Somehow I feel like I’ve known you all my life And we have been together since the dawn of time and I’ve been missing vital pieces of the puzzle You might be the answer, stranger

Zobaczyła białe włosy znikające za drzewem. Impuls sprawił, że za nim pobiegła.
– Squalo!
Postać odwróciła się. Vivian spuściła spojrzenie. To nie był on. Bezwiednie ruszyła w stronę huśtawki, nie zauważając, że białowłosy idzie za nią. Pozwoliła pogłaskać się po włosach, choć nawet tego nie czuła.
– Chcę go jeszcze raz zobaczyć – szepnęła.
– Teraz to niemożliwe, Aniele.
– Przyprowadź go – zażądała.
– Nie mogę. To zakazane.
– Ty i te twoje prawa – prychnęła.
– Gdyby tu przyszedł, co byś mu powiedziała?
– Nie babraj się w moim sercu.
– Aniele, wiem, że będzie ci trudno, ale zrozum, że on nie może wrócić.
– A czy ja oczekuję aż tak wiele? Chcę go tylko zobaczyć. Ostatni raz. Tamto się nie liczy jako pożegnanie.
– Teraz spotkanie z nim jest niemożliwe.
Zamknęła oczy i oparła się o Niszczyciela.
– Czas mija, a ja nawet nie wiem, kiedy minął rok. Wiem tylko, że go nie ma. Wracam i uciekam. Chyba sama nie jestem pewna, co robię.
– Myślenie o nim nie jest niczym złym. Chcesz go upamiętnić, a rana nadal jest świeża.
– A czy kiedykolwiek się zagoi?
– Może.
– Nawet nie wiem, co miałabym mu powiedzieć. Nawrzeszczeć na niego, że jest durną rybą czy przeprosić, że byłam zbyt słaba, aby go ocalić. Chciałabym jedynie móc znów spojrzeć mu w oczy.
– I na to przyjdzie czas. Ci, którzy są nam bliscy, nigdy nas nie opuszczają. Pamiętaj o tym, Aniele.
– Ta, ja mam ciebie w pakiecie jako uciążliwy dodatek.
– Ranisz moje uczucia, Aniele. Zawsze szorstko mnie traktujesz.
– To powinieneś się przyzwyczaić.
– Aniele…
– Bądź już cicho.
Zsunęła się i ułożyła głowę na jego kolanach. To było lepsze niż sen pełny wspomnień tamtego dnia. Trochę się rozluźniła, a do tego Niszczyciel zaczął nucić, co też pomogło.
Obudziła ją dłoń Arianne na ramieniu. Spojrzała na kobietę trochę nieprzytomnie, ale po chwili odgoniła senność.
– Stało się coś?
– Mamrotałaś przez sen. Myślałam, że znowu masz koszmary.
– Nie, tym razem to ktoś inny. Nie martw się, mistrzyni.
– Jesteś pewna?
– Tak, w porządku. Przepraszam, że cię obudziłam.
– I tak niedługo będziemy wysiadać, więc się nie przejmuj.
Vivian spojrzała w okno pociągu. Niedługo zacznie świtać, na horyzoncie dostrzegała już pierwsze ślady brzasku, choć świat dookoła nadal spał.
To był ten dzień. Dzień śmierci Squalo. Jakoś nie mogła myśleć spokojnie o tej dacie, nadal był to bolesny kolec w jej sercu, choć nie oczekiwała już, że cudem ocalał. Zresztą to i tak nie miałoby już znaczenia, bo jej nie ma w Czarnym Zakonie. Ich drogi już się nie przetną.
– Vivian, czy ty mnie słuchasz?
– Tak?
– Mówiłam o tym, że niedługo czekają cię pierwsze testy. Jeszcze się nie obudziłaś?
– Przepraszam. To nie to – odwróciła spojrzenie za okno.
– Więc?
– Dzisiaj mija rok od śmierci Squalo i jakoś nie potrafię wyrzucić tego z głowy.
Arianne popatrzyła łagodniej na uczennicę. Wiedziała, że egzorcystom nie pozwala się na dłuższą żałobę, a ciało chłopaka nie zostało spalone jak kazały zwyczaje, więc były większe szanse, że zostanie wezwany jako akuma. Vivian zaś mocno przeżywała rozstania z ludźmi, których kochała. Tylko pozornie była chłodna i wyobcowana, to mechanizm obronny, aby nie cierpieć, ale swych bliskich trzymała bardzo blisko.
