They’ll try to take your pride, try to take your soul, they’ll try to take all the control. They’ll look you in the eyes, fill you full of lies believe me they’re gonna try.

Wszystkie osoby wrażliwe i niepełnoletnie proszone są o zastanowienie się dwa razy, czy chcą czytać ten rozdział i ewentualne wyjście. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Wiedziała, gdy tylko ją zobaczyła. Dostrzegła jej prawdziwe oblicze, poczuła moc płynącą w ludzkich żyłach. Dawno nie była tak podekscytowana, aż miała ochotę rzucić się na nią zanim się ocknie, ale to mogłoby się źle skończyć. Musiała być opanowana. Pozwoliła sobie jedynie na sugestywne oblizanie warg, gdy czekała aż dziewczyna się ocknie.
Vivian otworzyła oczy. Żyła, co było pocieszające. Nie dostała hipotermii ani gorączki, co też mogło poprawić humor. Na tym jednak koniec pozytywów. Owszem, była w jakimś pomieszczeniu, ale aura tego miejsca podnosiła jej włoski na karku. Do tego czuła obecność tych dwóch demonów, kręciły się gdzieś w pobliżu. Leżała na jakiejś płycie, może stole. Przywiązana i naga.
– Kurwa – szepnęła.
„Czemu zawsze ja?” – przemknęło jej przez myśl chwilę przed tym, jak w pole jej widzenia weszła jakaś kobieta. Miała jasne, długie włosy i niebieskie, prawie szklane oczy. Po obu jej stronach stały demony kontraktowe. Były niemal identyczne o czarnych włosach i fioletowych oczach, różniły ich tylko pieczęcie kontraktu, które były na różnych policzkach. Bliźniaczy kontrakt – coś tak rzadkiego, że takich przypadków opisanych było tylko kilka. Większość kończyła się śmiercią osoby przywołującej zanim kontrakt został zawarty – człowieka rozrywało od środka. Właśnie dlatego nikt o zdrowych zmysłach nie przywoływał bliźniaków.
– Witaj, czarna księżniczko – kobieta pogłaskała ją po policzku.
– Czego chcesz? – wycharczała Vivian.
– Pomóc ci – uśmiechnęła się wiedźma, bo tym musiała być ta kobieta.
Zapewne to ich cel, więc gorzej trafić nie mogła. Właśnie w praktyce dowiedziała się, po co Isabel asysta Łowców Demonów. Zginie tu jak nic.
– Ciekawe, w czym – prychnęła z pogardą. – Umrzeć? Trzeba było mnie zostawić na mrozie.
– Źle mnie zrozumiałaś, księżniczko. Masz w sobie potężną moc, która z pewnością ci ciąży. Zmusza cię do życia według jakiegoś bzdurnego przeznaczenia, pęta twoją wolną wolę. Uwolnię cię od niej – uśmiechnęła się.
– Nie potrzebuję twojego miłosierdzia – warknęła.
– Ale jesteśmy niemili – zacmokała wiedźma. – Powinnaś być dla mnie grzeczniejsza.
– Bo?
– Rasha.
Demon z prawej strony wiedźmy postąpił krok i wyciągnął rękę nad Vivian. Nie dotknął jej, a jednak brzuch dziewczyny eksplodował bólem tak potężnym, że poczuła łzy w oczach. Czuła, jak coś penetruje jej ciało i nie było to przyjemne.
– Rasha ma zdolność manipulowania ciałem przeciwnika bez kontaktu fizycznego – wyjaśniła wiedźma. – Gdybym chciała, złamałby ci kręgosłup i wtedy byłabyś już do niczego nikomu nieprzydatna. Zrozumiałaś?
– Tak – jęknęła Vivian.
– Rasha – demon się cofnął. – Także bądź grzeczna, a ja cię przygotuję do rytuału.
