Malowany uśmiech w lustrze inna twarz Nie odgadnie nikt naprawdę ile lat Zakazany owoc zawsze słodszy jest Oni wiedzą to, każdy z nich spróbować chce

Vivian spojrzała w lustro. Postać, która się w nim odbijała, nie była nią. Owszem, miała jej rysy twarzy, ciemnobrązowe włosy i brązową plamkę na prawej tęczówce, która w całości była zielona jak i lewa, ale należały do całkiem obcej dziewczyny. Miała na imię Yvonne i dorabiała do pensji jako dama do towarzystwa bogatych, często starych już dżentelmenów na przyjęciach, salonach literackich czy balach. Była trochę nieśmiała, przepych sprawiał, że czuła się zagubiona, ale łaknęła zainteresowania i najwyższego standardu, którego nie mogło zapewnić jej urodzenie w rodzinie kupieckiej. Musiała o to walczyć właśnie w ten sposób, inaczej się nie dało. Uwielbiała kwiaty i kiedy zaczynała o nich mówić, nie potrafiła przestać, przez co wielokrotnie była łajana przez bliskich, nauczycielki czy pracodawców. Przy tym czasami zaliczała wpadki, często dość głupie, które wprawiały ją w zakłopotanie.
Taką rolę napisano dla idealnej ofiary, którą tego wieczoru miała stać się Vivian. Znała wytyczne, które miały zbliżyć ją do osiągnięcia celu, dzięki czemu mogła uniknąć zagrania Yvonne. Musiała stać się tą dziewczyną, urzeczywistnić ją, więc od wyjścia Arsena zachowywała się jak ona. Zabezpieczyła również bardziej widoczne blizny na swym ciele, żeby nikt nie mógł podejrzewać Yvonne o jakieś dodatkowe cele. Poza tym nie należały do niej.
Służące przybyły punktualnie. Pomogły przygotować się dziewczynie do wyjścia zachwycone miękkością jej skóry i odcieniem włosów. Tego nie dało się ukryć żadnym sposobem, ale nie był to zbyt wielki problem. Dzięki przysłanym kobietom brązowowłosa bardzo szybko doprowadziła się do oczekiwanego wyglądu. Założyła przygotowaną wcześniej dość prostą suknię z gorsetem w ciemnoniebieskim kolorze, włosy spięła tak, że nie było widać ich rzeczywistej długości, a makijaż i dodatki były skromne. Cała jej postawa świadczyła o tym, jaką osobą była w rzeczywistości. Uśmiechnęła się nieśmiało do swojego odbicia w lustrze, po czym wypiła drugi specyfik od Arsena.
Powóz zawiózł ją prosto do pałacyku, gdzie miało odbyć się przyjęcie. Odrobinę zdenerwowana weszła do holu, rozglądając się za swoim towarzyszem.
– Ty musisz być Yvonne – usłyszała.
– Diuk Leauco. To zaszczyt towarzyszyć panu w ten wieczór – ukłoniła się.
– Richard opowiadał mi o tobie, ale chyba źle cię oceniłem. Jesteś dużo piękniejsza niż myślałem.
– Zawstydza mnie pan.
– Mów mi po imieniu.
– Oczywiście.
Mężczyzna był już po pięćdziesiątce, ale nadal zachował urodę, która onieśmieliłaby niejedną kobietę. W tym właśnie Yvonne, która speszyła się odrobinę, gdy diuk podał jej rękę i poprowadził do środka.
Przyjęcie dopiero się zaczynało, goście zbierali się w grupkach i dyskutowali na różne tematy. Służba rozdawała napoje, w tle grała jakaś muzyka. Orkiestry nie było jeszcze widać, więc trudno było określić, kto się tym zajmuje.
