All we are is broken glass Thrown to the floor, we were never meant to last And all we are, are empty shells Try to pick us up, you’re gonna cut yourself

Vivian nawet nie zauważyła, kiedy minęło lato. Było upalne i słoneczne, często w tym gorącu ciężko było jej pracować, a Berlin wręcz płonął, nagrzane słońcem budynki tylko potęgowały uczucie upału. Jedynie w Kwaterze Głównej Ligi panował ożywczy chłód, ale dziewczyna rzadko z niego korzystała, gdyż Arianne dużą część treningu przeprowadzała na zewnątrz, jakby na złość uczennicy, która nie znosiła upału. Przez to musiała wkładać dużo więcej energii w zlecone zadania niż zwykle. Klęła przy tym na surową mistrzynię, która w ogóle nie słuchała skarg i dalej wymagała absolutnego posłuszeństwa i precyzji. Vivian nie lubiła deszczowego, zimnego lata w Londynie, kiedy od słońca łatwiej było trafić na burzę, ale upalne, berlińskie lato wspominać będzie jeszcze gorzej. Z Arte prawie się nie widywała – albo siedział w Kwaterze Głównej albo wyjeżdżał na długie misje w mniej słoneczne miejsca. Jemu taka pogoda również nie odpowiadała, częściej zmieniał tryb na nocny, więc bywało tak, że gdy Arte budził się do życia, wykończona Vivian kładła się do łóżka i żadna siła nie potrafiła jej z niego wyciągnąć nie wcześniej niż po ośmiu godzinach snu. Wielokrotnie prosiła mistrzynię o zmianę trybu dnia przez ten upał, ale Arianne odmawiała, chcąc ją zahartować do ekstremalnych warunków – takie było oficjalne tłumaczenie. Zresztą wydawało się, że kobiecie tak wysokie temperatury nie są straszne, zawsze wyglądała perfekcyjnie podczas, gdy Vivian była wykończona i mokra od potu. Miało to pewną przyczynę – brązowowłosa wykonywała większość ćwiczeń samodzielnie, ale ta różnica wyglądu działała jej mocno na nerwy. Dość mocno się przy tym opaliła, przez co jej jasna skóra nabrała lekko brązowego koloru, który nawet jej pasował. Do następnego lata opalenizna jednak zejdzie, choć Vivian miała nadzieję, że za rok będzie miała więcej do powiedzenia w sprawie spędzania najgorętszej pory w Lidze.
Wielkimi krokami nadchodziła jesień. Większość kwiatów zniknęła, liście na drzewach nabierały kolorów, niektóre już zaczęły opadać. Częściej padał deszcz, niebo było zachmurzone, a temperatura znacznie opadła. Nadal jednak zdarzały się piękne, słoneczne i ciepłe dni, kiedy aż chciało się wychodzić. Życie w Lidze toczyło się własnym rytmem, Cienie wtapiały się w krajobraz Berlina i nikt niepowołany nie miał pojęcia, że pod miastem kryjówkę ma jakaś organizacja.
Vivian leżała na łóżku w jednym z pokojów na piętrze „Szalonego Kruka” i od niechcenia przerzucała strony świeżej gazety. Obok siedział Akira i bawił się jej włosami. Wszyscy w Lidze śmiali się, że Japończyk jest faworytem brązowowłosej, bo zwykle z nim spędzała noce, gdy zostawała w barze. Arte powtarzał, że powód jest oczywisty, ale zawsze słyszał, że ma zająć się własnym łóżkiem, a do jej nie pchać się z buciorami, bo oberwie, co kwitował śmiechem. Niby powinna się przyzwyczaić, że wciąż jej o tym przypomina, ale tak ją to wkurzało, że czasami nie mogła się powstrzymać przed paroma przekleństwami czy solidnym ciosem.
– Wiesz, że nie musisz tu ze mną siedzieć – mruknęła, rzucając gazetę na stolik.
– Spędzanie czasu z panienką należy do przyjemności.
– Ile razy mam ci powtarzać, żebyś mówił mi po imieniu? – zapytała. – Tu cię etykieta nie obowiązuje. Mnie zresztą też nie.
– Tak nie wypada.
– Akira… – westchnęła.
– Chodzi o to, co pan Arte wciąż powtarza? – zapytał. – Że przypominam kogoś ważnego dla… ciebie?
– Chodzi o to, że nie jesteś moją własnością i nie powinieneś nawet dawać mi iluzji, że jest inaczej. Już raz przeholowałam.
