz. Obawiasz się, że nie uda ci się nad nią zapanować.
– Noah to mordercy – syknęła. – Zabili moich bliskich, mordują egzorcystów. Nie chcę być taka jak oni. Co w tym dobrego?
– Vivian, przebudzona czy nie nadal jesteś Vivian Walker. Tego nic nie zmieni. Musisz się tego trzymać.
– Czemu ci tak zależy?
– Polubiłem cię. Poza tym ta sytuacja jest podobna do tej, w której sam się znalazłem po przemianie. To budzi przykre wspomnienia.
– Nie mam ochoty słuchać twojej spowiedzi. Zostaw mnie w spokoju.
Arte pogłaskał ją po włosach. Widział małą, przestraszoną dziewczynkę, która nie potrafi poradzić sobie ze zbyt dużym brzmieniem. Martwił się o nią. Była dobrym materiałem na Cienia, Liga od dawna ją obserwowała, pozwalając, aby sama zdecydowała, kiedy do nich dołączy. Wielokrotnie pozbywali się zagrożeń, z którymi mogłaby sobie nie poradzić, chronili ją. Nie przewidzieli tylko tego, że jeszcze jedna siła ją spowiła – czerwony wąż pożerający duszę i serce dziewczyny. Nie mogli jej ratować wbrew jej woli, choć bardzo im na tym zależało.
– Dlaczego miałabym ci ufać? – zapytała cicho.
– Czyżbyś nie wyczuwała już kłamstw?
– Bycie wampirem a Noah to nie to samo.
– Ale podobne. Jedni i drudzy budzą nasz wstręt, stają się przyczyną ludzkich łez. Jestem bestią, Vivian, bestią, dla której krew jest największą namiętnością. Gdyby nie wieloletni trening i pomoc innych, nie byłbym w stanie tak po prostu z tobą rozmawiać.
Spojrzała na niego. W jego błękitnym spojrzeniu dojrzała ból i smutek. Nie był dumny z tego, kim jest, ale zaakceptował to w takim stopniu by żyć.
– Jak długo jesteś wampirem? – zapytała cicho.
– Od mniej więcej dwustu lat. Od pięćdziesięciu sześciu należę do Ligi.
– Dziwne, że Liga przyjęła wampira w swoje szeregi.
– Mnie to też zdziwiło. Wcześniej chcieli mnie zabić. Pewnie gdyby nie Chris, byłbym martwy. Nie chciałem być wampirem. Przypadkiem wpadłem na niego. Dla niektórych wampirów przemienianie ludzi to dobra zabawa. Obserwują z daleka, jak powoli odkrywamy swoje „nowe życie”. Większość młodych wampirów wpada w szał krwi i zabija bez litości. Sam byłem taką bestią.
– Spotkałeś go później?
– Nie. Chris go szukał, aby ukarać, ale nie wiem, czy tego dokonał. Nigdy mi tego nie powiedział.
– Nie wiem, czy powinnam ci wierzyć.
– Mogę ci pokazać swoje wspomnienia, jeśli na to pozwolisz. Z pewnością Arianne wspominała ci o blokadach, które Cienie stawiają. Musiałabym ściągnąć nawet te instynktowne, co oznacza dość spore zaufanie.
Vivian przyglądała mu się dokładnie. Pozwolenie, aby wampir wszedł do jej umysłu, było bardzo niebezpieczne i ryzykowne. Mógł zrobić wszystko, nawet zmusić ją do rzeczy, których nie chciała robić. Znała go zbyt krótko, żeby tak po prostu mu na to pozwolić. Bała się, że chce wykorzystać sytuację.
– Nie będziesz próbował żadnych sztuczek? – zapytała podejrzliwie.
– Pokażę ci tylko moją przeszłość. Co prawda nie mam takiego doświadczenia jak Chris, więc to może nie być przyjemne doświadczenie. Postaram się jednak być delikatny.
– Może to szalone, ale dobrze. Zrób to.
