Promień słońca topi lód Ciepły uśmiech niesie cud Jeśli tylko tego chcesz Każda wojna ma swój kres

Gdy Lavi zszedł w końcu na śniadanie, w stołówce zastał tylko Mię i Abigail. Reszta prawdopodobnie ruszyła już na swoje misje albo rozeszli się po Kwaterze Głównej do swoich zajęć. Rudzielec dopiero wczoraj wyszedł z Sanatorium po leczeniu obrażeń z ostatniej misji, więc pozwolił sobie na dłuższe leniuchowanie zwłaszcza, że wiedział, że dziś jeszcze nie dostanie żadnego zadania, bo musi odpocząć. Chyba, że będzie to absolutnie konieczne. W tym wypadku Komui był bardziej niż stanowczy i nikt z nich z nim na ten temat nie dyskutował. Nawet Kanda.
Rudzielec żałował, że nie mają egzorcysty o uzdrawiającej mocy, ale taki odłamek był tylko jeden i zginął wraz z właścicielką, przez co musieli dochodzić do zdrowia samodzielnie. Nauczyli się też, żeby nie szafować swoim zdrowiem w błahy sposób. Przynajmniej niektórzy.
Odebrał swoje śniadanie i usiadł niedaleko dziewczyn. Obserwował je, widząc zmiany, które w nich zaszły, odkąd przybyły do Zakonu. Najbardziej zdumiewające było to, że Mia szybko zdobyła zaufanie Abigail. Dziewczynka była wobec nich bardzo ostrożna, bardziej przyzwyczaiła się jedynie do gen. Nine jako swojej mistrzyni, ale to też zajęło mnóstwo czasu. Rudzielec nie dziwił się temu – na jej oczach zginęli wszyscy ludzie, na których jej zależało, co doprowadziło dziewczynkę prawie do szaleństwa. Nie chciała znów przeżyć czegoś takiego, a trudno nawet wśród egzorcystów szukać teraz osoby, która miałaby podobne doświadczenia. Właśnie dlatego tak bardzo dziwiła przyjaźń Abigail z Mią. Wszystko potoczyło się tak szybko, że zanim się obejrzeli, obie uczennice gen. Nine prawie się nie rozstawały. Laviego cieszył taki obrót sprawy, bo dzięki temu dziewczyny zaakceptowały Czarny Zakon jako swój dom i czuły się tu dobrze.
– Dobrze spałeś? – zapytała Mia.
– Tak. Gdzie wszyscy?
– Poszli.
Jasnowłosa posłała mu lekki uśmiech, po czym wróciła do dyskusji z przyjaciółką. Chciała być po prostu miła, wobec wszystkich tak się zachowywała, co nie zawsze zaskarbiało jej sympatię innych egzorcystów. W końcu Komui nadal nie pozwolił na próbę ponownego połączenia jej z innocence z wachlarza. Było to zbyt niebezpieczne do życia dziewczyny.
Kiedy przybyła do Zakonu, podczas rutynowej kontroli okazało się, że synchronizacja wynosi jedynie 32%. To zbyt mało, by pozwolić jej walczyć, a nie mogli pozwolić sobie na utratę kolejnego egzorcysty. Pewnie niektórzy uważali to za paranoję, ale Komui pilnował ich jak oka w głowie, co sprowadzało się do konfliktu z Leverrierem. Już kilkukrotnie dochodziło do ostrych scysji pomiędzy mężczyznami, ale póki co sytuację ratowali generałowie, powstrzymując nietrafione decyzje.
Mia też była takim punktem zapalnym zwłaszcza, że nie miała pojęcia o walce. Zginęłaby przy pierwszej okazji, więc Komui nie zezwolił na jej udział w misjach. Leverrier również argumentował swoje rację tym, że egzorcystów jest mało, ale chodziło mu raczej o efektywność i zwiększenie sukcesów. Wszystkich pogodziła gen. Nine, biorąc Mię na swoją uczennicę – innocence miało zostać u Hevlaski dopóki dziewczyna nie wzmocni się i nie nauczy walczyć.
Od tego czasu minęło kilka miesięcy. Było już lato, więc niedługo trzeba będzie zaryzykować. Nie mogą w nieskończoność trzymać jej pod kloszem. W końcu też jest egzorcystką.
– Bo będę zazdrosna – usłyszał rudzielec za sobą.
Odwrócił się do Hikari ubranej w mundur. Uśmiechała się cynicznie, choć do całości nie pasowała czarna przepaska na jej ramieniu – symbol żałoby.
– Myślałem, że pojechałaś na misję – odparł.
– Zaraz ruszamy. Staruszek prosił, żeby cię znaleźć i przysłać do niego.
– Już bym wolał jechać z wami – mruknął.
– Najpierw dojdź do siebie, Kronikarzu Juniorze – zaśmiała się.
– Dobrze, dobrze. Uważaj na siebie i wracaj szybko.
– Zobaczę, co się da zrobić.
Pocałowała go krótko i poszła. Lavi też nie grzebał się zbyt długo, żeby nie słuchać narzekań na swoją osobę. Skinął dziewczynom i ruszył do swoich obowiązków.