– Przeprosiłaś.
– Mimo wszystko nadal głupio się z tym czuję.
– Mnie to nie przeszkadza – odpowiedział szczerze. – Owszem, nie doganiam cię, jeśli chodzi o taki wkład w seks i będę raczej stroną zdominowaną, ale lubię spędzać z tobą czas. Nieważne, co robimy.
– Bo się jeszcze we mnie zakochasz – ostrzegła.
– Nie przeszkadzałoby mi to.
– Ale mnie tak. Ja nie jestem zdolna, żeby kochać normalną osobę, jestem skrzywiona i to skończyłoby się dla ciebie źle, a nie chcę, by ktoś płacił za moje błędy.
– A ja myślę, że po prostu zbyt poważnie do tego podchodzisz. Jestem tu do twojej pełnej dyspozycji, w zamian mam dach nad głową, dobrą strawę i jeszcze czerpię z tego przyjemność. Dla mnie to uczciwy układ, a przecież mogłem trafić znacznie gorzej.
– Może po prostu boję się, że zacznę mścić się na tych, którzy nie są mi nic winni za tych, którzy zamienili moje życie w piekło – westchnęła. – Przepraszam, nie powinnam cię tym obciążać.
– Od tego też tu jestem – uśmiechnął się. – Ale fakt. W wolny dzień nie powinnaś się dołować czymś, na co już nie masz wpływu.
Zaśmiała się, gdy zorientowała się, jak bardzo jej te słowa pomogły. Akira nie był tylko kimś, kto zapełniał cielesną pustkę, gdy ją czuła, ale też osobą, która wypełniała jej wolny dzień, gdy potrzebowała odsapnąć od życia Cienia. Po to stworzono „Szalonego Kruka”, dla poczucia normalności i prawdziwości świata, do którego oni przez swą profesję nie mieli wstępu. Żyli wykluczeni, gdzieś na marginesie, nikt nie wiedział o ich istnieniu i nikt za nimi nie płakał, gdy ginęli oprócz przyjaciół, którzy byli tacy sami, a gdy oni zginą, przepadnie pamięć, znikną jak cienie, których życie jest tak ulotne i niezauważalne.
– Masz rację. W końcu to mój wolny dzień i powinnam go lepiej wykorzystać zanim pojawi się tu Arte i rozbije mój dobry humor, drań jeden.
Zaczęli dyskutować na różne tematy zupełnie ze sobą niezwiązane i niemające większego znaczenia. Dobrze się rozumieli. Akira z gracją unikał tematów, które mogłyby rozwiać jej dobry humor, nigdy nie pytał o przeszłość, jej myśli czy osobę, do której był porównywany. To nie było ważne, nie obchodziło go i póki Vivian nie zaczynała tego tematu, udawał, że go nie ma. Po prostu ją lubił i chciał, aby i ona spędzała z nim z przyjemnością czas, a nie z poczuciem winy, że wykorzystuje go dla własnych potrzeb. Tak nie było, nie w jej przypadku, bo ona widziała najpierw ich, a dopiero później siebie. Wyjątkiem były chwile, gdy przychodziła na górę dość mocno pijana i jakaś niespokojna, wtedy chciała w sobie coś zagłuszyć, choć nikt z personelu „Szalonego Kruka” nie wiedział dokładnie co. O tym też nie rozmawiali. To zresztą było im zabronione, bo Cienie nosiły w sobie głęboki mrok, w którym normalna osoba mogłaby się utopić. Ci ludzie byli na krawędzi szaleństwa, niejednokrotnie praca w Lidze chroniła ich przed kompletną destrukcją, a „Szalony Kruk” dawał poczucie normalności i możliwość zapomnienia o tym mroku. Tego się właśnie trzymali.
Pukanie do drzwi przerwało im zaczepki. Do pokoju wsunęła się Rila, jedna z dziewcząt, która miała dzisiaj obowiązki na dole.
– Panienko Vivian, Rada Starszych wzywa panienkę do siebie – powiedziała.
– Rada? Nie pani Arianne?
– Rada.
– Dobrze, niezwłocznie wrócę do Kwatery Głównej. Będziesz musiał sobie znaleźć zajęcie, Akira.
– Wieczorem zaczynam zmianę na dole. Będę oczekiwał twego powrotu.
– W porządku.