– Jak chcesz go uczcić? – zapytała.
– Co?
– Dla ludzi spoza naszych kręgów rocznica śmierci jest dniem czci zmarłego – wyjaśniła. – Pierwsza zaś jest bardzo szczególna. Kończy żałobę.
– Egzorcystom nie wolno nosić żałoby.
– Nie jesteś już egzorcystą.
– Jestem, ale poza Zakonem.
– Więc? Co chcesz zrobić?
Vivian zamyśliła się. Dawno już nie robiła czegoś dla swoich zmarłych. Dnia śmierci Many nie znała, o dniu śmierci matki zapomniała, ale…
– W Argentynie na Święto Zmarłych panuje zwyczaj, że bliskim puszcza się stateczek z imieniem jako dowód pamięci. Jesteśmy blisko morza, prawda?
– Tak. Nie musimy się śpieszyć, dopóki nie dostaniemy kolejnego zadania, więc możesz poświęcić tyle czasu, ile potrzebujesz.
– Dziękuję, mistrzyni.
Pociąg zatrzymał się na stacji parę minut po świcie, nie wysiadało zbyt dużo ludzi, więc nie musiały czekać aż tłum zrzednieje. Wynajęły pokój w niewielkim pensjonacie przy rynku, odświeżyły się i poszły na wspólne śniadanie. Po nim się rozdzieliły.
Vivian spacerowała bez celu po uliczkach, nie wiedząc, od czego powinna zacząć. Dzień był chłodny, choć słoneczny, od czasu do czasu powiewał wiatr od morza, wprawiając w ruch kosmyki, które wysunęły się z rzemyka. Nie przejmowała się nimi, myślami błądząc w całkiem inne rejony.
Kupiła ozdobny, sztywny papier i kilka kwiatków, po czym ruszyła w stronę plaży. O tej porze roku powinna być pusta i spokojna, więc będzie mogła załatwić to niepokojona przez nikogo.
Gdy dostrzegła w oddali dwóch poszukiwaczy, zarzuciła kaptur płaszcza na głowę tak, by ukrywał twarz. Mogli jej nie znać, poszukiwaczy było dużo, nie wszyscy wracali często do Kwatery Głównej, wciąż też pojawiali się nowi, ale wolała nie ryzykować. Wokół nie wyczuwała akum, więc było niewielkie prawdopodobieństwo napotkania egzorcystów, pewnie też się tu zatrzymali na postój albo badają jakąś pogłoskę, która może nic nie znaczyć.
Ominęła ich i poszła dalej w swoją stronę. To nie miało dla niej znaczenia, dopóki nie zagrażało jej bezpieczeństwu i przebiegu podróży. Jeśli będzie to coś w gestii Ligi, Arianne będzie o tym wiedziała.
Szum morza uspokoił jej nerwy. Zawsze tak było, choć równie dobrze kojarzył się ze Squalo. Tak samo jak deszcz, ale na ten chyba nie można było dziś liczyć. Może i dobrze, bo w ten sposób łatwiej odnajdywała w sobie optymizm i pociechę.
Z jakiegoś powodu pomyślała o tamtej nocy, gdy poszła z Kandą nad rzekę pożegnać białowłosego łódką z jego listu. Uśmiechnęła się sama do siebie, bo przecież szermierze się nienawidzili. Możliwe, że była jednym z powodów, w jej stanie w tamtym czasie związek był naprawdę ryzykowny, a Kanda miał zadbać o to, aby nie odeszła od zmysłów. Gra Squalo tuż przed atakiem Cesara mogła wszystko zniszczyć, ale Vivian to przetrwała. Śmierć białowłosego i ujawnienie sekretów szkatuły także, właśnie dlatego teraz tutaj stała. Miała w sobie siłę do przezwyciężenia wszystkich trudności, choć czasem wydawało się, że to już koniec.
Obserwowała oddalający się stateczek, uspokajając się. Squalo wciąż żył w jej pamięci, wspomnienia o jego uporze dodawały jej sił. Był przyjacielem, oparciem, ukochanym, którego potrzebowało jej serce, aby nauczyć się znów kochać i zaufać. Z nim udało się stworzyć prawdziwy związek, nie chodziło tylko o seks, było też wszystko inne, czego dawniej nie potrafiła z siebie wykrzesać. Chyba nawet sam nie wiedział, jak bardzo jej pomógł, choć nie była dla niego sprawiedliwa.