– Usiądź wygodnie, żebyś nie zrobiła sobie krzywdy.
Wykonała polecenie. Arte usiadł obok niej i oparł dłoń na czole dziewczyny. Intuicyjnie przymknęła oczy. Spięła się odrobinę, co z łatwością wyczuł.
– Rozluźnij się – polecił. – Nie chcę zrobić ci krzywdy.
Przez chwilę czekał aż się uspokoi. Dopiero wtedy zaczął powoli przekraczać jej granice umysłowe, czuł chaos w umyśle i sercu dziewczyny. Potrafił jednak odgrodzić się od tego bałaganu. Dopiero wtedy wsączył w nią własne wspomnienia.
Vivian czuła się niespokojna. Nie była przygotowana na tak gwałtowny przypływ uczuć i obrazów. W wielu widziała krew, czuła jej zapach i palący głód. Rozpacz zalała ją, kiedy zobaczyła rozszarpane gardło dziewczyny, która jeszcze przed chwila uśmiechała się do Arte. Krew, krew, morze krwi. Potem pojawił się mężczyzna o jasnych włosach i zielonych oczach oraz bardzo jasnej karnacji. Bunt, nieukierunkowana złość, rozpacz, zniechęcenie i nadzieja. Wspomnienia z Pałacu miały podobny koloryt. W końcu pojawił się spokój.
Arte wycofał się, gdy poczuł emocje dziewczyny. Odepchnęła go i zeskoczyła z łóżka, uciekając gwałtownie. Wiedział, że nadal czuje uczucia, które nie są jej.
– Uspokój się, Vivian. Oczyść umysł.
– Kim ona była? – zapytała zduszonym tonem.
– Elizabeth? Moją narzeczoną zanim jeszcze zostałem wampirem. Nie bała się mnie, kiedy wszedłem do jej pokoju obryzgany krwią. Nie miało dla niej znaczenia, że stałem się bestią, a sam rozszarpałem jej gardło.
Po tylu latach Arte nadal czuł rozpacz po swoim czynie. Ten ból pchnął go do szału krwi, stał się bezmyślną maszyną do zabijania. Nic dziwnego, że Vivian się wystraszyła.
Gdy uwolniła się od jego uczuć, wróciła na łóżko. Czuła, że może mu zaufać. W końcu otworzył się przed nią, co nie było takie proste. Pokazał jej to, co zwykle trzyma się głęboko w sobie. Pogłaskała go po policzku.
– Ja nie widzę w tobie bestii, Arte.
– Ale ja widzę za każdym razem, gdy patrzę w lustro. Jestem potworem, który niszczy wszystko dookoła. Więc czym się od ciebie różnię?
Usiadła bokiem do niego i przyciągnęła do siebie kolana. Nadal bała się samej siebie.
– Zawsze mówiono mi, że mam się trzymać od tego wszystkiego z daleka – zaczęła mówić bardzo cicho. – Nie potrafiłam. Przed Noah uciekłam do Zakonu, w Zakonie bałam się własnej tożsamości, bo jej nie znałam. Teraz wiem, do czego jestem zdolna i nadal się boję. Walczyłam ze swoją drugą stroną, a teraz mam ją tak po prostu zaakceptować? Pozwolić, aby wygrała?
– Nadal masz wątpliwości co do samej siebie. To przyjdzie z czasem.
– Arte, ja nie mam już czasu. Muszę zdecydować: życie albo śmierć. Tylko co to jest za wybór? – zapytała gorzko.
– Wiesz, jaki jest z tobą problem, Vivian? Widzisz tylko czarną stronę swojej tożsamości. W ogóle nie bierzesz pod uwagę, że możesz kontrolować bestię wewnątrz ciebie. To nieproste, ale można to zrobić.
– Nie potrafię.
– Potrafisz. Ty jesteś inna niż pozostali Noah. Z tobą synchronizuje się innocence, dając ci dodatkową moc. Jesteś potężna i każda ze stron musi się z tobą liczyć. To ty uzgadniasz warunki. Nauczysz się z tego korzystać. Wszystko w swoim czasie.