Ubrała się szybko i ruszyła w drogę powrotną zaintrygowana tym wezwaniem. Zwykle w wolny dzień nikt nie zawracał jej głowy chyba, że w międzyczasie dostały z mistrzynią zadanie do wykonania. Nawet wtedy jednak to Arianne po nią posyłała, a nie Rada, w końcu nadal była uczennicą i bez wiedzy Francuzki nic nie mogła zrobić. Właśnie dlatego słowa Rily były tak bardzo zastanawiające.
Przebiegła przez salę wejściową i bardzo szybko znalazła się pod salą Rady. Tam uspokoiła oddech, przyłapując się na myśli, że wcześniej powinna się wykąpać. Na to jednak nie było czasu. Zapukała i weszła do środka, gdzie zastała kilkunastu innych Cieni. Skłoniła się przed Starszymi.
– Chcieliście mnie widzieć.
– Podnieś się, Vivian. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego cię wezwaliśmy – powiedziała Minerwa. – Jak widzisz, jest tu wielu Łowców Demonów i Mrocznych Zabójców, gdyż tego wymaga wasze najbliższe zadanie. To akcja na dużą skalę, więc od waszej współpracy będzie zależało bardzo wiele.
– Czyżby chodziło o „Le Park Rose”? – zapytał Arte.
– „Le Park Rose”? – Vivian spojrzała z niezrozumieniem na przyjaciela.
– „Le Park Rose” to paryska sekta, która działa od trzydziestu lat i od tego czasu wciąż się nam wymyka – wyjaśniła Minerwa. – Wiedzą o naszym istnieniu, więc są bardzo ostrożni. Do tej pory udało nam się dorwać jedynie płotki, ale za trzy dni wszyscy zbiorą się, aby wywołać jednego z dziewięciu najgroźniejszych demonów piekielnych. Jeśli to się stanie, będziemy mieć małą apokalipsę, a Paryż zniknie z powierzchni ziemi. Znamy miejsce, gdzie zaczną się gromadzić, ale z pewnością ceremonię przeprowadzą w innym miejscu w obawie, że ktoś ich zaatakuje. Na straży z pewnością pojawią się mniejsze demony, więc będzie naprawdę trudno się tam wślizgnąć. Wiemy też, że będą potrzebowali młodej dziewczyny na ofiarę. Do tego zadania wyznaczyliśmy Vivian. Mimo tego, że nie masz jeszcze uprawnień, masz dość sporo doświadczenia i nie powinien być to dla ciebie kłopot. Wszystkie wytyczne otrzymasz po odprawie.
– Dziękuję za pokładane we mnie zaufanie. Rozumiem, że moje zadanie to zostać ofiarą?
– Owszem. Ze względu na delikatność akcji nie będziesz miała ze sobą żadnej broni. Nie zostaniesz jednak bezbronna. Twoim stróżem będzie Arsen.
Dziewczyna spojrzała na bruneta, który też nie miał zbyt zadowolonej miny, ale nic nie powiedział. Jej to się w ogóle nie podobało.
– Arsen? – zapytała. – On ma być moim opiekunem? To chyba jakieś żarty.
– Vivian, nie podnoś głosu – upomniała ją Arianne.
– To nie żarty – warknął Aschled. – Nie dyskutuj z rozkazami. Podobno jesteś profesjonalistką.
– Wątpię, aby profesjonalizm był w tym przypadku mocną stroną Arsena. Dla niego będzie to idealna okazja, żeby się mnie pozbyć.
– Oboje jesteście profesjonalistami – odparła Minerwa. – Masz już doświadczenie w pracy z osobą, której nie darzysz sympatią.
Vivian poczuła czerwień na policzkach. To też ugodziło w nią boleśnie.
– Wtedy było inaczej – odparła lodowato. – Umieliśmy ze sobą pracować, a w walce ufaliśmy sobie. O Arsenie nie mogę powiedzieć tego samego, więc proszę, aby nie porównywać tych sytuacji.
– Zadaniem Arsena jest przekazanie informacji o miejscu ceremonii i zapewnieniu ci bezpieczeństwa, więc nie powinnaś się obawiać.
– To mnie nie uspokaja.
– Arianne, zajmiesz się tą sprawą po odprawie?
– Oczywiście.
Vivian nie odezwała się już ani słowem do końca spotkania, bo tego od niej nie wymagano. Sytuacja została przedstawiona ogólnie dla całej grupy, poszczególne rozkazy zostaną przekazane w formie pisemnej każdemu członkowi misji, więc zdążą się z tym zapoznać. Każdy z Cieni miał swoje zadanie do wykonania i na tym należało się skupić, bo dzięki temu misja zostanie wykonana prawidłowo.
