Tak dobrze cię znam… Chyba nawet lepiej niż ty siebie Jestem taki sam… Wciąż widzę setki plam na niebie

Dzień dawno się zaczął, ale Vivian nadal starała się zignorować ten fakt, nie otwierając oczu. Nie reagowała nawet na szturchnięcia i słowa Anny.
– Panienko Vivian, czas już wstawać – powtarzała dziewczyna.
– Ja tu dzisiaj zostaję.
– Ale panienki obowiązki… Tak nie można.
– Nigdzie nie idę.
Głupio jej było przed Arte i nie chciała się z nim widzieć już teraz, a nawet w ogóle. Nie powinna tego robić, przecież ją przed tym ostrzegał, a ona przekornie zrobiła inaczej, dając się ponieść chwili. Arte to przyjaciel i nikt więcej, a z przyjaciółmi się nie śpi, bo niszczy się przyjaźń. Odrzuciła go w tak perfidny sposób i wcale się nie dziwiła, że się wkurzył. Jest genialna, każdego doprowadzi do furii.
Usłyszała, jak otwierają się drzwi. Anna nadal siedziała obok niej na łóżku, więc był to ktoś obcy. Tylko jedna osoba mogła się tak zachować.
– Ty jeszcze wyrko grzejesz? – głos Arte był zbyt dobrze rozpoznawalny, żeby się nie skrzywiła.
– Odwal się.
– Znowu uciekasz? Nie mówiłaś, że dość już uciekania?
– Idź stąd.
– Anno, zostaw nas samych.
– Oczywiście.
Vivian spojrzała krótko na Arte i szczelniej przykryła się kołdrą. Nie chciała z nim rozmawiać, szczególnie o wczoraj, ale wampir nie zamierzał się poddać. To nie było w jego stylu. Złapał za róg okrycia i jednym płynnym ruchem zdarł je z dziewczyny. Podniosła się ze złością do siadu.
– Co ty wyprawiasz? – warknęła.
– A ty? Myślałem, że już ochłonęłaś, a co widzę?
– Zostaw mnie w spokoju, Arte.
Odwróciła spojrzenie, przyciągając do siebie nogi. Zupełnie ignorowali fakt, że dziewczyna nadal była naga. To nie miało zbyt wielkiego znaczenia w świecie Cieni.
– Vivian, porozmawiaj ze mną. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
– Byliśmy.
– Ja nas jeszcze nie skreśliłem.
– A powinieneś – przerwała mu.
– Nie. Nie powinienem się tak wczoraj zachować. Przepraszam.
– Sprowokowałam cię do tego.
– Nieważne. Nie powinienem tego robić. Chyba sam nie ufam tak bardzo samemu sobie i stąd moje zachowanie. Nie chciałem cię skrzywdzić.
– Ale miałeś rację. Nie powinnam przelewać uczuć na innych. Już to przerabiałam i to nie jest rozwiązanie. Chyba ta cała sytuacja mnie przerosła. Przepraszam, Arte. Nie chcę stracić twojej przyjaźni.
– No to chodź się napić.
– Nie jest za wcześnie?
– Na picie nigdy nie jest za wcześnie – uśmiechnął się.
Roześmiała się. Arte nie wziął tego do siebie, uspokoił się i sam wyciągnął rękę na zgodę. Był jej przyjacielem i nie powinna w to wątpić. Chciał ją po prostu ochronić przed swoją wampirzą naturą, więc nic dziwnego, że tak zareagował. Na szczęście emocje opadły i cała sprawa rozeszła się po kościach.
Ubrała się i razem zeszli do baru. Pili różne alkohole, które szybko uderzyły im do głowy. Nie bronili się przed tym, bo chcieli odreagować. Przez to też zaczęli się wygłupiać: tańczyli na barze i stolikach, śpiewali sprośne piosenki, małpowali właściciela baru i gości, a potem także inne Cienie. Nie przejmowali się innymi ludźmi, żyli we własnym świecie pijackich fantazji i żartów.
