Bosa do mnie przyjdź I od progu bezwstydnie powiedz mi Czego chcesz Słuchaj jak dwa serca biją Co ludzie myślą – to nieistotne

Stała w stołówce Czarnego Zakonu. Światło księżyca wpadające przez wielkie okno oświetlało wnętrze. Stoły i ławy zniknęły na rzecz drewnianych krzyży, na których wisieli nieprzytomni egzorcyści. Ten widok zelektryzował ją do tego stopnia, że nie potrafiła się odezwać. Podeszła bliżej. Allen był cały we krwi, Kandzie wyłupiono oczy, Lavi miał zmiażdżoną klatkę piersiową. Nie była pewna, czy żyją. Jeśli tak, cierpieli. Im dalej szła, tym bardziej się bała. Wszyscy egzorcyści bez wyjątku byli poranieni, krew powoli ściekała z ich ciał, odmierzając pozostałe życie. Ta cisza sprawiała wrażenie cmentarzyska.
– Królewno – usłyszała głos Tykiego. – Nie uciekaj, królewno.
Chwycił ją od tyłu za szyję, drugą ręką blokując jej możliwość obrony i ruchu. Przydusił dziewczynę na tyle, by się nie udusiła, ale mogła krzyczeć.
Wyciągnął ją tuż przed trzech egzorcystów. Jego oddech pieścił ucho dziewczyny, gdy usłyszała jego zadowolony szept:
– Ładnie ich załatwiłem?
Towarzyszył temu chichot oznajmiający, że nie są tu sami. Gdzieś w ciemnościach kryli się pozostali Noah, obserwując ze spokojem to, co się działo. Byli zwycięzcami, więc nie musieli się nigdzie śpieszyć.
Vivian nie mogła się wyrwać, choć bardzo chciała. Szarpała się rozpaczliwie, wzbudzając w wrogach rozbawienie. Tyki ułożył ją na czymś, pod kręgosłupem poczuła drewnianą belkę – dla niej również został przygotowany krzyż. Po obu stronach pojawili się bliźniacy i sięgnęli po jej ręce, układając je siłą na drugim skrzydle. Prawie wyłamali jej przy tym barki. Po chwili z ust Vivian wyrwał się wrzask bólu, gdy poczuła zagłębiającą się w dłoniach stal.
Z nieświadomości wyrwał ją śmiech Noah, którzy widzieli bolesny grymas na jej twarzy. Tyki pochylił się nad nią i delikatnie pocałował. Pieszczota była tylko preludium bólu, jaki chciał jej zgotować. Poczuła, jak rozrywa ją od środka, modląc się, aby tortury już się skończyły.
Gardło miała zdarte, po policzkach spływały łzy, po uwolnionych nogach gorąca krew. Krzyż został oparty o ścianę tak, aby mogli użyć mocy Anioła Lucyfera do rozpętania piekła. Szarpała się rozpaczliwie, przez co przewróciła się. Usłyszała trzask łamanego drewna i połowa pala opadła bezwładnie na posadzkę. Chciała uciekać na obolałych nogach, ale jedynie się przewróciła i uderzyła policzkiem o podłogę wśród śmiechu swoich wrogów.
– Płacz, uciekaj, Aniele Lucyfera. Nic ci nie pomoże. Twoi rycerze mogą tylko czekać na koniec.Vivian podniosła się gwałtownie do siadu. Była mokra od potu i śmiertelnie przerażona. Drżąc, sprawdziła stan swoich rąk, po czym odrzuciła kołdrę i to samo zrobiła z nogami. Dopiero wtedy zrozumiała, że to był sen. Kolejny przerażający koszmar o apokalipsie, do której doprowadził Earl, a ona musiała na to patrzeć. Ona i jej bliscy byli torturowani, gnębieni do ostatniej kropli krwi. Skazani na śmierć i porażkę.
Na bosaka wyszła z pokoju i pobiegła do kwatery Arte. Nie myślała nad tym, drogę doskonale znała, a nie chciała być sama w tych ciemnościach. Bała się, że zwariuje ze strachu, pod skórą nadal żył koszmar, który przecież mógł stać się rzeczywistością. Wystarczy jeden błąd.
