Czy ta walka kiedyś skończy się Pewnie nigdy nie uciszę jej Popatrz, stoję tu uśmiecham się

Hikari patrzyła bezmyślnie w okno już dłuższą chwilę. Sama nie wiedziała, na co czeka. Bezwiednie dotknęła czarnej wstążki zawiązanej na ramieniu – symbolu żałoby po zmarłej przyjaciółce. To nadal bolało, choć światu pokazywała, że nauczyła się z tym żyć. Musiała, bo Vivian nie wróci. Nie ma sensu się oszukiwać. Poza tym ktoś musiał podtrzymywać ich wszystkich na duchu.
Czerwonowłosa odnosiła wrażenie, że zmarła egzorcystka spajała ich w całość, której nikt nie mógł roztrzaskać. W pewnym stopniu rozumiała Kandę, „oswoiła” go na tyle, by móc z nim pracować, a jednocześnie stała się dla niego ważna. Niby Japończyk nie pokazywał tego po sobie, ale można było dostrzec tych parę gestów, które towarzyszyły mu, kiedy chodziło o Vivian. Hikari nie chciała być na jego miejscu, gdy brązowowłosa była ze Squalo. To musiało być naprawdę ciężkie do przetrwania. A potem oboje zginęli. To w niego uderzyło, choć nigdy by się do tego nie przyznał. Krzywił się, gdy padało jej imię, sam o niej nie mówił, brał jak najwięcej misji, by nie myśleć.
Podobnie robił Allen, też chciał obowiązkami zagłuszyć rozpacz, ale u niego było to bardziej widoczne. Nie ukrywał, że cierpi. Stracił siostrę, która mimo wszystko była mu bliska. Byli dziwnym rodzeństwem. Kłócili się o błahostki, obrażali się na siebie, spędzali czas na milczeniu. Czasem wyglądało to, jakby się nienawidzili, ale sprawa nie była tak prosta.
Allen, mimo tego, że był młodszy, starał się nią zaopiekować, ale w rzeczywistości to ona roztaczała opiekę nad nim. To było widoczne w jej gestach, spojrzeniach i słowach, choć te ostatnie dość często były gorzkie i oschłe. Allen był bardzo zazdrosny i zaborczy, czasami aż za bardzo jak na młodszego brata. Czuł się za nią odpowiedzialny, chciał ją chronić przed cierpieniem, ale ona jeżyła się, kiedy próbował jej czegoś zabronić. Najbardziej ceniła sobie wolność i broniła jej do utraty tchu. Nie chciała nawet pozwolić, aby zazdrość Allena rosła bardziej niż powinna, a on i tak krzywił się na mężczyzn w jej towarzystwie. Vivian jakby na przekór jeszcze bardziej się do nich zbliżała. Związała się ze Squalo, z Kandą łączyło ją bardzo dużo, przyjaźniła się z Lavim.
Właśnie, Lavi. Dla Hikari od początku ten rudowłosy chłopak był kimś, kogo nie potrafiła rozgryźć. Do tej pory stanowił dla niej zagadkę, choć byli ze sobą już dość długo.
Początkowo myślała, że będzie dla niego kolejnym zauroczeniem, o którym zaraz zapomni. W końcu zawsze tracił głowę dla nowo poznanych dziewcząt. Wyjątkiem była Vivian, z którą łączyło go coś więcej. Hikari od początkowo obserwowała ich wzajemną, dziwną relację. Brązowowłosa zachowywała się, jakby się nim bawiła, ale w rzeczywistości nie potrafiła dopuścić go bliżej niż przyjaźń. Obawiała się prawdziwego związku, a Lavi też nie był do końca pewny, jak powinien się wobec niej zachowywać. Mimo to wciąż się łudził, choć wiedział, że nic z tego nie będzie. W końcu pozostali przyjaciółmi, a uwaga rudzielca przeniosła się właśnie na nią. Sama nie była pewna, czym ją przykuła. Pomimo obaw nie stała się jego nagrodą pocieszenia, nigdy nie dał jej tego tak odczuć, ale towarzyszką może i na całe życie, choć w to akurat wątpiła. Na razie nie myśleli o przyszłości, bo była zbyt odległa w ich mniemaniu i nie wiedzieli, czy jej doczekają. Żyli chwilą, a ona musiała dostosować się do jego obowiązków kronikarza, które były nadrzędne. Może dlatego jeszcze nie zdecydowała się na coś więcej niż przytulanie i krótkie całusy. On też nie naciskał.
