I’m gonna fight for what’s right Today I’m speaking my mind And if it kills me tonight (I will be ready to die)

Czerwonowłosa ocknęła się obolała. Znajdowała się w jakimś pomieszczeniu, którego nie rozpoznawała i nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak się tu znalazła. Właśnie dlatego starała się podnieść, ale tylko syknęła z bólu.
– Nie wstawaj – usłyszała. – Jesteś dość ciężko ranna. Musisz odpoczywać.
Do łóżka podszedł młody, ciemnowłosy mężczyzna o szarych oczach i łagodnym wyrazie twarzy.
– Jak się tu znalazłam? – zapytała.
– Wyłowiłem cię z kanału kilka godzin temu. Chyba stoczyłaś jakąś walkę. Pamiętasz, co się stało?
Dziewczyna milczała przez dłuższą chwilę, próbując zebrać myśli, ale ostatnie wydarzenia były kompletną pustką, choć miała bardzo wyraźne przeczucie, że zapomniała o czymś ważnym. Nie mogła jednak sobie tego przypomnieć.
– Nie – odpowiedziała.
– To powinno niedługo minąć. Uderzyłaś o coś głową i stąd możesz mieć luki w pamięci. Pamiętasz swoje imię?
– Hikari – odparła bez wahania. – Mam na imię Hikari, ale nie pamiętam nazwiska.
– Ja jestem Oliwer. Miło mi cię poznać, Hikari – uśmiechnął się lekko.
– Dziękuję za ratunek, Oliwerze.
– Odpoczywaj. Minie trochę czasu zanim dojdziesz do siebie.
Zostawił ją samą, żeby mogła ułożyć się znów do snu. W ten sposób mogła szybciej odzyskać nadwątlone walką siły i odnaleźć zagubione wspomnienia. Wiedziała, że powinna, czuła niepokój, gdy sięgała pamięcią do kilku ostatnich godzin i trafiała na pustkę. Przez to zadawała sobie pytania o miejsce, gdzie jest, o to, co robiła i czemu walczyła. Miała wrażenie, że gdzieś zniknął niemal rok jej życia, a może nawet więcej. Przez to też zamiast zasnąć, usiadła ostrożnie i odkryła kołdrę. Miała na sobie prostą koszulę nocną, którą podwinęła tak, aby obejrzeć swoje ciało. W kilku miejscach znalazła blizny świadczące o przeszłych walkach, ale kto je zadał i dlaczego – tego nie wiedziała. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Czuła się zagubiona i bezbronna, choć Oliwer wzbudzał jej sympatię i zaufanie. To dzięki temu nie bała się ponownie zasnąć i nie myślała o ucieczce, co już nieraz się zdarzało. Dawno przecież nie zagrzała nigdzie na dłużej miejsca. Była jak mgła, bo nikt nie chciał mieć do czynienia z takim dziwadłem jak ona.
Z taką też myślą obudziła się, gdy słońce wpadało przez okno do pokoju i oświetliło jej twarz. Oliwer siedział w fotelu przy łóżku, na stoliku stała taca ze śniadaniem.
– Pilnujesz mnie? – zapytała.
– Doglądam. Jesteś moim gościem. Jak się czujesz?
– Lepiej. Gdzie jesteśmy?
– W mojej rezydencji na obrzeżach.
– Ale w jakim mieście?
– Baltimore.
Oczy czerwonowłosej rozszerzyły się z zaskoczenia. Była tak daleko od rodzinnego miasta, utraciła częściowo pamięć i mogła liczyć tylko na tego ciemnowłosego mężczyznę, który prawdopodobnie uratował ją przed utonięciem i zabrał do siebie, by opatrzyć rany i się nią zająć.
– Zdziwiona?
– Odrobinę, bo ostatnie moje wspomnienia dotyczą Francji.
– Domyślałem się po twoim akcencie.
– Oliwer, ludziom wokół mnie zdarzają się wypadki. Z mojej winy.
– Nie obawiam się tego – uśmiechnął się. – Zjedz śniadanie, a potem zmienimy opatrunki.
– Jesteś pewny?
– Jasne. Niczym się nie przejmuj. Na razie musisz odpoczywać.
– Dziękuję.
Rozejrzała się po pokoju, który był bardzo ładny, choć niezbyt skromny. Na pierwszy rzut oka było widać, że Oliwer nie narzeka na brak pieniędzy. Ściany pomalowano na stonowany niebieski, drewnianych mebli było tylko tyle, ile było ich niezbędnych, a dywan był miękki i puszysty. Samą pościel zrobiono z najlepszych materiałów, więc nie chciało się opuszczać łóżka.
