Zdejmij ze mnie winy Tylko tego chcę Zanim w nieistnienie, Jak do śmieci wrzucisz mnie…

Droga ciągnęła się w nieskończoność. Dookoła góry, skały, rzadka roślinność, ale też doliny i zabudowania w punktach kontrolnych. Powietrze było coraz rzadsze i zimniejsze, im dalej. Ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza robiło swoje. W niektórych miejscach leżały połacie śniegu, choć była już wiosna. Tu jednak prawa natury rządziły się trochę inaczej i człowiek musiał się do tego dostosować. W zamian miał możliwość podziwiania zapierających dech w piersiach widoków, które nie były codziennością. To wszystko oferowała Gruzińska Droga Wojenna – długa na dwieście osiem kilometrów przeprawa przez Wielki Kaukaz łącząca Władykaukaz na północy i Tbilisi na południu.
To właśnie to drugie miasto było kolejnym celem Vivian. Droga z Moskwy była długa, tory w końcu się skończyły i brązowowłosa musiała przesiąść się na koński grzbiet. Nie było to dla niej zbyt przyjemne, lecz rozkazy były rozkazami, a trasa wyznaczona przez Ligę krótsza niż podróż brzegiem Morza Kaspijskiego omijająca góry Kaukazu, choć niełatwa. Zresztą wskazówki z domu pozwoliły jej zaplanować wszystko i oszczędzić trochę czasu. Przy tym całkiem przypadkiem trafiła na dwa demony, które zniszczyła. Co prawda bez rozkazu, ale były na tyle niebezpieczne, że miała do tego pełne prawo. Poza tym konsultowała to z Berlinem i Rada nie miała zastrzeżeń.
We Władykaukazie zatrzymała się na dłużej. Przeprawa przez Drogę Wojenną mogła potrwać nawet kilka dni w zależności od pogody i innych warunków, więc musiała się przygotować. Poza tym potrzebowała kilku godzin spokojnego odpoczynku, zanim ruszy w dalszą drogę.
Początkowo miała podróżować sama. Już się do tego przyzwyczaiła i nawet jej to odpowiadało, choć czasami chciała mieć, z kim pogadać na niezobowiązujące tematy albo dopracować szczegóły misji. Tęskniła też trochę za domem i przyjaciółmi. To był pierwszy raz od zaprzysiężenia, kiedy na tak długi okres czasu opuściła Berlin. Owszem, w Petersburgu widziała się z Isabel i Changiem, ale to nie było to samo. Brakowało jej Arte. Przede wszystkim jego. Zawsze kiedy jedno z nich wyjeżdżało na dłużej, czuli tęsknotę. Byli ze sobą mocno związani mimo krótkiej znajomości, zbliżyły ich podobne uczucia, które sprawiły, że są właśnie tacy. Niestety obowiązki Cienia nie pozwalały na spełnianie wszystkich zachcianek. Spotkają się, gdy skończą swoje misje i wtedy będą mogli spędzić ze sobą trochę czasu, wygłupiając się, pijąc i marnotrawiąc czas. Teraz ważniejsze były obowiązki.
Tuż przed wyjazdem została zaczepiona przez pewną Ormiankę. Kobieta widziała, że Vivian podróżuje sama, więc zaproponowała jej towarzystwo podczas przeprawy. Poza tym potrzebowała też ochrony, choć nie powiedziała przed czym. Może coś się tam kryło, a może czasy nie były zbyt spokojne (a gdzie były?) i obawiała się tego. Vivian było to obojętne, nie zajmowała się problemami innych, skoro miała własne. Pewnie by się nie zgodziła, gdyby nie to, że nadal czuła się śledzona.
Całą podróż tutaj ktoś ją obserwował, ale nadal się nie ujawnił. Przekazała tę informację Lidze, choć niewiele mogli zdziałać na odległość. Wieść jednak mogła się przydać, gdyby coś miało się wydarzyć, poza tym była szansa, że przyślą w te tereny jakiegoś Cienia, na którego pomoc mogłaby liczyć. To jednak tylko niewielka możliwość, więc się na to nie nastawiała, a na pewno nie w najbliższym czasie.