Tak ich znalazł Riki, inny młody Cień, który niedawno ukończył szkolenie. Miał krótkie, jasne włosy i różnokolorowe oczy: prawe niebieskie, lewe zielone.
– Vivian, Arte.
– Vivian, Arte – powtórzyli jednocześnie.
– Pani Arianne chce was widzieć.
– Pani Arianne chce was widzieć.
– To nie jest zabawa.
– To nie jest zabawa.
Śmiali się przy tym jak opętani. Chłopak spojrzał błagalnie na Hansa, bo sam nie potrafił sobie z nimi poradzić. Demony nie stanowiły dla niego problemu, współpracownicy – owszem.
– Panie Arte, przecież pan wie, jak to się może skończyć dla panienki Vivian.
Dziewczyna miała powtórzyć jego słowa, ale wampir zasłonił jej usta.
– Koniec zabawy. Arianne się wścieknie, jeśli się nie stawimy. W tym stanie i tak wiele z ciebie nie wyciągnie. Chodź.
Mimo alkoholu szumiącego w głowie myślał rozsądnie. Już i tak naraził ją na niezłą burę, ściągając do baru zamiast na trening. Musiał jednak rozładować ostatnie napięcia pomiędzy nimi.
Brązowowłosa skrzywiła się, ale posłusznie poszła za mężczyznami. Jej organizm już zaczął trawić alkohol, spacer na mrozie też trochę pomógł, ale musiało to jeszcze trochę potrwać. Tym razem bez kaca się nie obejdzie.
Arianne czekała na nich w bibliotece. Z daleka czuła od nich alkohol, poza tym spodziewała się, w jakim stanie wrócą, skoro trzeba było ich ściągać z „Szalonego Kruka”. Zmierzyła swoją uczennicę surowym spojrzeniem, pod którym Vivian spuściła głowę.
– Widzę, że wczorajsza kłótnia poszła w niepamięć – powiedziała Francuzka. – W tym stanie jednak za wiele nie zrobimy dzisiaj.
– Przepraszam, mistrzyni.
– Przecież wiem, że to sprawka Arte. Dobrze, że już się pogodziliście. Idź odpocząć, Vivian. Jutro zajmiemy się twoim dalszym szkoleniem.
– Oczywiście.
Poczekała aż dziewczyna zniknie z zasięgu słuchu i zwróciła się do Arte:
– Wiem, że sytuacja była dość poważna, ale to nie znaczy, że masz mi rozpijać uczennicę.
– Wybacz, trochę nas poniosło.
– Was? – kobieta spojrzała na niego sceptycznie.
– Jestem łobuzem, Arianne, ale twoja uczennica wcale nie jest taka święta, na jaką wygląda. Pije jak zawodowy alkoholik i nadal jest trzeźwa chyba, że dostanie miksa.
– Arte, ja cię bardzo proszę.
– Tak, wiem, przesadziłem. Przepraszam. Postaram się więcej nie rozbijać treningu Vivian.
– Dobrze, możesz już iść.
Wampir odwrócił się i uśmiechnął do siebie. Dziwnie się czuł, dostając burę za swoje zachowanie. Miał ponad dwa razy dłuższy staż niż Arianne, nie mówić już o wieku, a jednak kobieta zrugała go za poranny eksces. Była Najwyższą, ale teraz nie miało to znaczenia. Poza tym on od dawna nie był już nowicjuszem i jedynie Rada powinna mieć takie prawo. No właśnie, powinna, ale nigdzie nie zostało to zapisane.
Rozbawiony zszedł do łaźni, po drodze zabierając z pokoju czyste rzeczy. Pozdrowił te kilka osób, które spotkał wśród obłoków białej pary i wsunął się do basenu, gdzie z przymkniętymi oczami siedziała Vivian.
– Kacyk?
– Niewielki, ale tak to jest jak się pije na pusty żołądek – spojrzała na niego.
– Raz się żyje.
– Moja mistrzyni jest bardzo zła?
– Na ciebie nie. To mnie się oberwało.
– Nie jestem bez winy. Mogłam ci odmówić.
