Say goodbye As we dance with the devil tonight Don’t you dare look at him in the eye As we dance with the devil tonight?

– Dawno nie było mi tak dobrze – westchnęła Vivian.
– A podobno jesteś znawczynią przyjemności.
– Nie kpij, Saii. Nie sądziłam, że gorące źródła są naprawdę tak świetne jak mówią. Łaźnia w Lidze to w porównaniu z tym zwykły prysznic.
Białowłosa roześmiała się, widząc błogi uśmiech na twarzy przyjaciółki. Dawno jej takiej nie widziała, bo cały czas poświęcała na intensywny trening, na razie przynosił rezultaty w poprawie stylu walki brązowowłosej czy kontroli i poznania specyfiki mocy Zemsty. Odnalazła się również w zielarstwie i powoli stawała się w tym mistrzem. Ciężką pracę Saii postanowiła nagrodzić i zabrała przyjaciółkę do wschodniego skrzydła, gdzie znajdowały się naturalne gorące źródła. W jednym z takich „basenów” właśnie siedziały i mimo częściowego zadaszenia mogły bez problemu obserwować niebo.
Vivian odchyliła głowę, układając ją na kamieniu, i przymknęła oczy. Było jej wyjątkowo dobrze, a wszystkie zmartwienia gdzieś wyparowały. W końcu trening zaczął przynosić pożądane efekty, a życie układało się jak trzeba. Przestała bać się własnej mocy i powoli odkrywała, do czego tak naprawdę jest przeznaczona. To było ciekawe doświadczenie, a o wnioskach wiedziała jedynie Saii. Musiały to jeszcze właściwie zinterpretować, aby nie popełnić błędu. To zbyt ważne.
– Nie odpływaj – białowłosa szturchnęła ją po przyjacielsku.
– Dawno nie miałyśmy tak spokojnego wieczoru.
– Owszem. Harujemy jak woły zamiast się bawić.
– Ty jak zwykle tylko o jednym.
– O co ci chodzi?
– Dobrze wiesz. Połowa męskiej części Klasztoru robi do ciebie maślane oczy, a drugą wciąż do tego podjudzasz.
– Po prostu jesteś zazdrosna.
– Jakby było o co – prychnęła Vivian.
– A nie jest? Póki Christian tu był, nie miałaś tego problemu.
– Jego w to nie mieszaj.
– Dlaczego? Czyżby jednak było coś na rzeczy? A może w końcu powiesz mi, kim jest ten tajemniczy ktoś, do kogo tak tęsknisz.
– Zamknij się.
Brązowowłosa odwróciła głowę, przeklinając wnikliwość Saii. Na co dzień o tym nie myślała, bo po co? Niczego to nie zmieni. Najwyższy czas ruszyć przed siebie, pozostawiając resztę wspomnieniom.
– Czyli ktoś jest – stwierdziła z satysfakcją białowłosa.
– Ciebie to nie powinno obchodzić.
– Jesteś straszna. Nigdy o nikim nie mówisz. To wygląda tak, jakbyś zawsze była sama.
– Może byłam – mruknęła Walker.
– Vivian, do cholery, nikt nie jest sam na świecie. Zawsze jest ktoś, na kim nam zależy.
– Vivian jest zwykle małomówna, jeśli chodzi o jej przyjaciół – usłyszały.
W ich stronę szła Arianne ubrana w czarny płaszcz Cieni. Było to dość nieoczekiwane, bo dotąd jakoś nie pojawiała się u dziewczyn, pozwalając im na swobodny trening.
– Coś się stało, mistrzyni? – zapytała brązowowłosa.
Wyczuwała, że ten spokojny wieczór zaraz zamieni się w coś, za czym nie tęskniła tak bardzo jak mogła się spodziewać.
– Owszem. W wiosce niedaleko stąd pojawiła się demonica. Zabiła kilka osób i uciekła w góry, ale coś ją trzyma w pobliżu. Mamy się nią zająć nim narobi więcej szkód.
– Skąd się tu wzięła?
– Prawdopodobnie ktoś ją przyzwał.
