I shouldn’t be in your heart Either the time we have spent And I want you to know what the truth is But sometimes it makes me feel so sick

Kochanej Niseko. Ty wiesz za co, kochana.

Vivian szybko wpadła w rytm Szkoły. Codzienne treningi nigdy nie były dla niej czymś obcym, a rozkład dnia w Monachium nie zmienił się od czasu, gdy była tu poprzednio. Zresztą cały ten czas spędzała praktycznie w towarzystwie Christiana, który osobiście nadzorował jej trening. Był pod wrażeniem postępów, jakie poczyniła od ostatniego spotkania. O ile wcześniej łatwo ją rozgryzał, teraz miał z tym problem. Była dużo bardziej świadoma tego, co robi, jak stawia kroki, a nawet własnego oddechu. Miecz w jej dłoni stał się śmiertelnie niebezpiecznym narzędziem i jednocześnie jej integralną częścią, przedłużeniem ręki. Poruszała się lekko, dynamicznie i pewnie, a ciosy były precyzyjne i pełne gracji. Nie przypominała tamtego samouka, z którym miał do czynienia za pierwszym razem czy tej niepewnej, walczącej przede wszystkim ze sobą dziewczyny, którą spotkał w Klasztorze Tysiąca Mieczy. Wtedy potrzebowała lekcji przede wszystkim o samej sobie, bo sztuczek każdy może się nauczyć. Łatwo było dostrzec, jak chce zaatakować i jaką dysponuje siłą. Nie była słaba, nie brakowało jej doświadczenia, ale to wszystko był instynkt. To on kierował jej ruchami. Nie było to złe, ale przez to łatwo było ją odczytać. Teraz było inaczej. Instynkt i świadomość samej siebie współdziałały, stwarzając zagadkę. Poruszała się płynnie i z gracją, nie wahała się, doskonale wiedząc, jak będzie najbardziej efektywna. Przy tym czuła satysfakcję z walki, o czym świadczył błąkający się po kącikach jej ust łobuzerski uśmieszek. Powoli stawała się prawdziwym postrachem swych wrogów i Christian nie wątpił, że misja Anioła Lucyfera ma z tym wiele wspólnego, choć akurat na tym mało się znał.
Vivian obserwowała trening białych, wśród których znajdował się Andreas Fullbie – chłopak, który zsynchronizował się z innocence. Christian wskazał go jej już pierwszego wieczoru przy kolacji, szeptem opowiadając, jak doszło do kontaktu Austriaka z odłamkiem.
Żółci nie mają kontaktu z inną bronią niż drewniane miecze, dopiero zmiana szat na białe uprawnia ich do używania iaito, czyli mieczy treningowych oraz myszkowania w zbrojowni. Starsi uczniowie mają też obowiązek dbać o broń, która znajduje się w Szkole prócz tej, która należy do poszczególnych ninja. Ci czyszczą ją samodzielnie.
Właśnie w czasie czyszczenia jedna z kusarigam zaczęła błyszczeć, gdy Andreas pojawił się w pobliżu. Innocence aktywowało się samo, kiedy chłopak dotknął broni. Trochę się wystraszył, bo kto by się nie przestraszył? Pół szkoły zostało zwabione jego krzykiem, do zbrojowni zszedł również Katsumoto i to on rozpoznał w broni innocence. Co prawda nie miał stuprocentowej pewności, ale tę mogli mieć wyłącznie egzorcyści. Wyjaśnił Andreasowi sytuację i posłał informację do Londynu. Doskonale wiedział, że on nie pomoże swemu uczniowi w opanowaniu tej mocy, do tego egzorcyści bezwzględnie musieli zostać wcieleni do Czarnego Zakonu. To zmieniało plany Andreasa, ale do tej pory zdążył już zaakceptować swoją sytuację i póki co wrócił do treningu.
– Więc to tutaj jesteś, Tenshi.
– Przyglądam się ich treningowi – odparła, zerkając na Christiana. – Czasami warto spojrzeć na innych, żeby dostrzec własne słabości.
– Racja, choć mam wrażenie, że w rzeczywistości interesuje cię tylko jedna postać.