Brązowowłosą czekało spotkanie z Arianne po tym, co powiedziała Radzie. Zresztą i tak musiałyby przedyskutować zadanie zlecone dziewczynie, gdyż nadal była zależna od swej mistrzyni.
Usiadły w bibliotece w towarzystwie Arte, który zagłębił się już we własne dokumenty.
– Vivian, to było nie na miejscu. Wiem, że z Arsenem łączy cię dość szorstka znajomość, ale w czasie zadania musicie być ponad to.
– Nie ufam mu.
– Wiem. To nie znaczy, że możesz pozwolić sobie na utratę panowania nad sobą przy Radzie.
– Dlaczego tego zadania nie może dostać ktoś inny? Przecież Arte też tam będzie.
– Niestety, ale obecność wampira może zaprzepaścić całą misję. Liga przygotowywała się do tego od miesięcy, a „Le Park Rose” także nie pozwoli sobie na błędy. Obecność Arte zostanie bardzo szybko dostrzeżona.
– Ale dlaczego ze wszystkich osób zaangażowanych w zadanie to musi być Arsen?
– Bo od początku przygotowywał tę misję – odpowiedział Arte. – Jako jedyny ma dojście do „Le Park Rose” i wprowadzenie na to miejsce kogoś innego zniweczyłoby wszystkie przygotowania. Od tego naprawdę wiele zależy, więc postaraj się to zaakceptować, malutka.
– A co jeśli mnie wystawi?
– Tu działa niepisana zasada, że chronimy swoich. Zapewnienie ci bezpieczeństwa należy do obowiązków Arsena, inaczej jego część misji zostanie spartaczona, a Arsen nigdy nie przełożyłby czegoś innego nad ukończenie zadania. Poza tym będziemy na zewnątrz i też nie pozwolimy, aby coś ci się stało, a nam przecież ufasz, prawda?
– Tak – mruknęła. – Ufam, ale mimo to obawiam się o przebieg tej misji.
– Będzie dobrze. Zobaczysz.
Z Arianne bardzo dokładnie przeanalizowała swoją część zadania. Z pozoru było najłatwiejsze ze wszystkich, ale w rzeczywistości całość misji opierała się na tym, jak dobrze Vivian odegra rolę przypadkowej ofiary. Tu właśnie najbardziej miała przydać jej się sztuka kamuflażu, nad czym pracowały przez całe lato. Wbrew pozorom nie chodziło jedynie o przebranie i odpowiednie zachowanie, ale każdy szczegół był równie ważny. To nie teatr i nie aktorstwo. Diabeł tkwił w szczegółach, więc Cienie gromadziły wiedzę o różnych wydarzeniach, trendach, modach czy kierunkach w kulturze, aby w razie zadania, które wymagałoby wtopienia się w tłum, nic ich nie zaskoczyło. Przy tym szeregowali informacje według ważności, aktualności i dostępności. Gdyby jakaś poufna informacja wyszła przez to na jaw, od razu wiadomo byłoby, że to ktoś z zewnątrz, a zadanie zostałoby spalone. Strój, makijaż i maniery to tylko dodatki, na które również należało zwrócić uwagę, co Arianne wielokrotnie podkreślała i ganiła najdrobniejsze uchybienie. Vivian nie miała zagrać ofiary, ale stać się nią tak, aby najbardziej podejrzliwi członkowie sekty nie zauważyli, że nie jest osobą, za którą się podaje.
Do Paryża dotarli na dzień przed całą akcją. Vivian samodzielnie zakwaterowała się w wynajętym dla niej pokoju w pensjonacie. Było to na tyle ważne, że dodatkowe osoby mogłyby zwracać niepotrzebną uwagę, a do tego musiała pozbyć się z siebie śladów Arte, które były już dość wyraźne, skoro tyle czasu spędzali razem.
Na miejscu czekał na nią Arsen. Też nie był zadowolony z przydzielenia Vivian do tej misji, ale nie podważał decyzji Rady. Nie miał wyboru, więc przygotował wszystko tak, aby dziewczyna wyszła z tego bez większego szwanku. Został zobligowany do jej ochrony, gdy sama nie będzie w stanie o siebie zadbać i nienawiść do niej nie mogła grać tu żadnej roli.
– Wszystko jest przygotowane – oznajmił, gdy tylko wszedł do pokoju. – Jutro zostaną tu przysłane dwie służące, które pomogą ci z przygotowaniami do wyjścia oraz powóz. Rzeczy masz przygotowane. Nie brałaś broni?
