Gdy zrozumiesz, w czym jest rzecz, Gdzie tkwi błąd, co ma sens, Gdy na górę wtoczysz głaz, Świat u stóp będziesz miał

Vivian ocknęła się nadal lekko przytłoczona. Przez moment nie mogła sobie przypomnieć, co się stało, ale po chwili gwałtownie zbladła. Podniosła gwałtownie głowę i szarpnęła rękoma, które miała związane nad sobą – wisiała na nich. Rozejrzała się gorączkowo. W półmroku dostrzegła kruchą sylwetkę Niny kilka metrów od siebie patrzącą przerażonymi oczami na grupkę demonów otaczającą postać przysłoniętą obecnie przez jeszcze inną młodą dziewczynę. Stąd widziała tylko jej ciemne włosy, ale domyśliła się, że nie żyje.
– Ikigumo – szepnęła. – Przeklęty Rihan.
Japońskie demony dość często były oskarżane o pożeranie ludzkich narządów. Nie bezpodstawnie. Dla nich było to źródło dodatkowej mocy, co zawsze kończyło się śmiercią ofiary. Sytuacja była naprawdę nieprzyjemna. Teraz dziewczyna zrozumiała, że dźwięk skrzypiec był pułapką, w którą dała się wciągnąć. Do tego Nina była w niebezpieczeństwie. Nie tak miał wyglądać ten wieczór.
Starała się wyczuć Rihana lub dostrzec w półmroku jego sylwetkę, ale nie było go w pobliżu. Najwyraźniej mówił prawdę odnośnie pożywiania się ludzkimi wątrobami, choć nadal do końca nie była co do tego przekonana. Na razie jednak nie miała czasu na myślenie o czarnowłosym yokai, najwyżej później go dorwie. O ile wyjdzie z tego żywa.
Szarpnęła mocno sznur, ale nawet go nie poruszyła. Szepnęła proste zaklęcie rozcinające – też bez skutku. Nie mogła dostać się do sztyletu ukrytego w cholewce buta, więc musiała wymyśleć coś innego. Na razie zwróciła uwagę yokai.
– To i tak nic nie da – zaśmiał się jeden o szczurzej mordzie. – Sznur jest pokryty strachem, więc tylko stracisz energię.
– Zachowam jej na tyle dużo, by cię zabić, przeklęty demonie.
– Jedzenie nie powinno tak dużo mówić.
– Więc mnie ucisz – zakpiła. – Chyba, że się boisz własnego jedzenia.
– Ty suko.
Vivian uśmiechnęła się cynicznie, widząc, jak łatwo sprowokowała yokai do działania. Gdy tylko zbliżył się na odpowiednią odległość, zaatakowała. Zamiast jednak posłać go kopniakiem w przyglądającą się gromadę, złapała demona za szyję nogami i ścisnęła. Gwałtownie przekręciła nimi, usłyszała trzask kości i wiedziała, że skręciła szczurowi kark. Mimo to w ostatnich drgawkach rozszarpał jej bok pazurami.
Gdy ciało martwego demona opadło, pozostałe yokai ruszyły na dziewczynę. Pewnie by ją zabiły, gdyby nie ich przywódca – bardzo brzydki i gruby, do tego z zezem. Vivian nie miała pojęcia, jakim może być demonem, ale skrzywiła się, widząc ściekającą mu po podbródku strużkę ludzkiej krwi.
– Zostawcie ją – powiedział. – Niech poczeka na swoją kolej.
– Jak sobie życzysz, panie.
Grubas podszedł do Vivian i chwycił ją za podbródek, żeby spojrzała mu w twarz.
– Nikt cię nie uczył, jak powinnaś zachowywać się w gościnie? – zapytał.
– Nie pamiętam, żebym przyjmowała od ciebie zaproszenie, kupo mięsa.
– Nie bądź nieuprzejma, bo źle się to dla ciebie skończy.