Kiwnęła tylko głową. To było silniejsze od niej. Coś ją ciągnęło w stronę tego chłopaka i wiedziała, że to sprawka innocence. Wcześniej tego nie dostrzegała, ale wyczuwała kolejne odłamki. To była prawdopodobnie moc Anioła Lucyfera, Strażniczki Serca i całej Kostki. Dzięki temu mogła jednoznacznie potwierdzić, że kusarigama Andreasa jest innocence, z którym chłopak się synchronizuje. Wiedziała również, że to nie jest Serce.
– Martwisz się?
– Trochę. Życie egzorcysty nie jest łatwe.
– Poradzi sobie. Jest inteligentny. Poza tym szybko łapie – uśmiechnął się Christian.
– To dobrze, choć chciałabym, aby nikt z nich nie musiał przez to przechodzić. Obecnie wielu egzorcystów to dzieciaki, które jeszcze niewiele prawdziwego życia otrzymały, a tak wiele już przeżyły. Zbyt wiele zła doświadczyły, a droga egzorcysty to tylko ból i cierpienie. Kto by lubił takie życie?
– Nie my wybieramy.
– Prawda.
– Ale twoja przerwa już się skończyła, Tenshi – zmienił temat. – Możemy to jeszcze przedyskutować w czasie walki.
– Żebyś miał na co zwalić, gdy przegrasz? – zakpiła.
– Chciałabyś.
Ruszył pierwszy. Zaprowadził ją do wolnej salki treningowej, gdzie zwykle ćwiczyli. Nikt im przy tym nie przeszkadzał, każdy wykonywał swoje obowiązki, więc nie mieli czasu na podglądanie indywidualnych treningów zamaskowanej Tenshi. Nikt zresztą nie zwracał zbytniej uwagi na to, skąd się wzięła oraz czemu nosi maskę. Powody musiał znać mistrz Katsumoto, reszta pomijała to milczeniem. To gwarantowało im spokój.
Vivian uchyliła się przed ciosem, zbyt późno orientując się, że o to chodziło. Christian bez litości podciął jej nogi, przez co uderzyła plecami o podłogę, krzywiąc się lekko. Zablokowała jednak kolejny cios i wymierzyła mu kopniaka w udo. Musiał się cofnąć, żeby złapać równowagę. Wykorzystała ten moment, żeby się podnieść i zaatakować. Blefowała jednak, o czym przekonał się na sekundę przed właściwym ciosem, gdy błyskawicznie zmieniła kąt natarcia, prześlizgnęła się przez jego obronę i iaito przyłożyła mu do szyi.
– Sprytnie – przyznał.
– Dziękuję, Christianie.
Brunet skrzywił się lekko, ale nic więcej nie powiedział. Vivian spojrzała na niego pytająco, ale ustąpiła, gdy wskazał zakończenie pojedynku. Schowała klingę do saya i ukłoniła się. On zrobił to samo.
– Coś nie tak? – zapytała.
– W porządku.
– Na pewno? Wydajesz się niezadowolony z jakiegoś powodu.
Christian westchnął. Nie bardzo miał ochotę na ten temat rozmawiać, w szczególności z nią, ale uważne spojrzenie Vivian nie pozwoliło mu zostawić tego bez odpowiedzi.
– Po prostu czas za szybko leci – odparł. – Trochę to krzywdzące.
Brązowowłosa podeszła do okna i zapatrzyła się na ośnieżone szczyty gdzieś w tle zimowego Monachium.
– Owszem – odpowiedziała. – Czas przyśpiesza, kiedy tego nie chcemy, a zwalnia, gdy tego pragniemy. Niedawno było upalne lato, a teraz Monachium pokryte jest śniegiem. Niedługo wrócę do swoich obowiązków w Lidze, a ty tu zostaniesz. Jednak czas spędzony tutaj zawsze będzie wywoływać na mojej twarzy uśmiech, bo mam tu dobrego przyjaciela.
W odbiciu na szybie widziała, jak Christian podchodzi. Miała wrażenie, że chciałby wypowiedzieć te niewypowiedziane dotąd pomiędzy nimi słowa i przełamać granicę, którą postawiła. Nawet jeśli, to tego nie zrobił. Oparł się plecami o ścianę i założył ręce na piersi.
– Owszem. Masz tu dobrych przyjaciół, którzy zawsze ci pomogą, bo wiedzą, jak wielkie brzemię niesiesz.
– Mówiłam o tobie.
– A co ja mogę innego zrobić?
– Być. To naprawdę pomaga. Jeśli jednak źle czujesz się w moim towarzystwie, powiedz. Zrozumiem.
– To nie to. Wybacz, jeśli cię czymś uraziłem. Nie miałem takiego zamiaru.
