Mayotta bun dake michi wa fueru sa soko de sono michi wo oboetoku ka wasureru ka de kono saki no KIMI ga kawaru

Wieczorny Berlin był gwarny i tłoczny. To tylko potwierdzało, że po długiej i ciężkiej zimie nastała wiosna, na którą wszyscy czekali już od miesięcy. Ten fakt dodatkowo wprawiał Vivian w doskonały humor, bo w końcu po wielu dniach podróży dotarły do upragnionego domu. Vivian tęskniła za tymi uliczkami, które jeszcze nie do końca znała, za smakiem alkoholu w „Szalonym Kruku”, za atmosferą baru, za ukrytą pod miastem bazą Ligi, za swoim niewielkim pokoikiem, za ludźmi, których nie zdążyła jeszcze poznać i za Arte, który z pewnością też zdążył się stęsknić. Teraz czekał ją odpoczynek i nauka, aby jak najszybciej stać się pełnoprawnym członkiem Ligi.
Sala wejściowa tętniła życiem. Mimo to zauważono ich powrót. Vivian szybko poczuła na plecach ciężar jasnowłosej dziewczyny, która właśnie wróciła z „Szalonego Kruka”, sądząc po zapachu alkoholu i zarumienionych policzkach.
– W końcu wróciłaś – powiedziała śpiewnie.
– Nie mów, że czułaś się samotna, Wiedźmo – zachichotała brązowowłosa.
– Jakbyś zgadła. Mir jeszcze nie wróciła, Arte się na wszystkich boczy, a Chang przepadł nie wiadomo gdzie i po co – poskarżyła się.
– Wierutnie kłamiesz, Isabel – odparła Vivian. – Jesteś tak towarzyska, że nie brak ci kompanii.
– Ale wierzysz, że tęskniłam za tobą?
– Oczywiście. Ja za wami też, a teraz pozwolisz, że pójdę się trochę ogarnąć przed spotkaniem z Radą.
– A potem pójdziemy na drinka. Obiecujesz?
– Obiecuję – powiedziała dla świętego spokoju. – Arte jest w domu?
– Chyba jeszcze nie wrócił. Pojechał gdzieś na wschód.
– Dzięki.
W tym czasie Arianne zadbała o sprawę Sanji. Na dziewczynkę czekał już przygotowany pokój, więc przekazała ją pod opiekę przybocznej Rady. Uzyskała też informacje o czasie spotkania.
– Mamy kwadrans – oznajmiła uczennicy. – Potem będzie czas na odpoczynek i całą resztę.
– Dobrze.
Ze względu na niewiele czasu ściągnęła jedynie wierzchnie odzienie, zostawiła torbę w sypialni i, poprawiając ubranie, poszła na spotkanie z Radą. Wolała chwilę poczekać niż się spóźnić, to było niedopuszczalne, a nie mogła sobie pozwolić na lekceważenie zasad jak kiedyś. Tu z pewnością nie ominęłaby jej kara.
Arianne była już na miejscu, więc nie czekały zbyt długo. Rada wydawała się jak wykuta w skale, nic się tu nie zmieniło, przez co jak zawsze Vivian nie czuła się zbyt komfortowo. Czasami miała wrażenie, że ta piątka doskonale wie, o czym mówią Cienie zanim jeszcze przebrzmią słowa. To było przerażające, bo czasami były rzeczy, które chciało się ukryć, a nie było takiej możliwości.
Arianne złożyła obszerny raport dotyczący pobytu w Klasztorze Tysiąca Mieczy, postępów Vivian oraz misji, które wykonały w międzyczasie. Brązowowłosa nie odzywała się niepytana, choć myślami krążyła wokół pytania, które musiała zadać dla własnego spokoju. Wolała jednak poczekać z tym do końca rozmowy, żeby nie narażać się na marudzenie i reprymendy Aschleda.
– Pewnie jesteście bardzo zmęczone podróżą – powiedziała Minerwa. – Należy wam się odpoczynek. Sprawę zabezpieczeń przedyskutujemy jutro w towarzystwie Rafaela, Sereny i Edwarda.
– Oczywiście – skłoniła się Arianne.
– Wydajesz się czymś zaniepokojona, Vivian.
– Poniekąd chodzi o Sanję – powiedziała cicho. – A raczej o to, co mogła zobaczyć, gdy ją dotknęłam. Pani Astarel, co jest w mojej przyszłości, że Sanja tak się przestraszyła?