– Nadal nie jestem przekonana.
– Uciekanie przed samą sobą nie jest rozwiązaniem. Vivian, naprawdę chcesz przegrać własne życie? Życie, które ratowali ci twoi przyjaciele, narażając się Leverrierowi. Pomyśl, dlaczego tu przybyłaś?
– Tiedoll mi kazał.
– Po co?
– Żeby uratować mnie przed Leverrierem.
– Chcesz to stracić? Zmarnować? A co z twoimi przyjaciółmi?
– To nie ma znaczenia! – wrzasnęła na niego. – Oni są przekonani, że nie żyję! Już nigdy mnie nie zobaczą!
– Tego nie wiesz. Poza tym naprawdę myślisz, że twoje życie niczego nie zmieni? Chcesz ich tak zostawić?
– Wkurzasz mnie, Arte.
– Trudno. Możesz sobie wrzeszczeć, ale ja cię nie zostawię samej. Nie teraz.
– Jesteś taki sam jak Kanda. Uparty dupek, któremu się wydaje, że mu wszystko wolno.
– Wybacz, ale zdania nie zmienię. Chcesz ciągle uciekać? Przed sobą nie uciekniesz.
– Odwal się, Arte. To nie jest twoja sprawa.
– Co za dziewczyna – westchnął. – Ten Kanda to miał z tobą krzyż pański.
– Był tak samo wkurzający. Też pchał się w nieswoje sprawy. Tylko mnie denerwował. Teraz ty go zastępujesz?
Brązowowłosa skuliła się i schowała twarz. Buzowały w niej emocje, a wszystko przykrył strach. Arte obserwował ją ze smutkiem. Wiedział, że jeśli teraz odpuści, stracą ją. Bliżej jej było do wybrania śmierci niż życia.
– Jeśli trzeba będzie, to tak – odpowiedział poważnie.
– Co ty we mnie widzisz, co?
– Siebie z przeszłości. Nie chcę, żebyś popełniała moje błędy. Żebyś przeżyła kolejne piekło. Może nie wiemy, jak będzie przechodzić wybudzenie, ale nie pozwolimy ci się zatracić.
– Nie warto.
– Właśnie, że warto. Nieważne, że jesteś Aniołem Lucyfera, ważne, że jesteś Vivian Walker. To w tobie widzimy.
– Arte, zostaw mnie samą – poprosiła.
– Nie.
– Arte, ja muszę to sama przemyśleć.
– Nie ma mowy. Nie pozwolę ci się zamykać we własnym świecie. Nie możesz się ciągle z tym chować. Nie stwardniejesz od tego.
– Znowu mówisz jak Kanda – spojrzała na niego.
– Iskrzą ci oczy, gdy o nim wspominasz. Był kimś szczególnym?
– Nie, tylko mnie denerwował. Przeklęty „anioł stróż”.
Arte uśmiechnął się. Widział, że kłamie. Nie była przekonana do własnych słów, a drążenie tematu drażniło ją. Zrezygnował jednak z ciągnięcia jej za język. Nie o tym mieli rozmawiać.
– Dlaczego chcesz wszystko trzymać w sobie? – zapytał.
– A z kim miałabym się tym dzielić?
– Z przyjacielem.
– Nie mam tu przyjaciół.
– Nieprawda.
– Arte, ja nie potrafię tak po prostu zaufać.
– Wiem. Nie wymagam tego od ciebie. Sam nie ufam od razu, ale ty jesteś inna. Bardziej podobna do mnie. Wiem, że nie zdradzisz swoich ideałów. I swoich przyjaciół.
– Pokazałeś mi swoje wspomnienia – zauważyła.
– Zaryzykowałem. Teraz możesz mnie łatwo zranić.
– Dlaczego miałabym to robić?
