Otona ni narezuni Demo kodomo demo irarenai Toki mo arudarou

Las był gęsty i niezbyt przyjazny, ścieżka tonęła w rzadkim poszyciu, a drzewa dookoła wyglądały bardzo podobnie. Chwila nieuwagi i można było się zgubić. Mimo pełni lata tutaj czuć było chłód, a przez poszycie przedostawały się tylko pojedyncze promienie słoneczne. Dookoła panowała cisza, wszystkie zwierzęta gdzieś się pochowały, co jednoznacznie oznaczało kłopoty.
Troje egzorcystów ostrożnie przedzierało się przez las, nie rozmawiając ze sobą. Czuli niepokój spowodowany tajemniczym meldunkiem poszukiwaczy, z którymi Kwatera Główna straciła jakiś czas temu kontakt. Komui nie mógł tego zignorować. Nie z powodu zaginionych, lecz tego, co udało im się ustalić. Praktycznie nie miał wątpliwości, że mowa jest o innocence. Od razu wezwał do siebie Marie’ego, Mirandę, Mię i Abigail, którzy jako jedyni byli jeszcze w Kwaterze Głównej, i po wyjaśnieniu im sprawy wysłał w okolice Cieplic, żeby rozwiązali tę sprawę.
Wskazówki nie były jednoznaczne. Musieli się więc poruszać po lesie bardzo ostrożnie, żeby się nie zgubić. Na szczęście w pobliżu nie było żadnych akum, wrażliwy słuch Marie’ego nie wychwycił ich odgłosów, więc możliwe, że wróg jeszcze nie wiedział o tym miejscu. Rzadko zdarzała się taka sytuacja, więc tym bardziej musieli ją wykorzystać i to jak najszybciej.
Mia odwróciła się, gdy zorientowała się, że zamyka pochód. Dłuższą chwilę temu ścieżka się zwęziła i musieli iść jedno za drugim.
– Miranda zniknęła – odezwała się.
Marie i Abigail zatrzymali się i również obejrzeli, lecz Niemki nigdzie nie było. Nikt tego nie zauważył, choć dookoła trwała niczym niezmącona cisza i usłyszeliby, że coś się wydarzyło. Zwłaszcza Marie, którego słuch nigdy nie zawiódł. Nie mieli pojęcia, kiedy kobieta się zgubiła ani jak to się stało, że to właśnie ona zamykała pochód. Przecież było wiadome, że niezdarna Lotto przyciąga kłopoty jak magnes i nikt nie był na tyle głupi, żeby pozwolić jej się oddalić samej. Najwyraźniej coś tu było bardzo nie tak.
– Mirando?!
Nie otrzymali odpowiedzi. To ich zaniepokoiło, a nie chcieli zostawiać towarzyszki samej gdzieś w lesie. Zadanie mogło chwilę poczekać. Ruszyli w drogę powrotną, uważnie rozglądając się za kobietą. Mogła przypadkiem zejść ze ścieżki, ale zostać na tyle w pobliżu, by mogli ją łatwo znaleźć.
Nie mieli jednak szczęścia. Miranda zniknęła i nigdzie jej nie widzieli, choć wrócili już spory kawałek i cały czas wołali przyjaciółkę.
– Tej ścieżki wcześniej tu nie było – zauważyła Abigail.
Od ich szlaku odchodziła inna dróżka widoczna wśród runa. Rudowłosa Francuzka wytężyła spojrzenie zaniepokojona.
– I tamtego domu również – wskazała.
W oddali stał stary, zniszczony budynek. Nie mieli wątpliwości, że coś tu jest nie tak. Zauważyliby przecież wcześniej te zmiany. Czyżby się zgubili? Jak, skoro szli cały czas ścieżką? Nie mogła się przecież zmienić w ciągu kilkunastu minut. To było niemożliwe.
– Słyszysz coś niepokojącego, Marie? – zapytała Mia, odruchowo poprawiając jasny warkocz.
– Nic – odparł mężczyzna. – Nadal ta dziwna cisza. Mirandy też nie słyszę.
Jasnowłosa położyła drobną dłoń na jego ramieniu w geście pocieszenia. Wiedziała, że martwi się najbardziej z nich wszystkich o zaginioną kobietę. Ostatnio dość mocno się do siebie zbliżyli, często wyruszali razem na misje i zwykle się nią opiekował. Teraz Miranda zniknęła.