Brązowowłosa wiedziała, że jej się to nie spodoba. Rozejrzała się. Nie widziała swoich ubrań ani broni, za to dostrzegła wytartą torbę należącą do Marianny. Wtedy zrozumiała – czarownica używała dusz ludzi do wywoływania demonów. Z nią pewnie będzie tak samo, gdy tylko skończy odebranie mocy Anioła Lucyfera, bo o tym zapewne mówiła. Ta moc nie mogła wpaść w ręce kogoś niepowołanego, bo to oznaczałoby katastrofę.
Wiedźma wróciła z jakimś roztartym pyłem w pojemniku i pędzlem. Usiadła obok Vivian na płycie i zimnymi palcami przejechała po brzuchu dziewczyny.
– Krąg. Ktoś tu się próbował bawić. Nieładnie.
Vivian nie odpyskowała pomna poprzedniego bólu, który sprawił jej demon. Obserwowała tylko wiedźmę, która powolnymi ruchami malowała coś na jej ciele. Początkowo nie wiedziała, co oznaczają te linie i dlaczego zbiegają się mniej więcej na wysokości serca. Zrozumiała to, gdy żyły zaczęły ją palić.
– Pamiętaj. Musisz być przytomna do końca rytuału – powiedziała wiedźma. – Inaczej konsekwencje mogą być straszne.
– Nie rób tego – wyszeptała przerażona.
Czuła, jak żyły zaczynają płonąć, jakby krew w nich się gotowała. Coś sięgało po jej istotę, po naturę i rozdzierało, jakby obdzierało ją ze skóry i odrywało mięśnie od kości. Zupełnie tego nie kontrolowała. Była świadoma otoczenia, czuła łzy spływające po policzkach, słyszała własne wrzaski topione w bólu. Modliła się tylko o utratę przytomności. Miała gdzieś ostrzeżenie wiedźmy, woli umrzeć nieświadoma. Gdzie był Niszczyciel Czasu, gdy go potrzebowała? Czemu jej stąd nie zabierze?
– Rasha – usłyszała gdzieś nad bólem.
Widziała, że demon podchodzi. Słyszała kolejne słowa wiedźmy:
– Ma być przytomna. Przynajmniej dopóki klejnot się nie uformuje.
W fioletowych oczach dostrzegła obietnicę nieziemskiej rozkoszy. Ból zelżał, gdy poczuła, jak penetruje jej ciało. Pobudza ją, dotyka jej zmysłów. Nie był inkubem, ale wcale nie musiał, żeby nad nią zapanować. Chciała się bronić, ale nie była w stanie. Ciało nie słuchało, zmysły wariowały, należała do niego. Nie musiał jej dotykać, by skóra cierpła, mięśnie pracowały, oddychała głośniej i jęczała. Rozpływała się w rozkoszy raz po raz. Przestała myśleć, nie potrafiła. Pozwoliła, aby nad nią panował.
Widziała, jak oblizuje usta i szczerzy kły podobne do wampirzych w uśmiechu zdobywcy. Należała do niego, tonęła w rozżarzonym fiolecie jego oczu, które przesuwały się pożądliwie po jej ciele. Czuła wręcz namacalny dotyk, zimny, otrzeźwiający, a jednocześnie wprawiający w ekstazę. Mimo świadomości zagrożenia dawno nie czuła się tak dobrze. Przymykała z rozkoszy oczy.
Impuls bólu wyrwał ją z tego stanu. Wrzasnęła, czując jego źródło gdzieś w okolicy mostka. Wbiła palce w płytę pod sobą, szarpnęła ciałem, ale unieruchomione skórzanymi pasami nie poruszyło się.
– Rasha – usłyszała wiedźmę.
Demon zwiększył intensywność doznań, ale nie przebił się przez falę bólu. Vivian wrzasnęła, gdy interesant przekroczył granicę rozkoszy i cierpienia. Palce ścierała do krwi, pragnąc szybkiego końca. Ból zlał się w jedno, otępiając ją i wypełniając każdą komórkę ciała, każdy nerw.
Coś takiego czuła tylko raz. W dniu, gdy Tyki Mikk wyrywał z jej ciała innocence. Potworna fala bólu paraliżująca ruch i wdzierająca się do umysłu, doprowadzając ją na skraj szaleństwa. Obłęd wydzierający rozpaczliwe wrzaski z obolałego gardła. Błagała, żeby przestali. Chciała tylko przestać czuć cokolwiek, zanurzyć się w niebycie zanim wydrą z niej tę bolesną część.