Yvonne nie rozglądała się po pomieszczeniu pouczona, że dobrze wychowana panna tak nie robi. Zresztą była dość zawstydzona, żeby zwracać na siebie uwagę. Chwilami zachowywała się, jakby chciała się schować za swoim partnerem i zniknąć. Diuk za to nie zwracał na nią zbytniej uwagi, szybko zostawił ją samej sobie zbyt zajęty dyskusją z jakimś innym arystokratą.
– Niezła z ciebie oszustka – usłyszała w uchu. – To trochę potrwa, więc się rozluźnij.
Nawet nie drgnęła, gdy poczuła ciepły oddech Arsena w uchu, nie odwróciła się też, więc nie wiedziała, w kogo wcielił się chłopak. To nie miało znaczenia, bo zaraz zapomniała o tym wydarzeniu. Była Yvonne, nikim więcej.
– Wybacz, że cię tak zostawiłem, ale musiałem załatwić pewne interesy – powiedział diuk, zbliżając się do niej.
Uśmiechnęła się lekko i jakby z zakłopotaniem.
– Nic się nie stało.
– Rozejrzałaś się trochę?
– Tak. To bardzo piękny pałac.
– Ogrody są równie piękne. Chodźmy.
Diuk poprowadził ją na zewnątrz. Yvonne poczuła się w swoim żywiole, gdy zobaczyła różnobarwne kwiaty. Wyswobodziła ramię spod opieki mężczyzny i zbliżyła się do klombów, opowiadając o poszczególnych gatunkach, które widziała.
– Ojej, chyba powiedziałam zbyt dużo – zasłoniła usta dłońmi wyraźnie zmieszana.
– Nic się nie stało, Yvonne. Ten blask w twoich oczach, kiedy opowiadasz o kwiatach, jest cudowny. Kochasz je, prawda?
– Tak. Są moją największą pasją.
– To dobrze, że masz pasję. Nie jesteś gnuśną damą, której nic nie może zadowolić. To czyni cię taką piękną.
Pogłaskał ją po policzku. Jego dłoń przesunęła się na szyję dziewczyny, przeszła po ramieniu i w dół wzdłuż ręki. Yvonne poczuła, że robi się czerwona, odwróciła zawstydzony wzrok.
– Pierre – szepnęła – to miejsce chyba nie jest odpowiednie.
– Moim zdaniem jest – zbliżył się do niej i wyszeptał do ucha: – Te kwiaty byłyby dla ciebie najlepszym posłaniem. Twoja skóra jest miękka jak płatki róż, tak samo pachnie. Odurzasz mnie swoją obecnością, Yvonne.
– Zawstydzasz mnie, Pierre.
Zanim mężczyzna odpowiedział, usłyszeli chrząknięcie. Niedaleko nich stał sługa o czarnych, krótkich włosach i jasnoniebieskich oczach. Skłonił się lekko, gdy diuk na niego spojrzał.
– Książę zaprasza do stołu – poinformował sługa.
– Idziemy.
Brunet zaprowadził ich do jadalni, gdzie zebrali się goście. Yvonne rozpoznała kilku ważnych dla Paryża osób, była onieśmielona ich obecnością, ale najwięcej uwagi poświęcała diukowi Leauco, który przez cały czas prawił jej komplementy i opowiadał o rzeczach, o których tak prosta dziewczyna nie mogła wiedzieć. Najwyraźniej satysfakcjonowała go taka władza nad swoją słuchaczką, przez co Yvonne straciła grunt pod nogami, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Uśmiechała się i kiwała głową, słuchając każdego słowa, choć nie bardzo rozumiała, o co w tym chodziło.
Odetchnęła z ulgą, gdy kolacja się skończyła i mogła odejść od stołu. Diuk nie zwrócił uwagi, kiedy powiedziała, że idzie poprawić makijaż, był zbyt zajęty rozmową z jakimś mężczyzną.
