My secret side I keep Hid under lock and key I keep it caged but I can´t control that Cause if I let him out He´ll tear me up break me down

Sztokholm był jednym z piękniejszych miast, które Vivian widziała. Na pewno bardziej jej się podobała niż Kopenhaga, z której niedawno wyjechali. Atmosfera tego miejsca sprawiała, że stała się bardziej rozluźniona, ale nadal skupiona na swoich obowiązkach, a tych miała dość sporo. Arianne nie odpuściła jej ani jednej lekcji i odpytywała ją z wiedzy, którą do tej pory opanowała, aż do momentu, gdy miała pewność, że dziewczyna potrafi odpowiedzieć na każde jej pytanie. Arte dzięki temu znalazł sobie dodatkowy powód do uszczypliwości pod adresem przyjaciółki.
Teraz siedzieli razem na dachu hotelu, w którym się zatrzymali trzy dni temu. Mimo tego, że Arianne miała tu coś do zrobienia, siedziała bezczynnie, zajmując się jedynie szkoleniem Vivian. Brązowowłosi obserwowali życie Sztokholmu na tle zachodzącego po ich prawej słońca.
– Twoje szkolenie też tak wyglądało? – zapytała Vivian.
– Nie, było całkiem inne. Nie licząc, oczywiście, form walki i wiedzy. Czemu pytasz?
– Bo nie wiem, co myśleć. Byłam przekonana, że po powrocie z Klasztoru więcej czasu spędzimy w Berlinie, przez co będę mogła zatęsknić za podróżami, a tu nagle wyjazd do Kopenhagi i teraz Sztokholm.
– Arianne ma swoje powody – odparł. – Nie wyjawia ci ich, bo mogą cię nie dotyczyć, a nie może zostawić cię na zbyt długo bez opieki, bo jest za ciebie odpowiedzialna. To ma też swoje dobre strony. Możesz poznać świat z perspektywy Cienia. Potem ta wiedza ci się przyda.
– To nie tak, że mi się nie podoba czy coś, ale jest dla mnie trochę dziwne.
– Wiem, malutka. Po prostu jej zaufaj. Przynajmniej w tej sprawie. Arianne wie, co robi.
Zeszli na dół, gdy dostrzegli Francuzkę czekającą na nich pod budynkiem. Była pora kolacji, więc wspólnie ruszyli do pobliskiej restauracji, żeby coś zjeść. Arianne jak zwykle dbała o maniery swojej uczennicy, które mimo nienaganności i tak nie zadawalały mistrzyni. Dziewczyna czasami miała tego dość, ale wiedziała, że to też część jej szkolenia. Jako Cień musiała umieć zachować się w każdych warunkach i dostosować się do nich bez zwracania uwagi. Przy każdej okazji Arianne uczyła Vivian czegoś nowego.
Gdy wrócili do hotelu, przy recepcji czekał na nich posłaniec. Wcześniej nie zwrócili uwagi na powóz stojący przed wejściem, bo i po co? Raczej nikogo się nie spodziewali.
– Lady Correlle, miło panią widzieć – skłonił się mężczyzna. – Hrabia przysłał powóz.
– Tylko się spakujemy – odparła czarnowłosa, uśmiechając się łagodnie.
Vivian spojrzała pytająco na Arte, który wzruszył ramionami, nie znając odpowiedzi, a potem na Arianne. Ta jednak odpowiedziała dopiero w pokoju:
– Przenosimy się do rezydencji hrabiego Olafa Karsorberga, mojego przyjaciela. Spędzimy tam kilka dni.
– Co powinniśmy o nim wiedzieć? – zapytał Arte.
– Hrabia Karsorberg stoi wysoko w hierarchii szwedzkiego dworu, ale to akurat nie ma dla nas zbyt wielkiego znaczenia, bo nie mieszamy się do polityki. Jego jedynym potomkiem jest Ville, mniej więcej w twoim wieku, Vivian. Ostatnio jak go widziałam, przeżywał okres buntu. Z tego, co wiem, nadal się nie ustatkował. Rezydencja zaś znajduje się na obrzeżach miasta, ma duży ogród, w którym będziecie mogli swobodnie trenować. Biblioteka Olafa też powinna was zainteresować.
