Bo nic już nie zostało, przepraszać to za mało Tak potraktowane serce nie pokocha nigdy więcej

Vivian wzięła głęboki oddech i ruszyła dalej, posługując się jedynie zmysłami słuchu i węchu. Czarna szarfa zawiązana na oczach skutecznie uniemożliwiała jej skorzystanie ze wzroku. Mimo to z łatwością uniknęła obu ciosów, które nadeszły w odstępie ułamków sekundy, po czym błyskawicznie przeszła do kontry, odwracając ostrze w kierunku przeciwniczki. Zgrzyt stali potwierdził słuszność ataku, choć po chwili musiała uskoczyć. Wychyliła się, unikając miecza, oparła się na ręce i celnym kopniakiem zwaliła przeciwniczkę z nóg. Podniosła się błyskawicznie, o ułamek sekundy wcześniej, wytrąciła broń z ręki kobiety, a własną przyłożyła jej do gardła, ściągając szarfę z oczu.
– Całkiem nieźle – pochwaliła Arianne, łagodnie opadając na plecy. – Zaliczyłaś.
– Ledwo – zauważyła Vivian, chowając ostrze do saya i pomagając mentorce się podnieść. – Tak mną grzmotnęłaś o kolumnę, że do tej pory dzwoni mi w uszach.
– Wygrałaś. To się liczy.
– A gdzie ta cała gadka o jak najmniejszych stratach w czasie walki? – uśmiechnęła się.
– Nie bądź przemądrzała, Vivian.
Brązowowłosa tylko się uśmiechnęła. Odwróciła się, chcąc wyjść z sali, kiedy wyczuła ruch Arianne. Zbyt gwałtowny jak na coś beztroskiego. Uchyliła się przed ciosem i odwróciła, przechylając lekko głowę.
– Nie masz dość, mistrzyni? – zapytała.
– Nie powiedziałam, że to koniec.
Dziewczyna tylko się skrzywiła. Z tą kobietą jako przeciwniczką nie mogła pozwolić sobie na narzekanie na zmęczenie i ból obitego ciała. Skoro walka jeszcze się nie zakończyła, należało przyjąć wezwanie.
Arianne nie łapała ponownie za miecz, więc Vivian odrzuciła własny, żeby jej nie przeszkadzał i uchyliła się przed kolejnym ciosem. Sama wyprowadziła kopniaka, który co prawda, nie dotarł do celu, ale wytrącił przeciwniczkę z sekwencji ruchu, co dało dziewczynie ułamek sekundy więcej na kolejny atak, który wyprowadziła niemal od razu.
Ścierały się tak przez kilka kolejnych minut do momentu, gdy Vivian uderzyła plecami o najbliższą kolumnę, a Arianne złapała ją za gardło. Gdyby chciała ją zabić, miałaby teraz doskonałą okazję.
– Skończymy jutro – orzekła. – Dziś już więcej z ciebie nie wyciągnę.
– Oczywiście.
Vivian odniosła broń do zbrojowni, po czym poszła do siebie po świeże ubranie. Na szafce przy łóżku znalazła kieliszek – ewidentne zaproszenie od Arte bądź Isabel. Uśmiechnęła się na myśl spokojnego wieczoru w towarzystwie przyjaciół po tych wszystkich dzisiejszych walkach. Jednak najpierw kąpiel i kolacja.
W wodzie analizowała swoje postępy. Część z tych pojedynków były pierwszymi testami. Arianne uznała, że więcej już jej nie przekaże, więc powoli zaczęła przygotowywać ją do zaprzysiężenia. Zanim jednak to, miały odwiedzić Szkołę Ninja w Monachium, aby brązowowłosa mogła ukończyć szkolenie Katsumoto. Testy wyczerpywały ją psychicznie i fizycznie, ale zwykle była zadowolona z wyników. Zaskoczyło ją tylko to, że takie efekty przyniósł jedynie rok intensywnego treningu. Gdyby ktoś wcześniej o tym pomyślał, może już dawno problem Noah i akum zostałby rozwiązany. Z drugiej jednak strony mogłaby stać się zagrożeniem dla Zakonu i Leverrier doskonale o tym wiedział. Wykorzystał fakt, że późno stała się egzorcystą, została od razu rzucona do walki z tym, co miała i nikt nie kłopotał się jakimkolwiek szkoleniem. Ważne, że była zdolna do eksterminacji akum.