– A co? Zamierzasz mnie wypuścić? – zakpiła.
– Oczywiście. Wraz z tą małą – wskazał na Ninę. – Zaraz po tym, jak zjem wasze ikigumo.
– I myślisz, że ci pozwolę? – zapytała z chłodnym spojrzeniem.
– Spróbuj mnie powstrzymać, ludzki dzieciaku. Pachniesz niezwykle, ale nadal jesteś tylko człowiekiem.
– Żebyś się nie zdziwił – warknęła.
Wbiła kolano w jego ciało, ale bez skutku – był zbyt gruby, żeby to poczuć. Za to cios w twarz, który otrzymała, był bardzo odczuwalny. Z rozciętej wargi popłynęła krew.
– Ścierwo – mruknął yokai. – Dawać tą małą.
Sam wrócił na swoje miejsce, kopniakiem strącając na ziemię ciało poprzedniej ofiary.
– Nina! – wrzasnęła Vivian.
Widziała, jak jasnowłosa próbuje się szarpać i jaka jest przerażona. Musiała coś zrobić, żeby ją ratować. Już wystarczająco mocno zawaliła i pozwoliła na tę sytuację. Przecież była za nią odpowiedzialna, obiecała ją chronić. Nie mogła tego tak zostawić. Szarpała się rozpaczliwie, ale za nic nie mogła się uwolnić. Gdyby tylko miała odpowiednie zdolności, sznur nie byłby problemem, a tak mogła tylko patrzeć na kolejne kroki, które zbliżały dziewczynkę ku niebezpieczeństwu.
Dostrzegła cień i po chwili dwa demony trzymające Ninę padły martwe na podłogę. Reszta rozejrzała się zdezorientowana, nie wiedząc, co się w rzeczywistości wydarzyło. Za to obok ich szefa stał czarnowłosy yokai w oliwkowym kimonie, opierając miecz na ramieniu.
– Nie powinieneś ruszać tych dziewcząt – powiedział.
– Bo co?
– Bo są pod moją opieką.
– Rihan, uwolnij mnie! – krzyknęła Vivian.
Na jedną osobę przeciwników było zbyt wielu. Czarnowłosy spełnił prośbę i ruszył do walki. Vivian chwyciła sztylet i także rzuciła się na przeciwników. Jednak ważniejsze było dla niej bezpieczeństwo Niny, do której szybko dotarła. Jasnowłosa wtuliła się w nią mocno, jakby obawiała się kolejnego rozdzielenia.
– Wychodzimy, moje panie.
Rihan wziął Vivian za rękę i wyprowadził z piwnicy, jak się okazało, jakiejś starej chałupy. Skrzywiła się, czując odór rozkładających się ciał. Dopiero na zewnątrz pozwoliła sobie na odetchnięcie z ulgą. Uklęknęła przed Niną i przyjrzała się jej uważnie.
– Wszystko w porządku? – zapytała.
Jasnowłosa gestykulowała trochę niepewnie, ręce nadal jej drżały, ale powoli się uspokajała. Najważniejsze, że niebezpieczeństwo minęło.
– To przyjaciel – odpowiedziała na pytanie. – Nie zrobi nam krzywdy.
– Nic jej nie jest? – zapytał Rihan.
– Nie, wszystko w porządku. Wystraszyła się tylko. Skąd się tu wziąłeś?
– Powiedzmy, że nie lubię takich yokai.
– Przyszedłeś za nimi do tego miasta – domyśliła się. – Mogłeś powiedzieć.
– Nie ufałaś mi, więc nie uwierzyłabyś.
Nina złapała Vivian za rękaw, gdy pojawiły się inne yokai.
– Nie bójcie się ich. To moi ludzie.
– Drugi, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie szedł sam? – zgromił bruneta blondyn, którego Vivian widziała wcześniej w gospodzie.
– Sorki – zaśmiał się Rihan. – Resztę pozostawiam wam.