Mia z Abigail także nie siedziały długo. Młodsza miała do skończenia ćwiczenia zlecone przez mistrzynię, starsza również musiała ruszyć do swojego treningu, więc się rozdzieliły.
Jasnowłosa zajrzała do sali, gdzie z powietrzem mierzył się Kanda.
– Mogę poobserwować? – zapytała.
Japończyk zignorował ją, więc po krótkim wahaniu wsunęła się do środka i usiadła pod ścianą. Nie do końca rozumiała jego sposób myślenia, ilekroć starała się być miła i bardziej go poznać, nie zwracał na nią uwagi. Zresztą z większością egzorcystów nie dogadywał się zbyt dobrze, ignorował, mruczał, warczał bez konkretnego powodu. Wyjątek stanowiła Abba, która miała do niego pełny dostęp o każdej porze dnia i nocy. Opiekował się nią, choć chwilami nie do końca nad tym wszystkim panował.
Atmosfera zgęstniała, gdy pojawił się Madarao. Zmierzył Kandę nieprzychylnym spojrzeniem, które nie wróżyło nic dobrego. Obaj panowie szczerze się nie znosili.
– O ile pamiętam, dziewczyna miała trenować, a nie obserwować – odezwał się nowo przybyły.
Japończyk spojrzał na oboje, przerywając trening.
– Nie jestem od szkolenia żółtodziobów – odparł.
– Dla wszystkich to ważne, żeby nie zginęła. Zbyt szybko. Nie tak jak Walker.
Kanda nie odpowiedział na zaczepkę, nie chcąc dać się sprowokować, choć mówienie o tej sprawie doprowadzało go do szewskiej pasji. Wrócił do treningu.
– Czyżbym trafił?
– Czego chcesz? Masz za dużo wolnego czasu? Nowa podobno potrzebuje treningu – zadrwił brunet.
– Tylko sprawdzam, czy nie marnujesz czasu. Chyba, że przyzwyczaiłeś się do porażek.
Zanim Kanda odpowiedział, w drzwiach pojawił się Reever. Dzięki temu nie doszło do rozlewu krwi.
– Kanda, Mia, Komui was wzywa – powiedział. – Madarao, Tokusa cię szukał.
Dwójka egzorcystów ruszyła do gabinetu Kierownika, spodziewając się nowej misji. Japończyk nie był zbyt zachwycony towarzystwem Mii, wolał samotne zadania, a nie pilnowanie nowicjuszy.
– Dobrze, że jesteście. Pojedziecie na obrzeża Berlina. Pojawiło się tam ostatnio trochę akum. Zajmiecie się nimi.
– Na co mi ona? – zapytał Kanda.
– Ma się wdrożyć zanim zacznie jeździć na własne misje.
– Nie będę pilnował żółtodziobów.
– Mia to inteligentna dziewczyna. Da sobie radę.
– Wyślij kogoś innego.
– Wysyłam ciebie i koniec dyskusji, Kanda. Po prostu skup się na swoim zadaniu.
– Za dziesięć minut przy Arce – warknął na jasnowłosą i wyszedł.
– Nie przejmuj się. Kanda już taki jest.
– Kiedy spróbujemy z innocence?
– Zobaczymy po badaniach. Na razie idź się przygotować i powodzenia.
Mia była już na paru misjach jako obserwatorka, ale nigdy dotąd z Kandą, którego często nie było w Kwaterze Głównej przez kilkanaście dni pod rząd. Ciekawiło ją, jak to będzie wyglądać, bo Japończyk był jednym z najskuteczniejszych i najsilniejszych egzorcystów. O takiej mocy dziewczyna na razie mogła tylko pomarzyć.
Gdy tylko wyszli z Arki, Azjata odwrócił się do niej.
– Nie będę cię niańczyć – oznajmił chłodno. – Nie nadążysz, zostawię cię z tyłu.
– Dobrze. Nie będę sprawiać problemów.
– Jak każdy żółtodziób – mruknął Kanda.
– Możesz nie nazywać mnie żółtodziobem?
– Nie zamierzam zapamiętywać imienia osoby, która nie ma nawet własnego zdania i każdemu się podlizuje.
– Nie podlizuję się nikomu. Czy to coś złego, że nie chcę być z nikim skonfliktowana?
– Tak się nie da chyba, że chcesz zrzucić odpowiedzialność na innych i zostać bezwolną marionetką. Jak nie potrafisz walczyć o swoje, szybko zginiesz, więc nie ma sensu zapamiętywanie twojego imienia. Idziemy.
Mia nie odezwała się zaskoczona tak ostrym traktowaniem. Nie sądziła, że ktoś widział ją właśnie w ten sposób. Nie chciała mieć wrogów wśród egzorcystów. Czy to naprawdę takie trudne?
Kanda zatrzymał się, gdy droga rozdzielała się na dwie ścieżki.
– Wybieraj – polecił.
– Ja?
– Jazda. Jak nie umiesz decydować, nie będzie z ciebie pożytku.
– Mówiłeś, że nie będziesz się mną zajmować, więc dlaczego?
– Inaczej niczego się nie nauczysz. Wybieraj drogę i przestań marudzić.
– A jeśli wybiorę źle?
