It’s hiding in the dark It’s teeth are razor sharp There´s no escape for me It wants my soul it wants my heart

Weszły do gospody, która niczym nie różniła się od tych, w których bywały w ciągu ostatnich paru dni. Vivian skrzywiła się nieznacznie, domyślając się, że i tę noc spędzą pod gołym niebem, choć może tym razem uda im się zjeść coś ciepłego. Cała Bułgaria taka była: rozdarta wojną domową i powstaniami, głodna, zniszczona i brudna.
– Potrzebujemy pokoju na jedną noc i ciepłej strawy – powiedziała Arianne do właścicielki, grubej kobiety o zapadłych policzkach.
– Nie mam miejsca – odparła gospodyni. – Przykro mi. Mogę zagwarantować jedynie ubogą strawę.
– Lepsze to niż nic.
Vivian nie odezwała się przez cały wieczór. Nie czuła się szczególnie głodna, bo sam widok tych ludzi sprawiał, że traciła apetyt. Chciała stąd jak najszybciej wyjechać, ale to nie było takie proste. Podróż musiała swoje potrwać, a dodatkowo dostały zadanie odnalezienia widzącej. Według Rady było to jeszcze dziecko, ale w tym chaosie trudno było kogokolwiek znaleźć. Ludzie uciekali, przemieszczali się w obawie przed wojną, głodem i w poszukiwaniu nowego domu. Wszystko się poplątało, a dodatkowo na obcych patrzono z podejrzliwością i niejednokrotnie oskarżano o szpiegostwo. Arianne już kilkukrotnie musiała się dokładnie tłumaczyć, że są tylko przejezdnymi, co też utrudniało im zarówno poszukiwania jak i powrót do domu.
Vivian drgnęła, gdy poczuwał akumę. Instynkt Nocnego Łowcy domagał się polowania, ale dziewczyna powstrzymała się. Doskonale wiedziała, że w takich przypadkach musi bardzo uważać, żeby nie dać się zdemaskować egzorcystom. To mogło być naprawdę niebezpieczne dla obu stron. Mimowolnie jednak spojrzała na Arianne.
– Nie powinnaś, Vivian – powiedziała mentorka.
– Nie sądzę, żeby w pobliżu byli egzorcyści.
– Mimo wszystko. To niepotrzebne ryzyko.
Dziewczyna westchnęła i kiwnęła głową, porzucając wyprawę. Było parę rzeczy w związku z akumami, które chciała sprawdzić, ale bez dokładnego rozpoznania nie mogła ryzykować.
Owinęła się kocem, ignorując chęć działania. Wiedziała, że całego świata nie uratuje, ale była spragniona krwi akum. Nie pamiętała, kiedy ostatnio wdała się w walkę z armią Milenijnego, a przecież to płynęło w jej żyłach. Taki cel miało jej życie, ale teraz ważniejsze były inne sprawy. Tego się trzymała.
Mimo wszystko nie mogła zasnąć, śledząc ruchy wroga. Wiedziała, że akumy pojawiły się w wiosce, na której skraju właśnie były. Z daleka usłyszała krzyk ofiary i podniosła się cicho.
– Vivian?
– Nie mogę tego zignorować. Przepraszam, mistrzyni.
– Nie wiesz, czy tu są egzorcyści.
– Będę ostrożna.
– Idź.
Arianne nie była zachwycona postawą uczennicy, ale pozwoliła jej na to, by mogła się uspokoić. Swoją drogą też nie mogła do końca pogodzić się z pozostawieniem akum samym sobie, by mogły niszczyć. Sama jednak nie miała mocy, które skutecznie zwalczyłyby te demony. To była praca egzorcystów. Cienie miały zbyt dużo własnych obowiązków, żeby jeszcze ich wyręczać, choć było ich więcej od Rycerzy Niewinności i od czasu do czasu też mogli zająć się anihilacją akum.