Nie buntowała się przeciwko wymogom surowej mistrzyni. Przez ten rok zrozumiała, jak ważne są szczegóły dla dobra zadania i bezpieczeństwa samego Cienia. Głupie ryzykowanie życia nie było akceptowalne w Lidze, ich wartość stanowił fakt, że z każdej opresji wychodzili obronną ręką. Mieli żyć i wykonywać swoje misje jak niewidoczne cienie, na które nikt nie zwraca uwagi. Każdy z nich potrzebował ogromnej wiedzy o otaczających ich świecie: wrogach, otoczeniu, rzeczywistości, w której działali, Arianne wymagała od niej szybkich, precyzyjnych odpowiedzi o każdej porze dnia i nocy, niezależnie od momentu. Musiała mieć opanowane różne style walki, umieć ułożyć strategię – nigdy nie wolno było wchodzić do akcji bez planu, potrafić idealnie dostosować się do sytuacji i wmieszać się w tłum. Było tak wiele aspektów tej pracy, że Vivian nie mogła wyjść z podziwu, że Arianne udało się wbić jej to do głowy w tak krótkim czasie. Wiedziała jednak, że to podstawy, ale te były najważniejsze. Bez stabilnych korzeni każde drzewo upadnie. Szlifowała je z uwagą i precyzją, choć czasami chciała zacząć już coś nowego, coś, co było wyższą szkołą jazdy. Nauczyła się też cierpliwości, choć ta nadal nie była jej mocną stroną. Vivian była po prostu istotą czynu i w akcji czuła się najlepiej. Chłonęła jednak wiedzę nie tylko z zakresu swojej dziedziny, ale sięgała też po całą resztę. Zamierzała doszkolić się także w sztukach pozostałych kast i Arianne jej tego nie broniła. Sama uważała, że Cieniom czasami brakuje podstawowej wiedzy z dziedzin, którymi się nie posługują i przez to głupio giną. Właśnie dlatego pozwalała Vivian na naukę i czasami sama podsuwała jej odpowiednie pomoce czy pozycje.
Jadalnia była dość pusta jak na tę porę, co trochę zdziwiło Vivian.
– Gdzie ta hałastra? – zapytała Rogera.
– Poszli do „Szalonego Kruka”. Prosili, żeby ci przekazać, że masz do nich dołączyć.
– W sumie to całkiem niezły pomysł, ale najpierw kolacja – uśmiechnęła się.
– Oczywiście.
Nie minęło dużo czasu, gdy ruszyła do baru. Dookoła było już pusto, szybko robiło się ciemno, więc ludzie ograniczali wyjścia do tych koniecznych, do tego robiło się coraz zimniej. Pierwszy atak zimy był już tylko kwestią czasu, co tylko pogłębiało w Vivian poczucie tego, że minął rok od jej odejścia z Zakonu. Życie stało się bardziej intensywne, pełne nowych ludzi i wyzwań, radości i smutków. Zawsze jednak pamiętała o tych, których zostawiła w Londynie. Czasami zastanawiała się, jak sobie radzą i czy są nadal bardzo źli, że odeszła. Złamała obietnicę daną Abbie, z nikim się nie pożegnała, niczego nie wyjaśniła. Była ciekawa, czy Leverrier udostępnił innym dokumenty ze szkatuły czy po prostu zamknął sprawę raz na zawsze wściekły, że karta przetargowa wymknęła mu się z rąk. Zresztą dla nich teraz to było bez znaczenia. Wierzyli, że Anioła Lucyfera już nie ma, więc muszą z problemem Earla poradzić sobie sami. Rozwiązanie jednak wcale nie było bliżej.
Już z daleka słyszała wesoły gwar „Szalonego Kruka”. To miejsce przez ostatni rok też stało się szczególne. Rozświetlało mrok, w którym na co dzień egzystowały Cienie. Mogli się tu rozluźnić, odpocząć, rozerwać. Nikt nie przypominał o smutnych sprawach, choć czasami siadali samotnie z butelką, by zagłuszyć ból. Nikt im tego nie bronił. Każdy odreagowywał we własny sposób.
– No wreszcie – usłyszała Arte. – Już miałem po ciebie iść. Drogę zgubiłaś czy jak?
– Wyobraź sobie, głupi wampirze, że w przeciwieństwie do ciebie mam, co robić. I na pewno nie jest to lenistwo – odparowała.