– Gdybyś była zła i niegodna zaufania, wykorzystałabyś to. Niczego od ciebie nie wymagam, ale lubię cię. Szkoda byłoby, żebyś zrezygnowała z życia, które twoi bliscy chcieli chronić.
– Arte, ja muszę się z tym przespać. Jestem zmęczona. Proszę, zostaw mnie samą.
– Tylko nie rób nic głupiego.
Wampir wyszedł. Przez chwilę stał pod drzwiami kwatery dziewczyny, zastanawiając się, co zrobi. Mimo oczyszczenia nadal wracał do niej strach o własne życie, nie ufała sobie, nie akceptowała siebie. To mogło doprowadzić ją do niewłaściwych decyzji. Tylko która była właściwa? Dla niego było to oczywiste – wybrać życie, zapanować nad bestią i wypełniać swoje misje, ale to ona musiała zadecydować. Nie mogli jej do niczego zmuszać, nie byli Centralną Administracją Czarnego Zakonu.
Poszedł do biblioteki, gdzie znalazł Arianne. Czytała. Pozornie wyglądała na spokojną, ale Arte wiedział, że kobieta się denerwuje. Już zaakceptowała uczennicę i czuła się za nią odpowiedzialna.
– Byłem u Vivian.
– Jak się czuje?
– Jest rozbita. Obawiam się, że ją stracimy.
– To jej decyzja. Musimy ją uszanować.
– Arianne, naprawdę ni chcesz spróbować jej przekonać?
– Chciałabym, ale nie mogę jej do niczego zmusić. Zaczęłaby traktować nas jak wrogów, czułaby się nieszczęśliwa. Chcesz, żeby znowu się tak czuła?
– Nie, ale dziwnie szybko się do niej przyzwyczaiłem.
– Przypomina ci ciebie?
– Tak – uśmiechnął się wampir. – Jest takim samym wrakiem, potworem, bestią, którą należy zabić, a jednak ma szansę na kształtowanie swojego losu.
– To nie jest tak do końca. Ona jest Aniołem Lucyfera i ma określone zadanie do wykonania. Machina losu już ruszyła. Od niej zależy jedynie wynik.
– Nic nie możemy zrobić?
– Możemy jej pomóc przejść ten najgorszy okres i pozwolić na jeszcze odrobinę szczęścia. Jeśli Vivian się nie uspokoi, nie postawi na jedną ze stron, nie podejmie niepodważalnej decyzji, będzie jeszcze bardziej cierpiała. Pozwól jej decydować o tym, co zrobi, ale chroń ją, Arte. Pomiędzy wami zaczyna tworzyć się nić porozumienia. Nie zmarnuj tego, bo skorzystacie z tego oboje.
Arte zniknął na chwilę pomiędzy regałami, żeby wybrać książkę dla siebie. Chciał odciągnąć myśli od brązowowłosej i miał nadzieję, że lektura mu w tym pomoże. Już nie wracali do tej rozmowy.
Tymczasem Vivian próbowała zasnąć, ale zbyt wiele myśli jej to uniemożliwiało. Rozmowa z wampirem nie pomogła, przyniosła jedynie większy mętlik. Wiedziała, że od Kandy usłyszałaby to samo, ale w ostrzejszych słowach, Japończyk doprowadziłby ją do awantury. Zawsze tak było, przez co czuła się osaczona i pusta, miała jeszcze gorszy humor. Kanda po prostu nie potrafił inaczej z nią o tym rozmawiać, ale się starał.
Arte pokazał, że mu zależy. Nie znał jej zbyt dobrze, ale już teraz próbował o nią walczyć z nią samą. Zaufał jej i odsłonił. Wiedziała, przez długi czas nikt o niego nie walczył, potem pojawił się tajemniczy Chris, który pokazał mu, że nad bestią można zapanować. W efekcie został członkiem Ligi Cieni. Czy ona też tak może? Czy to jest możliwe?
