On that day when you need your brothers and sisters to care, I’ll be right here. Citizen soldiers holding the light for the ones that we guide from the dark of despair. Standing on guard for the ones that we sheltered, We’ll always be ready because we will always be there.

Cisza była niespotykana jak na duże miasto. Nawet tak późno po zachodzie słońca powinno żyć, półświatek nie sypiał w nocy, załatwiając swoje ciemne interesy, gospody pracowały pełne gości, każdy, kto pragnął rozkoszy, otrzymywał ją. Miasto zwykle zasypiało tuż przed świtem pijane, zadowolone i spełnione.
Nie Wilno. Tu ciszę przerywały jedynie patrole i zbłąkane zwierzęta. Godzina policyjna, reperkusje zrobiły swoje. Nikt o zdrowych zmysłach nie pchał się na ulice, trwały czystki. To nie było dobre miejsce do życia w tej chwili. Wystarczyłoby jedno słowo, a konsekwencje byłyby dość tragiczne. Nawet podróżni nie byli zbyt bezpieczni i od razu informowano ich o zasadach tu panujących. Głupotą byłoby je złamać.
Vivian siedziała na dachu jakiegoś budynku. Dawno zaczęła się godzina policyjna, więc teoretycznie nie powinna wychodzić bez specjalnego pozwolenia, które mogłaby pokazać patrolom, które by ją zaczepiły. To ją jednak nie powstrzymało przed wymknięciem się na łowy.
Dwa piętra niżej, tuż pod budynkiem zatrzymał się patrol. Słyszała, jak rozmawiają po rosyjsku. Nic w sumie szczególnego – narzekanie na pogodę, pracę, wymiana doświadczeń łóżkowych. Nie tego w sumie oczekiwała, a był to już kolejny patrol, który podsłuchiwała. Najwyraźniej i tym razem miała pecha.
Potrzebowała świeżych informacji dotyczących demona. To, co Lidze udało się zebrać wcześniej, doskonale znała. Dokumenty przejrzała wielokrotnie podczas podróży – jedyna rozrywka przez tych kilkanaście godzin jazdy pociągiem. Teraz chciała świeżynek. Nie mogła iść walczyć bez wcześniejszego przygotowania. Zwykle łaziła po gospodach, tam chodzą różne opowieści, z których mogła wyciągnąć interesujące ją wieści, ale tu sytuacja wyglądała całkiem inaczej. Po godzinie policyjnej miasto zamierało, w ciągu dnia niewiele się dowiedziała, a prasa w tym przypadku była zupełnie nieprzydatna – cenzura ingerowała w teksty, co mogło jej utrudnić ogląd sytuacji. Jednym słowem beznadzieja. Przez to szpiegowała patrole, licząc, że w ich rozmowach usłyszy coś ciekawego. Na razie bez efektów.
Miała już wstać i odnaleźć kolejny zirytowana brakiem postępu sprawy, gdy usłyszała:
– A Władimir się znalazł?
– Nie, przepadł jak kamfora.
– Licho nie śpi.
Żołnierze zaczęli rozmawiać przyciszonymi głosami o zniknięciach, które powtarzają się od kilkunastu dni. Masowo ginęli wojskowi wysyłani na patrole i nie zostawał po nich ślad. Podejrzewano jakieś zamachy, może jakaś grupa powstańcza, ale na razie niewiele było wiadomo.
Vivian uśmiechnęła się pod nosem. W końcu coś przydatnego. Przynajmniej nie spędziła połowy nocy na bezpodstawnym tropieniu patroli. W sumie wolałaby rozmowy uliczników – zwykle były bardziej przydatne i ciekawsze – ale nie narzekała. Trzeba się cieszyć z tego, co ma. Nikt za nią nie zbierze informacji, a musiała się pośpieszyć. W końcu ma jeszcze jechać do Petersburga, a to nie będzie wiecznie czekać.
