Dzień jeden w roku

Pierwsze opady śniegu niechybnie przypominały o zbliżających się świętach. Wraz z nastaniem grudnia Berlin coraz bardziej stroił się w kolorowe światełka, gwiazdki, wieńce, figurki z papieru, ludzie przygotowywali się do rodzinnego świętowania, a w powietrzu było czuć niezwykłą atmosferę pełną radosnego oczekiwania.
Vivian za to nie tryskała entuzjazmem. W tym okresie dużo bardziej czuła tęsknotę za Czarnym Zakonem, gdzie urządzali sobie po swojemu święta: urodziny Allena, olbrzymia choinka w stołówce, przeklęta jemioła Laviego i zapach piernika rozchodzący się po całym budynku. Tęskniła za tym rozgardiaszem, polowaniem na Kandę urządzanym przez Abbę i wspólnymi przygotowaniami. Była przekonana, że tak jak poprzednie, święta spędzi w ruchu: albo trenując albo wykonując jakąś misję.
„Szalony Kruk” także był przyozdobiony świątecznie, a na barze honorowe miejsce zajmował wieniec z czterema świecami, z których trzy były już zapalone. Zaciekawiona podeszła bliżej, żeby się przyjrzeć. Gałązki były chyba świerkowe, a świece przyozdobione zostały fioletowymi wstążkami.
Hans wyszedł z zaplecza i uśmiechnął się na widok dziewczyny obserwującej ozdobę.
– Coś do picia, panienko Vivian?
– Lampkę czerwonego wina. Co to jest?
– Wieniec adwentowy.
– Skąd cztery świece?
– Pierwszy raz go widzisz? – pokiwała głową. – Adwent trwa cztery tygodnie. W każdą kolejną niedzielę zapala się kolejną świecę i kiedy palą się już wszystkie, są święta.
Postawił przed nią kieliszek. Vivian nadal wpatrywała się w wieniec. To nie poprawiało jej humoru. Siedziała przy barze z niezadowoloną miną i popijała wino, ignorując wszystkich dookoła.
– Tu się schowałaś.
Arte oparł się o bar tuż obok przyjaciółki. W przeciwieństwie do niej tryskał humorem, a na twarzy widniał szeroki uśmiech, który przy prószącym śniegu mógł pokazać światu bez obaw, że światło słoneczne zrobi mu krzywdę.
– Co z tobą? Idą święta. Nie cieszysz się?
– A z czego tu się cieszyć? Idea Bożego Narodzenia do mnie nie przemawia – wzruszyła ramionami.
– No tak, w tamtym roku was nie było, to nie wiesz.
– O czym?
– 25 grudnia tutaj, w „Szalonym Kruku” co roku organizujemy święta. Taka tradycja Cieni, więc kto chce i jest akurat w domu, może przyjść. Nikt nie zostanie sam.
Vivian uśmiechnęła się smutno. To nie do końca rozwiało jej ponure myśli. Że też tak bardzo przyzwyczaiła się do egzorcystów. Dawniej nie zwracała uwagi na święta, egzorcyści wszystko zmienili. Poczuła się tam jak w domu.
– Ej, Vivian – wampir szturchnął przyjaciółkę. – Co jest? Tęsknisz za egzorcystami?
– Trochę. W wigilijny wieczór zawsze urządzaliśmy świąteczną kolację połączoną z urodzinami Allena. Była choinka, piernik, tort, prezenty, nawet ta nieszczęsna jemioła – westchnęła. – Chyba nie potrafię poczuć ducha świąt.
– Jemioła? – uśmiechnął się Arte. – Jakieś miłe wspomnienia?
– Nienawidzę tego zielska – odparła. – Chociaż kradzież pocałunku Squalo była zabawna – zaśmiała się krótko.
– Jutro idziemy na kiermasz – zadecydował wampir. – I nie ma wymówek. Od razu poczujesz klimat świąt.
