Hagashite mata akaku somatte ku Soredemo kidzukanai furi shi teru Kako no kizu ga monogatatteru Demo ne

Wszystkie osoby niepełnoletnie i wrażliwe proszone są o przemyślenie, czy chcą czytać poniższy rozdział. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Tbilisi – tłoczne, gwarne, o niecodziennym kształcie miasto tak różnorodne, że ciężko było powiedzieć, że nudne. Szerokie ulice niczym w europejskich metropoliach przecinały się z ciasnymi przejściami pomiędzy przytulonymi do siebie kamienicami, które łączyły stare style z nowymi trendami. Przy tym można było spotkać tu naprawdę wielu przedstawicieli różnych narodowości i kultur – istna mieszanka.
Vivian obudził gwar za oknem, które na noc zostawiła uchylone. Ze zdziwieniem przyjęła fakt, że było już koło południa, więc przespała prawie dwanaście godzin. Cóż, podróż przez Gruzińską Drogę Wojenną nie należała do najłatwiejszych mimo modernizacji szlaku, a w drodze była już od wielu dni, zatrzymując się tylko na krótkie postoje. Nic dziwnego, że padła. Nawet ona miała granice wytrzymałości.
Zaciekawiona wyjrzała przez okno. Typowo gruzińska gospoda znajdowała się blisko głównych arterii miasta, więc niemal przez całą dobę było tu hałaśliwie i kolorowo. Ludzie różnych kultur, narodowości, stanu poubierani zarówno w najmodniejsze stroje rodem z Europy, jak i w tradycyjne gruzińskie ubrania. Miasto żyło swoim rytmem niezrażone niedawnym zagrożeniem ze strony Turków, którzy podeszli bardzo blisko w czasie wojny. Musiało być wtedy dość niespokojnie, lecz teraz wszyscy chyba o tym zapomnieli zaaferowani codziennością.
Z jakiegoś powodu pomyślała o Lavim i Abbie. Oboje zawsze byli żądni informacji o świecie dookoła. Rudzielec przede wszystkim ze względu na swoją pracę, ale też lubił dużo wiedzieć nawet, jeśli szczegóły nie były dla niego zbyt przydatne. Może jako kronikarz nigdzie nie zagrzewał miejsca, nie bratał się z innymi, ale uwielbiał dowiadywać się nowych rzeczy o ludziach dookoła. Każdego egzorcystę tak traktował zwłaszcza, kiedy wyczuł, że ma za sobą długą historię pełną smaczków i ciekawostek. Irytował go fakt, że niewiele wie o przeszłości Kandy, który nikomu się nie zwierzał. Pewnie by się porządnie wkurzył, gdyby dowiedział się, że odkryła kilka sekretów Japończyka i próbowałby z niej jak najwięcej wyciągnąć. Zresztą jej historia też go zawsze fascynowała. Ile razy, gdy podczas misji spotykała dawnych znajomych, chłonął z błyszczącymi oczami każdy szczegół? Zawsze ją to bawiło, ale wiedziała, że Lavi w ten sposób chce zrozumieć jej postawę wobec świata. Nienawidził ludzi, którzy nigdy nie uczyli się na błędach poprzedników i wywoływali kolejne wojny, ale osoby, które miał obok i spędzał z nimi sporo czasu, próbował zrozumieć. „Co sprawiło, że tacy jesteście?” – zadawał pytanie. Nie zniechęcał się, wiedział, że o niektórych rzeczach ciężko się mówi, więc nie naciskał, ale zawsze był gotowy dowiedzieć się czegoś nowego.
Świat dookoła też go interesował. Pamiętała ich krótki pobyt w Persji. Nie omieszkał przecież pogłębić swojej wiedzy o zaratusztranizmie i mędrkować, jak to on. Zawsze, gdy znalazło się coś ciekawego i odmiennego od codzienności, starał się dowiedzieć jak najwięcej. To samo pchało go do niektórych ksiąg, które zapamiętale czytał. Nie tylko ze względu na obowiązki wobec klanu kronikarzy, ale sam pragnął wiedzy. Może dzięki temu wszędzie mógł poczuć się mniej obco.
