I need a hero (Who’s gonna fight for the weak, who’s gonna make ’em believe?) I need a hero

Lavi nie potrafił się uspokoić. Czuł, że zwariuje, jeśli ten koszmar potrwa jeszcze dłużej. Przecież to niemożliwe, żeby zniknąć bez śladu, nikt tak nie znika. Cokolwiek by się nie stało, zawsze zostaje jakiś dowód, coś, czego można się złapać w poszukiwaniach, a tu tego nie było, co doprowadzało go do szału.
– Usiądź sobie – warknął Kanda.
Minęły cztery dni od zniknięcia Hikari. Rudzielec bardzo dokładnie przeszukał okolicę, gdzie widział ją po raz ostatni, ale niczego nie znalazł. Bał się, że akuma nie kłamała i naprawdę utopiła egzorcystkę w kanale. Przemoknięty skontaktował się z Kwaterą Główną, prosząc, aby zlokalizowali golema Hikari. Urządzenie namierzające powinno działać, ale nie było sygnału, co jednoznacznie oznaczało, że golem został zniszczony. Ostatni sygnał pochodził z okolic kanału, ale nie dawało to odpowiedzi, co się wydarzyło, gdy egzorcyści się rozdzielili. Komui podjął więc decyzję o wysłaniu do Baltimore Allena i Kandy, aby pomogli Laviemu w poszukiwaniach. Zawsze była niewielka szansa, że Hikari żyje, ale sama nie jest w stanie się z nimi skontaktować. Kierownik nie zamierzał spisać jej tak łatwo na straty.
Poszukiwania okazały się trudniejsze niż zakładali. Dotąd nie znaleźli ani jednego śladu obecności dziewczyny, nikt jej nie widział, nikt o niej nie słyszał. Rozpłynęła się, co doprowadzało Laviego na skraj rozpaczy. Wyrzucał sobie, że mógł inaczej poprowadzić walkę, bardziej uważać, nie spuszczać jej z oka, skoro ich przeciwnikami były aż dwie czwórki. Ani Lavi ani Hikari nie byli tak silni, aby w pojedynkę z łatwością pokonać akumę na tak wysokim poziomie. Dodatkowo umiejętność Kiri polegała w dużej mierze na używaniu wspomnień duszy uwięzionej w akumie, co było trudniejsze przy kolejnym, wyższym poziomie. Wystarczyła krótka chwila dezorientacji czy rozproszenia, żeby akuma wymknęła się spod kontroli i znów stanowiła zagrożenie.
– Siadaj – powtórzył Kanda.
Był zirytowany zachowaniem rudzielca, który od godziny chodził po wynajętym pokoju, gdzie czekali na Allena. Miał sprawdzić jeszcze parę miejsc, po czym wspólnie zamierzali podjąć decyzję, co robić dalej.
– Allen się spóźnia – mruknął Lavi.
– Zaraz przyjdzie. Weź się uspokój.
– Nie mogę – wybuchł rudzielec. – Jak mam być spokojny, gdy nie wiem, gdzie jest Hikari? Nie wiem, co się z nią dzieje.
– W ten sposób się nie dowiesz.
– Nie bądź taki mądry – warknął Lavi. – Ty przynajmniej wiesz, co się stało z Vivian i nie masz złudzeń. Zresztą ty zawsze udajesz, że to ciebie nic nie obchodzi.
– A co Noah ma z tym wspólnego?
– Nie zgrywaj się, Yuu. Obaj wiemy, o co chodzi.
– Usiądź i daj spokój, bo pieprzysz głupoty.
Dalszą kłótnię przerwał powrót Allena z Linkiem. Lavi spojrzał na niego wyczekująco i z nadzieją. Coraz trudniej było wierzyć, że Hikari żyje, chciał przynajmniej dowiedzieć, co się stało, odnaleźć ciało i godnie pożegnać. Była egzorcystką, więc należał jej się przynajmniej godny pogrzeb. To było też ważne dla spokoju ducha Laviego – niepewność była gorsza od świadomości, że dziewczyna odeszła na zawsze.
– Nie znalazłem śladu Kiri, ale podobno ktoś szukał znaczenia różanego krzyża – powiedział Allen.
– Kto?
– Tego nie wiem. Człowiek, z którym rozmawialiśmy, nie bardzo chciał na ten temat mówić. Tak jakby się kogoś lub czegoś bał.
