You woke up to hate your life again Feeling it’s all been said and seen today Woke up to fake your smile again You’re not the one; you’re not the one

Lekki wiaterek muskał Vivian po policzkach, a cisza dookoła i ciepło słońca tylko doprawiały jej dobry humor. Nie otwierając oczu, sięgnęła dłonią ku twarzy postaci, na której kolanach trzymała głowę.
– Nic nie mów – ostrzegła. – Nie psuj mi tej chwili.
Poczuła, jak dotykany przez nią policzek porusza się, co miało oznaczać zgodę. Uśmiechnęła się zadowolona na takie posłuszeństwo. Palcami delikatnie badała twarz, którą znała dość dobrze, choć nie należała do osoby, o której mogłaby pomyśleć. Właśnie dlatego chciała przez moment być w tej iluzji.
– Okłamuję samą siebie – westchnęła.
– Tu jest twój raj – usłyszała.
– Czy ty nigdy nie słuchasz, co się do ciebie mówi? – spojrzała na białowłosego.
– Wybacz, Aniele. Chyba nie mogłem się powstrzymać.
– A ja mam wrażenie, że chciałeś mnie wkurzyć.
– Skoro tak sądzisz.
Przewróciła wymownie oczami na taką odpowiedź. Przez moment przyglądała mu się uważnie, jakby czegoś szukała. Białowłosy przeczesał palcami jej włosy, co było dla niej bardzo przyjemne.
– Zaczynają odrastać – stwierdził.
– Ty też chcesz mnie za nie opieprzyć?
– To była twoja decyzja i nie mam prawa jej kwestionować.
– Po co przyszedłeś?
– Czujesz się niespokojna. Coś cię bardzo martwi.
– To nie twoja sprawa. Nie ma nic wspólnego ze sprawą Anioła Lucyfera – odparła chłodno.
– Pod warunkiem, że nie zagraża twojemu życiu i zdrowiu.
– A co ty możesz zrobić? Pojawiasz się jedynie w moich snach, a nie możesz ingerować w rzeczywisty świat.
– Mogę cię ostrzec, czy to, co robisz, nie jest dla ciebie niebezpieczne.
– A ja mogę to zignorować – parsknęła.
– Aniele, szachowanie własnym życiem w ten sposób to głupota i lekkomyślność – powiedział gniewnie. – Chcesz tak ryzykować tylko po to, by zrobić mi na złość?
– Po prostu uświadamiam ci, że twoje słowa nic dla mnie nie znaczą – odparła chłodno. – Nie steruj moim życiem, bo nie jestem twoją marionetką.
– Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało, Aniele. Po prostu się o ciebie martwię.
– Wciąż to słyszę, jakbym była małą dziewczynką, ale ja już zmądrzałam. Przynajmniej ty jeden to zrozum. Nie musicie mnie prowadzić całe życie za rączkę. Jeśli chcę popełniać błędy, to mi na to pozwól. Przecież wiesz, że zawsze się wykaraskam.
– Tylko zranisz samą siebie po raz kolejny. Aniele, nie zabronię ci niczego jedynie z obawy, że z czystej złośliwości i przekory zrobisz dokładnie odwrotnie. Nie chcę cię stracić.
– Skończmy już ten temat, bo mi się tu zaraz rozpłaczesz – mruknęła.
Odwróciła się do niego plecami i podłożyła rękę pod głowę. Sama nie wiedziała, dlaczego czuje irytację za każdym razem, gdy w jej snach pojawia się Niszczyciel Czasu. Może to z powodu wyglądu, może przez głos, a może przez to niepokojące uczucie w sercu.
– Zdradzisz mnie, prawda? – zapytała cicho.
– Aniele, o czym ty mówisz?
– Zdradzisz mnie, bo nie jesteś ze mną szczery. Od początku to czułam, ale dopiero teraz zrozumiałam, co to jest.
– Aniele, nie mógłbym ciebie zdradzić, bo jestem twoim opiekunem.
– Więc powiedz mi całą prawdę o tym, co ma zrobić Anioł Lucyfera.
– Wiesz, że to wbrew zasadom.
– Czyim zasadom?
– Najwyższego.
– Nie wierzę w twojego Boga, więc jego zasady mnie nie obchodzą.