Abba natomiast kochała podróże. Jako egzorcysta dostała szansę na poznawanie świata przy okazji wykonywanych zadań. Była dzieckiem, wszystko chłonęła jak gąbka, była ciekawa świata i zadawała mnóstwo pytań. Nikt jej nie bronił zdobywania wiedzy, która może jej się kiedyś przydać. Trochę tak jakby wierzyli, że nie będą egzorcystami do końca życia i później trzeba będzie coś ze sobą zrobić. Dzieciaki miały na to największą szansę, a muszą umieć sobie radzić. Nie tylko w przyszłości, ale i teraz. Nikt za nich nie weźmie odpowiedzialności. Może i byli dziećmi, ale traktowano ich na równo z dorosłym i niestety należało się dostosować. W walce zapominano o różnicach, w wolne dni Abba znów była małą dziewczynką, która uwielbiała podróże i historie o różnych krajach. Z pewnością chłonęłaby każde słowo o wędrówkach Vivian jako Cienia z zapartym tchem i zadawałaby mnóstwo pytań. Nie odpuściłaby tak łatwo.
Tęskniła za nią. Była dla niej jak młodsza siostra, a czasami nawet jak córka. Różniły się niemal diametralnie. Nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim podejściem do świata. Abba nie została jeszcze zniszczona, choć już doświadczyła ciemności i zła. Najpierw ulica, teraz obowiązki jako egzorcysta. Mimo to potrafiła uśmiechać się niewinnie, śmiać i korzystać z życia. Chyba nie było osoby, która nie pałałaby do niej choćby lekką sympatią. Taki był urok tej małej blondyneczki, którą Vivian chciała chronić.
Teraz został jej tylko Kanda, z którym również łączyła dziewczynkę dość mocna więź. Vivian nie była pewna, kiedy i jak to się stało, ale Abba przebiła się przez jego mur i okiełznała niemiłego, gburowatego i zimnego Japończyka. Było to dość zabawne, ale też miłe. Przynajmniej nie żyli sami, mieli siebie i mogli się wzajemnie wspierać.
Te rozmyślania przerwało jej pukanie. Odwróciła się do drzwi, spoglądając na intruza, który się w nich pojawił. Była to córka właściciela gospody.
– Prosiła panienka poinformować, kiedy panienki klacz zostanie na nowo podkuta.
Rzeczywiście, przedwczoraj koń stracił podkowę, gdy byli już na ostatniej prostej i Vivian ledwo dotarła do Tbilisi. Zaraz po zakwaterowaniu zadbała o to, aby klacz dostała się pod opiekę dobrego kowala. Nie zostanie tu pewnie zbyt długo, a potrzebowała sprawnego środka transportu.
– Dziękuję – uśmiechnęła się. – Mogłabyś zagrzać wody na kąpiel? Chyba, że polecasz którąś z łaźni.
– W łaźniach teraz jest niebezpiecznie. Grasuje jakiś niezidentyfikowany morderca – odparła z lękiem dziewczyna. – Lepiej tam nie chodzić. Obiad też przygotować?
– Po kąpieli zejdę na dół.
– Dobrze. Proszę chwilę poczekać.
Vivian wiedziała, że w łaźniach Tbilisi coś się czai. Nie był to jednak człowiek, lecz demon. Mordował głównie kobiety, w dość brutalny zresztą sposób. Już wczoraj wieczorem słyszała kilka pogłosek na ten temat, ale była tak zmęczona podróżą, że śledztwo zostawiła sobie na dzisiaj. Zejdzie na obiad, więc z pewnością dowie się, jak sprawy stoją. Gospodarz na pewno ma wiele na ten temat do powiedzenia, do tego historie gości, a przejrzenie prasy z ostatnich kilku dni też nie powinno być problemem. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jutro wieczorem zaczai się na demona i rozwiąże problem.
Na razie jednak najbardziej interesowała ją kąpiel po kilkudniowej podróży. Nie chodziło tylko o jej komfort, ale też zmycie z siebie obcych zapachów. Dzięki temu nie będzie aż tak przyciągać uwagi, choć całkiem tego nie może wykluczyć. Może w przyszłości znajdzie się na to sposób, ale teraz musiała radzić sobie z tym, co miała.
Kąpiel ją dobudziła i odprężyła. Poczuła się znacznie lepiej, teraz tylko zaspokoić głód i miała pełnię szczęścia. A raczej miałaby, gdyby była tu tylko w celach rekreacyjnych. Nie dla niej jednak takie podróże. Nie zapominała, po co ją tu przysłano.