– Pójdę z wami.
– Nie, Saiichi. To zadanie dla Cieni. Ty masz opiekować się Klasztorem. Poradzimy sobie.
– Dobrze, uważajcie na siebie.
Vivian przygotowała się do wyjścia w ciągu dziesięciu minut. Nie sądziła, że w czasie szkolenia w Klasztorze przyjdzie jej się zmierzyć z jakąś bestią z piekieł, ale rozumiała politykę Ligi – były na miejscu. To mógłby być też niezły test dla jej nowych zdolności, dla efektów treningu. Zresztą zawsze wolała praktykę od teorii, co niejednokrotnie wytykali jej zarówno Tiedoll i Arianne czy Christian i Saii. Jakoś musiała to zdzierżyć.
Zabrały konie i pojechały do zaatakowanej wioski, po drodze Arianne wyjaśniła uczennicy, co wiedzą i jak będą działać, choć były to tylko teoretyczne dywagacje. Nie wiedziały, kto przywołał demonicę i jaka była jej siła, co miało rzutujące znaczenie dla zadania.
– Postaraj się nie oddalać, dopóki nie dowiemy się, z czym mamy do czynienia – powiedziała na koniec.
– Tak jest.
Arianne miała złe przeczucia wobec tego. Nigdy nie lubiła zadań tak ogólnie przygotowanych, jak to dzisiejsze, bo wtedy najczęściej dochodziło do nieprzewidywanych zdarzeń, które w większości kończyły się tragedią. Tak już straciła ucznia i obawiała się o Vivian. W tej dziewczynie nadal brakowało poczucia, że musi wrócić z powrotem. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek brązowowłosa tak myślała o swoim życiu, ale teraz był to problem, którego Francuzka nie potrafiła rozwiązać. Podopieczna nie widziała niczego złego w śmierci podczas walki, nie bała się w takich momentach końca, więc ciężko było jej wyjaśnić, że powinna bardziej o siebie dbać. Nie pomagały argumenty o uczuciach przyjaciół – o Arianne nie mówiła, a Arte i tak miał świadomość, że ich relacja nie jest na zawsze, bo on jest wampirem, a ona człowiekiem. Czas ich rozdzieli. Francuzka miała nadzieję, że Saii tu pomoże, ale na razie bezowocnie.
Gdy dotarły do wioski, było już praktycznie ciemno. To jednak nie miało aż takiego znaczenia dla polowania. Szybko odnalazły przywódcę osady i dowiedziały się co nieco, choć zeznania ludzi, który widzieli demonicę, różniły się w szczegółach. Arianne kazała im wracać do domów i nie wychodzić, póki nie wrócą i na to nie pozwolą. To im przynajmniej oszczędzi jednego problemu.
Konie były coraz bardziej niespokojne, gdy okrążały wioskę skupione na wyczuciu demonicy. Zwierzęta zawsze w ten sposób reagowały na istoty, których nie powinno być w pobliżu.
– Tam – Vivian wskazała na wzgórze.
Gdy na nie wjechały, po drugiej stronie zobaczyły ich obiekt. Od pasa w górę demon miał postać skąpo ubranej kobiety, a zamiast nóg ogon węża. Na jej plecach wisiał miecz o mocno wygiętym ostrzu przypominający towlar, hinduską szablę. Obok stał blady mężczyzna – prawdopodobnie sprawca całego zamieszania.
– Co to jest? – zapytała dziewczyna.
– Naga, hinduski demon. To złośliwe i niebezpieczne stwory, których nie wolno wywoływać. W Indiach są otaczane pewną czcią, ale nikt o zdrowych zmysłach nie powinien wchodzić im w drogę. Vivian, schwytaj tego mężczyznę, a nagę zostaw mnie.
– Dobrze.
Zjechały ze wzgórza, zwracając uwagę demonicy. Mężczyzna zaczął uciekać, widząc w nich zagrożenie. Naga wręcz przeciwnie – ruszyła na Cienie i skierowała spojrzenie na Vivian, której w ostatniej chwili udało się uniknąć pierwszego ataku. Stwór był szybki i zajadły.
