Chcę znów wierzyć w miłość Mieć siłę by wstrzymać łzy Mieć prawo do walki Znów dotknąć gwiazd Zatrzymać czas…

Ocknęła się zlana potem, ledwo powstrzymując się przed zerwaniem do siadu. Niespokojnie rozejrzała się po pomieszczeniu, sprawdzając, gdzie jest. Powoli do jej świadomości docierał fakt, że to wszystko było tylko kolejnym koszmarem, nie rzeczywistością. Mimo to nadal czuła dotyk Mikka na ramionach i zimno kamienia na policzku. Znowu przeżywała apokalipsę i własny dramat. Znów nic nie mogła zrobić dla własnych bliskich, którzy umierali na jej oczach, nie potrafiła obronić nawet samej siebie całkowicie zdana na łaskę klanu Noah, który bezlitośnie karał ją za zdradę aż stała się nic nieznaczącym przedmiotem, który można było wykorzystać i przerzucać po całym pomieszczeniu. Mogła płakać, krzyczeć, błagać, ale na nic się to zdawało. Nie było dla niej ratunku przed upadkiem i bolesną śmiercią. Wszystko było bezcelowe. Nieważne, ile razy próbowała coś z tym zrobić, zawsze kończyło się tak samo.
W takich chwilach zaczynała się zastanawiać, czy jej działania mają jakikolwiek sens. Bała się, że to się tak skończy: świat zostanie zniszczony, jej bliscy zginą w męczarniach, a na nią będzie czekać piekło zgotowane przez Mikka.
Zamiast wtulić się w poduszkę, podniosła się cicho i zaczęła się ubierać, chcąc wyjść na zewnątrz. Potrzebowała odrobiny świeżego powietrza, żeby się uspokoić i nie niepokoić Arianne ani Reedo, którzy nadal spokojnie spali. Oni nie miewali koszmarów o apokalipsie, nie musieli się tym martwić. Zazdrościła im tego, ale nie mogła ich winić, że to się tak rozegrało. Nie oni skazali ją na taki los, więc niech śpią spokojnie. Przynajmniej oni.
Byli w niewielkiej wiosce na wybrzeżu Francji, gdzie od kilku tygodni znikali mężczyźni. To nie pierwsza taka historia i pewnie nie ostatnia, a przyczyny były różne, więc należało się temu przyjrzeć. Byli w pobliżu, dlatego zadanie przypadło właśnie im. Przynajmniej Reedo może zobaczyć z bliska pracę Cienia, którą za kilka lub kilkanaście miesięcy sam będzie wykonywać. Z drugiej jednak strony cała sprawa mogła być dla niego niebezpieczna, więc spał z nimi w pokoju. Tak na wszelki wypadek.
Przed wyjściem Vivian poprawiła koc, który zsunął się z ramienia chłopaka, po czym wymknęła się na zewnątrz. Od morza wiał chłodny wiatr, przez co potarła ramiona, choć była w płaszczu. To jednak trochę pomogło, żeby koszmary zostawić za sobą. Żałowała tylko, że w takich chwilach nie ma się do kogo przytulić. Mogła mówić, że nie, ale czyjeś ciepłe ramiona zawsze szybciej odganiały mary, udowadniając, że rzeczywistość wygląda lepiej i nikt nie robi jej krzywdy. Teraz jednak mogła liczyć tylko na zimny wiatr i kojący szum morza.
Pomyślała o legendzie, którą usłyszeli przy kolacji dwa dni temu. Według niej w wiosce mieszkała kiedyś zakochana para. On był rybakiem, na którego ona często czekała na pobliskim klifie i tam śpiewała, modląc się o bezpieczny powrót ukochanego. Na niedługo przed ślubem rybak zginął w czasie sztormu i już nie wrócił. Mimo to dziewczyna nadal wychodziła na klif śpiewać. Nikt nie wie, co się z nią później stało, po prostu zniknęła, pozostawiając historię.