– Znajdziemy ją. Sprawdźmy najpierw ten dom.
Jej towarzysze zgodzili się i podążyli drugą ścieżką w kierunku wypatrzonego przez Abigail budynku. Im bliżej byli, tym więcej szczegółów mogli dostrzec. Stary, biały dom nie pasował do architektury, którą widzieli w niedalekich Cieplicach, gdzie wyszli z Arki. Wydawał się nie być częścią tego miejsca. Do tego zarośnięty, z kilkoma wybitymi oknami wyglądał raczej na opuszczony.
Może Miranda zauważyła go przed nimi i postanowiła sprawdzić, co jest w środku. Nawet tylko z samej ciekawości. Tylko, że raczej powiedziałaby im o tym. Nie pasowało do niej takie znikanie bez słowa.
W którymś momencie z domu z wrzaskiem wypadła młoda dziewczyna i biegiem ruszyła w ich stronę. Możliwe, że nawet nie zauważyła egzorcystów, bo prawie wpadła na Marie’ego. Ledwo zdążył ją złapać, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Dziewczyna miała na sobie prostą sukienkę wyplamioną świeżą krwią, przerażoną minę, czarne, skudłaczone włosy i mętne, niebieskie oczy.
– On tam jest! Zabije mnie! – krzyczała.
– Spokojnie – odezwał się Marie. – Nic ci nie będzie.
Na chwilę przestała się szarpać i spojrzała szeroko otwartymi oczami na troje egzorcystów.
– Kim jesteście? Co tu robicie? Powinniście uciekać – gwałtownie zaczęła wyrzucać z siebie słowa.
Mia podeszła bliżej i dotknęła dziewczyny, której skóra była zlodowaciała, jakby właśnie wyszła spod zimnej wody. Gdy nieznajoma na nią spojrzała, ponownie umilkła, a w jej oczach pojawił się cień spokoju. Nic dziwnego, w porównaniu z wysoką, barczystą sylwetką mężczyzny jasnowłosa, eteryczna wręcz Mia wydawała się dużo bardziej godna zaufania dla tej przerażonej istoty. Bladozielone oczy przyglądały się nieznajomej ze spokojem, który coraz bardziej udzielał się dziewczynie.
– Jesteśmy egzorcystami. Mam na imię Mia, a to się Marie i Abigail – zaczęła jasnowłosa. – Jak się nazywasz?
– Madlein.
– Ładnie – uśmiechnęła się egzorcystka. – Ktoś cię goni?
– On… – jęknęła, pociągając nosem.
– Spokojnie – pogłaskała ją po głowie. – Z nami nic ci nie grozi. Jest w tamtym domu, prawda?
Madlein pokiwała głową, powstrzymując łzy. Mia dała jej chwilę na ochłonięcie, choć chciała mieć to już za sobą. Nie trudno było zrozumieć, że w tym domu czai się ktoś niebezpieczny, a jeśli Miranda na niego trafiła, może potrzebować ich pomocy i powinni się pośpieszyć.
– Madlein, widziałaś tam jeszcze kogoś? – zapytała Mia.
– Tak. Miał jeszcze dwie dziewczyny. On… – zawahała się.
– Zrobił im krzywdę? – dopytywała jasnowłosa.
Znowu kiwnięcie głową. Za to oni czuli coraz większy niepokój.
– Czy jedna z tych dziewcząt miała na sobie ubranie podobne do mojego?
Madlein przyjrzała się Mii, która oczekiwała w napięciu na odpowiedź, modląc się, by była ona przecząca. Już lepiej, żeby musieli przyjaciółkę szukać po całym lesie niż to. Nikt nie chciał przeżywać kolejnej straty.
– Nie – odparła w końcu Madlein.
– Dzięki Bogu – wymknęło się Abigail.
– Co robimy, Marie? – Mia spojrzała na mężczyznę. – Nawet jeśli Mirandy tam nie ma, nie powinniśmy tego zignorować.
Egzorcysta nie odpowiedział od razu, rozważając problem. Byłoby nieprzyjemnie, gdyby za plecami mieli jakiegoś niebezpiecznego osobnika, a i tej dziewczyny nie można zostawić samej sobie. Sprawa się skomplikowała, zanim jeszcze tak naprawdę zaczęli działać.