Vivian westchnęła. W sumie mogła się spodziewać takiej odpowiedzi. Christian był zbyt dobrze wychowany, żeby pozwolić sobie na rozmowę w tym tonie. Oboje wiedzieli, że w grę wchodzi coś więcej niż przyjaźń, ale to nie mogło zostać wypowiedziane. Nigdy nie zostanie odwzajemnione, bo Vivian miała w sercu kogoś innego i Christian to widział, jednak własnych uczuć nie potrafił zmienić. Właśnie dlatego czasami było trudno.
– Kontynuujemy? – zapytała po chwili krępującej ciszy.
– Na dziś wystarczy. Odpocznij, weź długą kąpiel i ewentualnie wrócimy do treningu walki przed kolacją.
– W porządku. Do zobaczenia później.
Christian został sam z własnymi myślami. Wiedział, że dziś wzbudził jej niepokój swoim zachowaniem. Zawsze traktowała go jak przyjaciela, taktownie unikała tego tematu, ale też instynktownie zaznaczała, na ile może się zbliżyć. Dla niego była niedostępna, bo sobie tego nie życzyła, bo był ktoś inny, bo była Aniołem Lucyfera. Mistrz Katsumoto go przed tym ostrzegał. Mimo bycia człowiekiem, ta dziewczyna nie była przeznaczona zwyczajnym ludziom. Mogli ją podziwiać z daleka, ale nigdy się do niej nie zbliżą, bo to oznacza ból, cierpienie i śmierć. Dla obu walczących stron oznaczała dodatkową szansę na zwycięstwo, odpowiedzi na pytania, których nie potrafili samodzielnie rozwiązać, uprzedmiotowiali ją, przez co traciła szansę na szczęście. Tak jakby istniała tylko dla tej wojny.
Te słowa jednak niewiele dawały. Owszem, był świadomy jej brzemienia, nie liczył na wiele, na nic nie liczył, a jednak czasami nie potrafił powstrzymać własnych odruchów. Karcił się za to niejednokrotnie i był wdzięczny Vivian, że udaje, że nic na ten temat nie wie. Było łatwiej. Przed nią, przed innymi, przed samym sobą. Ważne, by był jej przyjacielem, jak tego oczekiwała.
Tymczasem Vivian poszła wziąć długą kąpiel we wspólnej łazience na piętrze, gdzie znajdował się jej pokój. Mogła sobie na to pozwolić, bo o tej porze wszyscy jeszcze byli na treningach lub wykonywali przydzielone obowiązki. Nikt więc jej nie zobaczy bez maski.
Chciała porzucić myśli o Christianie, ale te uporczywie wracały, więc się poddała. Przyciągnęła do siebie nogi, objęła je ramionami i przytuliła policzek do kolan, patrząc w wodę dookoła siebie.
Nie wiedziała, czy nie popełniła błędu, przyjeżdżając tutaj. Lubiła Christiana, jego towarzystwo rozluźniało ją i sprawiało przyjemność. Był po prostu przyjacielem, więc zwykle nie zwracała uwagi na drobnostki, które świadczyły o czymś innym. Doskonale pamiętała, jak często Saiichi jej o tym przypominała, trochę złośliwie, a trochę z troski. Wtedy też to dostrzegała, ale zdania nie zamierzała zmieniać. Christian był przyjacielem i koniec, nie było o czym mówić. Poza tym teraz nie widziała szans na stworzenie jakiegokolwiek, nawet krótkiego związku. Co innego noce spędzone w „Szalonym Kruku”, a co innego pozwolenie na zbliżenie się do siebie osoby, która coś czuje. Gdzieś w środku nadal czuła się zobowiązana wobec Squalo, mimo że od dawna go nie było. Potrzebowała jednak czasu, żeby to w sobie zamknąć w całości. Przy tym miała dość związków na jakiś czas, wolała skupić się na treningu i zadaniach niż amorach. Poza tym była jeszcze jedna niezabliźniona rana…
Czasami miała wrażenie, że powinna zerwać kontakt z Christianem i sprawić, by zapomniał o czasie, który spędzili razem. Czułby się lepiej. Chyba dopiero ta rozmowa o czasie uświadomiła jej, że Christian wymaga od siebie wiele w każdej kwestii, ale czasami nawet on ma dość. Tylko, czy z sercem można pertraktować i wygrać?
– Trening w wodzie? – usłyszała znajomy głos.
Mimo to wystraszyła się i odwróciła gwałtownie głowę. Nawet nie usłyszała przesuwających się drzwi ani kroków, a przecież miała wyczulone zmysły. Najwyraźniej była zbyt zamyślona.