Zapukała i weszła do środka. Wampir podniósł się na łokciu i włączył nocną lampkę. Wydawało się, że nie spał, ale był to tylko pozór. Obudziły go jej niespokojne emocje odczuwalne w powietrzu.
– Coś się stało?
– Mogę spać u ciebie? – zapytała szeptem.
– Jasne. Wskakuj.
Po chwili znalazła się przy jego boku. Wiedział, że miała kolejny przerażający koszmar, wobec którego była bezradna niczym dziecko i nie chciała być z tym sama. Potwierdziły to łzy, które starała się stłumić, a które czuł na nagim torsie.
– Co jest, malutka? – zapytał, głaszcząc ją po włosach.
– Boję się.
– Tu nie musisz się bać. Obronię cię.
Pozwolił jej się wypłakać i wygadać. Rozumiał brzemię, którym została obarczona, więc otaczał ją opieką. Była dzieckiem przeznaczonym przez los do ważnej misji, może nawet na śmierć. Zbyt szybko musiała dorosnąć i nie potrafiła poradzić sobie ze wszystkim. Gubiła się, potrzebowała życzliwej ręki, która pozwoliłaby jej wstać, gdy upadnie pod ciężarem odpowiedzialności, która na niej ciążyła. Widział to, więc chciał jej przynajmniej odrobinę ulżyć.
Głaskał przyjaciółkę po skróconych włosach, dopóki nie zasnęła wykończona nocnymi marami. Dopiero wtedy wyłączył światło i sam poszedł spać, nadal jednak będąc czujnym na wypadek, gdyby koszmary nadal ją dręczyły. Czuł, jak przez sen mocniej się w niego wtula, pozwolił na to, okrywając dziewczynę szczelniej kołdrą. Tak jakby miał nadzieję, że w ten sposób obroni ją przed marami. Szkoda tylko, że tak to nie działało.
Na szczęście reszta nocy była już spokojna, obyło się bez incydentów, a Vivian spała twardo, nawet się nie kręcąc. Arte obserwował ją przez dłuższą chwilę po przebudzeniu. Z jakiegoś powodu czuł się za nią odpowiedzialny, mógłby za nią zabić. Była dla niego niczym młodsza siostra, której nigdy nie posiadał, od lat nie zawiązał z nikim tak głębokiej więzi. Ostatnią osobą bliską temu była Lean, ale to było co innego. Całkiem inna historia i zanim coś się wydarzyło, dziewczyna nie żyła. Mimo wszystko czuł w tym przypadku coś innego i tego nie należało porównywać ani dopatrywać się w tym czegoś głębszego. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co w rzeczywistości łączyło go z Lean i tak miało pozostać. To już historia.
Vivian wymagała jego opieki, udowodniła to, przychodząc tu w nocy. W sumie to nawet nie miała do kogo, bo tylko z nim była bliżej. Pozostałe znajomości były dużo luźniejsze, nie miała kiedy ich zacieśniać mimo, iż minęło trochę więcej niż pół roku, odkąd tu trafiła. Zresztą była typem samotnika, trochę wyrzutka społeczeństwa, który otacza się murem, aby nie zostać zranionym poprzez odrzucenie. Znał to z własnego doświadczenia, więc rozumiał to lepiej niż inni. Mógł nawet założyć się, że po tak krótkim czasie był bliżej niej niż egzorcyści, z którymi spędziła troszkę ponad dwa lata. Zbliżały ich doświadczenia z czasów, gdy nie mogli sami ze sobą wytrzymać.
Dziewczyna przeciągnęła się jak kotka i otworzyła oczy. Arte uśmiechnął się szeroko na powitanie.
– I czego się szczerzysz? – zapytała zaspana.
– Wiesz, nie codziennie mam okazję budzić się z piękną dziewczyną u boku – odparł lekkim tonem.
– Zboczeniec.
– Oj tam, zaraz zboczeniec. Po prostu pochlebia mi, że śpisz przytulona do mnie bez żadnych oporów.
– I to właśnie świadczy o tym, że mam do czynienia ze starym, zboczonym wampirem.
– Tylko nie stary.
Vivian uśmiechnęła się szeroko. Doskonale wiedziała, jak przyjaciel jest przeczulony na to słowo. Czasami zaczynał się wręcz gotować ze złości.
– Taka prawda. Najlepsze lata to ty masz już za sobą.