– Naprawdę myślisz, że bym ci na to pozwolił? – roześmiał się. – Swoją drogą, to było ciekawe doświadczenie zostać zruganym po tylu latach służby w Lidzie. Jadłaś już coś?
– Jeszcze nie. Najpierw chciałam się umyć. Śmierdzę alkoholem.
– Zmywamy dowody zbrodni, co? – zakpił.
W odpowiedzi wystawiła mu język. Wampir pokręcił głową i powiedział:
– Taka prawda.
Kopnęła go w kostkę, na co zaczął chlapać ją wodą. Po chwili rozegrała się prawdziwa bitwa przy akompaniamencie ich śmiechu. Arte przytopił przyjaciółkę, po czym Vivian wyszła z wody.
– Dość tego moczenia. Jestem głodna jak wilk.
– Ja też.
Jak zwykle wampir zostawił mokre włosy, z których woda skapywała na jego koszulę i podłogę, zostawiając ślady ich wędrówki. Roger żartował z nimi zanim posiłek był gotowy, potem spokojnie usiedli do śniadania, które faktycznie było już obiadem.
– Więc masz dzisiaj wolny dzień.
– Tak, trzeba go dobrze wykorzystać. Nie chcę, żeby mistrzyni pomyślała, że mi nie zależy.
– Wie, że ci zależy. Nie bądź taka w gorącej wodzie kąpana.
– Lubię gorącą wodę – zażartowała.
– Masz już jakieś pomysły co do wolnego popołudnia?
– Nie, ale nie chcę twoich propozycji. Dopiero pozbyłam się jednego kaca, a na drugiego nie mam ochoty.
– Czy ty naprawdę myślisz, że tylko jedno mi w głowie?
– Kto wie? – uśmiechnęła się.
Zajęli pustą świetlicę, przynieśli sobie książki i spędzali czas na czytaniu. Taki spokój był im potrzebny po stresie i szaleństwach, we wszystkim musi istnieć równowaga, żeby funkcjonować. Poza tym Vivian miała wyrzuty sumienia, że trening został opóźniony przez jej stan. Chciała go jak najszybciej ukończyć i stać się pełnoprawnym członkiem Ligi, wierzyła, że to rozwiąże wszystkie jej problemy. Przy tym łaknęła wiedzy, chciała się uczyć, co przypomniało jej zachowanie Abby.
Na wspomnienie dziewczynki zamknęła książkę i spojrzała w ogień w kominku. Zaczęła się zastanawiać, co dziewczynka robi i jak się czuje. Czy jest bezpieczna? Bardzo tęskni? Czy kiedykolwiek wybaczy jej kłamstwa? Wielokrotnie oszukiwała ją dla spokoju serca dziewczynki, utwierdzając małą, że będzie zawsze. Zawsze się skończyło.
– Co się tak zamyślałaś? – usłyszała Arte.
– Nie. Tak jakoś.
Wampir spojrzał na nią uważniej. Od kilku minut siedziała pogrążona w myślach z tęskną miną. Nie wyglądało jednak na to, żeby dziewczyna z własnej woli wyjaśniła, o czym myśli.
– Vivian…
– Jest w porządku. Po prostu czasami jeszcze za nimi tęsknię.
– To dobrze. Przynajmniej masz pewność, że ci zależy.
– Tylko szkoda, że zrozumiałam to dopiero po fakcie.
– Lepiej późno niż wcale. Ucz się na błędach, najlepiej innych – uśmiechnął się.
Wtedy do świetlicy weszła Isabel. Odetchnęła, gdy ich zobaczyła.
– No, w końcu. Wiecie, ile się was naszukałam? – odezwała się.
– Coś się stało?
– Idziemy do „Szalonego Kruka”. Mirabell wyjeżdża i robimy jej imprezę pożegnalną – wyjaśniła blondynka.
– Ja odpadam, Isabel. Dopiero wyszłam z jednego kaca.
– Nie ma mowy, Vivian. Dzisiaj nie przyjmuję odmowy. Poza tym nie miałaś jeszcze imprezy powitalnej i musisz poznać jeszcze kilka osób.