– To zmierzysz się z konsekwencjami swojej decyzji. Brak własnego zdania oznacza śmierć, choć pewnie dla niektórych lepiej byłoby, gdybyśmy byli tylko maszynami do zabijania akum.
– Tędy – wskazała prawą ścieżkę. – Mówisz o inspektorze Leverrierze?
– Dam ci radę: nie zaprzyjaźniaj się z nim zbyt mocno.
– Naprawdę jest taki zły?
– Chce wygrać tę wojnę za wszelką cenę. Nie liczy się z kosztami. Ktoś porównał go kiedyś z Earlem i to Milenijny lepiej wtedy wypadł.
– Ta osoba miała własne zdanie?
– Zawsze. I przez to miała na pieńku z Leverrierem, więc mu tego nie powtarzaj. Cofnij się.
Zostali zaatakowani przez akumy. Mia ukryta w cieniu budynku obserwowała walkę pełna podziwu dla Kandy. Przez cały czas kontrolował bieg wydarzeń, dzięki czemu w ciągu paru chwil pozbył się zagrożenia. Była zachwycona tą manifestacją siły Japończyka, zaimponował jej.
– Moim zdaniem nie nadajesz się do tego – powiedział poważnie. – Tylko, że masz nawet wybór, czy chcesz się w tym babrać. Przeżyj miesiąc jako egzorcystka, to może zapamiętam twoje imię.
– Dobrze. Idziemy dalej?
Kanda bez dodatkowego słowa odwrócił się i ruszył w kierunku, z którego przybyły akumy. Do tej rozmowy już nie wracali. Mia przemyślała to, co usłyszała od Kandy. Dostrzegła, że w ten sposób niewiele zdziała, a na pewno nie zapracuje na szacunek wszystkich dookoła. Widziała nastroje egzorcystów, ich uprzedzenia i konflikty, ale szukała w ludziach pozytywnej strony, o którą mogłaby się zaczepić. Tak czuła się pewniej, jednak nie zawsze się to sprawdzało. Jeśli naprawdę zależało jej na akceptacji wszystkich, musiała być po prostu sobą.
Do Kwatery Głównej wrócili kilka godzin później po rozprawieniu się ze wszystkimi akumami. Nie znaleźli jednak przyczyny ich pojawienia się, może nie było konkretnego powodu.
Berlin w ogóle był dość spokojnym miastem, jeśli chodzi o walkę egzorcystów z Earlem. Od blisko piętnastu lat, może trochę mniej panował tu względny spokój, jakby ktoś tego pilnował albo tak duże miasto było poza interesami Earla. Tak naprawdę jednak nie znali powodu, dlaczego tak jest i jakoś nie badali tego głębiej. Nie było czasu ani środków na takie śledztwo. Dzisiejsze zadanie tylko to potwierdziło.
Pod Arką czekał na nich Reever. Był dość zaniepokojony, więc coś się musiało wydarzyć.
– Mia, chodź ze mną. Hevlaska chce się z tobą widzieć – powiedział.
– Coś nie tak z innocence?
– Trudno powiedzieć.
– Chodźmy.
Mia była bardzo zaniepokojona tym, co usłyszała, więc nie oponowała. Hevlaska już na nią czekała, dość niecierpliwie zresztą. Razem z nią był Komui, którego mina również wskazywała na jakieś problemy.
– Co się dzieje? – zapytała dziewczyna.
– Twój odłamek zaczął reagować – odparła Hev. – Trudno powiedzieć, do czego stara się doprowadzić.
Niewielki zielony sześcian wydostał się ze swojego miejsca w ciele Strażniczki i zawisł nad Mią. Jasnowłosa wyciągnęła dłoń, chcąc jak najszybciej zyskać sprawność bitewną. Gdy dotknęła sześcianu, ten stał się najpierw czarny, a potem zmienił swoją formę na płynną.
– Typ kryształowy? – mruknął zaskoczony Komui. – To dość niezwykłe.
– Niekoniecznie – odparła Hevlaska. – Mia nie pamięta wielu rzeczy ze swej przeszłości. Może to również ma związek z jej innocence.
– Do tej pory tylko innocence Lenalee ewoluowało do typu kryształowego. To drugi taki przypadek.
– Mam je wypić? – zapytała jasnowłosa.
– Mia, poczekaj – odezwał się Reever. – Na pewno tego chcesz? Typ kryształowy funkcjonuje we krwi użytkownika. Będziesz musiała bardziej na siebie uważać.
Dziewczyna spojrzała na płyn w swojej dłoni, po czym na zgromadzonych wokół niej członków Zakonu. Po głowie kołatały jej się również słowa Kandy. Uśmiechnęła się.
– W porządku. To decyzja moja i mojego innocence. Nie jest ważne, czego oczekują ode mnie inni, to ja mam tu najwięcej do powiedzenia. Przez te kilka miesięcy poznałam wielu różnych ludzi. Pojawili się tacy, którzy tylko ode mnie wymagali, tacy, z którymi naprawdę się zaprzyjaźniłam i tacy, którzy uświadomili mi kilka ważnych spraw. Chcę im pomóc.
