Wkręcona szefowa

Ze specjalną dedykacją dla Niseko. Mam nadzieję, że się spodoba.

Na biurku dostrzegła teczkę, której wcześniej tu nie było. Na JEJ biurku. Najwyraźniej ktoś dawno nie dostał ochrzanu za bałaganienie w jej „świętym” obszarze. Wyciągnęła z tajemniczej teczki papiery i zmarszczyła brwi, przeglądając pierwszą stronę.
– Lavi, co to jest? – zawołała rudzielca.
– Nasze wymówienia – odparł, przerzucając kolejną kartkę jakiejś starej księgi.
– Co?
– Wymówienia. To taka rezygnacja z pracy.
– Wiem, czym jest wymówienie.
– To dlaczego pytasz, jakbyś nie wiedziała?
– Ty chyba kpisz.
– A wyglądam, jakbym kpił?
– A wiesz, co to oznacza? – zapytała, patrząc na niego uważnie. – Wylatujecie z fabuły, a mnie zostawiacie z problemem.
– W umowie nie miałem obowiązków domowych.
Palnęła się w czoło, słysząc jego urażony ton. Chyba rozum postradał, żeby robić problem z tak błahego powodu.
– Mieszkacie tu od samego początku i jeszcze wymagasz, żebym zasuwała z odkurzaczem, gdy wy mi tu będziecie bałaganić? To może w ogóle przestanę pisać i zostanę waszą gospodynią domową, co? Chyba oszalałeś – parsknęła.
– A Yuu nic nie robi i nic mu nie mówisz. Tak samo Xanxusowi, Byakuyi i Tośkowi.
– Oni po sobie sprzątają.
– Akurat – parsknął. – Yuu nawet naczyń do zlewu nie wstawi, Xanxus wyręcza się Squalo, jedno spojrzenie Byakuyi i wszystko samo znika, a… – zawahał się.
– Zabrakło argumentu? – spojrzała na niego kpiąco.
– No dobra, Tosiek sprząta, ale reszty to ty nie widzisz, bo to twoi cholerni ulubieńcy.
– A ciebie zazdrość zżera.
– Nie o to mi chodzi!
– Nie podnoś na mnie głosu, rudy króliku. Więc o co ci chodzi? Nie muszę ci chyba mówić, że jesteś kluczową postacią „Anioła” i wielu czytelników byłoby niezadowolonych, gdybyś nagle zniknął.
– Nie wymawiaj się czytelnikami.
– Wy to sami doskonale robicie, kiedy coś chcecie. Trudno, nie będę cię zatrzymywać.
Rudzielec spojrzał na nią z otwartymi ustami. Jeszcze przed momentem spodziewał się awantury i prób utrzymania go za wszelką cenę, a teraz tak po prostu mają się rozstać.
– Co tak stoisz? Pakuj się i spadaj.
– Sama przed chwilą powiedziałaś, że jestem ważny dla fabuły, a teraz pozwalasz mi odejść?
– A co mam zrobić? Zawołać Kandę, żeby cię związał? Nie mam czasu się z wami wszystkimi użerać.
– Ale kronikarz jest ci potrzebny. Vivian sama tak mówi.
– Zawsze jest Kronikarz, a twoje miejsce można łatwo zastąpić – wzruszyła ramionami. – Lavi zginął w czasie misji przez własną głupotę, bo jak zwykle zlekceważył wszystko, co się do niego mówi.
– A może by tak heroiczna śmierć? – zasugerował Ichimaru, stawiając przed nią kubek gorącej czekolady. – Dziewczyny to uwielbiają.
– A ty co? Podlizać się chcesz?
– A tak pomyślałem, że będę miły i czekoladę ci zrobię – oparł się o szybę, przygryzając persymonkę.
– Czemu mam wrażenie, że to do czegoś prowadzi?
– Oj, Laur-san, jesteś strasznie podejrzliwa – odparł śpiewnym tonem. – Zupełnie jak Shiroyama-san. Chyba już wiem, po kim to ma.
– Grabisz sobie, Ichimaru.
– W sumie uważam, że to urocze. Przynajmniej wiadomo, że nikt was nie oszuka.
– Dobra, dobra. Znam te numery. A tak poza tym, skąd ty masz tę persymonkę? Wydawało mi się, że w tym mieście nie można ich dostać.
– Mam swoje sposoby.
– Jak zobaczę w wiadomościach skradziony kontener z persymonkami, to przynajmniej będę wiedziała, gdzie się podział – westchnęła.
– Wezwiesz na mnie policję?
– A żebyś wiedział.
– Ej, chyba rozmawialiśmy o mnie – odezwał się Lavi.
– No tak. Na czym to ja skończyłam?
– Na heroicznej śmierci – podpowiedział uprzejmie Ichimaru. – W obronie przyjaciół. A nawet lepiej, w obronie ukochanej.
– Odezwał się specjalista – mruknął Lavi.
– Nieważne. Lavi ponosi śmierć. Kronikarz wyjeżdża na jakiś czas, po czym przywozi nowego następcę. To kilkuletni chłopiec. Miły, uprzejmy, ale zdystansowany, poważny i rozważny. Całkowite przeciwieństwo swojego poprzednika. Na imię ma… Oskar? – Ichimaru pokręcił głową. – Oswald? – znowu. – Hmm… A może Dick.
– Teraz to przesadziłaś – warknął Lavi.
– No co?
– Przypominam ci, że Dick to moje poprzednie wcielenie, więc nie możesz go zatrudnić. Zresztą był z niego kawał drania.
– Tak, tak. W przeciwieństwie do ciebie Dick nie miał serca. To jak go nazwiemy?
– Może Gin – zasugerował Ichimaru.
– Zamierzasz zająć wolny wakat?
– Rozwój osobisty w ostatnich latach to modny trend. Nowe możliwości, perspektywy i takie tam. Sama wiesz, jak to wygląda.
– Jasne. Mowy nie ma. Jeszcze do reszty nie zwariowałam.
– Ale jesteś pewna?
– Absolutnie. I nawet tak nie żartuj.
– Tak jest – zasalutował. – Persymonkę?
– Nie. Dobra, mniejsza z tym. Lavi, bądź tak dobry i zawołaj mi tu resztę ekipy „Anioła”.
– Nie mam ochoty.
– Vivian! Wołaj resztę!
Po chwili zrobiło się trochę tłoczno. Brązowowłosa spojrzała na swą kreatorkę z ciekawością.
– Coś się stało?
– Komu się jeszcze nie podobają warunki umowy i chce się wynieść?
– Ty zwariowałaś?
– Nie. Lavi złożył wymówienie. Czyje jeszcze znajdę w magicznej teczce, która znalazła się na moim biurku?
Cisza.
– To świetnie. Wracajcie do swoich zajęć, a Lavi ma jeszcze dziś stąd zniknąć.
– Ale…
– To moje ostatnie słowo. Gin, złaź z parapetu, światło mi zasłaniasz.
– Ale to był żart! – krzyknął rudzielec. – Dzisiaj Prima Aprilis.
– Za to ja mówiłam poważnie, a teraz mi nie przeszkadzaj, bo chcę skończyć ten rozdział. Już, zmykaj.
Lavi stał jeszcze przez chwilę na swoim miejscu, po czym rzeczywiście zaczął się zbierać do wyprowadzki. Skoro Laur zajęła się pisaniem, to nie ma sensu jej przeszkadzać, bo będą z tego jeszcze większe kłopoty. Tym razem poczucie humoru nie zadziałało.
Półtorej godziny później chłopak był już spakowany i gotowy do wyjścia. Jego zdegustowana mina tylko rozbawiała siedzące w pokoju postacie, ale jakoś nikomu nie chciało się odwodzić Laur od pomysłu wywalenia Laviego ze świata „Anioła”. Może po prostu skończyły się jej pokłady cierpliwości do rudzielca.
– Oj, Lavi, nie obiecałeś mi czegoś na dzisiaj przypadkiem? – w pokoju pojawiła się Laur z pustym już kubkiem po czekoladzie.
– Yyyy….
– Pizzę miałeś zrobić, matołku. Tak się przechwalałeś, a teraz co?
– No, ale przecież mnie wyrzuciłaś.
– Dziś Prima Aprilis. Nie wierz we wszystko, co ci powiedzą – uśmiechnęła się słodko i poszła do kuchni, słysząc śmiech wszystkich swoich podopiecznych.
„Zemsta jest słodka” – pomyślała, uśmiechając się niczym lis.