Miała pewne podejrzenia co do postaci, która ją śledziła. Nie było pewności, czy to na pewno on, ale mógł to być demon, którego spotkała w Wilnie. Z tego, co wiedziała, szukał silniejszych od siebie przeciwników. Była pewna szansa, że się do niej przyczepił i teraz ją obserwuje. To się mogło zdarzyć. Czemu się wcześniej nie ujawnił? Nie była w pełni sił po wydarzeniach w Petersburgu. Jeszcze w Moskwie po misji czuła się gorzej niż zwykle, w podróży dłużej wracało się do pełnego zdrowia, lecz po tylu dniach była już w optymalnej formie. Jeśli wzbudziła jego zainteresowanie, mógł się do niej przyczepić. To by tłumaczyło, czemu nie może go wyczuć i schwytać. Jedynym wyjściem było poczekanie aż sam postanowi się ujawnić.
Poczyniła pewne przygotowania na wypadek potwierdzenia tej teorii. W Wilnie ją zaskoczył i zranił jej dumę Łowcy Demonów, nie zamierzała pozwolić mu na to ponownie. Stąd też jej prośba o udostępnienie materiałów na jego temat. Co prawda o wszystkim została poinformowana telefonicznie, ale to jej nie przeszkadzało. Zrobiła użytek z tej wiedzy.
Zgodziła się towarzyszyć Ormiance i jej rodzinie w podróży. Na szczęście nie zamierzali się wlec, więc tym bardziej jej to odpowiadało. Nie zacieśniała z nimi więzów, raczej trzymała się z boku, ale nikt nie miał jej tego za złe.
Sam szlak znany był już w Starożytności, a teraz pod panowaniem caratu doczekał się pewnych udoskonaleń, które pomogły w krótszych niż dawniej przeprawach. Droga była wygodna, choć nie wolno było zapominać, że nadal są to góry – niebezpieczne i zdradliwe, choć pełne dzikiego piękna. Vivian pozwoliła sobie na obserwacje i nawet podobał jej się ten krajobraz. Był inny niż ten, który zwykle przyszło jej oglądać. Większość życia spędziła w mieście, nawet w czasie podróży nie miała okazji zażyć tyle dzikiej przyrody, więc teraz ta odmienność przyciągała jej uwagę.
Wiedziała, co najbardziej pociąga ją w tym krajobrazie. Poczucie wolności i niezależności – te dwa uczucia ceniła najbardziej, ale zwykle była ograniczona. Gdzie by nie poszła, tam zawsze pojawiały się zasady, których musiała przestrzegać. Nie mogła decydować sama o sobie, tylko dostosowanie się pozwalało jej na przeżycie. To jednak nie godziło się z jej naturą – osoby chcącej żyć po swojemu i niezagrzewającej nigdzie dłużej miejsca.
Zmieniło się to trochę, gdy dołączyła do Czarnego Zakonu i zaakceptowała to miejsce i tych ludzi. To był pierwszy ważny krok dla zmian. Nauczyła się funkcjonować z innymi nie dlatego, że musi, ale chce. Owszem, łatwo nie było, bo przecież próbowano ją stłamsić na różnorakie sposoby, ale ta lekcja była dla niej równie cenna. Przy tym miała dobre porównanie później dla Ligi Cieni, która stała się dla niej prawdziwą ostoją. Teraz zasady i jej potrzeba wolności potrafiły ze sobą funkcjonować bez większych zgrzytów. Została poskromiona? Możliwe, że na tym to też polegało. Teraz jednak miała miejsce, do którego mogła wrócić bez obaw, które towarzyszyły jej niemal całe życie.
Najtrudniejszy odcinek do pokonania był już za nimi. Wąwóz Darialski był dość wąski, w niektórych miejscach stawało się to niebezpieczne, a jego ściany unosiły się nawet do stu metrów wysokości. Momentami można było odnieść wrażenie, że jest się w pułapce, tak bardzo skały dookoła przytłaczały ludzi. Gdyby to się wszystko zawaliło, nie byłoby możliwości przeżycia. Aż ciarki przechodziły po plecach.