– Ale ja im podlegam. Masz sama zdecydować o swoim losie. My nie możemy wam w tym ani pomagać ani przeszkadzać. Do ciebie i do twojego Niszczyciela Czasu należy decyzja, co zrobicie.
– I właśnie dlatego mnie zdradzisz. Serce mówi mi, żeby ci nie ufać i nie wierzyć, bo mnie zgubisz.
– A czy twoje serce nie jest przypadkiem rozgoryczone i pęknięte?
– Nie zadawaj takich durnowatych pytań – warknęła. – Jak ma być całe, jak ciągle coś je rozbija? Wkurzasz mnie, więc się wynoś i nigdy więcej nie wracaj.
– Wiesz, że zawsze będę do ciebie wracał, bo taki mam obowiązek. Bo tego właśnie chcę.
– Chrzanisz. Ja ciebie nie chcę – powiedziała dobitnie. – Odejdź. Wracaj do swojego Anioła Lucyfera, a mnie zostaw w spokoju.
Białowłosy westchnął, słysząc te słowa. Znowu wracali do punktu wyjścia. Dawno nie była wobec niego tak szorstka, co go zmartwiło. Nie wiedział, dlaczego ona nie chce tego zrozumieć. Nie rozumiał jej serca pełnego ran i wątpliwości. Czy nie powinno ostrzegać jej przed wrogami i złem?
– Nie chciałem cię zirytować, Aniele.
– To dziwne. Przecież po to mnie nawiedzasz.
– Nieprawda.
– Akurat. Więc powiedz mi, mądralo, dlaczego podnosi mi się ciśnienie zawsze, kiedy się pojawiasz.
– Nie zawsze tak jest – zaoponował. – Są sny, kiedy na mnie nie krzyczysz, ale rozmawiasz ze mną całkiem normalnie. Tak jakbyś widziała we mnie jego.
– Nie łączy was nic prócz wyglądu. Poza tym nie mieszaj go do tego. Nie ma z tym nic wspólnego.
– Nawet jeśli zajmuje w twoim sercu szczególne miejsce?
– Nawet – podkreśliła to. – Zresztą przyjdzie dzień, w którym nie będę już nic czuła, a on stamtąd wyleci. Wszystko przemija.
– Nie prawdziwe uczucie.
– Nie znam takich uczuć. Co mam zrobić, żeby się ciebie pozbyć? Ale tak poważnie.
– Aniele, ty mnie w ogóle nie słuchasz. Ja nie odejdę tylko dlatego, że się zirytowałaś i tego żądasz. To tak nie działa.
– Powiedziałeś mi kiedyś, że sama kreuję ten świat.
– Ja do niego nie należę, więc nie możesz mnie z niego wyrzucić. Możesz zamknąć wszystkie bramy, wyobrazić sobie kopułę nad tym światem i cokolwiek zechcesz, ale mną nie sterujesz. Przekroczę wszystkie bariery.
– Odejdź, jeśli twoje deklarowane uczucie do mnie jest takie naprawdę.
– To był cios poniżej pasa.
– Powiedziałam „znikaj”.
Było jeszcze ciemno, gdy się obudziła. Słyszała bicie serca w klatce piersiowej, na której opierała głowę. Bezgłośnie westchnęła. Sama nie wiedziała, dlaczego była aż tak niemiła dla Niszczyciela Czasu. Przecież nie zrobił nic złego, a jednak potraktowała go jak wroga. Jeszcze ta wczorajsza kłótnia z Arte. Już nawet nie pamiętała, o co właściwie poszło. Ostatnie dwa dni zachowywała się jak nie ona. Co się z nią działo? Przecież to do niej niepodobne. Owszem, czasem bywała szorstka i kłótliwa, ale miała ku temu powody. Tym razem nie ma żadnego konkretnego.
Ułożyła się wygodniej, chcąc ponownie zasnąć, choć nie miała co do tego złudzeń. Tak już było i nie potrafiła tego zmienić, ale przynajmniej poleży do świtu. W końcu nikt nie musi wiedzieć, że nie spędziła tej nocy u siebie.