Właśnie dlatego ludzie zaczęli sądzić, że to ona wywabia mężczyzn swoim głosem, chcąc znów spotkać swego ukochanego. Problemem był brak jakichkolwiek śladów obecności ducha, demona czy porwanych mężczyzn. Byli tu od dwóch dni i nic nie wskazywało na rozwiązanie zagadki, do tego odkąd tu przybyli, nie doszło do żadnego zaginięcia. Nie było w tym nic dziwnego, zniknięcia nie następowały po sobie noc po nocy, ale to przynajmniej dałoby jakiś punkt zaczepienia. Za to wszystko ucichło. Nie do końca więc wiedzieli, jak to interpretować, ale szukali nadal. Nawet Reedo starał się pomóc w miarę swoich możliwości, choć wcale nie musiał.
Przykucnęła tuż nad linią wody wpatrzona w jej ciemną toń. Gdzieś z tyłu głowy nadal żył koszmar z tej nocy. Zaciskał palce na karku dziewczyny, chcąc ją osłabić i złamać. Nie wiedziała, ile jeszcze takich koszmarów wytrzyma, a tym bardziej do czego mają doprowadzić. Są ostrzeżeniem czy atakiem? Jak ma je interpretować?
Wtedy usłyszała czyjś głos. Ktoś śpiewał smutną piosenkę, która wręcz emanowała uczuciami miłości i tęsknoty. Przez chwilę słuchała zaskoczona, ale potem wiedziona ciekawością ruszyła w stronę źródła smutnej pieśni.
Wejście na klif nie było takie proste, jak mogło się wydawać, najwyraźniej dawno nikt się tu nie zapuszczał, bo w ciemnościach nie zauważyła nawet śladu ścieżki, co w jej przypadku nie było niemożliwe. Największym problemem była jednak stromość klifu, to trochę przeszkadzało, bo można było przy nieuważnym kroku zrobić sobie krzywdę.
Gdy weszła na górę, dostrzegła jasnowłosą postać odzianą w biel. Do tego poczuła obecność demona, ale całkowicie pozbawioną wrogich intencji. Przyglądała się plecom nieznajomej przez dłuższą chwilę dość czujnie, ale nie sięgnęła po broń. Nie czuła takiej potrzeby.
Dziewczyna chyba wyczuła jej obecność, bo odwróciła się gwałtownie, przerywając śpiew. Była naprawdę piękna: jasne włosy do pasa ładnie okalały twarz w kształcie serca i jej postać, błękitne oczy wyglądały jak dwa odłamki zabarwionego na niebiesko lodu, drobne usta drżały nieznacznie, a długa do ziemi, biała sukienka w ciemnościach nocy sprawiała, że nieznajoma wyglądała nierzeczywiście.
– Kim jesteś? – zapytała przerażona.
– Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. Przywiodła mnie tutaj twoja piosenka.
Dziewczę dłuższą chwilę przyglądało się Vivian, ale widząc, że nie niesie zagrożenia, trochę się uspokoiło. Brązowowłosa uśmiechnęła się i spojrzała ponad jej ramieniem na morze.
– Piękny widok – stwierdziła. – Za takie miejsce można oddać duszę.
– Widać stąd wszystkie łódki, które wracają do wioski – odparła jasnowłosa.
– Czekasz na kogoś?
Vivian usiadła na skraju klifu. Po chwili nieznajoma opadła obok, więc mogła z bliska zaobserwować szczegóły jej wyglądu. Nagie ramiona nie pokrywała gęsia skórka tak, jakby nie czuła zimna, do tego była idealna bez żadnych przebarwień i tego typu rzeczy, co u dziewczyny z niewielkiej wioski, która ma sporo różnych obowiązków, było niespotykane. Także jej dłonie, teraz złożone na podołku, wydawały się nie znać fizycznej pracy.
– Mój narzeczony popłynął wczoraj na połów. Może w każdej chwili wrócić – wyjaśniła. – Morze wygląda na spokojne, ale nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie sztorm. Modlę się, aby wrócił cały i zdrowy, a podobno pieśni działają lepiej niż recytowana modlitwa. Do tego mnie usłyszy – uśmiechnęła się delikatnie.