Wysłuchała uważnie rozmowy, po czym ruszyła w drogę powrotną. Demon dobrze się maskował, nie wyczuwała go na tyle wyraźnie, by odnaleźć po samej aurze. Wiedziała jednak, że atakuje według pewnego wzoru, który musiała odkryć. Już prawie to miała, potrzebowała świeżych informacji, aby się upewnić.
Wślizgnęła się przez uchylone okno do wynajętego pokoju, po czym szczelnie je zasłoniła i sprawdziła pieczęcie. Dopiero wtedy zapaliła świece. Z torby wyciągnęła dokumenty i na mapę Wilna nałożyła kolejne miejsca ataków wraz z datami. Od razu zobaczyła wzór, według którego postępował przeciwnik. Sprawnym ruchem zaznaczyła teren kolejnego polowania.
– Jutro powiesz „do widzenia” – uśmiechnęła się pod nosem.
Zadowolona z efektów schowała wszystko i kilka minut później położyła się spać. Nie było sensu marnować czasu na coś innego, powinna wypocząć przed walką. Miała nadzieję, że wszystko pójdzie jak trzeba. Zadanie nie było przecież takie trudne.
Rano czekała ją przykra niespodzianka. W porannej prasie znalazła informację o kolejnym zniknięciu, które pozornie pasowało do wzoru. Różnił się jednak czas i miejsce.
– Szlag – warknęła pod nosem, krzywiąc się nad gazetą.
Wszystko właśnie wzięło w łeb. Cała strategia, nad którą tak ciężko pracowała, była właśnie do niczego. Bez wzoru lub świeżego śladu mogła błąkać się całą noc po Wilnie i nic by nie znalazła. Nie ma to jak pech.
Tylko, że to nie pasowało. Demon, na którego polowała, zawsze działał według określonego wzoru, nie było mowy o odstępstwach. Liga zbyt długo istniała, żeby nie zauważyć takich rzeczy. Miała pewność, że atak padnie właśnie dzisiejszej nocy w obszarze, który oznaczyła na mapie. To nie była żadna pomyłka. Nie mogła być. Tylko w takim razie co odpowiadało za atak tej nocy? To na pewno była robota demona, była pewna. Ludzie zawsze zostawiają ślady, wskazówki. Zresztą nie można zniknąć bez śladu z zamkniętego od środka pomieszczenia. Tego żadna dostępna ludziom magia nie gwarantowała.
Wiedziała, że sporo ryzykuje, ale mimo to poszła sprawdzić miejsce ostatniego zaginięcia. Dzięki temu będzie miała pewność, czy podchodzi to pod jej obowiązki. Poza tym przy drugim demonie będzie musiała złożyć raport Lidze i Rada zadecyduje, czy ma go zostawić czy się nim zająć. Raczej to drugie, ale czasami trafiało się tak, że trzeba było wysłać innego Cienia, którego zdolności lepiej można tu wykorzystać. Poza tym nadal miała drugą misję do wykonania, a przecież Petersburg jest daleko. Potrzebowała czasu na dotarcie, a jeśli ta misja się przedłuży, będzie miała kłopoty. W najgorszym razie ten Jack pójdzie sam i może z tego nie wyjść cało.
Wślizgnięcie się do budynku pełnego ludzi nawet dla Cienia stanowiło pewien problem. Wystarczy jeden błąd i będzie miała kłopoty zamiast oględzin. Jednak nie mogła czekać do nocy. Musiała zająć się tym teraz.
Nikt jej nie przeszkodził, choć miała wrażenie, że ktoś ją przez cały ten czas obserwuje. Nabrała jednak pewności, że to też była robota demona. Nieszczęśnik został posiłkiem potwora, który prawdopodobnie spopielił ciało, gdy już nie było dla niego pożyteczne. Na podłodze dostrzegła biały popiół, na który ludzie raczej nie zwracali uwagi. Zresztą ślad układał się w zdanie pisane po rosyjsku: „Pobaw się ze mną”. Zaproszenie. Czyżby demon wiedział o jej obecności i chciał się z nią zmierzyć? Jeśli ją wyczuł, to czemu nie przyszedł po nią wczoraj? Sprawa była dziwna i wzbudzała w Vivian niepokój. Koniecznie potrzebowała opinii kogoś bardziej doświadczonego w tym temacie.