Anioł Lucyfera był zadrą w jej sercu. Teraz już wiedziała, że może doprowadzić do zagłady, co ją przerażało. Jednak generałowie zdecydowali się jej zaufać, ratować ją przed Leverrierem, narażając się na problemy. I to poważne. Gdyby prawda wyszła na jaw, mogliby nawet zginąć.
Jej bliscy musieli zostać oszukani, że zginęła. Tamtego popołudnia patrzyła na ich rozpacz, nawet nie próbowała sobie wyobrażać, jak Abba to przeżyła. Okłamała ją, gdy dziewczynka wymogła na niej obietnicę powrotu. Oszukała wszystkich, na których jej zależało, aby przeżyć, chronić ich przed samą sobą i gniewem Leverriera, gdyby próbowali się buntować. Powrotu nie będzie, jest niemożliwy dla niej. Szef Centrali od razu kazałby ją zabić, a ona była zbyt słaba, żeby się obronić.
Przypomniała sobie rozmowy z Niszczycielem Czasu i urywane wspomnienia Zemsty. Anioł Lucyfera sprzeciwiła się Milenijnemu, stanęła po stronie ludzi, dała egzorcystom innocence, zdradziła swoją rodzinę. Vivian nie była pewna, czy nadal będzie sobą czy już kimś innym. Zapewniano ją, że sama może decydować. Czy na pewno?
– Chyba przegrywam sama ze sobą – westchnęła.
Strach ciągle ją spowalniał. Bała się własnego życia, zmian, ale już nie cierpienia. To już jakoś zaakceptowała, przyzwyczaiła się do tego. Zamknęła oczy, odchylając głowę. Niczego nie wiedziała na pewno, ale też nie chciała próbować. Wszystko przez strach, a przecież inni obawiali się jej potęgi, której nie chciała przyjąć. Jej wrogowie też się bali, że stanie przeciwko nim. Próbowali wykorzystać jej niezdecydowanie, strach i obawy, chcieli zmusić ją do posłuszeństwa. Nikt nie patrzył na to, czego ona pragnęła. Liga dała jej wybór, miała sama zdecydować. Nawet Arte, który wolałby, aby żyła, do niczego jej nie zmuszał. No może jedynie do rozmowy, ale miał trochę racji. Nikt nie chciał, aby zginęła. Próbowali ją ratować nawet kiedy ona nie miała na to ochoty.
Czy mogła ich jakoś chronić? Czy potrafi zmienić los, który zgotowała jej rzeczywistość? Czy naprawdę mogłaby zdecydować? Gdyby rzeczywiście udało jej się zapanować nad tą mocą, mogłaby ruszyć dalej. Wciąż jednak była niepewna. Chciała żyć, po to tu przybyła, a przekleństwo wydzierało z niej to życie. Zostało jej najwyżej kilka miesięcy. Pełne bólu rozdzierającego całe ciało. Chyba, że się wcześniej sama zabije. Z drugiej strony życie Cienia, który wciąż walczy. Może nie szczęście, ale odrobina normalności, akceptacji i spokoju.
Jeszcze przez jakiś czas się wahała. Chciała czy nie, była Aniołem Lucyfera, Noah Zemsty. Przed tym uciec nie mogła, bo to tylko dodatkowy ból. Nie była z tego dumna, ale jeśli ta moc mogłaby uczynić coś dobrego, to dlaczego nie? Może mogłaby wreszcie stać się kimś, a nie tylko przedmiotem, gratyfikacją wojenną, nagrodą dla zwycięzcy. Pod skórą czuła bestię – wypuszczona mogłaby narobić szkód, ale gdyby nad nią panowała? Można to zrobić? Przecież była wyjątkowa, miała moc Noah a jednocześnie panowała nad innocence. Utrzymanie równowagi pomiędzy tymi mocami z pewnością wymagało dużego zaangażowania i treningu, ale jest to zrobienia. Mogła to zrobić. Wystarczą chęci i samozaparcie, a Vivian należała przecież do ludzi bardzo upartych, co zwykle przysparzało kłopotów. Jednak gdy coś chciała osiągnąć, nic jej nie mogło zatrzymać.