Coś nie pasowało Vivian w tej historii. Dopiero po chwili zorientowała się co – wczoraj żaden z rybaków nie wypływał w morze. Ostatnio tego nie robili, bo przez problem ze znikającymi mężczyznami nie można było we właściwy sposób podzielić obowiązków. To dało jej do myślenia. Zresztą tej dziewczyny też nie kojarzyła z wioski, a przecież była to mała społeczność, więc zauważyłaby taką piękność.
– Nie widziałam cię tu wcześniej, a jesteśmy tu od dwóch dni – zauważyła.
– Może nie zwróciłaś uwagi.
– Wczoraj nie wypływali też żadni rybacy.
– To niemożliwe. Przecież widziałam…
Wtedy Vivian zrozumiała. To, co czuła, to demoniczna aura pochodząca od jasnowłosej. Była demonem, którym stała się z tęsknoty za ukochanym, niespokojnym duchem kroczącym po granicy życia i śmierci, nienależącym ani do jednego ani do drugiego świata. Dotąd Vivian czytała jedynie o takich demonach. Powstawały one z gwałtownych, silnych uczuć, które nie pozwalały duszy odejść. Do tego często dochodził fakt gwałtownej śmierci. Czasami były w ogóle nieszkodliwe, po prostu się błąkały pomiędzy ludźmi, nie robiąc nikomu krzywdy, czasem jednak potrafiły mocno uprzykrzać życie mieszkańcom. Wszystko zależało od tego, co sprawiło, że dana osoba stała się demonem.
Najwyraźniej dziewczyna z legendy tak bardzo tęskniła za swym narzeczonym, że nie potrafiła rozstać się z tym światem i kawałkiem czasu. Dla niej się zatrzymał, konserwując jej ciało i odtwarzając wciąż te same chwile. Prawdopodobnie jej głos stał się bronią, która przyciągała we śnie mężczyzn, którzy wchodzili do morza i topili się w jego odmętach. Niczym syreny z morskich legend. Możliwe, że nie robiła tego specjalnie, może nawet nie była świadoma swych czynów. Wydawała się oderwana od świata dookoła. Pytanie, co ją tak właściwie przebudziło? Musiał pojawić się jakiś czynnik, bo przecież wcześniej nie było doniesień o zaginięciach. Od niej prawdopodobnie niczego się nie dowie, dla dziewczyny czas zatrzymał się dawno temu i może ciężko przyjąć prawdę. Vivian jednak musiała jej to uświadomić. Znała ryzyko. Jasnowłosa może nie chcieć dać się przekonać, a w najgorszym przypadku wpadnie w szał i nie ominie ich walka. Właśnie dlatego musiała ostrożnie dobierać słowa.
– Od kilku dni rybacy nie wypływają w morze – powiedziała cicho. – Twój narzeczony zaś od dawna nie żyje. Zginął w czasie sztormu.
– Nie rozumiem.
– To się czasem zdarza. Gwałtowne, silne uczucia czasami powstrzymują ludzkie ciało przed dalszym cyklem życia, dusza zostaje uwięziona pomiędzy życiem a śmiercią, co sprawia, że człowiek staje się demonem.
– Jestem… demonem?
– Obawiam się, że tak.
– Ale jak?
– Powiedziałaś, że śpiewem modlisz się o bezpieczny powrót narzeczonego z połowu, prawda?
– Tak, wypłynął wczoraj.
– Dla ciebie czas się zatrzymał. Był sztorm i twój narzeczony zginął. Prawdopodobnie nie potrafiłaś tego przyjąć do wiadomości.
– Jaki masz dowód?
– Chodź ze mną.