Służąca pomogła Hikari się umyć, zmienić opatrunki i ubrać. Jej ubrania zostały zniszczone, więc Oliwer podarował jej suknię w kolorze dojrzałej śliwki z koronką przy dekolcie. Wtedy też pan domu oprowadził ją po rezydencji, aby mogła poczuć się tu swobodnie nawet pod jego nieobecność. Opowiedział też o fabryce, którą przejął po ojcu, gdy zapytała go o jego zajęcia. W ogóle dużo rozmawiali. Oliwer starał się jej jakoś pomóc w odzyskaniu wspomnień, ale na razie bezskutecznie, więc uznali, że dziewczyna potrzebuje czasu. Jej rany goiły się szybciej niż mężczyzna zakładał, co mile go zaskoczyło.
– Może moje ubrania dadzą mi jakąś wskazówkę – westchnęła popołudniu.
– Sukienka do niczego się nie nadaje, ale kurtkę kazałem wyprać i pozszywać. Jutro powinna być gotowa. Poczekasz do tego czasu?
– Nie mam wyjścia.
– Nie martw się. Odzyskasz pamięć.
– Nawet nie wiem, czy ktoś na mnie czeka. Może umierają z niepokoju albo uznali, że nie żyję. A może niepotrzebnie się martwię, bo nikt nie czeka. Nie wiem. To takie frustrujące.
– Jeśli zaczną cię szukać, dowiemy się o tym. To kwestia czasu.
– Dlaczego tak bardzo się mną przejmujesz? Jestem dla ciebie obca.
– Potrzebowałaś pomocy. To naturalne, choć pewnie nie każdy na moim miejscu by to zrobił. Wiesz, jacy są ludzie.
– Mimo wszystko trochę mnie to dziwi.
– Nie trać wiary w ludzi – uśmiechnął się.
Hikari zaśmiała się na tę uwagę. Czuła się dobrze w jego towarzystwie, sprawiał, że zanik pamięci nie był aż takim utrapieniem, jakim mógłby być. Po prostu miała w nim wsparcie i bardzo to ceniła. W końcu nie codziennie można spotkać osobę, która wykaże się aż taką bezinteresownością i serdecznością wobec obcych. Nie czuła także od niego złych intencji, choć nadal była nader ostrożna i nie pozwalała, aby rozmowy poszły w stronę, której by sobie nie życzyła. Mogłoby z tego wyniknąć jakieś nieporozumienie, a tego nie chciała. Oliwer zdobył bardzo szybko jej sympatię i wolała, aby to się nie zmieniło.
Wspólnie spędzili wieczór, po czym mężczyzna odprowadził ją na spoczynek. Może i czuła się lepiej, ale nadal potrzebowała sporo odpoczynku, aby dojść do siebie. To też mogło pomóc w odzyskaniu pamięci, a i powoli zaczynała być śpiąca, więc nie oponowała zbyt mocno. Przed snem starała się coś sobie przypomnieć, ale po kolejnej nieudanej próbie po prostu się poddała i zasnęła.
We śnie słyszała głosy wypowiadające jej imię. Wołały ją. Wydawały się znajome, ale nie była w stanie określić, do kogo należą. Prosiła, aby przypomnieli jej swoje imiona, ale wciąż słyszała tylko „Hikari”. Powoli zaczęły się oddalać, co wzbudziło w niej strach. Wcześniej była sama, głosy były jej bliskie, więc chciała do nich wrócić.
Ocknęła się gwałtownie i usiadła. W pokoju było ciemno, a ona czuła się samotna i opuszczona. Nie znosiła tych uczuć i łez w kącikach oczu, które pojawiły się tam nie wiadomo skąd.
– Nie chcę być sama – szepnęła.
Może było to samolubne i nieuprzejme, ale postanowiła obudzić Oliwera, żeby trochę z nią posiedział. Przy nim czuła się dobrze, więc to powinno pomóc. Od najbliższego poranka musi zacząć szukać śladów swojej przeszłości, bo inaczej nigdy się od tego nie uwolni. Coś w niej buntowało się przed takim obrotem sprawy i musiała dowiedzieć się co.
Wstała i na bosaka ruszyła na poszukiwanie Oliwera. Co prawda mężczyzna pokazywał jej rezydencję, ale w ciemności było trudniej się tu odnaleźć, więc szła ostrożnie, żeby niepotrzebnie nie hałasować. Postawienie całego domu na nogi nie było jej intencją, sprawiłaby tylko kłopot, a tych przyniosła już zbyt wiele.
Trafiła na gabinet, w których świeciło się światło przy biurku, choć pomieszczenie wydawało się puste.
– Oliwer? – zapytała.