Vivian zarzuciła na włosy kaptur tak, aby nikt nie mógł jej rozpoznać i trzymała się cieni. Poruszała się bezszelestnie i większość ludzi nie miała wręcz prawa jej dostrzec. Szła za instynktem, więc bardzo szybko trafiła na trzy akumy, które szukały kolejnej ofiary.
– Dwójki – stwierdziła szeptem.
Zamiast od razu je zabić, co byłoby dziecięcą igraszką, przywołała moce swojego Noah. Cały czas obserwowała akumy, które nie wydawały się zorientowane, że ktoś wyżej od nich właśnie się pojawił. Ona jednak poczuła je w inny sposób.
– Autodestrukcja – wydała rozkaz.
Chwilę później wszystkie trzy wybuchły bez najmniejszego sprzeciwu, a Vivian nie odczuła żadnych konsekwencji panowania nad akumami. Tę umiejętność także już sobie przyswoiła, choć wiedziała, że Allenowi nie spodobałoby się to, bo w ten sposób zniszczyła również dusze spętane przez Milenijnego. Nie miała jednak wyrzutów sumienia, nie czuła w sobie misji ratowania każdego, kto się nawinie.
– Wybacz, Allen – szepnęła.
Stała na dachu jeszcze dłuższą chwilę, skanując otoczenie, ale nie wyczuwała żadnego zagrożenia. Wioska była bezpieczna przed wszelkimi nadprzyrodzonymi bytami. Poszło szybciej niż się spodziewała. Musiała się jednak uspokoić, bo cały czas czuła, że pragnie jakiejś walki, a to nie było dobre. Wiedziała, że to głównie instynkt Noah i poczucie potężnej mocy szukały ujścia. Najwyraźniej prawdą było, że im więcej zdobywa się siły, tym usilniej szuka się potężnych przeciwników do pokonania. Ten instynkt musiała trzymać na bardzo krótkiej smyczy, inaczej grozi to zamianą w potwora.
Arianne czekała na nią oparta o jedno z drzew. Odetchnęła z ulgą, gdy Vivian zrzuciła kaptur i uśmiechnęła się leniwie.
– To nie była nawet rozgrzewka – stwierdziła brązowowłosa.
– Będzie jeszcze czas na walkę – odparła Francuzka.
– Na razie jest czas na spanie. Dobranoc, mistrzyni.
Rano ruszyły w dalszą drogę, szukając jednocześnie śladów małej widzącej. Nie znalazły jej we wskazanym przez Radę miejscu, więc musiały sobie poradzić samodzielnie. Z ludźmi zawsze było ciężej, bo nie można było ich wyczuć z daleka jak inne istoty. Kiedy się przemieszczali, trzeba było ich po prostu znaleźć, co było trudne, a w warunkach wojny domowej, bo chyba można było tak to nazwać, prawie niemożliwe. W tym jednak wypadku miały niewielką przewagę – wygląd małej, który wyróżniał ją spomiędzy ludzi.
Kolejne kilka dni spędziły na bezowocnych poszukiwaniach kierowane wskazówkami napotkanych ludzi. Nie zawsze były one błędne, częściej po prostu już nieaktualne, przez co musiały jechać dalej z nadzieją, że dogonią małą widzącą, o ile wybrały dobry kierunek, a to nie było takie pewne. Nie zrażały się tym, zresztą nie mogły się tak po prostu wycofać, bo było to ich zadanie.
– Czujesz to, Vivian?
– Dym. Wioska się pali.
Zza drzew jeszcze nie widziały ognia, ale im bliżej były, tym bardziej były przekonane o pożarze. Pomyliły się jednak. Wioska nie płonęła, ale na jej rynku stał stos płonący potężnym ogniem. Przez moment wydawało się, że mieszkańcy kogoś palą.
– Co się dzieje? – zapytała Arianne.
– Palimy zwłoki, pani. Nie ma komu chować – odparła stara kobieta, która stała najbliżej.