Teraz widziała w nim jeszcze człowieka, który stracił przyjaciółkę. Minęło sporo czasu zanim przestał obwiniać się o tę śmierć, musiała się nieźle nagimnastykować, żeby wybić mu to z głowy, a przecież sama też cierpiała. Vivian była jej przyjaciółką, choć początkowo pomiędzy nimi nie układało się zbyt dobrze. Obie były trudne w odbiorze, uparte i nieznośne, co prowadziło do niepotrzebnych konfliktów i prób postawienia na swoim za wszelką cenę. Bzdura potrafiła sprowokować je do walki, ale to właśnie Vivian pierwsza wyciągnęła rękę na zgodę, zaskakując tym Kiri. Nie wydawała się osobą, która łatwo zapomina krzywdy i urazy, a jednak zrobiła pierwszy krok, pokazując, że w rzeczywistości jest inną osobą niż ta, za którą Hikari ją miała. Czerwonowłosa była za bardzo emocjonalna i często zbyt łatwo doprowadzała do spięć, ale z czasem Vivian stała się dla niej kimś naprawdę ważnym, choć patrzyła na świat całkiem inaczej. A teraz jej nie było. Odeszła, pozostawiając pustkę.
– Tu się schowałaś – usłyszała Laviego. – Szukam cię od paru minut, Mgiełko.
Odwróciła się do niego i uśmiechnęła lekko. Rudzielec pogłaskał ją po policzku i przytulił, instynktownie czując, że tego potrzebuje.
– Nie lubię, gdy silisz się na uśmiech – oznajmił. – O co chodzi?
– Myślałam o Vivian.
– Mogłem się domyśleć. Przepraszam.
– Za co mnie przepraszasz?
– Przez ostatnie miesiące zrzuciłem na ciebie swoją rozpacz, a ty przecież też cierpisz. Nigdy się nie skarżyłaś.
– Potrzebowałeś tego, a ja mam jeszcze Lenę, więc jakoś sobie radzę.
– Na pewno?
– Nie. Jak można poradzić sobie z odejściem bliskiej osoby? Każdy z nas na tym ucierpiał, zostaliśmy odarci z czegoś bardzo ważnego i tego nie można już zmienić. Staliście się moją rodziną i kiedy cierpicie, a ja nie mogę nic z tym zrobić, chce mi się krzyczeć. Vivian była silna, podnosiła się po każdym upadku i pokazywała, że można żyć dalej, a mnie teraz brakuje siły.
– Vivian była silna, bo potrafiła żyć ze swoimi ranami, ale nie potrafiła ich uleczyć. Każdy z nas musi to inaczej przetrwać, zaakceptować pustkę, która została.
– Chyba jesteś beznadziejna – westchnęła.
– Nie jesteś. Byłaś przy mnie zawsze, gdy cię potrzebowałem. Znosisz życie z kronikarzem, a to bardzo dużo. Więcej niż można sobie wyobrazić.
Wtuliła się w niego mocniej, zamykając oczy. To było szaleństwo, bo mogli w każdej chwili zginąć, ale go kochała. Tylko to się dla niej liczyło.
– Po co właściwie mnie szukałeś? – zapytała po chwili.
– Właściwie bez powodu.
– Durny z ciebie królik.
– Wiem.
Zaśmiali się wspólnie na tę uwagę. Ponury humor Hikari powoli wyparowywał dzięki obecności Laviego. Rozluźniła się i pozwoliła sobie na kilka chwil bezczynności. Tego im było trzeba po tych miesiącach, kiedy nie potrafili sobie znaleźć miejsca i mimo spędzania czasu wspólnie, to wydawało się, że są z tym całkiem sami.
Długo jednak nie pobyli w samotności, bo na świetlicę wpadli Abba i Timothy. Znowu się o coś kłócili, ale przerwali, gdy dostrzegli rudzielców.
– O co znowu to darcie kotów? – zapytał Lavi.
– O nic – odparł chłopak.
– Ta, jasne.
Blondynka też nie była skora do ujawniania powodu kłótni. Odwróciła się i wyszła bez słowa. Hikari tylko westchnęła.