Wypiła innocence bez obaw. Te zniknęły, gdy tylko dotknęła kryształu, wtedy zrozumiała, że dojrzała do świadomego użycia broni przeciwko akumom. Pragnęła tego i przekazywała te emocje swojemu fragmentowi Kostki. „Podziel się ze mną swoją mocą” – poprosiła w myślach.
Na jej dłoniach po wewnętrznej stronie pojawiły się takie same symbole jak u Lenalee na nogach, wytrysnęła z nich krew, tworząc dwa ciemnoczerwone wachlarze, które ujęła pewnie, choć nie miała pojęcia, jak się nimi posłużyć.
– W porządku? – zapytał Komui.
– Teraz już tak.
– Nie aktywuj go jeszcze – poleciła Hevlaska. – Sprawdzę waszą synchronizację.
– Dobrze.
Mia znała procedurę, więc spokojnie czekała aż Strażniczka zrobi swoje. Nadal doskonale pamiętała, jak spanikowała za pierwszym razem, ale według Komuiego zdarza się to ponad połowie nowych egzorcystów. Teraz była to już bułka z masłem.
– 69% – orzekła po chwili Hevlaska.
– Spory przeskok w porównaniu do początku naszej współpracy – uśmiechnął się Kierownik. – Teraz mogę powitać cię oficjalnie wśród egzorcystów, Mio.
– Moja mistrzyni jest jeszcze w domu?
– Nie. Zabrała Abigail i Timothy’ego, bo chciała im coś pokazać. Będziesz musiała poczekać aż się skontaktują bądź wrócą.
– Dobrze.
Jasnowłosą czekały jeszcze obowiązkowe badania, które trwały naprawdę sporo czasu. Był już późny wieczór, gdy mogła się wreszcie przebrać i coś zjeść. Po kolacji poszła na salę – oczywiście była zajęta.
– Odzyskałam innocence – odezwała się.
– Trudno było nie usłyszeć – mruknął Kanda. – Typ kryształowy i dwa wachlarze.
– A podobno nie interesujesz się innymi.
– Słyszę, a jedno nie wyklucza drugiego. Wypróbowałaś je już?
– Jeszcze nie i trudno mi powiedzieć, co mogę z nimi zrobić.
– Zginiesz na pierwszej misji – orzekł.
– Pomożesz mi?
– Nie zajmuję się żółtodziobami.
– Kanda, proszę.
Przewrócił oczami na ten przymilny ton i westchnął, zastanawiając się, dlaczego jeszcze jej stąd nie przegonił. A może czemu ona za wszelką cenę próbuje się do niego zbliżyć.
– Tylko jedna wskazówka: wsłuchaj się w siebie i użyj je tak, by było to dla ciebie naturalne.
Wrócił do treningu, nie zwracając na nią dłużej uwagi. Mia tymczasem zastanawiała się nad jego słowami. W rzeczywistości walka szła jej średnio, choć zanotowała pewne postępy. Znacznie bardziej wolała taniec. Nie pamiętała, skąd zna kroki, pewnie w przeszłości uczyła się ich i te odruchy zostały jej w pamięci. Postanowiła to wykorzystać. Wyciągnęła wachlarze i aktywowała je, stawiając kolejne kroki.
Kanda zasłonił się Mugenem, bo inaczej dosięgnąłby go cios. W dłoni Mii dostrzegł ciemnoczerwony wachlarz z motywem tancerki, który był dużo większy niż powinien. Wydawało się jednak, że w dłoni jasnowłosej nic nie waży.
– A teraz mi pomożesz? – zapytała.
– To trochę za mało, żeby mnie przekonać i pokonać – odparł.
– Więc będę próbować do skutku.
Na twarzy Kandy pojawił się cień uśmiechu na tę deklarację. Wyglądało na to, że dziewczyna potrafiła być zadziorna, kiedy chce.
W rzeczywistości doszło pomiędzy nimi do pojedynku. Kanda nie aktywował Mugenu, dając jej ewidentnie fory. I tak prawie przez cały czas kontrolował sytuację, choć zaskoczyła go parę razy na przykład, gdy za pomocą wachlarza wytworzyła potężną falę powietrza, która posłała go na ścianę.
Niespodziewanie znalazł się tuż za jej plecami i przyłożył ostrze katany do gardła dziewczyny, która opuściła ręce nadal uzbrojone w wachlarze. Zarumieniła się gwałtownie zwłaszcza, gdy usłyszała szept w podrażnionym ciepłym oddechem uchu:
– Za bardzo się odsłaniasz. Gdy jesteś zbyt otwarta, łatwo można cię zranić. Tyle na większość akum wystarczy.
Jasnowłosa dezaktywowała innocence odrobinę zdeprymowana jego zachowaniem. Zwykle był chłodniejszy w stosunku do innych.
– Będę o tym pamiętać – powiedziała cicho. – Dziękuję.
Japończyk schował miecz i ruszył do drzwi.
– Może nie zginiesz na pierwszej misji, Mio – dodał.
– A jednak potrafisz być miły, Kanda. Wystarczy, że się postarasz – odparła z uśmiechem.
Spojrzał na nią przez ramię. Nadal była lekko zarumieniona.
– Żebyś tego nie żałowała – ostrzegł i zostawił ją samą.