– Shaar.
– Będzie przytomna – obiecał miękki głos.
Drugi demon stanął tuż przy niej i położył zimne ręce na skroniach Vivian. Przyniosło odrobinę ulgi. Dotyk przesunął się na ramiona i dalej po rękach. Przestała krzyczeć, choć wciąż czuła ból rozdzierający ją od środka. Dłonie demona wróciły na jej ramiona i teraz przesuwały się po jej dekolcie, piersiach, talii, brzuchu aż do bioder. Z każdą chwilą ból był mniej odczuwalny. Wyczuwała demona na skraju swego umysłu, chciał ją opętać. Zamierzała się bronić, ale gdy to sobie uświadomiła, było za późno.
Trzymał ją w ramionach. Tak dobrze je znała, pragnęła ich. Z każdą chwilą widziała je coraz wyraźniej. Szczupłe, choć umięśnione, wyrzeźbione latami treningu i walk. Okryte kaskadą atramentowych włosów. Doskonale pamiętała każdy szczegół, każdą jasną bliznę, które może dostrzec tylko wprawne oko. Był na wyciągnięcie ręki.
Podniosła spojrzenie na jego szyję, potem wyżej na podbródek. Ból się rozproszył. Czuła tylko spokój. Podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy. Tak bardzo tego pragnęła.
Iluzja pękła. Ból nie wrócił. Ktoś trzymał ją w ramionach. Czuła pod ubraniem ciepło ciała, bijące serce. Wtuliła twarz w jego tors. Chciała się ukryć, zasnąć, odpocząć. Słyszała gdzieś w tle syki, przekleństwa, walkę, ale to nie było ważne. Była bezpieczna w jego ramionach. Tu jej nic nie groziło.
– Maleńka.
Nie podniosła oczu, słysząc jego głos. Nie chciała, żeby ją stąd zabierał. Była wykończona i nie chciała, aby od niej wymagano.
Odwrócił jej twarz i przyłożył coś do ust. Na języku poczuła metaliczny posmak krwi. Podniosła spojrzenie na Arte, który przytrzymywał własny nadgarstek przy jej twarzy.
– Pij – polecił. – Normalnie bym tego nie robił, ale potrzebujemy też twojej siły.
Wampirza krew rozgrzała zmarznięte, odrętwiałe ciało, usunęła zmęczenie i wyostrzyła zmysły. Pobudziła instynkt. Czuła się dziwnie, ale już się nie chowała w fałdach płaszcza Arte. Była gotowa do walki.
Rana na nadgarstku wampira zasklepiła się błyskawicznie. Uśmiechnął się do przyjaciółki.
– Dać ci płaszcz? – zapytał.
– Nie trzeba.
Podał jej Czarną Różę i pomógł wstać, choć całkiem niepotrzebnie. Czuła się lepiej niż się spodziewała. Wyciągnęła miecz z saya i ruszyła do walki.
Demonów w budynku było więcej, ale wszystkie podlegały bliźniaczym interesantom. Vivian wzięła na siebie jednego, Arte drugiego. Pozostawienie Arianne z pozostałymi mogło wydawać się trochę nie fair, ale z jej doświadczeniem nie powinna mieć problemów, a przy tym bliźniacy musieli zostać załatwieni jednocześnie. Isabel tymczasem zajęła się wiedźmą.
Bliźniaczy interesanci próbowali skupić się jedynie na Vivian, teoretycznie słabszej. Dziewczyna jednak świetnie dawała sobie radę, jakby nie była nigdy pod wpływem demonów i czarów. Wampirza krew uwolniła jej instynkt z okowów zmęczenia i bólu, podążała za nim jak prawdziwa bestia. Za plecami miała Arte, który nie dał się zlekceważyć. Razem tworzyli śmiercionośny duet, który z łatwością pokonał oba demony: Vivian przecięła swojego przeciwnika na pół, łącząc moce, Arte rozerwał interesanta. Od razu ruszyli pomóc Arianne z resztą. Chowańce od razu spłonęły, zostały pomniejsze demony, które nie stanowiły dla nich żadnego zagrożenia.
