Drugie urodziny Anioła Lucyfera

– Laurie!! – dało się usłyszeć niemal w całym domu.
Po chwili drzwi do gabinetu otworzyły się, wpuszczając gwar z reszty mieszkania, i stanął w nich Lavi od stóp do głów umorusany w mące i jeszcze kilku innych, nie do końca zidentyfikowanych substancjach. Spojrzał w kierunku biurka, gdzie oczekiwał zobaczyć panią tego całego cyrku. I rzeczywiście była na swoim miejscu, ale spała. Wyciągnięta wygodnie w fotelu, z policzkiem opartym na dłoni i zsuniętym z ramienia kocem. Najwyraźniej nie obudził jej nawet hałas z kuchni.
– No nie…
– Co jęczysz? – usłyszał.
Dopiero teraz zauważył Vivian siedzącą pod szafką i od niechcenia przerzucającą notatki Laurie. Przynajmniej teraz wiedział, gdzie ją wcięło po kłótni z Kandą na temat rozmieszczenia gości.
– Mamy kryzys – powiedział.
– Kryzys to tu jest co 5 minut, jak nie śpi, ale próbuje pisać.
– W kuchni kryzys – odparł twardo. – Nie wyrobimy się. Nie ma takiej możliwości.
– Jak będziesz jęczał zamiast robić, to na pewno. Laurie to pisarz, nie czarodziejka. Niech się prześpi. Całą noc pisała.
– A ty co dla niej taka miła?
– Raz w roku mogę. Poza tym jeszcze dzisiaj będzie użerać się z tymi alkoholikami – parsknęła.
– Mówisz o sobie? – w drzwiach stanął Arte.
– Chyba o tobie, durny wampirze – prychnęła.
– Przez ostatni rok było dużo pijaństwa – wyszczerzył się brązowowłosy.
– I kto to mówi? Wam to każdy pretekst wystarczał, żeby leźć do „Szalonego Kruka” i się uchlać.
– Niektóre rzeczy trzeba było opić, inne zapić. Oboje mieliśmy takie chwile – wzruszył ramionami.
– Brzmi, jakbyście naprawdę byli pijakami – zauważył Lavi.
– Bo są.
Wszyscy spojrzeli na Laurie, która obserwowała ich już od kilku chwil, ale dotąd się nie odezwała. Obudziła ją dyskusja. Sama zresztą wracała pamięcią do niektórych wydarzeń ubiegłego roku. Dość szybko minęło, choć nie obyło się bez problemów.
– Zdarzyło się wiele, wydarzenia z tych ostatnich dwunastu miesięcy wymagały od wszystkich dość sporo energii.
– Na przykład współpraca z Arsenem przy likwidacji „Le Park Rose” – wyszczerzył się Arte.
– To był cios poniżej pasa – Vivian wskoczyła na biurko, krzywiąc się na samo wspomnienie.
Owszem, misja poszła dobrze, ale bycie zależną od tego patykowatego Austriaka dość mocno zepsuło jej humor. W końcu ci dwoje od samego początku się nie znosili. Arsen czuł się zagrożony na swej pozycji, a Vivian jak zwykle nie potrafiła odpuścić zwłaszcza, kiedy ten zaczynał drażliwy dla niej temat egzorcystów.
– Nie wiem, o co ci chodzi. Przecież zachował się jak profesjonalista.
– To naprawdę wyglądało jak pierwsze misje z Yuu – zauważył Lavi.
– Akurat.
– Taka prawda – zaśmiał się Arte. – A potem jeszcze pan informator.
– Oj, dajcie spokój. Czasami naprawdę wydaje mi się, że Laur chce zrobić ze mnie damską wersję Crossa. Wszędzie coś dorzuca. Ta opowieść jest jak garniec bez dna.
– Przynajmniej jest ciekawie. Masz bogatą przeszłość, więc czasami można uchylić rąbka tajemnicy.
– Dolicz do tego swoje inspiracje. Tylko ty jesteś zdolna wrzucić do jednego rozdziału „Final Fantasy”, „Akame ga Kill” i „Pandorę Hearts”, nic nie mówiąc wprost.
– Tę historię akurat lubię. Wyjątkowo mi wyszła.
– Tak, tak, zadzieraj nosa. Reedo też pewnie skądś wytargałaś.
