Deatte hajimete kizuita jibun no orokasa wo Hito wo shinjirarenai mama hito wo kizukete iru to Naze mata boku wa kimi no koto wo korizu ni ai suru no Koushite boku wa aisuru koto wo wasurerarenai you da demo

Świt nastał już jakiś czas temu i Londyn budził się do życia z werwą i energią, której często brakowało mieszkańcom w pochmurne, szare i deszczowe dni. Jednak nawet tu panowały ostatnio upały, a słońce przegoniło większość chmur. Miła odmiana przypominająca, że zaczyna się lato.
Hikari weszła cicho do pokoju Laviego, choć nie usłyszała pozwolenia. Dopiero wróciła ze swej misji, zdążyła wziąć prysznic i zmienić ubranie, po czym od razu ruszyła na spotkanie z rudzielcem. Nie widzieli się niemal dwa tygodnie – każde z nich było wysyłane na różne misje i ciągle się mijali. Trochę ją to irytowało, lecz nie mogła się za bardzo skarżyć. Byli egzorcystami, mieli zadanie do wykonania i uczucia musiały zejść na drugi plan. I tak mieli szczęście, że na ich związek patrzono przez palce i nikt im tego nie zabraniał, przypominając o obowiązkach. Dodatkowo Lavi był następcą Kronikarza i krępowały go jeszcze surowsze prawa. „Lavi” to jego imię na kolejną obserwację, wiązanie się emocjonalne było wielce niewskazane, bo te więzi trzeba będzie zerwać, gdy wojna się skończy. Wszyscy byli tego świadomi, a jednak traktowali go jako Laviego, ich towarzysza i przyjaciela. Był ważnym członkiem rodziny, a dla niej kimś najważniejszym na świecie. W tej chwili nie wyobrażała sobie życia bez niego, choć zdawała sobie sprawę, że ten związek nie jest na zawsze. Nie, jeśli chłopak ma pozostać kronikarzem.
Nie chciała zmuszać go do wyboru, naciskać na niego w tej sprawie. Nie wiedziała, co przyniesie przyszłość. Może wszyscy zginą w tej wojnie, nie miała pewności, co przyniesie kolejny dzień, więc tym bardziej nie potrafiła przewidzieć kolejnych tygodni, miesięcy, lat. Nie chciała żyć przyszłością, liczyło się tu i teraz, a „tu i teraz” nie wyobrażała sobie bez Laviego. Może była egoistką, ale zamierzała wyrwać światu jeszcze kilka chwil szczęścia, które mógł dać jej ten rudowłosy kronikarz.
Lavi spał przy biurku w dość groteskowej pozycji z książką przytuloną do policzka i na odchylonym krześle. Wystarczyłby jeden nieuważny ruch, a runąłby na stos ksiąg ułożony dość przypadkowo tuż obok. Dookoła panował kompletny bałagan świadczący o jakiejś pracy związanej z misją kronikarza. Zawsze to tak wyglądało w takich przypadkach, a to oznaczało, że Lavi pewnie dopiero niedawno zasnął. Nie było więc sensu go budzić bez potrzeby.
Hikari westchnęła cicho i ostrożnie przykryła go kocem. W tej chwili tylko tyle mogła dla niego zrobić. Trochę niewiele, ale wolała niczego nie ruszać, żeby go nie zdenerwować. Mimo pozornego bałaganu Lavi doskonale wiedział, co gdzie leży i w razie konieczności mógł to od razu znaleźć. Ingerencja osób trzecich tylko zaburzyłaby ten porządek rzeczy.
Zanim wyszła, usłyszała za sobą potężne łupnięcie. Odwróciła się błyskawicznie gotowa odeprzeć atak, ale okazało się, że to tylko Lavi wylądował wraz z krzesłem na podłodze. Ręką rozmasowywał obolały tył głowy i przeklinał pod nosem. Hikari zachichotała, przez co spojrzał na nią zaspanym spojrzeniem.
– Kiri?
– Nie chciałam cię obudzić – powiedziała rozbawiona.
– I tak nadszedł czas, żeby wstać.
Podniósł się trochę koślawo z podłogi. Było widać, że mało spał tej nocy, ale starał się trzymać fason. Hikari podeszła do niego z uśmiechem, co wykorzystał, żeby przyciągnąć ją bliżej i pocałować.