– Już wiem, co chciałabym mu powiedzieć – wyszeptała. – Chciałabym go przeprosić, że wykorzystałam go jako tarczę przed Kandą. To było krzywdzące, choć urodziła się z tego miłość.
Po chwili wyczuła dwie akumy. Zbliżały się w jej stronę, więc rozejrzała się. Tuż przy brzegu biegła jakaś postać, uciekając przed dwójkami, które bawiły się w pościg. Zareagowała automatycznie.
– Innocence, aktywacja.
Trzy sekundy później akum już nie było, a postać runęła jej w ramiona. Sprawdziła w pierwszej kolejności, czy nie ma jakiś ran, w tym tych od demonów, ale wyglądał jedynie na skrajnie wyczerpanego. Był to chłopak mniej więcej w jej wieku o czarnych, długich i skołtunionych niemiłosiernie włosach, które domagały się natychmiastowego mycia, bladej cerze w obszarpanym ubraniu, które było na niego stanowczo za duże.
– Hej, ocknij się – potrząsnęła lekko jego ramieniem.
Trwało to chwilę, ale w końcu otworzył oczy o krwistoczerwonej barwie. Patrzyły na nią nieprzytomnie, ale po chwili rozbłysły radością. Wyciągnął rękę i pogłaskał ją po policzku.
– Ty jesteś moją odpowiedzią, nieznajoma – wyszeptał.
Po chwili znów stracił przytomność i Vivian zrozumiała, że nic więcej z niego nie wyciągnie, dopóki chłopak nie odpocznie. Był człowiekiem, choć czuła od niego coś jeszcze. Nie potrafiła tego określić, ale to stało się jedną z przyczyn decyzji o zabraniu go do pensjonatu. Nie zostawiłaby go tutaj, a jedynie zadbałaby o to, aby ktoś objął go opieką, ale w tym przypadku wolała zrobić to osobiście. Nie wiedziała, dlaczego.
Arianne akurat wracała z zakupów, gdy dostrzegła uczennicę z chłopakiem na plecach. Poczekała na nią przy drzwiach.
– Kto to jest? – zapytała.
– Jeszcze nie wiem. Zdążył wybełkotać jedynie jakąś bzdurę o odpowiedzi i padł. Z jakiegoś powodu goniły go akumy. Nie jest użytkownikiem innocence, ale czuć coś od niego. No i ma czerwone oczy, co u ludzi nie jest normalne. Do tego coś nie potrafiło mnie zmusić do tego, żeby go zostawić.
– Wnieśmy go na górę.
Arianne poprosiła recepcjonistę, aby zamówić im obiad do pokoju dla trzech osób, ale odmówiła propozycji sprowadzenia lekarza, zapewniając, że same dadzą sobie radę.
– Jest ranny?
– Nie, nie wyczułam żadnego uszkodzenia ciała. Szczęśliwie nie został zainfekowany wirusem akum. Jest tylko skrajnie wyczerpany.
– Poszukiwacze są w mieście.
– Widziałam, ale nie zagłębiałam się w szczegóły.
– Podobno szukają osoby, która niedługo ma się stać obiektem łowów klanu Noah. W domu jeszcze nic nie wiedzą, ale mają się dowiedzieć szczegółów i nam przekazać.
– Myślisz, że to o niego chodzi?
– Nie wiem. Na razie nie chcę dochodzić do jakichkolwiek wniosków, więc po prostu o niego zadbajmy.
Nie pytała o Squalo. Vivian miała prawo do prywatności, a teraz i tak była zajęta czymś innym. Arianne cała sprawa również zaskoczyła. W końcu klan Noah nie poluje na zwyczajnych ludzi. Chłopak nie jest zsynchronizowany z innocence, więc nasuwa się podejrzenie, że ma związek z Aniołem Lucyfera. Tylko jaki? Rada miała zbyt mało informacji na temat Czternastego Noah, dokumenty go nie uwzględniały, zostały zniszczone bądź ukryte, przez co cała sprawa z buntem najmłodszej została wymazana nie tylko z pamięci Noah, ale również ze świata. Vivian miała prawo wiedzieć o wszystkim, lecz nie było to takie proste. Pamięć Zemsty ukazywała tylko to, co wiedziała Czternasta, a przecież ta historia miała także innych uczestników, wpłynęła jakoś na świat, a oni tak naprawdę niewiele mieli. Arianne nie wiedziała nawet, od czego miałyby zacząć ani gdzie szukać informacji, a Vivian nie miała zbyt wiele czasu. Machina losu ruszyła – to wiedzieli wszyscy. Noah odzyskiwali utraconą pamięć i starcie było nieuniknione. Ceną był świat, więc nie mogli tracić czasu na poszukiwania w ciemno. Vivian musiała zostać przygotowana do walki, resztą będą martwić się później.