Po powrocie z łazienki została zaczepiona przez młodego blondyna, który uśmiechnął się do niej ciepło.
– Nie sądziłem, że spotkam tu tak niewinną istotę – powiedział.
– Pan mnie zawstydza.
– Diuk Leauco zawsze otacza się pięknem. Można mu tego tylko pozazdrościć.
Przesunął dłonią po jej policzku. Gdy przeszedł na szyję, poczuła ukłucie. Spojrzała z zaskoczeniem na blondyna, który schował szybko niewielką igłę nasączoną trucizną, po czym objął ją opiekuńczo ramieniem i wyprowadził. Dziewczyna czuła się coraz bardziej otumaniona, ciało nie chciało jej słuchać, a na panikę było zbyt późno.
– Wypiła odrobinę za dużo – usłyszała jak przez mgłę.
Mężczyzna wziął ją na ręce, gdy weszli w korytarz. Kierował się chyba do wyjścia i było to ostatnie, co zarejestrowała Yvonne, bo chwilę później była już nieprzytomna.
Pierwsze, co Vivian poczuła po odzyskaniu świadomości, to ruch. Leżała na czymś miękkim, co poruszało się jednostajnie, od czasu do czasu to coś było podbijane do góry, więc musiała być w powozie. Utrzymała rytm serca i oddech na takim poziomie, jakby nadal spała i wsłuchała się w odgłosy dookoła. Gdzieś obok był ktoś jeszcze, prawdopodobnie mężczyzna, który ją odurzył. Słyszała jego spokojny oddech, czuła zapach perfum i alkoholu, który wypił. Nie ryzykowała jednak uchylenia powiek, żeby nie zdradzić się przedwcześnie. Ważniejsze było dopilnowanie, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli i by oprawcy nie dostrzegli, że ich ofiarą wcale nie jest delikatna, lekko naiwna Yvonne.
Powóz zatrzymał się i została wyniesiona za zewnątrz. Poczuła na skórze nocny chłód, który minął, gdy wniesiono ją do jakiegoś pomieszczenia. Przez chwilę słyszała jedynie kroki, minęli schody, długi korytarz, po czym została ułożona na miękkim łożu. Wyraźnie słyszała oddechy jeszcze dwóch innych osób.
– Przygotujcie ją do ceremonii – usłyszała głos blondyna.
– Oczywiście, hrabio.
Mężczyzna wyszedł, a dwie służące ściągnęły z niej ozdoby i suknię, by założyć inną. Trochę to potrwało, bo ciało Yvonne było bezwładne i ciągle opadało, jeśli nikt tego nie pilnował. Nie miały jednak dodatkowych problemów i zostawiły ją w spokoju.
Vivian wiedziała, że trafiła do odpowiedniego miejsca. Nadal nie była pewna zamierzeń Arsena, ale dla dobra misji z pewnością w jakiś sposób przekazał reszcie grupy lokalizację ceremonii. Teraz wystarczyło poczekać aż się zacznie, żeby zlikwidować całą sektę. Do tego jednak czasu brązowowłosa musiała być Yvonne. Tak dla pewności.
Otworzyła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Była to bogata sypialnia z łóżkiem z baldachimem. Ona sama została przebrana w białą, prostą sukienkę, a ozdoby zniknęły.
– Obudziłaś się już? – w drzwiach stanął blondyn, który ją odurzył.
– Gdzie jestem? Czego ode mnie chcesz?
Odsunęła się gwałtownie, gdy podszedł bliżej. W tej chwili dławił ją strach. Została porwana nie wiadomo gdzie i w jakim celu podczas, gdy powinna towarzyszyć diukowi.
– Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy.
