There’s a place that I know It’s not pretty there and few have ever gone If I show it to you now Will it make you run away Or will you stay

Arianne obserwowała kręcącą się po pokoju Saii, która zaproponowała, że pomoże jej się rozpakować. Białowłosa uśmiechała się przez cały czas, aż trudno było uwierzyć, że ta młoda, niewinnie wyglądająca dziewczyna potrafi zabić z zimną krwią. Pozory jednak mylą.
– Nie powinnaś odpocząć, Saii? – zapytała.
– Ja tak odpoczywam.
– A u siebie jak zwykle masz bałagan.
Dziewczyna kiwnęła głową na potwierdzenie. Arianne uśmiechnęła się. Zawsze lubiła tę dziewczynę, która mimo wszystko potrafiła uśmiechać się nawet kiedy było jej źle.
– Podejrzewam, że chcesz się czegoś dowiedzieć o Vivian.
– Dlaczego przyjęłaś ją na uczennicę?
– Rada tego chciała. Nie żałuję tej decyzji, choć niekoniecznie sobie z nią radzę. Vivian to dziecko o trudnym charakterze, wychowanka ulicy i czasami trudno przekonać ją do czegoś, czego robić nie chce. Na przykład do zaakceptowania samej siebie. Dlatego tu jesteśmy.
– Zauważyłam. Mogła sięgnąć po swoje moce od razu, gdy wyczuła różnicę sił, ale zwlekała z tym. To poważny błąd, który mógł kosztować ją życie. Brak w niej równowagi i spokoju.
– Jest coś, co mnie niepokoi – dodała Arianne po kilku minutach ciszy. – Nazwałaś Vivian Noah Zemsty i Zniszczenia, ale Vivian ma tylko element Zemsty.
– To dziwne – odparła białowłosa. – Uczono mnie, że Anioł Lucyfera ma dwa elementy. Jej moc jest niekompletna?
To pytanie zostało bez odpowiedzi. Nie potrafiły znaleźć przyczyny tej różnicy i nie wiedziały, czy będzie to miało rzutujące konsekwencje w przyszłości. Na razie należało zająć się bieżącymi problemami, aby dziewczyna mogła ruszyć dalej.
Vivian została umieszczona w jednej z mniejszych sypialni w części mieszkalnej Klasztoru. Plusem było okno, którego widok wychodził na wewnętrzny dziedziniec, w tle zaś widać było okoliczne góry. Urządzona była skromnie jedynie w najważniejsze meble, skoro przede wszystkim miała tu nocować.
Obudziła się następnego ranka w dość ponurym nastroju. Sama nie wiedziała, z czego to wynikało, ale najchętniej pozbierałaby rzeczy i wyjechała stąd czym prędzej. Brakowało jej Ligi, a przede wszystkim Arte, który zawsze rozwiewał zły humor wygłupami. Zawsze ją denerwowały, ale dziś doceniała je jako odwrócenie uwagi od dręczących ją spraw.
Zanim przygotowała się do wyjścia, ktoś zapukał. Zaprosiła intruza do środka, była to Saii ubrana w czarne spodnie i zielony sweterek.
– Wstałaś już? – zapytała.
– Prawie. Rozumiem, że przyszłaś zaprowadzić mnie na śniadanie.
– To też. Chcę ci pokazać Klasztor, a potem opowiem ci trochę o treningu, jaki będziesz przechodzić.
– Tylko się ogarnę.
Gestem zaprosiła ją do środka, a sama zaczęła się ubierać. Tylko przepłukała twarz w misie stojącej na toaletce, rozczesała włosy, sai włożyła do cholewki buta i była gotowa.
– Dlaczego tak mi się przyglądasz? – Saii dostrzegła jej spojrzenie w lustrze.
– Masz białe włosy.
– I co z tego?
– Mój facet takie miał – przyznała cicho.
Sama nie wiedziała, dlaczego przyszło jej to do głowy. To wspomnienie nadal wzbudzało w niej tęsknotę za ciepłem ramion Squalo. Przy nim czuła się bezpiecznie, choć teraz trochę inaczej patrzyła na tę miłość. Była ważna i pomagała nawet, jeśli było w niej odrobinę kłamstwa.
– Miał?
– Nie żyje.
– Akuma?