– Coraz bardziej przypomina Vivian – zauważyła. – Timothy, co się stało?
– Nic.
– Timothy, czy mam porozmawiać z gen. Nine?
– Podkablowała na mnie Emilii, że to nie ja odrobiłem zadanie ze wczoraj – przyznał.
Nie miał ochoty wysłuchiwać kazania swojej mistrzyni, która była dość surowa, jeśli o to chodzi. Chłopak zapierał się przed nauką, ale czasami musiał ustąpić przed dorosłymi, których Abba była ulubienicą według Hearsta. Nawet jeśli rozrabiała, to dostawała mniejszą karę niż on w takiej sytuacji.
– A tak było? – zapytała Hikari.
– Nie, Mia mi pomogła, ale część zrobiłem sam. To Abba ma problem.
– Timothy, dla Abby to trudny czas, więc mógłbyś jej czasem odpuścić.
– Jest egzorcystą i powinna być traktowana jak inni.
– Jest też dzieckiem.
– Faworyzujecie ją – zarzucił i wyszedł.
Hikari westchnęła. Od dłuższego czasu nic nie układało się tak jak powinno. No może prócz związku z Lavim, bo ten był stały, choć ostatnio także było ciężko.
– Przejdzie im – pocieszył ją rudzielec.
– Martwię się o Abbę. Niby się uśmiecha, ale w środku musi być jej naprawdę ciężko, a Kanda nie potrafi jej do końca pomóc.
– Yuu sam boryka się ze swoimi demonami. Przekonaj Lenalee i weźcie ją na jakiś babski wypad. Może otworzy się przed wami.
– To dobry pomysł. Weźmiemy też Mię, Abigail i Mirandę – uśmiechnęła się. – Jesteś genialny.
– Do usług – wyszczerzył się. – Bawcie się dobrze.
Czerwonowłosa pocałowała go w policzek i pobiegła poszukać przyjaciółkę, żeby jak najszybciej wprowadzić plan w życie. Odrobina rozrywki jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a pogoda właśnie się poprawiła, więc było idealnie, aby przygotować coś takiego.
Lenalee akurat niosła Komuiemu i pozostałym kawę. Rzadko kiedy już można ją było spotkać z tacą, ale gdy tylko miała trochę wolnego, starała się wspierać brata i sekcję naukową. Zwłaszcza teraz, gdy sytuacja była napięta i niezbyt przyjemna.
– Dobrze, że cię widzę – wysapała czerwonowłosa.
– Stało się coś?
– Zabieramy dziewczyny na zakupy.
– Myślisz, że to dobry pomysł tak nagle odrywać je od zajęć?
– Tak, to najlepszy moment. Ostatnio rzadko jesteśmy wszystkie razem w domu, a nam też przyda się chwila relaksu. Nie daj się prosić, Lena, no.
– No dobrze. Zaniosę tylko kawę, a ty zawołaj resztę.
– Dobra. Nie tłumacz się za długo Komuiemu. To babski wypad – podkreśliła.
– Jasne – uśmiechnęła się zielonowłosa.
Pozostałych uczestniczek zakupów nie trzeba było długo przekonywać. Kilka minut później opuściły teren Czarnego Zakonu. Łaziły po sklepach, oglądając ubrania, buty i dodatki, były w księgarni i w sklepie z zabawkami, rozmawiały o błahostkach i śmiały się, obgadując swoich bliskich.
Tylko Abba jakoś nie potrafiła się w tym odnaleźć. Nie ze względu na to, że była najmłodsza. W czasie pobytu w Czarnym Zakonie bardzo dojrzała, starsi rozmawiali z nią jak równy z równym, a ona nie tęskniła za dzieciństwem i grami. Nie znała tego, na ulicy było inaczej. Nie brakowało jej rówieśników czy beztroski, w Zakonie miała swych bliskich, egzorcyści stali się jej rodziną. Jednak obecnie to nie było już to samo.
– Jesteś dzisiaj małomówna – Hikari zrównała z nią kroki.
– Chyba nie jestem w nastroju na zakupy. Przepraszam, Kiri.
– W porządku. Przecież nic się nie dzieje. Chcesz pogadać?
– Muszę nauczyć się radzić sobie sama z problemami.