Vivian się z nim nie kłóciła, bo to nie miało najmniejszego sensu. W razie potrzeby Arte zamierzał wyciągnąć ją siłą, a to mogłoby pogorszyć sytuację. Mimo to nie czuła klimatu, kiedy następnego dnia szykowała się do wyjścia. Za to wampir nie mógł się już doczekać. Nie chodziło o ideę narodzin Syna Bożego, ale o atmosferę, która gości w tym czasie w mieście. Mimo swego charakteru uwielbiał ją i co roku krążył po jarmarku, chcąc uszczknąć coś dla siebie.
Ośnieżony Berlin przyozdobił się w świąteczne ozdoby, ale na rynku, gdzie odbywał się przedświąteczny kiermasz, było aż pstrokato od ozdób, kramów i ludzi. W kilku miejscach słychać było muzykę, w powietrzu unosiły się piękne zapachy, a mieszkańcy miasta uczestniczyli w całym przedsięwzięciu z uśmiechami na twarzach i przekazywali swoją radość innym.
– Uwielbiam to ich radosne oczekiwanie – stwierdził Arte. – Obok przygotowań trwa zabawa. Można skosztować świąt zanim się w ogóle zaczną.
Wrażliwy węch Vivian wychwycił ten konkretny zapach, który kojarzył jej się jedynie ze świętami. Uśmiechnęła się szeroko.
– Piernik – oznajmiła.
– Co?
– Piernik – złapała go za rękaw. – Chodź.
– Ej, nie tak szybko.
Arte musiał na razie odpuścić zwiedzanie jarmarku, bo Vivian nie zamierzała się zatrzymywać, dopóki nie dostanie kawałka pachnącego domowymi świętami ciasta. Wampir z zaskoczeniem przyjął tę gwałtowną zmianę jej nastroju. Jeszcze przed chwilą najchętniej schowałaby się we własnym pokoju z butelką wina, a teraz niemal biegła wśród tłumu.
Kram pełny był różnych pierniczków od niewielkich, gotowych do powieszenia na choince aż do dość sporych porcji specjalnie na świąteczny stół. Cieszył się dość sporym zainteresowaniem, a i zanim Vivian się zdecydowała, minęła chwila.
– Zadowolona? – zapytał Arte, gdy przegryzała piernikową choinkę polaną kolorowym lukrem.
Pokiwała głową. W ręce trzymała całą torebkę ulubionych łakoci. Przełknęła i powiedziała:
– Piernik kojarzy mi się z domem i domowymi świętami. W Zakonie Jerry, główny kucharz, piekł go specjalnie dla mnie, bo bez tego nie mogłam wejść w świąteczny klimat.
– Trzeba było tak od razu – zaśmiał się Arte. – Możemy się teraz powłóczyć?
– Jasne.
Spacerowali pomiędzy kramami, słuchając kolęd, kosztując świątecznych specjałów i rozmawiając wesoło. Aż trudno było uwierzyć, że ten gwar zniknie tuż przed Wigilią, pozostawiając jedynie olbrzymią choinkę, szopkę i ozdoby.
– Trzymaj – Arte podał przyjaciółce kubek.
– Grzane wino?
– Nigdzie tak nie smakuje jak tutaj w tym czasie.
– Stary pijak – zaśmiała się.
– Ej, tylko nie stary.
Vivian zachichotała i upiła łyk wina. Ciepło rozlało się po jej ciele, sprawiając przyjemność zmarzniętej dziewczynie.
– Powinienem kupić ci szalik – stwierdził Arte. – Przeziębisz się.
– Nic mi nie będzie.
– Jaki kolor chcesz?
– Pewnie czarny. Każdy inny będzie się wyróżniał.
– Nie mówimy dziś o pracy. Jaki kolor?
– Niebieski. Nie musisz mi nic kupować.
– To ostatnia chwila, żeby skompletować prezenty.