Yokai rzucił tylko spojrzenie swojemu szefowi i ruszył z pozostałymi do chałupy. Nina tymczasem coś pokazywała Vivian.
– W porządku? – zapytał brunet.
– Tak, Nina stwierdziła, że jak na yokai nie jesteś taki straszny.
– Cieszę się.
Jasnowłosa naciągała Vivian jeszcze przez chwilę czymś zaaferowana.
– To nic, Nina.
– Co jest? – zapytał Rihan.
Dziewczynka wzięła sprawę we własne ręce. Widząc, że brunet nie rozumie jej znaków, a brązowowłosa bagatelizuje sprawę, wskazała po prostu bok Vivian, z którego nadal ściekała strużka krwi – to miejsce zranił szczurzy yokai, którego dziewczyna zabiła jako pierwszego.
– Czemu nie mówisz, że jesteś ranna?
– To nic. Zagoi się – odparła. – Nie musisz się przejmować.
Rihan wyciągnął rękę kilka milimetrów nad ranę, po chwili otoczyło ją złote światło i po urazie pozostało tylko rozdarte ubranie.
– Dziękuję – mruknęła.
– Nie powinnaś lekceważyć własnych ran.
– Przepraszam. Powinnyśmy wracać, bo zaczną się o nas martwić. Pewnie jest już późno.
Nina na te słowa zaczęła gwałtownie gestykulować i Vivian miała problem ze zrozumieniem jej na początku.
– O co chodzi? – zapytał Rihan.
Widział, że dziewczynce na czymś naprawdę zależy, choć nie wiedział na czym. Nadal była wystraszona, na pewno jeszcze długo będzie dochodzić do siebie, ale przy Vivian czuła się na tyle bezpiecznie, że nie wpadała w panikę. Dobrze, że udało się chociaż je dwie uratować.
– O pokaz sztucznych ogni. Martwi się, że nie zdążymy i nie zobaczy wszystkiego dokładnie, a to jej pierwszy.
Rihan uśmiechnął się i pogłaskał dziewczynkę po włosach, kucając przed nią. Nie widział w jej oczach strachu przed własną osobą, choć nosił ze sobą miecze, a jeszcze chwilę temu mordował yokai, które chciały je zabić. Sam był przecież demonem.
– Na pewno się mnie nie boisz? – zapytał.
Nina pokręciła stanowczo głową.
– To coś się da zrobić. Vivian, złap się mnie.
Wziął dziewczynkę na ręce i kiedy miał pewność, że obie są bezpieczne, z łatwością wskoczył na najbliższy dach, a potem na następny. W ten sposób dotarł na jeden z wyższych budynków, gdzie usadził bezpiecznie Ninę i sam zajął miejsce obok.
– Chodzić w powietrzu też potrafisz? – zapytała Vivian.
– Nie. Moją specjalnością jest znikanie – zażartował.
– Zwłaszcza przed podwładnymi.
– Zauważyłaś?
– To nie było takie trudne. Zresztą sam stwierdziłeś, że jestem inteligentna. Ten blondyn kiedyś straci do ciebie cierpliwość.
– Kubinashi jest zbyt poważny.
Rozmowę przerwał im pierwszy wybuch i rozkwit kolorów na niebie. Nina zachwycona otworzyła buzię.
– Macie najlepsze miejsca.
– To miłe z twojej strony, Rihanie.
Uśmiechnęła się i zwróciła spojrzenie na pokaz na niebie. To nadal była chińska tajemnica, choć wielokrotnie spotkała się z tym już w Europie. Wciąż jednak było to zachwycające, a jednocześnie nostalgiczne. Sama nie wiedziała, kiedy oparła się o ramię bruneta.
– W porządku? – zapytał cicho.
– Tak, chyba tak. Po prostu czuję jednocześnie radość i smutek, kiedy patrzę na sztuczne ognie. Są piękne i warte tego, aby podzielić się ich widokiem z wyjątkową osobą.