– Tęskniłem za tobą – powiedział.
– Ja za tobą też. Co właściwie robisz? – wskazała na księgi.
Nie spodziewała się konkretnej odpowiedzi. Kronikarz nie dzieli się swoją wiedzą – jedna z zasad, których należało się trzymać, żeby nie popaść w kłopoty z Kronikarzem. Dotąd przymykał oko na wyczyny podopiecznego, ale ten też pilnował się ze swoim zachowaniem.
– Szukam znaczenia przedmiotów, które widzieliśmy wtedy w Paryżu – odpowiedział.
– Wierzysz, że Vivian żyje? – zapytała.
Tamta misja w Paryżu położyła się cieniem na życiu w Czarnym Zakonie. Wyglądało na to, że Tyki Mikk, który przygotował całą scenę zbrodni, naprawdę wierzył, że zmarła egzorcystka nadal istnieje na tym świecie i się ukrywa. Albo chciał ich zająć bezsensownymi poszukiwaniami, kiedy Noah będą knuć – taka opcja też była możliwa. Wszyscy wiedzieli, jak Noah potrafią być okrutni i złośliwi.
Do tego po powrocie Lavi i Kanda niemal się pobili. Gdyby ich wtedy nie rozdzielono, kto wie, co by się wydarzyło. Jednak od tamtego czasu obaj egzorcyści wciąż byli w konflikcie i nie rozmawiali ze sobą. Rudzielec był wściekły na przyjaciela, że ten nie potrafi przyznać się do problemu, jakim jest dla niego śmierć Vivian, z którą się nie pogodził. Hikari podejrzewała, że za zachowaniem Kandy kryje się coś jeszcze, ale trudno było powiedzieć, co takiego. Z nikim o tym nie rozmawiał.
– Nie wiem – odpowiedział z wątpliwościami w głosie. – Ale te rzeczy muszą coś znaczyć. Gdybyśmy tylko wiedzieli, co, moglibyśmy zbliżyć się do wiedzy na temat Klanu Noah i Czternastego.
– Lavi, to już podchodzi pod obsesję – powiedziała łagodnie. – Dajesz się wodzić za nos Tykiemu, który pewnie ma istną polewkę z tego.
– Nie, on wierzy, że Vivian żyje. Coś w tym jest, a ja chcę wiedzieć, co.
Hikari westchnęła. Nie pochwalała tego, bo to tylko mogło zaszkodzić wszystkim dookoła i samej Vivian, jeśli naprawdę żyje. Co do tego nie miała pewności ani gwarancji. Jeśli jednak przyjaciółka postanowiła zostawić Zakon za sobą, na pewno nie dołączyła do Klanu Noah. Inaczej już dawno byłoby po wszystkim, a ona nie ukrywałaby tego długo. Tyle wystarczało Hikari. Vivian była, jaka była, ale w tej sprawie można było jej zaufać. Należało to więc zostawić. Przecież byli ludzie, którzy mogliby ją wziąć za zdrajcę, a to skończyłoby się tragicznie. Nie powinni na to pozwolić, a to śledztwo Laviego tylko przybliża Leverriera do wydania rozkazu poszukiwań Vivian, jeśli jeszcze tego nie zrobił.
– Kiri, zaufaj mi.
– Dałbyś już z tym spokój. Naprawdę musisz wszystko wiedzieć?
– Jestem kronikarzem.
– Zbyt ciekawskim. Spędzasz noce na szukaniu informacji, których nie dadzą ci kronikarskie księgi. Sam mówiłeś, że nie ma zapisów sprzed Trzech Dni Ciemności, a o Czternastym Noah nawet wy, kronikarze, niewiele wiecie.
– I dlatego mam przestać?
– Są rzeczy, o których nigdy się nie dowiemy i może lepiej nie wiedzieć. Skup się na tym, co masz przed sobą. Tak będzie lepiej. A na razie się prześpij, bo słabo wyglądasz.
Wyszła, zanim zdążył odpowiedzieć. Usłyszała tylko swoje imię, ale nie chciała z nim rozmawiać. Nie na ten temat, bo dla nich obojga był niewygodny i bolesny. Wolała myśleć o tym, co jest teraz, a nie o przeszłości, która może nigdy w pełni się przed nimi nie pokazać.