Nic się jednak nie wydarzyło. Podróż przebiegała bez żadnych problemów. Vivian była tym nawet zawiedziona. To było najlepsze miejsce, aby tajemniczy obserwator przygotował pułapkę i się zdemaskował, lecz wyglądało na to, że nic z tego tym razem. Czy zamierzał ją tylko obserwować? A może szykował coś na później? Nie wiedziała.
Na razie porzuciła bezowocne przemyślenia na temat wroga. Do niczego to nie prowadziło, a nie potrafiła precyzyjnie przewidzieć jego ruchów i myśli, nie miała takiej mocy. To jednak nie znaczyło, że uśpiła czujność. Dobrze wiedziała, że w górach żyją różne istoty, które nie zawsze były przyjazne wobec ludzi. Trzeba było uważać.
Vivian zatrzymała klacz. Rozejrzała się i uśmiechnęła. To miejsce było naprawdę piękne pomimo leżącego dookoła śniegu, zimnego, rzadkiego powietrza i oślepiającego słońca. Przełęcz Krzyżowa – najwyżej położone miejsce całej przeprawy. Dookoła żadnych ograniczeń prócz tych, które nałożyła Matka Natura.
– Coś nie tak? – usłyszała.
– Nie, w porządku.
– Podoba się pannie to miejsce?
– Owszem, jest bardzo piękne.
– Niestety nie ma czasu na rozkoszowanie się widokami, jeśli chcemy przed wieczorem dostać się do Guaduri.
Westchnęła tylko. Nocne podróże po górach były niebezpieczne i bardzo lekkomyślne, gdy gdzieś się było po raz pierwszy. Wystarczy jeden błąd i tragedia gotowa. Zresztą nawet doświadczeni przewodnicy woleli przeczekać noc przed dalszą podróżą, więc dla laika to pewna śmierć.
– Ruszajmy – powiedziała i pogoniła klacz.
Spokój jednak nie trwał zbyt długo. Demon dał jej się wyczuć gdzieś przed nimi. Najwyraźniej wybrał Przełęcz, aby się z nią skonfrontować. Nie było to najlepsze miejsce do walki, ale lepsze to niż miałby się wtrącić w zadanie w Tbilisi.
Przyśpieszyła, by się za nim rozejrzeć. Nie musiała w to jednak wkładać zbyt wielkiego wysiłku. Brązowowłosy mężczyzna o czerwonych oczach siedział na kamieniu na uboczu drogi zupełnie nieprzejęty warunkami. Uśmiechnął się na jej widok.
– Miło widzieć cię w zdrowiu, łowczyni – odezwał się.
– Zastanawiałam się, kiedy wyjdziesz z ukrycia.
– Ładne widoki, prawda? – zmienił temat.
– Lubisz kpić z przeciwnika, nie?
– Możemy na razie porozmawiać – uśmiechnął się niewinnie. – Dawno nie miałem, z kim uciąć sobie dłuższej pogawędki, a ty jesteś interesująca, łowczyni.
Rodzina Ormianki również się zatrzymała. Vivian skrzywiła się nieznacznie, bo teraz stali się dla niej zbędnym balastem. Nie sądziła, żeby demon ich zaatakował, bo przecież szukał silniejszych od siebie przeciwników, ale wszystko należało brać pod uwagę. Poza tym odwracanie się na innych to żadna walka, a ta będzie wystarczająco trudna w tych warunkach.
– Wszystko w porządku? – usłyszała pytanie mężczyzny, z którym rozmawiała kilka minut temu.
– Tak, jedźcie dalej beze mnie.
– To niebezpieczne zostawiać tu samej.
– Poradzę sobie – zapewniła. – Nie trzeba brać za mnie odpowiedzialności.
– Poczekamy na pannę w Guaduri.
– Jeśli nie pojawię się do świtu, nie czekajcie dłużej. Dam sobie radę, a nie chcę was opóźniać.
Przez chwilę miała wrażenie, że nie pozbędzie się ich tak łatwo, ale w końcu ruszyli dalej, pozostawiając ją samą z demonem. Prawdopodobnie nie mieli pojęcia, kim w rzeczywistości jest mężczyzna siedzący na kamieniu. Kto by się tego spodziewał? Wyglądał na przeciętnego i nieszkodliwego, lecz był to tylko pozór. Demon, choćby najsłabszy, zawsze stanowił zagrożenie i zwykli ludzie powinni się ich wystrzegać.