Poklepała go po ramieniu.
– Oż ty. Tak mi się odwdzięczasz, że sobie noc dla ciebie skracam?
– Też cię kocham – zironizowała.
Usiadła plecami do niego i roztarła nagie ramiona. Bynajmniej nie z zimna. Arte domyślił się, że chodzi o ten koszmar.
– Nie myśl już o tym.
– To nie takie proste.
– Wiem.
– Nie wiesz. Ty tego nie widzisz, gdy zamykasz oczy. Twoi bliscy nie umierają na twoich oczach, a ty możesz tylko na to bezsilnie patrzeć, to nie ty jesteś ofiarą tych tortur. Nie ty wywołasz koniec świata.
Wampir usiadł i przygarnął ją do siebie. Vivian była psychicznym wrakiem. Koszmary powinny się skończyć wraz z opanowaniem równowagi, a jednak nie odpuszczały, przypominając o losie, który może ją czekać.
– Masz rację. Nie siedzę w twojej głowie i nie wiedzę tego, co ty – powiedział cicho. – Ale to nie znaczy, że nie mogę sobie tego wyobrazić. Właśnie dlatego wiem, jak ciężkie brzemię niesiesz na swoich ramionach. Doceniam też to, że dzielisz się ze mną swoimi smutkami, bo może przynajmniej tak choć trochę ci pomogę. Jednak na pewno wiem, że zadręczanie się tym nikomu nie wyjdzie na dobre. To my kształtujemy przyszłość, a skoro mamy siłę i możliwość uczynienia czegoś dobrego, to po prostu to zróbmy.
– Czasami chciałabym, żeby to się już skończyło.
– Skończy się. Przyjdzie taki dzień, w którym będziemy siedzieć w „Szalonym Kruku”, ty na kolanach Kandy, i nie będzie dla nas żadnej roboty.
– Głupi wampir – szturchnęła go łokciem. – Zawsze to robisz.
– Bo lubię.
– Zmieniłam zdanie. Nienawidzę cię, durny, zboczony wampirze.
Po chwili wybuchnęli śmiechem. Vivian rozłożyła się na łóżku, czując, jak napięcie z niej opada. Koszmar był już tylko wspomnieniem, jednym z wielu, które żyły gdzieś w środku, ale nie miały teraz znaczenia. Musiała po prostu iść naprzód, trzymając się swoich przekonań. Tak jak zawsze.
– Dziękuję, Arte – powiedziała.
– Ależ nie ma za co, Vivian.
Na śniadanie dotarli, gdy jadalnia była już pełna ludzi. Wygłupiali się i śmiali, nie przejmując się otoczeniem. W końcu wszyscy zdążyli się do tego przyzwyczaić, więc ta dziwna para nie była żadną atrakcją dla Cieni.
– Arte, Rada chciałaby się z tobą zobaczyć – do ich stołu podeszła Mira, przyboczna Rady.
– Już idę.
Uśmiechnął się do przyjaciółki, odniósł naczynia i wyszedł raźnym krokiem. Vivian tylko pokręciła głową, przeczuwając, że nie będzie go przez kilka dni. W końcu ich pozycja była trochę inna, choć dziewczyna robiła wszystko w kierunku usamodzielnienia się. Jeszcze trochę.
– Czyżby nasz wampir poszedł odebrać burę? – usłyszała złośliwy komentarz.
Przewróciła tylko oczami, ignorując Arsena. Chłopak często komentował zachowania pary przyjaciół, żeby sprowokować Vivian do gniewu. Przestała zwracać na niego uwagę już jakiś czas temu chyba, że wyjątkowo ją zirytował.
– Tak to już jest, gdy łamie się zasady.
– Co insynuujesz tym razem? – zapytała znudzonym tonem, bawiąc się kubkiem po herbacie. – Podziel się tym błyskotliwym pomysłem, bo jeszcze pękniesz.
– Obawiam się, że za chwilę nie będziesz miała powodów do wyniosłości – odparł brunet. – Masz tupet, żeby łamać zasady pod samym nosem Rady, ale czego można się spodziewać po kimś, kto przyszedł od egzorcystów?
– A konkretniej? – poczuła lekką irytację. – Arsen, nie jestem jasnowidzem, więc nie potrafię przejrzeć wszystkich twoich „genialnych” pomysłów.