Yvonne przyglądała się temu mężczyźnie i rzeczywiście nie wyglądał, jakby zamierzał ją w jakikolwiek sposób skrzywdzić. To pozwoliło jej się uspokoić i zacząć myśleć jak córka kupca. Słyszała przecież o takich procederach. Znudzeni arystokraci porywali z przyjęć panienki do towarzystwa, zabawiali się z nimi, po czym oboje wracali na przyjęcie. Dzięki temu mogły zarobić podwójnie.
– Nadal nie odpowiedział pan na moje pytanie – odezwała się już spokojniejszym tonem.
– Oczarowałaś mnie.
– Diuk nie będzie zadowolony, gdy spostrzeże, że mnie nie ma.
– O to się nie martw. Wszystkim się zajmę. Zdradź mi swe imię.
– Yvonne.
– Piękne imię. Niczym się nie przejmuj.
Yvonne nie podejrzewała, że chodzi tu o coś więcej. Zamierzała zarobić dodatkowo i tylko to się liczyło, więc pozwoliła do siebie podejść. Blondyn pogłaskał ją po policzku, przyglądając się jej reakcjom. Ani jeden mięsień nie drgnął w odruchu obronnym. Yvonne uśmiechnęła się lekko, bo gest sprawiał jej przyjemność. Była całkiem inna niż Vivian, u której wymuszone gesty było bardzo łatwo zauważyć, przez co musiała dużo czasu poświęcić, aby opanować te minimalne ruchy swojego ciała. Między innymi to robiła przez całe lato, kiedy zajmowali się kamuflażem.
Blondyn przez chwilę nie poruszył się, jakby chciał ją sprowokować do ruchu. Yvonne jednak czekała, chcąc dowiedzieć się, czego ode niej oczekuje.
– Jesteś bardzo niepewna – zauważył.
– Uczono mnie, że kobieta powinna być skromna – odparła.
– Słuszna uwaga.
Pocałował ją delikatnie, prowokując do zabawy. Yvonne chwyciła przynętę. Wtedy też została przyciśnięta do ściany, powoli przestawała oddychać, co jej się nie spodobało. Blondyn puścił ją jednak dopiero, gdy była ledwo przytomna. Opadła na kolana, krztusząc się powietrzem. Po chwili spojrzała na mężczyznę, który uśmiechał się cynicznie.
– Takie traktowanie jest niezgodne z zasadami – powiedziała.
– Przestraszyłaś się?
– To nie jest zabawne, panie.
– Dla mnie jest.
Chwycił ją za ramię i pociągnął mocno do góry. Yvonne nie miała nawet, gdzie się cofnąć, więc nie mogła uciec przed kolejnym pocałunkiem. Spanikowana machała we wszystkie strony rękoma i próbowała się wyszarpnąć, rozbawiając tym swego oprawcę. Chwilę później została pchnięta w kąt pokoju i chwycona za rękę, gdy próbowała uciec.
– Jesteś strasznie nudna, skoro nie umiesz się bawić.
Położyła dłoń na jego torsie, powstrzymując go przed ruchem. W myślach nakazała sobie uspokoić się, bo przecież jeszcze nie zrobiono jej krzywdy. Równie dobrze mogła pójść na ten układ i jeszcze zyskać, a nie zachowywać się jak nieopierzona małolata. Wiedziała, jaki jest ten świat znudzonych arystokratów, więc panika w niczym nie pomoże.
– Widzę, że się uspokoiłaś, Yvonne.
– Jestem córką kupca. Tatuś zawsze powtarzał, że należy robić tylko dobre interesy.
– Święte słowa. Podejrzewam, że dotąd trafiali ci się jedynie ci nudni i dziadki.
– Nie da się ukryć – zaśmiała się wdzięcznie.
– Z mojej ręki krzywda ci nie grozi – obiecał.