Nikt nie odpowiedział, nikogo też nie dostrzegła. Impuls sprawił, że podeszła do biurka, chcąc zgasić lampkę, skoro nikogo tu nie było. Wtedy dostrzegła odsunięty regał z książkami, co ją zafascynowało. Zbliżyła się ostrożnie. Za półką znajdowało się przejście, w którym po kilku metrach ciemności paliło się światło. Wszystko było tak przygotowane, aby z progu gabinetu nikt nie dostrzegł korytarza.
Wiedziona impulsem przeszła przez przejście i ruszyła tą drogą. Poruszała się ostrożnie, starała się patrzeć pod nogi, żeby się nie potknąć zwłaszcza, gdy weszła na schody, które prowadziły na dół. Była ciekawa, dokąd prowadziła ta droga, bo nie spodziewała się, że znajdzie tu coś takiego. Oliwer nie wyglądał na osobę, która miałaby podwójną tożsamość bądź tajne składy czegokolwiek.
Schody kończyły się drzwiami. Hikari złapała za klamkę i powoli ją nacisnęła, zamek kliknął, otwierając się. Oczom dziewczyny ukazała się duża sala oświetlona przyciemnionym światłem ze stołem na środku i z jakimiś przyborami do ćwiczeń, dostrzegła też tarczę strzelniczą. Na stole leżały jakieś notatki i mapa z zaznaczonymi punktami – był to plan Baltimore. Oprócz tego znalazła jakieś stare gazety, masę zeszytów z zapiskami, a w niedomkniętym kufrze łuk, kołczan pełen strzał i kilka różnej długości noży.
Usłyszała kroki i odwróciła się. Z ciemności wyłoniła się sylwetka w głębokim kapturze celująca do dziewczyny z łuku. Podniosła ręce w obronnym geście.
– Nie strzelaj – poprosiła.
– Hikari?
Postać odrzuciła kaptur z głowy, opuszczając wcześniej łuk.
– Oliwer?
Kiri była bardzo zaskoczona tym widokiem. Mężczyzna miał ciemny barwnik w okolicach oczu imitujący maskę. Podszedł bliżej do dziewczyny równie zdziwiony. Nie sądził, że ją tu zobaczy, powinna przecież spać.
– Co ty tutaj robisz? – zapytał. – Jest późno.
– Miałam koszmar i chciałam, żebyś ze mną trochę posiedział. Szukałam cię, w gabinecie świeciło się światło, chciałam je zgasić i wtedy dostrzegłam przejście. Korytarz doprowadził mnie tutaj – wyjaśniła. – Przepraszam.
– W porządku, chociaż mogłem cię zranić. O tym miejscu nikt nie wie.
– Ode mnie nikt się nie dowie. Co to właściwie jest? I dlaczego jesteś tak ubrany?
– To trochę długa historia. Usiądź – wskazał stołek przy stole, a sam zaczął się rozbrajać. – Baltimore spotkało w ostatnich latach trochę nieszczęść. Są tacy, którzy próbują na tym skorzystać. Do tego pojawiają się przestępcy, z którymi policja nie może sobie poradzić. Po śmierci mojego ojca z trudem udało mi się ocalić fabrykę przed zamknięciem, a ludzi tam pracujących przed bezrobociem. Wtedy przyszło mi do głowy, że ktoś wreszcie musi spróbować ocalić to miasto.
– Z łukiem w ręce? – zapytała.
– Łucznictwa nauczył mnie stary Indianin dawno temu. Wydaje ci się to głupie?
– Nie, dla mnie jesteś bohaterem. Ludzie potrzebują bohaterów i nadziei, którą ze sobą niosą. Uważam, że jesteś bardzo szlachetny. Znalazłeś mnie podczas swej wyprawy?
– Tak. W innym przypadku nie byłbym w stanie cię znaleźć tak daleko stąd.
Hikari uśmiechnęła się lekko. To jej naprawdę zaimponowało i przyciągnęło ją do niego. Niewielu ludzi potrafiłoby stworzyć sobie drugą tożsamość, żeby własnoręcznie doprowadzić do sprawiedliwości.
– To nie jest zbyt bezpieczne zajęcie, prawda? – zapytała.
– Jeśli w coś mocno wierzysz, jesteś w stanie oddać za to życie.
– Jesteś niesamowity.
– Dziękuję za komplement. Szukałem też informacji na twój temat, ale na razie nic. Jutro kontynuujemy, a teraz pora spać.
Następnego dnia Hikari bardzo dokładnie obejrzała swoją kurtkę z różanym krzyżem na piersi. Nie przypomniała sobie jednak niczego, co naprowadziłoby ją na jakiś ślad, a Oliwer nie miał pojęcia, co oznacza godło na ubraniu. Spotykał się z nim po raz pierwszy w życiu, przeszukał nawet trochę ksiąg w bibliotece, ale niczego nie znalazł. Nadal stali w martwym punkcie, co trochę frustrowało czerwonowłosą. Przez to nie była pewna, kim tak naprawdę jest i za czym w rzeczywistości tęskni. Gdzie był rok jej egzystencji?
