Pierwsze urodziny „Anioła Lucyfera”

Czarnowłosa dziewczyna zapełniała zeszyt drobnymi literkami. W tle grała muzyka, która miała zagłuszyć rumor z drugiego pokoju. Dźwięki wzmocniły się na chwilę, gdy do środka wszedł rudzielec. Zamknął za sobą drzwi i przez chwilę obserwował piszącą dziewczynę.
– Czego chcesz? – zapytała.
– Nadal piszesz?
– Chcę to skończyć, póki mam chwilę czasu.
– Jerry i Roger właśnie kończą przygotowania. Aż trudno uwierzyć, że rok tak szybko minął.
– I komu ty to mówisz, Lavi?
Drzwi otworzyły się ponownie, wpuszczając Arte z kubkiem gorącej czekolady.
– A ty co? Podlizać się chcesz?
– Takimi tekstami to do Ichimaru – odparł wampir. – Ja ci tylko pomagam w pracy.
Dziewczyna spojrzała na niego sceptycznie. Doskonale pamiętała, jak się pojawił. Bezpośredni, beztroski i bardzo szczery. Zobaczył w Vivian to samo zaszczute, zranione zwierzę, którym sam niegdyś był i postanowił o nią zawalczyć z nią samą. W końcu dziewczyna dotarła do Ligi jako strzęp. Tamten czas był dla niej naprawdę trudny: śmierć Squalo, prawda o Aniele Lucyfera, bunty organizmu i przerażające wizje apokalipsy, która zdarzy się, jeśli zawiedzie. Zakon nie potrafił jej pomóc. Może egzorcyści wyciągnęliby do niej rękę, ale wszystko komplikowała góra, dla której ważne było tylko wygranie wojny bez względu na koszty.
– O czym tak myślisz, Laur? – zapytał wampir.
– O początkach.
– To nie był dobry czas. Szczerze mówiąc, byłem pewny, że Vivian się nie zgodzi. W jej oczach było coś takiego, że wydawało się, że chce jak najszybciej umrzeć.
– A jednak wyciągnąłeś do niej rękę.
– Bo w pewnym stopniu ją rozumiałem. Nie należała do żadnego znanego jej świata, zawsze balansowała gdzieś na krawędzi i była przerażona. Poza tym każdy z nas jest egoistą. Ja też chciałem mieć kogoś, kto jest do mnie podobny.
– Vivian bardzo szybko cię zaakceptowała.
– Jeszcze nie w pełni otworzyła przede mną swoje serce. Czasami trudno za nią nadążyć. Mówi o czymś, ale nie podaje konkretów.
– Dobrze, że cię ma – stwierdził Lavi. – Każdy potrzebuje oparcia w drugiej osobie. Nikt nie żyje sam, choćby mu się wydawało, że potrafi.
– Mówisz o kimś szczególnym? – zapytała Laurie.
– A jak sądzisz? Kiedy Vivian starała się poukładać samą siebie, w Zakonie też nie było najlepiej. Yuu może sobie udawać, że nic się nie dzieje, ale to widać. Nie jest sobą, a misje z nim to istna katorga.
– Nigdy nie był zbyt towarzyski.
– Ale teraz jest gorzej niż kiedykolwiek. Nie wolno na niego spojrzeć, bo zaraz warczy. Ja wiem, że odejście Vivian źle na niego podziałało, ale nie musi się na nas wyżywać. My też cierpimy.
– To nie to.
– Więc co? Laur, wyjaśnij mi to, bo nie rozumiem.
– W swoim czasie, Lavi, w swoim czasie.
– I co? Mamy się z nim męczyć?
– Ty, króliczku, początkowo też byłeś nie do zniesienia. Który kronikarz bierze na siebie odpowiedzialność za czyjąś śmierć? Nie popadaj w skrajności. To ci nie pomoże.
– Dla nas wszystkich to trudne – mruknął. – Kiedy umiera przyjaciel, cierpimy, a ona wydawała się niezniszczalna. Ile razy umierała, zawsze wracała do żywych.
– Nie mów o mnie jak o trupie – warknęła Vivian, wlokąc za kark srebrnowłosą postać. – Laur, ja rozumiem, że Corrie-chan i te sprawy, ale czy ten lis musi mi się pod nogami plątać?
– Co tym razem?
– Ja nic nie zrobiłem, Laurie-san.
– Tak, tak. Weź sobie usiądź z persymonkami i nie przeszkadzaj. Nie mam ochoty się dzisiaj denerwować. Możesz to dla mnie zrobić, Ichimaru?
– Oczywiście, Laurie-san. Dla ciebie wszystko.
– I tego się właśnie obawiam.
– Ja nie wiem, czy puszczenie go samopas to dobry pomysł – stwierdziła Vivian. – No chyba, że chcesz pieczonego lisa na kolację, bo Jerry już nerwicy się nabawia przez jego podmienianie owoców.
– Przecież nie wezmę go na smycz – westchnęła.