– O to, że wampir właśnie dostaje niezły ochrzan za spanie z tobą.
Vivian wybuchła śmiechem. Odwróciła się do patykowatego chłopaka i spojrzała w jego czarne oczy.
– Ty oszalałeś. Takiej bujdy to jeszcze nie słyszałam.
– A nie? Nie sądzę, żebyś nocowała dzisiaj u siebie.
– To, gdzie nocuję, to nie twoja sprawa. Nie złamałam żadnej z zasad, a twoje próby zwrócenia na siebie uwagi są coraz bardziej żałosne, więc daruj sobie.
Wstała odrobinę zbyt gwałtownie, co zdradziło jej irytację ku satysfakcji Arsena. Mimo to postanowiła odpuścić, żeby nie ściągać sobie na głowę dodatkowych kłopotów.
– Ty tak twierdzisz – usłyszała.
– Arte nie jest w moim typie. Ty również – warknęła.
– Jakbyś ty była w moim – mruknął.
– Więc nie mów jak zazdrosny kochanek – uśmiechnęła się złośliwie. – Wiesz, mam taką zasadę, że nie śpię z przyjaciółmi, a wrogów ustawiam do szeregu, gdy tylko zaczynają podskakiwać.
– Wyzywasz mnie na pojedynek?
– Może później. W przeciwieństwie do ciebie mam obowiązki i zobowiązania wobec innych. A tak na przyszłość mała rada. Nie obrażaj egzorcystów, bo nic o nich nie wiesz – jej oczy na chwilę zalśniły niebezpiecznie.
– Uważaj, bo się przestraszę – zakpił.
– Popołudniu widzimy się na sali. Tam zobaczymy, kto czuje strach.
Zabrała naczynia i oddaliła się dumnym krokiem godnym kogoś wielkiego. Arsen tylko prychnął na taką manifestację siły. Dziewczyna go irytowała, ale doskonale wiedział, że nie umknie oskarżeniom na temat dużo bliższych stosunków z Arte niż mogła sobie na to pozwolić. Bez znaczenia, czy to prawda czy nie.
Vivian dotarła do biblioteki na czas, choć odciągnięta myślami od lekcji. Arianne od razu to zauważyła, a nie lubiła, kiedy jej uczennica była rozproszona, bo to rzutowało później na stan jej wiedzy.
– Co się stało? – zapytała.
– Mała scysja z Arsenem. Nic takiego.
– Znowu? Nie powinnaś się nim przejmować.
– Nie przejmuję się nim – prychnęła Vivian, słysząc po raz kolejny ten sam argument. – Nie obchodzi mnie, co o mnie sądzi ten nadęty patyczak.
– Więc? Vivian, masz taką minę, jakby co najmniej zamordował ci kota.
– Nie mam kota. Po prostu martwię się o Arte.
– A co on ma z tym wspólnego? Jest dorosły. Umie się bronić.
– Tak, wiem. Mam tylko nadzieję, że rzeczywiście poszedł do Rady po zadanie.
– Vivian, jeśli nie macie nic na sumieniu, nie masz czym się przejmować. Tylko tyle cię kłopocze?
Uczennica kiwnęła głową. Nie chciała już drążyć dalej tematu. Westchnęła i na moment zamknęła oczy, żeby oczyścić umysł. Miała teraz ważniejsze sprawy na głowie niż Arsen czy koszmary o apokalipsie. Bez odpowiedniego przygotowania i tak nie da sobie z tym wszystkim rady.
– Możemy zaczynać – powiedziała po chwili.
– Doskonale. Na czym wczoraj skończyłyśmy?
Lekcja przebiegała bez problemów aż do momentu, gdy w bibliotece pojawił się Arte. Nic nie wskazywało na to, aby usłyszał jakiekolwiek kazanie na temat swojego zachowania, ale to akurat nie było zbyt dobrym argumentem. Wampir zwykle wyglądał tak, jakby wszystko traktował jako żart, niczym się nie przejmował.
– Co chciała Rada? – zapytała Vivian, odciągając się na moment od powtarzania inkantacji.
– Dokumenty zaginęły. Wiesz, że Liga też papierem stoi – wyszczerzył się. – Czemu pytasz?