– To nam nie ułatwia – stwierdził Kanda.
– To co robimy? Chyba nie ma szans, żebyśmy znaleźli Kiri – westchnął Allen.
Sytuacja była naprawdę niewesoła, ale nie mogli w nieskończoność przeczesywać Baltimore centymetr po centymetrze. To mijało się z celem, choć chcieli uratować Hikari. Była ich przyjaciółką, towarzyszką i pozostawienie jej samej sobie nie wchodziło w grę. Tylko czy był w tym sens? Allen zaczynał w to wątpić. Czasami czuł, że ludzie dookoła w ogóle go nie obchodzą, są tylko dekoracją. Nie wiedział, czy to wpływ Czternastego czy skutek śmierci Vivian, ale właśnie dlatego tak się zachowywał. Stagnacja i rezygnacja stawały mu się coraz bliższe aż do momentu, gdy ruszał do walki z wrogiem.
Tak było i teraz, gdy jego lewe oko wychwyciło aurę akum. Te wszystkie dziwne uczucia zniknęły na rzecz adrenaliny. Zwróciło to też uwagę dwóch pozostałych egzorcystów.
– Akumy? Przecież nie pojawiły się tu ani razu od czterech dni.
– Później będziemy się zastanawiać – mruknął Kanda. – Idziemy.
Akumy były dość daleko, przez co musieli dotrzeć na obrzeża miasta, gdzie stała samotna, dość stara rezydencja. Wkroczyli do ogrodu z aktywowanym innocence, zabijając po drodze kilka akum.
– Kiri! – Lavi pierwszy ją dostrzegł.
Dziewczyna spojrzała na nich z niezrozumieniem. Rudzielec przeskoczył nad atakującą akumą, którą zniszczył chwilę później Kanda, i podbiegł do niej.
– Ty żyjesz, Hikari. Dzięki Bogu, żyjesz.
– My się znamy? – zapytała.
Laviego aż zmroziło na te słowa. Dziewczyna patrzyła na niego jak na kogoś obcego. Wniosek był prosty – straciła pamięć.
– Hikari, to ja, Lavi. Przypomnij sobie, Kiri.
Całą swoją energię włożył w próby przywrócenia jej pamięci, nie zwracając uwagi na otoczenie. W czasie walki był to poważny błąd i tylko krzyk Allena sprawił, że odepchnął czerwonowłosą i sam odskoczył.
Hikari pociemniało w oczach, kiedy uderzyła o ziemię. Przez chwilę trudno było jej się zorientować w sytuacji, gdy pamięć tak nagle jej wróciła. Uśmiechnęła się do Laviego, który się nad nią pochylił.
– Przyszedłeś po mnie – szepnęła.
– No jasne, głuptasie. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że nic ci nie jest.
– Króliki, może byście wzięli się za akumy! – dobiegł ich krzyk Kandy.
– Oliwer – Hikari zerwała się do siadu.
Mężczyznę dojrzała w tym samym miejscu, w którym zaatakowała go Road. Noah Snu obserwowała wszystko z wysokości i ze słodkim uśmiechem.
– Lavi, muszę ratować Oliwera – powiedziała czerwonowłosa. – Jest pod kontrolą Road.
– Jak chcesz to zrobić?
– Pokonam ją na jej własnym polu. Możesz mnie osłaniać?
– W porządku.
– Innocence, aktywacja.
Nigdy dotąd tego nie robiła, ale wiedziała, co powinna zrobić. Pozwoliła prowadzić się własnej mocy, która pozwoliła jej połączyć umysł z umysłem łucznika.
To była wyspa. Opustoszała i bardzo dzika. Rozejrzała się uważnie, nie wiedząc, czego może się spodziewać. Dostrzegła go mierzącego z łuku do jakiejś postaci.
– Oliwer!
– Hikari? Co ty tu robisz?
– Moja moc pozwala mi manipulować wspomnieniami przeciwników i ich kontrolować. Jest bardzo podobna do mocy Road, która cię tu zamknęła. Pokazuje ci wszystkie najgorsze rzeczy z twojego życia, żeby cię złamać i zniszczyć.
– Odzyskałaś pamięć?
– Tak. Właśnie dlatego wiem, jak użyć swojego innocence.