– Nie. Dopadła go przeszłość. Nawet moc Anioła Lucyfera nie mogła go uratować – uśmiechnęła się gorzko. – Może to i lepiej. Przynajmniej nie musiałam łamać mu serca. Było mi łatwiej odejść z Czarnego Zakonu.
– Przykro mi.
– Mnie też – westchnęła. – Nie przejmuj się. To tylko przeszłość. Możemy iść.
Przez chwilę milczały. Saii nie lubiła takiej ciszy, więc zapytała:
– Jak jest w Czarnym Zakonie?
– Normalnie. Pewnie wiesz, że składa się z egzorcystów ratujących świat – powiedziała z ironią – i zwykłych ludzi.
– A egzorcyści?
– To też ludzie. W większości banda dzieciaków pozbawionych normalnego życia. Mają zbyt dużo obowiązków i odpowiedzialność za losy świata na głowie. Nie są zbyt szanowani, ale takie życie.
Oschły ton Vivian na razie zniechęcił białowłosą do kolejnych prób nawiązania rozmowy o tamtym czasie. Od Arianne wiedziała, że ten temat był drażliwy dla brązowowłosej i minie sporo czasu zanim się zdystansuje.
W czasie śniadania opowiedziała jej historię Klasztoru. Założony został pod koniec okresu Heian w Japonii, kiedy jedna z rodzin arystokratycznych uciekła z kraju w obawie przed wciągnięciem w wojnę domową. Ukryli się tutaj i przerobili naturalne groty na pałac, który potem był wielokrotnie przebudowywany aż do obecnego kształtu. Od początku ważną funkcję stanowiła Strażniczka Klasztoru – zawsze młoda kobieta wykształcona nie tylko w walce, ale też w innych dziedzinach życia. Według legendy pierwszą Strażniczką była najmłodsza córka rodziny, która samodzielnie odparła atak pościgu. Z czasem Klasztor nabierał swoich dzisiejszych kształtów – stał się skarbnicą wiedzy na temat duszy, walki i medytacji. Wiedziała o nim tylko wąska grupa ludzi na świecie, w tym Rada Starszych Ligi Cieni. Chodziło o to, aby sekrety Klasztoru nie dostały się w niepowołane ręce. Właśnie dlatego Arianne wcześniej nic nie wspominała o tym miejscu. Była jeszcze jedna zasada, którą rygorystycznie przestrzegano.
– Do Klasztoru trzeba zostać zaproszonym i zaprowadzonym – oznajmiła Saiichi. – Nic ci nie da wskazanie drogi, bo zgubisz się w górach i przepadniesz. Wielu śmiałków tak zginęło.
– Zaczynam powoli rozumieć. Dużo ludzi tu mieszka?
– Nie, około sto, sto pięćdziesiąt osób. Wielu członków Klasztoru podróżuje po świecie. Czasami sami nie wiedzą dlaczego.
Do ich stołu przybiegła gromadka dzieciaków. Dwóch chłopców wspięło się na ławkę po obu stronach Saiichi.
– Siostrzyczko, pobaw się z nami – padła prośba.
Białowłosa uśmiechnęła się do nich. Vivian zauważyła, że jest z nimi bardzo zżyta i tęskniła za nimi w czasie swojej nieobecności.
– Nie mogę. Mam obowiązki do wykonania.
– Ale chodź…
– Nie teraz, Maiko. Najpierw muszę zająć się Vivian, ale może później opowiem wam nową bajkę, którą ze sobą przywiozłam.
Dzieciarnia zaczęła wiwatować. Kilkoro z nich obserwowało czujnie brązowowłosą, chyba mając jej za złe, że zajmuje czas, który zwykle Fallenworld poświęcała im.
– Uciekajcie do siebie. I macie być grzeczni.
– Dobrze, siostrzyczko.
Dzieciaki pobiegły do wyjścia, przekrzykując jedno drugie.
– Uwielbiają cię – zauważyła Vivian.
– To sieroty. Tu już tak jest, że zbieramy dzieciaki, które nie miałyby przyszłości w świecie poza tymi murami. Dzięki temu mają zapewnioną edukację, łóżko i jedzenie. Zajmuję się nimi, gdy mam czas.
– To miłe z twojej strony.
– Przekazuję tylko to, czego mnie nauczono. Chodź, pokażę ci rozkład Klasztoru.