– Z ciekawości.
– Akurat. Znowu Arsen? Co tym razem wymyślił?
– Że ze sobą sypiamy.
Brązowowłosy roześmiał się odrobinę za głośno jak na bibliotekę, ale się tym nie przejął.
– Dobry żart. Zapewniam cię, że Rada nie ma z tym problemu, że czasem śpisz w moim pokoju przy moim boku. Ten to ma wyobraźnię.
– Nie sądzisz, że to trochę za daleko zaszło? Gada takie rzeczy przy wszystkich.
– Malutka, to akurat twoje najmniejsze zmartwienie. Niech sobie ludzie myślą, co chcą. My nie mamy sobie nic do zarzucenia, jasne? Poza tym ci, którzy nas znają, doskonale wiedzą, że nie ma czym się martwić. Plotek się boisz? A może tego, że się spełnią?
– Nie jesteś w moim typie – mruknęła.
– Przede wszystkim jestem za stary, żeby się przejmować plotkami.
– Czy ty właśnie przyznałeś się, że jesteś stary? – spojrzała na niego uważnie.
– Ale tylko w tej kwestii.
– Wydało się – wyszczerzyła się. – Jesteś stary.
– Nieprawda.
– Prawda. Jesteś starym, zboczonym wampirem i w końcu to dostrzegłeś.
– Oż ty, mała – próbował ją złapać, ale wymknęła mu się. – Pożałujesz tego.
Zaczęli się ganiać wokół stołu, obrzucając się abstrakcyjnymi wyzwiskami i żartując z siebie wzajemnie. Vivian całkowicie oderwała się od tego, co właśnie robiła. Szczerzyła się do przyjaciela, który był lekko zirytowany oskarżeniem, że jest stary. W końcu czuł się wiecznie młody. I to dosłownie.
– Przyszedłeś tu tylko rozbić lekcję Vivian, Arte? – zapytała Arianne.
Nie miała nic przeciwko krótkiej przerwie, ale te wygłupy nadwyrężyły jej cierpliwość. Na wszystko jest czas, ale w odpowiednich dawkach.
– Wybacz. Trochę nas poniosło – wampir podrapał się z tyłu głowy.
– Najwyraźniej.
– To ja idę pisać ten zgubiony raport, a ty, moja panno, wracaj do lekcji.
– Nie jestem twoją panną – usłyszał na odchodnym.
Pomachał jej i zniknął pomiędzy regałami. Brązowowłosa westchnęła i zajęła się inkantacją, której uczyła się zanim wampir jej przerwał. Ponowne skupienie uwagi przyszło automatycznie, jakaś jej cząstka cały czas zajmowała się właśnie tym.
Pojedynek z Arsenem był częścią treningu. Zwykle miejsce chłopaka zajmował Arte, z którym imitowali walkę. Teraz jednak podeszła do tego bardzo serio. Brunet był silny, sprytny i miał spore doświadczenie, a i ona nie była nowicjuszką.
– Tylko bez żadnych poważnych uszkodzeń ciała – ostrzegła Arianne.
– Tak jest – odpowiedzieli jednocześnie.
Vivian poprawiła krótką kitkę z włosów tak, aby jej nie przeszkadzały, po czym chwyciła za kij treningowy. Arsen był już gotowy, ale czekał na jej ruch, uśmiechając się kpiąco. Oboje mniej więcej znali umiejętności przeciwnika i w tym wypatrywali swego zwycięstwa.
Arsen pierwszy ruszył do ataku. Vivian odchyliła się bez trudu, przy okazji wymierzając przeciwnikowi kopniaka, który zablokował kijem. Dziewczyna cofnęła się, aby utrzymać równowagę i skontrowała kolejny cios, uśmiechając się kpiąco. Wymieniali się atakami prawie w zwarciu, byli szybcy i wykorzystywali najmniejsze odsłonięcie przeciwnika. Arsen nie zauważył, kiedy Vivian kucnęła i podstawiła mu nogę. Runął na plecy, gdy dziewczyna przeskoczyła nad nim, wytrącając mu broń.
– Grasz nieczysto – mruknął.
– A kto powiedział, że walka jest szlachetna? Że jest uczciwa i sprawiedliwa? Wygrywa ten, kto potrafi poradzić sobie lepiej. Nie więcej, nie mniej – odparła spokojnie, szykując się do kolejnego starcia.