– Opowiedzenie komuś o swoich problemach nie jest oznaką słabości, lecz siły – odparła czerwonowłosa. – Od tego ma się przyjaciół, żeby się im wygadać.
Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na wystawę księgarni. Reszta grupy trochę się oddaliła, ale nie przeszkadzało im to szczególnie. Abba spojrzała na szarfę na ramieniu Hikari.
– Kiri, czy to pomaga?
– Noszenie żałoby? Trochę. Przypomina, że kogoś już nie ma i że trzeba nauczyć się żyć bez tej osoby. To też sprzeczne z zasadami Zakonu.
Doskonale pamiętała awanturę, jaką zrobił jej Komui, gdy próbował ją zmusić do wycofania się z tego pomysłu. Egzorcyści mieli obowiązek wręcz przechodzenia do porządku dziennego po śmierci towarzyszy. Owszem, był czas na żałobę, ale po kilku dniach trzeba było wrócić do obowiązków. Hikari jednak nie chciała się z tym pogodzić. Straciła przyjaciółkę i nie widziała nic zdrożnego w czarnej szarfie zawiązanej na ramieniu. Każdy musiał poradzić sobie z tym po swojemu. Czerwonowłosa robiła to w ten sposób i nawet reprymenda Komuiego nie pomogła. Musiał na to przystać.
– Więc dlaczego?
– To sposób dla mnie. Każdy idzie własną ścieżką.
– Nadal mi jej brak. Okłamała mnie wtedy.
– Na pewno tego nie planowała. Wszystkim jej brakuje, ale musimy wygrać tę wojnę. Dla niej i dla tych wszystkich, którzy przez to zginęli. Żebyśmy mogli spojrzeć im z dumą w oczy, gdy nadejdzie czas na nas. Wiem, że nigdy nie zastąpię Vivian, ale możesz przyjść do mnie z każdym problemem, kiedy tylko potrzebujesz.
– Dziękuję, Kiri.
Blondynka przytuliła się do niej i uśmiechnęła. Ulżyło jej, gdy szczerze z kimś porozmawiała. Hikari i Lenalee zawsze o nią dbały, gdy Vivian i Kandy nie było w pobliżu. Czasami można było o tym zapomnieć.
– Chodź. Dziewczyny na nas czekają.
Popołudnie zakończyły w cukierni. Żadna z nich nie miała już powodu do smutków, dzięki czemu przy kolacji było słychać śmiech w stołówce. Życie musiało wrócić do normy, choć każdy z egzorcystów powróci do formy we własnym tempie.
Zaraz po śniadaniu Hikari i Lavi zostali wezwani do Komuiego. To jednoznacznie oznaczało kolejną misję do wypełnienia.
– Waszym celem jest Baltimore na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Zanotowaliśmy tam zwiększoną aktywność akum, więc możliwe, że Milenijny Earl wykonał swój kolejny ruch.
– Dawno nie wysyłałeś nas do Ameryki – zauważył Lavi.
– Dotychczas działania akum skupione były głównie w Europie. Mogę tylko snuć domysły, ale najprawdopodobniej uwagę Milenijnego przede wszystkim zajmowali Allen i Vivian. Teraz sytuacja się odmieniła, ale to tylko moje przypuszczenia.
– W Baltimore nie zanotowano żadnych oznak występowania innocence – odezwała się Hikari po przejrzeniu dokumentów.
– Owszem. Waszym zadaniem jest zniszczenie wroga. Jeśli uda wam się znaleźć przyczynę działań akum, zrobicie aż nadto. Arka będzie gotowa za pół godziny. Powodzenia.
Rudzielcy poszli się przygotować. Dokumenty nie dawały im pełnej odpowiedzi, co dzieje się w mieście, więc mogli się tylko domyślać przyczyny. Zawsze w takich chwilach towarzyszył im niepokój i myśl, że równie dobrze może być to pułapka wroga. Nie mogli jednak tego zignorować.
Na miejscu czekało na nich dwóch poszukiwaczy z nowymi informacjami.
– Akumy atakują zwykle po zmroku. Do tego po mieście krążą pogłoski o mścicielu, który na własną rękę wymierza sprawiedliwość. Nie potwierdziliśmy dotąd tej informacji, więc może być tylko miejską legendą.
– Może mieć to związek z naszą misją? – zapytał Lavi.
– Nie wiemy.