Lavi westchnął zrezygnowany. Zdawał sobie sprawę, że właśnie rozgniewał dziewczynę. Chyba nie powinien jej o tym wspominać, ale teraz już za późno na takie wnioski. Mleko się wylało. Będzie musiał jej to jakoś wynagrodzić.
Przetarł zmęczone oczy i spojrzał na bałagan ostatnich dni. Przewertował wszystko, co miał pod ręką, ale nadal nic nie znalazł. Czternasty Noah nawet dla kronikarzy był zagadką, o której nie wiedzieli prawie nic. To go frustrowało. Dlaczego Tyki tak obsesyjnie próbuje zwrócić uwagę Vivian? Chce ją zabić? Nie, urządzenie tamtej krypty było bardziej intymne. Coś ich łączyło w poprzednich wcieleniach? Jeśli tak, to dlaczego Czternasta zdradziła? O co w tym wszystkim chodzi? Nie potrafił uzyskać odpowiedzi, a czuł, że to przybliżyłoby ich do zakończenia tej wieloletniej wojny.
– Cholera – warknął pod nosem.
To wszystko do niczego nie prowadziło. Siedział w tych papierach bez żadnego efektu. Nie lubił takiego stanu rzeczy. Może był zbyt ciekawski, ale co jest złego w pragnieniu wiedzy? To sens bycia kronikarzem. O nim nikt nie będzie pamiętać, a zapis tej wojny przetrwa.
Tylko czy on nadal jest godny nosić miano kronikarza? Czasami w to wątpił. „Lavi” stał się częścią Czarnego Zakonu. To jednak było jeszcze nic. Dopiero związek z Hikari całkowicie zmienił sens tej misji. „Kronikarz nie powinien mieć serca” – ile razy Staruszek mu to powtarzał? Miał być niewidzialnym, bezstronnym obserwatorem. Czy nadal to potrafił? Czy mógł być kronikarzem i człowiekiem jednocześnie? Ludzie byli głupi, wciąż powtarzali te same błędy, prowadzili wojnę za wojną. Nie zacieśniał z nimi więzów, nikomu nie ufał. „Lavi” zmienił wszystko. Hikari zmieniła go. Teraz dostrzegł własną głupotę. To wszystko było nie tak.
Jednego był pewien – nie potrafił wyrzec się tej miłości. Poprzednie miłostki były niczym, relacja z Vivian całkiem czymś innym, ale Hikari stała się dla niego naprawdę ważna. Chciał, żeby była obok, spędzać z nią czas, śmiać się, szaleć, korzystać z chwil, kiedy nie musieli być egzorcystami. Bał się o nią, kiedy wyruszała w bój, cierpiał, kiedy wracała ranna, czuł zazdrość, gdy inni mężczyźni zwracali na nią uwagę. Łapał się na myśli o niej w najmniej oczekiwanych momentach. Potrzebował jej wsparcia, ale też sam chciał być jej wsparciem. Nie wiedział, czy potrafiłby być nadal tą samą osobą, gdyby zginęła. Prawdopodobnie ta miłość już zawsze w nim zostanie. Nieważne, co się stanie, Hikari będzie już zawsze nieodłączną częścią jego życia.
To była chyba najgłupsza rzecz, jaką zrobił, ale było już za późno, żeby się wycofać. Mógł jedynie zmierzyć się z konsekwencjami tych decyzji i chociaż tej czerwonowłosej dziewczyny nie zranić. Przynajmniej jej.
Gdy zszedł na śniadanie, stołówka nadal była gwarna. Egzorcystów przy stole siedziała garstka, reszta była w terenie. Hikari śmiała się z czegoś z Mią i Abigail. Te dwie stały się niemal nierozłączne, Komui nawet przychylił się do tego, żeby wysyłać je na wspólne misje, o ile nie były dla nich zbyt trudne. Był to nawet dobry pomysł, bo ich skuteczność dobrze rokowała i nie miały większych problemów. Zakonowi potrzebni byli zdolni egzorcyści zwłaszcza teraz, gdy sytuacja nie była zbyt sprzyjająca.
Z zaskoczeniem odkrył, że przy śniadaniu nadal siedzi Kanda. Spodziewał się raczej, że Japończyk będzie już w terenie albo na treningu, ale wciąż siedział przy stole głuchy na otoczenie.