Jasnowłosa wahała się przez chwilę, ale w końcu wstała i ruszyła za Vivian, która pomogła jej zejść z klifu. Egzorcystka dostosowała krok do towarzyszki, prowadziła jednak pewnie przez uśpioną wioskę aż do niewielkiego kościółka, za którym znajdował się miejscowy cmentarz. W ciszy mijały kolejne nagrobki aż dotarły do symbolicznej mogiły rybaka z opowieści. Ciała nigdy nie odnaleziono, najprawdopodobniej pochłonęło je morze, a według historii znaleziono tylko uszkodzoną łódkę czy nawet jedynie jej fragment. Tego Vivian nie pamiętała, bo nie było to tak istotne dla ich zadania.
– Co tutaj jest? – zapytała jasnowłosa.
– To grób twojego narzeczonego. Sprawdź, czy nazwisko się zgadza.
Dziewczyna kucnęła przy krzyżu i w świetle bladych już gwiazd odczytała napis. Na jej twarzy odmalowały się szok, rozpacz i niedowierzanie.
– Nie kłamiesz – ni to stwierdziła, ni zapytała.
– Nie mam powodu, by kłamać.
– Ja… miałam złe przeczucia. Chciałam mu powiedzieć, żeby nie płynął, ale chciał opłacić nasze wesele, więc nic nie mówiłam. Nie chciałam, żeby się martwił. Weszłam na klif, żeby pomodlić się o jego bezpieczny powrót, ale wróciła tylko łódka. Zabrał go sztorm. Poszłam na klif i… – Vivian zrozumiała resztę historii. – Czy zrobiliśmy coś złego, że Bóg nas tak pokarał?
– Nie, nie sądzę, że jest potrzeba rozpatrywania tego w kwestiach kary. Może tak po prostu musiało być. Nie mieliście na to wpływu.
– Myślisz, że on na mnie czeka?
– Tak. Już czas na ciebie. Mam nadzieję, że po drugiej stronie odnajdziecie swoje szczęście.
Dziewczyna pogłaskała ją po policzku, uśmiechając się.
– Twoja miłość także do ciebie wróci. Nie martw się.
Vivian zatkało, bo przecież starała się nie myśleć o Kandzie. Zwłaszcza teraz, gdy w pobliżu nie ma Arte z jego wkurzającymi komentarzami na ten temat.
– Skąd ta pewność? – zapytała.
– A ma powód, by nie wracać? Nicie przeznaczenia plączą się nieustannie, ale są zbyt mocne, by tak po prostu móc je rozerwać. Dziękuję ci. Żegnaj.
Ciało dziewczyny opadło bezwładnie na ziemię. Zanim Vivian zdążyła sprawdzić, co się stało, rozsypało się w pył, który poniósł wiatr. Gdy uświadomiła sobie upływ czasu, ten upomniał się o nią, zsyłając błyskawiczną starość. Nic nie zostało po pięknej demonicy, której głos wabił mężczyzn do morza.
Vivian jeszcze długo siedziała na cmentarzu przy mogile legendarnego rybaka. Myślała o różnych sprawach głucha na budzący się dzień. Dopiero głośne burczenie w brzuchu uświadomiło jej, że pora wracać.
Wszyscy już siedzieli przy śniadaniu, gdy wróciła do domu sołtysa, w którym rezydowali na czas zadania. Arianne spojrzała na nią z niepokojem.
– Coś nie tak, Vivian? – zapytała.
– Teraz już w porządku. Panie Pierre – zwróciła się do sołtysa – czy byłaby możliwość, żeby przy mogile rybaka z legendy postawić symboliczny nagrobek jego narzeczonej?
– Dlaczego panienka o to pyta?
– Bo ona też zasługuje na miejsce pamięci.
– A jeśli to ona porywa mężczyzn?
– Problem został rozwiązany – odparła spokojnie. – Proszę to zrobić. Niech ma swoje miejsce przy boku ukochanego człowieka. Nie będzie już was niepokoić.
– Dziękuję, panienko.
– To moja praca.
Nie odezwała się już do końca posiłku, nie mając ochoty na rozmowę na jakikolwiek temat. Arianne dostrzegła jej popsuty humor i domyśliła się, że ma to inne podłoże niż historia kochanków. Powstrzymała się jednak przed śledztwem przy stole.