Podniosła się gwałtownie i wybiegła z sypialni. Dopiero po chwili zorientowała się, że nie wie, dokąd ma iść. Była tu dopiero od kilku dni, a dziś została oprowadzona, ale nie znała szczegółów.
Zwolniła w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby udzielić jej pożądanej informacji. W końcu dojrzała jakiegoś mężczyznę, który szedł w jej stronę. Zaczepiła go:
– Możesz mi powiedzieć, gdzie znajdę pokój pani Arianne?
– Jesteś jej nową uczennicą?
– Tak.
– Arianne mieszka w trzecim pokoju po prawej na piętrze Najwyższych. Jeśli jej tam nie będzie, sprawdź bibliotekę.
– Dziękuję – dziewczyna lekko dygnęła, mając w pamięci pouczenia mistrzyni.
Pobiegła we wskazanym kierunku. Wiedziała: teraz albo nigdy. Drugi raz nie podjęłaby tego ryzyka. Za bardzo by się bała.
Zapukała do odpowiednich drzwi. Nie doczekała się jednak odpowiedzi nawet, gdy dwa razy powtórzyła pukanie. Skierowała się więc do biblioteki, mając nadzieję, że tym razem poszukiwania będą owocne. Instynktownie pobiegła do miejsca, do którego zaprowadził ją Arte przy pierwszym spotkaniu.
– Mistrzyni – odezwała się, gdy dostrzegła kobietę.
Czarnowłosa podniosła spojrzenie znad czytanej książki. Szczerze mówiąc, nie spodziewała się jej tutaj już teraz.
– Vivian, biegłaś? Usiądź zanim wyjaśnisz – powiedziała.
Dziewczyna wykonała polecenie. Uspokoiła oddech i wyrzuciła z siebie:
– Chcę wybudzić swojego Noah. Nie wiem tylko, jak to zrobić.
– Jesteś tego pewna?
– Tak.
– Na pewno?
– Nie – przyznała. – Wiem jednak, że drugi raz nie podejmę takiej decyzji. Obawiam się tego, ale to jedyny sposób na dalsze życie, prawda?
Arianne kiwnęła głową. Obserwowała swoją uczennicę, która była niespokojna. Jeszcze chwila i mogłaby zrobić coś głupiego. Podniosła się i podeszła do dziewczyny, żeby położyć na jej ramieniu dłoń.
– Uspokój się – powiedziała łagodnie. – Musisz być pewna tej decyzji, bo odwrotu nie będzie.
– Wiem. Nadal się boję, ale nie chcę czekać na bolesną śmierć. Pomożesz mi?
– Pomogę. Nie zostawię cię z tym samej. Pamiętaj jednak, że to trochę potrwa. Musisz się przygotować, a zdjęcie przekleństwa też nie jest proste.
– Zdejmiecie je całkowicie?
– Nie. Zostanie w tobie na zawsze, ale nie będzie już dla ciebie niebezpieczne. Nauczysz się korzystać z jego siły i będziesz jeszcze potężniejsza. To jednak trochę potrwa. Musisz wykazać się cierpliwością.
– Kiedy zaczniemy?
– Kiedy będziesz gotowa.
– Nie chcę czekać.
– Chodź.
Arianne zaprowadziła ją na dół na piętro, gdzie była jadalnia. Weszły jednak do innego pomieszczenia, Vivian rozejrzała się. Była to sporej wielkości sala wypełniona przede wszystkim sofami, fotelami i pufami. W jednej ze ścian wbudowano kominek, który miał nadać pomieszczeniu przytulny charakter.
– To świetlica? – zapytała.
– Tak. Obecnie nikogo tu nie ma, więc pierwszą fazę możemy tu bezpiecznie przeprowadzić. Usiądź sobie, gdzie chcesz, żeby było ci wygodnie.