Vivian podrapała się po potylicy. Wcześniej jakoś w ogóle o tym nie myślała.
– Nie masz ani jednego? – domyślił się wampir.
– Jakoś…
– To idziemy szukać prezentów. Moja lista też nie jest jeszcze skompletowana.
Arte był naprawdę zaangażowany w atmosferę świąt. W tym czasie stał się bardziej energiczny, a na jego twarzy gościł zadowolony, radosny uśmieszek. Takim Vivian go jeszcze nie widziała, ale dzięki temu sama poczuła klimat świąt i przestała marudzić.
Kwatera główna Ligi na czas świąt również została przyozdobiona. W sali wejściowej ustawiono dość spore drzewka, które Cienie osobiście ubierały, w jadalni stanęły dwie kolejne choinki, a stoły zostały przyozdobione girlandami i kokardami. Większość Cieni rozpogadzała się i była milsza dla siebie, wszystkim udzielał się nastrój. W tym roku na święta przyjechała również Mirabell, co wywołało falę radości w Isabel. Przyjaciółki od razu ruszyły pomóc w organizacji świąt w „Szalonym Kruku” i wciągnęły do tego innych.
W końcu nadeszło Boże Narodzenie. Wyjątkowy, jedyny taki dzień w roku, gdy większość demonów traci swoją moc i kryją się w mroku. Jedyny taki dzień, który pachnie inaczej, ma inną atmosferę i sprawia, że ludzie stają się dla siebie lepsi, choć tylko w ten jeden dzień. Jego magia była nieuchwytna, działała tylko w rodzinnym gronie.
Vivian jeszcze długo leżała w łóżku po przebudzeniu. Arianne odpuściła jej dzisiaj trening, wszystkie przygotowania zostały zakończone, a do wyjścia miała jeszcze trochę czasu. Wspominała święta z egzorcystami. Zawsze były pełne śmiechu i radości, pachnące piernikiem i poczuciem rodzinności. Nawet Kanda w ten jeden dzień starał się być miły i nie warczał na każdego, kto się zbliżył. Zastanawiała się, jak teraz wyglądają święta w Zakonie. W tamtym roku pewnie było im ciężko, dopiero zginął Squalo, ona też przepadła. Niby dla egzorcystów nie było to takie nowe, ale w święta dwa puste miejsca gryzły.
– Wszystkiego najlepszego, Allen – szepnęła.
Mogła mieć tylko nadzieję, że Czternasty jeszcze go nie dopadł i nie stłamsił. W nadchodzącym roku musi zacząć szukać informacji na ten temat.
Pukanie oderwało ją od myśli. Podniosła się na łokciu, patrząc na drzwi, w których stanął Arte.
– Ty się jeszcze lenisz?
– Raz w roku mi wolno.
– Chyba nie zamierzał odpuścić świąt, co?
– Nic z tych rzeczy, durny wampirze. Zaraz zaczynam przygotowania do wyjścia. Nie musisz mnie pilnować.
– I cię nie upilnuję, bo wychodzę. Mam jeszcze coś do załatwienia. Spotkamy się w „Szalonym Kruku”.
– Jasne.
Trochę ją zaciekawiło, co Arte znowu kombinuje, bo nie zanosiło się na misję. Mimo to nie pytała, stwierdzając, że prędzej czy później się dowie.
Dwie godziny później już gotowa zmierzała do „Szalonego Kruka”. Dzień był mroźny, więc wejście do ciepłego baru było niczym nagroda. Już od progu poczuła piękne zapachy, w tym piernika. Uśmiechnęła się na tę myśl. Dorzuciła ostatnie prezenty pod choinkę i skierowała się do przyjaciół – wszyscy w odświętnych strojach, więc poczuła się odrobinę nijako. To jednak nie miało aż takiego znaczenia.
– A Arte gdzie? – zapytała.
– Myśleliśmy, że przyjdzie z tobą – odparła Isabel.