Zgodnie z jej przewidywaniami Arsen podniósł się błyskawicznie i zaatakował, choć był bez broni. Z łatwością unikała jego ciosów, manewrując kijem. Nie zauważyła jednak pięści wymierzonej w jej palce. Syknęła z bólu, puszczając broń. Brunet wykorzystał ten moment, aby zaburzyć ruch drugiej dłoni dziewczyny i całkowicie pozbawiając ją broni, która potoczyła się po ziemi.
– Zbytnia pewność siebie też szkodzi – rzucił.
– Szkoda tylko, że nie stosujesz się do tych mądrości – odparła z kpiną. – Może byś wreszcie przestał kłapać dziobem, gdy cię nie proszą.
– Jeszcze wiele musisz się nauczyć, egzorcystko.
– Ty również, patyczaku.
Odskoczyła zanim zadał cios. Dzięki temu odsunęła się trochę od ściany, pod którą Arsen próbował ją zapędzić. Nie pozwolił jej jednak dłużej uciekać, atakując zawzięcie. Zasłoniła się rękami, po czym wymierzyła kopniaka, który został wybity identycznym ciosem. Przez chwilę wymieniali sekwencje, które w rzeczywistości dawały im jedynie remis. Wydawało się, że Arsen ją sprawdza, ale chłopak dostrzegł, że Vivian nie wkłada w ciosy tyle siły, ile powinna. Coś planowała.
W ostatniej chwili zmienił kąt uderzenia, czym wybił ją z rytmu. Cios padł na brzuch, przez co dziewczyna zachwiała się. Arsen nie czekał aż się podniesie, wymierzył jej kopniaka, ale wtedy Vivian złapała go za nogę i pociągnęła w swoją stronę. Jej pięść znalazła się na jego podbródku, a gdy go puściła, uderzył tyłem głowy w posadzkę. Na chwilę go zamroczyło. Wykorzystał fakt, że przeciwniczka stoi nad nim, czekając na reakcję, i kopnięciem posłał ją kilka metrów dalej.
– Oż ty – syknęła, podnosząc się z ziemi.
Arsen był szybszy. Jego atak skierowany w brzuch był praktycznie nie do odparcia. Właśnie dlatego zaskoczyło go, gdy pięść zatrzymała się na skrzyżowanych kijach treningowych. Vivian uśmiechnęła się drwiąco.
– Chyba powinnam ci podziękować – powiedziała. – Gdyby nie kierunek ciosu, pewnie byłoby po wszystkim, a tak to ty się z tego nie wygrzebiesz.
Podniosła się, odrzucając kije na boki. Teraz to Arsen się uśmiechnął, bo w ten sposób wystawiała się bezpośrednio na jego ataki. Wziął to za naiwność z jej strony, więc jeszcze długo później nie wiedział, jakim sposobem przeciwniczka pojawiła się tuż za nim i wymierzyła mu cios w nasadę karku. Niezbyt mocny, żeby nie zrobić mu krzywdy, ale kończący pojedynek. Leżał na podłodze, nie mogąc w to uwierzyć. Jakim cudem przegrał? Przecież był tak blisko wygranej.
– Masz pecha, Arsen – usłyszał. – Teraz to ty zrobiłeś się przewidywalny. Miałeś rację. Zbytnia pewność siebie szkodzi i dlatego przegrałeś.
Usłyszał, jak dziewczyna wychodzi w towarzystwie Arianne i Arte. Był wściekły.
– Głupia suka.
Resztę dnia chodził wściekły jak osa w przeciwieństwie do brązowowłosej, która miała świetny humor po wygranej, a wieczorem pokonała jeszcze Arte. Wampir zaproponował po tym wyjście do „Szalonego Kruka”, a że następny dzień Vivian miała mieć wolny, mogli się bez przeszkód bawić.
Brązowowłosa przeciągnęła się i przewróciła na bok. Z Arte zajęli jeden pokój na piętrze „Szalonego Kruka”, żeby się bez przeszkód powygłupiać i w spokoju porozmawiać. Hans nie miał z tym żadnego problemu, to, co robią Cienie, to nie jego sprawa, a wampir chcąc nie chcąc musiał zostać tu na cały dzień, bo słońce było zbyt ostre i nawet pod płaszczem nie byłby do końca bezpieczny. Poza tym po tej niebezpiecznej przygodzie w Sztokholmie obiecał Vivian, że będzie uważał. Sam zresztą nie miał ochoty na powtórkę.