– Jak nas stąd wyciągniesz?
– Obawiam się, że najpierw będę musiała pokonać Road. Pamiętaj, wszystko, co tu zobaczysz, jest przeszłością bądź kłamstwem. Nie daj się złamać.
– Mocne słowa jak na słabą egzorcystkę – usłyszeli głos Road.
Sceneria się zmieniła. Był to Czarny Zakon, a dokładniej sala treningowa wypełniona trumnami z symbolem Zakonu.
– Wyłaź, Road – mruknęła Kiri. – Znam te twoje sztuczki. W środku są egzorcyści, prawda?
– O czym ty mówisz, Hikari?
Odwróciła się. Z boku stała Lenalee i patrzyła na nią zaskoczona tym wyznaniem. Czerwonowłosa zmrużyła oczy, uspokajając emocje.
– Road, wyłaź – powtórzyła.
Jednocześnie zaczęła przejmować kontrolę nad poszczególnymi częściami tego świata. Sala treningowa zamieniała się w las, a obok Lenalee pojawili się kolejni egzorcyści.
– Co tu robisz, Hikari? – zapytał Allen.
– Gdzieś ty była tyle czasu? – dorzucił Lavi.
– Tym razem przesadziłaś. Wiesz, co tu przez ciebie działo? Wszyscy cię szukali.
Tego się nie spodziewała. Przed nią stała Vivian, ale cerę miała szarą, oczy złote, a na czole stygmaty. Uśmiechała się złośliwie, głos miała pełny pretensji, ale pozostali jakby tego nie dostrzegali.
– To ty przesadziłaś, Road – warknęła zirytowana. – Nie zbrukasz wspomnienia Vivian.
– O czym ty mówisz, Kiri? – brązowowłosa roześmiała się. – Jakbyś to nie była ty.
– Nie podchodź!
Vivian nie posłuchała. Wtedy przez jej ciało przeszła strzała. Hikari odwróciła głowę. Oliwer właśnie nakładał kolejny pocisk na cięciwę. Starał się przy tym uspokoić, co potwierdziło czerwonowłosej, że on widzi coś innego. Najwyraźniej Road nadal miała nad nim większą kontrolę.
– Oliwer, słyszysz mnie? – zapytała.
– Tak, Hikari.
– Zamknij oczy. Wsłuchaj się w mój głos i nie dopuszczaj nic więcej do siebie.
Zaczęła snuć opowieść o miejscu, w którym powinien się pojawić. Innocence podpowiadało jej, że w ten sposób szybciej zyska kontrolę nad tym „snem”, jednocześnie powstrzymała ruch we własnym. Nie miała tyle doświadczenia, by kontrolować dwa światy, więc postanowiła najpierw uwolnić Oliwera. Wtedy będzie mogła skupić się na pokonaniu Road.
Otoczenie znów się zmieniło. Był to rodzinny dom Kiri – ta rudera, w której spotkała Vivian i Kandę, gdzie powiedzieli jej, że nie jest potworem, ale egzorcystą, a jej moc to efekt synchronizacji z innocence, które musiała nauczyć się kontrolować.
– Gdzie jesteśmy? – zapytał Oliwer.
– To mój dom, a raczej jego ostatnie wspomnienie zanim dołączyłam do Czarnego Zakonu. Później ci wszystko wyjaśnię. Road, wyłaź!
Noah Snu weszła do pomieszczenia, które kiedyś było salonem. Nadal miała dobry humor.
– Twoje innocence jest groźniejsze niż się spodziewałam – powiedziała. – Ale i tak przegrałabyś tę walkę.
– Więc dlaczego nie walczysz na poważnie?
– Z tobą byłoby nudno.
– Więc co zrobisz?
– Dzisiaj was puszczę. Znudziło mi się.
W tym momencie cała trójka wróciła do rzeczywistości. Po akumach nie było śladu, a egzorcyści stali po obu stronach Hikari w gotowości.
– Przegrałaś, Road.
– Jesteś tego pewny, Allen? Powiem wam coś ciekawego. Czternasta żyje i stała się jedną z nas.
– I myślisz, że w to uwierzymy? – zapytał białowłosy.
– Nie musisz wierzyć. Do zobaczenia następnym razem.