– Na pewno jest tam drugi demon – usłyszała jednego z przybocznych Rady. – Musisz uważać. Zaproszenie może dotyczyć kogokolwiek albo właśnie ciebie.
– Może próbować na mnie polować?
– Owszem. Wiesz, jak inteligentne są demony. Jeden błąd może cię sporo kosztować.
– Rozumiem. Będę uważać.
– Byłoby dobrze, gdybyś oba załatwiła dzisiaj ze względu na twoje drugie zadanie.
– Jeśli się nie uda, jak długo mogę zostać w Wilnie?
– Najwyżej jeszcze jedną noc. Jeśli Jack nie zajmie się wiedźmą przed pełnią, może być niebezpiecznie, a wy utkniecie w Petersburgu na cały miesiąc.
– Rozumiem.
– Zadzwoń jutro rano. Wtedy postanowimy, co dalej, jeśli sprawa się nie rozwiąże.
– Dobrze.
– Uważaj na siebie, Vivian.
– Będę. Dziękuję za pomoc. Do usłyszenia.
Sytuacja się skomplikowała. Jak zawsze. Vivian jakoś nie była zdziwiona takim obrotem sprawy. Zwykle, gdy robota była zbyt prosta, pojawiały się dodatkowe komplikacje. Złośliwość losu. Przecież nie mogło być tak, że załatwi, co ma załatwić i sobie spokojnie wróci do domku. Nie dla niej takie życie.
Tego wieczoru przygotowała się nad wyraz dokładnie. Miała upolować dwa demony. O jednym nie wiedziała kompletnie niczego. Żaden z nich nie będzie grzecznie siedział i czekał aż się go pozbędzie, poza tym ten drugi prawdopodobnie zrobił sobie z niej cel kolejnego polowania. Z łowcy mogła łatwo stać się ofiarą, a na to nie chciała pozwolić. Miała za dużo do stracenia, żeby tak po prostu odpuścić i pozwolić sobie na błąd.
Wymknęła się jeszcze przed godziną policyjną. Z gospody miała dość spory kawałek do miejsca, gdzie prawdopodobnie demon uderzy, a wolała być na miejscu wcześniej. Znajdzie sobie dobre miejsce do obserwacji i poczeka na swojego przeciwnika. Jeśli dobrze pójdzie, zabije go, zanim znów zaatakuje.
Gdy spostrzegła, że ulice się wyludniły, wspięła się na dach pobliskiego budynku i dalszą drogę przebyła górą. Oszczędziła sobie tym samym omijania patroli, które nie spoglądały na dachy. Najwyraźniej niemal niemożliwym dla nich było, żeby kogoś tam przyłapać. Zresztą, żeby wejść na górę, trzeba było czasu. Lepiej dla niej. Oszczędzi sobie niepotrzebnego zamieszania.
W końcu zatrzymała się na najwyższym budynku w okolicy. Dookoła trwała kompletna cisza, zero ludzi czy bezpańskich zwierząt. Demona też nie wyczuwała. Najwyraźniej przybyła tu pierwsza i teraz wystarczyło cierpliwie poczekać na ruch przeciwnika.
Siedziała w bezruchu wyczulona na każdy znak. Nie ujawniała własnej obecności i gdyby ktoś spojrzał w górę, pomyślałby, że postać w czarnym płaszczu jest częścią budynku. Nawet rzadkie powiewy wiatru nie poruszały kapturem, pod którym skryła oblicze. Czekała.