Konie zastrzygły nerwowo uszami, Vivian też poczuła dziwną obecność. Rozglądnęła się uważnie, ale nie dostrzegła niczego niezwykłego. Spojrzała na Francuzkę, która jedynie pokręciła głową.
Po chwili ruszyły dalej, zbliżała się noc i musiały znaleźć nocleg. Zapasy też przydałoby się uzupełnić, choćby o trochę chleba i czystej wody. Niestety wioska była zbyt mała i opuszczona, do tego poza głównym szlakiem, więc mogło się okazać, że kolejną noc spędzą pod gołym niebem.
– Szukają panie noclegu? – zapytał jakaś kobieta.
– Owszem, ale gospoda jest zamknięta.
– Bo nie ma kto jej prowadzić. Proszę do mnie?
– Nie będzie to problem?
– Nie, a przecież nie można pozwolić gościom spać na zewnątrz. Noce jeszcze chłodne i nie jest to bezpieczne dla podróżujących kobiet. Jeszcze na panie napadną.
– Ludzi się nie obawiamy – odparła spokojnie Arianne.
– Ja nie mówię o ludziach, pani. Tu jakiś diabeł po lesie biega. Atakuje nocami, gdy kto na zewnątrz zostanie.
Cienie wymieniły spojrzenia. Coś tu rzeczywiście było, nie wydawało im się.
– Dziękujemy za gościnę. Będzie nam bardzo miło.
Kobieta zaprowadziła je do zaniedbanego z zewnątrz domu. Konie zostały w niewielkiej stajni, gdzie stał stary, zmęczony ogier czekający już tylko na koniec. Po chwili przybiegła dziewczynka o jasnym, długim warkoczu.
– Penka, zajmij się końmi – poleciła kobieta.
– Dobrze, mamo. Trzeba dołożyć do ognia.
– Zaraz się tym zajmiemy. Zapraszam, niedługo będzie kolacja.
Okazało się, że kobieta jest bardzo piękna, gdy ściągnie stary płaszcz i chustkę z jasnych włosów. Posadziła gości przy stole i nie pozwoliła sobie pomóc, gdy dokładała do pieca i doglądała gotującej się strawy.
Dziewczynka wróciła niedługo później i zaczęła przygotowywać stół do kolacji. Z drugiej izby przybiegły jeszcze trzy dziewczynki, które urodę odziedziczyły po matce. Ich śmiech urwał się, gdy spostrzegły dwie obce postacie, ale mimo to czuły ciekawość. Arianne uśmiechnęła się do nich pogodnie, Vivian zaś nie zwróciła uwagi, patrząc posępnie w okno. Wyczuwała zagrożenie, choć nie wiedziała jakiego rodzaju i to ją najbardziej irytowało. Przez to była milcząca i nieobecna.
– To zły czas na podróże – powiedziała ich gospodyni, kiedy skończyły posiłek. – Daleko jedziecie?
– Jeszcze kawałek – odparła Arianne. – Szukamy dziewczynki. Wyróżnia się wyglądem spomiędzy innych dzieci. Nie było jej w miejscu, w którym miałyśmy ją spotkać.
– Tu się ciągle wielu ludzi przewija. Szukają schronienia i jedzenia. Jednak nie przypominam sobie, żeby w którejś z grup była wyróżniająca się dziewczynka.
– Była – odezwała się Penka. – Kilka dni temu. Miała długie, czarne włosy i zupełnie białe oczy. To o nią chodzi? – spojrzała na Arianne.
– Tak, o nią. Wiesz, gdzie jest?
– Odeszły na południe, o ile nie zjadł ich ten nocny diabeł.
– Nocny diabeł?
– Wspominałam o tym. Coś atakuje po zmroku ludzi. Nie wiemy co, ale jest to niebezpieczne.
– Dawno się pojawiło? – zapytała dotąd milcząca Vivian.
– Jakiś tydzień temu.