Coś jej nie pasowało. Te ostatnie dwa dni były dziwaczne i nie tylko ze względu na to, co podejrzewał hrabia wobec swojego syna. Chodziło raczej o nią samą i o Arte. Wampir też miał jakieś dziwne humory, częściej zaszywał się gdzieś w kącie biblioteki, bywał opryskliwy w stosunku do niej i co rusz rzucał jakąś złośliwą uwagą, godząc w jej słabe punkty. Nie rozumiała, o co mu chodzi, ale odpowiadała w dokładnie ten sam sposób, broniąc się przed jego atakami. Jeszcze chwila i ta przyjaźń się rozpadnie. Wczorajsza kłótnia tylko tego dowodziła. Nie mogła sobie przypomnieć, o co poszło i które z nich zaczęło. Znając życie, chodziło o jakąś błahostkę. Cokolwiek by to nie było, powiedzieli sobie o parę słów za dużo i rozstali w gniewie. Przez to też znowu zirytowała się na mistrzynię, której nie chciała wyjaśnić sytuacji. Przez to też Arianne poszła do Arte, ale także niewiele się dowiedziała. Stwierdziła, że mają to sobie wyjaśnić następnego dnia, bo to, co wyprawiają, przechodzi ludzkie pojęcie. W końcu przy niej i przy hrabim sytuacja wyglądała w porządku. I to właśnie było dziwne. Nie potrafiła jednak rozpoznać przyczyny takiego obrotu sprawy. No bo przecież przy innych też powinni chociaż dystansować się wobec siebie, a nic takiego nie miało miejsca.
– Czemu nie śpisz? – usłyszała.
– Już tak mam, że jak się obudzę, to ciężko mi zasnąć – odpowiedziała, odwracając się do niego. – Jest jeszcze wcześnie, więc śpi, Ville.
Właśnie, z tego wszystkiego najgorsze chyba było, że wylądowała w łóżku z synem hrabiego, a przecież obiecała sobie po rozmowie z Arianne, że nie dopuści go do siebie tak blisko. Owszem, flirtowała z nim dalej, ale już z większą ostrożnością i z zerowymi szansami na zbliżenie. Wszystko szlag trafił, bo spędziła z nim noc. I to nawet udaną.
– Byłoby to niegrzeczne z mojej strony – pogłaskał ją po plecach tam, gdzie miała widoczne ślady innocence.
Po pełnym wybudzeniu mocy Noah i osiągnięciu równowagi na plecach miała teraz dwa czarne krzyże mniej więcej w tym miejscu, z którego po aktywacji wyrastały skrzydła. Pamiętała jednak, że innocence w rzeczywistości łączyło się z jej kośćmi – po utracie mocy brakowało jej sporych fragmentów czterech żeber, uszkodzone były również łopatki i choć jej ciało działało wtedy prawidłowo, to wystarczyłby niewprawny cios i byłby problem.
– Nie przeszkadzałoby mi to – odparła. – Zresztą i tak miałam wrócić już do siebie.
– Boisz się, że lady Arianne będzie miała o to pretensje? – uśmiechnął się leniwie. – Ona i mój ojciec robią to samo.
– Nie o to chodzi.
– Więc o co? O pana Arte?
– Nie. Chodzi o mój własny komfort. Owszem, twój tors jest wygodną poduszką, ale jest już po wszystkim i należy wrócić do rzeczywistości.
– Zawsze jesteś tak pragmatyczna, gdy chodzi o seks?
– Tak, wtedy zawsze.
– To niedobrze.
– Jak dla kogo.
– A gdybym powiedział: „Zostań ze mną już na zawsze”?
– Zaśmiałabym ci się w twarz, bo dla mnie to nie ma większego znaczenia.
– Życie Cienia ci opowiada?
– Owszem. Jest ciężkie, ale nigdy się nie nudzę. To znacznie lepsze niż życie gnuśnej arystokratki.
– Więc spełnij przynajmniej moją prośbę. Naucz się od lady Arianne zaklęć i pieczęci, które odnawia memu ojcu i bądź moim opiekunem.
– Mogą minąć lata – odparła.
– Nie szkodzi. Nie przeszkadza mi to.
– Do tego czasu może mnie już nie być w Lidze – powiedziała spokojnie. – Ale Rada Starszych na pewno o was zadba, więc nie musisz się tym martwić.
Odwrócił ją gwałtownie na plecy i chwycił za nadgarstki, pochylając się nad nią.
– Ale ja chcę ciebie, Vivian.