– Czy wy nie potraficie już inaczej ze sobą rozmawiać? – zapytała Isabel.
Vivian jednak już nie słuchała. Jej uwagę przykuł chłopak za barem. Obecnie widziała jego profil, ale była całkowicie pewna, że to on. Doskonale pamiętała te jasnobrązowe kosmyki opadające na twarz, ale zbyt krótkie, żeby je związać, niebieskie, błyszczące oczy, lekko zadarty nos, wąskie usta.
– Vivian? – Arte potrząsnął jej ramieniem, ale nie zwróciła na to uwagi.
W jej głowie kłębiły się myśli i uczucia, które już dawno zapomniała. A raczej myślała, że to zrobiła. Teraz uderzyły ją z podwójną siłą, budząc w niej coś niebezpiecznego.
Chłopak odwrócił się i spojrzał na nią. Przyglądał jej się przez kilka sekund, jakby z zastanowieniem, po których przez jego oblicze przeszła cała gama emocji aż zagościł na nim radosny uśmiech.
– Vivian? – zapytał.
Nawet głos miał ten sam: miękki, przyjemny, ciepły. Wzbudzający zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Kiedyś go uwielbiała, teraz czuła obrzydzenie.
– Matt – odparła chłodno, obserwując, jak wychodzi zza kontuaru.
– Ile to już lat minęło? – zapytał. – Nadal pięknie wyglądasz.
– Prawie cztery – odpowiedziała z irytacją, że nawet nie pamięta, jak dawno widzieli się po raz ostatni. – Co ty tu robisz?
– Pracuję jako barman – poczochrał włosy w okolicy potylicy, widząc jej minę. – Nadal jesteś zła? Wiem, nie miałem, jak ci wyjaśnić – uśmiechnął się łagodnie. – Chyba miałem nadzieję, że zrozumiesz.
– Wyjaśnić? – zapytała z powątpieniem. – Zrozumiem? Ależ ja oczywiście, że rozumiem – dodała z zimną furią. – Jakbyś zapomniał, umiem czytać pomiędzy wierszami.
– Źle to rozumiesz, Vivian, i dlatego się denerwujesz – uniósł ręce w uspokajającym geście. – Zrobiłem to w ten sposób, żeby nie mogli cię skrzywdzić. Chroniłem cię.
– Zamknij się – warknęła. – Chroniłeś tylko własny tyłek. Twoje słowa są nic niewarte. Zapłacisz za to.
– Vivian, ty go znasz?
Spojrzała na pozostałe Cienie obserwujące całą scenę z zaskoczeniem i niezrozumieniem. Nawet nie zauważyła, że gwar dookoła zniknął. Oni zaś wyczuli od niej tę specyficzną aurę charakteryzującą szaleństwo Zemsty, więc tym bardziej się obawiali. Nie wiedzieli, do czego może dojść.
– Myślałam, że znam. Nie mieszajcie się. Hans, dopisz to do mojego rachunku.
Zanim ktokolwiek odpowiedział, złapała Matta za kołnierz koszuli i pociągnęła na górę. Bez słowa zabrała klucz do jednego z pokoi i brutalnie wepchnęła chłopaka do środka. Czuła zimną furię wymieszaną z poczuciem oszukania i upokorzenia. Doskonale pamiętała tamten liścik – zrujnował wszystko, co miała, zrujnował ją.
– Vivian, daj mi wyjaśnić.
– Nic nie będziesz wyjaśniać – warknęła. – Mam dość twoich kłamstw i słodkich słówek. Teraz będziesz już tylko skomlał o szybki koniec. Gwarantuję ci to.
– Vivian. Proszę, Vivian.
Nie słuchała, gdy zadała pierwsze uderzenie, przewracając go na podłogę. Skulił się z bólu, ale to jej nie powstrzymało. Pociągnęła go za włosy, wlekąc do łóżka, na które go bezceremonialnie rzuciła. Z szuflady wyciągnęła kawałek materiału, którym przywiązała ręce szamoczącego się chłopaka do wezgłowia, żeby jej nie uciekł. Wyrywał się, ale ona była silniejsza kierowana furią i żądzą zemsty. Z pomocą sztyletu zdarła z niego ubranie, nie kłopocząc się tym, by go nie niszczyć.
– Nie będzie ci już potrzebne – szepnęła mu zimno do ucha. – Chcę słyszeć, jak skomlesz.
