Prezent dla Abby

W tym roku Komui postanowił nie organizować Wigilii, ale poświęcić dzień Bożego Narodzenia na świętowanie. Miał przy tym nadzieję, że wszystkim uda się do tego czasu wrócić i nikogo nie będzie musiał wysyłać na misję. Chociaż jeden dzień chcieli spędzić w spokoju, nie myśląc o niebezpieczeństwach codzienności.
Jak co roku egzorcyści zaangażowali się w organizację. Wszyscy, prócz jednego – Kanda oświadczył, że nie ma zamiaru brać w tym udziału i zamknął się na sali treningowej. Doskonale wiedział, że Komui nie da mu żadnej misji, o ile nie będzie to naprawdę konieczne, a on nie chciał uczestniczyć w tegorocznym świętowaniu. Nigdy go to zbytnio nie bawiło, ale dla świętego spokoju spędzał z nimi ten czas, teraz zabrakło powodu. Niech sobie kupują prezenty, sprzątają, dekorują itd., ale jego niech w to nie mieszają.
Drzwi sali otworzyły się gwałtownie i do środka wszedł rozeźlony Lavi. Właśnie usłyszał, co postanowił jego przyjaciel i zamierzał zmusić go do zmiany zdania.
– Wynoś się, rudy króliku – usłyszał już na wstępie.
– Nie, dopóki nie powiesz mi, co ty wyprawiasz.
– Nie widać? Trenuję, a ty mi przeszkadzasz.
– Mówię o świętach.
– Nigdy nie bawiła mnie ta szopka.
– Mogę zrozumieć, że cierpisz po śmierci Vivian, ale nie karz tym Abby. Szoruj na stołówkę, ale to już.
– Odwal się.
Wściekły rudzielec podszedł do niego, wyrwał mu drewniany kij i rzucił nim o ścianę. Kanda spojrzał wściekle na młodego kronikarza i miał coś powiedzieć, ale Lavi go ubiegł:
– Nie będę słuchał twoich wymówek. Wszystkim nam jest ciężko, bo straciliśmy dwoje przyjaciół w tak krótkim czasie i rana jeszcze się nie zagoiła, ale jakoś staramy się żyć dalej, więc przestań robić z siebie skrzywdzonego księcia. Zrób to przynajmniej dla Abby. Ona cię potrzebuje, a dziś jeszcze bardziej. Chcesz, żeby przez całe święta płakała?
– Nie wzbudzisz we mnie litości – odparł obojętnie brunet.
– Nie chcę wzbudzać w tobie litości, ale odrobinę uczciwości wobec innych. Wiem, jak ci zależy na Abbie, więc jej to okaż. Tylko tyle od ciebie wymagam.
Rudzielec spojrzał na niego przenikliwie, składając milczącą obietnicę, że nie odczepi się, dopóki Kanda się nie zgodzi. Japończyk westchnął zrezygnowany.
– Niech ci będzie – skapitulował.
– Grzeczny chłopczyk. Trzeba pomóc ubrać choinkę w stołówce, więc do dzieła.
Kanda wrócił na wskazane miejsce, gdzie ubierane było największe drzewko, pod którym będą prezenty. Abba spojrzała na niego smutno i wróciła do dekorowania choinki. Jak zwykle chciała wieszać ozdoby wyżej niż dosięgała. Japończyk uśmiechnął się pobłażliwie i uniósł ją tak niespodziewanie, że pisnęła.
– Za rok dostaniesz drabinę – mruknął.
– A w tym roku?
– Zobaczysz jutro.
Z pomocą bruneta wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik przed wieczorem. Następnego dnia pozostało im jedynie świętowanie. Oczywiście Jerry nie zapomniał o torcie dla jubilata – w Boże Narodzenie świętowali urodziny Allena.
Jak co wieczór Kanda poszedł poczytać Abbie. Od czasu śmierci Vivian robił to regularnie chyba, że nie było go w Kwaterze Głównej. Nie chciał, żeby dziewczynka chodziła smutna, Lavi miał rację, wypominając mu, że zależy mu na tej małej.
– Kanda?
– Co?
– To prawda, że gwiazdy spełniają życzenia?
– Nie wiem, ale możesz spróbować. Nic ci to nie zaszkodzi.
– Tak myślisz?
– Spróbuj. Podobno to magiczna noc, więc może się spełni.
Abba rozpromieniła się i już otworzyła usta, kiedy Kanda dodał:
– Nie mów mi, bo się nie spełni.
– Dobrze.
– I idź już spać, żebyś jutro miała siłę.
– Dobrze. Dobranoc, Kanda.
– Dobranoc, mała.
Japończyk wyszedł, zostawiając ją samą. Blondyneczka podeszła do okna, pomyślała życzenie, spoglądając w gwiazdy i wróciła do łóżka, szybko zasypiając.
Obudziła się, gdy promienie słoneczne wpadły do pokoju. Z entuzjazmem zabrała przygotowaną dzień wcześniej zieloną sukienkę z falbankami, którą dostała od Kiri, do łazienki i szybko skończyła poranną toaletę. Udało jej się nawet rozczesać splątane włosy bez biegania do innych z prośbą o pomoc.