Gdzieś na dole usłyszała rozmawiający patrol. Słuchała pobieżnie niezainteresowana. Potraktowała ich bardziej jako przynętę, choć dla większej pewności powinni się rozdzielić. Wtedy demon na pewno zaatakuje. To też była jego specyfika. Sama stanowiła niezły kąsek, choć przeciwnik mógł dostrzec zbyt wcześnie, z kim ma do czynienia i element zaskoczenia przepadłby, zamieniając się w pogoń po mieście. Tego bardzo nie chciała.
Poczuła obecność demona dwie ulice dalej. Z pomocą innocence znalazła się tam kilkanaście sekund później, zaskakując potwora, który właśnie rozdzierał żołnierza na pół. Spojrzał na nią wytrzeszczonymi oczyma i rzucił się do ucieczki, czując jej aurę.
Na niewiele mu się to zdało. Wprawna bariera przytrzymała go w uliczce. Był to dość słaby demon żerujący głównie na ludzkim strachu i krwi. Wampirki – Arte nie znosił tego określenia, bo nie do końca oddawało różnicę pomiędzy prawdziwymi wampirami a tymi demonami. Był jedyną osobą, której to przeszkadzało, inne Cienie używały swojego języka bez zastrzeżeń.
Zniszczenie demona zajęło Vivian tylko kilka chwil. Proste zadanie, do których wysyła się nowicjuszy albo jest dodatkiem do innych zadań. Wyłapywanie takich potworków było proste, o ile umiało się przewidzieć wzór, według którego demon polował. To była jedyna trudność, ale trening Cieni rozwiązywał to w mgnieniu oka.
Spojrzała na rozszarpane zwłoki żołnierza. Jego przynajmniej ktoś znajdzie. Jeśli miał rodzinę, będą wiedzieć, co się z nim stało. Niepewność losu była znacznie gorsza.
Cofnęła się w cień, słysząc nawoływania. W kompletnej ciszy obserwowała, jak inny żołnierz odnajduje ciało swojego towarzysza, przeszukuje okolicę za sprawcą i dopiero później pozwala sobie na odrobinę słabości. Wykorzystała moment, gdy poszedł po wsparcie, żeby opuścić to miejsce. Jej polowanie jeszcze się nie skończyło. Gdzieś po Wilnie krążył drugi demon, z którym powinna zrobić jeszcze tej nocy porządek. Musiała go znaleźć.
Nie odeszła daleko, gdy wyczuła obecność drugiego z przeciwników. Zbliżał się do niej i w ogóle się z tym nie krył. Idiota albo zbyt pewny siebie. Nie sądziła, że był zbyt potężny. Raczej przeciętniak.
Zatrzymała się i z uwagą obserwowała otoczenie. Nie chciała wpaść w pułapkę, a takową mógł zastawić, skoro wychodzi jej naprzeciw. Nie zamierzała tego lekceważyć, dopóki nie dowie się, z czym dokładnie ma do czynienia. Byłby to błąd.
– Nieźle sobie radzisz, łowczyni – usłyszała.
Naprzeciw niej przystanął młodo wyglądający mężczyzna z jasnobrązowymi, przydługimi włosami luźno opadającymi na ramiona i czerwonymi oczami, w których błyszczało rozbawienie. Wyglądał przeciętnie i gdyby nie kolor tęczówek mogłaby go minąć na ulicy bez cienia zainteresowania. Oczywiście, gdyby nie czuła od niego demonicznej aury.
– Zapraszałeś mnie do zabawy? – zapytała.
– Łowcy zwykle są silni. Tego malca załatwiłaś bez wyciągania broni.
– Nie zamierzam tracić czasu na zwykłe płotki – wzruszyła ramionami.
– Wolałbym, żebyś się ze mną pobawiła, łowczyni – uśmiechnął się uroczo.
Chwyciła rękojeść Czarnej Róży w odpowiedzi. Naprawdę nie miała ochoty na zabawę z jakimś podrzędnym demonem tylko dlatego, że mu się nudzi.