Od tamtej bójki nie rozmawiali ze sobą. Laviego zaczęło to już męczyć, ale nie zamierzał przepraszać przyjaciela. Nadal uważał, że tamten głupio postępuje i nie odwoła tego za żadne skarby świata. Kanda nie jest jedyną osobą, która cierpi z powodu odejścia Vivian. Nie musi robić z siebie skrzywdzonego księcia udającego, że nic się nie dzieje. Przyznanie się do słabości to nic złego. Czy on to kiedykolwiek zrozumie? Chyba wątpliwe, ale Lavi nie zamierzał tego tolerować.
Usiadł obok Hikari, która zignorowała go ostentacyjnie. Czyli nadal była zła. Nie przerywał im dyskusji, ale kolanem lekko szturchnął jej kolano, chcąc dać do zrozumienia, że chce potem porozmawiać. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby w ten sposób odczytała wiadomość, bo jedynie się odsunęła.
– Lavi, Kanda, Kierownik chce was widzieć.
Rudzielec westchnął ciężko, ale odstawił niedojedzone śniadanie i ruszył w ślad za brunetem. Dawno nie był z nim na misji, Komui stwierdził, że lepiej, żeby od siebie odpoczęli przez jakiś czas, skoro doszło już do rękoczynów. Nie chciał eskalacji konfliktu w czasie misji.
Gabinet Kierownika wyjątkowo był wysprzątany. Żadne papiery nie walały się po podłodze, stosy dokumentów z biurka zniknęły, a okno było otwarte, wpuszczając letni, ciepły wiatr. Aromat świeżej kawy z kubka Komuiego był jedynym zapachem, który dotarł do ich nosów.
– A tu co za zmiany? Papież przyjeżdża? – zapytał rudzielec.
– Lepiej nie przypominaj – mruknął Reever.
Wyglądał, jakby nie spał od kilku dni, a zważywszy na porządek i minę zbitego psa Komuiego, musiała się tu odbyć jakaś krwawa rewolucja. Szkoda tylko, że ten stan rzeczy długo się nie zachowa.
Reever opuścił pomieszczenie z kilkoma teczkami w ręku. Dwie inne Komui podał wezwanym egzorcystom i napił się kawy.
– Misja nie jest zbyt trudna. Waszym celem jest ukraińska wioska, a raczej jej obrzeża. Akumy udają wodniki. Jest ich tam sporo, a zważywszy na dzisiejszą datę, bez naszej interwencji wybiją wszystkich mieszkańców – wyjaśnił Lee.
– A co jest dzisiaj? – zapytał Lavi.
Nieszczególnie ostatnio zaglądał do kalendarza, choć jako kronikarz powinien być na bieżąco z takimi prostymi faktami. To chyba nie najlepiej o nim świadczy, ale śledztwo pochłonęło praktycznie całą jego uwagę.
– Noc na Iwana Kupałę, czyli Wianki. Cała wioska zgromadzi się nad rzeką, w której czekają akumy.
– Nieźle to sobie wykombinowały.
– Prawdopodobnie przewodzi im poziom trzeci lub czwarty, więc uważajcie.
– Jasna sprawa.
Kilkanaście minut później przeszli przez Arkę. W Londynie było upalnie, ale tutaj panowała wręcz afrykańska pogoda. Szybko pożałowali tej wyprawy, ale nie mogli się wycofać bez wykonania zadania. Nieważne, że ubrania się do nich kleją, a po skórze spływa pot. A będzie jeszcze gorzej, gdy staną do walki.
Poszukiwacz, który czekał na nich w wiosce, wyjaśnił im obecną sytuację. Obawiał się, że akumy mogły ruszyć w górę rzeki, gdzie była kolejna miejscowość. Wtedy mieliby dodatkowe problemy, a misja by się wydłużyła.
– Daleko jest ta druga wioska? – zapytał Lavi.
– Niecały dzień drogi na drugim brzegu.
– Są tu jeszcze jakieś osiedla w pobliżu?
– Nie. Wszystkie inne miejscowości są dalej i nie nad rzeką. To dość słabo zaludniony teren. Głównie step.
– Więc może nie będzie tak źle.
– Idziemy – powiedział Kanda.