– To był akurat przypadek.
– Tak – prychnęła Vivian. – „Stranger”, nie przypadek.
– Ten demon jeszcze się przyda w zależności od tego, co postanowisz. Wiesz, wolna wola i takie tam – zaśmiała się Laurie.
– Nie przypominaj o tej białej łachudrze. Mógłby skończyć z tymi zagadkami i niedopowiedzeniami.
– Ej, właśnie – wciął się Lavi. – Jak to jest? Bo skoro Niszczyciel Czasu ukazuje się Vivian jako kolejnemu Aniołowi Lucyfera, to czemu oryginalny Anioł Lucyfera nawiedza Yuu? Przecież przepowiednia Hevlaski dotyczyła Allena, nie?
– Też chciałbym wiedzieć – odezwał się Kanda jeszcze w drzwiach. – Chociaż znając autorkę, to jeszcze długo będzie milczeć na ten temat.
– Ej, ej, ale takie zmiany to chyba nie wypada, co? – upierał się rudzielec. – Zwłaszcza przy ostatnich rewelacjach w oryginale.
– Teraz to w ogóle już nie wiadomo, na czym stoicie – mruknęła Vivian.
Wznowienie mangi odbiło się szerokim echem w domu. Trudno było to w tej chwili interpretować, a Laurie już szykowała szczegółowe śledztwo. W starych rozdziałach „D.gray-mana” na pewno coś jest, co pozwoli na jakieś pewne wnioski.
– Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż wam się wydaje. Wszystko w swoim czasie, moi drodzy, a ty, Lavi, ogarnąłbyś się, bo wyglądasz, jakby Jerry i Roger chcieli cię upiec, a zwiałeś.
– Właśnie – przypomniał sobie młody kronikarz. – Musimy przesunąć imprezę, bo się nie wyrobimy.
– Wyrobimy – odparł Kanda. – Sytuacja jest już opanowana.
– Ten to wie, jak się podlizać – zaśmiał się Arte. – Ulubieniec autorki.
– W przeciwieństwie do was nie muszę się podlizywać – prychnął Japończyk.
– Arte jest po prostu zazdrosny.
– A żebyś wiedziała. To ja powinienem być ulubieńcem twoim i czytelników. Jestem przystojny, inteligentny, zabawny, silny i doskonały w każdej mierze.
Odpowiedział mu śmiech obecnych w gabinecie osób. To go jednak nie speszyło, nadal stał dumnie wyprostowany i z nosem uniesionym ku górze. Od kiedy pojawił się tu dwa lata temu, zdążyli już poznać jego charakter i raczej ich to bawiło, niż oburzało.
– Zapomniałeś o skromności – zaśmiała się Laurie. – I tak ciebie jest ostatnio więcej niż Kandy, więc nie narzekaj.
– Przegapiłem akcję w Monachium.
– Aaaa, o to ci chodzi. No fakt, chyba najlepsza scena ze wszystkich to pojedynek Vivian i Kandy podczas kolacji u Katsumoto. Szczerze mówiąc, trochę mi tego brakuje.
– Vivian wróci do Londynu, wrócą bójki. Inaczej nie pogadają – mruknął Lavi.
– Do tego jeszcze trochę czasu.
– Lepiej niech się pośpieszy, bo tu już niektórzy piłują ząbki na Yuu.
– Sądzisz, że Mia coś w tym kierunku zrobi?
– Widzę, jak na niego patrzy.
– Ty tak się znasz – prychnęła wyraźnie rozdrażniona Vivian. – Zresztą są ważniejsze rzeczy niż romanse. Tyki się zabawia i udaje bardziej psychicznego, niż jest.
– To stwarza niebezpieczeństwo, że Leverrier zacznie cię szukać – skrzywił się Lavi.
Śledztwo Centrali nikomu by nie pomogło. Liga i Zakon i tak były skłócone, a teraz mogłoby być jeszcze gorzej z powodu Vivian. Poza tym poddawałoby to w wątpliwość kompetencje niektórych zamieszanych w całą sprawę.
– Niech szuka wiatru w polu i igły w stogu siana. Beze mnie nie wygra tej wojny, więc niech lepiej siedzi cicho. Choć faktem jest, że Noah tak łatwo nie dadzą za wygraną. Nie mogą mnie znaleźć, ale będą mącić. Przydałoby się coś z nimi zrobić.