– Chyba moja propozycja nie przypadła ci do gustu – zaśmiał się. – Ale ja nie odpuszczę, łowczyni.
Zaatakował pierwszy, celując w serce. Vivian odskoczyła odruchowo, wyciągając Czarną Różę, kolejny ruch należał już do niej. Ledwo drasnęła go w nos, uratował go refleks. Roześmiał się, czując zapach własnej krwi.
– Będzie zabawnie.
– Aż tak cię to bawi? – warknęła.
– Lubię walczyć z silnymi przeciwnikami.
Przewróciła wymownie oczami. Że też musiała trafić na tak problematycznego przeciwnika. Najchętniej by to odpuściła i rano ruszyła w dalszą drogę, ale nie mogła. Obowiązywały ją rozkazy, a te były jasne. Poza tym nie sądziła, żeby czerwonooki dał sobie spokój. W najgorszym przypadku będzie ją ścigał, a to tylko stworzy dodatkowe problemy, których nie potrzebowała.
Sięgnął po dwa krótkie sztylety i zaatakował z zajadłością. Wymieniali się ciosami niemal cały czas w zwarciu. Po kilku sekundach Vivian wymieniła katanę na parę sai, które teraz spisywały się dużo lepiej. Dzięki temu szybko przejęła kontrolę nad pojedynkiem i zraniła demona parokrotnie. On za to nie dosięgnął jej ani jednym ciosem.
– Jesteś silna, łowczyni – uśmiechnął się.
– Zaraz zginiesz.
– Niepisana jest mi dzisiaj śmierć.
Odskoczył, odwrócił się i ruszył do ucieczki. Przez chwilę Vivian przyglądała się temu w osłupieniu, po czym warknęła niezadowolona pod nosem. Nie pisała się na berka po mieście.
– Ty tam! – usłyszała za plecami. – Papiery!
Odwróciła się. W jej stronę biegł patrol. Czyżby demon wyczuł ich wcześniej i dlatego zwiał? Jak go dopadnie, marny jego los.
Ruszyła biegiem w najbliższą uliczkę, po czym wskoczyła na dach, przywierając do niego na dłuższą chwilę. Żołnierze nie byli w stanie jej znaleźć, biegali po okolicy, rozglądając się nieco nerwowo. Nie dziwiła się. Niedaleko ktoś zamordował ich kolegę, a trwała godzina policyjna. Wiadome więc było, że będą sprawdzać każdego w pobliżu, kto się napatoczy. Dla niej to problematyczne, jeśli nie będzie uważać.
Kilka minut później spróbowała namierzyć przeciwnika, ale ten jakby się rozpłynął. Ukrył swoją obecność na tyle dobrze, że nie wyczuwała go nigdzie. Najwyraźniej był dobry w chowanego i lubił takie gierki. W innym przypadku już dawno ktoś by się go pozbył. Nie był przecież taki silny. W bezpośrednim starciu to ona miała przewagę, doskonale czuła, że się z nią nie bawi, a rzuca na tę walkę wszystko, co ma. Wiele ryzykował, ale przygotował sobie drogę ucieczki. Chyba za bardzo lubił adrenalinę.
Kręciła się w pobliżu jeszcze przez jakiś czas. W okolicy było sporo opuszczonych budynków, w których można było urządzić kryjówkę lub zastawić pułapkę. Szukała przede wszystkim śladów jego obecności, chcąc mieć jak najwięcej danych o przeciwniku. Nawet jeśli go nie dorwie tej nocy, będzie miała materiał do raportu na jego temat. Miała jednak wrażenie, że ta sprawa nie rozpoczęła się tutaj. Jego postawa sugerowała, że już wcześniej miał do czynienia z Cieniami i uciekł, nim go załatwili. Specjalista od ucieczek. Dorwanie go może być trudne.