Isabel także szybko rozwiązała problem. Wiedźma okazała się być praktycznie bezbronna bez asysty demonów, a na proste czary Łowczyni była uodporniona. Doskoczyła do czarownicy i skręciła jej kark.
– To za Vivian – syknęła.
Walka się skończyła. Brązowowłosa jednak nadal czuła się niezaspokojona i niespokojna. Nie do końca pojmowała, co się z nią dzieje, więc spięła się, gdy Arte stanął tuż za nią i okrył fałdami własnego płaszcza.
– Spokojnie, malutka. Jest już po wszystkim. Możesz się rozluźnić – powiedział łagodnie.
To sprawiło, że napięcie z niej zeszło. Zaczęła racjonalnie myśleć, zagłuszając instynkt. Wampirza krew to miecz obosieczny dla ludzi. Z jednej strony uzdrawia, niweluje zmęczenie i skutki większości uszkodzeń organizmu, wyostrza zmysły i zwiększa możliwości ciała, z drugiej zaś może stać się silnym narkotykiem, doprowadzającym ludzi do szaleństwa. Właśnie dlatego dawka musi być wyważona i podawana w najwyższej konieczności. Krew wampira była też ważnym składnikiem przemiany w wampira, co było wszystkim dobrze znane.
Upadłaby, gdyby nie Arte. Pomógł jej usiąść. Zaczęła kaszleć, krztusić się, w końcu opróżniła żołądek. Wampir cały czas był obok, uważając, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Czymkolwiek był rytuał, którego wiedźma na niej użyła, teraz odbijał się mocno na jej ciele.
Przyciągnął ją do siebie, gdy przestała wymiotować. Pogłaskał ją po włosach.
– Dziwnie się czuję – powiedziała cicho.
– Twój organizm musi pozbyć się mojej krwi. To troszkę potrwa.
Oparła policzek o jego ramię. Była wykończona zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Marzyła już tylko o długiej, gorącej kąpieli i łóżku, w którym mogłaby zasnąć na wiele kolejnych godzin. Teraz nie myślała o tym, co się stało. Jakaś część niej zablokowała to, żeby nie roztrzaskać się i nie zwariować z bólu. Na odreagowanie przyjdzie czas później.
– Twoje ubranie i broń – Isabel przyniosła ciuchy Vivian.
Dziewczyna powoli popadała w odrętwienie, organizm domagał się odpoczynku, więc pomogli jej się ubrać i Arte wziął ją na ręce. Wtuliła się w niego mocniej, czując się bezpiecznie. To sprawiło, że zasnęła jeszcze zanim wyszli z kryjówki wiedźmy.
Wstawał dzień, kiedy dotarli do koni. Nie budzili Vivian, wampir wziął ją przed siebie, zaś wierzchowca brązowowłosej prowadziła Arianne. Milczeli całą drogę do miasta, byli zbyt zmęczeni na pogaduchy, nawet Isabel nie miała ochoty odzywać się bez potrzeby.
Vivian obudziła się obolała i z poczuciem brudu na całym ciele. Zanim otworzyła oczy, dostrzegła, że krew Arte już z niej wyparowała, ale potworne zmęczenie pozostało. To, co było iluzją stworzoną przez demony, wykończyło ją fizycznie. Czuła się zbrukana. Kolejny raz.
– Kręcisz się i kręcisz – usłyszała gdzieś nad głową.
Poderwała się gwałtownie. Obok niej leżał Arte, na widok jej miny uśmiechnął się pobłażliwie.
– Wiem, wiem, oczekiwałaś kogoś innego – rzucił kąśliwie. – Niestety to tylko ja.
– Co robisz w moim łóżku?
– Wczoraj prosiłaś, żeby cię nie zostawiać, więc jestem. Doskonale wiesz, Vivian, że daleko mi do igraszek z tobą.