Widząca początkowo nie zareagowała. Siedziała jak zwykle obrócona do Zwierciadła i nie zwracała uwagi na nic innego. Spod czarnego kaptura na ramię spływał biały, cienki warkocz, odcinając się mocno od tła.
– Ty wiesz, Aniele – odezwała się po kilku minutach, gdy Vivian straciła już nadzieję na odpowiedź. – Tyś jest rozpaczą i nadzieją, zagładą i odkupieniem, więc racz nie zadawać pytań o rzeczy oczywiste.
Brązowowłosa otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. To nie rozwiewało jej wątpliwości, nie mogła jednak oczekiwać innej odpowiedzi.
– Rozczarowana? – zapytała Minerwa.
– Nie wiem.
– Więc zadbaj o przyszłość sama. Do tego Astarel nie jest ci potrzebna. Przecież wiesz.
– Przepraszam. Zawracam tylko głowę.
– Niepewność przyszłości jest bardzo ludzką cechą. Odpocznij, wyśpij się i wtedy spójrz na świat.
– Tak zrobię.
Skłoniła się głęboko i odeszła. Wróciła do siebie i rozejrzała się. W pokoju był porządek, ktoś o to dbał pod jej nieobecność, ale nie przekładał żadnych rzeczy. Wszystko było tak jak to zostawiła, więc nie musiała obawiać się, że coś zniknęło. Zresztą nie miała tutaj żadnych cennych rzeczy, wszystko, co mogło mieć jakąkolwiek wartość, zostawiła w Czarnym Zakonie. Przynajmniej nie musiała tracić czasu na sprzątanie. Rozpakowała torbę, przygotowała znoszone ciuchy do prania i postanowiła wziąć długą, odprężającą kąpiel. Tego trzeba jej było po tylu dniach podróży, spania na zewnątrz i pobytach w przeciętnych zajazdach. Obietnicę daną Isabel spełni później chyba, że blondynka zapomni o tym, co usłyszała pod wpływem alkoholu. Może byłoby lepiej, bo inaczej Vivian potrzebowałaby jeszcze dwóch dni odpoczynku, a to mogłoby pokrzyżować część jej planów.
Łaźnia była pusta, co nie było takie dziwne w środku nocy. Wszyscy albo spali albo byli gdzieś w terenie. Dzięki temu Vivian miała spokój. Zwykle w łaźni zaczynały się dyskusje i rozmowy, wymiana doświadczeń i świeżych plotek. Dziewczyna jednak pragnęła kilku chwil dla siebie, żeby oczyścić umysł z niepotrzebnych myśli i wspomnień.
Wyłożyła się wygodnie w basenie pełnej ciepłej wody i oparła głowę o jego krawędź. Było jej naprawdę dobrze. Za tym również tęskniła, choć miała świadomość, że od jutra czeka ją wytężona praca, a na takie chwile rzadko będzie mogła sobie pozwolić.
– To ktoś tu jeszcze jest o tej porze? – usłyszała znajomy głos i podniosła się trochę.
– Cześć, durny wampirze. Tęskniłeś?
Arte spojrzał na nią zaskoczony. Niby słyszał, że właśnie wróciły, ale nie sądził, że czeka na niego taka niespodzianka.
– Coś ty z włosami zrobiła? – wykrztusił.
– No następny – pokręciła głową i dotknęła krótkich kosmyków, które nasiąknęły już wilgocią. – Co wam się nie podoba? Najpierw Saii, teraz ty. Co jest? – udawała oburzenie.
– No bo długie ci bardziej pasują – mruknął.
Przesunął w palcach kilka kosmyków, nie potrafiąc przeboleć straty.
– Ale teraz są krótkie i bardziej praktyczne – odpowiedziała z dumą. – Zresztą zaczęły już odrastać.
– Tylko ty mogłaś być tak szalona – westchnął.
– Przecież to tylko włosy. Poza tym, co to za powitanie? – ofuknęła go. – Najpierw odstawiasz szopkę, że tęsknisz zanim jeszcze się spakowałam, a teraz masz pretensje o włosy.