– A ta mała, której szukamy?
– Też jakoś tak. Myśli panienka, że ma to ze sobą coś wspólnego?
– Tego nie wiem. Może tak, może nie. To bez znaczenia.
Obie z Arianne czekały do momentu, gdy wszyscy domownicy pójdą spać. Ubrały się po cichu i poszły obejrzeć las. W nocy aura demona była dużo bardziej odczuwalna niż za dnia. Mimo to nadal nie były pewne, z czym dokładnie mają do czynienia.
Vivian pierwsza usłyszała kroki. Było to na tyle dziwne, że zwykle demonów nie było słychać, nawet wyczulony słuch miał z tym poważny problem. Ten najwyraźniej niezbyt się przejmował, czy zostanie odkryty.
– Kretyn – mruknęła brązowowłosa.
Zanim jednak zaproponowała skierowanie się w stronę odgłosu, została zwalona na ziemię przez jakąś postać. Bezwiednie złapała za sztylet, który wyjątkowo miała przy pasku, i zaatakowała agresora. Poczuła, jak stal rozrywa brzuch przeciwnika, który odskoczył z wrzaskiem bólu. Dopiero wtedy dziewczyna mogła mu się przyjrzeć. Wyglądał na młodego mężczyznę o jasnych włosach, ale o czarnych oczach i wykrzywionej straszliwie twarzy.
– Został opętany – powiedziała Arianne.
– Można mu pomóc?
– Nie jestem pewna. Możliwe, że jest już za późno. Trzeba go spętać.
– Zrozumiałam.
Podniosła się w momencie kolejnego ataku. Schowała broń, nie chcąc zrobić krzywdy nosicielowi, więc zdecydowała się na walkę wręcz. Przez trzy miesiące treningu pod okiem Saii znacznie się poprawiła i nie była to już jej pięta achillesowa. Nie bała się tego. Ze zgrozą zauważyła, że demon w ogóle nie dba o ciało nosiciela i zmusza je do zbytniego ruchu. Postanowiła to więc zakończyć jak najszybciej.
Nie zauważyła korzenia wystającego z ziemi i runęła na plecy. Demon skoczył na nią, łapiąc za szyję.
– Nadasz się – zasyczał.
– Nie sądzę – wycharczała.
Użyła mocy przekleństwa, aby go od siebie oderwać. Wtedy do akcji wkroczyła Arianne, ustawiając barierę wokół przeciwnika. Demon syczał i złorzeczył na nie obie, ale to nie zdezorientowało Francuzki, która miała już gotową formułę oczyszczenia.
Vivian obserwowała to z fascynacją. Arianne na pierwszy rzut oka nie wydawała się zbyt silna, ale to był tylko pozór. Doświadczenie, wiedza i zimna krew stanowiły esencję jej mocy, więc demon tej klasy nie miał z nią żadnych szans, gdy już zamknęła krąg. Vivian sądziła, że nawet Noah nie powinien stanowić dla niej zagrożenia, co dawało dziewczynie poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Widziała, że ma się od kogo uczyć i mistrzyni stała się dla niej wzorem do naśladowania.
Teraz skupiona brunetka szeptała formułę, która rozdzielała ofiarę i oprawcę. Demon powoli się materializował, miał więcej sił niż można było się spodziewać, więc brązowowłosa przygotowała się do kolejnego starcia. Była jednak spokojna i rozluźniona, choć jej spojrzenie uważnie obserwowało każdy ruch przeciwnika.
Bariera została roztrzaskana, gdy demon uderzył w nią pięścią. Ruszył na Arianne, ale wcześniej dopadła go Vivian, używając wszystkich swych zdolności. Jej złote oczy iskrzyły się radością, gdy rozcinała gardło stwora. Poddała się tylko na moment żądzom Zemsty, ale to uchroniło ją przed opętaniem. Szybkim ciosem poderżnęła gardło demona, zagłębiając broń aż po rękojeść. To jednak wystarczyło, by stwór padł na ziemię bez życia, rozpadając się na kawałeczki, które po chwili całkowicie zniknęły.