Kilka kroków od niej stała owinięta w ręcznik ciemnowłosa kobieta, w której Vivian rozpoznała Hannę Weber, wychowanicę Katsumoto, którą tu znano pod innym imieniem.
– Chiyoko – wykrztusiła w końcu.
– Nie bój się. Niewielka grupa ninja zna twoją prawdziwą tożsamość. Mistrz Katsumoto wyjaśnił nam sytuację, więc nie musisz się obawiać zdrady z naszej strony.
– Co tu robisz? Nie powinnaś mieć zajęć z białymi?
– Zostawiłam ich pod opieką Christiana. Posprzeczaliście się?
– Nie – Vivian odwróciła wzrok. – Po prostu czasem pada o słowo za dużo.
– O to chodzi – westchnęła kobieta. – Daj, umyję ci plecy.
Przez chwilę żadna z nich się nie odzywała. Vivian zastanawiała się, po co właściwie Chiyoko do niej przyszła, ona zaś zbierała myśli.
– Christian bardzo się do ciebie przywiązał – odezwała się w końcu.
– To prawdopodobnie nasze ostatnie spotkanie – odparła brązowowłosa. – Nie chcę, żeby miał później do siebie żal.
– Nie będzie. O jego przyszłość jestem spokojna.
– A o teraźniejszość?
– To nie zależy tylko od niego. Teraz musi sprostać wielu rolom i myślę, że da sobie radę. Po prostu potrzebuje pomocy.
– W czym?
– W zachowaniu się jak na Christiana Katsumoto przystało. Nie bój się, gdy za długo na ciebie patrzy. Nie zrobi nic bez twego słowa.
– Wiem.
– Czujesz się winna?
– Nie chcę, żeby się męczył w mojej obecności.
– Twoja obecność go nie męczy. Z tobą jest odprężony jak przy Satorim. Tylko czasem przyłapie się na jakiejś głupiej myśli jak to facet i głupieje. Tym się nie przejmuj. Jest mądry i bystry, sam dojdzie do odpowiednich wniosków.
Vivian się zaśmiała. Chyba oboje za dużo o tym myśleli i stąd ten dziwny humor, a przecież mają jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. Christian sobie poradzi. Nie jest osobą, która umierałaby z tęsknoty za kimś, kto jest poza jego zasięgiem. Sam doskonale wie, ile mu wolno w jej obecności i nie byłby sobą, gdyby przekroczył granicę.
Po chwili rozmawiały już o błahostkach, co rusz wybuchając śmiechem. Chiyoko tylko wyglądała na niedostępną i chłodną, taka była, gdy przychodziły zajęcia, aby uczniowie nie zapomnieli, kim mają się stać, oraz w czasie misji. W rzeczywistości ulubienica Katsumoto była ciepłą i towarzyską osobą, która ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia i nikogo nie zostawi w potrzebie.
Vivian ze spokojem i odprężona odnalazła Christiana przy trenujących białych. Skłoniła mu się z szacunkiem i powiedziała cicho:
– Możemy kontynuować trening, Christianie.
– Cieszę się. Masz ochotę dołączyć do grupy?
– Chętnie.
– Andreasie, masz ochotę zmierzyć się z Tenshi? – zapytał przyszłego egzorcystę.
– Z przyjemnością.
Christian wskazał dziewczynie, aby dołączyła do grupy i po chwili Vivian prowadziła już pozorowany pojedynek z Austriakiem. Teoretycznie była od niego lepsza, skoro nosiła błękitne szaty, ale to nie zabraniało im wspólnego treningu. Zaś w czasie kolacji panowała zasada, że każdy może zmierzyć się z każdym. Ta dwójka nie miała jeszcze takiej przyjemności.
Andreas nie czuł się zbyt dobrze z mieczem w dłoni. To było widać w jego ruchach, nad którymi nie do końca panował. To ostrze nie było przedłużeniem jego ręki, częścią chłopaka, co prowadziło do błędów, które Vivian bezlitośnie wykorzystywała, żeby się z nim pobawić. Miała jednak świadomość, że gdyby dać mu kusarigamę, byłby to bardziej wyrównany pojedynek, a może nawet miałaby z nim problemy. Teraz to jednak ona rządziła w tym starciu.
Z łatwością odbiła jego cios, odwróciła nadgarstek i rękojeścią wybiła mu miecz z ręki. Wygrała i Andreas musiał uznać swoją porażkę.
– Widać, że jesteś uczennicą Christiana – powiedział.
