Jesteś gdzieś tam daleko, Myślisz o mnie zdarza się, Lecz wybrałam inną drogę, Bolało nie mniej mnie…

Pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji. Ta była właściwa, więc Vivian podniosła się z siedzenia, na którym do tej pory leżała, zarzuciła na siebie czarny płaszcz i w towarzystwie Arianne wysiadła, gdy tłum już się przerzedził.
Monachium żyło. Było zatłoczone, hałaśliwe i pstrokate tak jak zapamiętała. Z pewną nostalgią wspominała tamtą podróż i przystanek w stolicy Bawarii. Tiedoll był wtedy dość tajemniczy, do końca nie powiedział jej, po co właściwie tu przybyli, ale niespodzianka była naprawdę przyjemna. I mimo że spędziła tu zaledwie kilka dni, były to jedne z piękniejszych wspomnień z czasu, gdy była członkiem Czarnego Zakonu.
Uśmiechnęła się na widok przystojnego Azjaty o czarnych, przydługich włosach aktualnie związanych w niską kitkę i błękitnych jak letnie niebo oczach, które także rozbłysły radośnie, gdy je dostrzegł. Opatulony był w ciemnogranatowy płaszcz, pod szyją miał zawiązany szalik – było dość mroźnie jak na połowę grudnia przystało.
Stłumiła w sobie chęć uwieszenia mu się na szyi. Naprawdę go lubiła i ceniła, ale wiedziała, że tak nie przystoi jej, Cieniowi, a także mogłoby dać mu złą ocenę sytuacji.
– Pani Arianne, Vivian – odezwał się pierwszy – miło was znowu zobaczyć.
Ukłonił się z szacunkiem obu kobietom. Francuzka obdarzyła go łagodnym uśmiechem.
– Ciebie również, Christianie. Nie sądziłam, że mistrz Katsumoto wyśle akurat ciebie na nasze spotkanie.
– Cóż, sytuacja odrobinę się zmieniła – spoważniał. – Okazuje się, że jeden z naszych uczniów jest kompatybilny z innocence. Spodziewamy się, że egzorcyści pojawią się w Szkole w ciągu najbliższych kilku dni.
– To znaczy, że odwołujemy mój trening? – zapytała Vivian.
– To zależy od ciebie. Obiecaliśmy ci, że twojego sekretu dochowamy i tak będzie, cokolwiek zdecydujesz. Poczyniliśmy także przygotowania do treningu, więc decyzja należy do ciebie.
Entuzjazm Vivian trochę opadł. Katsumoto i jego podwładnym mogła zaufać. Poza tym jeśli się im nie wystawi, nie powinno być problemu. Tylko czy da radę ujarzmić własne uczucia?
Spojrzała pytająco na Arianne. W końcu po ostatniej sytuacji, do której doprowadziła w „Szalonym Kruku”, mistrzyni nie była entuzjastką jej samowolek i działania pod wpływem emocji. Nadal treningi w sali iluzji były dla niej naprawdę nieprzyjemną częścią szkolenia.
– To twoja decyzja – odparła Francuzka. – Jeśli czujesz się na siłach, to ukończ trening.
Vivian wahała się jeszcze przez moment. Chciała skończyć szkolenie, teraz miała szansę, a niekoniecznie Komui wyśle kogoś, kogo zna. Wystarczy trzymać się z boku i robić swoje.
– Przyjadą i pojadą – stwierdziła w końcu. – Nie zmieniajmy planów.
– Jak sobie życzysz – Christian skłonił się przed nią. – Zapraszam. Powóz na nas czeka.
Vivian milczała całą drogę do Szkoły. Pamiętała, wtedy, za pierwszy razem czuła zniecierpliwienie pobłażliwym uśmiechem i tajemniczością Tiedolla. Nie wiedziała, co ją czeka, myślami błądziła raczej w kierunku Londynu i czuła ulgę, że udało jej się uciec z Watykanu i od Spencera, który się na nią zasadzał. Do tej pory czuła nieprzyjemne ciarki strachu na samą myśl o tym człowieku.
Teraz było inaczej. Była podekscytowana całą wyprawą do Monachium. Kiedy tylko usłyszała od Arianne, że Rada zgodziła się na ukończenie szkolenia Katsumoto i wszystko zostało już ustalone, poczuła radość. Chciała tam wrócić, choćby na kilka dni. Niecierpliwie odliczała czas do wyjazdu i o niczym innym nie myślała, gdy kończyła trening. Arte aż stwierdził, że robi się przez to nieznośna, ale pominęła tę kwestię. Im bliżej było Monachium, tym większe podniecenie czuła. Nie mogła się doczekać.
Powóz zatrzymał się przed sporą, trzypiętrową willą pomalowaną na ciemnozielony kolor, który odcinał się mocno na tle leżącego dookoła śniegu. Drzewa tuż przed gankiem były teraz pozbawione liści i opatulone białym puchem, bluszcz zaś nadal obrastał kolumny tak jak pamiętała. Zatrzymała się przed ciemnymi, potężnymi wrotami z mahoniu przyozdobionymi wzorem lotosu.
– Vivian? – głos Arianne przywołał ją do rzeczywistości.
– Chyba wzięło mnie na wspominki – przyznała z zakłopotaniem.