To było jego pierwsze dzisiaj słowo, które Lavi słyszał. Brunet nie odezwał się ani w gabinecie Komuiego ani w czasie przejścia przez Arkę. Zwykle był małomówny, ale nie aż tak i Lavi nie miał pewności, jak to interpretować. Na razie jednak to zostawił i ruszył w stronę rzeki, żeby zająć się akumami.
Te pojawiły się dość szybko. Głównie dwójki, parę jedynek bliskich ewoluowaniu, a dowodziła nimi trójka. Spora i silna. Kanda od razu ruszył właśnie na nią i Laviego to w ogóle nie zdziwiło. Zawsze tak było. Wolał mu to zostawić niż później wysłuchiwać przekleństw pod swoim adresem, że pcha się Japończykowi pod miecz. Poza tym pozostałymi akumami również należało się zająć. Nie będą stały i czekały na swoją kolej.
Walka w tych warunkach była ciężka. Ten poziom trzeci był dość wymagającym przeciwnikiem, z którym starcie trwało stanowczo zbyt długo. Jeszcze ten upał. Nawet dla Kandy było to trudne, ale w końcu odwrócił sytuację na swoją korzyść. Wystarczyło rozgryźć trik akumy, która korzystała z rzeki jako swojego wsparcia. Nieświadomie pomógł mu w tym Lavi, używając Ognistej Pieczęci. Odciął demona od wody i reszta poszła już gładko. Akuma została pokonana, zaś zniszczenie pozostałych potrwało już kilka chwil, gdy pomógł Laviemu.
– W końcu – jęknął rudzielec. – Jest za gorąco na takie rzeczy.
– Tak łatwo odpuszczasz?
– Ty się też zasapałeś, Yuu.
– Tch.
Lavi uśmiechnął się tylko pod nosem. Spodziewał się, że ta wymiana zdań tak się skończy. Zawsze się tak kończyła. Był do tego przyzwyczajony.
Sprawdzili jeszcze, czy w pobliżu nie ma kolejnych akum. Nie było to takie proste, skoro żaden z nich ich nie wyczuwał (choć intuicja Kandy w tym kierunku działała całkiem nieźle), ale poczuwali się do wypełnienia tego obowiązku. Wyglądało jednak, że było to jedyne skupisko wroga i zadanie zostało wykonane. Mogli wrócić do wioski, zawiadomić Kwaterę Główną o wynikach i poczekać na otwarcie Arki, żeby wrócić do domu.
Komfort, jaki dawała im Arka, był naprawdę niezastąpiony. Dzięki temu zaoszczędzali sporo czasu przeznaczonego wcześniej na podróże i mogli wykonać więcej zadań jednocześnie. Nie przekładało się to niestety na ilość wolnego, ale i tak mieli pewne udogodnienie, o którym dawniej mogli tylko pomarzyć.
Życie w wiosce wyglądało na dość normalne. Mieszkańcy chyba odetchnęli z ulgą, kiedy usłyszeli, że nad rzeką już im nic nie grozi. Obchody Nocy Kupały byłyby mocno zagrożone, gdyby egzorcyści nie pozbyli się akum. Poza tym zwyczaj rzucania wianków na wodę mógłby się w ogóle nie odbyć, a przecież takie rzeczy powoli zanikały. Świat się zmieniał i stare tradycje odchodziły w zapomnienie. To było trochę smutne, ale taka chyba była kolej rzeczy. Niewiele z tym mogli zrobić.
– Zostaliśmy zaproszeni do uczestnictwa w wiankach – poinformował ich poszukiwacz.
– Nie – odpowiedział automatycznie Kanda.
Jak zwykle nie zamierzał robić nic ponadto niż wymagało zadanie. Laviemu natomiast pomysł się spodobał.
– Dlaczego nie? Będzie fajnie, Yuu.
– Nie nazywaj mnie „Yuu”.
– No weź. To tylko kilka godzin zwłoki. Poza tym upewnimy się, że nie przeoczyliśmy żadnej akumy.
Brunet tylko prychnął, ale wyglądało na to, że argument do niego dotarł. Albo po prostu odpuścił dalszą dyskusję z rudzielcem, który marudziłby dalej. Tego Lavi nie wiedział, ale w efekcie zostali. To mogła być ich jedyna okazja, żeby zobaczyć tę tradycję na własne oczy. Za rok o tej porze mogą być w całkiem innym miejscu albo nie dożyć. To też było prawdopodobne. Życie egzorcysty było bardzo niepewne.