Za Road pojawiły się jej drzwi, przez które przeszła. Egzorcyści spojrzeli na siebie trochę niespokojni, mimo wszystko rewelacje Noah Snu odrobinę wyprowadziła ich z równowagi. Że też Noah uwielbiają szkalować innych tylko po to, żeby ich podrażnić. Wszyscy wiedzieli, że Vivian nie żyje, więc po co wracać do tego tematu? Powinno im się znudzić.
Kiri miała się odezwać, gdy Oliwer pchnął ją za siebie, a oko Allena wykryło jeszcze jedną akumę. Nie zdążyli zareagować, kiedy pocisk uderzył mężczyznę. Precyzyjne cięcie Mugenem zabiło demona, ale było już za późno.
– Oliwer!
Hikari spojrzała przerażona na przyjaciela, który przyjął na siebie atak, który jej nie zrobiłby krzywdy. Nie wiedział o tym, nie mógł wiedzieć.
– Jesteś cała? – zapytał.
Kiwnęła głową, tłumiąc łzy zbierające się w kącikach oczu. Nie potrafiła mu pomóc, wobec tego nadal byli bezradni. Tylko egzorcyści z pasożytniczym innocence i Kanda byli odporni na wirus akumy. Zwykły człowiek nie miał szans.
– To dobrze.
– Oliwer, dlaczego to zrobiłeś? Nie możesz jeszcze umrzeć.
– Nie płacz.
– Kto będzie chronić Baltimore, kiedy ty odejdziesz?
– Samo się obroni. W Baltimore są jeszcze ludzie, którzy sprzeciwiają się złu. Oni dadzą nadzieję innym. Cieszę się, że cię poznałem, Hikari. Dziękuję.
– Nie, to ja dziękuję za wszystko, Oliwer. Nigdy o tobie nie zapomnę.
Patrzyła bezradnie, jak jego skórę pokrywają czarne gwiazdki, po czym ciało mężczyzny rozsypuje się w pył. Hikari zaniosła się płaczem.
– Oliwer…
Była bezsilna wobec nieuchronnej śmierci. Jeszcze przed chwilą była pewna, że udało jej się go uratować przed Road, ale los upomniał się o niego. Jej przyjaciel umarł na jej rękach, człowiek, który uratował jej życie, otoczył opieką, obdarzył przyjaźnią, a ona nic nie mogła zrobić.
Poczuła, jak Lavi obejmuje ją w milczeniu. Wtuliła się w niego mocniej. Teraz to ona potrzebowała pocieszenia, bo czuła się winna temu, co się wydarzyło przed chwilą. W jego ramionach czuła się bezpieczniej, choć smutek rozdzierał jej duszę.
– Powinniśmy wracać – powiedział cicho. – Komui pewnie się martwi.
– Przepraszam, Lavi. Dokładam ci tylko kłopotów.
– Nie przepraszaj, głuptasie. Cieszę się, że żyjesz. To dla mnie najważniejsze.
Hikari otarła łzy, uspokajając się. Była wdzięczna Oliwerowi za to, co zrobił i teraz musiała udowodnić przede wszystkim samej sobie, że nie zrobił tego nadaremno. Skłoniła się przed tym, co zostało po ciele.
– Dziękuję, Oliwerze. Nie zawiodę. Żegnaj, przyjacielu.
Uśmiechnęła się do Laviego, który chwycił ją za rękę, jakby bał się, że znowu zniknie bez słowa. Tak wrócili do Kwatery Głównej. Od razy została mocno przytulona przez Lenalee.
– Nie rób tak więcej.
– Przepraszam, że cię zmartwiłam, Lena. Wróciłam, więc otrzyj łzy.
– Witaj w domu, Kiri.
Przyjaciółka opanowała emocje i uśmiechnęła się szeroko i radośnie. Komui też odetchnął z ulgą, widząc ją całą i zdrową.
– Nastraszyłaś nas trochę, ale dobrze, że się znalazłaś. Witaj w domu.
Po złożeniu szczegółowego raportu Hikari wzięła długą kąpiel, która ją uspokoiła i odprężyła, po czym położyła się do łóżka. Długo nie była sama, bo w drzwiach stanął Lavi z jakąś wielką księgą w ręce.
– Ty nie masz jakiejś roboty od Staruszka? – zapytała, odwracając się na brzuch.
– Mogę połączyć przyjemne z pożytecznym. No chyba, że mam sobie iść.
– Zostań.
Przesunęła się tak, żeby miał lepszy dostęp do światła, co skwapliwie wykorzystał. Nie otworzył jednak księgi, ale zapatrzył się w oczy czerwonowłosej.