Brązowowłosa przyniosła z łazienki miednicę z wodą, żeby doprowadzić bruneta trochę do porządku. Albo stoczył ciężką walkę albo podróżował wiele dni, skoro doprowadził się do takiego stanu. Był po prostu brudny, pachniał kurzem drogi, a najgorszy obraz nędzy i rozpaczy stanowiły włosy. Nie była pewna, czy da się w ogóle je rozczesać czy może jedynym wyjściem będzie je obciąć.
Ostrożnie, tak by nie budzić go niepotrzebnie, rozpięła mu płaszcz, sweter i koszulę. To, co zobaczyła, lekko nią wstrząsnęło.
– Mistrzyni – przywołała kobietę.
– Blizny po torturach albo eksperymentach.
– Raczej jedno i drugie. Nawet nie chcę wiedzieć, przez jakie piekło musiał przejść.
– Nie odżywiał się zbyt dobrze, jeśli w ogóle coś jadł ostatnimi czasy.
– Dowiemy się, kiedy się obudzi. Możemy coś zrobić z tymi bliznami?
– Myślę, że trochę tak. Na stare blizny nie działa to tak skutecznie jak na świeże, ale powinno trochę pomóc. Przygotuję odpowiednią maść.
– Dziękuję.
Chłopak obudził się kilka godzin później. Jego czerwone oczy od razu spojrzały na Vivian, która właśnie porządkowała swój bagaż. Odwróciła się do niego, gdy poczuła się obserwowana.
– Coś ze mną nie tak? – zapytała.
– Nie, po prostu cieszę się, że cię widzę.
– My się znamy?
– Raczej nie, choć czuję, jakbym znał cię od zawsze, nieznajoma.
Brązowowłosa spojrzała na niego sceptycznie. Brzmiał jak tandetny podrywacz, ale najwyraźniej wierzył we własne słowa. Nie wiedziała, jak ma rozumieć tę sytuację.
– Tak w ogóle, to kim jesteś? – zapytała.
– Ja… – zawahał się. – Nie pamiętam.
– Pięknie – mruknęła dziewczyna.
– Vivian – zwróciła jej uwagę Arianne i usiadła obok chłopaka. – Co pamiętasz ze swojej przeszłości? – zapytała łagodnie.
– Mam pustkę w głowie. Nie pamiętam swojego imienia ani skąd pochodzę. Jedyne, co mam w pamięci, to jej twarz – wskazał na Vivian. – Z jakiegoś powodu miałem ją odnaleźć.
– Wiesz, kim jest?
– Nie. Tylko jej twarz i przekonanie, że muszę ją znaleźć. Nie wiem, skąd wiedziałem, dokąd iść. Po prostu wiedziałem.
– W porządku. Powinieneś najpierw coś zjeść. Wydajesz się głodny.
– Dziękuję, pani.
Arianne przestawiła tacę na łóżko i dopilnowała chłopaka, aby porządnie się umył, pomogła mu też z włosami. Vivian tymczasem weszła na dach pensjonatu i siedziała tam do zmierzchu. Cała sytuacja wydawała się absurdalna, ale jeśli ma to jakiś związek z Aniołem Lucyfera, to mogło mieć to jakiś sens. Może. Nawet jeżeli to jego szuka klan Noah, to chłopak wydaje się nie wiedzieć, co tu właściwie robi. Niemożliwe więc, że ma jakieś istotne informacje. No chyba, że udaje głupka, ale czy aż tak dobra gra aktorska jest możliwa? Ją naprawdę trudno oszukać. Czy ten chłopak byłby do tego zdolny?
Zeszła dopiero w porze kolacji, którą także zjedli w pokoju. Chłopak wyglądał już znacznie lepiej, jego długie włosy zostały doprowadzone do porządku i związane nisko nad karkiem, więc można było określić ich faktyczną długość – kończyły się tuż nad pasem. Przez cały czas czuła jego spojrzenie na sobie, co było lekko drażniące. Tę uwagę jednak zachowała dla siebie. Arianne również nie przyniosła dobrych wieści – informacje o celu klanu Noah będą dopiero rano, więc musiały zająć się chłopakiem, skoro choć przez chwilę myślały, że to o niego chodzi. Najpierw musiały poznać szczegóły, a brunet przecież z jakiegoś powodu chciał się spotkać z Vivian.