Założyła ręce na piersi i zrobiła obrażoną minę, co zważywszy na okoliczności wyglądało dość zabawnie. Arte nawet przy dobrych chęciach nie mógł zachować powagi i zaczął się śmiać, czym zaraził przyjaciółkę i przez kilka minut rżeli bez konkretnego powodu, po czym Vivian uwiesiła mu się na szyi.
– Witaj w domu, maluchu – powiedział.
– Ja ci dam „malucha”, durny wampirze. Nie pozwalaj sobie – ofuknęła go.
– Tak jest – wyszczerzył się głupio.
Po chwili siedzieli w wodzie i rozmawiali o głupotach, jakby nie mieli za sobą czteromiesięcznej przerwy. Nie wytworzył się pomiędzy nimi żaden dystans, wszystko automatycznie wróciło do normy i ani się nie obejrzeli, a nastał świt. Vivian jednak nie czuła zmęczenia, więc poszli do jadalni. Roger był już na swoim posterunku i przygotował im królewskie wręcz śniadanie oraz pyszny deser.
Dzień upłynął na wygłupach i lekkim treningu, gdyż Vivian miała luźny dzień – Arianne zostawiła jej wiadomość, że nie ma dziś czasu porządnie zająć się treningiem, więc dziewczyna mogła skorzystać z wolnego tak jak uważała za słuszne.
Vivian oparła się o Arte i zamknęła oczy, zasypiając. Wampir dostrzegł to, więc wyciągnął z jej dłoni książkę, wcześniej zaznaczając stronę i kładąc obok własną lekturę, po czym zaniósł ją do jej pokoju. Biblioteka nie była dobrym miejscem na porządny sen, a oczy dziewczynie kleiły się od dłuższego czasu. Arte zauważył, że mimo treningu charakteru nadal pozostawała uparta, ale to dobrze. Dzięki temu nikt nie będzie mógł odciągnąć ją od celu, który sobie wyznaczy. To, czy będzie to rozsądne, pozostawało inną kwestią.
Następnego dnia nie było taryfy ulgowej. Dziewczyna została zasypana książkami, które miała przeczytać, a Arianne skupiła się na teorii, trening fizyczny pozostawiając na później. Z tym brązowowłosa nie miała problemu, a wieczorne sparingi z Arte stały się nową tradycją, którą powstrzymać mogły jedynie wyjazdy.
– Tu jesteście – na salę wpadła Isabel.
– Gdzie możemy być? – zapytał Arte, blokując cios przyjaciółki. – Od tygodnia tak wyglądają nasze wieczory i wszyscy o tym wiedzą.
– Dopiero wróciłam z polowania – odparła blondynka. – Vivian, coś mi obiecałaś.
– Pamiętam – uśmiechnęła się. – Zaraz skończymy, przebierzemy się i pójdziemy.
– Dokąd i dlaczego beze mnie? – zapytał Arte.
– Specjalne zaproszenie ci trzeba wysyłać, durny wampirze? – odskoczyła przed jego ciosem.
– To gdzie idziemy?
– Do „Szalonego Kruka” – uśmiechnęła się, widząc jego minę.
– Najpierw musisz mnie pokonać – odparł z błyskiem w oku.
– Bułka z masłem.
Odrzuciła kij treningowy i odbiła się od jego ramion, odwracając się w locie. Kiedy wylądowała na ziemi, miała już skupioną w dłoni energię, którą wykorzystała do ataku. Na tym jednak nie skończyła, dołożyła bowiem przyjacielowi kopniakiem, zgarniając przy okazji broń z podłogi. Wytrąciła mu kij z dłoni, a swój przyłożyła do jego gardła, stając za nim.
– Mogłaś powiedzieć, że chce ci się pić – zażartował.
– A ty mógłbyś traktować mnie poważnie, kiedy rzucasz mi wyzwanie. Potrzebuję pół godziny – i wyszła.
– W porządku.
W „Szalonym Kruku” byli jak zwykle stali bywalcy. Jedni siedzieli po kątach, inni wygłupiali się z przyjaciółmi.
– Cześć, Hans. Jak zdrowie?
– Panienka Vivian – barman skinął jej głową. – Nieźle. Interes też idzie dobrze. Coś specjalnego na dzisiaj?
Brązowowłosa zastanawiała się przez chwilę, patrząc na przyjaciół. Ci pokazywali różne trunki, bo każde z nich miało inny gust, ale wypiją każdy alkohol, jaki im się poda.
– Daj nam dobrą whiskey – zadecydowała.