Pozwoliła mu na kolejne brutalne pocałunki, czerpiąc z tego przyjemność. Nigdy dotąd nikt jej nie traktował w ten sposób, więc początkowo trudno było jej się w tym odnaleźć. Nie widziała jednak w tym nic zdrożnego, pozwalała, aby prowadził ją przez cały czas i tylko wplatała palce w jego włosy.
Drzwi otworzyły się i do pokoju wszedł brunet o krótko przystrzyżonych włosach i szarawych oczach.
– Nadal się z nią bawisz?
Blondyn spojrzał na mężczyznę ze spokojem. To Yvonne nie była zadowolona, że im przerwano.
– Wszyscy już są? – zapytał jasnowłosy.
– Tak. Przygotowania do ceremonii również zostały już zakończone. Brakuje tylko głównej atrakcji.
– Jaka ceremonia? – zapytała Yvonne.
– O nic się nie martw. Nawet nie poczujesz.
– Co? Nie. Przecież powiedziałeś, że nie stanie mi się krzywda.
– Z mojej ręki. Nie panikuj.
– Właśnie dlatego nie lubię tych twoich zabaw – mruknął brunet.
Yvonne cofnęła się gwałtownie, ale ściana za plecami uniemożliwiła jej ucieczkę. Mogła tylko próbować wyszarpnąć rękę, za którą została chwycona. Blondyn wyciągnął niewielką strzykawkę i wstrzyknął dziewczynie zawartość. Yvonne złapała się za tę rękę, gdy została puszczona i patrzyła przerażonym wzrokiem na mężczyznę.
– Zaraz powinno zacząć działać.
– Co to było? Dlaczego?
– Przecież ci powiedziałem. Oczarowałaś mnie, Yvonne.
Chciała odpowiedzieć, ale nagle zakręciło jej się w głowie i poczuła gorąco. Powoli zsuwała się na ziemię, czując, jak traci przytomność. Próbowała z tym walczyć, ale narkotyk był silniejszy.
– No i po wszystkim – stwierdził blondyn.
– Pośpiesz się.
– Już, już. Bez Yvonne i tak nie moglibyśmy zacząć.
Jasnowłosy wziął bezwładne ciało dziewczyny na ręce i ruszył z towarzyszem na dół do salonu, gdzie na podłodze był już wyrysowany krąg z odpowiednimi oznaczeniami. Już teraz było czuć płynącą przez niego moc czarnej magii, przez co człowiek wzdrygał się na każdy impuls, mając wrażenie, że za chwilę coś wyłoni się z podłogi i zaatakuje. „Le Park Rose” chcieli przywołać naprawdę niebezpiecznego demona, więc dziewczyna złożona na ofiarę musiała zostać odurzona. W innym wypadku wrzeszczałaby jak nawiedzona, a tego woleli uniknąć. Dla większości to i tak nie będzie zbyt miły widok.
Yvonne została ułożona na skraju kręgu, jej ręce i nogi przymocowano do czterech haków szerokimi pasami, które miały powstrzymać ją przed ucieczką w razie, gdyby ocknęła się zbyt szybko. Na jej odsłoniętym kolanie wyrysowano znak, który miał przyciągnąć demona i przekazać mu, że dziewczyna jest dla niego. To miało dać im czas na przygotowanie zaklęcia spętania, żeby nie zostali pokarmem dla wygłodniałej bestii i by ich słuchała.
Gdy Yvonne została przygotowana do ceremonii, członkowie sekty, wszyscy w długich, czerwonych szatach, stanęli wokół kręgu. Demony, które im towarzyszyły, ustawiły się pod ścianami gotowe do oddania hołdu silniejszemu od siebie – inaczej mogłaby je czekać śmierć z jego ręki. Wszyscy byli gotowi do rozpoczęcia ceremonii i nic nie miało prawa im przerwać.