Vivian zeskoczyła z grzbietu klaczy, pozostawiając ją na boku. Zwierzę było dość spokojne, może nie bało się aż tak demona, a może czas spędzony z Walker zaprocentował w ten sposób. Dziewczyna jednak brała pod uwagę możliwość, że dalszą drogę przez przełęcz będzie musiała pokonać pieszo. Może właśnie dlatego ściągnęła swoje juki z siodła, żeby nie stracić rzeczy w takim wypadku. Nie było może tego dużo, ale nie mogła się bez tego obejść, a już na pewno nie w nieprzyjaznym otoczeniu.
– Miło, że zostawiłeś tych ludzi w spokoju – odezwała się.
– Mrówki mnie nie interesują. Zbyt łatwo się je zabija.
– Ty wolisz silniejszych przeciwników.
– Lubię się bawić, a kiedy przychodzi zaryzykować życiem, ekscytacja rośnie – wyszczerzył się.
– Jesteś nienormalny.
– Nie mów, łowczyni, że ty tego nie czujesz. Tej przyjemności poczucia krawędzi, bliskości granicy pomiędzy życiem a śmiercią, kiedy uwalniają się największe pokłady adrenaliny. Nie sprawia ci to przyjemności?
– Igrasz z własnym życiem dla zabawy.
– Wiem, kiedy się wycofać.
– Kiedyś znajdzie się ktoś, kto nie pozwoli ci uciec i to się skończy – powiedziała spokojnie.
– Nie będę wtedy niczego żałował.
Posłała mu spojrzenie pełne politowania. W jego zachowaniu i słowach było coś, co jej się w ogóle nie spodobało. Zresztą miała wrażenie, że kłamie w kilku kwestiach, ale nie zamierzała się tym zajmować. Nie widziała takiej potrzeby.
– Ujawniłeś się, więc chcesz walki, zgadza się? – zapytała.
– Owszem. Chcę z tobą walczyć, łowczyni. Poprzednio mi się bardzo podobało.
– A zwiałeś jak tchórz.
– Nie chciałem umierać – wzruszył ramionami. – Śmierć jest do bani. To koniec wszystkiego.
– Możliwe. Koniec przyjacielskiej pogawędki. Tracisz mój czas.
Sięgnęła po parę sai od Christiana, zabezpieczając je dodatkową inkantacją. Nie chodziło o to, żeby się nie złamały, bo ufała tej stali, ale o przygotowania do walki z demonem. Nie pozwoli mu tym razem uciec. Przełęcz Krzyżowa będzie jego grobem.
Demon również sięgnął po broń zadowolony, że przyjęła wyzwanie. Czekał na taki moment i dogodne warunki od czasu walki w Wilnie. Wiedział, że to musi być ona. Osoba, której tak długo szukał.
Ruszyli na przeciwnika jednocześnie. Ostrza zazgrzytały o siebie, posypały się iskry, a oni odskoczyli. Sprawdzali się. Demon chciał mieć pewność, że Vivian na pewno w pełni wyzdrowiała i szybko zacznie stanowić dla niego zagrożenie. Dziewczyna miała świadomość kończącego jej się czasu – nie chciała tu walczyć po ciemku czy później schodzić z przełęczy. To było niebezpieczne. Zamierzała pozbyć się go jak najszybciej i ruszyć w dalszą drogę.
Wymieniali się ciosami. Vivian robiła uniki na styk bez żadnego problemu, choć szybko zauważyła, że rozrzedzone, górskie powietrze jej nie służy. Sądziła, że się przyzwyczaiła, ale teraz brakowało jej oddechu. Tym bardziej chciała to szybko skończyć.
Ciosy brązowowłosej były precyzyjne i niemal zabójcze. Z trudem utrzymywał bieg walki tak, jak to sobie zaplanował. Odskakiwał, kiedy robiło się zbyt niebezpiecznie, po czym wracał, bezskutecznie próbując jej dosięgnąć. Tak jakby to ona miała dłuższe ręce.
Ostrze przejechało po jego przedramieniu, zrywając nerwy i uszkadzając mięsień. Syknął z bólu, a uśmiech zniknął z jego twarzy. Chciał się cofnąć, ale wtedy coś go pociągnęło do przodu. Vivian wyszczerzyła zęby zadowolona z efektu swoich działań.