– Puść mnie, Ville – zażądała, trzymać nerwy na wodzy.
– Powiedziałem, że chcę ciebie – odparł ostrym tonem.
– Nie mam wobec ciebie żadnych zobowiązań, a teraz mnie puść. I mi nie rozkazuj.
Jasnowłosy uśmiechnął się w dość specyficzny sposób. Vivian była już pewna – ten chłopak jest psychopatą. Mimo to nie pozwoliła sobie na panikę, bo to mogłoby ją zgubić.
– A wobec kogo masz zobowiązania, Vivian?
– Nie twój interes, Ville. Powiedziałam ci, żebyś mnie puścił.
– Dlaczego?
– Bo tego nie lubię – rzuciła opryskliwie.
– Trudno.
– Ville – warknęła. – To nie jest zabawne. Puść mnie natychmiast.
– A jeśli tego nie zrobię?
– Pożałujesz dnia, w którym postanowiłeś się do mnie dobrać.
– Wczoraj byłaś bardzo chętna.
– To było wczoraj, a dziś żądam, żebyś mnie puścił.
– Jesteś urocza, kiedy się złościsz. To naprawdę była przyjemność obserwować twoje sprzeczki z wampirem.
– To twoja sprawka.
– Rozjaśnił ci się umysł? No tak, w nocy byłaś bardzo aktywna.
– Coś ty nam zrobił? Gadaj.
– Powiem ci. Spokojnie. Trułem was. Przecież tu są księgi o różnych miksturach. Wystarczyło dostosować dawkę i atakować, kiedy ojciec i lady Arianne byli zajęci.
– A służba?
– Służba nic nie powie, bo wylecą, a tego by nie chcieli. Poza tym kto im uwierzy?
– Żebyś się nie zdziwił – warknęła. – Puść mnie.
– Nie ma mowy. Najpierw pomożesz mi coś zrobić.
– Niby co?
– Zdjąć klątwę.
– Dobrze wiesz, że nie można zdjąć klątwy wilkołaka z przeklętego rodu – powiedziała dobitnie.
– Mylisz się, Vivian. Jest sposób. Dzięki temu, że tu jesteście, mogę to zrobić – uśmiechnął się w niepokojący sposób.
Vivian miała złe przeczucia. W jej umyśle paliły się wszystkie lampki ostrzegawcze, a odpowiedzi same dopasowywały się do pytań. Była winna Niszczycielowi Czasu przeprosiny. Teraz jednak musiała powstrzymać chłopaka.
– Ville, pomyśl rozsądnie. Gdyby był jakiś sposób, żeby ściągnąć z was klątwę, twój ojciec by to wykorzystał, a Liga by w tym pomogła – powiedziała spokojnie.
– Mój ojciec to głupiec, a Lidze jest to na rękę. Ma nas na smyczy, ale dzisiaj to się skończy.
– Ville, to, co mówisz, to jakaś złuda. Posłuchaj mnie uważnie.
– Zamilcz – warknął. – Masz tylko wypełniać rozkazy. Od dziś należysz do mnie.
– Ty oszalałeś – odparła. – Nie należę do nikogo, a na pewno nie do takiego śmiecia.
Miała szczęście, że nie przygniótł jej swoim ciałem, więc mogła zaatakować i skorzystała z tej sposobności. Jej kolano wylądowało na jego kroczu. Ville zawył z bólu, ale jej nie puścił. Szarpali się dłuższą chwilę, łóżko pod nimi skrzypiało, ale nie zwracali na to uwagi. Vivian używała do ataków nóg, próbując wyswobodzić chociaż jedną rękę, Ville jednak był dobrze przygotowany na jakikolwiek opór i częściowo kontrolował sytuację.
Vivian strąciła go z łóżka, lądując na nim. Miała nadzieję, że chłopak uderzy głową o podłogę, ale uchronił się i przed tym. Obrócił ją i przygniótł do drewna własnym ciężarem. Za jej nadgarstki chwycił jedną ręką, drugą złapał za szyję.
– Jeszcze cię nie zabiję – wywarczał – ale zginiesz. Nie martw się. Zapłacisz za to, że się sprzeciwiłaś. Teraz ważniejszy jest wampir.