Odwróciła się do Arianne, która klęczała przy rannym chłopaku i opatrywała go. Podeszła do nich.
– Ja to zrobię – powiedziała.
Położyła delikatnie dłoń na ranie i przywołała moc innocence. Teraz, gdy znalazła już rozwiązanie problemu równowagi, mogła uzdrawiać bez konsekwencji. Mimo to zajęło jej to sporo czasu.
Arianne przyglądała się uczennicy. Obie doskonale wiedziały, że Francuzka opanowałaby sytuację w ciągu kilku sekund i interwencja Vivian nie była konieczna. Dziewczyna jednak chciała to zrobić. Może tylko ze względu na swój instynkt, a może z innych powodów. Na pewno nie chodziło o ratowanie świata. Coś tak trywialnego nie obchodziło Vivian. W jej zachowaniu było coś bardziej egoistycznego. Arianne nie ganiła jej za to, bo natura dziewczyny była inna niż ludzi, którzy ją otaczali. Lubiła walkę, ale nie zabijanie. To drugie pozostawiała jedynie dla wrogów, którzy musieli zostać wyeliminowani. Zagrażali jej lub jej bliskim. Dopóki nie traciła zimnej krwi i jasności umysłu, było to nieszkodliwe, ale czy na pewno? Arianne nie miała tej pewności. Charakter Vivian nadal stanowił dla niej zagadkę, nad którą myślała w Klasztorze Tysiąca Mieczy, ale potrzebowała jeszcze trochę czasu, by ją rozgryźć. Szczegóły były tu najważniejsze, bo to one stanowiły o wygranej bądź przegranej.
Rany zostały zaleczone, a chłopak otworzył oczy. Spojrzał na Vivian i zamrugał, widząc dwa czarne skrzydła.
– Anioł – szepnął.
– Nie – roześmiała się dziewczyna. – Nie jestem aniołem, a już na pewno nie takim, o jakim myślisz. Jak się czujesz?
– Trochę zdezorientowany.
– To przejdzie. Możesz wstać?
Z jej pomocą stanął pewnie o własnych siłach, więc nie było powodu, żeby nie wracać do wioski. Spędzenie reszty pod gołym niebem nie było całkiem rozsądne zważywszy na to, że ich gospodyni może się niepokoić. Chłopaka zabrały ze sobą, żeby nie wpakował się w jakieś nowe kłopoty.
Jasnowłosa kobieta czekała na nie z niepokojem przy jednej świecy. Gdy zobaczyła z nimi jeszcze jedną osobę, była jednocześnie zaskoczona i wzruszona.
– Peter! – krzyknęła cicho. – Synu, jak to się stało?
– Uratowały mnie.
– To cud. Dziękuję – skłoniła się nisko. – Dziękuję za uratowanie mojego syna.
– Wystarczy tych podziękowań. To po prostu było konieczne – powiedziała łagodnie Arianne.
Chłopak był ostatnią ofiarą demona. Dotąd nikt nie wrócił, więc Petera także spisano już na straty. Właśnie dlatego jego niespodziewany powrót i uczestnictwo w tym Cieni stało się głównym tematem rozmów następnego dnia. Opóźniło to też znacznie dalszą podróż, ale w zamian Arianne i Vivian zostały do niej dobrze przygotowane i otrzymały mnóstwo wskazówek dotyczących poszukiwanej dziewczynki.
Kolejne dwa dni nie przyniosły rezultatów. Były nudne i szare do momentu, gdy drugiego wieczoru usłyszały wrzaski. Wiedzione ciekawością popędziły konie w tamtym kierunku, chcąc sprawdzić, co się dzieje. Według mapy niedaleko powinna być wioska, jednak odgłosy dochodziły nadal z lasu.