Brązowowłosa spojrzała na Arte w poszukiwaniu poparcia, ale ten rozłożył bezradnie ręce.
– Dziś nam nie odpuści – stwierdził.
– Ustalone – postanowiła blondynka. – Idźcie po płaszcze i spotykamy się w sali wejściowej – i poszła dalej.
Vivian westchnęła ciężko. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewała.
– Mistrzyni mnie zabije – mruknęła.
– Nie będzie tak źle. Po prostu nie przesadzaj z alkoholem.
– Naprawdę wierzysz, że to się uda? – spojrzała na niego sceptycznie.
– Nie, przy Wiedźmie nie ma takiej możliwości, ale musimy iść, bo nam żyć nie da. Chodź, zbieramy się.
Chcąc nie chcąc, oboje ruszyli do swoich kwater, żeby zabrać ciepłe płaszcze. Na zewnątrz panował mróz, od którego szczypały policzki i nawet ci najbardziej przyzwyczajeni do zimna kulili się, żeby utrzymać ciepło. Ta zima miała być naprawdę ciężka: mroźna i śnieżna. Ledwo się zaczęła, a już trzymała dość mocno cały Berlin, co było widać na ulicach. Nikt nie wychodził bez potrzeby, ludzie chowali się w ciepłych budynkach i przeklinali aurę, z którą ciężko było dyskutować. Szczęście sprzyjało tym, którzy mieli dom, cała reszta musiała walczyć o przeżycie, a do wiosny daleko…
W „Szalonym Kruku” było już trochę osób, część w ogóle niezwiązanych z imprezą. Ci siedzieli po kątach nad kieliszkami przeróżnych trunków jedynie ze swoimi myślami. Za barem prócz Hansa stało dwóch chłopaków: blondyn i brunet. Arte już wcześniej uświadomił Vivian, że Werner nie musi nikogo zatrudniać z zewnątrz, bo ci z góry schodzą, żeby mu pomagać przy prowadzeniu baru.
– Tych dwoje tu nie wpuszczę – barman wskazał wampira i byłą egzorcystkę. – Dzisiaj już dali do wiwatu.
– Hans, nie możesz im tego zabronić. To impreza powitalna Vivian – uśmiechnęła się blondynka.
– A nie przypadkiem pożegnalna Mirabell?
– Dwa w jednym.
– No dobra. Poddaję się. Bawcie się.
Isabel wzięła Vivian za rękę i zaprowadziła do stolika, gdzie było już pełno osób. Brązowowłosa rozpoznała Mirabell i Changa, a prócz nich jeszcze dwie znajome sylwetki.
– Witaj, Czarnoskrzydła – uśmiechnęła się dziewczyna o dwóch niskich, platynowych kucykach. – Miło widzieć cię w zdrowiu.
– Cześć, Aislim, Zack – kiwnęła im głową.
– To wy się znacie? – zapytała Isabel.
– Poznaliśmy się w Leeds podczas misji – wyjaśnił Zack, blady rudzielec o bladozielonych oczach.
– Uratowali mi życie – dodała Vivian. – Nie zdążyłam wam wtedy podziękować.
– Nie musisz. To należało do naszych obowiązków – uśmiechnęła się lekko Aislim.
Wydawało się, że nie do końca odpowiada jej towarzystwo, ale wszyscy świetnie się z nią dogadywali. Po prostu wygląd dziewczyny mylił ludzi.
Isabel spojrzała uważnie na Vivian, która nie przyznała się wcześniej, że zna inne Cienie.
– Dobra, to zanim się wygłupię, kogo stąd jeszcze znasz?
– Nikogo. Jedynie kojarzę z widzenia.
– No to zaraz wszystkich poznasz. Zaczynamy od naszej maskotki, Rikiego, który niedawno został samodzielnym Łowcą Demonów – wskazała na jasnowłosego chłopaka.
– Ty po nas przyszedłeś rano.
– Tak. Miło mi cię poznać, Vivian.