Saiichi była bardzo rozgadana, przez cały czas coś mówiła, żeby zapełnić ciszę. Czasami opowiadała o nieistotnych szczegółach związanymi z poszczególnymi miejscami.
Klasztor miał dość specyficzną budowę czworokąta. Jako że dawniej był to pałac, środkowy dziedziniec był niezadaszony i przerobiony na pole treningowe używane o każdej porze roku. Oprócz tego w północnym skrzydle znajdowały się jeszcze dwie sale do treningu i dobrze zaopatrzona zbrojownia. Część mieszkalna zajmowała całe zachodnie skrzydło, były tam sypialnie, świetlica, łazienki, kuchnia z jadalnią, biblioteka, a także skrzydło szpitalne. Południowe skrzydło zajęte było przede wszystkim przez magazyny, była tam też stajnia i jeszcze kilka mało istotnych rzeczy.
– A wschodnie skrzydło? – zapytała Vivian, gdy stanęły na skraju pola treningowego.
– Tam goście po jednym dniu nie chodzą – odparła Saiichi. – Dowiesz się w swoim czasie.
– Pewnie kolejne miejsca treningu – mruknęła brązowowłosa.
– Może – uśmiechnęła się Strażniczka.
Vivian mimowolnie spojrzała na miejsce, gdzie poprzedniego dnia walczył Christian. Mimo obaw ciągnęło ją do niego, chciała przynajmniej na chwilę wrócić do czasu z Monachium.
– Coś się tak zamyśliła?
– Nie, nic.
– Na walkę przyjdzie jeszcze pora. Na razie musimy zająć się harmonią twojej duszy.
– Czym?
– Harmonią duszy – powtórzyła Saiichi. – Znasz koncepcję czterech żywiołów?
– Coś kiedyś słyszałam.
– Świat skomponowany jest z czterech żywiołów: powietrza, ziemi, wody i ognia. Każdy z nich symbolizuje coś innego. Wszystko jest w porządku, dopóki są w idealnej harmonii, inaczej robi się niezły bajzel. Nie będziemy się zajmować każdym z żywiołów, bo nie jest to teraz takie ważne. Rozmawiałam wczoraj o tobie z panią Arianne. Opowiedziała mi o twoich mocach. Nad każdą z nich osobno panujesz w większym lub mniejszym stopniu, ale prawdziwy problem to ich zespolenie, prawda? – Vivian kiwnęła głową. – No właśnie. Tu kluczowa jest harmonia twojej duszy.
– Chyba nie do końca łapię, co masz na myśli.
– Gdy przejdziemy do praktyki, zrozumiesz. Nie lubisz swojego Noah, prawda?
– Przyjaciół to ona mi nie przysparza – mruknęła brązowowłosa.
– A innocence?
– Jest raczej naturalne.
– Bo trenujesz z nim od lat. Zaakceptowałaś je. Mocy Noah jeszcze nie. Masz jeszcze jedną moc, która wcześniej blokowała przemianę.
– Tak, ale to łatwiej mi zaakceptować.
– A to wszystko sprawia, że jesteś, kim jesteś. Teorię masz, brakuje ci przekonania i praktyki.
– Nie chcę cię urazić, Saiichi, ale jak dotąd wygląda to jak w Lidze.
– W teorii. Zobaczysz, że w praktyce wygląda to całkiem inaczej. Trochę cierpliwości.
Miała jeszcze coś powiedzieć, gdy z naprzeciwka nadszedł Christian. Zatrzymał się gwałtownie wpatrzony w Vivian.
– Czy ja widzę ducha?
– Nie, jestem prawdziwa i żywa. Dobrze cię znowu zobaczyć – ukłoniła mu się brązowowłosa.
– Doszły do nas informacje, że nie żyjesz. Jak to możliwe?
– To długa historia.
– Wy się znacie? – zapytała Strażniczka.
– Owszem. Witaj z powrotem, Saiichi. Dzieciaki są uradowane twoim powrotem. Vivian szkoliła się w Szkole Ninja mistrza Katsumoto, ale tylko przez krótki okres czasu.
– To widać w jej stylu walki. Pewnie chcecie porozmawiać. Kontynuujemy po obiedzie.
Pomachała im ręką i odbiegła. Christian skłonił się na pożegnanie, po czym jego spojrzenie wróciło na Vivian. Odwróciła wzrok. Nie tak to planowała.