Brązowowłosa zrobiła obchód miasteczka. Chciała mieć pewność, że w pobliżu nie ma już żadnych akum, a także poznać kolejne kroki poszukiwaczy. Byłby niewielki problem, gdyby okazało się, że przez te kilka godzin zdążyli ściągnąć egzorcystów, choć było to mało prawdopodobne bez akum. Wolała się jednak upewnić, na czym stoją, aby nie sprowadzić na siebie niebezpieczeństwa.
Poszukiwaczy odnalazła w gospodzie niedaleko stacji. Z ich rozmowy wynikało, że zostaną tu na noc i jeśli nic nie wskaże na to, że poszukiwana osoba tu jest, pojadą dalej.
Uspokojona wróciła do pensjonatu. Odstąpiła swoje łóżko chłopakowi, a sama ułożyła się wygodnie w fotelu pod oknem. Nie miało to dla niej zbytniego znaczenia, jutro prawdopodobnie ruszą dalej, więc wyśpi się w pociągu.
Obudziło ją szturchnięcie w ramię. Otworzyła niechętnie oczy i zobaczyła przed sobą chłopaka. Dookoła było ciemno, Arianne spała spokojnie na drugim łóżku, więc nic złego się nie działo.
– Co się stało? – zapytała cicho.
– Chodź ze mną.
– Dokąd?
– Chodź ze mną – powtórzył.
Przyjrzała mu się uważnie, ale nie czuła zagrożenia. Spojrzenie na zegar oznajmiało, że do świtu pozostały jeszcze jakieś dwie godziny. Chłopak zaś kręcił się niespokojnie, wydawało się, że bardzo mu na tym zależy, więc ustąpiła. Ubrała się po cichu, zostawiła Arianne kartkę, by ta się nie martwiła, gdyby nie wrócili przed jej przebudzeniem, po czym dała się prowadzić brunetowi. Ten skierował się na plażę, gdzie się spotkali. Trochę ją to ciekawiło.
– No i? – zapytała, gdy się zatrzymali.
Niespodziewanie przewrócił ją i przytrzymał za nadgarstki, ale nic więcej. Vivian szarpnęła się, lecz jego chwyt był zbyt mocny. Nie rozumiała, skąd chłopak miał tyle siły. To było absurdalne, przez co poczuła ukłucie paniki. Zdławiła ją szybko, zastanawiając się, czego on od niej chce. Nie wyczuwała wrogich intencji, nie wyglądało na to, żeby zamierzał się ruszyć z miejsca, co było naprawdę dziwaczne.
– Czego ty chcesz? – warknęła. – Odpowiadaj i puszczaj w tej chwili.
Chłopak nie odpowiedział. Wydawało się, że na coś czeka, ale nie było wiadomo na co, bo cały czas patrzył jej w oczy. Bez ruchu, bez słowa, jedynie oddech świadczył, że żyje. Brązowowłosa naprawdę nie rozumiała jego zachowania, nic nie przychodziło jej do głowy, a zanim będzie mogła liczyć na jakąkolwiek pomoc od mistrzyni, może minąć naprawdę sporo czasu. Że też z taką łatwością dała wciągnąć się w taką sytuację. To wszystko było dziwne.
Zorientowała się, że już nie jest na plaży. Chłopaka też nigdzie nie było, a otoczenie wokół nie wyglądało na świat, w którym zwykle widywała się z Niszczycielem Czasu. Leżała na łące nad brzegiem jeziora, które szumiało cicho.
– Co to jest, do cholery? – mruknęła.
– Witaj, pani – usłyszała.
Poderwała się gwałtownie do siadu. W jej stronę zbliżał się mężczyzna o długich, czarnych włosach, czerwonych oczach i nieludzkiej urodzie. Demon.
– Kim jesteś?
– Jak się domyśliłaś, jednym z piekielnych demonów. To miejsce zaś zostało ukryte w duszy chłopca, którego spotkałaś. Uwięziono mnie tutaj, ale mogę wpływać na jego decyzje.
– Ty odebrałeś mu pamięć?