Brązowowłosa wybrała jeden puf dość spory, że mogłaby spokojnie usiąść, półleżąc. Była jednak nadal trochę spięta, co nietrudno było zauważyć.
– Rozluźnij się.
– Żeby to było takie proste – mruknęła.
– Musisz się uspokoić, bo inaczej nic nie wyjdzie. Rozluźnij mięśnie. Na razie pozwól ciału się odprężyć.
Arianne cierpliwie czekała aż dziewczyna wypełni polecenie. Nie mogła jej poganiać, bo to mogłoby skomplikować całą sprawę. W tym przypadku musieli poruszać się bardzo ostrożnie, żeby nie stracić Vivian.
– Dobrze. Teraz zamknij oczy i oczyść umysł. Wiem, że może być to kolejny problem, ale po prostu nie skupiaj się na żadnej z myśli. Niech się pojawiają i znikają swobodnie.
– To ma być medytacja?
– Jej elementy.
– To też jest lekcja?
– Wszystko ma być dla ciebie lekcją, póki jesteś pod moją opieką. Na razie skup się na tym zadaniu. Reszta później.
Ta część zajęła Vivian więcej czasu. Potrafiła to zrobić, ale tym razem wszystko ją rozpraszało. Dopiero po jakimś czasie poczuła się lepiej, myśli pojawiały się coraz rzadziej i szybko zapominała, czego dotyczyły.
– Jesteś gotowa? – zapytała Arianne.
– Tak.
– Dostrzegasz swoją bestię?
– Jest tuż pod skórą.
– Nie bój się jej. Jest częścią ciebie. Sięgnij po nią delikatnie. Musisz ją poznać zanim się wybudzisz.
Dziewczyna bardzo ostrożnie wyciągnęła myśl ku swojemu Noah. Już kilkukrotnie coś takiego czuła, wtedy jednak było to działanie nieświadome i nie do końca kontrolowane.
Arianne obserwowała swoją uczennicę, która popadała w pewien rodzaju trans. Dzięki temu mogła przyzwyczaić się do Zemsty, zaakceptować ją jako część siebie. Bez tego Vivian nie byłaby w stanie wybudzić się całkowicie, poza tym to mogłoby być dla niej dużo trudniejsze.
– Vivian – dziewczyna nie zareagowała. – Vivian – potrząsnęła delikatnie jej ramieniem.
Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na Francuzkę. Przez chwilę nie wiedziała, co ma powiedzieć.
– W porządku?
– Tak, chyba tak. Będziemy to powtarzać?
– Tak, musisz oswoić się z własną bestią. Wszystko powoli i spokojnie. Przez najbliższe kilka minut możesz robić, co chcesz, ale nie rozpraszaj myśli.
– Arte wspominał coś o blokadach myślowych.
– Musisz umieć chronić swój własny umysł przed innymi. To jedna z podstawowych zasad bezpieczeństwa. Zamknięcie umysłu pozwala zachować trzeźwość w walce, a to bardzo ważne, gdy mamy do czynienia z demonami. Na razie zostawmy to. Nie wszystko na raz.
– Dobrze.
Vivian wstała i przeszła się po pomieszczeniu. Kiedy wróciła na miejsce, kontynuowały. Powtarzały poznanie jeszcze kilkukrotnie dopóki Arianne nie uznała, że dziewczyna ma już dość i należy jej się odpoczynek. Odesłała ją do sypialni, żeby brązowowłosa przespała kilka godzin w spokoju.

***

Vivian: Problem goni problem. Jak zwykle.
Laurie: W tej materii nic się nie zmieniło. Za to ty się zmieniasz. Niedługo przestaniesz być taka dzika.
Vivian: Chciałabyś. Lepiej się zajmij tłumaczeniem tych dwóch kwestii.
Laurie: No tak. To najpierw przekleństwo. Oczywiście, że Liga wiedziała, że Vivian je ma, ale nie sądzili, że aż tak się rozrosło, ale przynajmniej teraz Vivian wie, na czym stoi.