***

Lavi: I teraz będziemy my.
Laurie: A może tak nie przedłużaj?
Lavi: Ta jest. Dzisiaj zaczynamy rozdziały związane z egzorcystami, dając Vivian trochę oddechu. Za tydzień przeniesiemy się za ocean i rozpocznie się historia pewnego łucznika.
Laurie: Dzisiaj wcześniej, bo niedługo ruszam na egzamin i pewnie spędzę tam z pół dnia jak nie więcej. Życzę wszystkim udanego początku wakacji i pozdrawiam ciepło. Do następnego.

3 thoughts on “Promień słońca topi lód Ciepły uśmiech niesie cud Jeśli tylko tego chcesz Każda wojna ma swój kres

  1. Saphira pisze:

    Nie ma żadnego komentarza, to może ja dodam.
    W końcu wzięłam się za Twoje opowiadanie i doczytałam. Kanda jak zwykle marudzi, Mię musiałam sobie przypomnieć. Miło, że na jakiś czas powrócimy do Czarnego Zakonu. Wcześniej się zastanawiałam co to byli za Egzorcyści w Berlinie, ale rozwiałaś moje wątpliwości. Chyba, że nie mam racji. Cieszę się, że Mia odzyskała innocence. Przepraszam za tak nieskładny komentarz, ale muszę jeszcze zrobić profil Smile. Życzę weny i miłych wakacji😉

    • laurie16 pisze:

      Tak, masz rację, w Berlinie byli wtedy Kanda i Mia. Cieszę się każdym komentarzem, więc bardzo mi miło, że poświęciłaś tę chwilkę, żeby coś napisać. To naprawdę pomaga, o czym z pewnością sama wiesz. Również życzę miłych wakacji i dużo weny🙂

  2. Dotąd nie komentowałem bo dopiero niedawno odkryłam twojego bloga. Jest świetny. Podziwiam cię za ilość rozdziałów, czasu na to poświęconego oraz chęć do pisania.🙂 Jeszcze raz niesamowity blog.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s