– Wyleciał już z obsady, a ciągle się tu kręci. Wytrzymania z nim nie ma.
– Jakbym się miała każdym z was osobno zajmować, nie starczyłoby mi czasu na pisanie. I tak wciąż muszę was uspokajać i rozwiązywać wasze problemy egzystencjalne.
– Sama tworzysz takie bohaterki i przyjmujesz taką obsadę pod dach.
– Tak, wszystko moja wina – zironizowała Laurie. – Masz mi coś szczególnego do zarzucenia?
– Niszczyciel Czasu.
– Nie ingeruję w twoje sny, ale to chyba lepsze niż kolejna apokalipsa, co?
– Ale on musi tak wyglądać?
– A jak ma wyglądać?
– Mógłby być bardziej w moim typie.
– Czyli jest w porządku – wyszczerzył się Arte.
– Pytał cię kto o zdanie, durny wampirze? Ten rok nie był dobry. Tylko same problemy.
– Jesteś tego pewna?
Vivian zamyśliła się. To był rok wielkich zmian, ale nie mogła powiedzieć, że był całkiem stracony. Arte ją wkurzał, ale nie zamieniłaby go na nikogo innego, Liga dała jej na nowo życie, nauczyła kontrolować bestię w jej wnętrzu, pobyt w Klasztorze Tysiąca Mieczy też należało zaliczyć do rzeczy udanych: poznanie Saii, ponowne spotkanie z Christianem, przygoda z Rihanem.
– No dobra, nie był stracony, ale wiele rzeczy było złych. Zawalone misje, rany, koszmary.
– Jeszcze się uczysz. Przeżyłaś, a to najważniejsze. Stajesz się silniejsza i masz cel w życiu.
– Tylko czy go osiągnę?
– To zależy już tylko od ciebie.
– No tak, pewne rzeczy zaczęły się normować. Berlin stał się moim domem, choć serce wyrywa się do Londynu.
– Nad twoim sercem to trzeba jeszcze popracować.
– To dwuznacznie brzmi, durny wampirze.
– Nie jesteś zbyt opanowana, gdy ktoś uderza w twoje serce. Wystarczy powiedzieć o Arsenie.
– Bo to dupek, który mówi o czymś, o czym nie ma pojęcia.
– I właśnie dlatego nie powinnaś dać mu się prowokować.
– Sam się prosi o łomot.
– Tej cechy Vivian chyba nic nie wypleni – westchnęła Laurie. – To zbyt zakorzenione w jej naturze.
– Gdybym była idealna, ta historia zrobiłaby się nudna.
– O to się nie martw. Nie znudzi się.
– No tak. Kanda. Jemu to poświęcasz sporo czasu, gdy już piszesz o Zakonie.
– Chcesz czy nie, jest jedną z kluczowych postaci tej historii.
– Poza tym…
– Morda, durny wampirze – wymierzyła mu bolesnego kuksańca w bok. – To nie ma znaczenia, więc dałbyś już sobie spokój.
Drzwi gabinetu otworzyły się, wpuszczając Kandę.
– Wszystko gotowe. Możemy zaczynać.
– Już idziemy.
Laurie zamknęła zeszyt i odłożyła długopis, po czym wraz z postaciami przeszła do drugiego pokoju, w którym było naprawdę tłoczno. Nie zabrakło zaproszonych gości. Olbrzymi tort stał na środku stołu pilnowany przed zakusami Allena przez obu kucharzy.
– Moi drodzy – zaczęła Laurie – mamy dziś wspaniałą uroczystość pierwszej rocznicy startu „Anioła Lucyfera”, czyli kontynuacji „Córki Jednego z Nich”. Jak wszyscy wiecie, akcja przenosi się głównie do Berlina, do tajemniczej Ligi Cieni, gdzie Vivian odbywa właśnie szkolenie, by stać się jej pełnoprawnym członkiem. Nie zapominamy jednak o Czarnym Zakonie, w którym także dzieje się akcja kilku rozdziałów poświęconych postaciom, które są ważne dla fabuły i pożądane przez naszych drogich czytelników.
– Raczej czytelniczki.
– Bez dyskryminacji, Vivian.
– Przygotowaliśmy nawet niewielkie zestawienie – odezwał się Lavi. – Przez cały rok zostały opublikowane 43 rozdziały historii podstawowej, licząc z „Prologiem”, którego tajemnicy jeszcze nie rozwikłano, 6 odcinków specjalnych, w tym dwa zostały stworzone przy współpracy Laurie z Vesper. Było to „Spotkanie” oraz walentynkowy „Zakochany Kanda”…
– Tch.
– Dalej się boczysz? – zapytała Laurie.
– W przyszłym roku rób debila z kogoś innego.
– To było nawet słodkie, jak się starałeś o rękę Vesper – uśmiechnęła się, co zostało skomentowane kolejnym wściekłym spojrzeniem. – W przyszłym roku będzie o kimś innym.
– Masz już jakieś plany? – zapytała Hikari.