– Jest okultystą? – zapytała Vivian.
– Nie nazwałabym tak tego, ale ma dość rozległą wiedzę na temat demonów, klątw i zielarstwa. Jestem pewna, że bez problemu dostaniecie do niej dostęp.
Zeszli do recepcji, gdzie Arianne zajęła się wymeldowaniem. Posłaniec był gotowy do zabrania bagaży, ale trochę nie wiedział, co ze sobą zrobić, gdy dostrzegł, że wszyscy troje mają po jednej, niewielkiej torbie i nie kwapią się do ich oddania. Dopiero po dopełnieniu formalności Francuzka przekazała swój bagaż posłańcowi, co sprawiło, że pozostała dwójka Cieni zrobiła to samo. Powód był prosty – członkowie Ligi nie byli przyzwyczajeni do takiego traktowania, a przy ich minimalizmie pomoc nie była potrzebna.
Podróż trwała około godziny. Vivian przyglądała się miastu zza okna w drzwiach powodu, ale nie odzywała się niepotrzebnie. Tak naprawdę niewiele obchodził ją hrabia, bo nie był kimś, kto mógłby jej cokolwiek ułatwić. Owszem, rozległa biblioteka i miejsce do treningu było miłą niespodzianką, ale w rzeczywistości mężczyzna miał interesy z Arianne, więc Vivian w to nie wchodziła.
Rezydencja była obszerna, zbudowana prawdopodobnie w okresie baroku, ale trudno było to dokładnie określić w ciemnościach. Przy drzwiach czekał na nich kamerdyner, siwy już mężczyzna o twarzy bez wyrazu. Ukłonił się grzecznie gościom.
– Hrabia oczekuje państwa w jadalni – powiedział.
Odebrał ich wierzchnie okrycia, po czym zaprowadził na spotkanie z gospodarzem. Korytarze były jasne, obrazy na ścianach dobrze mówiły o guście hrabiego, ale nic nie wskazywało na przepych.
W jadalni przygotowane były nakrycia dla gości. U szczytu stołu siedział jasnowłosy mężczyzna o błękitnych oczach ubrany dość luźno jak na osobę o jego stanowisku. Na ich widok wstał z miejsca i podszedł do nich.
– Arianne, wyglądasz kwitnąco – powiedział, witając się z czarnowłosą. – Z wiekiem jesteś coraz piękniejsza.
– Jak zwykle przesadzasz, Olafie. Dobrze wyglądasz. Pozwól, że ci przedstawię. To Vivian Walker, moja uczennica, a to Arte, jeden z najlepszych Łowców Demonów. Towarzyszy nam w tej podróży.
– Miło poznać tak uroczą, młodą damę – hrabia wyciągnął dłoń do brązowowłosej.
– To zaszczyt pana poznać, hrabio – odparła dziewczyna, dygając lekko. – Dziękuję za zaproszenie.
– To przyjemność. Arianne, twoja uczennica jest naprawdę przeurocza. Pana również witam, panie Arte – podał mu rękę, ale z pewnym dystansem.
– Mnie również miło – odparł z przekąsem brązowowłosy.
Vivian spojrzała na przyjaciela z niezrozumieniem. Nie wiedziała, skąd ten chłód. Przecież panowie ledwo się poznali.
– Po pana minie widzę, że Arianne nie wspomniała wam wcześniej, a nie ma sensu tego ukrywać – powiedział hrabia. – Mój ród obciążony został klątwą wilkołactwa, którą obecnie noszę na swoich ramionach. Zwykle nie pozwalam wampirom przebywać na moim terytorium, ale jest pan przyjacielem Arianne, a jej ufam bezgranicznie.
– Życie nauczyło mnie, że nie należy żadnej istoty oceniać po pozorach – odparł Arte. – Jednak nie mogę w ciągu chwili pozbyć się wszelkich uprzedzeń mojej rasy do wilkołaków. Również cenię sobie przyjaźń Arianne, więc nie musi się pan, hrabio, niczego obawiać z mojej strony.