Nie omieszkała wypytać Oliwera o jego nocne eskapady, choć mówił o nich niechętnie. Nie chciał jej w to wciągać, miał do czynienia z ludźmi, którzy mogliby zrobić jej krzywdę, gdyby niefortunnie wpadłaby w ich ręce, mając takie informacje. Hikari jednak była uparta i ciekawska, więc musiał odpowiedzieć na wiele jej pytań. Zgodził się nawet nauczyć ją strzelać z łuku. Dzięki temu miała zajęcie i nie zadręczała się tak utratą wspomnień. Oliwer sądził, że im bardziej na siebie naciska, tym gorszy efekt uzyskuje, a to było powód do frustracji. Hikari musiała trochę odpuścić i nauka łucznictwa była tego dobrym powodem. Jako uczennica sprawiała się całkiem nieźle, skupiona na swoim celu bardzo szybko pojmowała, o co w tym wszystkim chodzi. Przyswoiła sobie także informacje na temat różnorodności stylów i łuków na całym świecie, co było dość ciekawe i absorbujące. Gdy czegoś nie rozumiała, pytała, oczekując zadowalającej ją odpowiedzi. Bywała przy tym trochę upierdliwa, ale Oliwerowi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie – pomagało mu. Dotąd nikomu nie zdradził swojej tajemnicy, obawiając się o życie i zdrowie najbliższych mu osób. Nie chciał nikogo w to mieszać i narażać, poza tym to, co robił, niejednokrotnie kłóciło się z normami, do których byli przyzwyczajeni. Mogliby tego nie zaakceptować. Hikari zaś nie czuła takiej presji i dawała mu poczucie normalności. Mógł z nią otwarcie porozmawiać na tematy związane z jego drugą tożsamością, a uczenie jej łucznictwa było bardzo przyjemne. Cieszył się, że może przekazać swoją wiedzę dalej. Przy tym miał świadomość, że czerwonowłosa nie zostanie tu zbyt długo. W końcu odzyska pamięć i będzie chciała wracać do swojego świata. Nie winił jej za to, każdy powinien być tam, gdzie jego miejsce i jak najefektywniej wykorzystywać swe zdolności w dobry sposób. Tak było po prostu najlepiej. Poza tym na pewno są ludzie, którzy na nią czekają i martwią się, że zniknęła. Ich uczuć też nie należy lekceważyć. Hikari należała do innego miejsca, gdzie była szczęśliwa i Oliwer chciał pomóc jej tam wrócić. Poza tym nocne eskapady nie były dla niej, takiego życia nie powinna kosztować i właśnie dlatego nie zgodził się, gdy zaproponowała swoją pomoc. Mogłaby stać jej się krzywda, a tego nie chciał. Nie mógł jej za to zabronić czekania na siebie, gdy wychodził w przebraniu łucznika.
Siedziała nad mapą, nasłuchując kroków Oliwera. Nie mogłaby zasnąć, wiedząc, że może zginąć gdzieś tam, próbując naprawić to miasto. Bardzo szybko stał się jej przyjacielem i nie chciała go stracić. Nie teraz, gdy potrzebowała oparcia w drugim człowieku. Może to trochę egoistyczne podejście, ale nie zmieniało to faktu, że się martwiła, gdy wychodził.
– Hikari, powinnaś spać – usłyszała.
– Zaraz pójdę – odwróciła się do niego. – Jesteś ranny.
– To tylko draśnięcie.
– Siadaj. Zajmę się tym.
Rana na ramieniu rzeczywiście nie była zbyt poważna, ale świadczyła o zaciętej walce. Hikari sprawnie zdezynfekowała zranienie, założyła dwa szwy i zabezpieczyła to miejsce, aby mogło się ładnie zagoić. Zajęła się również innymi drobnymi zadrapaniami i siniakami, które właśnie zaczęły wychodzić. Ulżyło jej, gdy zobaczyła, że skończyło się tylko na tym.
– Gotowe.
– Sprawnie ci poszło.
– Najwyraźniej mam wprawę. Co to może oznaczać?
– Że twoi przyjaciele lubią wdawać się w bójki? – zażartował. – Może masz niebezpieczną pracę.
– Może. W końcu znalazłeś mnie po walce. Najwyraźniej to dla mnie chleb powszedni.