Kolanem przycisnęła jego krocze, wyrywając z jego gardła bolesny krzyk. Uśmiechnęła się sadystycznie.
– One też nie będą ci już potrzebne – stwierdziła niemal wesoło.
– Vivian, proszę…
Po chwili Matt wrzasnął tak boleśnie, że aż przykro było słuchać. Vivian jednak nie zważała na to uśmiechnięta i brudna od krwi swej ofiary. Gdy stracił przytomność, otrzeźwiła go brutalnym uderzeniem, łamiąc przy okazji jego nos. Chciała, żeby czuł każdą kroplę życia, którą z niego wyciska, żeby cierpiał tak jak ona, kiedy zostawił ją tylko z tym przeklętym liścikiem. Wyobraźnia podpowiadała jej coraz to nowe tortury, więc uśmiech na jej twarzy był coraz bardziej obłąkany, a w oczach pojawiły się złote błyski.
Pozostałe na dole Cienie nie do końca rozumiały sytuację. Widać było, że ta dwójka się zna, dość dobrze chyba i coś pomiędzy nimi zaszło. Nie skończyło się to dobrze.
– Hans, co to za chłopak? – zapytał Arte, gdy zniknęli na schodach.
– Nowy barman. Idzie zima, w tym okresie mamy dużo roboty, więc pomyślałem, że dobrze byłoby odciążyć trochę dzieciaki – wyjaśnił mężczyzna.
Wtedy usłyszeli pierwszy wrzask. O ile jeszcze przed chwilą mieli nadzieję, że załatwią to pomiędzy sobą najwyżej soczystą kłótnią, to teraz mieli wątpliwości. Vivian była zdolna do wszystkiego i chyba właśnie straciła kontrolę nad tym, co robi.
Arte pierwszy dopadł drzwi odpowiedniego pokoju. To, co zobaczył, zmroziło nawet jego krew w żyłach. Chłopak na łóżku ledwo żył, jęczał boleśnie, błagając o koniec tortur. Vivian zaś cała w czerwonej posoce uśmiechała się zimno i szykowała do zadania kolejnego ciosu.
Wampir chwycił ją jedną ręką w pasie, drugą wykręcając jej nadgarstek.
– Wystarczy – warknął.
– Puszczaj mnie! – wrzasnęła.
– Nie. Wystarczy tych popisów.
– Puszczaj!
– Uspokój się w tej chwili! – huknął jej do ucha.
Zacisnęła zęby, ale przestała się szarpać. Arte pchnął ją w stronę drzwi, gdzie stało już parę osób zaniepokojonych całą sytuacją.
– Akira! – krzyknął wampir.
Azjata pojawił się kilka sekund później. W jego spojrzeniu można było dojrzeć niepokój, gdy zobaczył zakrwawioną Vivian. Arte odebrał jej sztylet i pchnął dziewczynę w stronę bruneta.
– Ma się umyć, przebrać i uspokoić – polecił. – Dopilnujesz tego, póki nie wrócę.
– Tak jest, panie Arte.
Dopiero gdy usłyszał zamykające się za nimi drzwi, odwrócił się do ofiary przyjaciółki. Matt patrzył na niego przerażonym wzrokiem, mamrocząc coś cicho. Dopiero po chwili wampir zrozumiał przekaz. Chłopak jak mantrę powtarzał „przepraszam”. Mimo to nie zrobiło mu się go żal. Widząc dzieło Vivian, domyślał się, że Matt zrobił coś, czego nie potrafiła wybaczyć. Jego ponowne pojawienie się spuściło wszelkie hamulce, przypomniało ból, który w sobie dusiła i w efekcie dało coś takiego.
– Jesteś śmieciem – powiedział spokojnie Arte. – Skrzywdziłeś ją tak głęboko, że doprowadziła się do takiego stanu. Nie ma dla ciebie wybaczenia i myślę, że sobie zasłużyłeś na te kilka chwil cierpienia, śmieciu.
Jednym szybkim ruchem skręcił mu kark. Krew chłopaka w ogóle go nie nęciła, zresztą nie miał teraz czasu na takie głupoty. Przyjaciółka go potrzebowała.
– Niech tu posprzątają – rzucił.
Skierował się od razu do pokoju, w którym byli Vivian i Akira. Chłopak odsunął się od niej, gdy dostrzegł wampira, najwyraźniej próbował przekonać ją do pójścia pod prysznic według zaleceń starszego Cienia, bo nadal stała w zakrwawionym ubraniu.