– Pamiętasz, co ci powiedział demon w Reedo? – zapytała Laurie.
– „Nie idź sama przeciwko Trzynastu. Strzeż się Przyjemności”. Na razie i tak siedzę w Lidze.
– Zostałaś w końcu zaprzysiężona.
– Ale zanim to, dostałam niezły maraton w Finlandii z walniętym alchemikiem.
– I zostałaś piękną bajaderą – wyszczerzył się Arte. – Przy tym w wersji z egzorcystami Sandra-san wiedziała, że to ty.
– Bo to było zbyt oczywiste – brązowowłosa wzruszyła ramionami. – Lepsze reakcje już były pod pierwszą częścią historii z tą tamą. Laur to naprawdę potrafi być wredna.
Czarnowłosa autorka tylko parsknęła śmiechem. To była niezła historia, kiedy na koniec rozdziału pojawiła się dziewczynka o imieniu Vivian. Choć musiała przyznać, że sam pomysł misji wymagał od niej sporego kombinowania. Łatwo było wymyślić tamę i zagrożenie powodzią, gorzej z pomysłami, jak pozbyć się nadwyżki wody.
– Następnym razem będzie to już ta właściwa.
– Czyli kiedy? – zapytał Lavi.
– Jak przyjdzie na to czas.
– Odpowiedź na wszystko.
– Już wam tak śpieszno do końca?
– Właśnie – poparł Laurie Arte. – Jest jeszcze tyle do opowiedzenia. Demony do zabicia, Wianki do zaplecenia…
– Arte, dziób na kłódkę.
– Ale co ja takiego powiedziałem?
Laurie przewróciła tylko oczami. Przyzwyczaiła się do tego, że bohaterowie opowieści uwielbiają zdradzać szczegóły przyszłych wydarzeń.
– Zaprzysiężenie było wbrew pozorom trudne do opisania. Zwłaszcza scena przysięgi. Jednocześnie trzeba było to tak napisać, żeby nie zamknąć później Vivian furtki do odejścia, nie ma przecież w przysiędze zapisu o bezwzględnej wierności samej organizacji, a także przypilnować, żeby nie pominąć niczego. Chyba się udało.
– I znowu Arsen – prychnęła Vivian. – Jak dla mnie to można by się go całkiem pozbyć.
– Arsen nadal ma rolę do odegrania i nie ma potrzeby, żeby się z nim na razie żegnać.
– Uwielbiasz robić mi na złość.
– No co chcesz? Niedługo po zaprzysiężeniu masz samą akcję, gdzie możesz się wykazać.
– I mnie znowu nie ma – jęknął Arte.
– Dostałeś rozdział tuż przed wyjazdem Vivian na Wschód. Pojawiasz się też w dwóch kolejnych, które będą w najbliższym czasie. Potem zresztą też – zaznaczyła autorka.
– Jemu to jest zawsze mało czasu antenowego – westchnęła Vivian. – Najlepiej by było, gdybyś zrobiła samą opowieść o nim.
– To by było dobre – zgodził się wampir.
– Ostatni shot do nowej antologii był z waszym udziałem.
– A co my mamy powiedzieć? – zapytał Lavi. – Nas to jest dopiero mało.
– Mówisz o Kandzie czy o reszcie? – wyszczerzył się Arte. – Bo to on zajmuje najwięcej miejsca w rozdziałach o Zakonie.
– Bo to cholerny ulubieniec autorki – prychnęła Vivian.
– Nie, takie jest po prostu zapotrzebowanie. Jednak spokojnie, pozostali egzorcyści też dostaną swoje pięć minut.
– Właśnie, skoro już przy tym jesteśmy, to warto zapytać czytelników, o których egzorcystach chcą przeczytać w najbliższym czasie. Oczywiście Kanda się nie liczy.
– Racja. Mam na myśli tych, którzy bardzo rzadko występują i częściej robią za tło, więc Allena, Laviego i Kiri też na razie odstawmy.
– Ej, to nie fair – wzburzył się rudzielec. – W porównaniu z Yuu jest nas naprawdę malutko.
– Ty to idź się w końcu ogarnąć, co? Gości chcesz straszyć? To nie Halloween.