Główna sala była o tej porze dość tłoczna, wiele stołów było pozajmowanych, więc Vivian postanowiła usiąść przy barze. Stąd miała dobry widok na całe pomieszczenie oraz drzwi – trochę stary nawyk teraz dostosowany do nowych potrzeb. Zamówiła typowo gruzińskie jedzenie, herbatę i przysłuchiwała się rozmowom przy stołach. Póki co nic bardziej interesującego. Jedni robili interesy, drudzy rozmawiali o bzdurach, inni zaś milczeli pogrążeni w zadumie. Normalne popołudnie w gospodzie.
– Panna tak sama podróżuje? – zapytał gospodarz, stawiając przed nią talerze.
Vivian nie miała pojęcia, co tak naprawdę zamówiła, zdała się na właściciela tego miejsca, mając nadzieję, że nie wyszła na ignorantkę. Wychowana w Europie nie miała większego pojęcia o kuchni gruzińskiej, ale wszystko to pachniało aromatycznie i sprawiało, że czuła się jeszcze bardziej głodna.
– Sama – odparła.
– Nie boi się panna?
– Przyzwyczaiłam się – uśmiechnęła się, biorąc się za jedzenie.
To, co początkowo brała za sałatkę, w rzeczywistości było daniem na bazie bakłażanów. Wyczuła też inne warzywa i mnóstwo przypraw.
– Chyba pannie smakuje – uśmiechnął się gospodarz.
– Nie sądziłam, że kuchnia gruzińska jest tak pyszna.
– W Europie pewnie się inaczej jada.
– Owszem. Próbowałam wielu rzeczy, ale to jest naprawdę dobre.
– Adżapsandali na przystawkę, zaś kurczak Tabaka – wskazał drugi talerz – jako danie główne. Deser już się też szykuje.
– To już rozpusta – zaśmiała się.
– Podróżnicy muszą mieć siłę. Tu natura dzielnie broni się przed cywilizacją i postępem.
– Te góry są piękne. Gdybym miała więcej czasu, chętnie spędziłabym w nich więcej dni.
– Panna tu w interesach czy dla przyjemności?
– W interesach z pewnym dżentelmenem. Zbyt długo nie zabawię.
– Europejczycy to ludzie zabiegani.
– Taki najwyraźniej nasz los – uśmiechnęła się.
Na jakiś czas została sama nad obiadem, który pochłonęła zaskakująco szybko. Dawno jedzenie nie smakowało jej tak dobrze i obiecała sobie, że jeśli kiedyś znajdzie czas do zmarnotrawienia, na pewno tu wróci. Choć to tylko marzenie, chciałaby, aby tak się stało.
Gdy gospodarz postawił przed nią deser, czurczchelę – orzechy zatopione w syropie winogronowym – postanowiła zapytać o interesującą ją sprawę:
– O co chodzi z tym mordercą w łaźniach?
– Panna już słyszała pogłoski?
– To tylko pogłoski?
– Trudno powiedzieć, co tam się dokładnie dzieje. Faktem jest, że ktoś zabił te kobiety i oszpecił ich ciała. Mówi się, że w rzeczywistości były torturowane, ale trudno powiedzieć.
– Prowadzący śledztwo na nic jeszcze nie wpadli?
– Panna wie, że u nas łaźni dużo?
– Słyszałam.
– No, to najpierw było w jednej, a teraz nie można powiedzieć, gdzie uderzy. Co śledczy wpadną na trop, ten ich z łatwością oszukuje. Mówi się o zamknięciu Abanotubani, całej dzielnicy, ale nie wszystkim to w smak i mamy problem.
– Nieprzyjemna sytuacja – stwierdziła.
– A co się panna tak tym interesuje? – spojrzał na nią uważnie.
– Ciekawość – wzruszyła ramionami.
– Lepiej niech się panna tam nie zbliża, bo będzie nieszczęście. Już i tak panna ryzykuje, podróżując samej.
– Będę pamiętać o ostrzeżeniu – uśmiechnęła się. – Dziękuję za troskę.