– Więc myślimy podobnie – uśmiechnął się lekko.
– Dawno odeszła?
– Wciąż czuję, jakby to było wczoraj. Sam nie rozumiem, dlaczego uciekła.
– Ty nie przyszedłeś za nimi. Szukasz ukochanej. Mam nadzieję, że ją znajdziesz. Gdziekolwiek by nie była.
– Chyba obdarzyłaś mnie przyjaźnią – zaśmiał się.
– Jesteś dość niezwykły jak na yokai.
– Ty jak na człowieka również. Może dlatego się rozumiemy.
– Może. Wielokrotnie przekonałam się, że los jest przewrotny, ale każde spotkanie uczy nas czegoś nowego, jeśli tylko chcemy się uczyć.
– Dobrze powiedziane. Kiedy znów będziesz w Edo, zajrzyj do Ukiyoe. To niedaleko i pytaj o klan Nura. Zawsze będziemy darzyć cię przyjaźnią.
– Jestem zaszczycona.
– Już myślałem, że będziesz mi grozić, żebym nie rozrabiał.
– Jeśli zaczniesz krzywdzić tych, których ja chronię, wtedy przyjdę na pewno i nie pomoże ci nawet twój własny Pochód. Mam jednak nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.
– Obiecuję ci to, Vivian.
Milczeli przez resztę pokazu. Brązowowłosa przyglądała się zachwyconej Ninie. Do tej pory znała to tylko z opowieści, mogła sobie wyobrazić i cicho marzyć, że może kiedyś zobaczy je na własne oczy. Nie żałowała, że zaproponowała jej ten wyjazd mimo niebezpiecznej sytuacji z yokai. Zresztą kto by przypuszczał, że kręcą się tu takie niebezpieczne typki. Na szczęście na ich drodze stanął również przyjaciel. Czerń i biel nigdy nie oznaczały gatunków, nie były jednoznaczne. Nie można powiedzieć, że ktoś jest z natury zły lub dobry, bo obie strony żyją w każdej istocie i to ona decyduje, która zwycięży. Dobro i zło nie mogą bez siebie egzystować. Jeśli istnieje światłość, musi być też ciemność. Dopiero teraz zrozumiała to w pełni. Spotkanie Rihana pół-demona, pół-człowieka pomogło jej dojść z tym wszystkim do ładu. Nie musiał jej tego mówić wprost, wystarczyła niewielka wskazówka podczas pierwszego spotkania i jej własny instynkt. Należał do ciemności, chronił ją, ale jednocześnie potrafił stanąć w obronie ludzi. Sam dokonywał wyboru, jaki chciał być naprawdę. Właśnie dlatego można było czuć się przy nim bezpiecznie, dostrzegając potęgę władcy demonów.
Tak samo było z Nią. Należała do ciemności, ale sama zdecydowała, jak chce wykorzystać swoją moc. Może się bała, ale trwała w swoim postanowieniu. Zapłaciła za to najwyższą cenę, lecz się nie ugięła. Moc Anioła Lucyfera mogła niszczyć, ale również tworzyć i to tylko od Vivian zależało, co się wydarzy. Miała w rękach ogromny dar i nie powinna się go bać. Nie musi, bo to ona decyduje.
Uśmiechnęła się pod nosem. Przecież to było takie proste, więc dlaczego wcześniej tego nie zauważyła? Tyle czasu zajęło jej dostrzeżenie tak prostego rozwiązania. Te podobno są najtrudniejsze, ale też najskuteczniejsze. Zbyt często chyba słuchała obu stron konfliktu i nie potrafiła wybrać, niepotrzebnie na nią naciskali, bo to ona powinna wybrać drogę. Tiedoll jej to wskazał, kiedy wysyłał ją do Ligi. Wiedział, że w końcu zrozumie, jak jest naprawdę.
– Co się tak do mnie przymilasz? – zapytał Rihan.
– Po prostu coś sobie uświadomiłam.