– W porządku. Resztę zostawcie nam. Rozejrzymy się trochę po mieście.
– Rozdzielamy się? – zapytała Hikari.
– Tak sprawdzimy większy obszar. Za trzy godziny spotkamy się w tamtej kawiarni. W razie czego daj mi znać, jeśli coś znajdziesz.
Kiri kiwnęła głową i skręciła w boczną ulicę. Przez moment pomyślała, że miło byłoby pospacerować z Lavim, ale teraz byli w pracy i na tym musieli się skupić. Golem latający nad jej głową dawał poczucie bezpieczeństwa – w każdej chwili mogła skontaktować się z rudzielcem, gdyby zaszła taka potrzeba.
Pierwsza dotarła na wyznaczone miejsce spotkania, ale czekała tylko kilka minut na jego przybycie.
– Zauważyłaś coś?
– Nic wyróżniającego się. Chyba będziemy musieli poczekać do zmroku.
– Całkiem możliwe. Popytałem o tego mściciela. Podobno atakuje jedynie elitę i margines społeczny, którzy szkodzą innym, ale nie zawsze zabija.
– Może mieć coś wspólnego z innocence i akumami?
– Nie sądzę. Wydaje mi się, że to po prostu zbieg okoliczności.
Popołudniu pogoda uległa pogorszeniu. Niebo zachmurzyło się i wszystko wskazywało na to, że będzie padać. Egzorcyści zrezygnowali z rozdzielania się, chcąc trzymać się razem w razie ataku. Zawsze lepiej, gdy ktoś pilnuje pleców partnera, przynajmniej o to nie muszą się martwić.
Pierwsza błyskawica przecięła pochmurne niebo, po chwili rozległ się grzmot. Hikari instynktownie przysunęła się bliżej Laviego.
– Boisz się burzy? – zapytał.
– Tak.
– Ze mną nic ci nie grozi.
Odskoczyli przed pierwszym atakiem. Dość spora grupa akum otoczyła ich ze wszystkich stron, porzucając przebrania. Egzorcyści szybko przeliczyli swoje szanse – wśród demonów były dwie czwórki stanowiące największe zagrożenie i sterujące pozostałymi.
– Innocence, aktywacja – powiedzieli jednocześnie.
Pierwsze akumy zostały zniszczone w deszczu, który właśnie zaczął padać. Hikari starała się nie zwracać uwagi na burzę, ale co jakiś czas wzdrygała się, gdy niebo rozcinała błyskawica. Przy tym ciężko było jej odpierać wszystkie ataki akum i oddalała się coraz bardziej od towarzysza.
Niespodziewanie została cięta przez plecy, przez co straciła kontrolę nad złapanymi przez siebie akumami, które ruszyły na nią z całym impetem. Ledwo udało jej się odskoczyć.
– Hikari, za tobą! – usłyszała.
Mała dwójka zaatakowała rękoma o kształcie ostrzy, ale czerwonowłosa zatrzymała je na sztylecie, który zawsze nosiła ze sobą, gdy wyruszała na misje. W takich chwilach jak ta przypominały jej się słowa mistrza, który powtarzał jej, że musi umieć się bronić, bo jej innocence pozbawione jest skutecznej defensywy. Dzięki temu mordercze treningi nabierały sensu.
Tym razem jednak nawet to nie uchroniło jej przed ranami. Akum było po prostu za dużo na ich dwoje, więcej niż mówiły doniesienia, co stawiało ich w niekorzystnej sytuacji. Hikari oberwała zanim udało jej się na nowo spętać akumy w sieć swego innocence. Krzyknęła, uderzając o budynek. Wiedziała, że misja wymknęła im się spod kontroli, słyszała nawoływania Laviego, ale nie zwracała na niego uwagi. Musiała obrać nową strategię, ale przy tak zmasowanym ataku nie była w stanie. Ledwo radzili sobie z dwójkami i trójkami, a o czwórkach nawet nie mieli co marzyć. Wstała i, lekko kulejąc, zaczęła uciekać, chcąc znaleźć dogodną pozycję do kontrataku.
Jedna z czwórek dostrzegła jej manewr i ruszyła na dziewczynę. Ta nie zdołała się osłonić i uderzyła głową o bruk. Z rany pociekła krew, zaś demon rozejrzał się za pomysłem na śmierć dla egzorcystki. Uśmiechnęła się, gdy dostrzegła kanał. Nieprzytomna bardzo szybko się utopi zanim drugi z wrogów ruszy dziewczynie na ratunek.