– Myślałem, że cię straciłem – powiedział cicho. – Szukałem i nie mogłem nigdzie znaleźć. Myślałem, że zwariuję.
– Lavi, twoje serce nie może dyktować warunków rozumowi.
– Nigdy więcej tak nie rób.
Pogłaskała go po włosach i uśmiechnęła się lekko.
– Serce i rozum. Umiesz je połączyć, Kronikarzu Juniorze?
– Teraz jestem Lavim. Teraz nie chcę cię stracić. Teraz przyszłość nie ma znaczenia.
– Kiedy straciłam pamięć z pobytu w Zakonie, cały czas za czymś tęskniłam. Wiedziałam, że zapomniałam o czymś bardzo ważnym, ale nie mogłam przypomnieć sobie o czym. Nie chcę więcej tego czuć.
Przytuliła się do niego. Ostatnie kilka dni było dla nich naprawdę bardzo trudne. Mogli utracić się wzajemnie, ale na szczęście tak się nie stało. Byli nadal razem. Reszta nie miała znaczenia.
– Oliwer był mścicielem z Baltimore – powiedziała cicho.
– Sprawdziłem kilka kwestii. Road pojawiła się, bo mściciel zaatakował ludzi pracujących dla Earla. To nie była twoja wina.
– Miasto straciło bohatera. Co się teraz stanie z Baltimore?
– Da sobie radę. Bohaterowie dają ludziom nadzieję, że warto walczyć o swoje, że ich los nie jest wszystkim obojętny, siłę, by żyć tak jak powinni. To najważniejsze. Ziarno zostało zasiane.
– My nigdy nie będziemy bohaterami.
– Bo my niszczymy. Ludziom trudno zrozumieć ciężar naszego istnienia. Nie chcą zrozumieć, że robimy to dla ich dobra, buntują się, kiedy rozbijamy rodziny, by kolejny egzorcysta dołączył do Zakonu. Nie wszyscy możemy być bohaterami.
– Ale to my uratujemy ten świat przed Trzema Dniami Ciemności – zauważyła.
– Bo jednocześnie jesteśmy bohaterami – zaśmiał się. – Sprzeczne to, ale tak to rozumiem. Zresztą bycie bohaterem oznacza samotność. Są rzeczy, którymi nie możesz podzielić się z innymi, taki ciężar sprawia, że stajemy się samotni nawet wśród ludzi, którzy są nam bliscy.
Hikari pomyślała o Oliwerze. Nie mógł zdradzić swojej tajemnicy najbliższym w obawie o ich bezpieczeństwo. Męczył się z tym w samotności. Każdy, kto miał coś do ukrycia, jakiś ciężar odpowiedzialności, prędzej czy później zostawał z tym sam. Dostrzegała to też w Zakonie. Były osoby, które mimo więzi przyjaźni były bardzo samotne, a oni nie potrafili im do końca pomóc. Nie mogli ponieść tego za nich, jedynie próbowali zapełnić pustkę, choć zwykle było to tylko chwilowe.
– Egzorcyści też są samotni – westchnęła.
– Mamy siebie. To trochę pomaga, choć nie wszyscy czują się dzięki temu lepiej.
– Masz jakiś pomysł, żeby im pomóc?
– Nie, dopóki sami nie będą tego chcieli. Nie myśl już o tym. Potrzebujesz odpoczynku.
– Dobrze.
Ułożyli się tak, żeby Hikari mogła się przytulić, a Lavi spokojnie czytać. Myśli dziewczyny krążyły wokół pojedynku z Road. Noah Snu wciąż była od niej lepsza, innocence Kiri bledło przy tej mocy. Nie wątpiła, że jeszcze niejednokrotnie przyjdzie im się zmierzyć, więc musiała wziąć się za trening w tym kierunku. Nie może pozwolić sobie na błąd, bo może kosztować kogoś życie, a do tego nie chciała dopuścić.
– Od jutra… – mruknęła.
– Co? – Lavi odwrócił na nią wzrok.
– Nic.
– Kiri?
– Od jutra biorę się za trening, żeby skopać tyłek Road, a dzisiaj idę już spać.
– Zgasić światło?
– Nie przeszkadza mi.
– To śpij dobrze – pocałował ją w policzek.
– A ty nie siedź za długo.
– Tak jest – zaśmiał się i przykrył ją kołdrą.