Wampir rozluźnił mięśnie. Od momentu wejścia do rezydencji postawił wszystkie swoje zmysły w stan gotowości, a spotkanie hrabiego tylko wzmocniło to poczucie. Wszyscy wiedzieli, że te dwie rasy się nie znoszą i zwykle dochodziło do krwawych starć pomiędzy ich przedstawicielami, kiedy tylko się spotykali. Było to zapisane w ich naturze, więc nic dziwnego, że mężczyźni zareagowali na siebie w ten sposób.
– Każę przynieść kolację – odezwał się hrabia, zmieniając nieprzyjemny temat.
– Nie trzeba. Akurat byliśmy już po posiłku, gdy przyjechał posłaniec – odparła Arianne. – Poza tym Vivian i Arte z pewnością są zmęczeni. Mieli długi dzień.
– Ale ty nie odmówisz lampki wina przed sen, moja droga?
– Z przyjemnością.
– Gustav odprowadzi was do przygotowanych pokoi. Życzę wam dobrej nocy.
Oboje ukłonili się gospodarzowi i poszli za kamerdynerem, pozostawiając z mężczyzną Arianne. Pokoje były obok siebie, po drugiej stronie korytarza znajdowała się łazienka.
– Wydam polecenie przygotowania kąpieli – poinformował mężczyzna.
– Vivian, ty pierwsza.
Dziewczyna skłoniła głowę.
– Ktoś poinformuje panienkę, kiedy woda będzie gotowa.
– Dziękuję.
Gustav włączył światła w sypialniach i pozostawił gości w spokoju. Arte oczywiście władował się do pokoju Vivian, u siebie przymykając jedynie drzwi. Rozłożył się wygodnie na miękkim łóżku.
– No proszę, mają nawet elektryczność – stwierdził z przekąsem.
– Ale pewnie nie bieżącą wodę – odparła dziewczyna, rozpakowując się.
– Tęskno ci za łaźnią? – uśmiechnął się.
– A żebyś wiedział. Kąpiel w łaźni jest milion razy lepsza niż w balii.
– I tu, i tu mogę ci umyć plecy.
– Zboczeniec – mruknęła.
– Ej, nawet nie pomyślałem o niczym zbereźnym.
– Arte, o co tu chodzi? – zapytała poważnie. – Przecież Liga tępi wilkołaki bardziej bezwzględnie niż wampiry.
– Wilkołaka dużo trudniej okiełznać. W czasie pełni to bezmyślne, krwiożercze bestie, dlatego nie pozwala im się żyć. Najwyraźniej nasz gospodarz żyje na podobnych warunkach jak ja, ale o szczegóły musisz zapytać Arianne.
– Konflikt pomiędzy waszymi rasami jest aż tak głęboki?
– To trwa od wieków, więc się nie dziw. Ta nienawiść jest przekazywania z pokolenia na pokolenie i krew wrze nam zawsze, gdy spotykamy tych drugich. W Pałacu Chris trenuje specjalną jednostkę do polowań na wilkołaki. Nie martw się, nie będę rozrabiał. Arianne by mnie ukatrupiła, gdybym zaczął kombinować.
Dalszą rozmowę przerwało im pukanie.
– Kąpiel gotowa, panienko.
– Dziękuję. Już idę. Arte, spadaj do siebie.
– Śpij dobrze, malutka – potargał jej włosy i poszedł.
Vivian z radością powitała ciepłą wodę i wygodną, dużą wannę tak inną od drewnianych lub, co gorsza, metalowych balii, które oferowały gospody. Mimo tego, że Cienie mogły pozwolić sobie na najwyższy luksus tak jak egzorcyści, zwykle wybierały nierzucające się w oczy gospody, w których koloryt podróżnych był bardziej zróżnicowany. Stąd też brak luksusów, ale do tego Vivian była przyzwyczajona. Po prostu teraz mogła pozwolić sobie na więcej i skwapliwie z tego korzystała, kiedy tylko mogła. Lubiła luksus.