– Nie, przekazałam ją Arte. Takie dostałam rozkazy.
– Doskonale. Nie będę miał zbyt wielkiego wpływu na to, co się będzie z tobą działo przed ceremonią, więc lepiej, żebyś o niczym nie zapomniała – położył na stoliku dwie fiolki. – Fioletowa stłumi odczuwalność twoich mocy. Będziesz mogła ich później używać, ale demony nie powinny ich wyczuć. Co innego, jeśli dobiorą się do twojej krwi, ale to raczej się nie wydarzy.
– Jaka jest na to szansa? – zapytała poważnie.
– Niewielka. Jakieś 10-15%. U większości Cieni nie występuje zjawisko zmian we krwi przy ich mocach, wyjątkiem są Arte, ty i kilka osób, których moce są bardziej związane z ich ciałem. Wypij to zaraz po moim wyjściu, żeby mogło zacząć prawidłowo działać.
– A druga?
– W drugiej fiolce jest trucizna, która zneutralizuje truciznę, którą ci podadzą, a dokładniej zostanie związana przez składniki, które otrzymasz i jednocześnie powstrzyma rozprzestrzenianie się tamtej w stopniu, który miałby ci zagrozić. Nie bój się, w tej dawce jest dla ciebie nieszkodliwa. Na pewno zostaniesz odurzona, ale nie wiem, czym i w jaki sposób. To pomoże pozbyć się toksyny wcześniej niż będą to zakładać, więc będziesz miała kontrolę nad tym, co się z tobą będzie działo, a ja nie będę musiał cię targać w razie odwrotu.
– Na pewno mi to nie zaszkodzi? – spojrzała na niego podejrzliwie.
– Nie. Wypijesz ją na godzinę przed wyjazdem, a potem postaraj się niczego nie jeść i nie pić zbyt dużo alkoholu, bo inaczej mogą pojawić się skutki uboczne. Nie patrz tak na mnie, Walker. Rada urwałaby mi łeb, gdyby drogocenny Anioł Lucyfera zginął, więc nie waż się umierać na mojej warcie, jasne?
– Nie zamierzam żegnać się z tym światem, a tobie nadal nie ufam.
– Żadna z tych fiolek nie ma w sobie specyfiku, który zrobiłby ci krzywdę. Tylko tyle mogę zrobić, żeby zabezpieczyć cię przed misją. Nie schrzań tego i nie rozglądaj się za mną. I tak mnie nie dostrzeżesz.
– Niech i tak będzie.
Po chwili została w pokoju sama z własnymi myślami i dwiema fiolkami z miksturami przygotowanymi przez Arsena. Miała sporo wątpliwości wobec współpracy z tym chłopakiem. Od początku pałał do niej nienawiścią, nie do końca rozumiała, dlaczego, bo jedynie słyszała bluzgi pod adresem egzorcystów i Czarnego Zakonu. Co do tego drugiego, była świadoma, ile mają grzechów na swych ramionach popełnionych w imię walki z Milenijnym Earlem, o większości nie chciała nawet słyszeć, bo mogłaby stracić sens współdziałania z tą organizacją, ale nienawiść do egzorcystów nie miała dla niej żadnej podstawy. Czy zrobili mu coś złego? Przecież ich nie znał, bo kiedy wstępował w szeregi Ligi, współpraca pomiędzy organizacjami była już zamknięta. Więc o co chodziło? Nie rozumiała tego, ale za każdym razem podnosiło jej się ciśnienie, gdy słyszała, jak ich oczernia. Nic o nich nie wiedział, nie znał ich historii, które zwykle były pisane krwią, bólem i cierpieniem, więc dlaczego oczernia ich, jakby nigdy nie poznali łez? Nikt nie potrafił odpowiedzieć jej na to pytanie, nie było głównego, racjonalnego powodu.
Podejrzewała, dlaczego Rada w ten sposób ułożyła to zadanie. Chcieli, żeby nauczyli się współpracować mimo niechęci. Tego samego od niej i Kandy wymagał Komui. Wtedy jednak wyglądało to inaczej, bo walczyli obok siebie, nie przejmując się tym drugim. Tak to wyglądało przez bardzo długi czas. Dopiero później zaufali sobie, ale tylko w kwestii walki. Poza tym to była inna sytuacja, Kanda odgrywał całkiem inną rolę w życiu Vivian, był stale obecny gdzieś obok, stał się jej aniołem stróżem, więc ta niechęć musiała przeistoczyć się w coś, co można było nazwać specyficzną przyjaźnią. Z Arsenem współpraca skończy się po tej misji, a potem będą walczyć na całkiem innych frontach.