***

Lavi: Wracamy do głównej historii.
Vivian: W imieniu całej ekipy dziękuję wszystkim za życzenia, a szczególnie Sei-san za piękny obrazek, który można zobaczyć na stronie fb. To było naprawdę miłe.
Arte: Teraz jednak ruszamy dalej z opowieścią.
Lavi: Jak widać, wszystko skończyło się prawie dobrze. Najważniejsze jednak, że Hikari wróciła do domu cała i zdrowa.
Vivian: Za to z tobą zaczyna być problem. Masz być kronikarzem, o czym zaczynasz zapominać.
Lavi: Akurat ty nie masz prawda mnie oceniać i prawić mi morałów, Vivian.
Laurie: Wystarczy, bo jeszcze powiecie o kilka słów za dużo, a to nie będzie sprzyjać fabule. W przyszłym tygodniu wracamy do Berlina, gdzie szykuje się dla Vivian nowa misja. Trochę odbiegająca od tego, co pewnie zakładała.
Vivian: To było wredne. Zmuszanie mnie do współpracy z nim.
Laurie: Dobra, dobra, już się nie ekscytuj. Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie i do następnego.

4 thoughts on “I need a hero (Who’s gonna fight for the weak, who’s gonna make ’em believe?) I need a hero

  1. Wiola pisze:

    Ciesze się że Hikari bezpiecznie wróciła do swoich bliskich w Zakonie, szkoda tylko że Oliver musiał zginąć (no ale cóż najwidoczniej takie było jego przeznaczenie). Ciekawi mnie w jaką misje wyślesz Vivian no i oczywiście z kim hihi…
    Pozdrawiam serdecznie🙂

  2. seitoshi pisze:

    Kocham tych rudzielców❤ Lavi może i jest kronikarzem, ale przecież każdy zasługuje na miłość Kiri niech się bierze za treningi, następnym razem ma skopać Road jej małe, kościste dupsko~~!
    Szkoda mi Oliwera, dużo dla Hikari zrobił, a skończył jak skończył. A już miałam złudną nadzieję, że zostanie zwolennikiem Czarnego Zakonu… albo coś… Trudno, na pewno jego życie dużo znaczyło dla innych, i ktoś nadal będzie chronił Baltimore.
    (cieszę się, że obrazek się spodobał :3)
    Czekam na misję Vivi i do zobaczenia~~~
    Pozdrawiam!!!

  3. Saphira pisze:

    Denerwowałam się od początku tego rozdziału, aż mi się ręce trzęsły. Uff… Hikari wróciła pamięć, więc się uspokoiłam. Road mnie wkurzyła, a to co powiedziała o Czternastej… Czyżby Noah wyczuli Vivian?
    Gdy Oliwer dostał od akumy łezka mi się w oku zakręciła. Miły był, pomógł Kiri no i polubiłam go.
    No i ciekawe z kim wyślesz Viv na misję😉
    Pozdrawiam gorąco i ślę ogromnej ilości weny.

    • laurie16 pisze:

      Noah sami nie są pewni, gdzie jest Vivian i w jakim stanie, ale dla nich to nie powód, żeby nie podenerwować egzorcystów.
      Zgadnij, skoro Vivian tak się piekli,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s