Wyjątkowo pozwoliła zająć się sobą służącej wyznaczonej do pomocy. Nie, żeby była zbyt rozleniwiona czy zmęczona, ale chciał pomyśleć w spokoju, nie zajmując się nawet tak trywialnymi sprawami jak mycie. Mistrzyni zaskoczyła ją tym spotkaniem. Niby wyczuła inną aurę tego miejsca, ale sądziła, że to po prostu osoba zaznajomiona z ich stylem życia i zaaferowana całą otoczką związaną z demonami i całą resztą. Zachowanie Arte zdziwiło ją, ale nadal nie czuła się niespokojna czy zagrożona. Skoro Arianne była tu rozluźniona, to nie powinna się niczym martwić. Ufała jej przecież, kobieta miała zdrowy osąd i nie narażała się niepotrzebnie. Mimo to świadomość, że ich gospodarz jest wilkołakiem, stwarzała pewien dyskomfort. Nie, nie czuła się zagrożona, ale miała kilka pytań do swej mentorki, choć te będą musiały poczekać co najmniej do rana.
Obudzona została przez służącą, która miała być do jej dyspozycji przez cały pobyt Cieni w rezydencji hrabiego. Vivian podziękowała dziewczynie i zleciła jej jedynie zajęcie się jej ubraniami, z całą resztą radziła sobie świetnie sama. Na śniadanie zresztą zeszła w towarzystwie Arte, który był całkowicie rozluźniony.
W jadalni zastali już hrabiego w towarzystwie Arianne, oboje wyglądali na wypoczętych mimo krótkiej nocy i rozmawiali jak para starych przyjaciół, którymi niewątpliwie byli.
– Dobrze spaliście? – zapytał hrabia, gdy usiedli.
– Owszem, choć dawno nie spałem w tak miękkim łożu – wyszczerzył się wampir.
– Tak, dziękuję – odparła lakonicznie Vivian, kopiąc przyjaciela w kostkę.
– Miło mi to słyszeć. Pewnie nie jesteście przyzwyczajeni do takich luksusów, ale dla przyjaciół Arianne wszystko, co najlepsze. Po śniadaniu oprowadzę was po rezydencji. Mam nadzieję, że moje zbiory przypadną wam do gustu – hrabia uśmiechnął się do Vivian.
Arianne musiała mu zatem powiedzieć o jej słabości do książek. Ciekawe, o czym jeszcze zdążyli porozmawiać w ciągu ostatniej nocy.
Zanim zdążyła o to zapytać, do jadalni wszedł chłopak mniej więcej w wieku Vivian o jasnych, podchodzących pod popiel włosach i jasnozielonych, podkrążonych oczach.
– Lady Arianne, miło panią widzieć – ukłonił się lekko Francuzce.
– Ciebie również, Ville. Widzę, że miałeś owocną noc.
– Powiedzmy.
– Siadaj, synu – hrabia nie był zadowolony prezencją swego potomka, ale było za późno, żeby to zmienić. – Arianne towarzyszą panienka Vivian Walker i pan Arte, więc zachowuj się odpowiednio.
– Oczywiście, ojcze. Miło państwa poznać, lady Vivian, panie Arte. Służę pomocą we wszelkich sprawach.
Przez kilka minut było słychać głównie sztućce i zastawę. Cienie starały się zachowywać tak, aby nie urazić swych gospodarzy swoim zachowaniem. Owszem, znali zasady panujące wśród arystokracji, ale rzadko wykorzystywali je w praktyce, bo po prostu nie musieli. Im mniej ich widać, tym lepiej.
Dodatkowo Vivian czuła się uważnie obserwowana przez syna hrabiego, który nawet tego nie ukrywał, choć było to co najmniej nieuprzejme z jego strony. Dziewczyna posłała mu długie spojrzenie, ale nawet to go nie powstrzymało.
Młody hrabia towarzyszył im w czasie oprowadzania, co wyraźnie zaskoczyło jego ojca i rozbawiło Arte, który uśmiechał się do przyjaciółki w dość jednoznaczny sposób. Ignorowała go, doskonale znając te rozgrywki, nie miała ochoty z nim tego wyjaśniać przy innych. Trzepnąć go w łeb może później, to nie ucieknie. Zresztą wampir wprost uwielbiał wyprowadzać ją z równowagi z powodu szczegółów, które nic nie znaczą. Była to jego ulubiona rozrywka.