Christian uśmiechnął się i wpuścił je do środka. Przywitał ich ten sam żółty korytarz z namalowanym ogrodem. Uśmiech pojawił się w kącie ust Vivian na myśl, że wyszedł on spod pędzla generała Tiedolla. Nie nazywała tego egzorcysty już swoim mistrzem. Teraz była członkiem Ligi Cieni i tu miała Arianne za mistrzynię.
Katsumoto niewiele zmienił się od ich poprzedniego spotkania. Przybyło mu jedynie siwizny. Na widok gości wstał i przywitał się z nimi obiema.
– Miło panią znowu spotkać, pani Correlle. Wygląda pani olśniewająco.
– Dziękuję, panie Katsumoto. Pana równie miło zobaczyć.
– To dość spora niespodzianka, Vivian, ale cieszę się, że żyjesz i masz się dobrze. Froi wprowadził mnie w sytuację, gdy Christian przyniósł informacje o twoich poczynaniach. Zostawił coś dla ciebie.
– Generał Tiedoll tutaj był? – zapytała zaskoczona.
– Kilka miesięcy temu. Christianie, przygotuj herbatę. Nasi goście z pewnością są zmarznięci. Zapraszam. Wszystko ci opowiem i rozplanujemy resztę twojego szkolenia.
Christian dość szybko uporał się z przygotowaniem poczęstunku i oddalił się posłusznie. Nie był tu póki co do niczego potrzebny, a nieproszony nie miał zamiaru siadać przy stole wraz z nimi. Zresztą miał też inne obowiązki, którymi w tym czasie musiał się zająć.
Katsumoto najpierw opowiedział Vivian o wizycie w Szkole Tiedolla, widząc, że dziewczyna jest tego bardzo ciekawa. Nie było tego zbyt wiele, część spraw przemilczał, bo nie miały dla niej znaczenia, ale nie ukrywał radości jej poprzedniego mistrza, że sobie radzi i dobrze czuje się w Lidze. Przekazał jej także list pozostawiony przez generała.
– Spodziewał się, że prędzej czy później tu wrócisz, więc powierzył mi opiekę nad tym listem. Teraz może w końcu trafić w twoje ręce.
– Dziękuję. To wiele dla mnie znaczy.
Położyła dłoń na kopercie, przez chwilę zastanawiając się, co jest w środku. Nie otworzyła go jednak, pozostawiając to na moment, gdy będzie sama. Uśmiechnęła się z wdzięcznością do Katsumoto.
– Pozostaje nam sprawa twojego dalszego szkolenia. Christian przekazał wam informację o spodziewanej wizycie egzorcystów.
– Owszem – odparła Arianne. – Było to trochę niepokojące, ale Vivian podjęła decyzję o kontynuowaniu szkolenia.
– Całą sprawę odkryliśmy dopiero wczoraj. Kontaktowaliśmy się z Ligą, ale wy byłyście już w drodze, więc przygotowaliśmy wszystko tak, aby obie sprawy nie kolidowały ze sobą. Twoje szkolenie tak jak poprzednio poprowadzi Christian. Będzie ono głównie indywidualne. Dla reszty Szkoły staniesz się „Tenshi”.
– Konieczne będzie ukrycie mojej twarzy, prawda?
– Owszem. Maska jest razem z szatami w wydzielonym ci pokoju. Czy te warunki cię satysfakcjonują?
– Tak. Do czasu rozwiązania sprawy z egzorcystami nie ma innego wyjścia i to akceptuję.
– To dobrze. Wybacz, że tak wyszło.
– Nie ma za co przepraszać, mistrzu Katsumoto. Nie mogłeś wcześniej przewidzieć, że twój podopieczny zostanie wybrany przez innocence. Będę ostrożna.
– Pani Correlle, pokój dla pani też został przygotowany.
– Dziękuję, panie Katsumoto. Z przyjemnością spędzę w Szkole czas, który Vivian poświęci na szkolenie. Mam nadzieję, że nie będzie dla was uciążliwą uczennicą.
– O to się nie obawiam. Christian odprowadzi was do pokoi. Z pewnością jesteście zmęczone podróżą. Szkolenie rozpocznie się jutro.
Obie ukłoniły się Katsumoto i podążyły za jego synem na swoje kwatery. Vivian dostała ten sam pokój co w czasie pierwszego pobytu, Arianne zaś ulokowano w skrzydle dla gości. Teraz mogły się odświeżyć i rozpakować, zostaną zawołane dopiero na kolację.
Vivian wzięła szybki prysznic i ubrała błękitne szaty terminatora. Do tego szczebla doszła ostatnio i zostało jej naprawdę niewiele, żeby ukończyć szkolenie i oblec się w czerń oraz otrzymać broń. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lutrze, poprawiając strój. Wilgotne włosy splotła w ciasnego warkocza i wzięła do ręki maskę. Była dość prosta, nie przedstawiała żadnej dziwnej gęby potwora czy twarzy wojownika. Miała otwory na oczy i kończyła się trochę wyżej tak, aby mogła spokojnie jeść. Katsumoto pomyślał o wszystkim.
Usiadła na łóżku i sięgnęła w końcu po list od Tiedolla. Nie miała zupełnie pomysłu, co mężczyzna mógł napisać. W ogóle nie spodziewała się takiego gestu z jego strony. Właśnie dlatego bez wahania otworzyła kopertę, rozłożyła list i zaczęła czytać:

„Kochana Vivian,
Cieszę się bardzo, że trafiłaś do Ligi bez problemu i układasz sobie tam życie. Pewnie dziwi Cię ten list, ale i tak miałem przekazać Katsumoto informację o Twojej ucieczce z Czarnego Zakonu i jej okolicznościach. Wieści od Christiana bardzo mnie ucieszyły.
Prawdopodobnie minie trochę czasu zanim dostaniesz ten list. Wolałem, żeby został pod pieczą Katsumoto. Tak nie istniała bowiem szansa, że ktoś niepowołany dowie się o Tobie. Wierzę jednak, że otrzymasz go prędzej czy później.
Czuję się w obowiązku przekazania Ci przynajmniej paru słów na temat obecnej sytuacji w Zakonie, a także wieści o ludziach, z którymi łączą Cię więzi przyjaźni. Pewnie zastanawiasz się, co u nich.
Sprawa Anioła Lucyfera została zamknięta niedługo po Twoim pogrzebie. Leverrier był naprawdę wściekły, ale nie był w stanie udowodnić, że znalezione ciało nie należy do Ciebie. Jednocześnie straciliśmy przewagę nad Milenijnym Earlem. Do dziś niewiele osób wie o szkatule i jej zawartości, bo jest to dla Zakonu wiedza bezużyteczna bez Anioła Lucyfera. Niestety nie uniknęliśmy do końca nieprzyjemności związanych ze śledztwem w sprawie Twojej śmierci. Yuu dość długo musiał się tłumaczyć jako Twój obserwator, czego jesteś świadoma. Nie poniósł jednak żadnych konsekwencji z tego tytułu. O to nie musisz się martwić.
Wszyscy dość ciężko przeżyli Twoją śmierć. Nie piszę tego, aby wzbudzić w Tobie poczucie winy. Wiem, że i tak było Ci ciężko okłamywać ich wszystkich. Po prostu masz prawo wiedzieć.
Wbrew pozorom Allen podniósł się dość szybko. Był wściekły na Yuu za to, że nie pozwolił mu po Ciebie iść. Nadal ma o to do niego żal, ale stara się normalnie żyć i wykonywać swoje obowiązki. Zbliżyli się trochę do siebie z Lenalee i chyba to mu pozwala iść z uniesioną głową.
Lavi do niedawna obwiniał się o Twoją śmierć. Teraz jest już lepiej, ale mocno nim to wstrząsnęło. Hikari natomiast uparła się, aby na znak żałoby nosić czarną opaskę na ramieniu. Komui nie chciał się na to zgodzić, ale w końcu się ugiął. Na niego też to wpłynęło i teraz zwraca dużo pilniejszą uwagę na bezpieczeństwo egzorcystów. Nie wysyła ich na misje w pojedynkę. Zapewne domyślasz się, kto jest najbardziej niezadowolony z takiej decyzji. Yuu dość mocno przeżywa całą sprawę. Odgrodził się od innych i czasem ciężko z nim wytrzymać. Wiesz, jak bardzo potrafi być uparty w swoich przekonaniach. Jedynie Abba ma do niego nadal dostęp jak dawniej. Oboje dość ciężko to przechodzą, tęsknią za Twoim towarzystwem, ale nadal mają siebie i to im trochę pomaga.
Niedawno powitaliśmy nową egzorcystkę, Mię. Trafiła pod opiekę Cloud. Niedawno udało jej się ponownie połączyć z innocence. Kiedy do nas trafiła, jej synchronizacja była bardzo niska, więc Komui nie pozwolił wprowadzić jej do akcji. Poza tym Mia nie pamiętała nic ze swojej przeszłości, więc czuła się trochę zagubiona. Szybko jednak została zaakceptowana i nawet zaprzyjaźniła się bardziej z Abigail, wychowanicą Cloud.
Wszystkim Ciebie brakuje i to widać w życiu codziennym Kwatery Głównej. Pewien czas się skończył i powoli przechodzą nad tym do porządku dziennego, choć czasami widać szczegóły przypominające, że Ciebie nie ma. Czasem machinalnie robią coś, co robili dla Ciebie lub z Tobą, a dopiero po chwili uświadamiają sobie, że Twój czas się skończył.
Mam nadzieję, że zaaklimatyzowałaś się już w Lidze i znalazłaś szczerych przyjaciół, którzy pomagają Ci w trudnościach i stają się Twoim oparciem, gdy zajdzie taka potrzeba. Nie sądzę, żeby ktokolwiek Ci tam zagrażał, ale mam nadzieję, że jesteś szczęśliwsza niż w czasie, który spędziłaś wśród egzorcystów.
Uważaj na siebie i pamiętaj, by kierować się swoimi przekonaniami i sercem tak, jak to robiłaś do tej pory.