– Co ty sobie wyobrażasz, odstawiając takie sceny w „Szalonym Kruku”? – warknął na nią. – Całkiem postradałaś rozum?
– Zasłużył sobie na to – odpyskowała.
– Jazda pod prysznic.
Był na nią trochę zły za zlekceważenie zasad panujących w barze, ale bardziej obawiał się o nią. Wiedział, w jakim jest stanie psychicznym, ta równowaga była naprawdę bardzo krucha i każdy silniejszy bodziec mógł ją bezpowrotnie zrujnować, a to oznaczałoby zderzenie z szaleństwem Zemsty. Na to pozwolić nie mógł. Nie ze względu na ratowanie świata przed Earlem, ale z czysto egoistycznych pobudek.
Pociągnął ją za ramię do łazienki, zostawiając Akirę w pokoju. Chłopak taktownie został na miejscu, żeby im nie przeszkadzać, a wiedział, że może być później potrzebny, więc cierpliwie czekał.
Vivian drżały ręce, przez co miała problem z guzikami koszuli. Nadal była roztrzęsiona po tym wszystkim, powoli dochodziło do niej, co się tak właściwie stało. Wciąż też była pod wpływem emocji sprzed lat. W tym momencie Arte czytał z niej jak z otwartej księgi, więc pomógł jej się rozebrać, odkręcił wodę i pchnął ją lekko pod jej strumień. Vivian schyliła głowę, pozwalając chłodnym strumieniom spływać po nagim ciele. Powoli trzeźwiała, choć nadal to wszystko bolało.
– To przez niego jestem zepsuta – powiedziała cicho.
Przez chwilę wpatrywała się we własne dłonie. Arte zaś czekał cierpliwie, nie poganiał jej niepotrzebnie, żeby mogła sama dojść ze sobą do składu.
– Spotkałam go w Paryżu. Jak zwykle znalazłam się w złym miejscu i złym czasie i tak się to skończyło – zasugerowała. – Kiedy wyciągnął do mnie rękę, pomyślałam, że będzie następny, bo co można chcieć od takiej dziewczyny jak ja? Zaopiekował się mną. Był dobry, ciepły, opiekuńczy, niczego nie oczekiwał. Mieszkaliśmy razem, początkowo byłam po prostu przybłędą, skrzywdzoną i ranną. Z czasem jednak Matt stał się kimś bliższym. Chyba pierwszy raz zakochałam się naprawdę, a seks stał się prawdziwą przyjemnością. Nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze. Wypełniała mnie euforia i wierzyłam, że jego też. Zaczęliśmy snuć wspólne plany na przyszłość: znalezienie Many, dom, rodzina, normalne życie. Odkładaliśmy pieniądze. On pracował w fabryce, mnie pomógł załatwić pracę w cukierni. Legalną, normalną. Nie musiałam się już ranić. To było jak sen i pragnęłam, żeby tak było już zawsze.
Zamilkła na kilka chwil, topiąc rozpacz w wodzie. Po jej policzkach spłynęły łzy, choć trudno było je dostrzec w strumieniach z prysznica. Starała się jednak, żeby jej głos nie drżał, gdy kontynuowała:
– Kiedy obudziłam się rano, jego nie było. Dopiero później zauważyłam, że zniknęły wszystkie jego rzeczy. Mieszkaliśmy w małym pokoiku na poddaszu kamienicy. Półlegalnie. Właścicielka pozwoliła nam zostać, w zamian pomagaliśmy sprzątać. Wpadła policja. Oskarżali Matta o kradzież pieniędzy z fabryki i oszustwo. Myślałam, że to pomyłka, a on po prostu zapomniał mnie obudzić, gdy wychodził do pracy. Zawsze tak robił, żebym się nie spóźniła. Ze ściśniętym sercem sprawdziłam skrytkę, gdzie trzymaliśmy oszczędności. Nie znalazłam pieniędzy. Była tam tylko róża i list: „Byłaś najlepsza. W łóżku. Matt”. Pękło mi serce. Komisarz prowadzący sprawę widział, co się ze mną dzieje. Kazał mi uciekać z miasta, bo wiedział, że zostanę oskarżona o współudział i uznana za winną, a to oznaczałoby kolejny krąg piekła. Matt mnie zepsuł. Zniszczył wszystko, w co wierzyłam. To dlatego nie potrafię stworzyć normalnego związku. Za każdym razem, gdy próbuję, przypomina mi się Matt i to, co zrobił. Nie chcę, żeby ktoś mnie znowu tak zranił. Squalo to trochę rozkruszył, ale to wciąż za mało.