Isabel przedstawiła jej jeszcze parę osób, przez co brązowowłosa była trochę skołowana. Nie szukała tak towarzystwa, co najwyraźniej nie przeszkadzało blondynce. Jednak jedno ją zastanowiło.
– Łowców Wampirów tutaj nie ma? – zapytała.
– Wampiryczni się specyficzni i raczej trzymają się tylko ze sobą – odpowiedziała Wiedźma.
– Poza tym nie przepadają za mną – dodał Arte. – Więc nas unikają, ale nie masz co płakać. Jeszcze ich poznasz.
– Szkoda czasu na gadanie. Bawimy się, moi drodzy – powiedziała Isabel.
Nikt chyba nie miał wątpliwości, kto organizuje w tym miejscu imprezy. Blondynka była duszą towarzystwa i nie stroniła dziś od alkoholu, świetnie się bawiła i szybko wciągnęła w to Vivian, choć brązowowłosa chciała zachować umiar.
Arte obserwował przyjaciółkę z szelmowskim uśmiechem. Nawet nie zauważyła, kiedy stała się częścią tego miejsca. Fakt, Isabel trudno było odmówić, ale jej otwartość pozwoliła wyciągnąć dziewczynę zza murów, które chciał stawiać.
Obok niego usiadł Akito, Japończyk z siwym pasmem pośród czarnych włosów, które zarobił w czasie jednej z walk. Niedawno wrócił z zadania i teraz musiał poczekać aż złamana ręka się zrośnie.
– Vivian nieźle daje sobie radę – powiedział.
– Obawiałem się, że będzie gorzej – przyznał wampir. – Ale się wdraża.
– Rozpijecie ją.
– O to się nie martw. Jeśli o to chodzi, jest wybitnym graczem. Obawiam się, że nawet mnie upiłaby do nieprzytomności, a sama by spokojnie siedziała.
– Potrzebujemy zdolnych ludzi. Jest ich coraz mniej.
– Zauważyłem. Kiedy zaczynałem, nowicjuszy było prawie trzydziestu, teraz ledwo czworo.
– Kiedyś szkoliliśmy jeszcze egzorcystów.
– Tamte czasy odeszły bezpowrotnie, odkąd wmieszaliśmy się w brudy Leverriera.
Akito spojrzał na Vivian, która aktualnie wydzierała się z kilkoma innymi Cieniami na barze w parodii jakiejś piosenki ludowej. Uśmiechnął się pod nosem.
– Jest trochę do niej podobna – stwierdził.
– Nie zauważyłem.
– A powinieneś. Tylko do niej się uśmiechałeś.
– Przestań, Akito. Źle to interpretujesz. Poza tym z takimi wnioskami idź do Arianne. To ona przez to miała największą traumę – odparł ponuro wampir.
– Nadal nie mogę zrozumieć, jak mogli zmasakrować własną towarzyszkę. I to w momencie, gdy mieli tak mało ludzi.
– Ja tam nie mam ochoty próbować zrozumieć myślenia tego śmiecia. Rozerwałbym go na strzępy, gdybym tylko mógł.
Japończyk spojrzał na brązowowłosego. Czasem zapominał, jaka bestia w nim siedzi, ale w tym przypadku mu się nie dziwił. Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu odczuli śmierć Lean, która była duszą towarzystwa. Ten konflikt wiele zmienił.
– Vivian mnie przyciąga, bo ją rozumiem – powiedział po chwili Arte. – Byłem kiedyś taki sam, a może nadal jestem. Nie musi mi mówić wielu rzeczy, bo wiem, jak myśli. Taki układ obojgu nam pasuje. Lean była całkiem inna, więc ich nie porównuj.
– Nie pilnuj jej tak. I tak jest już pijana.
– Uwierz mi, tylko na taką wygląda – roześmiał się wampir i podniósł się.
Resztę nocy spędził na piętrze, chcąc zapomnieć o rozdrapanej ranie. Nie dziwił się, że Cienie źle to interpretują, ważne, że on znał prawdę. To mu wystarczało.