– Nie, zostało to zrobione wcześniej, ale chyba lepiej, że nie pamięta, nie uważasz? Mnie zamknięto w nim znacznie wcześniej, lecz teraz przebudzono, bym cię ostrzegł, Aniele Lucyfera.
– Przed czym?
– Przed złą decyzją. Nie wolno ci ruszyć ścieżką twej poprzedniczki.
– Chcesz powiedzieć, że mam stanąć po stronie klanu Noah?
– Nie, wręcz odwrotnie. Stań przeciw nim do walki, ale u boku wybranych przez Kostkę. Inaczej spotka cię klęska, a świat powtórka z historii.
– Nie rozumiem. Co masz na myśli?
Demon usiadł naprzeciw niej. Jego oczy wpatrywały się w nią uważnie. To spojrzenie przypominało jej bruneta.
– Nie uzyskałaś jeszcze pełni mocy. To tłumaczy, dlaczego musiałem czekać do najciemniejszej godziny, by cię tu wezwać, Aniele Lucyfera. Jednak historię swej poprzedniczki znasz dokładnie. Poszła sama przeciwko Trzynastu, to był błąd, za który teraz płacisz ty i wybrani przez Kostkę. Nie wolno ci tak postąpić.
– Jeszcze niczego nie postanowiłam.
– Lecz myślałaś o tym. To widać w twych oczach. Odpowiedzialność chcesz brać, ale skończy się to tak samo. Nie wolno ci. Posłuchaj mego ostrzeżenia i nie idź sama. Inaczej świat czeka kolejne koło, zakończ to. Zbierz wybranych, wtedy zwyciężysz. Nie idź sama.
– Co jeszcze wiesz?
– Nic więcej powiedzieć nie mogę. Zaklęcia mnie pętają i niedługo ponownie zasnę.
– To ciebie szuka klan Noah. Tego chłopaka.
– Owszem. Oni również pragną informacji, pamięć odzyskują. Przy tym strzeż się Przyjemności, on nie spocznie, póki cię nie upoluje. Złączeni jesteście.
– Wiem. Widziałam wszystko we wspomnieniach Nii. Masz więcej informacji.
– Właśnie dlatego klan Noah dostać nie może mego nosiciela. Zmusić mnie będą chcieli do mówienia.
– Kiedy ponownie się obudzisz?
– Gdy nadejdzie tego czas. Nie możesz tego przyśpieszyć. Ty o tym wiesz, oni nie przyjmą do wiadomości, a ja chronić go nie mogę.
– Znasz go. Ma jakieś możliwości?
– Zabójcą dobrym będzie. Urodzony, by zabijać, choć sam tego jeszcze nie wie. Pamiętaj o mym ostrzeżeniu, Aniele Lucyfera. Życia swego nie zmarnujesz.
Vivian ocknęła się na plaży. Chłopak spał wtulony w nią, więc usiadła ostrożnie, by jeszcze go nie budzić. Musiała przemyśleć słowa demona, ale teraz wszystko układało się w logiczną całość. Chłopak był cennym źródłem informacji, znał historię Trzech Dni Ciemności i pewnie jeszcze kilka istotnych szczegółów, które mogły zmienić losy wojny. Nic dziwnego, że klan Noah zaczął się nim interesować. Nie chciała nawet wiedzieć, jakich sposobów mogliby użyć, żeby wydobyć te informacje. Z drugiej strony Czarny Zakon też nie był dla niego najlepszą opcją. Kto wie, co wymyśliłby Leverrier, żeby zdobyć te dane. Nie, na to pozwolić nie można. Była za niego odpowiedzialna, skoro z jej powodu groziło mu niebezpieczeństwo. Tylko czy Liga potrafi zapewnić mu ochronę?
Kwestią sporną było też ostrzeżenie demona. Nie była pewna, czy powinna w nie wierzyć. Faktem było, że Nia sama wyruszyła do walki z Noah i zginęła tragicznie z ręki Milenijnego Earla. Teraz jednak sprawa wyglądała odrobinę inaczej. Mając wspomnienia Czternastej, znała wszystkie słabe punkty klanu Noah, Skin i Lulubell byli martwi i nie czuła, aby się odrodzili, więc zostało ich jedenaścioro. To zwiększało szanse. Myślała już wcześniej o samotnym wyruszeniu na polowanie na Noah, ale na razie była związana z Ligą. Nie zakończyła jeszcze szkolenia, nie osiągnęła pełnej synchronizacji z innocence, więc resztę mocy utrzymywała na wysokości 99%. Te czynniki na razie powstrzymywały ją przed taką wyprawą. Bardziej jednak intrygujące w słowach demona było ostrzeżenie o możliwości powtórki zdarzeń, jeśli go nie posłucha. Ile było w tym prawdy? Czy powinna mu zaufać? Postanowiła porozmawiać o tym z Niszczycielem Czasu przy najbliższej okazji. Może będzie w stanie to zweryfikować albo przynajmniej pozna jego osąd na ten temat. To mogło być pomocne.