Oczy Vivian rozszerzyły się z przerażenia. Ledwo mogła oddychać przez ściśnięte gardło, a jej przyjaciel był w niebezpieczeństwie. Nie wiedziała, czym Ville ich szprycował i ile tego zostało w organizmie Arte. Gdyby nie to, nie martwiłaby się o niego, bo niewiele rzeczy może zagrozić wampirowi, ale teraz miała jedną wielką niewiadomą.
– Nie krzycz, bo zabiję cię pierwszą – ostrzegł ją, gdy puszczał jej gardło.
Vivian złapała gwałtownie oddech, ale posłuchała. Martwa nikomu nie pomoże. Czasem trzeba się wycofać, a Ville miał nad nią przewagę. Tę rundę przegrała.
Młody hrabia wyciągnął z szuflady nocnej szafki sznurek, którym skrępował jej ręce. Dzięki temu miał większe pole manewru. Usiadł na jej biodrach i coś robił przy szufladzie, ale przez chwilę nie widziała co. Dopiero gdy przygotował wszystko, zobaczyła strzykawkę w jego dłoni. Odnalazł na jej szyi główną żyłę. Szarpnęła się, ale powstrzymał ją przed gwałtowniejszymi ruchami.
– Rozluźnij się, to nie będzie zbyt mocno bolało.
Wstrzyknął jej coś i zasłonił usta, dławiąc krzyk bólu. Dziewczyna patrzyła na niego, nie wiedząc, co się z nią teraz stanie.
– Spokojnie. Będziesz przynętą na wampira. Ta trucizna sparaliżuje cię częściowo. Będziesz mogła swobodnie oddychać, ale nie ruszysz się przez najbliższe kilka godzin. Twoje gardło też będzie nieaktywne, więc nie zawołasz o pomoc. O nic się nie martw. Usprawiedliwię twoją nieobecność przy stole.
Trucizna zaczęła błyskawicznie działać, przez co nie mogła poruszyć ani jednym mięśniem. Tak jak Ville mówił, oddychała całkiem swobodnie, choć żaden dźwięk nie padł z jej gardła. Musiała zdać się na Arte i Arianne, a w międzyczasie wymyśleć jakiś sposób, żeby szybciej pozbyć się trucizny z organizmu. Na szczęście nie mówiła chłopakowi o swoich zdolnościach egzorcysty i Noah, więc prawdopodobnie ilość specyfiku obliczył dla normalnego człowieka z poprawką na członka Ligi Cieni – uodparniano ich także na część trucizn i mieszanek ziół, o czym mógł wiedzieć.
Na razie jednak obserwowała, jak chłopak się ubiera. Owinął ją w prześcieradło, wziął na ramię i wyniósł z pokoju. Podejrzewała, że skieruje się ku podziemiom, ale myliła się. Ville wyszedł do ogrodu i ułożył ją w ocienionym zakątku mniej więcej na granicy z lasem. Potem bez słowa poszedł, pogwizdując cicho.
Vivian gorączkowo zastanawiała się, jakim cudem zabicie wampira miałoby pomóc w zdjęciu klątwy. Przecież to było całkowicie abstrakcyjne. Ten chłopak coś sobie ubzdurał, przez co zamordował kilka kobiet i próbował ją wykorzystać do zwabienia Arte do ogrodu w ciągu dnia. Krew w niej zawrzała, gdy pomyślała o tym, jak przyjaciel mógłby przez to ucierpieć. Ville jeszcze nie wiedział, z kim zadarł. Srogo tego pożałuje. Już ona się o to postara.
Chłopak zszedł na śniadanie jakby nigdy nic lekko spóźniony. Wszyscy już czekali. Brakowało tylko Vivian. Arianne spojrzała na niego uważnie, ale nie dostrzegła żadnych powodów do obaw.
– Vivian prosiła przekazać, że nie zejdzie – powiedział spokojnie Ville.
– A niby to dlaczego?
– Chyba trochę wczoraj przesadziliśmy i Vivian nie czuje się najlepiej.
– Zobaczę, co z nią.
– Lady Arianne, to nie będzie potrzebne. Vivian mówiła, że musi się jeszcze trochę przespać i wszystko jej przejdzie. Już wydałem polecenie, żeby później zanieść jej śniadanie.
– No dobrze. Nie będziemy na nią czekać.