– Nie wygodnie ci? – zapytał.
– Szczerze mówiąc, nie mam na co spożytkować energii.
– Zawołaj sobie Akirę.
– Morda, durny wampirze.
– No co? Przecież cię nie zje. Mogłabyś wreszcie przejść nad tym do porządku dziennego.
– Zajmij się sobą – odparła chłodno.
Podniosła się i wyszła z pokoju. Nie znosiła, kiedy Arte zajmował się sprawami, które go nie dotyczyły. Tylko ją tym irytował.
– Panienko Vivian, niech panienka nie wychodzi – usłyszała na dole.
– Dlaczego, Hans? – spojrzała na właściciela.
– Egzorcyści są w mieście. Proszono mnie, abym przekazał, żeby panienka nie wychodziła.
– Ale dlaczego oni tu są? Przecież Berlin jest pod naszą opieką. Nie powinni mieć powodu.
– Tego nie wiem, ale sądzę, że powinna panienka dostosować się do poleceń z góry.
– Tak, masz rację. Dziękuję za ostrzeżenie.
– Przynieść coś na górę?
– Obiad i butelkę dobrego, czerwonego wina.
– Oczywiście.
Vivian wróciła na górę i podeszła do okna, odchylając lekko zasłonę. Z jednej strony zelektryzowała ją ta informacja, chciała iść ich przynajmniej podejrzeć, z drugiej zmartwiła, bo to oznaczało, że na coś wpadli. Czy na jej obecność? To mogłoby zagrozić Lidze, której Vivian tyle zawdzięczała. To też był jej dom, który zamierzała bronić do ostatniej kropli krwi.
– Co jest? – zapytał Arte.
– Egzorcyści są w mieście – odpowiedziała bezbarwnie.
– Jest bardzo mała szansa, że wejdą akurat do „Szalonego Kruka”. Obcy się tu nie zapuszczają.
– Nie o to się martwię.
– Zastanawiasz się, czy on przyszedł? – wyszczerzył się wrednie.
– A chcesz, żebym odsłoniła okno? – warknęła.
– Wyluzuj, Vivian. Przecież wiesz, że żartuję. Chodź tu.
Dziewczyna położyła się obok niego i oparła o jego ramię. Humor całkowicie się jej popsuł.
– Dlaczego oni tu są? – zapytała. – Przecież my chronimy Berlin. Są zapory i cała reszta.
– Możliwe, że chodzi o parę zbłąkanych akum na obrzeżach miasta. Pewnie się jakiś ich wysłannik przyplątał i stąd całe zamieszanie. Czasami tak się dzieje. Na pewno nie przyszli po ciebie.
– Skąd ta pewność?
– Bo chronimy cię zarówno przed Czarnym Zakonem, jak i przed Klanem Noah. Nie ma możliwości, żeby którakolwiek strona cię wyczuła, a szczególnie w Berlinie. Zaufaj mi.
– Ufam, ale się martwię. Nie chcę się całe życie ukrywać, chować. To nie w moim stylu.
– Przeczekajmy to po prostu. Potem wrócimy do domu i spojrzymy w raporty. Egzorcyści są obserwowani przez naszych ludzi, więc będziemy wiedzieć o każdym ich ruchu. A gdyby udało im się tu dotrzeć, nie pozwolę cię zabrać.
– Zabijesz ich?
– Wystarczy zmodyfikować im pamięć. Póki co są mi obojętni, ale jeśli zaczną ci zagrażać, staną się moimi wrogami i nie będzie litości.
Podniosła się gwałtownie i odwróciła do niego, przykładając mu sztylet do gardła.
– Skrzywdź ich tylko, to ty zostaniesz moim wrogiem – warknęła. – To nie są żarty, Arte.
– Nie denerwuj się tak – odparł spokojnie. – Chyba źle zrozumiałaś moje intencje. Nie podniosę na egzorcystów ręki. Cała reszta Czarnego Zakonu to inna sprawa.