Tylko czy to bezpieczne? Obracała w palcach fiolkę z fioletowym płynem i rozważała, czy powinna zastosować się do jego wskazówek. Niby był za nią odpowiedzialny, ale czy rzeczywiście mogła bez mrugnięcia okiem pozwolić mu się chronić? Upozorowanie wypadku czy wpadki nie było takie trudne. Dla doświadczonego Cienia to łatwizna i nikt nie poznałby prawdy. Arsenowi ułatwiłoby to życie, pozbyłby się osoby, której nienawidził, odzyskałby spokój. Przecież wciąż starał się ją zdyskredytować w walce bądź potyczkach słownych. Zaryzykowałby wszystko dla własnych ambicji? Zlekceważyłby zalecenia Rady, żeby się jej pozbyć? Czy naprawdę jego misją było zapewnienie jej bezpieczeństwa? Wahała się, bo nie wiedziała, czego może się po nim spodziewać. Bała się, bo z takimi rzeczami należało uważać. Nie chciała zostać pokarmem dla demona, a musiała wejść w to środowisko zupełnie bezbronna i to Arsen był jej ścieżką bezpieczeństwa. Tylko czy bezpieczną?

***

Lavi: To chyba było wredne.
Laurie: Niby co?
Vivian: Pozostawienie mnie na łasce Arsena. Za co ty mnie tak bardzo każesz?
Laurie: Przesadzasz.
Vivian: Ja? To może się weź za następne rozdziały, bo jeszcze chwila i nie będziesz miała, co publikować. Zajmujesz się wszystkim tylko nie tym, co powinnaś.
Laurie: Wszystko w swoim czasie. O to się nie martw. Wracając jeszcze na moment do sprawy Oliwera. Jego śmierć była potrzebna, aby zmobilizować Hikari do chęci osiągnięcia jeszcze większej mocy. Ta potyczka z Road niech będzie dla Was przedsmakiem prawdziwego pojedynku tych dwóch.
Vivian: Wszystko to ma swój cel w diabelskim planie Laur jak to nas wszystkich efektownie zaszlachtować.
Laurie: Chyba ciebie, więc skończ. Podejrzewam, że będziemy musieli znosić humorki Vivian przez najbliższe dwa tygodnie, gdyż kolejne dwa rozdziały są poświęcone Paryżowi. Potem sobie odbije. Także pozdrawiam serdecznie i do następnego.

3 thoughts on “All we are is broken glass Thrown to the floor, we were never meant to last And all we are, are empty shells Try to pick us up, you’re gonna cut yourself

  1. Fall pisze:

    Wow, nadprawdę podziwiam pracę, którą wkładasz w prowadzenie bloga. Historia Vivian jest ogromnie wciągająca. Czytanie jej sprawia mi wiele radości, a rozdziały jeszcze z CJZN przeczytałam w mgnieniu oka. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania i kreowani bohaterowie, którzy od razu mnie zauroczyli. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały, w których opowiesz nam historię Vivian.
    Pozdrawiam gorąco i obiecuję często zaglądać.

  2. seitoshi pisze:

    ajj współczuję Vivian… Współpracować z Arsenem… chyba trochę za dużo od niej wymagają, ale jeśli misja się uda to zapewne wyjdzie im to na dobre.
    Naki: Poza tym, jestem pewna, że gdyby cokolwiek stało się Viv, to Arte już by ją odpowiednio pomścił…
    Oj fakt, przyjaciele by nie zapomnieli o Vivi.
    Cóż. Czekamy na kolejne dwa epizody z Le Park Rose.
    A tym czasem do zobaczenia ~~

  3. Saphira pisze:

    Coś tak przeczuwałam, że to będzie Arsen. Naprawdę jej współczuję. Dobrze, że ja nie mam takich zmartwień.
    Zgadzam się z powyższym komentarzem. Za dużo od niej wymagają.
    Hihi, czekam na walkę Hikari i Road. Bardzo mnie tym zaciekawiłaś.
    Viv, nie przesadzaj. Laur nie chce nikogo zaszlachtować. Przynajmniej mam taką nadzieję…
    Dobra, kończę, bo Kanda i pijana Sophie znowu zaczynają skakać sobie do gardeł. Czekam na kolejne rozdziały i idę się pakować. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s