Zeszła na śniadanie, gdy prawie wszyscy byli już na swoich miejscach i zajadali się pysznościami przygotowanymi przez Jerry’ego. Lavi i Kiri wesoło szczebiotali, Allen był głuchy na świat, zobaczywszy zastawiony stół, Komui biegał wokół Lenalee ubranej w lekko kusy strój świętego Mikołaja, Kanda starał się wytrzymać świąteczny gwar, a reszta także dobrze się bawiła. Usiadła obok Japończyka i włączyła się do zabawy.
W końcu nadszedł czas na prezenty. Rozległa choinka zaszeleściła, zwracając uwagę wszystkich obecnych. Nie było powodu, aby drzewko szumiało, więc obserwowali je uważnie. Lenalee, która była odpowiedzialna za roznoszenie paczek, cofnęła się o kilka kroków.
– Tam ktoś jest – zauważyła Abba.
– Pewnie królik sobie żarty stroi – mruknął Kanda.
– Tutaj jestem – odparł rudzielec siedzący naprzeciwko obok Hikari.
Zaciekawiona dziewczynka podniosła się z miejsca i ostrożnie podeszła do drzewka. Wtedy wyraźniej dostrzegła jakąś postać ukrywającą się pomiędzy przystrojonymi gałązkami. Im bliżej była, tym więcej widziała. Za drzewkiem stała smukła osoba w czarnej, prostej sukience o długich, ciemnobrązowych włosach tym razem poskręcanych w loki. Gdy zobaczyła jej twarz, cała się rozpromieniła.
– Vivian.
– Cześć, maleńka – uśmiechnęła się egzorcystka.
– Dlaczego tu stoisz?
– Postanowiłam was trochę podenerwować zanim wyjdę.
Mała mocno się do niej przytuliła, po czym złapała ją za rękę i pociągnęła do reszty.
– To Vivian – powiedziała radośnie.
Wszyscy byli dość zaskoczeni, ale szczęśliwi, widząc niezapowiedzianego gościa. Radości nie było końca, a Abba nie odstępowała jej na krok. Wieczorem to właśnie brązowowłosa kładła ją spać.
– Zostaniesz? – zapytała Abba.
– No jasne, głuptasie. Skąd to pytanie?
– Boję się, że znikniesz.
– Obiecuję, że nie zniknę. Śpij już, maleńka.
Vivian ułożyła się obok niej i pozwoliła dziewczynce przytulić się do siebie. Cały czas głaskała ją po włosach, dopóki nie zasnęła.
Abba obudziła się i rozejrzała, ale spostrzegła, że to był tylko sen, a dopiero dziś jest Boże Narodzenie. Jednak cienie rzucane przez okno i sukienka przygotowana na ten dzień były identycznie jak we śnie. Dziewczynka uwierzyła, że to się dzieje naprawdę i czym prędzej pobiegła do łazienki, żeby się przygotować. W głowie cały czas świtała jej myśl, że życzenie naprawdę się spełniło. Miała problem z rozplątaniem włosów, więc zostawiła je w nieładzie i szybko ruszyła na stołówkę, nie mogąc doczekać się spotkania z brązowowłosą egzorcystką.
Wszyscy siedzieli na swoich miejscach, kilka osób też właśnie wchodziło, a zachowywali się normalnie, co niczym nie odbiegało od realiów snu. Dziewczynka, ignorując zdziwione spojrzenia przyjaciół, od razu wsunęła się pomiędzy gałązki w poszukiwaniu przyjaciółki. Jakie było jej zdziwienie, gdy nikogo nie znalazła.
– Abba, czego ty tam szukasz? – usłyszała Kandę.
– Vivian – odpowiedziała dziewczynka.
– Co? Przecież jej tu nie ma.
– Ale…
– Abba, wyjdź zza tego drzewka. Doskonale wiesz, że Noah nie wróci.
Rozgoryczona dziewczynka wykonała polecenie i całą swoją złość ukierunkowała w Kandę.
– To twoja wina! – krzyknęła ze łzami w oczach. – Powiedziałeś, że to życzenie się spełni, a ona nie wróciła! Wszystko zepsułeś!
Zszokowany Japończyk nie wiedział, jak ma odpowiedzieć. Nie sądził, że dziewczynka potraktuje to aż tak poważnie. Jej oskarżenia wywołały w nim także gniew, bo też chciał, żeby było inaczej, ale czasem się nie da. Powrót martwej egzorcystki jest niemożliwy.
Lenalee przykucnęła przy płaczącej dziewczynce i pogłaskała ją po włosach.
– Abba – powiedziała łagodnie – powiesz mi, dlaczego szukałaś za drzewkiem Vivian?
– Ona zawsze mówiła, że gwiazdy spełniają życzenia. Kiedy wczoraj zapytałam o to Kandę, powiedział, że to magiczna noc. Vivian mi się śniła. Była za drzewkiem, a wszystko wyglądała tak samo.