Dostrzegły gromadę ludzi otaczającą coś, czego nie widziały z daleka. Gniewny tłum potrząsał pochodniami i narzędziami, które obecnie pełniły funkcję broni.
– Nie, proszę! Tylko nie moją Sanję! – usłyszały rozpaczliwy krzyk.
Teraz zrozumiały. To był lincz. Kobieta błagała i płakała, ale nikt jej nie słuchał. Vivian pomimo uspokajającego spojrzenia mistrzyni popędziła konia.
– Hej! – krzyknęła. – Co wy tu robicie?!
Atak na kobietę został przerwany. Jej jasne włosy zaplamione były krwią, która płynęła również z innych ran. Mimo to kurczowo przytulała do siebie czarnowłosą dziewczynkę o zupełnie białych oczach.
– To demon – powiedział ktoś.
– Ja widzę tylko kobietę z dzieckiem – warknęła.
Ludzie instynktownie cofali się przed brązowowłosą.
– Przyniesie kolejne nieszczęście! Trzeba zabić tego bękarta.
– Kto podniesie rękę na tę małą, zginie – zagroziła. – Wynoście się do domów.
– Nie będziesz nam rozkazywać, smarkulo.
Vivian spojrzała na mężczyznę z widłami w dłoni. W jej oczach był lód, ale się nie cofnął.
– Powiedziałam, żebyście wracali do domów – warknęła. – Drugi raz powtarzać nie będę.
– Vivian, uspokój się – odezwała się Arianne. – Zrobiła wam coś?
– Ten bękart jest przeklęty. Gada od rzeczy, chodzi po wiosce i straszy dzieciaki. Gówniarz samego diabła.
– Czyli nic wam nie zrobiła – odparła chłodno Francuzka. – Nie wstyd wam, ludzie, taką gromadą iść na dziecko? Nie macie innych problemów?
Jej głos sprawił, że ludzie zaczęli się wycofywać, mamrocząc coś pod nosami. Po chwili zostały tylko one i kobieta z dzieckiem. Cienie wiedziały, że ich poszukiwania właśnie się zakończyły.
Vivian zeskoczyła z siodła i sprawdziła stan matki dziewczynki. Kobieta patrzyła na nią w błagalnym geście.
– Proszę, zajmijcie się Sanją – szepnęła.
– Dobrze.
Wycieńczenie, upływ krwi i rany zrobiły swoje, kobieta umarła, osieracając córkę. Dziewczynka siedziała na ziemi jakby nieświadoma całej historii. Dopiero teraz mogły się jej dokładnie przyjrzeć. Miała najwyżej osiem lat, była wychudzona i zaniedbana, ale ładna. Jej czarne włosy były skołtunione i przetłuszczone, a zupełnie białe oczy zdawały się niczego nie widzieć.
Vivian wzięła ją na ręce, żeby posadzić na własnego konia, ale wtedy mała zaczęła wrzeszczeć, jakby obdzierali ją ze skóry. Brązowowłosa spojrzała spanikowana na Arianne, która odebrała od niej dziewczynkę.
– Pierwszy raz mi się to zdarzyło – szepnęła Vivian, gdy widząca się uspokoiła.
– Musiała coś zobaczyć, gdy ją dotknęłaś.
– Ale co?
– Tego nie wiem. Trzeba zająć się ciałem matki Sanji.
W wiosce początkowo nie chcieli im pomóc, ale w końcu znalazło się dla nich miejsce, a zmarła została godnie pochowana.
Dziewczynką zajęła się Arianne. Pomogła jej się umyć i dopilnowała, żeby zjadła kolację. Vivian w obawie, że powtórzy się sytuacja z lasu, trzymała się z daleka. Myślami krążyła wokół tego, co Sanja mogła zobaczyć. Zwykle widzące widywały przyszłość, więc to pogorszyło nastrój brązowowłosej. Co to mogło być, skoro tak bardzo ją przestraszyło? Śmierć i destrukcja? Apokalipsa?