– Abigail, zostaniesz tu z Madlein. Ja i Mia pójdziemy sprawdzić dom. W razie czego znajdziesz drogę powrotną?
– Nie zostawię was – odparła rudowłosa.
– A kto wezwie wsparcie, jeśli coś się wydarzy? – zapytał spokojnie Marie. – Poza tym jesteś odpowiedzialna za bezpieczeństwo Madlein.
– No dobrze – ustąpiła dziewczyna.
Nie była zbytnio z tego zadowolona, bo czuła, że mimo wszystko jej wiek odgrywa pewną rolę w decyzji. Nie chciała zostawać na zewnątrz i bezczynnie czekać, to ją irytowało, ale nie mogła kłócić się ze starszym egzorcystą. Miał rację, ktoś musiał zostać, w razie walki będzie im tylko przeszkadzać.
– Ile mam czekać? – zapytała.
– Myślę, że godzina nam wystarczy, żeby zorientować się w sytuacji. Jeśli do tego czasu żadne z nas nie wyjdzie albo nie skontaktuje się z tobą przez golema, wracajcie do miasteczka i zawiadom Komuiego.
– W porządku. Bądźcie ostrożni.
Marie i Mia ruszyli do domu, w którym prawdopodobnie czekała jakaś groza. Mężczyzna próbował usłyszeć coś z wnętrza, żeby w porę ostrzec towarzyszkę. Cokolwiek tam było, musieli uważać.
Ostrożnie weszli do środka. Wszystko spowijał półmrok, w którym można było dostrzec bałagan, kurz i pajęczyny. Nikt tu dawno nie sprzątał, możliwe, że przez dłuższy czas to miejsce było opuszczone. Mia szeptem aktywowała innocence i mocno ścisnęła rozłożone wachlarze w dłoniach. Takie miejsca nie napawały jej optymizmem, dużo bardziej wolała walkę z akumami, lecz to także czasami należało do ich obowiązków. Nie narzekała więc, to nie leżało w jej zwyczaju.
Obeszli parter składający się z niewielkiego holu, czegoś, co miało chyba przypominać salon oraz kuchni wraz z jadalnią. Nie znaleźli tu niczego prócz bałaganu, nie było nawet śladu po domniemanej zbrodni. Została im jednak do obejścia góra. Schody zaskrzypiały jakby z urazą pod stopami egzorcystów, jak wszystko tutaj były stare, choć nadal na tyle solidne, by można było ich bez obawy używać. Marie zatrzymał na moment Mię, przysłuchując się, czy skrzypienie nie przyciągnęło niczyjej uwagi. Nadal jednak nic nie usłyszał, co było podejrzane. Nie mieli jednak powodu, by nie zaufać słowom przerażonej dziewczyny. Wątpliwe, żeby mogła udawać aż tak dobrze, poza tym ta krew na jej sukience skądś się wzięła. Ciężko było uwierzyć, że sama się nią ochlapała, żeby przestraszyć przypadkowo spotkanych ludzi.
Pokoje na górze były w podobnym stanie co dół. Meble w większości przykrywały białe płótna, w jednym z pomieszczeń leżały porozrzucane buty. Musiało być ich chyba z pięćdziesiąt par, co było dziwne jak na opustoszały dawno dom. Za to żadnego śladu mordercy, tych dwóch wspomnianych przez Madlein dziewcząt czy Mirandy. Byli tym nieco zaskoczeni, ale z faktami nie mogli wygrać. Wrócili więc do czekających na nich towarzyszek.
– Nikogo tam nie ma – orzekła Mia. – Madlein, jesteś pewna tego, co nam powiedziałaś?
– Tak. Nie wierzycie mi?
– Nie znaleźliśmy śladu ani po człowieku, którego się tak przestraszyłaś, ani po tamtych dwóch dziewczynach, które pamiętałaś – wyjaśnił spokojnie Marie.
– Jest możliwość, że zdążył uciec, nim weszliście do środka – zauważyła Abigail.
– Masz rację, ale nie ma też śladu, że coś się tam wydarzyło – odparła Mia. – Dom jest całkowicie opuszczony.
– To co robimy? – zapytała rudowłosa. – Do punktu wskazanego przez poszukiwaczy mamy jeszcze kawałek, a Miranda nadal się nie znalazła.