– Już idę.
Gdy Lavi wyszedł, Laurie podniosła się z fotela i przeciągnęła. Zegar na ścianie wskazywał, że mają jeszcze trochę czasu do początku przyjęcia, wic postanowiła sprawić stan prac. Owszem, zostawiła wszystko w rękach dość kompetentnych ludzi, w tamtym roku nieźle wyszło, ale zawsze istniało ryzyko, że coś pójdzie źle.
Sala bankietowa, w którą zamienił się salon, była już gotowa. Na stole były nawet serwetki z wypisanymi imionami gości i okazjonalne kartki, które przygotowały z tej okazji dziewczyny. W każdej było indywidualne podziękowanie za ostatni rok i nadzieja, że czytelnicy zostaną z nimi na dłużej. Byłoby miło.
– Jak tam kuchenne koszmarki? – zapytała, uwieszając się Allenowi na ramieniu.
– Ostatnie ciasto właśnie wyjęliśmy z blachy. Pójdzie jeszcze na ciepło – powiedział Roger.
– Nice.
– Sądziłaś, że się nie wyrobimy, szefowo? – zapytał z rozbawieniem Jerry.
– To Lavi robił raban. Na was zawsze można polegać. Allen, weź Lenalee i idźcie witać gości. W tym roku wasza kolej.
– Tak jest, Laurie-san.
Godzinę później wszystko było zapięte na ostatni guzik i czekali już tylko na spóźnialskich. Laurie miała jak zwykle niewielką tremę, ale widok tych wszystkich twarzy powoli ją uspokajał. To nie był najlepszy rok dla niej, ale jakoś poszło i dziś świętują wszyscy. Nie tylko ona i bohaterowie, ale też czytelnicy, bo oni też wiele dają od siebie opowieści, by ta mogła żyć.
– Nie ma co przedłużać, kochani, zwłaszcza w tak słoneczny, gorący dzień jak dzisiaj. Czasami z wielkimi trudnościami, potknięciami i różnymi innymi zdarzeniami dobrnęliśmy do drugich urodzin Anioła Lucyfera. Cieszę się, że możemy dziś razem świętować. Mój sekretarzu – spojrzała na Laviego.
Rudzielec powstał z niewielkim notesem w dłoni, spojrzał po zebranych i zaczął odczytywać:
– Ten rok to 39 rozdziałów historii podstawowej i równocześnie 39 wykorzystanych utworów, które Laurie udostępniła na stronie facebookowej. Do tego 5 rozdziałów specjalnych na różne okazje. Raz mieliśmy tygodniowy poślizg spowodowany prywatnymi sprawami Laur i jedną dłuższą przerwę wiosną, kiedy to zmienił się system dodawania rozdziałów. Przez ostatni rok napisano 88 komentarzy, czyli mniej niż w poprzednim roku.
– Nie rozpieszczają nas za bardzo – wciął się Arte, za co został zgromiony spojrzeniem.
– Za wszystkie uwagi bardzo dziękuję. Sami najlepiej wiecie, jak bardzo to motywuje do dalszej pracy, a osobiście jestem ciekawa odczuć każdego czytelnika po lekturze kolejnego rozdziału.
– Bo komentarz to odczucia po lekturze – odezwała się Vivian. – Nic innego. Puste słowa można sobie odpuścić.
– Może niektórzy nie czują różnicy pomiędzy opinią a głupimi pytaniami – wzruszyła ramionami Laurie. – No cóż, zdarzą się i takie osoby.
– Racja. Dziś jednak czas świętować.
– Podziękowania należą się wszystkim czytelnikom. Przede wszystkim zawsze wspierających nas z cienia Niseko, Miss M, Fance, ale także Aktinie i Cleo, które inspirują mnie od jakiegoś czasu, choć niekoniecznie bezpośrednio przy Aniele. Wśród osób, które należy tu także wymienić, są: Wiola-san, Seitoshi-san, Saphira-chan, Komi-san, Fall-san, Elena-san, kochana Mircia, Piotrek, Foxi-san, Sandra-chan, Natsumi Akane-san, Gurdun-san, Rize-san i ci wszyscy, których nie jestem w stanie wymienić z imienia, gdyż się nie ujawnili. Dziękuję za ten rok i mam nadzieję, że następny będzie dużo lepszy.