– Vivian, połóż się już – usłyszała Arianne.
– Za chwilę.
– Vivian, przyszłość kształtujemy sami. Nie dręcz się tym już. O świcie chcę wyruszyć dalej, żeby nie pogarszać sytuacji, więc musisz wypocząć.
– Tak jest.
Mimo tego jeszcze długo nie mogła zasnąć, zastanawiając się nad tym, co zobaczyła Sanja. Czuła nieokreślony niepokój, choć dobrze wiedziała, że teraz nie ma to znaczenia. Z postanowieniem, że po powrocie zajmie się tą sprawą, zamknęła oczy i poszła spać.

***

Lavi: Mamy dzisiaj wyjątkowy dzień.
Vivian: Zaczęła się wiosna.
Lavi: Nie o to mi chodziło. Dokładnie rok temu skończyła się „Córka Jednego z Nich”.
Laurie: Prawda. Rok minął szybko. Może nawet zbyt szybko. Jednocześnie za dwa dni jest piąta rocznica rozpoczęcia historii Vivian.
Lavi: Wytrwała jesteś.
Vivian: I cierpliwa. Od trzech tygodni nie było tu ani jednego komentarza. W przeciwieństwie do Corrie.
Laurie: Cóż, bywa i tak. Nie, żeby mnie to nie obchodziło, ale trudno zmuszać ludzi do pisania, a przecież widać po statystykach wejść, że jest ich trochę. Marzeniem byłoby, aby każda osoba, która wchodzi na bloga i czyta, napisała choćby 2 zdania od siebie, ale aż tyle nie wymagam. Mnie samej czasami nie chce się pisać pod przeczytanymi notkami.
Lavi: Ale to motywuje. Sama przyznasz, że dostajesz wtedy niezłego „kopniaka” i chce ci się pisać.
Vivian: A z tym ostatnio jest słabo. Ludzie, 2 zdania raz w tygodniu w zamian za porządne pisanie Laur. Ta umowa wiąże obie strony.
Corrie: Stanowcze żądania.
Vivian: Spadaj do siebie.
Corrie: Ja ci życzenia przyszłam złożyć, a ty mnie wyrzucasz? Jesteś okropna, więc się nie dziw, że ludzie do ciebie nie przychodzą.
Laurie: Oj, dziewczyny, bez takich. Nie będziemy przedłużać opowieściami, co się wydarzyło przez ostatni rok, bo o tym wszyscy doskonale wiedzą. Prawdopodobnie dzisiaj lub w najbliższych dniach zostanie uruchomiona strona facebookowa związana ze wszystkimi moimi projektami. Mam nadzieję, że pomysł się spodoba i nie umrze po kilku wpisach. Na pewno znajdzie się gdzieś w menu bloga, więc nie powinno być problemu z jego odnalezieniem.
Lavi: A tam najświeższe informacje, nad czym Laur pracuje i może jakieś fajne zapowiedzi. Dzięki temu nic Wam nie umknie.
Vivian: Najpierw trzeba to uruchomić, żeby działać.
Laurie: Dlaczego jesteś taka sceptyczna?
Vivian: Bo znając ciebie, to potrwa wieki. Jednocześnie wszystkiego nie zrobisz.
Laurie: Dlatego powiedziałam, że dzisiaj lub w najbliższych dniach. Słuchaj ty mnie czasami.
Lavi: Vivian jako jubilatka strasznie się dzisiaj boczy, ale to prawdopodobnie efekt długiej podróży. Już niedługo przestanie marudzić. Korzystajcie z uroków wiosny, cieszcie się piękną pogodą i widzimy się za tydzień. Pozdrawiamy serdecznie.

2 thoughts on “It’s hiding in the dark It’s teeth are razor sharp There´s no escape for me It wants my soul it wants my heart

  1. prz_ pisze:

    Już 5 lat? Wow.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s