W wiosce zgasły wszystkie ogniska. Mieszkańcy wyszli na pobliskie wzgórze, gdzie przygotowane były stosy oraz brzozowy kołek, na którym zawieszono jesionową piastę – koło ze szprycami owiniętymi smolną słomą. Gdy wszyscy się już zebrali, zaczęto obracać piastą aż całość zaczęła się palić. Ogniem tym podpalano stosy, a później miał zostać zaniesiony do domów.
Dym pachniał ziołami, wokół ognisk tańczono, pary skakały ponad płomieniami, panny plotły ostatnie wianki, wróżyły sobie z kwiatów i ziół. Lavi chłonął wszystko z zachwytem. Nie miał wcześniej okazji do obserwacji wianków, a jako dla osoby żądnej wiedzy było to dla niego cenne doświadczenie. Żałował tylko jednego – nie miał u boku Hikari.
Nie zdążył z nią porozmawiać przed misją, więc pewnie nadal była zła o poranną rozmowę. Była trochę wybuchowa, ale wiedział, że zależy jej na nim. W drugą stronę też to tak działało. Wiele by dał, żeby dziewczyna była tutaj z nim. Pewnie dałaby się namówić na wróżby, mieliby z tego niezły ubaw. Może nawet zaplotłaby wianek dla niego. Nie bał się zimnego nurtu, wyłowiłby go własnymi rękami i z dumą nosiłby na włosach, choćby ociekał wodą. Potem poszliby poszukać kwiatu paproci z mitów i może dopisałoby im szczęście, a jeśli nie, to przynajmniej odrobiliby trochę straconego czasu.
Nawet nie zauważył, że został sam. Kanda wymknął się niczym duch i ruszył w górę rzeki, żeby znaleźć jakieś spokojne miejsce dla siebie. Ten gwar go irytował, nie widział w tym nic zabawnego ani ciekawego. Nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Zgodził się na zostanie na Wiankach tylko dlatego, że miał nadzieję odpocząć od tego wszystkiego. Jednak to się nie udało. Był tylko jeszcze bardziej zirytowany, a to groziło wybuchem w każdej chwili.
Widział, że panny z wioski przyglądają mu się z uwagą. Pewnie niektóre szykowały wianek dla niego, ale nie zamierzał się w to bawić. Miał to gdzieś. Zresztą myślał tylko o jednej osobie, która od dawna była martwa. Zastanawiał się, co ona by zrobiła, gdyby dała się namówić Królikowi na późniejszy powrót. Czasami w takich chwilach pozwalała sobie na rozluźnienie i zabawę, stawała się normalną dziewczyną, której wojna z Milenijnym nie dotyczyła. Może dzięki temu potrafiła jeszcze jakoś egzystować. Pewnie droczyłaby się z Lavim, zaplotłaby wianek i rzuciłaby go do rzeki, ślubując, że nie był on dla żadnego mężczyzny. A może myślałaby o Superbim. Nie miał pojęcia. Nigdy nie miał pewności, co myśli, dopóki nie widział pewnych wskazówek. Łatwo było ją odczytać, gdy się załamywała, wtedy wystarczyło ją lekko sprowokować i wszystko stawało się jasne. Może wykorzystywał jej słabości, ale tylko tak potrafił podnieść ją na nogi. Nie znał innego sposobu, a głaskanie po głowie i powtarzanie, że wszystko będzie dobrze, nie zdawało egzaminu. Nie w jej przypadku. Ją należało w odpowiedni sposób zmotywować, choć to było dość ryzykowne. W każdej chwili cienka granica pomiędzy względną normalnością a czystym szaleństwem mogła pęknąć i nikt by jej nie powstrzymał.