– Reedo, zajmiesz się sam pakowaniem?
– Tak, pani Arianne.
– Chodź, Vivian. Idziemy na spacer.
Dziewczyna bez słowa pozwoliła się wyprowadzić na plażę. W ciągu dnia wyglądała trochę inaczej niż w nocy, kiedy Vivian przyszła ukoić nerwy po kolejnym koszmarze.
– Mistrzyni, byłaś kiedyś zakochana?
– Kilka razy.
– A tak mocno? Że wiedziałaś, że to ten jedyny?
– Tak. Został moim mężem. Byliśmy szczęśliwi do momentu, gdy dowiedzieliśmy się, że nie mogę mieć dzieci. Odszedł, a potem opętała go wiedźma.
– A ty zostałaś Cieniem?
– Tak. To był mój sposób na złamane serce i żałobę po ukochanym. Nie zdołałam go uratować. Przez długi czas myślałam, że jestem przeklęta, bo osoby, które były mi najbliższe, umierały.
– Arte powiedział mi o twoich uczniach. Jak zginęli?
– Jedno zostało zamordowane, drugie nie posłuchało mnie w czasie szkolenia i zapłaciło za to życiem, trzecie uratowało dziewczynkę własnym kosztem. Nie było w tym mojej winy. Każde z nich wybrało własną drogę, po której stąpało bez wahania.
– A teraz dostałaś mnie, Anioła Lucyfera, który prawdopodobnie nie dożyje trzydziestki.
– Vivian, wszystko zależy od ciebie.
– Wiem. Machina losu ruszyła, ale to ja wybieram ścieżkę – powtórzyła bezbarwnie. – Zastanawiam się, jak można tak bardzo kochać, żeby dla miłości zostać demonem.
– Cóż, każdemu z nas przypada ta jedna jedyna miłość. Najważniejsza ze wszystkich.
– Jak ją rozpoznać?
– To się czuje instynktownie. Będziesz wiedziała.
– A jeśli nie? Jestem popsuta, nie potrafię zaangażować się bezwarunkowo. Nawet ze Squalo to nie było tak jak być powinno, choć znacznie się do tego przybliżyłam.
Arianne położyła dłoń na ramieniu Vivian, która patrzyła w horyzont. W takich chwilach była po prostu nastolatką, nie Aniołem Lucyfera. Ją także dotyczyły prozaiczne problemy zwykłych ludzi. Chciała kochać i być kochaną.
– Dla tej jedynej miłości nie ma znaczenia, co przytrafiło ci się wcześniej. Wyrzuci wszystkie twoje demony nim zdążysz zauważyć i naprawi to, co się popsuło.
– Czasami mam wątpliwości.
– Jakie?
– Nie chcę, żeby ktoś jeszcze przez mnie cierpiał. Tak będzie, jeśli zginę w walce i zostawię taką osobę. Z drugiej strony boję się, że samotnie zabraknie mi sił, żeby to wszystko unieść. Te koszmary sprawiają, że czuję się bezbronna i bezradna. Walczę ze wszystkich sił, a oni i tak wygrywają. Robię, co mogę, a oni i tak krzywdzą mnie i moich bliskich. Apokalipsa i tak nadchodzi. Czasami brak mi sił. Chcę krzyczeć, ale nie potrafię. Nic nie pomaga.
Arianne nic nie powiedziała, bo żadne słowa pocieszenia nie ukoją bólu i szaleństwa duszy Anioła Lucyfera. Jeden błąd może zaważyć na losach świata, a przecież to tylko młoda dziewczyna zbyt doświadczona przez los. Cudem było, że nadal potrafi się podnieść i uśmiechać się po takich koszmarach.
– Gdybym potrafiła je odebrać, zrobiłabym to – szepnęła.
– To moje brzemię. Nie mogę nim obciążać innych.
– Pozwól temu odejść. To my kształtujemy nasz los, nie nasze sny.