Zaraz po śniadaniu Arte ruszył na górę. Wpadł do pokoju przyjaciółki, ale nie zastał jej. Po dłuższym spojrzeniu był przekonany, że nie nocowała tutaj i nie wróciła, więc poszedł prosto do sypialni Ville. Nawet nie zapukał, czym przestraszył służącą, która właśnie zmieniała pościel. Brązowowłosej nie było.
– Gdzie dziewczyna? – warknął.
– Nikogo tu nie było, gdy weszłam – szepnęła lękliwie.
Wampir był coraz bardziej rozzłoszczony całą sytuacją i czuł, że jego wewnętrzna bestia domaga się krwi młodego hrabiego. Najpierw jednak musi odnaleźć przyjaciółkę i zapewnić jej bezpieczeństwo.
Rozejrzał się po pomieszczeniu. Spod łóżka wyciągnął koszulę, w której wczoraj chodziła Vivian. Nie miał co do tego wątpliwości, bo nawet nią pachniała. Wściekły spojrzał na służącą.
– Gdzie ona jest?
– Ja nic nie wiem.
– Gadaj.
– Nikogo tu nie było, gdy przyszłam.
– Mów prawdę – warknął.
– Panicz Ville wychodził stąd przed świtem, ale nie widziałam z nim panienki.
– Dokąd?
– Chyba do ogrodu. Było ciemno. Nie jestem pewna.
Dla Arte była to wystarczająca informacja. Gniew w nim wzrastał, gdy zabierał z pokoju płaszcz. Gówniarz doskonale wiedział, że teraz będzie osłabiony, a jego pole manewru bardzo ograniczone, ale nie zamierzał mu odpuścić. Kara zależała tylko od tego, w jakim stanie jest Vivian.
Odnalezienie śladu dziewczyny zajęło mu tylko moment. Niezwłocznie pobiegł w tamtą stronę, nie informując Arianne o swoich planach. Nie było na to czasu, a kobieta z pewnością domyśli się, że coś jest nie tak. Trudno było ją oszukać w jakiejkolwiek sprawie, a tym bardziej takiemu amatorowi jak Ville.
Dostrzegł ją zawiniętą częściowo w białe prześcieradło. Nie było śladu krwi, była przytomna, ale bardzo spokojna. Zbyt spokojna.
Kolejny krok postawił nierozważnie, ale było zbyt późno, żeby się cofnąć. Wokół niego na ziemi rozbłysnął krąg o kształcie pięcioramiennej gwiazdy. Zaklęcie, którego użyto, sprawiło, że praktycznie nie mógł się ruszyć i sprawiło mu to ból.
– Arte – usłyszał przerażony głos przyjaciółki.
Dziewczyna próbowała się ruszyć, ale bezskutecznie. Zza drzewa za to wyłoniła się sylwetka Ville. Uśmiechał się cynicznie.
– Wampirom też na kimś zależy – powiedział rozbawiony. – Zgubiły cię brak opanowania i pośpiech.
– Co to jest? – warknął Arte.
– Bariera przeciwko wampirom. Z ksiąg mojego ojca można nauczyć się bardzo wiele. Zauważyłeś, prawda?
Chłopak podszedł do Arte i ściągnął mu kaptur z włosów. Wampir wrzasnął boleśnie, chowając twarz przed słońcem, co kosztowało go mnóstwo wysiłku. Stał w jedynym oświetlonym miejscu i nie mógł się ruszyć. Ville złapał go za włosy, żeby przekręcić głowę mężczyzny do promieni słonecznych przy akompaniamencie jego bolesnego skomlenia. Do tego wbił mu w bok zaostrzoną gałązkę.
– Będziesz cierpiał, dumny wampirze – warknął.
– Przestań! – wrzasnęła Vivian.
Trucizna nadal paraliżowała jej nerwy, choć już mogła lekko poruszać palcami. Skupiła się na nogach, które były bliżej jednego z ramion gwiazdy. Wystarczyłoby przetrącić kamień, który Ville tam położył, i Arte mógłby się ruszyć. W jej sercu rosła bestia wyjąca wściekle żądna zemsty za cierpienie przyjaciela.
– Arte!