– Hej, obudź się – potrząsnęła ramieniem bruneta.
Słońce było już dość wysoko na niebie, więc postanowiła wracać. Arianne mogłaby się zacząć martwić, poza tym może były już wieści z Berlina. Potrzebowała ich, aby zdecydować o przyszłości chłopaka.
Ocknął się po którymś razie i uśmiechnął do niej. Nadal miał przekonanie, że są ze sobą jakoś połączeni, a może po prostu czuł się w jej obecności bezpiecznie. Tylko jej twarz znał, cała reszta była obca.
– Czas wracać do pensjonatu – powiedziała.
– Rozmawiałaś z nim?
– Tak. Prawdopodobnie pojedziesz z nami, ale nie zostaniesz ze mną jak rzep, jasne?
– Tak.
– Od dzisiaj jesteś Reedo. Jakoś trzeba cię nazywać, a nie słyszałam twojego imienia.
– Może on nie wie.
– Może. Nie zagłębiajmy się w to. To niepotrzebne.
Chwilę później zaatakowała go niespodziewanie. Chłopak uchylił się instynktownie, odskoczył, by przybrać dogodną pozycję i ruszył do ataku. Walczył tak, jakby to było dla niego naturalne. Vivian uśmiechnęła się z zadowoleniem i położyła ostrze sztyletu na jego gardle.
– Próba zaliczona – powiedziała.
– Dlaczego to zrobiłaś?
– Potrzebowałam argumentu. Wyjaśnię ci później, a teraz już chodźmy.
Zanim dotarli do pensjonatu, spotkali Arianne, która szła w ich stronę.
– Wyszliście na chwilę? – zapytała.
– Troszkę nam zeszło. Rozmawiałaś z domem?
– Tak. Znam już szczegóły.
– Szukają Reedo – wskazała chłopaka. – Musi jechać z nami. Rada pozwoli mu zostać w Lidze?
– Chodźmy najpierw na śniadanie. Wtedy opowiesz mi, czego się dowiedziałaś i skonfrontujemy to z wiedzą Ligi.
– Dobra.
Arianne opowiedziała im o poszukiwaniach Czarnego Zakonu. Stara wieszczka pracująca dla Watykanu zdradziła, że klan Noah wie o istocie, która ma informacje o Aniele Lucyfera. Nie powiedziała nazwiska ani nie opisała wyglądu poza jednym szczegółem – będzie miała czerwone oczy demona. Określiła też zakres poszukiwań jako południowe wybrzeża Francji, więc na razie zostali wysłani Poszukiwacze. Możliwe jednak, że do tego zadania zostanie oddelegowanych kilku egzorcystów lub, co gorsza, oddział Kruków. Na tę wzmiankę Vivian aż się zjeżyła i tym bardziej postanowiła zabrać chłopaka ze sobą. Streściła też mistrzyni rozmowę z demonem, który zdradził jej, do czego Reedo został stworzony. Dzięki temu mógł mieć szansę na wcielenie w szeregi Ligi, o co Vivian chciała zabiegać. Z jakiegoś powodu chciała mieć go bliżej, może ze względu na informacje, które posiadał demon. W przypadku kolejnego przebudzenia nie musieliby się szukać.
Arianne miała jeszcze jedną wiadomość do przekazania uczennicy.
– Mamy zadanie do wykonania. W wiosce dwa dni stąd znikają mężczyźni. Dzieje się to od kilku tygodni i ludzie mówią, że to sprawka ducha. Nie ma mowy o akumach, Zakon chyba jeszcze nie dostał na ten temat informacji, więc mamy się tym zająć. Jeszcze dziś wynajmiemy konie i tam pojedziemy. Najpierw jednak załatwimy sprawę Reedo.
Arianne dość długo rozmawiała przez telefon, przekazała Radzie argumenty i dowody Vivian, która w sumie nie do końca wiedziała, w jaki sposób Liga dobiera swych członków. Musieli ich przecież wcześniej jakoś dostrzec, więc polecenie przez innego Cienia chyba też powinno się liczyć.