– Możliwe. Lavi, kontynuuj.
– Oczywiście. Mieliśmy niestety miesięczną przerwę ze względu na obowiązki Laur, ale nie wpłynęło to znacząco na jakość czy obecność czytelników. Na tytuły zużyliśmy fragmenty 33 piosenek, co oznacza, że kilka zostało wykorzystanych parokrotnie. Od marca działa strona na Facebooku „Laurie January”, na której znajdziecie część z tych utworów. Mieliśmy już głosy, że poprawiają dzień naszym czytelnikom, co bardzo cieszy szczególnie Laurie.
– Czasami nad tytułem siedzi tygodniami – dodała Vivian. – Szpera w swojej muzycznej bibliotece, wraca do różnych zespołów, co czasami ma taki skutek, że wymyśli nową historię. Czasami jednak trudno z nią wytrzymać, gdy nie może niczego znaleźć.
– W ciągu roku mieliśmy ponad 7 tys. wejść, co poskutkowało 110 komentarzami.
– Niektóre rozdziały nie są w ogóle skomentowane.
– Vivian, nie wcinaj się.
– Najaktywniej komentowały: Seitoshi-san, Elena-san i Vesper-san, którym naprawdę dziękujemy za poświęcony czas, żeby napisać tych kilka zdań na temat rozdziału.
– Pozostałym naszym czytelnikom także bardzo dziękujemy – odezwała się Laurie. – Każdy komentarz to kopniak pozytywnej energii sprawiający, że chce się działać. Wiem, że jest grono cichych czytelników, którzy z różnych powodów nie napisali dotąd ani słowa. Cieszę się jednak, że jesteście i mam nadzieję, że czytanie „Anioła Lucyfera” sprawia Wam frajdę. Przez ten rok pojawiło się trochę nowych osób jak Saphira-chan, Ola-san, Cheysy-san, która wróciła do historii Vivian, choć wcześniej się nie ujawniała, Mao-san, Wiola-san, Foxi-san, Haruki-san, Kekoro-san, która zadawała sporo trudnych pytań, Ayane-san. Wszystkim Wam bardzo dziękuję – skłoniła przed nimi głowę.
– Jeszcze Niseko-chan – przypomniała Vivian. – Dzielnie wspiera nas na Facebooku i nawet zrobiła nam reklamę na swojej audycji.
– Niseko miałam złożyć podziękowania za chwilkę, ale dobra.
– Szczególne podziękowania należą się także naszym wiernym czytelnikom, którzy pojawili się jeszcze na starym blogu: Yukkikumarze-san, Szaroket-san, Capucinnenightmare-san, Katsumi-san, której jeszcze raz dziękuję serdecznie za mój portret w wersji Noah, Stwórcy Wdów-san, Misaki-san, od czasu do czasu piszącemu coś Piotrkowi, Gosi oraz Fance12.
– Chyba w tym roku wymieniliśmy wszystkich, o których wiemy – stwierdził Lavi.
– Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się pominięty, bo staram się pamiętać o wszystkich naszych czytelnikach, którzy się tylko ujawnią. Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna, także tym, którzy nie piszą ani słowa. Mam nadzieję, że zostaniecie z nami przez kolejne rozdziały.
– Bo ta historia jeszcze chwilę potrwa – dodał Lavi. – Laur ma na to sporo pomysłów i długą oś czasu, którą zamierza zapełnić.
– Wszyscy i tak czekają na rozwiązanie wojny – odparła Vivian. – To też jest już przygotowywane, bo to duże przedsięwzięcie i byłby problem, gdyby wszystko się splątało.
– Ale to daleka przyszłość.
– Owszem. Na razie czeka mnie zakończenie szkolenia i kolejne zadania, problemy i sprawy z przeszłości, nie zabraknie rozdziałów z egzorcystami oraz innymi postaciami, które już poznaliście, a także z takimi, które jeszcze poznacie.
– Możemy pokroić już tego torta? – zapytał Allen. – Chyba, że ma stać do dekoracji.
– Nie, Allen – roześmiała się Laurie.
– Ten jak zwykle o jedzeniu. My się tu produkujemy, braciszku, nad podsumowaniem.
– Dobra, już kończymy, bo jest za gorąco i się popsuje, a szkoda zmarnować pracę naszych wspaniałych kucharzy.
– No wreszcie.
Wszystkich to rozbawiło. Laurie dostała nóż i wykonała pierwsze cięcie. Dziś świętowali wraz z zaproszonymi gośćmi. A czy Ty, drogi Czytelniku i droga Czytelniczko, odebraliście już swoje zaproszenie i kawałek urodzinowego tortu?