– Vivian!
– Najwyraźniej chce ze mną walczyć! Złap go, mistrzyni!
– Nie lekceważ jej!
Arianne wiedziała, że nie może teraz nic zrobić. Nie zabiją ani nie odeślą nagi, jeśli nie schwytają osoby, która ją wywołała, a demonica nie pozwoli wyrwać sobie zdobyczy, którą wybrała. Zostawiła walkę w rękach uczennicy i ruszyła w pościg.
Vivian zeskoczyła z grzbietu wystraszonego konia i odesłała go na bezpieczną odległość. Zwierzę było bezpieczne, bo przeciwniczka zdawała się nie zwracać uwagi na rumaka, a brązowowłosa miała dzięki temu większą swobodę działania, nie pilnując tego, by nie spaść z siodła wystraszonego zwierzęcia. Dobyła sztyletu i uważnie obserwowała demonicę. Z bliska dostrzegła jeszcze inne dowody bycia nagą – zasłaniała częściowo twarz, skronie miała pokryte łuską, a na nadgarstkach charakterystyczne bransolety.
Naga zaatakowała ponownie równie zajadle już z mieczem w ręce. Vivian odskoczyła, przeklinając krótkość swojego ostrza. Wolała nie zbliżać się do demonicy, bo wciąż nie była w stanie w pełni określić jej siły.
– Zamierzasz wciąż uciekać? – zasyczała naga.
– Rozważny wojownik najpierw ocenia wielkość siły swojego wroga – padła odpowiedź.
– I tak zginiesz.
Brązowowłosa przez następne parę minut nie miała chwili wytchnienia. Aktywowała zarówno innocence, jak i moc Noah, starając się utrzymać dłużej równowagę pomiędzy nimi. Nadal jednak wyglądało to jak huśtawka, nie wspominając o tym, że nie znosiła tego. Cały czas miała odruch wymiotny, gdy jej moce nie równoważyły się. Przez to raz używała innocence, a raz mocy Zemsty. Nic nie przybliżyło jej do zwycięstwa. Wręcz przeciwnie – naga kontrolowała sytuację i bawiła się ze swoją ofiarą.
Vivian odskoczyła, zasłaniając się jednym z zaklęć Cieni. Było na tyle efektowne, że zdążyła skupić się na mocy przekleństwa, które nadal nosiła na prawej dłoni i nie zapominała o nim, i dołożyć je do ataku innocence. W efekcie drasnęła nagę w odsłonięte ramię.
– To nie było mądre – zasyczała demonica.
– Zobaczymy.
Brązowowłosa wypowiedziała kolejną inkantację, tym razem w sanskrycie, ale efektu nie było. Naga z łatwością odwróciła bieg promienia, sycząc coś pod nosem. Dziewczyna ledwo odskoczyła.
– Myślisz, że takie coś na mnie zadziała?
– Idź do diabła.
– Dopiero od niego wróciłam.
Naga zaatakowała – skutecznie. Dziewczynę odrzuciło kilka metrów w górę, po czym poczuła uderzenie ogonem bestii prosto w brzuch. Trzask łamanych żeber był zbyt słyszalny, przez co poczuła się słabo, ale tylko na moment. Nie czas na panikę. Walczyła przecież w gorszym stanie fizycznym i zwyciężała. Tylko, że wtedy miała do czynienia z akumami, których zachowanie znała dokładnie i mogła przewidzieć, a teraz nie były żadnym wyzwaniem i każdy Cień po odpowiednim szkoleniu mógł się ich z łatwością pozbyć. Nic dziwnego, że Berlin był praktycznie wolny od tej plagi.
Naga błyskawicznie znalazła się przy Vivian, która podnosiła się na czworaki. Złapała dziewczynę za gardło i uniosła nad sobą.
– Liczyłam, że będziesz ciekawsza od tej kobiety, bo masz inną aurę, ale jesteś tylko nieudolnym dzieckiem. Czas żegnać się ze światem.