– Nie. Mówił rano, że ma coś jeszcze do zrobienia i spotkamy się tutaj. Czyżby jednak jakieś zadanie?
– Raczej nie – odpowiedział Li Sung. – Rada rozdzieliła ostatnie misje wczoraj wieczorem. Akurat zdawałem raport.
– Ciekawe, co ten wampir kombinuje – westchnęła.
– Zaczniemy bez niego.
– Bez kogo?
– Spóźniłeś się, głupi wampirze.
– Wybacz. Straciłem poczucie czasu.
– Gdzie byłeś?
– Tajemnica – wyszczerzył się. – To co? Zaczynamy?
Wszyscy przystali na ten pomysł. Życzenia, wspólne biesiadowanie, w końcu kolędy. Isabel i Mirabell jak zwykle przodowały w spożyciu wina, Vivian wolała piernik. Każdy miał jakąś anegdotę do opowiedzenia, więc naprawdę czuło się bliskość z tymi ludźmi. Byli jednością.
Gdy wyszli na zewnątrz, żeby wrócić do kwatery głównej, Arte pierwszy zaczął bitwę na śnieżki. Tak zaciętej i wesołej walki Vivian dawno nie przeżyła, jeśli w ogóle. Lekko pijani nie interesowali się otoczeniem i przyzwoitością, Berlin stał się ich polem bitwy, więc szaleli, dopóki starczyło im sił.
Vivian otuliła się kocem tuż przy kominku w świetlicy. Przemarzła w czasie bitwy na śnieżki, ale mimo to czuła się szczęśliwa. Arte podsunął jej kubek herbaty pod nos i usiadł obok.
– I jak nasze święta? – zapytał.
– Tak samo szalone jak całe życie.
– Dalej tęsknisz?
– Troszeczkę, ale nie jestem sama. Tu też jest mój dom.
– To dobrze. Bałem się, że schowasz się pod kołdrą i nie będziesz chciała wyjść przez całe święta. Nikt nie powinien być sam w ten dzień.
– Ktoś z przyjaciół powiedział mi kiedyś, że ci, co spędzają święta samotnie, nie są kochani.
– Ty jesteś. To nic, że jutro wraca rzeczywistość.
– To daleko – oparła się o jego ramię. – Dziękuję, Arte.
– Nie ma za co, maleńka. Wesołych Świąt.

***

Arte: Przyszły święta. Co prawda są szare i bez śniegu, ale nie zostały odwołane.
Vivian: Za to i tak jest zimnawo.
Laurie: Bez narzekania dzisiaj. W tym roku święta w Berlinie z udziałem Vivian i pozostałej ligowej rodziny.
Lavi: Ale my też tu jesteśmy.
Vivian: Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chcemy Wam, naszym najdroższym czytelnikom, życzyć rodzinnego, radosnego spędzania czasu…
Laurie: Poczucia magii tych wyjątkowych dni…
Lavi: Odrobiny białego puchu…
Hikari: Pięknego nieba z pierwszą gwiazdką…
Allen: Stołu pełnego smakołyków…
Arte: Miłego towarzystwa pod jemiołą…
Abba: Trafionych prezentów pod choinką…
Kanda: Odrobiny świętego spokoju…
Lenalee: I wszystkiego, czego sobie zażyczycie.
Arianne: Niech te święta pozostaną w Waszej pamięci jako piękne wspomnienie, które będzie wywoływało uśmiech na Waszych twarzach.
Laurie: Niech będą piękne i wyjątkowe. Wesołych Świąt, kochani!

One thought on “Dzień jeden w roku

  1. Saphira pisze:

    Nie mogę sobie wybaczyć, że mimo wszystko nie zajrzałam do Ciebie wcześniej. Laurie-san, życzę ci dużo szczęścia w te dni i mam nadzieję, że Wigilię spędziłaś w miłej atmosferze, oraz że cieszysz się z prezentów. Wesołych Świąt!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s