– Podzielisz się tą wiedzą?
– Światłość i ciemność nie mogą być bez siebie. Tylko w świetle można dostrzec cień, a w ciemnościach widać płomień światła.
– Świat yokai i ludzi – odparł. – Podstawa naszego świata.
– Ty je łączysz.
– Ty w jakiś sposób też, ale nie wiem, w jaki.
– Powiedzmy, że też narodziłam się z ciemności, ale tej ludzkiej. Zawsze myślałam, że moje narodziny były największym błędem, ale tak nie jest. W końcu się ze sobą pogodziłam.
– To się cieszę.
Pokaz zakończył się, wybuchy ucichły, a na niebie znów niepodzielnie królowały gwiazdy. Przy tym zrobiło się późno i Vivian miała świadomość, że Saii i pozostali zaczęli się już niepokoić. Może nawet rozpoczęli poszukiwania, myśląc, że coś się wydarzyło.
– Trzeba wracać – powiedziała.
– Owszem. Nie powinniście włóczyć się po nocach. Ludzie także potrafią być niebezpieczni.
– Komu ty to mówisz, Rihanie? – uśmiechnęła się słodko. – Chyba mnie nie słuchałeś. Narodziłam się w tej ciemności.
– Sorki, już nie będę dawać takich rad.
Wziął Ninę na ręce, żeby pomóc jej zejść, zaś Vivian poradziła sobie sama, nawet nie używając innocence. Jasnowłosa szybko odnalazła jej dłoń.
– Odprowadzę was kawałek – zaproponował brunet.
– Kubinashi będzie cię szukał.
– Nie martw się o to.
– Ty go lubisz denerwować, co?
– Nawet nie próbuję. To mój przyjaciel.
Dziewczyna zaśmiała się i ruszyła w stronę rynku. Rihan pociągnął ją krótszą drogą – z nim były bezpieczne, więc się nie obawiały. Nie zdążyły nawet podziękować, gdy zniknął, kiedy dotarli na skraj głównego planu. Szybko za to pojawiła się Saiichi.
– Gdzie wyście były? – zapytała z wyrzutem. – Miałyście odejść tylko na chwilę.
– Przepraszam, wszystko w porządku.
Nina na migi opowiedziała, co się wydarzyło, na co białowłosa zrobiła wielkie oczy.
– Co? Jakie yokai? W co wyście się wpakowały?
Obejrzała je ze wszystkich stron, więc z łatwością dostrzegła podarte ubranie przyjaciółki i zaschniętą już krew.
– Jesteś ranna?
– Rana została wyleczona.
– Przez kogo?
– Przez yokai, który nam pomógł.
– Ten, z którym widziałaś się przedpołudniem?
– Skąd o tym wiesz?
– Od tamtego czasu pachniesz yokai. Myślałaś, że nie zauważyłam?
– Saii, ja ci to wyjaśnię.
– W porządku. Ważne, że jesteście całe – przytuliła każdą z nich. – Po prostu się martwiłam. Wiem, że nie wszystkie demony są złe. Ty to również dostrzegasz.
– Sama jestem takim demonem.
– Mniej więcej – zaśmiała się białowłosa. – Matka miała rację, gdy mówiła, że powinnaś z nami jechać.
– Tak jakby to przewidziała.
– Całkiem możliwe. Wiesz, kobiece sekrety i te sprawy. Chodźcie już. Jutro czeka nas powrót.
Dziewczyny wróciły do gospody, gdzie miały wynajęte pokoje. Wszyscy na nie czekali, kiedy Saii poszła ich szukać. Teraz mogli pójść spać bez żadnych zmartwień, a niebezpieczna przygoda z yokai stanie się wartościowym wspomnieniem i przestrogą, ale też kolejnym dowodem, aby nie oceniać nikogo bezpodstawnie.