Pozdrawiam ciepło

Froi Tiedoll

PS. Mam nadzieję, że ten pobyt w Szkole Ninja zagwarantuje Ci ukończenie szkolenia tak, jak chciałaś. Christian z pewnością o to zadba.

Tiedoll”

Vivian jeszcze długo wpatrywała się w papier wewnętrznie roztrojona. Miała świadomość, że przez te kilka miesięcy, kiedy list był przechowywany, wiele mogło się zmienić, ale były to pierwsze informacje o tym, co dzieje się w Zakonie od czasu jej odejścia. Wcześniej nikt nie był w stanie przynieść jej takich wieści, mogła się tylko domyślać, że niektórych nadal boli jej odejście, a także czy są bezpieczni.
W zamyśleniu pogładziła papier, uśmiechając się delikatnie. Ten list nie był kłamstwem, czuć było, że te słowa pisał Tiedoll. Przez moment miała wrażenie, jakby siedział obok i opowiadał o tym osobiście. Niczego nie ukrywał, ale też o nic jej nie oskarżał. Był zresztą ostatnią osobą, która zrobiłaby coś takiego. To był w końcu jego pomysł, żeby przeniosła się do Ligi. Dobrze pamiętała tamtą noc, gdy prawda o Aniele Lucyfera spadła na nią jak kawałek betonu. Była tym wszystkim przerażona, zagubiona w sensie własnego istnienia, ale nie było czasu na rozpacz, jeśli miała przeżyć. Tiedoll ze spokojem posłał ją do Ligi, wiedząc, że Cienie pragną jej w swych szeregach i nie skrzywdzą jej. Dzięki niemu nadal żyła.
Tęskniła. W takich chwilach brakowało jej tamtych ludzi, z którymi połączyły ją szczególne więzi. Poczuła wyrzuty sumienia, czytając, że Lavi się obwinia. To nie była jego wina. Wszystko zostało z góry zaplanowane, a ich obecność w budynku była nieoczekiwana. W tamtej chwili obawiała się, że ściągnie na nich niebezpieczeństwo, a nawet śmierć. Tego nie chciała. Lavi nie miał, o co się obwiniać, stał się tylko bardziej wiarygodnym świadkiem jej ostatnich chwil. Może kiedyś uda się go przeprosić za sprawienie mu tego bólu.
Tęskniła za Abbą, której obietnicę świadomie złamała. W sumie starała się tak to ująć w słowa, żeby nie robić małej krzywdy, ale z pewnością Norweżka zinterpretowała to po swojemu. Musiała, nie miała wyjścia. Znacznie gorsze byłoby, gdyby miała im zapewnić własną egzekucję z wyrokiem podpisanym przez Leverriera. Pewnie stanęliby po jej stronie, ale to mogło się dla nich źle skończyć. Oszczędziła im tego. Nie do końca czuła się dobrze, zrzucając całą opiekę nad Abbą na Kandę, ale wiedziała, że w tej kwestii może mu zaufać. Mała była dla niego ważna, traktował ją jak młodszą siostrę i nie odepchnie tak po prostu, bo Abba mu ufa. Nie mógłby tego zrobić, zresztą udowodnił to niejednokrotnie.