Miała jeszcze trochę czasu przed zapadnięciem zmroku, więc postanowiła pozwiedzać miasto. Przy okazji chciała się rozejrzeć za śladami demona, które dodatkowo naprowadziłby ją na jego trop. W przeciwieństwie do śledczych dobrze wiedziała, z czym ma do czynienia. Dzięki temu mogła z niemal stuprocentową pewnością określić, gdzie uderzy ponownie i przygotować się do starcia. I tak będzie wyjątkowo trudne, skoro atakuje w łaźni, a ona nie będzie mogła wnieść katany – nie będzie miała, jak jej ukryć. Do tego był specjalistą w kilku dziedzinach, więc wpadnięcie w jego sidła to niemal koniec.
Tbilisi miało dość wyjątkowy klimat. Tak samo było zresztą ze kształtem miasta – wciśnięte po obu brzegach rzeki było długie i wąskie. Chyba nie było drugiego takiego miasta na świecie, do tego różnorodność, którą było widać niemal na każdym kroku. Europa i Azja mieszały się tu widocznie jak w niewielu miejscach, dzięki czemu cudzoziemcy mogli poczuć się tu swojsko, ale też odczuć wpływ obcej kultury.
Wieczór Vivian spędziła w gospodzie. Siedziała w kącie i słuchała, co ludzie mają do powiedzenia. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc miała spokój i mogła skupić się na zbieraniu informacji.
Noc nie była już tak spokojna. Dręczyły ją koszmary o apokalipsie, budziła się co chwilę i kręciła po łóżku, nie mogąc sobie znaleźć optymalnej pozycji do spania. W końcu dała sobie spokój z ponowną próbą zaśnięcia i usiadła przy oknie. Noc była gwiaździsta. Delikatne światło pozwoliło wyciszyć się Vivian, która najchętniej ruszyłaby do walki już teraz. Byłoby to jednak bardzo głupie i lekkomyślne z jej strony. Serce miało zostać poza zadaniem, bezpieczne przed zakusami przeciwnika. W innym wypadku mogłaby szybko zakończyć życie.
Zasnęła o świcie, gdy pierwsze promienie słońca musnęły jej twarz. Koszmary ustąpiły, pozostawiając ją w błogiej nieświadomości na kilka kolejnych godzin. Odpoczęła i zebrała siły, które potrzebne jej będą w nocy, gdy ruszy na polowanie.
Abanotubani – dzielnica pełna łaźni. Do niedawna bardzo popularna zarówno wśród bogaczy i tutejszej bohemy, jak i wśród biedaków i przejezdnych kupców, którzy niekiedy korzystali z nich jak z noclegowni. Teraz stała się opustoszała i niebezpieczna z powodu kogoś, kto w dość brutalny sposób morduje kobiety, które korzystały z uroków łaźni. Nikt nie chciał się niepotrzebnie narażać, jak również nie wiedzieli, że to nie człowiek stoi za tym procederem. Demon – to była właściwa odpowiedź. Zimny, wyrachowany, spragniony krwi i mordu. Niebezpieczny przeciwnik, z którym Vivian musiała się zmierzyć i wygrać.
Miała nadzieję, że nie pomyliła się, gdy wybierała łaźnię, w której miało dojść dzisiaj do ataku. Mimo wiedzy, którą posiadała, zawsze mogło coś pójść nie tak i utrudnić zadanie. Gdyby wszystko za każdym razem szło według przewidywań, byliby dużo bardziej produktywni. Tak się jednak nie da. Ich przeciwnicy w większości byli przebiegli i nie do końca przewidywalni, a walka z nimi ryzykowna. Ktoś jednak musiał się tym zajmować. Nie po to tyle trenowali, odbywali ciężkie szkolenie, żeby dać sobą pomiatać byle demonom. To Łowcy byli tutaj górą.
Łaźnia była niemal pusta, ale przygotowana na przybycie klientów. Niewielu chciało ryzykować spotkanie z mordercą, choć z męskiej części dobiegał gwar. Najwyraźniej ilość ofiar jednakowej płci sprawiała, że wszyscy ustosunkowali się do tego po swojemu. Damska łaźnia świeciła pustkami. Cieszyło to Vivian, bo dawało jej większe możliwości, gdy już dojdzie do walki.
Sztylet z innocence ukryła pod ręcznikiem, w którym wyszła z szatni. Na nic więcej nie mogła liczyć, ale tym się akurat nie martwiła. Była przygotowana, miała kilka asów w rękawie, więc nie czuła większej presji. Już robiła takie rzeczy, może nie w takich warunkach, ale dzięki wspólnej łaźni w kwaterze głównej nie czuła żadnego skrępowania. Była gotowa walczyć nawet nago.