Odwróciła spojrzenie, bo nie mogła zaprzeczyć. To w ogóle nie powinno przejść jej przez myśl.
– Przepraszam, ja…
– Wiem – przerwał jej. – Widzę, w jakim stanie jesteś, więc nie mam żalu. Arianne i Isabel właśnie składają raporty. Nie sądzę, żebyśmy mieli dostać jeszcze jakieś zadanie, więc najbliższym pociągiem ruszamy do domu.
– Co ty tu właściwie robisz? – zapytała.
Nie pamiętała, żeby Arte miał zostać dołączony do drużyny.
– Miałem robotę w pobliżu. Rada trochę się o was martwiła, odkąd Astarel zobaczyła zwiastun śmierci, więc posłali mnie tutaj. Po drodze spotkałem Isabel i razem znaleźliśmy Arianne. Chowańce dość mocno ją poharatały. Gdy tylko usłyszeliśmy o twoim tajemniczym zasłabnięciu, Isabel wiedziała, że musiałaś zostać dostrzeżona przez wiedźmę. Na szczęście jesteś cała.
– Ledwo.
– Nie mów tak – chciał położyć swoją dłoń na jej, ale cofnęła rękę. – Jesteś cała. Ucierpiała tylko twoja duma.
– Duma najbardziej boli – odparła. – Możemy o tym nie rozmawiać? Przynajmniej na razie.
– Dobrze. Wrócimy do tego już w domu.
Trochę chwiejnie Vivian zeszła z łóżka i skierowała się do łazienki. Arte zwalczył odruch, by jej pomóc, bo wiedział, że teraz nie da się dotknąć. Zamierzał jednak dopilnować, żeby sobie nie zrobiła krzywdy. Kto wie, co sobie właśnie ubzdurała w głowie.
Vivian zrzuciła z siebie ubranie i obejrzała się w lustrze. Nadal miała na sobie ślady tego proszku, nie znalazła jednak żadnej rany w okolicach mostka, gdzie było źródło bólu. Chyba nigdy się nie dowie, co dokładnie działo się wtedy z jej ciałem. Wystarczająco upokarzający był fakt, że dała się zgwałcić dwóch demonom. Może nie dotknęli jej fizycznie, ale pożerowali na jej duszy, co odbiło się na ciele.
Odkręciła zimną wodę i weszła pod jej strumień. Zadrżała, poczuła gęsią skórkę, ale nie wyrównała temperatury. Potrzebowała chwili, żeby ochłonąć, inaczej zacznie trzeć skórę do krwi, a tego robić nie powinna.
– Żyjesz tam? – usłyszała jakiś czas później Arte.
– Tak.
– Ale nie próbujesz się utopić, prawda?
– Nie jesteś zabawny – warknęła zirytowana.
– Umyć ci plecy?
– Nie.
– Jesteś pewna?
Nie spodziewał się, że stanie w drzwiach z gniewem wypisanym na twarzy i zupełnie mokra.
– Nie użalam się nad sobą i nie próbuję robić sobie krzywdy! – wrzasnęła mu prosto w twarz. – Zostaw mnie w spokoju!
Dopiero teraz zauważyła jego poważne spojrzenie, które przeczyło lekkiemu tonowi. W pokoju były też już Arianne i Isabel.
– Zaraz skończę – powiedziała spokojnie.
Wróciła pod strumień wody i dopiero teraz się umyła. Wysuszyła się szybko i ubrała, mokre włosy zawijając w ręcznik. Tak weszła do pokoju, w którym zastała pozostałe Cienie i jedzenie na stole. Poczuła głód i mimowolnie zaczęła zastanawiać się, kiedy ostatni raz coś jadła.
– Siadaj, Vivian – poleciła Arianne. – Porozmawiamy, jak zjesz.
Mimo głodu zachowywała się przy stole. Już i tak była niegrzeczna w stosunku do Arte, co nie powinno mieć miejsca. Obrzucanie się złośliwościami a atak wściekłości to jednak dwie różne sprawy. W Lidze musiała o tym pamiętać.