Brązowowłosa mimo braku powietrza uniosła dłonie i skupiła się na swojej naturze Zemsty. Złożyła je w charakterystycznym geście palcami zwróconymi do nadgarstków i szybkim ruchem przesunęła do łokci i z powrotem. „Zadziałaj, proszę” – przeszło jej przez myśl. Jeszcze nie do końca nad tym panowała, więc trudno było powiedzieć, czy się uda. Postawiła wszystko na jedną kartę, żeby się jakoś wykaraskać.
Atak przyniósł skutek. Ciało nagi na wysokości dłoni Vivian rozcięło się jak uderzone mieczem. Ciemna krew ochlapała dziewczynę, demonica zaś wrzasnęła, rzucając nią o ziemię. Wbiła miecz w jej brzuch, rozrywając go. Po chwili do obrażeń doszła złamana prawa noga i roztrzaskane kości lewego barku. Naga rzucała przeciwniczką o ziemię i uderzała w nią ogonem, chcąc sprawić dziewczynie jak najboleśniejszą śmierć.
Tymczasem Arianne ścigała mężczyznę, który wywołał demonicę. Szybko okazało się, że miał ukrytego konia, przez co trudniej było go dogonić mimo pory, która nie sprzyjała karkołomnej jeździe. Pościg potrwał dłużej niż kobieta zakładała, przez co jej niepokój był coraz większy. Naga to przeciwnik zbyt potężny dla nowicjusza. Nawet jeśli jest legendarnym Aniołem Lucyfera.
Udało jej się dogonić klacz celu i zatrzymać ją, choć z pewnymi problemami. Blady mężczyzna wciąż rozpaczliwie walczył, odpychał kobietę, kopał, chcąc uciec. Arianne musiała strącić go z grzbietu i przygwoździć do podłoża.
– Puść. Ja nie chciałem – pisnął.
– Nie trzeba było się bawić alchemią – odpowiedziała chłodno Arianne. – Straciłam przez ciebie zbyt dużo cennego czasu. Gdzie masz znak?
Była wąska grupa demonów, które mogły egzystować w świecie ludzi tylko po spełnieniu określonych warunków. Do tej grupy należały między innymi demony kontraktowe, jak i również nagi – musiały zostawić swój znak na osobie, które je wywołała.
– A nie zabijesz mnie?
– Gdzie znak? – syknęła Francuzka.
Jej ton sprawił, że facet skulił się w sobie już bez krzty buntu. Kobieta nie miała litości dla osób, które dla własnych celów lub głupiej ciekawości sprowadzają na innych strach, niebezpieczeństwo i śmierć. Szczerze tego nienawidziła, a jeśli ofiarą miała zostać jej uczennica, tym bardziej nie zamierzała bawić się w negocjacje.
– Na piersi – odpowiedział mężczyzna.
Z pomogą małego sztyletu Arianne rozcięła mu ubranie i odnalazła niewielkiego węża we wskazanym miejscu. Był jadowicie zielony, co oznaczało, że naga wciąż nie jest usatysfakcjonowana. Kobieta zdławiła w sobie panikę i przełamała pieczęć, co pozwoli odesłać demonicę, skąd przyszła.
– W imieniu Ligi Cieni skazuję cię na śmierć za przywołanie do naszego świata krwiożerczej nagi i morderstwo pięciu osób – powiedziała.
– Nie, nie rób tego – poprosił.
Było zbyt późno. Arianne poderżnęła mu gardło – jedno poziome cięcie, nie bacząc na chlapiącą krew. Nie cierpiała tego robić, ale w tej chwili był to najszybszy sposób na powrót do Vivian. Dziewczyna na pewno potrzebowała pomocy. Francuzka nawet nie próbowała dopuszczać do siebie myśli, że może być za późno. Nie mogła jej stracić, nie teraz, gdy były tak blisko rozwiązania najgorszego z problemów. Vivian miała jeszcze wiele do zrobienia i nie mogła jeszcze zginąć.