– Kochanie, nie wszystkie życzenia się spełniają. Niektóre są niemożliwe, choć bardzo chcemy, żeby było inaczej.
– Ale…
– Chodź, zapleciemy ci włosy i później wrócimy.
Wzięła dziewczynkę za rękę i wyprowadziła, żeby mogła się uspokoić, a emocje wśród egzorcystów opaść. Wystarczyło spojrzeć na Kandę, żeby uwierzyć, że to najwłaściwsze rozwiązanie. Wyglądał tak, jakby chciał wykrzyczeć małej wszystkie swoje żale.
Po chwili ciszy Komui kazał wszystkim wrócić do stołu. Wolał zignorować incydent niż go roztrząsać przez resztę dnia, pozwalając egzorcystom samym uporać się z własnymi uczuciami. Było zbyt wcześnie, żeby ta rana się zasklepiła, choć w sercach niektórych już na zawsze pozostanie dziura.
Gdy Lenalee i Abba wróciły, po dziewczynce nie było już widać śladu rozpaczy. Usiadła obok Kandy i przeprosiła go po cichu. Odpowiedział, jak to on, wzruszeniem ramionami. Nie przywiązywał do tego aż takiej wagi, wiedział, że blondynka dużo bardziej przeżywa wszystko niż pozostali. Zaakceptował już jej gwałtowne wybuchy, które zdarzały się, gdy coś nie szło po jej myśli.
Czas rozdawania prezentów był jednym z najbardziej oczekiwanych punktów dnia. Egzorcyści lubili być obdarowywani, dokładnie liczyli, ile prezentów powinni dostać i od kogo, ale także uwielbiali dawać upominki swoim bliskim i obserwować ich radosne reakcje.
Abba nie była wyjątkiem, dlatego zaskoczył ją „nadprogramowy” prezent, który najbardziej ją ucieszył – bardzo rzadka, praktycznie nieosiągalna książka z baśniami, które słyszała w czasie jednej ze swych podróży z mistrzem. Tylko dwie osoby wiedziały o tym marzeniu.
– Dziękuję, Kanda.
– Za co? – zapytał brunet.
Jako jedyny nie był zainteresowany prezentami, a swoje otworzy dopiero u siebie. Wszyscy się do tego już przyzwyczaili.
– Za książkę – odpowiedziała. – Tylko ty i Vivian o tym wiedzieliście.
– Nie ja ją kupiłem – wzruszył ramionami.
Dziewczynka nie rozumiała. Pociągnęła go za rękaw, żądając tłumaczeń.
– To Noah. Udało jej się w lecie dostać te baśnie i schowała je, żeby podarować ci je na Gwiazdkę.
– Czyli pomogłeś w dostarczeniu?
– Można tak powiedzieć. Daj mi już spokój.
Abba była szczęśliwa z prezentu od Vivian, choć samej brązowowłosej miała już nie spotkać. Czuła wdzięczność dla Kandy, że zadbał o to, aby książka trafiła do niej w odpowiednim momencie.
Wieczorem wszyscy pomogli sprzątać po świętowaniu, Kanda poczytał na dobranoc Abbie z jej nowego nabytku i wreszcie mógł wrócić do siebie. Szczerze mówiąc, miał dość tego dnia – oprócz radości Abby nie było w nim nic przyjemnego, a samo patrzenie na obściskujących się pod jemiołą Laviego i Kiri doprowadzało go do mdłości. Jeszcze bardziej niż w latach ubiegłych znienawidził to zielsko i głupią tradycję całowania się pod nim. I wcale nie chodziło o to, że był zazdrosny i chciał wpaść pod jemiołę w towarzystwie Vivian.
– Yuu – usłyszał za plecami.
Zatrzymał się z dłonią na klamce i spojrzał na rudzielca.
– Czego chcesz? Spełniłem chyba twoje oczekiwania wobec tego głupiego dnia.
– Chciałem podziękować.
– No to spadaj.
– Wiesz, zaskoczyłeś mnie z tą książką.
– Z jaką znowu książką?
– Tą, którą niby Vivian kupiła. Dziewczyny sprzątały jej pokój i jej nie znalazły. To było naprawdę miłe. I całkiem w twoim stylu.
– Idź świętować z Kiri, co? Zawracasz mi tylko głowę.
– Wybacz – uśmiechnął się lekko rudzielec. – Dobrze, że nie byłeś dziś sam.
– Robisz się sentymentalny, a chyba Hikari na ciebie czeka. Wynoś się.
– Śpij dobrze.
Po chwili Lavi zniknął na schodach, a Kanda poczuł uścisk zazdrości, widząc jego szczęśliwą twarz. Nie wszystko jednak może być tak jak sobie życzymy. Z westchnięciem rezygnacji wszedł do siebie, spoglądając jeszcze na drzwi obok, za którymi już nikt nie mieszka. Najwyższy czas to zaakceptować. Ważne, że ten szalony dzień, na który wszyscy się uparli, już się skończył.