– Wskazówki od poszukiwaczy i tak nie są zbyt dokładne – zauważył Marie. – Abigail, spróbuj znaleźć ślad Mirandy.
Dziewczyna kiwnęła głową i wyciągnęła z kieszeni długopis, w którym umieszczone było jej innocence. Do tego dołożyła kawałek kartki, gdyż po ziemi pełnej traw i krzewów byłoby jej źle pisać.
– Innocence, aktywacja – szepnęła.
Przedmiot w jej dłoni zalśnił, a ona zaczęła opisywać sytuację, w której się znaleźli. Po imieniu zagubionej towarzyszki puściła długopis, który sam powinien wskazać ciąg dalszy tej opowieści. Tę umiejętność odkryła dopiero niedawno, dotąd tylko „zaplątywała” we własne słowa przeciwnika, co i tak wymagało od niej wielu sił i skupienia. Musiała również nauczyć się poprawnie pisać w kilku językach, żeby moc innocence działała właściwie.
Długopis poruszał się przez chwilę, zapisując kolejne słowa, po czym opadł bezwolnie na papier.
– „Miranda jest w pobliżu. Szła za Mią, kiedy wydawało jej się, że usłyszała jakiś szmer. Zanim jednak się odezwała, zniknęła. Coś złego oddziałuje na okolicę, przez co egzorcyści nie mogą jej znaleźć, choć jest blisko” – przeczytała.
– To niewiele nam mówi – westchnęła ze smutkiem Mia.
– Pierwszy raz nie zadziałało właściwie – zauważyła Abigail.
To ją trochę przestraszyło. Dotąd ufała swojemu innocence, a teraz zawiodło. Może była nadal za słaba, by mogło sprecyzować wskazówki, a może to ta tajemnicza energia zakłócała działanie jej mocy.
– Przynajmniej wiemy, że Miranda żyje – odezwał się Marie. – Spróbujemy jej jeszcze raz poszukać. Jeśli się nie uda, spiszesz kolejną historię.
– W porządku.
– Madlein, pójdziesz z nami. Trzymaj się blisko Abigail.
– Dobrze.
Ruszyli na poszukiwania przyjaciółki, wołając ją od czasu do czasu. Według opowieści Abigail była blisko, więc od tego zaczęli. Rozdzielili się, lecz trzymali się na odległość głosu, a nawet widoku, nie chcąc, aby kolejna osoba zniknęła.
Miranda nie mogła ich usłyszeć ani wcześniej ani teraz, gdy odzyskała przytomność. Nie była pewna, co się właściwie stało. Ścieżka się zwęziła, więc puściła przed siebie dziewczyny, Marie prowadził. W jej mniemaniu Abigail i Mia były jeszcze mało doświadczone w pracy egzorcysty i chciała je choć trochę ochronić nawet, jeśli to ona sama częściej potrzebowała ochrony. Przecież idąc tuż za nimi, nie powinna się zgubić, a Marie i tak usłyszy, kiedy się potknie. Zawsze robiła tyle hałasu i żadna z niej dama, choć jemu to akurat nie przeszkadzało. Zawsze cierpliwie znosił jej wady i podawał dłoń, gdy wylądowała na ziemi.
Miała wrażenie, że coś usłyszała. Zatrzymała się i rozejrzała, lecz niczego nie zauważyła. Już miała się odezwać, gdy wokół nastała ciemność. Kolejne, co zarejestrowała, to sporej wielkości nóż, który nieubłaganie zbliżał się do niej. Nie pamiętała, kto go dzierżył ani co ta osoba mówiła, bo coś mówiła, tego Miranda była pewna. Zaczęła przerażona krzyczeć, chyba nawet próbowała aktywować innocence i jakoś się obronić. Co było potem? Ciemność. W tym miejscu jej pamięć była dziurawa i żadną miarą nie mogła sobie tego przypomnieć.
Nie wiedziała, ile czasu minęło. Prawdopodobnie wystarczająco dużo, żeby pozostali zauważyli jej zniknięcie. Możliwe, że właśnie próbują ją znaleźć zamiast podążać do celu ich misji. Na tę myśl podniosła się odrobinę zbyt szybko, przez co przed oczami pojawiły się czarne plamy. Minęła chwila, nim się ich pozbyła. Rozejrzała się dookoła. Pomieszczenie, w którym się znajdowała, umeblowane zostało jako sypialnia, bardzo schludna, choć skromna. Nie było tu żadnych oznak nieporządku, ani grama kurzu, choć trudno powiedzieć, czy ktoś tu w ogóle mieszka. Było wręcz za czysto.