4 thoughts on “Pierwsze urodziny „Anioła Lucyfera”

  1. seitoshi pisze:

    Miło się czyta takie podsumowania :3 To takie nostalgiczne…
    Cóż, Laurie-san, Viv! Wszystkiego najlepszego! (nawet coś naskrobałam❤ http://kana97chan.deviantart.com/art/Najlepszego-469155040?ga_submit_new=10%253A1405764494)
    Cały ten rok z Wami mi bardzo szybko zleciał,
    Był to dla mnie ciężki rok, rozpoczęłam naukę w liceum i to nie takim zwykłym, i często dzięki rozdziałom pełnym, humoru, akcji, tajemnic mogłam zapomnieć o ciężkich chwilach. Przywiązałam się do Viv i dalej chcę oglądać jej postępy😀
    Co oznacza, że będę Cię Laurie gonić w następnych latach, nie dam ci spokoju, dopóki nie przeczytam ostatniego rozdziału tej historii :]
    Życzę Ci duuużo weny, kreatywnych pomysłów w twórczości literackiej, dalszych postępów w pisaniu! Rozwijaj się dalej i wydaj kiedyś swoją książkę~~
    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego :**** (i to tyczy się całej ekipy AL, a skoro Ichimaru też się tu znalazł, to nich też się załapie!)
    Pozdrawiam~~

  2. Saphira pisze:

    100 lat! 100 lat! Niech żyją, żyją nam!
    Ach… historię Viv zaczęłam czytać gdzieś kwietniu/maju więc nie odczuwam tak upływu czasu, ale wiem, że to dość długo. Zgadzam się z Seitoshi-san, że dzięki twoim rozdziałom można zapomnieć o przykrych chwilach, bo takie mam prawie codziennie. Ale nie o mnie tu mowa. Mam nadzieję, że nie zakończysz szybko tej historii, bo nie miałabym już co czytać.. Kanda, nie bocz się😉 To naprawdę było świetne. A Allen… brak mi słów.
    Pozdrawiam i życzę ogromu pomysłów na kolejny rok. A także zapraszam na nowy rozdział już w poniedziałek🙂
    Sophie: Jak ty nieskładnie piszesz komentarze…

  3. Wiola pisze:

    Troszke z poślizgiem ale Wszystkiego Najlepszego z Okazji rocznicy🙂 mam nadzieję że będziesz (albo lepiej będzie jak napisze będziecie) z Nami jeszcze baardzooo długo🙂 Każdy przeczytany rozdział sprawia że dzień staje się lepszy i zdecydowanie poprawia mi humor. Pozdrawiam serdecznie i duużooo weny życze🙂

  4. prz_ pisze:

    Gratuluję wytrwania z Vivian przez kilka ładnych lat i mam nadzieję, że koniec jeszcze daleko…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s