***

Arte: Nastały święta, czas rodzinnych spotkań, radości i śniegu.
Vivian: To ostatnie wykreśl, bo Laur wpadnie w szał. Tak, znowu na święta nie ma śniegu, choć może pojawi się jutro albo pojutrze. Chyba musimy się przeprowadzić, bo inaczej Laur jęczy.
Abba: Co to za święta bez śniegu?
Lavi: I jemioły.
Kanda: Jakbyś nie zauważył, to w tym rozdziale była jemioła, więc skończ.
Lavi: Yuu, jest zazdrosny.
Kanda: Zamilcz, bo Laur będzie cię zeskrobywać ze ściany.
Allen: Czy wy się musicie zawsze kłócić? Jest Wigilia.
Vivian: I jest wyżerka.
Laurie: Już, dość. Nie po to się tu zebraliśmy, żebyście się kłócili.
Abba: Życzenia!!
Laurie: Właśnie. Nasi Kochani Drodzy Czytelnicy, choć święta mamy nieśnieżne, to chcielibyśmy Wam z okazji Bożego Narodzenia złożyć najserdeczniejsze życzenia…
Vivian: Pełne rodzinnej, ciepłej atmosfery…
Arte: Z pięknym drzewkiem i prezentami pod nimi…
Arianne: Wybaczenia błędów…
Allen: Smacznego piernika i pozostałych świątecznych potraw…
Kanda: Kiełek jak zwykle o jedzeniu.
Laurie: Kanda.
Kanda: Tak, tak. Spełnienia najskrytszych marzeń…
Lavi: Miłości…
Hikari: Odrobiny śniegu…
Abba: I żebyście zapamiętali te święta jako jedne z najpiękniejszych w swoim życiu.
Laurie: Mam nadzieję, że chociaż trochę udało nam się przybliżyć Wam magię świąt. Nadmienię jeszcze, że na dA znajdziecie jeszcze kilka świątecznych tekstów.
Corrie: W tym także ze mną. Wesołych Świąt wszystkim.
Laurie: Tak, tak, moje najmłodsze dziecię. Za tydzień zapraszamy na odcinek noworoczny, w którym już fizycznie wystąpi Vivian. Wesołych Świąt, Kochani!

2 thoughts on “Prezent dla Abby

  1. seitoshi pisze:

    Dziękuję Laur i nawzajem.
    Rozdział był przeuroczy. Kocham wszystkie twoje przerywniki i odcinki specjalne.
    PS. być może w tym tygodniu zrobie moim czytelnikom mały prezent wiec jeśli chcesz zajrzyj na mojego bloga pod koniec tygodnia ;D

  2. TEN. ROZDZIAŁ. BYŁ. UROCZY.
    Taki melancholijny, rzekłabym. Ujął mnie za serce. Ta radość i nadzieja w oczach małej, ojej, a potem takie rozczarowanie… Aż mi się przez chwilę smutno zrobiło, kobieto! Pisnęłam jak dzikus i brat się drze zza ściany, żebym zamknęła w końcu mordę.
    Nareszcie znalazłam chwilkę, żeby sobie poczytać, a co tam! Ja w tym Supraślu nie mam życia, nie mam kiedy jeść, spać,a co dopiero mowa o czytaniu . A teraz…. przynajmniej spędziłam miło wieczór, albo raczej, hm, noc. Fragment nocy. Jej, już kończę. Przepraszam, rozpisałam się jak nienormalna i praktycznie nie na temat.
    Pozdrawiam i Wesołych Świąt życzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s