O nim samym nie chciała myśleć. Był zadrą w sercu, do której ciężko było jej się zdystansować. Wiedziała jednak, że gdyby przyszło jej teraz stanąć z nim twarzą w twarz, zachowywałaby się tak samo jak dawniej. Nie liczyła, że mogłaby od niego otrzymać coś więcej poza chłodem, złośliwością i niechęcią. W cieplejsze uczucia wobec siebie nie wierzyła. To była dziwna przyjaźń i co najwyżej może mu teraz brakować partnera do morderczych treningów. Niestety samotnych misji nie odzyskał z tego, co wynika z relacji Tiedolla, ale przynajmniej nie musi się nią przejmować i pilnować każdego jej ruchu. Ciążąca na nim odpowiedzialność zniknęła. Z tego powodu chyba nie powinien szczególnie narzekać.
Pukanie odwróciło jej uwagę od okna, w które bezwiednie spojrzała. Ostatnio trochę się odzwyczaiła przez mieszkanie pod ziemią, ale nie skarżyła się. Liga była jej domem i byli tam ludzie, którzy sprawiali, że czuła się dobrze.
– Proszę.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł Christian.
– Przyszedłem sprawdzić, czy pamiętasz o kolacji, Tenshi.
Uśmiechnęła się lekko, składając list i wkładając go z powrotem do koperty. Kolacja była najważniejszą porą dnia w Szkole i tylko ci ninja, którzy byli na misjach, byli zwolnieni z obowiązku pojawienia się. Również goście Szkoły byli bardzo mile widziani przy wspólnym stole, więc Arianne także nie zabraknie.
– Co oznacza „Tenshi”? – zapytała.
Jakoś wcześniej nie wpadła na to, aby zapytać Katsumoto, choć miała wrażenie, że to słowo obiło jej się gdzieś o uszy. Z drugiej strony nie chciała wyjść na ignorantkę przy właścicielu Szkoły i swojej mistrzyni.
– To japońskie słowo. Oznacza anioła.
Zaśmiała się krótko.
– I myślisz, że nikt nie skojarzy?
– Niewiele osób w Szkole zna twoją prawdziwą tożsamość, a nie sądzę, żeby egzorcyści byli aż tak podejrzliwi, skoro uznali cię za martwą. Moim zdaniem to ładne imię.
– Muszę się przyzwyczaić – stwierdziła.
– Przyzwyczaisz się przy stole, a teraz już chodźmy, Tenshi. Nie wypada się spóźnić.
– Oczywiście, Christianie.

***

Arte: Czuję się zaniedbany.
Laurie: Marudzisz.
Vivian: Dzisiaj to wszyscy będą marudzić, bo wsiąkniesz w ekran i tyle cię było. Znowu nie będzie można z tobą wytrzymać.
Laurie: Pomińmy ten temat. Kto tęsknił za Szkołą Ninja? Nawet jeśli nie tęskniliście, to kolejne trzy rozdziały jeszcze osadzone są w Monachium. Wyszły fajnie, więc mam nadzieję, że będziecie dobrze się na nich bawić. Pozdrawiam ciepło i do następnego.

2 thoughts on “Jesteś gdzieś tam daleko, Myślisz o mnie zdarza się, Lecz wybrałam inną drogę, Bolało nie mniej mnie…

  1. Fall pisze:

    Aaaa, jak dawno mnie tu nie było. Czuje się winna, no… Ale już jestem i mam nadzieję nie znikać^^
    Szkoła ninja, yaay!
    Ten list od generała pewnie bardzo wstrząsnął Vivian. W końcu pierwszy raz dowiedziała się co się dzieje w Zakonie. Biedny Yuu, jak on to musi przeżywać. Taki smutny, biedny Kanda xDD *wyobraziła to sobie*
    Mru, pisz dalej🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s