Regeneracja Klanu Noah pozwoliła kopnąć kamień na kilkanaście centymetrów. To wystarczyło, by krąg przestał działać, co wampir wykorzystał, żeby pchnąć swojego oprawcę na jedno z drzew w cieniu. Był wściekły i obolały, w powietrzu było czuć swąd palonego mięsa i żądzę zemsty.
– Będziesz cierpiał, ty marny wilkołaku – zawarczał brązowowłosy. – Zapłacisz za to, co zrobiłeś Vivian i mnie.
Ville wrzasnął, kiedy ręka Arte zagłębiła się w jego trzewiach. Teraz nie było mu tak do śmiechu, bo raniony drapieżnik był dużo groźniejszy i bardziej zawzięty.
– Arte, puść go!
Na miejsce przybiegli Arianne i hrabia. Oboje lekko przerażeni sceną, która się tu rozgrywała. Francuzka wiedziała, że przyjaciel jej bliski szału. Musiała go powstrzymać zanim straci kontrolę.
– Arte, on nie jest tego wart – zaczęła powoli do niego podchodzić tak, aby ją widział. – Vivian, w porządku?
– Prawie.
– To dobrze. Arte, puść Ville.
– On ją skrzywdził – warknął.
Jego oczy były czerwone, a kły dużo bardziej widoczne niż zwykle. Vivian widziała tylko jego plecy, ale czuła, że aura przyjaciela stała się bardziej złowieszcza.
– Wiem i zostanie ukarany, ale teraz musimy zająć się ranami twoimi i Vivian. Arte, on nie jest tego wart.
– Zasługuje na to.
– Arte, to nie jest nasza powinność. Zostanie ukarany, przecież wiesz.
Vivian podniosła się, choć nadal nie była pewna własnego ciała. Na pomoc przyszedł jej hrabia, rozwiązał ręce i poprawił prześcieradło tak, aby ją okrywało. Pomógł jej też podejść do wampira.
– Arte – dotknęła jego pleców – nic mi nie jest. Uspokój się, proszę.
Ta aura ją przerażała, wiedziała, że to z jej powodu, pamiętała słowa Arianne. Właśnie dlatego nie wycofała się, choć najchętniej gdzieś by się schowała.
– Skrzywdził cię.
– Ciebie bardziej. Pozwól sobie pomóc. Puść go. Jest ranny i nigdzie nie ucieknie. Mistrzyni na to nie pozwoli.
Arte wycofał rękę i cofnął się. Schował twarz pod kapturem i dopiero wtedy odwrócił się do przyjaciółki, która w cieniu dostrzegła czerwony blask oczu.
– Nie dotykaj mnie przez chwilę – powiedział.
Odszedł na kilka kroków, żeby się uspokoić. Zanim hrabia powiedział słowo, Vivian dopadła Ville i przydusiła go. Na jej czole pojawiły się stygmaty charakterystyczne dla Klanu Noah.
– I co teraz? – warknęła. – Dalej będziesz taki chojrak?
– Vivian.
– Zasłużył sobie na śmierć w męczarniach – powiedziała twardo, patrząc złotymi oczami na mistrzynię. – Skrzywdził Arte. Sprawił, że cierpi i zapłaci za to.
– Vivian, nie ty jesteś od wymierzania sprawiedliwości. To byłaby zwyczajna zemsta.
– To ja jestem Zemstą – warknęła.
– Vivian, jego krew nie powinna zabarwić twoich rąk. Zostanie ukarany we właściwy sposób w świetle prawa.
– Panienko Vivian, okaż litość – odezwał się hrabia. – Wiem, że to morderca, wykorzystał panienkę do swoich celów i zaatakował pana Arte, ale nie zabijaj go. I tak zostanie skazany na śmierć.
– Pański ród okryje się hańbą.
– Za błędy należy płacić.
Puściła go i wycofała przemianę w Noah. Odwróciła wzrok od Ville.
– Jest pański. Arte, mogę już podejść?
– Tak.
– Zabierz go do środka i tam opatrz.
– Tak jest.
W milczeniu wrócili do rezydencji. Vivian zaprowadziła przyjaciela do swojej sypialni, włączyła światło i zaciągnęła zasłony.
– Światło lamp nie będzie cię drażnić? – zapytała, reflektując się.
– Nie. To nie będzie przyjemny widok – ostrzegł.
– Domyślam się.
