Epilog – Pożegnanie z Lavim

Powinienem zrobić to już dawno. Nie potrafiłem. Potrzebowałem czasu, żeby uporządkować fakty i pozbyć się emocji, których nie powinienem mieć. Czas pożegnać się z Lavim.
Myśleliśmy, że Vivian zginęła w płomieniach kilka tygodni po Squalo. Że popełniła błąd, osłabła, nie dała rady. Że to była moja wina. Że dałem się zranić i musieli mnie chronić. Jednak nie była to prawda. Upozorowała swoją śmierć i przez te dwa poprzednie lata była członkiem Ligi Cieni. Nie wiem dokładnie, co tam robiła, nie zdążyła opowiedzieć mi o wszystkim. Znam jedynie przebieg jej szkolenia, przygody z tym związane, dzień zaprzysiężenia. Na więcej nie starczyło czasu.
Wróciła niespodziewanie w czasie bitwy, którą mieliśmy przegrać. Pięciu egzorcystów przeciwko siódemce Noah. Wynik był z góry do przewidzenia. Dawno się tak nie bałem jak wtedy, byłem pewny, że zginę. Dwoje z nas przypłaciło to życiem. Jens i Mia. Chyba nigdy nie zapomnę bolesnego wrzasku blondynki rozdzieranej na pół. Nic nie mogliśmy zrobić. Zupełnie nic. Pozostała nam jedynie bezsilna obserwacja. Tym, co przeżyli, to nadal śni się po nocach.
Przyszła niczym czarny anioł śmierci. Nie mogłem w to uwierzyć, ale była rzeczywista. Obleczona w czerń, ze złotymi błyskami w oczach i stygmatami na czole. Dumny Anioł Lucyfera.
– W porządku, Lavi? – uśmiechnęła się delikatnie.
Nie byłem w stanie nic powiedzieć i tylko kiwnąłem głową. Jensowi i Mii już nie mogliśmy pomóc, ale nasze szanse na przetrwanie drastycznie wzrosły. Potem wielokrotnie dziękowałem niebiosom, że mieliśmy ją po swojej stronie. Pewnie nie tylko ja.
Jej spojrzenie zmieniło się, gdy dostrzegła naszych martwych towarzyszy. W ciągu kilku kolejnych chwil zabiła trzech Noah. Bez żadnego wysiłku, bez pyłku na czarnej sukni. Reszta zwiała. Chciała ich gonić, ale postanowiła zająć się nami. Już się ujawniła, więc zamierzała zmierzyć się z Leverrierem i konsekwencjami swoich działań. Doprowadzić to do końca.
Zmieniła się. Nie wiem, co na nią tak wpłynęło, ale z miotającego się w niewiedzy pionka stała się królową. To ona rozdawała karty, rozstawiając członków Czarnego Zakonu po kątach. Pierwszy raz w życiu widziałem, żeby Leverrier kogoś posłuchał. On się jej po prostu bał. Nie miał wyjścia. Vivian mogła zniszczyć Zakon bez specjalnego wysiłku i nawet tego nie ukrywała.
Nastroje tamtych dni były dziwne. Cieszyliśmy się z jej powrotu, ale jednocześnie czuliśmy, że jest nam obca. Pełna dystansu czas spędzała głównie w towarzystwie wampira, który z nią przybył, Arte. Nadal nie wiem, co ich dokładnie łączyło, nie pozwalali nam przebywać w swojej obecności zbyt długo, kryli się. Po zniszczeniu Londynu Arte bez słowa pożegnania wyjechał. Prawdopodobnie wrócił do Ligi. Dziwny facet.
Mieliśmy tylko kilka dni na przygotowania. Vivian od razu powiedziała, że teraz nie ma już na co czekać. Chciała to zakończyć raz na zawsze. Ściągnęła wsparcie z Ligi Cieni, ustaliła z generałami plan działania i zaczęła się bitwa o los świata.
Nie wszystko poszło tak, jak tego oczekiwaliśmy. Londyn zamienił się w płonące pole bitwy, Milenijny wciągnął w to mieszkańców. Ofiary liczy się już w tysiącach. Oficjalnie była to klęska żywiołowa, ale ci, co przeżyli, wiedzą, że tak nie jest. Znają prawdę i nigdy nie zapomną tego piekła. Ja zresztą też nie. Swąd palonych ciał, wrzaski bólu, błagania i śmiech Noah. Śmierć tych, których nazwałem przyjaciółmi, będąc Lavim. Mnie nie wolno było walczyć, miałem tylko obserwować. Zresztą Vivian powiedziała mi to przy wszystkich na odprawie:
– Masz przeżyć. Obserwować i zapisać prawdę, Kronikarzu Juniorze.
To była moja misja. Z nią przyszedłem do Zakonu, ale to ona mi o niej dobitnie przypomniała. Żałuję, że ją posłuchałem. Żadna poprzednia wojna nie odbiła na mnie takiego piętna jak ta.