Złośliwości Arte przestały mieć jednak znaczenie, gdy weszli do biblioteki. Było to piętrowe pomieszczenie z wielką, szklaną ścianą wychodzącą na ogród, co dawało mnóstwo światła słonecznego w dzień, oraz pozostałymi ścianami zapełnionymi książkami. Piętro wyznaczone było podestem o szerokości około dwóch metrów zakończonym marmurowymi barierkami i imitujący balkon. Na dole urządzony był przytulny salon z fotelami i niewielkimi stolikami w dość prostym, skandynawskim stylu, co dawało przyjazne odczucie, którego często brakowało w starych, potężnych bibliotekach. Dodatkowo spore, szklane drzwi wychodziły na taras, z którego w ciepłe dni również można korzystać jak z salonu.
– Naprawdę możemy korzystać z tego księgozbioru? – zapytała Vivian.
– Oczywiście, moja droga. Co prawda wiele z tych woluminów dotyczy wilkołactwa, ale znajdziesz tu również księgi o wampirach, demonach oraz z zakresu wiedzy zielarskiej. Według Arianne kilku ksiąg dotyczących trucizn nie znajdziesz w bibliotece Ligi Cieni.
– Są one dostępne jedynie garstce Cieni, który znają swój fach tak dobrze, by samemu nie otruć się tymi truciznami – wyjaśniła Francuzka. – Są schowane gdzieś w archiwum.
– Rzeczywiście, okazała biblioteka, ale jak dla mnie trochę zbyt jasna – odezwał się Arte.
– To miejsce nie było budowane z myślą o wampirach. Nie sądziłem, że noga któregokolwiek kiedykolwiek postanie w moim domu.
– Czasy się zmieniają, hrabio. Widzę tu parę ocienionych kątów, więc proszę się nie martwić.
– Miło mi to słyszeć. Mimo wszystko postaram się, aby jak najmniej utrudniać panu pobyt w moim domu. To byłby afekt, do którego nie można dopuścić. Chodźmy, chciałbym pokazać wam jeszcze pasaż treningowy. Z pewnością również się wam przyda.
Vivian spojrzała tęsknie na książki, ale nie protestowała. Z uśmiechem w kącie ust stwierdziła, że zachowuje się jak Lavi, a przecież będzie miała trochę czasu, żeby je przejrzeć. Sama nie wiedziała, skąd to się u niej wzięło, ale od dłuższego czasu czuła taki głód wiedzy, że żadna książka nie mogła ujść jej uwadze. Kiedyś tak nie było. Nauczona czytania traktowała to jako luksus, do którego czasami dostawała dostęp. Z czasem stała się wybredna i dobierała sobie lektury według własnych upodobań. W Zakonie wciąż narzekali, że składuje u siebie mitologie, ale w ogóle się tym nie przejmowała. Obecnie zaś pożądała wszelkich tomów dotyczących zakresu wiedzy Cienia.
Pasaż walki znajdował się na parterze. Nie był zbyt obszerny, ale sala do ćwiczeń zadowoliłaby każdego wyszkolonego wojownika. Za to prawdziwe wrażenie robiła zbrojownia. Na niewielkiej powierzchni zgromadzono broń z różnych stron świata. Większość Vivian znała, kilka zaś stanowiło dla niej nowość.
– Imponująca kolekcja – stwierdził Arte. – Umie się pan, hrabio, posługiwać każdą sztuką?
– Mniej więcej. Mój ród stanowił kiedyś rycerską elitę. We krwi pozostał nam nawyk kolekcjonowania broni. Wiele z nich dawno nie było używanych.
– Za to są w doskonałym stanie.
– Dbam o to. Zaniedbanie broni to dyshonor dla każdego wojownika, choć pan, panie Arte, chyba mnie za niego nie uważa.
– Trudno nazywać bestię wojownikiem – odparł wampir. – Lecz w tym jest to dla nas wspólna cecha.
– Cóż, wielu na pana miejscu by się o to kłóciło.