Vivian wreszcie udało się opuścić się krąg pijących i usiadła w kącie sali obok Li Sunga, który nie udzielał się tak w zabawie. Odchyliła głowę i zamknęła na moment oczy.
– Masz dość? – zapytał.
– Tempo mają straszne, ale jest zabawnie – odpowiedziała. – Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam.
– Isabel się ucieszy.
– Tak, tylko mistrzyni to mnie jutro zabije, jak pojawię się na kacu.
– Fakt, drugi raz ten numer ci nie przejdzie. Ricco – przywołał drobnego bruneta, który sprzątał stół obok – zrób Vivian kawę.
– Dobrze, panie Chang.
Chłopak uwinął się z tym w ciągu paru chwil. Vivian kiwnęła mu z wdzięczności głową, na więcej nie miała sił.
– Mirabell już leży – zauważyła. – Nie sądziłam, że ma taką słabą głowę.
– Mir pije tylko tutaj – odparł Chińczyk. – Gdy jest w Afryce, nie rusza alkoholu, ale uwielbia pić z Isabel. Nie widzą się miesiącami, ale są przyjaciółkami.
– A ty czemu nie pijesz?
– Jutro rano jadę do Hiszpanii. Nie lubię łączyć pociągów i alkoholu. Wypij kawę i wracamy. Tobie też przyda się odpoczynek, bo inaczej pani Arianne przegoni cię przez Berlin na kacu.
Brązowowłosa uśmiechnęła się. Wiedziała, że trochę przesadzili, ale nie żałowała. Przyjaźń z Arte została uratowana, a ona zaakceptowana przez sporą grupę Cieni. To uczucie napawało ją optymizmem i radością, w końcu nie była odmieńcem, a raczej była wśród innych odmieńców, którym to w ogóle nie przeszkadzało i rozumieli. Nikt nie robił na nią nagonki w jej własnym domu, bo tak już zaczęła traktować Ligę. Owszem, był Arsen ze swoimi pretensjami o cały świat, ale cóż znaczyła jedna osoba? Nie każdy musi ją lubić, żeby czuła się szczęśliwa, wystarczyło, że traktowali ją normalnie.
Chang odprowadził dziewczynę na poziom, na którym mieszkała. Cichość Kwatery Głównej dawała ukojenie po gwarnym „Szalonym Kruku”.
– Rano zanim pójdziesz do łaźni i na śniadanie, idź na salę treningową i powymachuj trochę kijem – poradził Chińczyk. – Szybciej pozbędziesz się kaca.
– Dzięki. Zapamiętam. Uważaj na siebie jutro.
– Będę. Dobranoc, Vivian – ukłonił się.
– Dobranoc.
Dziewczyna wróciła do siebie i ściągnęła tylko wierzchnie ubranie, po czym rzuciła się na łóżko i od razu zasnęła. To był długi dzień, ale miała dużo frajdy i dobrych wspomnień.

***

Arte: Konflikt zażegnany.
Laurie: Naprawdę myśleliście, że Arte tak po prostu odpuści? Nie byłby sobą.
Vivian: Ty to się lepiej kuruj, bo z chusteczkami to za wiele nie napiszesz dzisiaj. Jeszcze karty postaci masz uzupełnić.
Laurie: Wiem, zaraz to zrobię. Nie narzekaj. Nie każdy ma twoje zdrowie.
Arte: Dziewczyny, nie kłóćcie się, bo nie ma o co. Za tydzień jest Halloween. Tekst jest gotowy i oczekujcie go w czwartek, czyli dzień wcześniej. Z naszej strony to chyba tyle, nie?
Laurie: Racja. Nie ma co przedłużać. Nie chorujcie jak ja, szkoda na to czasu. Pozdrawiamy serdecznie i do następnego.

2 thoughts on “Tak dobrze cię znam… Chyba nawet lepiej niż ty siebie Jestem taki sam… Wciąż widzę setki plam na niebie

  1. Vesper pisze:

    Jakoś nie załapałam do tej pory, że z Viv taki rasowy pijaczyna😀 Ale w sumie nie ma co się dziwić, twarda z niej dziewczyna😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s