Walki pomiędzy egzorcystami a Noah trwały zaciekle i długo. Nie wszystkie widziałem. Rozsiały się na cały Londyn. Potem zebrałem opowieści, ale nie wszystko było takie, jak myślę, że było. Jedno wiem na pewno: słabi ginęli niemal od razu, inni wykonywali swoje zadanie, płacąc za to najwyższą cenę. Własnym życiem.
Tak jak Hikari. Starła się z Road. Zresztą obiecała to sobie po misji w Baltimore. Trenowała do tej jednej bitwy. Kiedy w końcu się starły, świat snu zmieszał się z rzeczywistością. Wszyscy staliśmy się uczestnikami ich walki. Noah Snu wykorzystywała to bez żalu, Hikari broniła się zaciekle, próbując chronić też innych. Zabiła Road, ale jej rany były śmiertelne. Umierała długie godziny z głową na kolanach generał Nine. Nie zdążyłem się z nią pożegnać. Zabroniła mnie wołać. Gdy odnalazłem je po bitwie, Hikari była martwa.
– Prosiła, abyś nie żałował obranej ścieżki – przekazała mi generał Nine. – Była z tobą szczęśliwa.
Może tak było lepiej, ale Lavi nie potrafi pogodzić się z tą stratą. Zabrałby ją ze sobą w dalszą drogę, gdyby tylko mógł.
Dla Allena pojedynek z Milenijnym też okazał się śmiertelny. Podczas gdy jego siostra zajmowała się pozostałymi Noah, Walker miał zabić Earla. Niewiele z tego widziałem. Wszystko rozegrało się wiele metrów nad ziemią. Widzieliśmy tylko jasne błyski na nocnym niebie, słyszeliśmy upiorny śmiech Milenijnego i obserwowaliśmy skutki ich pojedynku. To oni zniszczyli połowę Londynu.
Milenijny został zabity. Allen spadł na ziemię razem z nim miotany konwulsjami. Przez ten cały czas walczył również z Czternastym, który próbował przejąć nad nim kontrolę. Wyglądało to jak rozdwojenie jaźni.
Vivian próbowała mu pomóc, ale nic nie mogła zrobić. Zresztą po tych wszystkich walkach była wycieńczona, a pojedynek pomiędzy nią i Yuu a Tyki Mikkiem nadal był nierozstrzygnięty. Noah Przyjemności stał się potężniejszy niż dawniej, ale to i tak niczego nie zmieniło. Podzielił los pozostałych Noah, zanim położył łapy na Vivian.
Londyn został zniszczony. W płomieniach zginęły niedobitki akum, ludzie, którym nie udało się uciec, kilku egzorcystów, Cieni pewnie też. Pożar trwał wiele godzin, został ugaszony dopiero przez ulewę, która przyszła nie wiadomo skąd o świcie. Grzebanie zmarłych trwa nadal. Potrwa jeszcze wiele dni.
Egzorcystów przeżyła garstka. Z generałów Nine i Tiedoll, choć oboje odnieśli poważne rany. Z pozostałych Abba, Chaoji i Lenalee. No i ja i staruszek. Reszta zginęła w bitwie, pożarze lub od odniesionych ran. O Cieniach nie mam informacji. Zniknęli tak nagle, jak się pojawili. Noah zginęli wszyscy.
Nie wiemy tylko, co stało się z Vivian i Yuu. Po śmierci Allena gdzieś zniknęli. Nie ma żadnego śladu ich obecności czy śmierci. Odeszli? Ukryli się gdzieś? Spopielił ich ogień? Nikt tego nie wie. Kogokolwiek bym nie zapytał, nikt nie potrafi udzielić mi odpowiedzi o ich dalsze losy. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, co stało się z tą dwójką i czy się w końcu pogodzili. Przed bitwą jakoś nie potrafili ze sobą normalnie porozmawiać, stoczyli jedynie pojedynek, ale potem walczyli ramię w ramię.
Czas się pożegnać, Lavi. Już dawno nie powinno cię być w moim życiu. Londyn dawno za nami, Czarny Zakon i innocence należą do przeszłości. Odeszliśmy bez pożegnania. Jak to Kronikarze. I tak ta wojna jest tylko zaschniętym tuszem w naszych księgach, do których nikt nie ma dostępu. Czas znaleźć następną do opisania.
Żegnaj, Lavi. Ty potrafiłeś kochać, szczerze się śmiać i płakać. Miałeś serce, które Kronikarzowi jest zbyteczne. Nie spotkamy się już nigdy więcej. Prawdopodobnie umarłeś wraz z ukochaną Hikari. Może dostaliście drugą szansę. Wykorzystajcie ją dobrze, bo na to zasłużyliście.

Z dziennika Kronikarza Juniora

***

10 kwietnia zapraszam na podsumowanie całości.

One thought on “Epilog – Pożegnanie z Lavim

  1. prz_ pisze:

    Myślę, że nikt się nie nabrał, aczkolwiek przyznam – nie tego oczekiwałem na Prima Aprilis.
    No i szkoda, że nie było jakiegoś odcinka wielkanocnego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s