– Pewnie tak.
Hikari nie kontynuowała tematu. Oboje byli zmęczenie długim dniem, więc wrócili do rezydencji i rozeszli się do swoich sypialni. Dziewczynie znów śniły się głosy, ale tym razem wraz z sylwetkami, które były znajome i obce jednocześnie. Próbowała za nimi gonić, ale oddalały się tak, by mogła tylko patrzeć. Nieważne, jak bardzo prosiła, pozostawały nieugięte, a dosięgnięcie ich było ponad jej siły.
Po przebudzeniu obrazy rozmyły się w pamięci. Hikari siedziała, obejmując kolana, w milczeniu i frustracji, że nadal niczego nie pamięta. Przecież to musi być jakoś odwracalne, nie mogła być wiecznie zależna od Oliwera, u którego mieszka już kilka dni. Dlaczego dotąd nie ma śladu na temat wydarzeń, które do tego doprowadziły? Dlaczego nikt jej nie szuka? We śnie było tyle osób, więc czemu jest sama? Co powinna zrobić? Ile jeszcze czasu minie nim sobie przypomni?
Pukanie przerwało jej niewesołe rozmyślania. Do środka weszła pokojówka.
– Pan Oliwer kazał sprawdzić, czy panienka już się obudziła. Czeka ze śniadaniem.
– Już wstaję.
Popołudnie spędzili w ogrodzie na lekcji łucznictwa. Hikari już pewnie trzymała łuk, poprawiła swoją celność i czuła się dość naturalnie z tego typu bronią w ręku. Uwagi Oliwera bardzo jej pomagały, a on sam nie rozpraszał jej już tak jak na początku. Wtedy peszyła ją jego obecność, musiała się skupić, żeby opanować własne emocje, teraz bliskość mężczyzny, gdy poprawiał jej sylwetkę, nie robiła na niej wrażenia.
Niebo zachmurzyło się, chyba zbierało się na deszcz, a może nawet na burzę, której Hikari nie znosiła. Nawet w pomieszczeniu nie czuła się najlepiej, gdy niebo rozcinały błyskawice, a dookoła rozlegały się grzmoty. Miała co do tego złe przeczucia, a na dodatek zaczynało kręcić jej się w głowie. Nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje, ale zwróciła na siebie uwagę Oliwera, gdy wypuściła z dłoni łuk i strzałę, którą zamierzała wypuścić.
– Dobrze się czujesz, Hikari? – zapytał, patrząc na nią uważnie.
– Nie bardzo.
Do jej umysłu zaczęły docierać strzępki jakiś obrazów, słów, głosów. To wszystko było obce, ale dla niej bardzo bolesne. Skądś znała to uczucie i miała wrażenie, że wie, jak to kontrolować, ale chyba nie była w stanie tego odkryć.
– Musisz się położyć – orzekł mężczyzna. – Odpoczniesz i będzie lepiej.
– To jej nie pomoże.
Oliwer miał wziąć Hikari na ręce, żeby jej dodatkowo nie zmęczyć, gdy rozległ się ten jakby dziecięcy głos. Wokół pojawiło się kilka potworów o różnych kształtach i rozmiarach, a naprzeciw nich na różowej parasolce siedziała dziewczynka o granatowych, krótkich włosach, szarej skórze, złotych oczach i charakterystycznych stygmatach w kształcie krzyży na czole. Uśmiechała się i wesoło machała nogami.
– Kim jesteś? – zapytał Oliwer. – Czego tu chcesz?
– Milenijny Earl jest na ciebie bardzo rozgniewany – wyjaśniła. – Pozwolił mi się z tobą pobawić.
Mężczyzna opadł na kolana, a jego oczy zmętniały. Hikari patrzyła na to przerażona, nie wiedząc, co się tak właściwie dzieje. Nagle pogodny dzień zamienił się w koszmar.
– Oliwer – potrząsnęła jego ramieniem. – Oliwer. Proszę, Oliwer, ocknij się.
– To na nic – odparła dziewczynka. – Jest zanurzony w swojej przeszłości.
– Kim jesteś? Czego chcesz?
– Czyżbyś straciła pamięć, egzorcystko?
– Jak mnie nazwałaś?
Dziewczynka uśmiechnęła się, po czym Hikari przez moment poczuła nacisk na własny umysł. Tak jakby coś chciało go spenetrować.
– No tak, innocence. Skoro nie pamiętasz, nie możesz się bronić.
Zgromadzone potwory ruszyły na bezbronną czerwonowłosą, którą opanował strach. Nie chciała tu ginąć, nie w taki sposób. Unikała pocisków najlepiej jak potrafiła i modliła się, żeby ktoś przybył im z pomocą.