Gdy ściągnął kaptur, jej oczom ukazała się spalona, zwęglona w kilku miejscach skóra, przekrwione oczy i wyraz ogromnego bólu. Delikatnie dotknęła jego policzka.
– Co on ci zrobił? – szepnęła. – To bestialstwo.
– Mówiłem, że nie będzie to przyjemne.
– Innocence, aktywacja.
Nie przejęła się tym, że prześcieradło spadło z jej ciała, zawsze mogła okryć się czarnymi jak noc skrzydłami. Uważnie leczyła skutki spotkania skóry wampira ze światłem słonecznym, wyciągnęła z jego ciała gałązki i to też zaleczyła.
Arte posadził ją na swoim kolanie, gdy skończyła. Musiała być wykończona po tak wyczerpującym poranku. Trochę nadużyła swoich mocy, więc należał jej się odpoczynek.
Do pokoju weszła Arianne. Odetchnęła z ulgą, widząc ich zmęczonych, ale całych, zdrowych i spokojnych.
– Po Ville niedługo przyjedzie komisarz prowadzący sprawę morderstw. Z pewnością dostanie karę śmierci, więc nie musimy się tym już przejmować.
– On nas truł. Przez to nas skłócił – powiedziała Vivian. – Miałaś co do niego rację.
– Nie sądziłam jednak, że powiedziałam ci to zbyt późno. Prawie zabił was oboje.
– Chyba nie wiedział, że Vivian nie jest zwyczajnym człowiekiem i podał jej mniejszą dawkę trucizny niż powinien.
– Kobieta powinna mieć swoje sekrety – uśmiechnęła się brązowowłosa.
– Jeszcze dziś ruszamy do domu. Wystarczy tych przygód jak na jedną podróż.

***

Arte: Było niebezpiecznie przez moment.
Vivian: Ville nie wiedział, z kim zaczyna. To był jego największy problem.
Laurie: No tak. Źle wybrał przeciwników. Biedaczek.
Vivian: Sama zrobiłaś z niego psychopatę.
Laurie: Od początku był psychopatą, ale dopiero później się do tego przyznał. Nie moja wina.
Vivian: Bujać to my, a nie nas.
Arte: Dobra, dziewczyny. Wiem, że Laur chodzi dzisiaj nabuzowana FMA, ale mamy ważną sprawę do przekazania.
Laurie: Tak, to prawda. Moi Kochani, zaczynamy dzisiaj przerwę blogową ze względu na moją pracę licencjacką i zbliżającą się wielkimi krokami sesję. Tym razem jest to na tyle poważne, że muszę się nad tym skupić i nie będę miała kiedy pisać. Dotyczy to wszelkiej działalności pisarskiej.
Vivian: Nie będzie nas około miesiąca, może dłużej w zależności jak Laur będzie stała z rozdziałami i całą resztą. Musicie wytrzymać.
Arte: Na dA widać, że jest cisza, choć ostatnio zostało wrzucone opowiadanie o elfce Niseko, na które serdecznie zapraszamy. N razie jednak nic nowego nie zostanie opublikowane.
Laurie: Na pewno wrócę, bo przecież zawsze wracałam. Trzymajcie się cieplutko przez ten czas i do zobaczenia po przerwie.

One thought on “You woke up to hate your life again Feeling it’s all been said and seen today Woke up to fake your smile again You’re not the one; you’re not the one

  1. Hej, eloszka, witam.
    Nie zaglądałam do ciebie chyba z pięć miliardów lat. Wstyd mi, bo póki jeszcze sama cokolwiek publikowałam, starałam się to robić w miarę regularnie ( niestety jeśli się czegoś nie ćwiczy, to potem ciężko do tego wrócić z podobnym rozmachem ;__;). Ale ja naprawdę się staram! : )
    Tyle rozdziałów się pojawiło, tyle się działo, że ja nie wiem, chyba to będę nadrabiać do śmierci (ale nadrobię!). „Bob Budowniczy zawsze da radę!”… jak pozalicza portfolio z przedmiotów artystycznych i nieszczęsny angielski.
    No i cóż, tego samego życzę też tobie (to nic, że post z maja i być może piszę po czasie). Siły i wytrwałości – będzie dobrze. : ) Wróć do nas z tarczą w pełni sił.
    Pozdrawiam, Elena.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s