– Jakiej sztuczki użyłaś, łowczyni? – zapytał, osłaniając się przed kolejnym ciosem.
– Zarzuciłam sieć, żebym mi nie uciekł – powiedziała tylko.
Nie było takiego zakazu, ale Cienie jak kronikarze nie dzieliły się swoją wiedzą z kimś, kto nie był ich towarzyszem broni. Nie zamierzała mu tłumaczyć działania inkantacji pojedynczej sieci, którą mogła użyć tylko dlatego, że walczyła z nim już wcześniej.
– Chcesz mojej śmierci, łowczyni? – uśmiechnął się.
– Jesteś zagrożeniem dla mnie i innych. Nie ma powodu, bym pozwoliła ci żyć.
– Jesteś okrutną kobietą. Nie masz litości dla nikogo.
– Miałbyś większe szanse na przeżycie, gdybyś za mną nie łaził.
– Mój błąd?
– Owszem, twój błąd.
– W porządku. Nie będę błagał o litość, łowczyni.
Coś w jego twarzy się zmieniło. To już nie była tylko zabawa w kotka i myszkę, ale cała sprawa miała dla niego znaczenie. Dużo głębsze.
Mimo zranienia poruszał się nadal z precyzją i szybkością. To go jednak nie uchroniło przed cięciem w brzuch, a chwilę później także w udo. Vivian celowała w punkty witalne, gdy tylko spostrzegła lukę i słabość przeciwnika. Atakowała bez litości. W końcu przeciwnik puścił sztylety i opadł na kolana. Dookoła było czerwono od jego krwi. Oboje oddychali urywanie, ale było widać, kto dominował. Musiał uznać jej wyższość.
Podeszła bliżej, by zakończyć walkę. Jeden cios i będzie mogła ruszyć dalej bez ogona w postaci demona-uciekiniera. Nic już nie będzie odwracało jej uwagi od zadania, znikną obawy, że zostanie zaatakowana w najmniej oczekiwanym momencie, Liga pozbędzie się wielomiesięcznego problemu, z którym nie mogła sobie poradzić.
– Poczekaj, łowczyni – uniósł rękę w obronnym geście.
– Nie mam powodu cię oszczędzać – powtórzyła.
– Nie o to mi chodzi. Chcę, żebyś mnie wysłuchała, zanim mnie zabijesz.
– Sądzisz, że mam na to czas?
– Nie odmówisz mi ostatniego życzenia chyba? – uśmiechnął się słabo.
Nie była pewna, co powinna zrobić. Widziała, że nie ma w nim już ani krzty woli walki, ale to nie znaczyło, że może mu zaufać. Równie dobrze mógł to być podstęp, żeby po raz kolejny uciec.
– Łowczyni, proszę. To nie zajmie dużo czasu.
Zamknęła krąg wokół niego, który przyszykowała w czasie walki. Miała go użyć w razie konieczności, ale w ten sposób też może się przydać.
Spojrzała wyczekująco na demona.
– Sądzisz, że ludzie mogą się zmienić? – zapytał.
– W teorii. Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie ma ludzi z natury złych lub dobrych. Wszystko zależy od naszej wolnej woli – odparła, nie rozumiejąc, do czego zmierza.
– To jest moja pokuta, łowczyni.
– Nie ma w tobie cech pokutnika – zauważyła.
– Wiem. Dawniej byłem człowiekiem. Złym człowiekiem. Robiłem złe rzeczy i zostałem za to ukarany. Oszukałem demona, nie przestrzegałem paktu i stałem się tym, czym jestem. Niewielu może zabić to ciało, ja sam nie potrafię. Wiem, że w tobie to nie wzbudza współczucia. To moja kara, którą zamieniłem w zabawę. Chcąc śmierci, wcale jej nie chcąc.
– Każdy pragnie żyć.
– Owszem, druga szansa i te sprawy. Szukałem osoby, która będzie mogła mnie zabić. Początkowo naprawdę tego chciałem, ale z czasem stało się to przyjemnością.
– Dlaczego mi to mówisz?