Dziewczyna wróciła na swoje miejsce i westchnęła. Naprawdę miała zbyt dużo niespożytkowanej energii i była przewrażliwiona na punkcie niektórych spraw. Na myśl, że coś mogłoby się stać jej przyjaciołom, wpadała w gniew. To była jej słabość obnażająca jej serce przed wrogami i nad tym musiała jeszcze ciężko pracować. Inaczej nigdy nie będzie z niej dobry Cień.
Arte szybko odciągnął jej myśli od egzorcystów, więc nie siedziała przy oknie, wypatrując dawnych przyjaciół. Tak się zajęli dyskusjami na tematy zawodowe, że Anna, jedna z dziewczyn pracujących w „Szalonym Kruku”, musiała pukać drugi raz.
– Nie chciałabym przeszkadzać, ale przyszła wiadomość z Kwatery Głównej – powiedziała. – Egzorcyści opuścili już Berlin.
– Świetna wiadomość. Trzeba by się zbierać do domu.
– Jesteś pewny?
– Jasne. Słońce pada już pod innym kątem, więc krótki spacer mi nie zaszkodzi. Nie martw się.
– Kto by się o ciebie martwił, głupi wampirze? – mruknęła.
– A taka jedna – zaśmiał się.
– Idiota.
Po powrocie sprawdzili zapisy raportów. Vivian nadal nie wiedziała, kto przybył do Berlina, ale była spokojniejsza, wiedząc, że to tylko kilka przypadkowych akum zrobiło zamieszanie. Była bezpieczna, a oni szczęśliwsi bez wiedzy, że żyje.

***

Laurie: Dawno nas nie było, ale jesteśmy z powrotem.
Arte: I na sam początek Arsen dostał łomot od Vivian. Jak widzicie, nasza główna bohaterka nie wychodzi z formy.
Vivian: Zasłużył sobie. Ale dziś nie o tym. Stęskniliśmy się za Wami bardzo, ale to bardzo. Wy za nami chyba też.
Arte: Z pewnością.
Vivian: Laur nie zrobiła wszystkiego, co sobie na ten czas zaplanowała. Z różnych przyczyn.
Laurie: O tym jednak nie będziemy teraz rozmawiać. No trudno, takie jest życie, rzuca kłody pod nogi i trzeba sobie radzić. Na szczęście udało mi się nadrobić trochę rozdziałów Aniołka i Corrie. Te ostatnie muszę jeszcze skończyć przepisywać, ale nie ma obaw, że będą jakieś przestoje. Jedynie Anika mi została, więc na razie nie wznowię tam działalności.
Vivian: Wszystkie tego typu informacje pojawiają się na fb. Jeśli ktoś tam nadal nie zagląda, to serdecznie zapraszamy. Tam też ostatnio pojawiła się informacja o naszym powrocie i o nowych bohaterach, których karty postaci pojawiły się w menu. U nas są to Najwyżsi, o których co prawda było tylko wspomniane przed przerwą, ale możecie przejrzeć.
Arte: Za tydzień przeniesiemy się na jakiś czas do Czarnego Zakonu, gdzie również dzieją się ciekawe rzeczy.
Vivian: Jeszcze jedna informacja dość ważna. Osiągnęliśmy 100 komentarzy, a autorką tego setnego jest Elena-san. Nie wiem, czy Laur z tej okazji coś planuje, ale dziękujemy wszystkim, którym raz w tygodniu chce się napisać parę słów od siebie. To naprawdę budujące.
Arte: Nie przedłużając, zapraszamy również na Corrie i na dA, gdzie niedługo pojawią się też nowości. Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie i do zobaczenia za tydzień.

2 thoughts on “Bosa do mnie przyjdź I od progu bezwstydnie powiedz mi Czego chcesz Słuchaj jak dwa serca biją Co ludzie myślą – to nieistotne

  1. fanka12 pisze:

    hura hura hurrrrrrrrrrrra no i powróciła wreszcie nasza Laurie🙂

  2. seitoshi pisze:

    tak w skrócie. koszmar przerażający. viv skopała dupsko arsena brawurowo. no i gratuluje setnego komentarza. a teraz wracam do szkiców bo plener to jednak nie wakacje ;D
    pozdrawiam ;*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s