– Wedle życzenia.
Już po kilku głębszych Wiedźma była podpita, a Vivian i Arte udawali pijanych i wygłupiali się jak dzieciaki. Po jakimś czasie dołączyło jeszcze parę osób, które brązowowłosa ledwo kojarzyła, ale wcale się tym nie przejęła. Tu nie musiała się pilnować, uważać na każdy kieliszek i na towarzystwo. Nie bała się, że ktoś ją zaatakuje lub wykorzysta stan upojenia. Po prostu dobrze się bawiła, nie myśląc nawet o kacu, który nadejdzie wraz z nowym dniem.
Obudziła się z bólem głowy i poczuciem spełnienia. Powoli odwróciła się na bok, żeby dostrzec obok siebie młodego Azjatę, z którym miała już do czynienia. Akira – minęła chwila nim przypomniała sobie jego imię, a także resztę imprezy, choć nadal nie wiedziała, jakim cudem trafiła z nim do łóżka. Podejrzewała, że Arte ma z tym coś wspólnego, ale nie mogła mieć pewności.
Przez chwilę przyglądała się chłopakowi, nie budząc go. Był przystojny ze zmierzwionymi włosami i lekkim uśmiechem czającym się gdzieś w kącie ust. Na odsłoniętych plecach dostrzegła cienkie, czerwone blizny i inne ślady, które zostawiła na jego ciele. Musiał być zmęczony, a ona przez moment czuła zażenowanie swoim zachowaniem. Ktoś mógłby pomyśleć, że się mściła na nim za to, co robili jej inni, ale w rzeczywistości alkohol pozbawił ją wszelkich barier, które sobie stawiała, gdy szła z kimś do łóżka. Akira nie należał do partnerów, z którymi mogła sobie na tyle pozwolić.
Poruszył się, gdy usiadła. Pogłaskała go po włosach, mówiąc cicho:
– Śpij. Jest jeszcze wcześnie.
Przywołała moc innocence i zaczęła leczyć ranki, które sama zrobiła. Tyle była mu winna. Jednocześnie miał to być wyraz wdzięczności, że na to pozwolił i został z nią do rana.
Ubrała się po cichu i wyszła, nie chcąc go obudzić. Bar był cichy i spokojny, większość krzeseł było wystawionych na górę, a dwie dziewczyny myły podłogę. Gdy ją dostrzegły, ukłoniły się z szacunkiem.
– Hans jeszcze śpi? – zapytała.
– Tak. Obudzić go.
– Nie trzeba.
Wyszła i skierowała się do Kwatery Głównej. Powietrze było zimne po nocy, unosiła się lekka mgła, a miasto jakby zamarło. Wszyscy dookoła spali, to był jedyny moment, kiedy panował idealny spokój i wydawało się, że Vivian jest tu jedyną osobą.
Tak nie było. Ktoś ją uważnie obserwował. I brązowowłosa czuła to bardzo wyraźnie. Nie reagowała, chcąc dowiedzieć się, kim jest obserwator. Na pewno nie przyjacielem, bo wyczuwała wrogie intencje. Mimo potężnego kaca była gotowa do walki w każdej chwili.
Postać pojawiła się tuż za nią i złapała za nadgarstki, żeby nie mogła się wyrwać. Poczuła oddech na szyi i mimowolnie zadrżała.
– Dokąd idziesz o tej porze, piękna? – usłyszała w uchu kuszący szept.
„Wampir” – przeszło jej przez myśl. Wykorzystał moment, gdy słońce było schowane jeszcze za chmurami. Musiał być osłabiony, skoro atakuje po nastaniu dnia, co dawało jej dodatkową szansę.
Atak na jej umysł był dużo mocniejszy niż się spodziewała. Krzyknęła cicho i odchyliła się do przodu, odsłaniając kark.
– Nie opieraj się – usłyszała łagodny ton. – To nie zaboli.
Nim zaatakowała, poczuła uderzenie, które ją zamroczyło. Sama nie wiedziała, jakim cudem leżała w jakimś zaułku, patrząc, jak oprawca się zbliża. Nie mogła ruszyć ręką, choć starała się dosięgnąć sztyletu, który tkwił w cholewce buta.