– Wiem. Wiem, mistrzyni. Po prostu czasami tęsknię za swoim aniołem stróżem, który w takich sytuacjach zasadzał mi bolesnego kopa, doprowadzał do furii i wskazywał, że mogę iść dalej – uśmiechnęła się gorzko. – Nigdy nie sądziłam, że będę tęsknić za tym draniem.
– Powinien być w takim razie szczęśliwy.
– Ta, dostałabym drugiego kopa, żeby było równo.
Vivian parsknęła śmiechem. Kiedyś doprowadzało ją to do szału, teraz wiele by dała za taką sesję. Po prostu tęskniła, choć miała świadomość, że w drugą stronę to nie działa. Każdy najmniejszy promyk tej nadziei dusiła w zarodku, bo wiedziała, że to bezsensowne. Na tęsknotę jednak nie było lekarstwa i tego zagłuszyć w sobie nie umiała. Po prostu rzucała się w wir obowiązków.
– Niedługo będziemy w domu, to Arte będzie cię wkurzać – stwierdziła Arianne, gdy Vivian się uspokoiła.
– O ile go zastaniemy.
– Mimo wszystko.
– To tylko zastępstwo. Poza tym przyjaźń to nie to samo, co tamten chory związek, który nawet nie skończył się w łóżku.
– Żałujesz?
– Nie. Zrobiłby mi krzywdę. Było dobrze tak jak było. Teraz jest inaczej, więc nie ma co się nad tym rozwodzić.
Arianne dostrzegła, że uczennica powoli wraca do równowagi. Kryzys został zażegnany, a ona mogła odetchnąć z ulgą.
– Reedo pewnie się niecierpliwi – zmieniła temat.
– Więc chodźmy. Im szybciej ruszymy, tym szybciej będę miała okazję skopać tyłek durnemu wampirowi.
– Vivian… – westchnęła Francuzka.
W odpowiedzi usłyszała śmiech swej podopiecznej, która tak wyrażała tęsknotę za przyjacielem. Cóż, każdy radzi sobie z własnym sercem po swojemu…

***

Vivian: I z tym przemiłym akcentem wracamy do domu.
Arte: Gdzie będziesz rozrabiać.
Laurie: Tak, tak. Na razie to zostawmy. Dzieje się ostatnio dużo. Wraz z Leukonoe i Meerevel od pewnego czasu wspólnie prowadzimy projekt „A potem upadły niebiosa”. Efekt tych działań możecie już zobaczyć pod linkiem „Projekt Apo” w linkach w moimi historiami.
Vivian: To historia bleachowa, więc Corrie będzie zachwalać.
Laurie: To jednak można było zobaczyć już na fb. Druga informacja nie była jeszcze opublikowana. Otóż, moje teksty trafią do gazety internetowej Nowy Olimp, z czego naprawdę bardzo się cieszę. Już przygotowuję nowe teksty specjalnie dla Olimpu.
Vivian: Laur nam się rozwija. Trzymajcie za nią kciuki, to może w końcu wydadzą ją na papierze.
Laurie: Cicho. Na ten temat nie rozmawiamy.
Vivian: Tak, tak, wiem. Serdecznie zapraszamy na „Projekt Apo”, niech Corrie ma, na początku przyszłego miesiąca szczególnie do lektury „Nowego Olimpu”, a za tydzień nie zapomnijcie o nas. Pozdrawiamy serdecznie i do następnego.

One thought on “Chcę znów wierzyć w miłość Mieć siłę by wstrzymać łzy Mieć prawo do walki Znów dotknąć gwiazd Zatrzymać czas…

  1. Fall pisze:

    Wow, naprawdę fajny rozdział. Aż się wzruszyłam czytając, o tej historii, gdzie dziewczyna czekała na swojego narzeczonego. To okropnie smutne.
    Vivain tęskni za Kandą. Yey xD Jakoś jak to czytam to mi strasznie wesoło i szczerzę się jak głupia ^^

    Świetnie, że się rozwijasz jeśli chodzi o pisnie. Zaraz zajrzę na nowego bloga i oczywiście przeczytam twoje teksty w internetowej gazecie. Gratulacje xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s