– Wielu widzi tylko koniuszek własnego nosa. Na nich nie zwracam uwagi.
– Słuszna uwaga. Myślę, że ogród obejrzycie już sami. Czujcie się jak u siebie w domu.
Arianne zabrała Vivian do niewielkiego saloniku na piętrze, gdzie usiadły do lekcji. Arte towarzyszył im z braku lepszej rozrywki, poza tym nie czuł się tu jeszcze na tyle swobodnie, aby myszkować po rezydencji, a na zewnątrz nie mógł wyjść, bo świeciło zbyt ostre słońce.
Przy obiedzie Vivian odważyła się zadać pytanie, które dręczyło ją od poprzedniego wieczoru.
– Jak doszło do współpracy pana, hrabio, z moją mistrzynią? To dość niespodziewane.
– Wiem, moja droga. Jak pewnie wiesz, wilkołaki to naprawdę niebezpieczne stworzenia. Niektóre klątwy wilkołactwa można ściągnąć, moja jednak pozostaje na moim rodzie aż do jego wymarcia. Wilkołaki są niebezpieczne jedynie w czasie pełni, gdy osiągają pełnię mocy i zamieniają się w bestię. Tracą wtedy panowanie nad sobą i zwykle mordują przypadkowe ofiary. Zdarza się jednak tak, że ugryziona przez wilkołaka osoba przeżyje. Jeśli dożyje kolejnej pełni, sama zostanie wilkołakiem i nie można z tym już nic zrobić. Z jakiegoś powodu klątwa przechodzi na męskich potomków, o żeńskich wilkołakach słyszy się dość rzadko. Mój przodek miał nieszczęście przyjąć klątwę na swoje barki, więc cały mój ród został nią obciążony po wsze czasy. Klątwa jest dziedziczona, w danym momencie tylko jedna osoba w rodzie jest pod jej wpływem. Obecnie więc Ville jest normalnym człowiekiem, ale po mojej śmierci co pełnię będzie zmieniał się w bestię. Pod rezydencją mój dziadek zbudował lochy. Począwszy od niego, on, mój ojciec i obecnie ja staramy się złagodzić działanie klątwy i nie dopuścić do zranienia lub śmierci kogoś niewinnego. Istnieje jednak granica tego, co może zrobić zwykły człowiek. Jestem w stanie samodzielnie przygotować eliksiry, które osłabią mnie na czas pełni, ale zaklęcia ochronne są poza moimi zdolnościami. Arianne spotkałem wiele lat temu w czasie jednej z podróży. Gdy dowiedziałem się, kim jest, poprosiłem ją o pomoc. Początkowo nie chciała się zgodzić, traktując mnie jak normalnego wilkołaka, ale w końcu dała się przekonać, aby przestawić sprawę Radzie Starszych. Po dłuższych pertraktacjach dostała zgodę na pomoc, a mój ród ochronę przed Ligą i oddziałami wampirów, które parają się mordowaniem wilkołaków. Niestety zaklęcia po jakimś czasie stają się słabsze, więc trzeba je odnawiać.
– Właśnie dlatego tu jesteśmy – dodała Arianne. – Odnowienie wszystkich zaklęć zajmie kilka dni. Przez ten czas będziesz się szkolić pod okiem Arte i możesz korzystać z odpoczynku. Ze Sztokholmu wracamy prosto do Berlina i nie będziesz miała zbyt wiele czasu dla siebie.
– Oczywiście.
Po posiłku Arianne ruszyła na dół, a Vivian w towarzystwie Arte i Ville do biblioteki. Syn hrabiego zaoferował, że pokaże jej kilka ciekawych tytułów, więc brązowowłosa się zgodziła ciekawa, co chłopak chce tym osiągnąć. W jej wnętrzu odezwała się ta gorsza strona, która szukała rozrywki kosztem innych, choć tego raczej nie należało zakładać. Ville miał naturę kobieciarza, więc coś w Vivian chciało mu jednocześnie zagrać na nosie i pozwolić na to, ale z wyłączną kontrolą tylko dziewczyny. Czy coś miało z tego wyjść, miało okazać się w ciągu najbliższych dni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s