Pewnie by się z niego nabijała i wytknęła, że żadna go nigdy nie zechce, bo ciągle siedzi skrzywiony. Jakby on którąkolwiek chciał. Związki i uczucia nie były mu potrzebne. Tylko przeszkadzały w wykonywaniu misji. Nie obchodziło go to, że kogoś zranił. To nie miało znaczenia. Liczyła się tylko misja. A ona to zmieniła. Nie miał pojęcia, jak. Może obserwacja jej sprawiła, że dostrzegł własną słabość, głupotę i serce. Coś, czego nie powinien mieć, będąc tym, czym jest. Ile o nim wiedziała? Nie był pewny. Na pewno więcej niż inni, ale chyba nie zwracała na to uwagi. Nigdy nie zapytała. „Chyba nie chcę wiedzieć albo boję się pytań, na które nie potrafię odpowiedzieć. Jedenaście lat to dużo czasu i powiedzmy, że na tym koniec tematu” – tyle od niej usłyszał, gdy zdradziła się z tym, że w ogóle coś wie. Możliwe, że zaakceptowała go takiego, bo sama o sobie nie potrafiła myśleć jak o człowieku. Byli podobni i czasami miał wrażenie, że patrzył w lustro. Może trochę krzywe i zadymione, ale oboje mieli swoje sekrety, o których nie chcieli mówić.
Pewnie nigdy tego nie zapomni. Marne szanse przy ciągłym przypominaniu przez wszystkich dookoła i własną podświadomość, która go torturuje tak często, jak tylko się da. Mógł przeklinać Vivian, ale to nic nie zmieni. Przetrwać i wykonywać swoje obowiązki – tyle w tym temacie.
W pewnej chwili zobaczył na wodzie wianek. Było to dziwne, bo wioska była niżej, a było już po zabawie. No i przede wszystkim był inny od tych, które robiły tutejsze panny. Impuls sprawił, że sięgnął po niego i wyciągnął z wody. Powiedziałby, że jest brzydki. Na pewno robiła go niewprawna ręka, był krzywy i w kilku miejscach splot się rozpadał, a składał się głównie z traw, jakiś ziół i polnych kwiatów. Kto mógł go zrobić? Chyba nikt z wioski poniżej, bo gdyby ktoś kręcił się w pobliżu, usłyszałby. Nie pojawiła się też żadna dziewucha radośnie oznajmująca, że „zguba” należy do niej.
– Yuu!
Kanda upuścił wianek w trawę przed sobą. Doskonale wiedział, że Lavi nie da mu spokoju, jeśli zobaczy znalezisko. Ten durny Królik nigdy nie wiedział, kiedy się zamknąć. Nic dziwnego, że Hikari się na niego obraziła z samego rana. Nawet ona z nim nie wytrzymywała.
– Nie mów do mnie „Yuu” – warknął.
– Szukam cię i szukam. Zaraz nam Arkę otworzą.
– Nie chciałeś zostać? – spojrzał na niego podejrzliwie.
– Już po wszystkim. Nie ma sensu tu dłużej zostawać. Chodźmy.
W ciemności Lavi nie dostrzegł wianka u stóp Kandy. Japończyk podniósł go, gdy tylko rudzielec się odwrócił, i wrzucił na powrót do wody, pozwalając popłynąć dalej. Może zrobił się miękki i sentymentalny, ale pozwolił, aby wiadomość dotarła do adresata tak, jak tego chciała właścicielka, kimkolwiek była.

***

Laurie: Chcieliście Laviego, macie.
Arte: Tak po prawdzie to ten rozdział miał się głównie skupiać na Kandzie. Z wiadomego względu.
Vivian: Wszyscy zauważyli. Reszta egzorcystów pojawi się za kilka rozdziałów. Allen również, więc spokojnie.
Laurie: Wszystko jest pod właściwą kontrolą. Pozdrawiamy i do następnego.

2 thoughts on “Deatte hajimete kizuita jibun no orokasa wo Hito wo shinjirarenai mama hito wo kizukete iru to Naze mata boku wa kimi no koto wo korizu ni ai suru no Koushite boku wa aisuru koto wo wasurerarenai you da demo

  1. Miguru pisze:

    Meeeehh, to takie smutne ;_;

  2. Ola-san pisze:

    Moze nie pamietasz mnie Laurie-san, ale juz kiedys skomentowalam. Staram sie czytac kazdy rozdzial ale nie komentujebo wszyatkie wygladalyby tak samo. Ciekawie rozwiazalas sprawe wianku. A Lavi e tym rozdziale byl taki (teraz nie wie jak okreslic). Pozdrawiam i do Wrzesnia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s