Vivian: I napuściłaś na mnie Arte.
Arte: Ja nie mam żadnych złych intencji. Czytelniczki chcą chyba ze mnie zrobić jakiegoś demona.
Lavi: Na razie zostałeś okrzyknięty drugim Yuu. Tylko takim dłużej żyjącym i bardziej krwiożerczym.
Arte: Przepraszam cię bardzo, ale ja nie łażę i nie gryzę, kogo popadnie. A tym bardziej nigdy nie zrobiłbym Vivian krzywdy.
Laurie: Na razie zachowujesz się jak Kanda.
Arte: To Vivian ma skojarzenia, bo za nim tęskni.
Vivian: Morda, durny wampirze! Nie tęsknię za nim.
Arte: Akurat.
Vivian: Laur, trzymaj mnie, bo mu przyłożę.
Laurie: Jak widzicie, Arte to nie do końca taki Yuu. Bardziej powiedziałabym, że jest mieszaniną cech Kandy i Laviego. Nie wiem, czy to aż tak widać, także w następnych rozdziałach, ale tak go właśnie widzę. Przyjaciółmi najpierw ogłosiła ich nasza święta trójca, ale faktem jest, że oni po prostu nadają na tych samych falach.
Lavi: Nic dziwnego, że Yuu dostanie szału jak ich razem zobaczy.
Vivian: Nie insynuuj dziwnych rzeczy, durny zającu. Poza tym was tu na razie nie ma. Wystarczy, że z Arte muszę się użerać.
Arte: Lubisz mnie.
Vivian: Chciałbyś. I jeszcze jedno: nie myślcie sobie, że coś nas połączy. Jak coś takiego usłyszę, zabiję.
Laurie: Przecież nikt was o nic nie oskarża. Zresztą w karcie postaci Arte jest wyraźnie napisane, że będziecie przyjaciółmi, a nie kochankami.
Vivian: Zawsze każesz mnie dziwnymi przyjaciółmi. Za jakie grzechy?
Laurie: Ty wiesz za jakie.
Vivian: Chyba za niewinność. Fajnie jednak, że jest jakiś odzew od czytelników. To motywuję Laur, choć ostatnio zwalnia.
Arte: Nie zwalnia, ale obmyśla już coś nowego.
Vivian: Tylko dlaczego ja tam wylądowałam?
Laurie: To przejściowe. Później twoje miejsce zajmie Corrie, więc nie narzekaj. To chyba tyle na dzisiaj. Pozdrawiamy serdecznie i do następnego.

2 thoughts on “Uciekaj najdalej jeśli wiary Ci brak Uciekaj przed siebie pamięć nie leczy ran Pokonaj zwątpienie, kiedy strach budzi się Ze sobą nie przegrać czasem najtrudniej jest

  1. Katsumi pisze:

    Dreszczyk emocji. Aż poczułam motyle w brzuchu. Fakt, że Viv przyjmie swojego Noah jest ekscytujący. Tylko jak zareagują egzorcyści, gdy dojdzie do spotkania. Może jak poczuje przypływ energii to nabazgram Vivian w wersji Noah. Chyba, że wolisz żebym nie kaleczyła postaci.

    Po tym rozdziale poczułam sympatie do Arte. To jednak dobry chłopak. Nie powinno się oceniać wampirów po tym kim są. Rzeczywiście sprawia lekkie wrażenie bycia mieszanką Yuu i Zająca.

    To do następnego. Oby ostatni tydzień wakacji był udany.

  2. yuukikurama pisze:

    Ja tam lubię wampiry, a Arte jest całkiem sympatyczny, zresztą nigdy nie twierdziłam, że jest demonem, ani, że jest zły czy coś. Ciekawi mnie co wyniknie z tego przebudzenia, robi się interesująco. Nie mogę się po prostu doczekać kolejnych rozdziałów. ^^
    Jak pani powyżej, życzę udanego ostatniego tygodnia wakacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s