Lavi gorączkowo rozglądał się za Hikari, ale nie był w stanie jej dostrzec. Lejący deszcz dodatkowo utrudniał widoczność, ale zdołał zauważyć, że jedna z czwórek zniknęła. To oznaczało tylko jedno – Kiri była w niebezpieczeństwie. Z tak silną akumą nie ma szans zwłaszcza, że była ranna, co widział parę minut wcześniej.
Zareagował instynktownie, gdy akumy przypuściły kolejny atak – spalił je co do jednej łącznie z przyglądającą mu się czwórką. Tą jednak musiał dobić w kolejnych dwóch ruchach, co i tak było w jego sytuacji niezłym osiągnięciem.
– Hikari! Kiri, odezwij się!
Odpowiedzi jednak nie było. Rudzielec rozglądał się za towarzyszką, biegnąc w stronę kanału – w jednej z tych uliczek zniknęła, gdy widział ją po raz ostatni. Miał złe przeczucia co do tego.
Nad brzegiem kanału dostrzegł drugą akumę poziomu czwartego. Odwróciła do niego głowę i uśmiechnęła się upiornie.
– Gdzie jest dziewczyna? – warknął.
– Nie żyje. Utopiłem ją.
– Ty bydlaku.
Lavi zaatakował z całą zawziętością, na jaką było go stać. Demon jednak nie czekał na destrukcję, pojedynek trwał dłuższą chwilę zanim szala zwycięstwa przechyliła się na stronę rudzielca, choć został raniony w rękę. Po wszystkim zaczął rozglądać się na wszystkie strony, ale nigdzie nie dostrzegł ani Hikari ani jej golema.
– Kiri! Gdzie jesteś?
Chyba sam nie oczekiwał odpowiedzi, ale ruszył na poszukiwania dziewczyny. Zakon nie mógł stracić kolejnego egzorcysty, a on kogoś tak bliskiego jak Hikari. To się nie mogło tak skończyć. Nie chciał przyjąć tego do wiadomości, bo chciał być jeszcze przez chwilę Lavim.

***

Lavi: Zaczynamy dzisiaj 3-częściową historię związaną z łucznikiem z Baltimore. Na razie został jedynie wspomniany, ale poznacie go już za tydzień.
Vivian: Postać ta jest inspirowana Oliwerem Queenem, głównym bohaterem serialu „Arrow”, którym Laur się zafascynowała.
Laurie: Bo „Arrow” jest super.
Vivian: Gdybyś powiedziała to z większą werwą, to bym ci uwierzyła. Jeśli ktoś zna serial albo komiks, na podstawie którego został stworzony, niech się nie sugeruje tym za mocno, bo jest to dość luźna inspiracja.
Lavi: Witamy nową czytelniczkę. Pochlebia nam bardzo, że historia się podoba i zapraszamy do dalszego czytania, zapoznania się z pozostałymi tworami Laur, a także do polubienia strony na fb. Tam pojawiają się aktualizację wszystkich historii, nad którymi obecnie Laur pracuje.
Vivian: Za tydzień ciąg dalszy wydarzeń z Baltimore, a za dwa niespodzianka z okazji urodzin bloga. Tak, Anioł Lucyfera niedługo obchodzi pierwszą rocznicę publikacji. Pozdrawiamy serdecznie i do następnego.

One thought on “Czy ta walka kiedyś skończy się Pewnie nigdy nie uciszę jej Popatrz, stoję tu uśmiecham się

  1. Aw, okej. Tiaaak, dość długo nie było egzorcystów, już trochę się za nimi stęskniłam, a tu taki suprajs. I okej, zaczyna się dziać, a ja wyczuwam celowy cliffhanger ;___; A tu jeszcze tyle dni do następnego rozdziału… Ból, cierpienie, rozpacz.
    I, ajej, może jakiś crossover? Okej, ja już siedzę cicho, nic nie mówiłam, serio *podnosi ręce do góry, po czym ostrożnie się wycofuje*.

    I sięgając parę rozdziałów wstecz, że co, że niby ja – setny komentujący? Czuję się, jakbym wygrała Opla : )
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s