Zapach demona był dość zwietrzały, prawdopodobnie sprzed kilku dni, kiedy zamordował tu kobietę. Dzisiaj według domysłów miał tu wrócić po swoją kolejną ofiarę, a ona mu w tym przeszkodzi. Musi tylko cierpliwie poczekać na jego ruch. Udawała więc niczego nieświadomą, rozluźniona klientkę, która przyszła tu zażyć kąpieli.
Przez jakiś czas nic się nie działo. Krążyła pomiędzy chmurami skroplonej pary wodnej przesyconej zapachem olejków. Sala opustoszała. Trochę dziwne i nawet poczuła gęsią skórkę, gdy została sama. Chwilę później wiedziała, dlaczego. Nie myliła się. Przybył.
Ta aura sprawiła, że wzdrygnęła się dość widocznie. Z tego typu demonem nie miała jeszcze do czynienia, wcześniej tylko o nich czytała i słyszała, więc nie spodziewała się aż takiej potęgi. To ją odrobinę przygniotło, ale wiedziała, że nie ma wyboru. Nie mogła uciec. Zresztą skoro została z nim sama, to jej nie wypuści. Jedynym wyborem była walka.
Poczuła jego oddech na odsłoniętym karku. Stał tuż za nią, czuła, jak otacza ją swoją obecnością. Wobec niego poczuła się wręcz bezbronna. Taka mała i nic nieznacząca.
– Nie bój się, Vivian – usłyszała w uchu. – To będzie bardzo przyjemne.
Zsunął z niej ręcznik, przesuwając materiałem po jej ciele. Wiedziała, że powinna, ale nie mogła się poruszyć. Palce demona przesunęły się po jej kręgosłupie. Długie i smukłe. Ściągnął z jej uda pochwę ze sztyletem.
– Cii, to nie będzie potrzebne – uciszył jej bunt.
Broń upadła na podłogę, ale nawet nie zareagowała. Pozwoliła, by przesunął dłonie po jej ciele od ud, przez biodra, boki aż do piersi, które objął zaborczo. Jęknęła, czując ból, ale nadal się nie poruszyła.
– Grzeczna dziewczynka – pochwalił ją.
Wbił czarne paznokcie w jej skórę, rozrywając ją do krwi. Miała wrażenie, jakby chciał włożyć palce w rany, ból był na tyle irytujący, że w końcu podniosła ręce i złapała za nadgarstki demona.
– Nie bądź taka, Vivian. Stój spokojnie.
Mimo jej wysiłków jedną dłoń przesunął w dół, pomiędzy uda dziewczyny. Ekstaza przyszła szybko, zagłuszając w niej resztki zdrowego rozsądku. Przymknęła oczy i odchyliła głowę. Jęknęła przeciągle, gdy przygryzł skórę na jej szyi. Powoli osuwała się w przyjemną ciemność.
– Grzeczna dziewczynka – usłyszała gdzieś na skraju świadomości.
Nie wiedziała, ile to trwało. Może kilka sekund, może godzinę. Ten zastój nie był dla niej dobry. Czuła przyjemność rozpływającą się w żyłach, zagłuszając rozsądek. Czerń dookoła tępiła zmysły i każdą myśl, która próbowała się przebić. Już nie pamiętała, co miała zrobić i chyba mało ją to obchodziło. Przecież tu było tak dobrze, więc po co to zmieniać? Mogła się rozluźnić, odpocząć zanim zrobi, co do niej należy. Właściwie, co miała zrobić?
Skupienie myśli zajęło jej dłuższą chwilę, nie było takie proste, bo co chwilę starał się ją rozproszyć. W końcu się udało i ciemność rozpadła się. Klęczała na posadzce, policzek miała przytulony do ciepłego podłoża, czuła na sobie ciężar demona i ból zadanych ran. Teraz zrozumiała. Podsunął jej sugestię i w ten sposób ją spętał.
– Przebudziłaś się? – zapytał zdziwiony, niemal rozdzierając ją od środka. – Niegrzeczna dziewczyna.
Zanim zdążyła zareagować, jej nadgarstki zostały przyklejone do posadzki, a przez ciało przeszła potężna dawka bólu. Wrzasnęła. Szarpnęła się do góry, ale to tylko wzmocniło ból. Demon zacisnął palce na jej pośladkach.