Vivian i Saii długo jeszcze rozmawiały na ten temat. Białowłosa chciała dowiedzieć się wszystkiego o Rihanie i jego towarzyszach, była po prostu ciekawa, bo sama nigdy jeszcze nie spotkała prawdziwego yokai, a w pewnym stopniu japońska mitologia ją fascynowała. Może ze względu na korzenie, w jej żyłach płynęła krew Japończyka, więc mogło być to dla niej naturalne.
Vivian nie wspomniała tylko o swoich wnioskach. Najpierw chciała przełożyć to na trening, bo chyba znalazła rozwiązanie dla problemu równowagi mocy. Na to miała przeznaczyć dni po powrocie, w jej głowie nawet wytworzył się pewien plan treningu.
– Saii, gdy wrócimy, będę mogła kilka dni potrenować sama? – zapytała.
– Chcesz coś wypróbować?
– Tak. Rozmówię się ostatecznie ze swoimi demonami.
– Jesteś pewna, że chcesz to zrobić sama?
– Powiedziałaś mi kiedyś, że osobą, która rozumie mnie najlepiej, jestem ja sama. Muszę sobie tylko zaufać.
– Racja. Rób, co uważasz za słuszne, a potem pokaż mi wyniki.
– Jasne. Będziesz pierwsza, która to zobaczy.
Białowłosa uśmiechnęła się zadowolona. Wyglądało na to, że spotkanie z Rihanem Nurą naprawiło to, co ludzie i Noah niszczyli w niej przez całe życie. Czasami kropla wody może stać się siłą wprawiającą w ruch całą, wielką górę. Niczego nie wolno lekceważyć.
– Będę musiała mu kiedyś podziękować.
– Komu?
– Temu Rihanowi. Coś w tobie zmienił. Cieszy mnie to. Teraz cierpliwie poczekam na efekty.
Rano cała grupa ruszyła w drogę powrotną. Vivian starała się wyczuć czarnowłosego yokai, ale nie mogła. Prawdopodobnie już odszedł wraz ze swoim Pochodem. „Dziękuję ci, przyjacielu, za ratunek i przykład. Nigdy tego nie zapomnę” – pomyślała, gdy wyjeżdżali ze śpiącego jeszcze miasta. Nie wiedziała, że ona także pomogła Panu Pandemonium odnaleźć na nowo nadzieję na spełnienie życzenia, które nadal było na pierwszym planie w jego sercu.

***

Arte: Wracamy do głównego wątku.
Vivian: Na chwilę.
Arte: Ale wracamy.
Laurie: Tak się kończy wycieczka i spotkanie z Rihanem. Dzięki niemu Vivian na coś wpadła, więc teraz tylko czekać na efekty.
Vivian: A za tydzień kończymy cząstkę o Klasztorze Tysiąca Mieczy i wracamy do Europy, choć to będzie trochę trudne przy tym tempie pisania Laur.
Laurie: Bo naprawdę wezmę sobie przerwę.
Vivian: A proszę cię bardzo. Bierz, ile chcesz, a nawet mnie zostaw. Przynajmniej nie będziesz mnie już dręczyć.
Arte: Nie, nie, nie. Żadnych przerw nie będzie. Na razie kilka rozdziałów do przodu jest gotowych, kilka rozpisanych, więc z pewnością powstaną w najbliższym czasie. Nie ma o co się martwić.
Laurie: Na razie przerw nie planuję. Za tydzień żegnamy Saii i spółkę, a potem zobaczycie.
Vivian: Trzymajcie się do tego czasu. Pozdrawiamy serdecznie i do następnego.

One thought on “Gdy zrozumiesz, w czym jest rzecz, Gdzie tkwi błąd, co ma sens, Gdy na górę wtoczysz głaz, Świat u stóp będziesz miał

  1. Rozdział jak zawsze elegancko. Wybacz, ale dziś nie dam rady sobie pozwolić na nieco dłuższy (pewnie bezsensowny – jak zawsze) wywód.
    No to myyyk pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s