Wampir złapał ją za koszulę i posadził, po czym objął i odchylił głowę. Jej ciało było bezwładne jak u lalki, choć nie wiedziała dlaczego. Przecież była przygotowana do odparcia ataku, więc jak on to zrobił? Dlaczego była taka bezbronna?
Już czuła zagłębiające się w skórę kły, gdy wampir został od niej odrzucony. Na moment widok przesłoniła jej postać w czarnym płaszczu – jeden z Cieni. Po chwili opadła na kolana w miejscu, w którym została pochwycona. Nie rozumiała tego.
Za to za jej plecami rozgorzała walka. Wampir szybko został ograniczony jedynie do obrony. Cień kontrolował przebieg starcia od samego początku aż do końca, gdy przebił gołą ręką ciało przeciwnika.
– Ruszyłeś złą osobę – warknął.
Wyrwał mu serce w pierwszych promieniach słońca. Chwilę później po wampirze nie został ślad prócz krwi na dłoni Cienia.
– Wszystko w porządku, Vivian?
Dziewczyna podniosła głowę. Jej wybawiciel przyklęknął przy niej i zsunął odrobinę kaptur, by odsłonić twarz.
– Arte… – szepnęła.
– W porządku?
– Chyba tak, ale nie rozumiem.
– Złapał cię w swoją sieć – wyjaśnił. – Musiał cię obserwować od „Szalonego Kruka” i wykorzystał twoją gorszą dyspozycję.
– Pilnowałam się.
– Wykorzystał najmniejsze odsłonięcia, a ty pewnie założyłaś, że to desperat.
– Sam mówiłeś, że wampiry nie atakują w dzień bez większej konieczności, bo są słabsze.
– Ten musiał się wyspecjalizować w polowaniu tuż po świcie. Wskakuj, wracamy do domu.
Odwrócił się do niej i wziął na plecy. Dopiero teraz poczuła się bezpiecznie. Ufnie oparła policzek na jego ramieniu i choć nie widziała jego twarzy, wiedziała, że się uśmiechnął.
– Dlaczego ty, a nie któryś z wampirycznych? – zapytała.
– Bo sam dbam o swoich bliskich i swój teren – odparł. – Nie mógłbym siedzieć spokojnie i czekać, gdy tobie może stać się krzywda.
– Czy ty traktujesz mnie jak dziecko?
– Wobec mnie to nawet nastolatką nie jesteś – zaśmiał się.
– Kretyn – burknęła. – Będziesz coś chciał.
– O, widzę, że humorek wraca. Najwyraźniej miałaś dobrą noc – wyraźnie zasugerował, o co mu chodzi.
– Spadaj, zboczeńcu. Nie będę ci opowiadać szczegółów mojego życia erotycznego.
– Oj, ty od razu o tym – drażnił się dalej.
– A niby o czym pomyślałeś, stary zboczeńcu?
– Tylko nie stary.
– No, na nastolatka to ty mi nie wyglądasz – zaśmiała się.
– Ja ci życie ratuję, a ty tak do mnie? Jesteś niewdzięczna.
– Co nie wyklucza tego, że jesteś zboczeńcem, któremu tylko jedno w głowie – odparła.
– No ja się tak głośno nie zachowuję jak wy.
– Jesteś bezczelny. Nie gadam z tobą. Postaw mnie.
Wyprostowała się gotowa stanąć na własnych nogach, ale Arte ani myślał jej puszczać.
– Oj, ogłuchłeś?
– Nie, nie postawię cię.
– Dlaczego?
– Bo nie dotarliśmy jeszcze do domu.
– Dam sobie radę sama.
– Nie dasz.
– Arte.
– Vivian, masz wyrzuty sumienia? – zapytał całkiem poważnie.
– Skąd ten wniosek?
– Bo próbujesz się na mnie obrazić jak zawsze, gdy powiem coś, co uderzy w czułą strunę.
– Nie mam żadnych wyrzutów sumienia, a teraz mnie postaw, głupi wampirze.
– Nie jesteś Kandzie niczego winna i masz prawo robić, co chcesz.
– To nie o to chodzi – wtuliła twarz w jego ramię.
– A o co? O Squalo?
– Nie – usłyszał stłumioną odpowiedź. – Squalo nie ma i nie będzie.
– Więc?
– Zwykle się pilnuję, żeby nie zrobić komuś krzywdy. Wczoraj trochę przesadziłam.
– Nic mu nie będzie. Przecież nie zrobiłaś tego złośliwie, więc się już nie przejmuj.