W końcu Francuzka odłożyła słuchawkę.
– Reedo, pojedziesz z nami. Zapraszam cię do Ligi Cieni.
– Z przyjemnością, pani Arianne.
– Doskonale. Przed wyjazdem musimy zająć się jeszcze paroma sprawami. Vivian, weź Reedo i zajmij się jego garderobą. Ja tymczasem zadbam o konie i juki.
– Tak jest.

***

Arte: Powoli zbliżamy się do rozdziału numer 50.
Vivian: Nie martwcie się, jest już napisany. Laur ostatnio się stara.
Laurie: Skończ z tą ironią. Jak widać, mamy kolejną wskazówkę dotyczącą Anioła Lucyfera.
Arte: Do tego nowego bohatera, który zostanie jednym z nas.
Laurie: Owszem. Za tydzień nowa, zapowiedziana wyżej misja, a potem na chwilę wracamy do Berlina.
Arte: Będzie mrocznie.
Laurie: Owszem. Na razie jednak to zostawmy. Mam nadzieję, że się podobało. Wszystkim, którzy w poniedziałek muszą iść do szkoły, życzę jak najlepszych wrażeń tak mimo wszystko. Trzymajcie się ciepło i do następnego.

7 thoughts on “Somehow I feel like I’ve known you all my life And we have been together since the dawn of time and I’ve been missing vital pieces of the puzzle You might be the answer, stranger

  1. seitoshi pisze:

    Ooo nowa postać, jak miło. Reedo mnie zaciekawił, zresztą to słodkie jak się przyczepił do Viv❤
    Ciekawe jak Vivian postanowi, ale lepiej, żeby walczyła z egzorcystami ramie w ramie. W końcu nie wolno nie doceniać Klanu Noah, Viv powinna to wiedzieć najlepiej…
    Czekam na odkrywanie kolejnych tajemnic Anioła Lucyfera~~
    Do następnego rozdziału :3

  2. Kej, mam takie dziwne, niewytłumaczalne przeczucie co do tego chłopaka, ale może wstrzymam się ze swoimi teoriami do rozwiązania zagadki.
    Pozdrawiam.

    • laurie16 pisze:

      Chętnie posłucham, co masz na ten temat do powiedzenia.

      • Czytając, różne domysły na bieżąco uderzały w moje myśli. Nawet przez sekundę pomyślałam (O panie!), że to może Superbi, bo przecież cały czas ten temat plątał się w rozdziale, a brunet po trosze mi go przypominał (tylko dlaczego? Aj dont noł). Ten stosunek Reedo i Vivian względem siebie, ajej… Potem jednak okazało się, że to ma coś wspólnego z tym demonem i z jego opowieści wynikało zupełnie co innego. Btw. jego wypowiedzi momentami przypominały mi składnię Yody, ale to nieistotne, bo zapewne tylko ja odniosłam takie wrażenie c:
        No i przecież jest ważny dla obydwu stron, każdy chce uzyskać informacje. Pewnie jeszcze niejednym mnie zaskoczy – w końcu, jest „urodzonym zabójcą” i ma niejasną przeszłość.
        Mam nadzieję, że jednak się mylę i właśnie nie zgrzeszyłam, robiąc, nie daj bóg, przypadkowy spojler. Inaczej pewnie spłonę, a Mada będzie się drzeć, że teraz wcale nie mam zamiaru nic pisać.

        • laurie16 pisze:

          Szczerze mówiąc, to jeszcze nie sprecyzowałam dokładnie dalszej roli Reedo, więc możesz się spodziewać absolutnie wszystkiego.

  3. Saphira pisze:

    Przez chwilę myślałam, że to naprawdę Squalo, ale cóż… to byłoby niemożliwe. Smutno mi się trochę zrobiło, bo jednak lubiłam go. A Reedo to ciekawa postać i mam nadzieję, Viv, że podejmiesz słuszną decyzję.
    A co do rozdziału to bardzo mi się podobał i szybko go przeczytałam. Cieszę się, że Reedo dołączył do Ligi, widać, że ma talent. Od razu go polubiłam.
    No tak, rozpoczęcie w poniedziałek. Grrr!
    Dobra, czekam na następne rozdziały i oczywićsie na ten, gdzie będzie naszyjnik😉 Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s