2 thoughts on “Wkręcona szefowa

  1. Wiola pisze:

    Wow to jest naprawde niesamowite śledze twoje blogi już od dawna (wiem nie zostawiałam wcześniej żadnych komenarzy chociaż powinnam i przyznaje się do tego ze skruchą) ale ten rozdział totalnie mnie rozbroił i aż nie mogłam się powstrzymać przed umieszczeniem komentarza🙂 Masz naprawde niesamowity talent Twoja twórczość to jak wisienka na torcie :)) za każdym razem kiedy przeczytam jakiś rozdział to automatycznie poprawia mi się humor
    Pozdrawiam i życze dużo weny :)))

  2. seitoshi pisze:

    Ojj, Laur ty niedobra, tak naszego Rudego Króliczka wrabiać ~~
    Biedny Lavi >,< niesamowity pomysł, naprawdę, ubawiłam się po pachy. Każda dziewczyna w mojej klasie (a w klasie mam same dziewczyny) się śmiała z żartu nauczycielki, która chciała nam 'kartkówkę' zrobić, a ja się zapowietrzyłam, ukradkiem wchodząc na Twojego bloga przez telefon. I nawet jak już przestały dawno się śmiać, to ja nadal chichotałam, nie mogąc pozbyć się uśmiechu z twarzy. :3
    Pzdr i do nn.😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s