Miranda podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Spodziewała się widoku lasu, ewentualnie innego krajobrazu, a zobaczyła tylko jasną plamę. Nie mówiło jej to, gdzie się znalazła. Ostrożnie wyszła z sypialni, rozglądając się za rezydentem tego miejsca, choć bardziej zależało jej na tym, by wyjść na zewnątrz i dołączyć do przyjaciół. Jednak gdy dotarła do drzwi, te nie chciały się otworzyć. Próbowała na wszelkie sposoby, lecz dom chyba nie zamierzał jej wypuścić. Mogła tylko czekać na jakąś okazję do wykorzystania.
Pozostali też nie mieli szczęścia. Poszukiwania zaginionej egzorcystki nie przyniosły ani oczekiwanych rezultatów ani wskazówek co do miejsca jej pobytu. Towarzysząca im Madlein szurała nogami ze zmęczenia, lecz nie skarżyła się. Prawdopodobnie bardziej ponad to cieszyła się z bezpieczeństwa, które jej zapewniali. Owszem, może Mia i Abigail nie wyglądały na zbyt silne czy groźne, ale obok wciąż był Marie, którego potężna sylwetka kazała się dwa razy zastanowić potencjalnemu niebezpieczeństwu.
Wrócili w okolice tajemniczego domu i Abigail znów aktywowała swoje innocence, mając nadzieję, że tym razem wskazówki będą bardziej klarowne.
– „Miranda jest w pobliżu, lecz egzorcyści nadal nie mogą jej znaleźć. Niebezpieczeństwo czyha już bardzo blisko i tylko czeka na moment, by uderzyć niczego nieświadomych wojowników. Schronienie płacze” – przeczytała Abigail efekt swojej pracy.
– Schronienie płacze? – zapytała Mia. – Co to może znaczyć?
– Pojęcia nie mam – odparła Francuzka. – To wszystko robi się coraz dziwniejsze.
– Przeszukajmy jeszcze raz ten dom – zadecydował Marie. – Może coś nam umknęło. Teraz jednak pójdziemy wszyscy.
– Nie chcę tam iść – odezwała się Madlein. – Boję się.
– Będziesz z nami – zapewniła ją Mia. – Nie musisz się obawiać.
Dziewczyna nie była co do tego przekonana. W jej oczach wciąż była odrobina strachu przed tym, co ją spotkało poprzednio w opuszczonym budynku.
– Wy mi nie wierzycie – oznajmiła w końcu.
– Wierzymy ci, Madlein – zapewniła Mia.
– Nie, uważacie mnie za wariatkę. Obchodzi was tylko wasza przyjaciółka.
Dziewczyna odwróciła się na pięcie i pobiegła w las, nie bacząc na wołania egzorcystów. Abigail podjęła decyzję od razu.
– Znajdę ją. Wy idźcie przeszukać dom.
Zanim którekolwiek jej odpowiedziało, pobiegła za Madlein. Mia spojrzała na towarzysza, który skinął głową. Musieli zaufać rudowłosej, nie jest już małą dziewczynką, a pełnoprawną egzorcystką, która jak oni ma do wykonania swoją misję. Niańczenie jej niczego nie zmieni.
W domu się rozdzielili. Mia poszła przeszukać ponownie górę, zaś Marie został na dole. Poprzednio nie znaleźli śladu, który wskazywałby, że dom ma piwnicę, lecz teraz postanowił jej poszukać. Sprawdzenie tego pomieszczenia mogło rozwiać ich wątpliwości.
Kilka chwil później z góry usłyszał krzyk należący do Mii. Bez wahania wbiegł na piętro, wołając dziewczynę. Nie odpowiedziała mu, a on nie znalazł po niej śladu.
– Najpierw Miranda, teraz Mia – westchnął.