– Trzeba było spać. Teraz będzie naprawdę bolało.
– Jak…?
– Weszłaś w pułapkę i nawet się nie zorientowałaś. Myślałaś, że ofiary są przypadkowe? – zaśmiał się. – Selekcjonuję je tak, aby były dla mnie jak najlepsze. Wiem o twoim ciele wszystko, więc mogę cię ranić w najbardziej efektywny sposób.
– Pieprzysz – wyjęczała.
– W żadnym wypadku. Wiem, jak cię dotykać i jaką reakcję to wywoła.
Ścisnął jej piersi, wydzierając z niej jęk rozkoszy mimo bólu.
– Widzisz? Wiem, co twoje ciało lubi.
Coś zacisnęło się wokół jej ud, otarło się też o nią. Raz, potem drugi, za każdym razem coraz mocniej. Mimowolnie reagowała, bo już ją spętał. Zmusił dziewczynę do pochylenia się mocniej i piersiami dotknęła posadzki. Docisnął je do niej aż stęknęła.
– Cała pulsujesz – usłyszała w uchu. – Chcesz, żeby cię brało wielu. To cię podnieca najbardziej.
– Zduplikujesz się specjalnie dla mnie? – zapytała.
– Nie muszę – zaśmiał się. – Mogę cię otoczyć i wniknąć w ciebie wszystkimi otworami. Chcesz?
– Obejdę się.
Tortury zwiększyły swoją intensywność i jej ciało zadrżało, jakby prosiło o spełnienie.
– Na pewno? – zaśmiał się.
– Pierdol się.
Poczuła, jak zmienia formę. Wiedziała, że to będzie koniec, jeśli mu na to pozwoli. Mimo rozproszenia jej umysł pracował szybko, szukając rozwiązania. Nie została wiele czasu, a miała tylko jedną szansę.
Nie znosiła tego, ale przywołała swoją ciemną stronę i użyła adaptacji, sięgając pamięcią Noah do umiejętności Joido. Miała nadzieję, że to się uda, bo inaczej będzie się tu zaraz zwijać aż do samego końca.
Ciało demona przeszło przez nią, więzy też już jej nie trzymały. Uskoczyła w bok, kreśląc na posadzce krąg. Zaskoczony przeciwnik przez moment tylko się przyglądał, po czym uniknął przywiązania.
– Jak to zrobiłaś? – zapytał.
– Normalnie. Ja też zmieniam formę, więc już nie dotkniesz mojego ciała.
Nadal była na straconej pozycji przez swój stan, ale z każdą chwilą myślała coraz bardziej trzeźwo. Zamiast ruszyć po porzuconą broń, markowała ataki, żeby rozruszać ciało.
– Grasz na czas? – zauważył ten manewr.
– Może – oparła się dłonią o kolumnę.
Wtedy podłoże zaświeciło. Uśmiechnęła się zmęczona, krąg został aktywowany i teraz to demon nie miał z nią żadnych szans.
– Nie ty jeden zastawiłeś pułapkę.
– Niemożliwe. Kiedy?
– Zbyt długo mnie obserwowałeś i to był twój błąd.
Spokojnie wyrecytowała inkantację, obserwując, jak przeciwnik się miota. Nawet na nią ruszył, ale nie zdążył jej sięgnąć – został zniszczony.
– Zawsze warto mieć plan B – szepnęła do siebie słowa mistrzyni.
Nie sądziła, że kiedyś się to przyda. Gdyby nie wcześniej przygotowany krąg, byłaby w ogromnych tarapatach. Nadal brakowało jej doświadczenia, choć tutaj pewnie nawet bardziej doświadczony Cień miałby kłopoty. Nie wszystko da się przewidzieć, demony zawsze i tak są potężniejsze od ludzi i stąd ta trudność w walce z nimi.
Weszła do wody, żeby zmyć z siebie ślady demona. Rany zapiekły, ale najważniejsze, że żyje. Zawsze mogło być gorzej. I choć nienawidziła Tykiego, to teraz była szczęśliwa, że ktoś z Klanu Noah ma taką umiejętność. Uratowało jej to dzisiaj życie, choć raczej kwiatów mu nie wyśle w podzięce. Jeszcze poczułby się zbyt ważny…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s