– Postanowiłem, że opowiem o swoich prawdziwych motywach osobie, która mnie zabije. Ty jesteś tą osobą, łowczyni. Już w Wilnie to wiedziałem, ale tam nie byłem na to gotowy, więc ruszyłem za tobą.
– Dlaczego dopiero teraz?
– Chciałem, żebyś była w pełni sił. To miała być ostatnia zabawa, a żadna to przyjemność, kiedy nie mogłabyś mnie zdominować. To miejsce zaś wydaje się być naprawdę dobre dla ostatnich chwil, nieprawdaż, łowczyni?
– Nie rozumiem cię.
– Może po prostu miałem za mało sił, by wykorzystać drugą szansę od losu? W końcu dostałem drugie życie. Może to wcale nie było przekleństwo.
– Nie mnie to oceniać.
Demon uśmiechnął się z politowaniem dla samego siebie. Nie mógł od niej oczekiwać przebaczenia za wszystko, co uczynił w życiu, ale ulżyło mu, gdy to z siebie wyrzucił. Nawet jeśli zostanie to zapomniane.
– Czyń swą powinność, łowczyni.
Idealny cios w serce zakończył wszystko. Demon rozkruszył się jak stare kości, zimny wiatr poniósł pył gdzieś w góry, a aura rozpłynęła się. Tylko ślady krwi świadczyły o walce, która się tu odbyła. Przełęcz ucichła w promieniach zachodzącego słońca.
Vivian stała przez dłuższą chwilę w tym miejscu, obserwując krajobraz rozciągający się z przełęczy. Chyba nie tego się spodziewała po swoim przeciwniku. „Czy ludzie mogą się zmienić?” – sama chciałaby to wiedzieć. Nie bardzo w to wierzyła. Ile razy słyszała historie o ludziach, którzy w obliczu śmierci obiecywali poprawę, a potem robili to samo? Ile razy sama doświadczyła tego samego? Owszem, było kilka historii, według których ich bohaterowie stawali się innymi ludźmi, ale ona sama uważała je za wymysły bajarzy.
Demon nie potrafił się zmienić. Bardziej ciągnęło go do dawnych schematów i skończył jako prowokator bójek. Niszczyciel Czasu pewnie orzekłby, że taka była jego wolna wola i nikogo innego poza nim samym nie wolno winić za to, czym się stał. Tylko ile było w tym prawdy? Jak wiele w życiu zależy od samej osoby, a ile od świata dookoła i przeznaczenia? Z góry ustalona ścieżka czy wolny wybór? Co było prawdą, a co tylko ułudą? I co było lepsze? Nie była tego pewna. Może właśnie dlatego nie oceniała postępowania demona. Dla niej był zagrożeniem, które należało wyeliminować. Sam do tego doprowadził. Czy obciążając ją swoją historią, chciał się usprawiedliwić? Zagłuszyć sumienie?
Pokręciła głową, wracając do rzeczywistości. Nic jej nie przyjdzie z rozmyślania o motywach demona. Równie dobrze to wszystko mogło być bajeczką. Kolejną, ostatnią już zabawą jej przeciwnika. Tylko traciła na tym czas.
Klacz stała grzecznie w miejscu, gdzie ją zostawiła. Wrzuciła juki na jej grzbiet, pogłaskała zwierzę po chrapach, po czym wsiadła i ruszyła w stronę Guaduri. Przed nocą już nie zdąży, ale może nie będzie już żadnych niespodzianek do samego Tbilisi. Taką miała nadzieję.

2 thoughts on “Zdejmij ze mnie winy Tylko tego chcę Zanim w nieistnienie, Jak do śmieci wrzucisz mnie…

  1. Rize pisze:

    Wszystko cacy, ale kiedy to się skończy? Nie chodzi o to, że opowiadanie jest złe, bo jest cudne, lecz o to, że tak mocno pragnę poznać zakończenie, że mnie to zżera od środka! A jakbyś jakimś cudem przestała pisać i tego nigdy nie skończyła, to chybabym się nerwowo załamała!

    • laurie16 pisze:

      Nie ma możliwości, żebym zostawiła Anioła nieskończonego, więc o to się nie martw. Na pewno do przyszłego roku nie będzie końca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s