– Odpoczęłaś trochę? – zapytała Arianne, gdy Vivian skończyła jeść.
– Nadal czuję się wykończona, ale jest już lepiej.
– To dobrze. Wieczorem mamy pociąg powrotny do Berlina. Zostaniemy jakiś czas w domu, żebyś mogła dojść do siebie.
– Marianna tu nie dotarła, prawda?
– Skąd wiesz?
– U tej wiedźmy była jej torba.
– Cyrk został napadnięty. Dlatego chowańce przyciągnęły nas muzyką. Chyba to był błąd z mojej strony.
– Nie, mistrzyni. Z nami też nie byłaby bezpieczna – odparła obojętnie Vivian. – Równie dobrze mogłam nie reagować w pociągu.
– Nie mów tak – powiedziała Arianne. – Każde uratowane życie jest cenne.
Brązowowłosa wzruszyła ramionami i podeszła do okna. W tej chwili wszystko było bez znaczenia, świat mógłby się zawalić, a ona tylko wzruszyłaby ramionami. Była wyprana ze wszelkich emocji, broniąc się przed wspomnieniami z misji.
Arianne nie ciągnęła dłużej tej dyskusji, widząc, co dzieje się z jej uczennicą. Vivian potrzebowała odreagowania, ale to musiało poczekać do powrotu do domu. Do tego czasu będzie udawać silniejszą niż jest, żeby podołać roli i obowiązkom. Musiała jej na to pozwolić, bo przecież dziewczyna nie pozwoli przebić się przez mur dookoła siebie.
Całą podróż Vivian była milcząca albo po prostu spała oparta o Arte. Nikt szczególnie nie zwracał jej na to uwagi, pozwalając, aby odpoczęła. Tak było lepiej, bo alternatywą byłyby ciągłe powarkiwania i wybuchy gniewu, a tego żadne z nich nie zamierzało tolerować.
Po powrocie do Berlina Vivian złożyła raport ze wszystkimi, po czym ruszyła do „Szalonego Kruka”, gdy tylko została zwolniona z obowiązków. Teraz był czas na odreagowanie.

***

Lavi: Śnieg.
Laurie: Już stopniał.
Lavi: Ale był.
Vivian: Widać zającowi udziela się twój przedświąteczny nastrój, kiedy widzisz śnieg. Tylko, że tobie jakoś nic w tym roku nie jest.
Laurie: Bo mam na głowie za dużo spraw, żeby zwracać na to uwagę, ale skoro mamy pierwszy śnieg za sobą, a ja bez koca i herbatki bądź gorącej czekolady nie dam rady, znaczy, że idzie zima. W kalendarzu też to widać.
Arte: Za tydzień będzie już grudzień.
Laurie: Jak co roku, w grudniu czekają Was trzy rozdziały. Wszystkie mam już napisane, kończę je przepisywać i mam nadzieję, że się Wam spodobają.
Lavi: Na Wigilię i Sylwestra odcinki się przygotowują. W tym roku święta spędzicie z Ligą, a Sylwestra z nami.
Vivian: Albo z Kandą, bo nie wiem, co to z tego wyjdzie.
Laurie: Nos z notatek wyciągnij. Za tydzień Berlin.
Arte: Ciekawe, kto się domyśli, kto odwiedził Vivian.
Vivian: Odwal się.
Laurie: Nie dajcie się zimie, trzymajcie ciepło i do następnego.

One thought on “They’ll try to take your pride, try to take your soul, they’ll try to take all the control. They’ll look you in the eyes, fill you full of lies believe me they’re gonna try.

  1. elnalesniko (Elena) pisze:

    Nie mam życia. Nie mam czasu, żeby wpaść i przeczytać. Nie czytam nic przez dwa miesiące i nagle… bum. Nie wiem, co mam myśleć, a tym bardziej pisać. Mnóstwo rzeczy mnie zaskoczyło i dopiero po chwili ułożyło się w większe fragmenty. Czas zacząć odwiedzać cię regularnie.
    W ogóle, komentuję z mojej biednej cegły i to mnie zabija. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s