***

Lavi: kto się stęsknił za Noah?
Kanda: Jedną mają prawie co tydzień.
Vivian: Na szczęście ciebie nie ma za wiele.
Laurie: Przestańcie. Nie chcę słuchać kolejnej wojny. Drugi z trzech zaplanowanych odcinków z Oliwerem w Baltimore za nami. Ostatnia część za dwa tygodnie.
Lavi: Za dwa?
Arte: Za tydzień „Anioł Lucyfera” obchodzi pierwsze urodziny. Wyjątkowo notka będzie w sobotę. Jeszcze nie wiemy, co Laur z tej okazji szykuje, więc dla nas to też będzie niespodzianka.
Laurie: Tydzień urlopu dla mnie.
Vivian: Nie bądź wredna.
Laurie: Jestem szefem i wszystko mi wolno.
Vivian: Co ty Xanxus jesteś?
Laurie: Szef i to ci powinno wystarczyć. Dobra, koniec tego waszego marudzenia. Tak jak Arte zapowiadał, w przyszłym tygodniu zapraszamy w sobotę na kawałek urodzinowego tortu.
Vivian: O ile kucharze się nie pobiją, kto go upiecze.
Laurie: Obawiam się, że te urodziny to będzie jedna wielka katastrofa, ale Was, drodzy czytelnicy, nie może zabraknąć. Za dwa tygodnie wracamy do Baltimore. Pozdrawiamy serdecznie i do następnego.

4 thoughts on “I’m gonna fight for what’s right Today I’m speaking my mind And if it kills me tonight (I will be ready to die)

  1. Saphira pisze:

    No nie! Kiri straciła pamięć. Co teraz będzie? Odzyska czy nie? Jeśli nie to czy zostawi Laviego? A jeśli odzyska to co zrobi?! *łazi w kółko po pokoju* Dobra, koniec tych zamartwiań. Oliwer jest całkiem miły, podoba mi się. Road… Dlaczego w takiej chwili? No i zgaduję, że Lavi przyjdzie z odsieczą? Ależ ja dzisiaj nieskładnie piszę… Pozdrawiam i życzę ogromu pomysłów.
    P.S. W ciągu najbliższych dni dodam rozdział.

  2. cheysy pisze:

    Uwaga, uwaga! Blog ten został nominowany do nagrody Libster Award! Zapraszam tutaj po szczegóły: http://czarno-czerwony-swiat.blogspot.com/ ^^
    Pozdrawiam serdecznie!
    Cheysy

  3. Przepraszam że nie komentowałam! Ale miałam lekko mówiąc zapierdol……… A potem do babci gdzie nie mam neta ;( Rozdziały świetne.

  4. seitoshi pisze:

    Jejku… ty to wiesz jak się poznęcać >,< Kiriiii~~ kurde jak ja lubię ją i Laviego…Dwa rudzielce kochane, a Laurie coś takiego robi ;___; biuu adrenalinę mi podnosisz.
    Oliwer jest bardzo sympatyczny, mam nadzieję, że się w Hikari nie zakocha~~ tylko żartuję, ale oby Lavi ocalił Kiri❤
    Czekam do soboty ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s