Arte przyciągnął ją do siebie i przytulił. Cała złość z niego wyparowała, teraz liczył się tylko fakt jej cierpienia.
– Już cię nigdy nie skrzywdzi – obiecał cicho. – Nie pozwolę, by ktokolwiek cię tak skrzywdził. Przysięgam ci. Nie potępiam cię za to, że chciałaś go ukarać, ale nie tutaj. To miejsce nie może być kalane, rozumiesz?
– Przepraszam. Arte, przepraszam.
– Już dobrze. Muszę złożyć Radzie raport z tego, co się stało. Kara cię pewnie nie ominie, ale tym wszystkim zajmiemy się jutro. Dzisiaj musisz już odpocząć. To był długi i ciężki dzień.
Mówiąc to, pomógł jej się wysuszyć. Obecność Arte ukoiła jej rozedrgane uczucia, uspokoiła się, choć nadal wydawała się krucha i nietrwała.
Bez słowa owinął ją białym ręcznikiem i zaprowadził z powrotem do pokoju, gdzie Akira siedział na łóżku. Czekał cierpliwie.
– Pójdę do Rady – odezwał się wampir. – Ty tu zostań i odpocznij. Akira, masz się nią porządnie zająć, zrozumiano?
– Tak, panie Arte.
– To dobrze.
Po chwili wampir został ich samych. Wiedział, że Vivian potrzebuje oddechu zanim zmierzy się z konsekwencjami. Na świeżo mogłaby narobić jeszcze większych głupot, więc wolał zostawić ją w „Szalonym Kruku” i wziąć na siebie ciężar sprzątania bałaganu.
Akira pociągnął ją na łóżko i pogłaskał po policzku. Pierwszy raz widział ją w takim stanie, jakby miała się zaraz rozlecieć.
– Brzydzisz się mną? – zapytała.
– Nie, dlaczego?
– Złamałam zasady.
– To nie powód, by cię nienawidzić – odparł spokojnie. – Nie mam też prawa cię potępiać. Wy, Cienie, nosicie w sobie głęboki mrok, który dla zwykłych ludzi jest niebezpieczny. Dla was również. Po to został stworzony „Szalony Kruk. Abyście mogli o nim zapomnieć. My nie możemy go ruszać, przypominać, że istnieje. Nie jesteśmy wami, nigdy nie będziemy, więc nie nam oceniać wasze czyny.
Przyciągnął ją do siebie i delikatnie pocałował, jakby prosząc, żeby dała odejść temu, co złe, bo on tu był i pragnął jej uwagi. Nie bronił jej dostępu do siebie, gdy przygryzła jego wargę i usiadła na nim okrakiem. Był tu dla niej i pozwolił, by wykorzystała go jak tylko uważała to za słuszne.

***

Arte: Dobiliśmy do 50-ciu rozdziałów.
Vivian: Szkoda, że zaraz nie będziemy mieli materiału do publikowania.
Laurie: Oj staram się przecież. Nie marudź.
Vivian: Piszesz, piszesz, a i tak jesteś do tyłu.
Laurie: Nie moja wina, że czas mi gdzieś ucieka. Co nadrobię, to zaraz się inne zaczyna kończyć. Mniejsza jednak z tym. Niektórzy czytelnicy już jakiś czas temu zwracali mi uwagę, że z Vivian zrobiła się bezwzględna, zimna morderczyni. Ciekawe, co powiedzą dzisiaj. Za tydzień kolorowo też nie będzie, a za dwa przenosimy się z akcją w trochę inne rejony niż Berlin. Sami zobaczycie. Pozdrawiamy i do następnego.

2 thoughts on “Bo nic już nie zostało, przepraszać to za mało Tak potraktowane serce nie pokocha nigdy więcej

  1. elnalesniko (Elena) pisze:

    Powiem tylko, że smutłam żem co nieco.
    Vivian może troszkę przesadziła, doprowadzając mężczyznę do takiego stanu. Rozumiem, głęboko chowana uraza i tak dalej, jednakże mogła to rozegrać nieco inaczej, w innym miejscu, po cichu. Dałoby radę! : ))
    Pozdrawiam ;>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s