Przywołała konia i cwałem ruszyła w drogę powrotną, zostawiając jeszcze drgające ciało wśród czerwonego śniegu. Sama nie wiedziała, że w czasie pościgu aż tak się oddaliła. Ze strachem pośpieszała konia, który chyba czuł podobnie, bo dawał z siebie wszystko mimo ciemności wokół.
Gdy dotarła na miejsce, Vivian leżała w kałuży własnej krwi kilka metrów od nagi, która szykowała się do kolejnego ataku. Z tej odległości ciężko było określić, czy dziewczyna jeszcze żyła. Arianne z trudem odwróciła wzrok od uczennicy i skupiła uwagę na demonicy. Nie pomoże jej, jeśli nie usunie zagrożenia.
Na szczęście nie musiała zamykać kręgu – przy nagach i jeszcze kilku azjatyckich demonach ten punkt można było pominąć bez konsekwencji. Szybko ustaliła plan działania. Jeszcze z grzbietu konia przedzieliła ofiarę i oprawcę tarczą energii.
– Nie wchodź mi w drogę, kobieto – zasyczała naga. – Poczekaj na swoją kolej.
– Wybacz, ale nie mam czasu się z tobą bawić – warknęła Arianne. – Moja uczennica na mnie czeka.
Zeskoczyła z siodła i użyła wiążącej inkantacji bazującej na krwi przeciwnika. Nie obawiała się, że może skrzywdzić tym Vivian, bo krew dziewczyny była ludzka, a do tego z dodatkiem innocence. Naga zaczęła się wić w konwulsjach, przez co nie zdołała zaatakować. Ten moment Arianne wykorzystała i odesłała ją z powrotem wśród przekleństw i obelg.
Dopadła uczennicy i sprawdziła jej puls – był ledwo wyczuwalny, a rany, które dostrzegła, tylko bardziej ją niepokoiły. Z brzucha nadal ciekła krew, a miejsca złamań spuchły.
– Nawet nie waż się umierać, malutka – szepnęła Arianne. – Wytrzymaj jeszcze trochę.
Opatrzyła ją prowizorycznie, przywołała konie i wsadziła ranną na jednego z nich, sama wsiadła za nią. Nie było czasu na dodatkowe działania, liczyła się każda sekunda. W ten sposób dostała się do wioski. Ludzie wychylali się ostrożnie zza drzwi.
– Lekarza! – krzyknęła Arianne.
To ich upewniło, że mogą wyjść. Ranną egzorcystkę ostrożnie przeniesiono do domu przywódcy.
– Niech ktoś pojedzie do Klasztoru i sprowadzi Strażniczkę.
– Tak jest.

2 thoughts on “Say goodbye As we dance with the devil tonight Don’t you dare look at him in the eye As we dance with the devil tonight?

  1. seitoshi pisze:

    Ojej.. nie… Viv, trzymaj się! ;__; Nie idź w stron światła!
    Laurie, zawsze potrafisz zaskoczyć, nawet swoim sadyzmem ;} Pojedynek był niesamowicie ciekawy, a naga mnie przeraża. Ten rozdział świetnie pokazuje jak Vivian jest silna, a jednocześnie, jak wiele jej brakuje. Kolejny świetny rozdział.
    Tylko to ciągłe powtarzanie „Naga to, naga tamto”. Aczkolwiek wiem, że czasami się po prostu nie da zrobić, tak idealnie żeby nie było powtórzeń. Bóg zapłać za rozdział i do zobaczenia. *a teraz lecę na Corrie*

  2. Oczywiście córka marnotrawna powróciła i przeczytała wszystkie rozdziały po kolei…tylko czemu od razu mnie znowu tak zaciekawiłaś.
    Niby wiadomo że Vivian przeżyje, bo to główna bohaterka, ale te obrażenia, ta krew ! *w*
    Ach…
    Jedynie co mi sie nie podobało to to że demon to „Naga”😄
    Ale to pikuś i tylko mam zjechaną psychę.
    Do tego rozdział musiałam pisać trzy razy…
    Na szczęście mam ferie i czekam na nową notkę.
    * trzyma kciuki za Vivian*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s