– Niedługo zacznie się tutaj ruch – odezwał się. – Możemy przejść w spokojniejsze miejsce?
– Prowadź.
Oboje czuli się odrobinę niezręcznie w tej sytuacji, choć niekoniecznie mieli powód. Christian był zaskoczony spotkaniem, musiał to sobie poukładać, a Vivian obawiała się jego reakcji. Wtedy w Monachium nie przejmowała się sprawą swojego pochodzenia, mieli się nie dowiedzieć i było dobrze. Nie miała wyrzutów sumienia wobec niego nawet jeśli pod koniec pobytu uświadomiła sobie, że Christian obdarza ją swoją sympatią w trochę inny sposób niż pewnie powinien. Obietnica, że wróci ukończyć trening była trochę bez pokrycia, jako egzorcystka nie miała na to czasu, a nie sądziła, że przeżyje koniec wojny. Teraz było inaczej. Łatwo mógł usłyszeć o jej pochodzeniu i wyciągnąć zbyt pochopne wnioski.
Zaprowadził ją do ogrodu, który znajdował się na końcu północnego skrzydła. Było to miejsce puste i spokojne, wypełnione jedynie roślinami. Chłopak wskazał jej kamienną ławkę, sam oparł się o najbliższe drzewo.
– Christian, jest coś, o czym ci nie powiedziałam – zaczęła.
– Wiem. Jesteś Czternastą Noah – odpowiedział spokojnie.
– Skąd wiesz?
– Gen. Tiedoll nam powiedział. Prosił także, abyśmy traktowali cię tak, jakbyśmy nie wiedzieli, bo to drażliwy temat. Tym jest martwisz?
Była zaskoczona jego wiedzą. Wydawało jej się, że Christian po śmierci brata nie darzy sympatią członków klanu Noah, a ją traktował tak normalnie. Jakby była zwyczajna.
– Chyba nie potrafię zrozumieć – przyznała. – Tyki Mikk zabił Satoriego, a ty traktowałeś mnie jak kogoś normalnego. Jak każdego innego ucznia, a do tego… – nie dokończyła.
– To nie miało znaczenia – odparł. – Ty i pozostali Noah różnicie się. Wtedy się tego wstydziłaś, więc mi nie powiedziałaś, ale nie mówiłaś też o wielu innych sprawach. Uszanowałem twoją skrytość. Widziałem cię prawdziwą, taką jaką byłaś w tamtym czasie. Stąd moje zainteresowanie – wyjaśnił. – Może gdybyś została trochę dłużej…
– Nie, to by się nie wydarzyło. Chciałbyś się wikłać w coś, co nie ma przyszłości? Wiedziałeś, że kiedyś odejdę. Po co by ci to było?
– Nie lubisz zostawiać po sobie zgliszcz.
– Tylko je zostawiam – odparła. – Christian, musisz mi obiecać, że nikt się nie dowie, że się ze mną widziałeś. Że ja żyję. Sprawy się skomplikowały i tak jest lepiej.
Chłopak uśmiechnął się. Widział jej niepewność i zagubienie, które wtedy tak dobrze maskowała.
– Nikomu nie powiem. Jesteś teraz w Lidze Cieni?
– Skąd taki wniosek?
– Nie zaprzeczasz.
– Mówiłam: to skomplikowane.
– Nie potępiam cię, Vivian. Nie jesteśmy wrogami, a kilku Cieni szkoliło się u nas. Kiedy uznasz to za stosowne, także możesz przyjechać i ukończyć własne szkolenie. Obietnica mistrza Katsumoto jest nadal aktualna i będzie aż do wypełnienia.
– Co tu właściwie robisz?
– Szkolę się.
Christian opowiedział jej o swoim pobycie w Klasztorze. Uczucie niezręczności gdzieś zniknęło i zaczęli rozmawiać tak jak dawniej. Przyjaźń odżyła, a oni czuli się ze sobą dobrze. Nawet nie zauważyli, kiedy minęła pora obiadu, tak bardzo byli zajęci rozmową, więc pojawienie się Saiichi ich zaskoczyło.
– O czym tak gruchacie, gołąbki? – zapytała żartobliwie.
– Nie miałaś przyjść po obiedzie? – odparła Vivian rozdrażniona uwagą.