– A teraz tort, bo Allen zamieni się w Czternastego – zaśmiała się Vivian.
Laurie przewróciła oczami, bo w obecnej sytuacji żart był co najmniej niesmaczny, ale nie skomentowała tego bardziej dosadnie. Dziś nie chciała o tym myśleć.
– No to czyń honory, a ty, Arte, nie rozpijaj mi nieletnich.
– Ja? Gdzieżbym śmiał?
– Bo na pewno ci uwierzę.
Odpowiedział jej rozbawiony śmiech. Teraz pozostało już tylko świętowanie, a jutro zacznie się wszystko od początku…

2 thoughts on “Drugie urodziny Anioła Lucyfera

  1. seitoshi pisze:

    Dużo się w tym roku działo i niestety… mnie dużo nie było. Mam poślizg i się nie wyrabiam, bo mimo, że trochę rzadziej dodajesz rozdziały, nadal uważam że jesteś rzetelna i systematyczna. Nie to co ja.. Dobrze, że chociaż z Corrie daje rade na bieżąco. Ale nie zamierzam się poddawać! Dogonię historie jak tylko swoje sprawy poukładam.
    Z tego co pamiętam, w tym roku nawet polubiłam te pijackie klimaty. W Lidze jest inaczej niż w Zakonie, No i Arte<3 Nie wiem, może jestem dziwna, ale lubie go bardziej niż Kande, ostatnio mnie jakoś wkurza nadmiar Yuu, gdzie nie spojrzę tam on.( i nie chodzi tylko o twoje opowiadanie, tylko o całość, tutaj jest go raczej mało,)bez urazy oczywiście dla Yuu ;]
    Co do D.G-m znasz już moją opinię, nadal się z szoku nie otrząsnęłam… To po prostu za dużo dla mojego małego mózgu. ;__;
    Vivian rozkwita, i miło na to patrzeć. Cieszę się że jest coraz silniejsza, że jej psychika jest stabilniejsza. Każda misja którą opisujesz jest dopracowana, pełna w akcje, masz bardzo ciekawy styl pisania, czasem, (ale to wyjątkowo) trafiam na literówkę, ale jestem 100% pewna że to przez pośpiech. Nie jesteś jak ja, nie pomylisz Orfeusza z Morfeuszem xD W ogóle nie każdy umie opisywać pojedynki tak jak ty. Zazdroszczę tego, że umiesz, i że ci sie chce pisać to opowiadanie dalej, choć piszesz już tyle lat. Szacunek się należy.
    A co do egzorcystów o których bym posłuchała… Chaoji, nie lubię gnoja, ale jestem ciekawa jak Ty go widzisz Laurie. Och jak ja go nie lubię! Za to że tak potraktował Allena! A GRRR.
    Pozostaje mi życzyć Wszystkiego najlepszego i kolejnych lat obfitych w wene~
    P.S. Cieszę się, że mogę to czytać już bodajże (3,4?) rok.😀

  2. Sandra - chan pisze:

    Spóźnione życzenia z okazji Urodzin Anioła Lucyfera
    Dziękuje Arte że wspomniałeś o mnie aż się rozpłakałam jak przeczytałam wasze wymiany zdań na temat ,,kogo brakuje czytelnikom,,
    Moim skromnym zdaniem jest mało wypocin Laurie-san o Allenie i naszym rudowłosym króliku.
    Podziwiam ludzi którzy po tylu latach nie zrezygnowali z pisania i mam szczerą nadzieję że nasza kochana i niesamowita Autorka tych blogów mówię o DGM Aniele Lucyfera oraz o BL. Corrien Shiroyama .
    nie straci zapału oraz fantazji i weny na ciąg dalszy pisania nowych rozdziałów .
    Życzę kolejnych lat z całą ekipą czytelników
    Weny
    PS:Vivian podejdź do życia bardziej na TAK,
    Kanda uśmiechnij się czasem,
    Allen nie zjedz wszystkiego od razu , bo próchnicy dostaniesz,
    Lavi jesteś słodki nie zmieniaj się nigdy,
    Arte opanuj się ze swoimi zboczeństwem ponieważ ludzie uznają Autorkę za niewyżytą seksualnie (proszę nie gniewaj się Laurie-san)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s