– To był dobry pojedynek – odparła, kłaniając się.
– Chodź, Tenshi. Biali mają swój trening – przywołał ją młodszy Katsumoto.
Vivian jeszcze raz skłoniła się Andreasowi, dziękując za walkę, po czym z gracją wyszła z Christianem. Wygrana wypełniła ją dumą i lekkością, przez chwilę pozwoliła sobie delektować się tym uczuciem, po czym odrzuciła je na bok. Teraz jej przeciwnikiem miał być Katsumoto, a jego lekceważyć nie mogła. Poza tym na walce należy się skupić, nawet rzucając rozluźniającymi komentarzami i minami, których teraz nie mógł w pełni dostrzec zza maski.
Okrążali się z uwagą, jakby zaczynali taniec, nie walkę. Miecze w ich dłoniach tym razem były tępe, nie mogły zrobić zbyt wielu szkód, ale to nie był powód, by opuszczać gardę. Patrzyli sobie w oczy, Christian z powagą, Vivian z rozbawieniem. Czekali na ruch tego drugiego.
Dziewczyna skoczyła w jego stronę z wyciągniętym przed siebie mieczem. Uniknął konfrontacji i wymierzył cios w odsłonięte w tym momencie plecy. Nie ukrył zaskoczenia, gdy stał zabrzęczała o stal – zdążyła się zasłonić. Chwilę później Christian leżał na podłodze po celnym kopniaku z półobrotu.
– Jesteś bezlitosna – sapnął.
– Mogłam kopnąć mocniej – odparła z uśmiechem.
– I kto tu kogo ma uczyć – westchnął.
Tylko się krótko zaśmiała. Christian podniósł się w momencie, gdy do sali wbiegli jego młodsi bracia, teraz już w białych szatach.
– Egzorcyści zaraz tu będą. Masz ich powitać – powiedzieli jednocześnie z podekscytowaniem.
Brunet spojrzał na Vivian, która właśnie opanowywała własne uczucia i ciekawość. Spodziewali się tego, ale i tak dziewczyna czuła się nieprzygotowana zwłaszcza teraz, gdy była sama w Szkole. Poprzedniego wieczoru Arianne ruszyła poza Monachium zająć się zadaniem, które im przydzielono. Stwierdziła, że Vivian powinna skupić się na treningu i poszła sama. Jeszcze nie wróciła.
– W porządku? – zapytał Christian.
– Tak. Idź, masz obowiązki wobec Szkoły.
– Możesz ich poobserwować. Nie powinni cię wyczuć. Chłopaki, wracajcie do swoich obowiązków.
– Tak jest.
– No to trening przerwany.
– Wznowimy go, gdy tylko wykonasz swoje obowiązki. Idź przodem.
Wiedziała którędy będzie ich prowadzić do sali Katsumoto, więc zatrzymała się tam osłonięta cieniem. Czekała z niecierpliwością, żeby ich choćby zobaczyć, choć domyślała się, że Katsumoto przekona ich do zostania na kolacji. Mimo to nie mogła się powstrzymać.
Wstrzymała oddech, widząc pięć sylwetek, które dobrze znała. Nie wiedziała, dlaczego Komui wysłał aż czwórkę egzorcystów, ale nie pozwoliła sobie na ujawnienie swej obecności. To byłoby nieprofesjonalne i uderzałoby w jej dumę Cienia i przyszłego ninja. Jedynie obserwowała, jak Christian prowadzi ich na spotkanie z Katsumoto, aby mogli się przywitać i rozmówić w sprawie Andreasa.
Czekała na niego, gdy został odesłany. Mistrz Katsumoto wiedział, że Christian ma jeszcze inne obowiązki, a wśród nich obecnie najważniejszy – opieka nad Tenshi. Chłopak nie zdziwił się więc na jej widok. Gorsze było dla niego to, co zobaczył w jej oczach. Czysta tęsknota. Wiedział już w momencie, gdy ich zobaczył przy drzwiach, czemu nie powinien istnieć w jej myślach jako ktoś więcej niż przyjaciel. Teraz tylko to potwierdził. To za nim tęskniła najbardziej, za tym chłopakiem i nic z tym nie mógł zrobić.
– Mamy jeszcze trochę czasu na trening – powiedział tylko, nie roztrząsając sprawy.
Kiwnęła głową, odrzucając myśli o egzorcystach. Miała być Cieniem, ostatni trening był po to, by nie traciła głowy, więc zamierzała udowodnić przede wszystkim samej sobie, że te godziny w sali iluzji nie były zmarnowane. Właśnie dlatego bez słowa poszła za Christianem.