Nie pojawił się już tej nocy. Miała wrażenie, że ją obserwuje, ale nie mogła go dorwać czy przyłapać. Był całkiem niezły w te klocki. Musiała uznać jego wyższość w tej kwestii, choć nie była z tego tytułu zbyt zadowolona. Myśl, że dała się wyrolować, była dla niej dość upokarzająca i wzbudzała gniew. Nie lubiła przegrywać.
Była trochę śpiąca, gdy wróciła do wynajętego pokoju, ale odgoniła senność. Musiała być gotowa do wyjazdu, jeśli to właśnie usłyszy od Rady. Miała jednak wrażenie, że będzie musiała zakończyć tę sprawę. Najchętniej by nie dzwoniła, ale milczenie z jej strony dla Ligi mogło oznaczać, że coś poszło nie tak i zginęła. Nie zabicie demona, a złożenie raportu kończyło każdą misję.
– Zadanie wykonane. Spotkałam tego drugiego – zaraportowała, obserwując salę. – Specjalista od ucieczek. Sprowokował mnie do walki, po czym zwiał. Nie zdołałam go wykryć.
– Czyli teraz ty na niego trafiłaś – westchnął Mathiew, przyboczny Rady, który przyjmował jej raport.
– To nie pierwszy taki przypadek? – zapytała.
– Nie. Ta sprawa ciągnie się już od miesięcy. Ten demon lubuje się w walce, którą może przegrać. Zawsze ucieka w momencie, kiedy przeciwnik ma przewagę. Zraniłaś go?
– Owszem.
– Dlatego się wycofał.
– Jakie są w takim razie rozkazy?
– Nie ma sensu, żebyś się za nim uganiała. Masz ważniejszą pracę do zrobienia. Odpocznij, a popołudniowym pociągiem jedź na spotkanie z Jackiem. Już na ciebie czeka, przygotowując wasze zadanie.
– Już? Sądziłam, że to ja będę musiała na niego zaczekać.
– Jack robi, co chce. Sam sobie przygotowuje misje, więc nie jest to zaskakujące.
– Może pójść sam?
– Jeśli nie pojawisz się w ustalonym czasie, to możliwe. Dlatego skup się na swojej obecnej misji.
– Dobrze. Co z tym amatorem ucieczek?
– To zostaw na naszej głowie.
– Wedle rozkazu.
– Powodzenia, Vivian. Wracaj bezpiecznie.
– Do zobaczenia w domu.

***

Arte: Nie najlepiej to wygląda.
Vivian: Tylko trochę.
Arte: Według przecieków mistrz ucieczek jeszcze się pojawi i to w najbliższej przyszłości.
Vivian: A skąd takie informacje?
Arte: Z tajnego źródła.
Vivian: Sam jesteś jak tajne źródło. Tylko bez potwierdzenia.
Arte: Ty to się lepiej szykuj do spotkania z Jackiem.
Vivian: Taa, tajemniczy łowca Jack. Nie podoba mi się to.
Arte: Praca jak praca.
Vivian: Taa. Zabawniejsze były ostatnio tylko stwierdzenie, że ktoś liczył na odcinek wielkanocny. Dobre, nie? Już sobie wyobrażam bieganie ateistów za króliczkiem wielkanocnym.
Laurie: Wiesz, niektórzy nigdy się nie nauczą, jak ta historia działa. Gdyby choć raz było coś na Wielkanoc, to bym się nie zdziwiła, że były narzekania, ale tak?
Vivian: Może ktoś chce cię wkurzyć?
Laurie: Byle niezbyt skutecznie, bo jakoś nie mam ochoty słuchać marudzenia. Moja historia, moje tempo i moje pomysły. Arte, wyjście jest jasno wskazane?
Arte: Oczywiście, szefowo. Jak zawsze.
Laurie: Za tydzień Petersburg. Malkontentów nie zapraszamy, wszystkich innych owszem. Pozdrawiamy i do następnego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s