– Już dawno po. Naprawdę nie zauważyliście?
– Czas na mnie.
– Powodzenia w treningu, Vivian. I do zobaczenia.
Christian ukłonił się przed dziewczynami i odszedł do własnych spraw. Białowłosa uśmiechnęła się znacząco.
– A podobno przyjechałaś tu na trening.
– Daruj sobie, Saii, te niewybredne żarty.
– Odkąd tu przyjechał, nie robił nic poza trenowaniem – odparła Strażniczka. – Oczy mu za tobą latają, nie zauważyłaś?
– Z tego nic nie będzie.
– Dlaczego?
– Bo nie i skończ ten temat – powiedziała stanowczo Vivian. – Miałyśmy poćwiczyć nad harmonią mojej duszy.
– Na początek przestań okłamywać samą siebie.
– W jakiej kwestii?
– Nie jest ci obojętny.
– Mam taką zasadę: nie sypiam z przyjaciółmi. Christian dobrze wie, jak go traktuję. Poza tym jest zbyt dobrze wychowany, żeby mi coś takiego choćby sugerować w przeciwieństwie do pewnej białowłosej Strażniczki.
Saii zaśmiała się wdzięcznie. Przytyk nie zrobił na niej wrażenia, a doskonale wiedziała, co widziała. Żałowała, że Vivian nie jest bardziej skora do zwierzeń, bo była ciekawa ich poprzedniej relacji.
Po chwili spoważniała i wskazała brązowowłosej, aby poszła za nią. Później zajmie się śledztwem w tej sprawie, a na razie musi zająć się treningiem Vivian. To był priorytet, którego nie mogła zignorować.
Wyprowadziła towarzyszkę poza obręb Klasztoru i weszły w góry. Niezbyt daleko, ale wystarczająco, żeby odczuć zmiany w pogodzie. Przede wszystkim chodziło o wiatr, który szarpał ich ubraniami i włosami. Vivian była ciekawa, o co w tym chodzi, choć niepokoiło ją milczenie ze strony dotąd rozgadanej dziewczyny.
Zatrzymały się w środku niczego. Dookoła były tylko ostre skały, a pod nogami kamienista ścieżka. Uwagę przykuwał kamień obrobiony przez naturę w stożek o niewielkim wierzchołku.
– Wskakuj – wskazała Saiichi.
– Przy tym wietrze?
– Tak. Korzystamy z pogody, bo nie potrwa to zbyt długo. W tym czasie masz nauczyć się utrzymać równowagę i stać nieruchomo. To pierwsza lekcja. Głupia nie jesteś, więc zrozumiesz jej sens. No już, nie mamy całego dnia.
– To jest niemożliwe.
– Jesteś Aniołem Lucyfera. Dla ciebie nie ma rzeczy niemożliwych, a już szczególnie takich, których mogą dokonać ludzie.
Sama wskoczyła na wierzchołek, stanęła na jednej nodze i znieruchomiała. Jedynie jej włosy powiewały na tym mocnej wietrze. Po chwili zeskoczyła i wskazała Vivian, aby wykonała zadanie. Brązowowłosa skrzywiła się mimowolnie, ale wiedziała, że wszystko jest dla niej lekcją. Musiała podjąć wyzwanie rzucone przez Saiichi. Dla własnego dobra.

***

Vivian: Dziś krótko, bo Laur ma wszystkiego dosyć włącznie ze mną. W bohaterach są już nowe karty postaci, jakbyście byli zainteresowani. Jeśli ktokolwiek. Za tydzień ostatni w tym roku rozdział, możliwe, że jeszcze później niż zwykle, bo Laur chyba będzie musiała dłużej zostać na uczelni. To jednak jeszcze nie jest pewne. Potem Wigilia i Sylwester. Pozdrawiamy i do zobaczenia za tydzień.

One thought on “There’s a place that I know It’s not pretty there and few have ever gone If I show it to you now Will it make you run away Or will you stay

  1. seitoshi pisze:

    Świetny rozdział. Relacja Christiana i Vivian jest podejrzana więc w 100 % popieram małe śledztwo Saii ;3
    Noo no no..klasztor to ciekawe miejsce. Fajnie było się dowiedzieć o nim kilku ciekawostek ^^
    Pozdrawiam ;**
    Do następnego razu!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s