***

Vivian: Tego, kto z egzorcystów przybył, dowiecie się za tydzień. Chyba, że chcecie zgadywać. Zobaczymy, czy komuś się uda.
Arte: Co najmniej dwóch są w stanie dobrze założyć. Może nawet trzech.
Lavi: Dziś mamy rozdział dedykowany. Trochę ze smutnego powodu, bo już nie będzie „Niseko no Toshokan”. Niseko-san odeszła z radia.
Laurie: To nie jest powód, Lavik. To moje podziękowanie za te cztery godziny w tygodniu pełne śmiechu, wygłupów, dobrej muzyki i bliskości mimo odległości niemal sześciu godzin jazdy. I za herbaciarnię w ostatnim wydaniu. Bardzo Ci za to dziękuję, kochana, a wyściskam Cię przy najbliższej okazji.
Vivian: Za tydzień egzorcyści w Szkole Ninja, będzie ciekawie, a za dwa mamy Halloween. Przynajmniej z tym Laur się wyrobiła.
Laurie: Cicho. Pozdrawiamy ciepło i do następnego.

3 thoughts on “I shouldn’t be in your heart Either the time we have spent And I want you to know what the truth is But sometimes it makes me feel so sick

  1. Saphira pisze:

    Aww~~! Egzorcyści, Viv w końcu ich zobaczyła!!! Ja zaraz chyba zwariuję!
    Sophie: Ty tak nie wrzeszcz i bierz się za pisanie, do cholery!
    Właśnie zgasiłaś mój entuzjazm… Ale do rzeczy. Na pewno przyjechał Yuu, ale co do reszty to mam wątpliwości… Lavi, Abba i Hikari albo Lenka. Albo Allen. Albo Mia. Kurna, już nie wiem…Dobra, bo będę wymieniać do upadłego. Czekam na kolejne dwa rozdziały i pozdrawiam🙂

  2. Mira pisze:

    O Nisekoś, to mi nawet nie wspominaj, bo znowu będę chlipać! T.T Co do herbaciarni, to wiedz, że liczę na zaproszenie na otwarcie.!😛 Jeżeli chodzi o egzorcystów, to Kanda będzie na 100%. Prawdopodobnie Mia lub/i jej psiapsióła, jakkolwiek by jej nie było, nie pamiętam… Myślę, że ktoś z głów…niejszych bohaterów anime jak Lavi, czy Lenalee. Allena jakoś nie podejrzewam, nie wiem czemu. I może… Vesper! Fajnie by było zobaczyć Vesper! Bardzo lubię jak piszecie razem, nie żebym osobno was nie znosiła.
    Enyłej. Pozdrawiam i ściskam!

    • laurie16 pisze:

      Na kolaborację z Vesper będziesz musiała poczekać. Niestety nie wiem, ile, bo póki co Vesper nie pisze, ale jak tylko coś w tym temacie się zmieni, zostaniesz poinformowana🙂 Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s