– Może masz rację – westchnęła.
– Ja mam zawsze rację – zaśmiał się.
– Chciałbyś, durny wampirze.
Nieoczekiwanie ją puścił, więc upadła na tyłek.
– Co ty wyprawiasz?! – wrzasnęła.
– Jesteśmy w domu, a chciałaś, żebym cię puścił – odparł spokojnie.
Rzeczywiście byli już w sali wejściowej. Dziewczyna podniosła się i pomasowała obolałe pośladki wyraźnie zła na przyjaciela.
– Teraz to się doigrałeś – warknęła. – Zatłukę.
– Najpierw musisz mnie złapać – rzucił i pobiegł w stronę kwater.
– Arte!

***

Vivian: Nareszcie w domu.
Arte: Nie ciesz się tak, bo za chwilę ruszamy dalej w świat.
Vivian: Ale przynajmniej teraz będzie to Europa. I zawsze można wrócić do Berlina nawet po drodze.
Arte: Powiedzmy.
Vivian: Oj, nie psuj już bardziej tej chwili. A tak poważnie, to dostaliśmy pytanie od Mao-san dotyczące tego, jakimi kategoriami kieruje się Liga w dobieraniu nowych członków.
Laurie: Cóż, mam wrażenie, że gdzieś o tym pisałam. Możliwe, że w którymś z początkowych rozdziałów, a może w innej historii związanej z Ligą, ale nie będę teraz tego szukać. Tak, to Liga wybiera nowych członków po bardzo ostrej selekcji, w której liczą się predyspozycje do takiej pracy. Chodzi tu o talent, silne poczucie moralności…
Arte: Którego Cienie nie mają.
Laurie: Mają, mają. Wasze łóżkowe przygody to jedno, a wiedzieć, co wolno, a co nie, to drugie.
Vivian: Jak to tak tłumaczysz, to można mieć wrażenie, że Cienie zatracają te cechy w czasie swych misji.
Laurie: Dobra, nie będę się z tobą kłócić. Chodzi przede wszystkim o predyspozycje do takiej pracy, której podporządkowuje się całe życie. Ludzie obdarzeni pewnymi talentami, ponad przeciętni, a czasami nawet ofiary działań celów Cieni to najbardziej prawdopodobny materiał na nowe pokolenie Ligi. Mam nadzieję, że teraz to jakoś brzmi.
Vivian: Nie lubisz podchwytliwych pytań.
Laurie: O tej porze nie lubię żadnych pytań. Dobra, mamy jeszcze dwie sprawy do poruszenia.
Vivian: Najpierw ta zła.
Arte: Prawdopodobnie od połowy maja Laur zrobi przerwę w pisaniu.
Laurie: Spowodowane jest to obroną pracy licencjackiej i dość ciężkim egzaminem z literatury współczesnej. Już teraz mam dość mało czasu na pisanie, tutaj ledwo nadganiam, dA milczy od jakiegoś czasu, na Corrie powoli kończą mi się gotowe rozdziały, a do Aniki wciąż nie mam kiedy wrócić, choć kawałki rozdziałów gdzieś tam powstają. Nie chcę nikogo zaskakiwać ani obniżyć jakości, więc w tym roku jest duże prawdopodobieństwo przerwy. Liczę, że maksymalnie będzie ona trwała 6 tygodni, może nawet krócej w zależności od tego, jak to wszystko się ułoży. O wszelkich zmianach będę Was informować.
Arte: Druga sprawa jest przyjemniejsza. Idą święta.
Vivian: Zabrzmiało to, jakby był co najmniej grudzień.
Arte: To Wielkanoc. Z tej okazji życzymy Wam, naszym kochanym czytelnikom pięknej pogody, super atmosfery wśród rodziny, pysznych jajek, mokrego Lanego Poniedziałku…
Vivian: Ja nawet nie chcę wiedzieć, co tu się będzie w poniedziałek działo.
Laurie: Może byś się dołączyła do życzeń?
Vivian: Niech będzie. Niech Wam rudy zając przyniesie stos prezentów i niech te święta przyniosą Wam odpoczynek i tylko dobre wspomnienia.
Laurie: A my zapraszamy ponownie w następny piątek. Ruszamy podbijać Skandynawię. Pozdrawiamy serdecznie i do zobaczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s