***

Vivian: Mam nadzieję, że się nie pogubiliście, bo Laur nam tu znowu odrobinę eksperymentuje.
Laurie: Czepiasz się szczegółów.
Lavi: Właśnie. Poza tym są ważniejsze sprawy.
Vivian: Ciekawe jakie.
Lavi: A takie, że mamy nową czytelniczkę, Fall-san, którą serdecznie witamy.
Vivian: Raczej się ślinisz, bo dziewczyna.
Laurie: Dalej się boczysz za Arsena? Dajże spokój. Ponadprogramowy rozdział ci napisałam. Czego jeszcze chcesz?
Vivian: Świętego spokoju. Saphira-san, ja wiem, co mówię. Laur nas regularnie szlachtuje, jakbyś nie zauważyła.
Laurie: Dość. Za tydzień ostatnia część opowieści o sekcie. Do tego czasu trzymajcie się ciepło. Do następnego.

6 thoughts on “Malowany uśmiech w lustrze inna twarz Nie odgadnie nikt naprawdę ile lat Zakazany owoc zawsze słodszy jest Oni wiedzą to, każdy z nich spróbować chce

  1. seitoshi pisze:

    Yvonne jest bardzo interesującą rolą Vivian, a to jak tą rolę przedstawiłaś jest pomysłowe, to tak jakby Viv się nią stała dosłownie przez ten czas co musi ją grać. Idealnie zagrała rolę, widać rezultat treningów. Taka delikatna Viv… pfff~~ nie no przepraszam, ale to do niej ani trochę nie pasuje, a udało jej się mimo wszystko, godne podziwu. Czekam na wkroczenie Ligii. ;]
    Pozdrawiam :*

  2. Liski chytruski, bawią się w okultyzm? O jeżu, no to się porobiło. Szaleństwo. Ostatnio tak znęcasz się nad tą niewiastą, że aż mi jej szkoda ;___; Niby cały czas powtarzam sobie, że przecież nic jej nie będzie, bo to główna bohaterka, ale teraz nie jestem niczego pewna, bo cały czas wywijasz nam numery, coś jak swego rodzaju koło fortuny. PLZ, NIE RÓB NAM CHOCIAŻ DRUGIEJ GRY O TRON.

    I wiem, że to nieładnie, ale zapraszam do siebie, bo po ponad pół roku coś dodałam, a nie mam skrupułów, bo jestem cebulakiem.

    • laurie16 pisze:

      Co ja jej znowu robię, Elenko kochana, bo chyba nie rozumiem? Gry o Tron nie widziałam na oczy, więc i tak nie bardzo wiem, jak to interpretować.

      • Szanowna koleżanko, już wyjaśniam, do czego zmierzam, choć może nie będzie to zbyt błyskotliwa opowieść, nadająca się na nudne, deszczowe wieczory jako substytut podręcznika do filozofii😄
        Otóż chodziło mi o to, iż na przestrzeni kilkunastu (okej, na pewno wyolbrzymiam sprawę i wcale nie było tego tak sporo) ubiegłych rozdziałów, to biedne dziewczę doświadcza zagrożenia życia co dwie minuty*, a ja należę do osób nader przeżywających losy bohaterów (serio, nawet Trudne Sprawy nie tyle mnie śmieszą, co denerwują). Rzecz jasna rozumiem, że tak MUSI BYĆ, bo „Słowo autora jest święte, wypierdzielaj pan” i jako autor (stety, czy niestety, ale również) doskonale to rozumiem. I nie mówię, że mi się nie podoba, bo dramatyzm jest okej, ale chodziło mi tylko o odczucia mojej skromnej osobistości.
        Przechodząc do drugiej części mojej wypowiedzi, której już na etapie początkowym brakowało sensu, przedstawię o co mi chodziło z GoT.
        Dobra… już mówię normalnie.
        Dążę do tego, żebyś nam wszystkich nie pozabijała. C:

        *Czas podany w przybliżeniu

        Okej, przepraszam za to bezsensowne wypracowanie i mam nadzieję, że nie żywisz hejta XDD Po prostu chciałam ci jak najdokładniej nakreślić swoje odczucia.

        • laurie16 pisze:

          Dobra, teraz rozumiem, co miałaś na myśli. Ale nadal nie zgadzam się z tym, że coś robię Viv. Taką ma pracę, a w tym momencie to jej nawet nie utrudniam. Za wiele.
          Wszystkich nie pozabijam. Spokojna głowa.
          I nie żywię hejta. Do tego mi daleko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s