Sprawa wyglądała naprawdę źle. Prawdopodobnie wraz z Abigail będzie musiał się wycofać i poprosić Komuiego o wsparcie. Ale czy aby na pewno to dobry pomysł? Najpierw zaginęli poszukiwacze, którzy mieli im podać szczegóły, a teraz dwie egzorcystki. Czy powinni jeszcze kogoś narażać na nieznane niebezpieczeństwo? Nadal nie wiedział, co tu się właściwie wyprawia. Nie mogli jednak zostawić kobiet bez pomocy. Egzorcystów było za mało na taki, wątpliwy zresztą, luksus. I tak źle, i tak niedobrze, nieważne, co postanowi.
Abigail biegła za Madlein, chcąc jak najszybciej dołączyć do przyjaciół. Jednak nie mogła zostawić tej przerażonej dziewczyny. Czy widziała w niej siebie sprzed Zakonu? Możliwe. Ważniejsze jednak było to, że czuła się za nią odpowiedzialna. Marie powierzył jej to zadanie i zamierzała je wypełnić do końca. Może się z tym nie zgadzała i uważała to za wykluczenie najmłodszego członka drużyny, ale zamierzała pokazać, że można jej ufać i powierzać ważniejsze funkcje.
W końcu złapała niebieskooką za łokieć i pociągnęła do siebie, żeby ją zatrzymać. Miała lepszą kondycję niż ona, nie dyszała tak po biegu, co pokazało jej, że mistrzyni miała rację z tym wszechstronnym treningiem. Zwłaszcza, że innocence Abigail nie było zbyt ofensywne.
– Madlein, dokąd ty biegniesz? – zapytała. – Nie powinnyśmy się tak oddalać od reszty – ofukała ją.
– Ale ja tam nie chcę wracać.
– Z Mariem i Mią jesteśmy bezpieczne.
– Nie musisz za mną ganiać – odparła Madlein. – Wiem, że tego nie chciałaś.
– To nie ma nic do rzeczy. Chodź, wracamy.
Pociągnęła ją za rękę, ale dziewczyna się nie poruszyła. Gdy Abigail ponownie na nią spojrzała, trzymała w ręce nóż, którym zamachnęła się na egzorcystkę z wprawą godną rzeźnika. Francuzka w ostatniej chwili odskoczyła, wytrzeszczając oczy na czarnowłosą. Zupełnie tego nie rozumiała.
– Zaskoczona? – zapytała Madlein.
– To była gra?
– Jestem dobrą aktorką.
Abigail puściła się biegiem w drogę powrotną. Musiała ostrzec towarzyszy przed niebezpieczeństwem, poza tym nie miała, jak się bronić przed napastniczką. W tym przypadku jej innocence było kompletnie bezużyteczne, nie zdążyłaby spisać nawet słowa, nim nóż rozerwałby jej ciało.
– Mia! Marie! – krzyczała.
Wbiegła do opuszczonego domu, szukając przyjaciół. Wiedziała, że Madlein podąża za nią i to ją przerażało. Strach przed akumami przekuwała w siłę do walki, tu nie było tak łatwo. Zdążyła już zapomnieć, jakie to uczucie stanąć oko w oko z człowiekiem pałającym żądzą krwi.
Nikt jej nie odpowiedział. W popłochu szukała ich śladu, lecz nic nie znalazła. Pobiegła na górę i weszła do jednego z pokoi. Potrzebowała jakiegoś planu, żeby móc ocalić własne życie i znaleźć przyjaciół. Rozejrzała się. Nic tu nie było prócz stolika, na którym stała makieta domu. Nic, co mogłoby jej pomóc w walce. Wyciągnęła więc długopis i zaczęła pisać po podłodze.
Nie spisała zbyt wielu słów, gdy Madlein weszła do pomieszczenia. Złapała Francuzkę za włosy i brutalnie pociągnęła do tyłu.
– Nie będzie pisania – zaśmiała się.
Innocence nie zadziałało, gdy opis nie został skończony. Po prostu wypadło z dłoni przerażonej Abigail, która poczuła łzy bólu w kącikach oczu.
– Czemu to robisz? – zapytała.
– Bo lubię. Jestem Aniołem Śmierci, a Schronienie musi mnie słuchać.
– Schronienie? – powtórzyła za nią.
Dobrze pamiętała ostatnie zdanie z poprzedniego użycia innocence. Teraz wiedziała, że niebezpieczeństwem była ta dziewczyna. Szkoda tylko, że tak późno to zrozumiała.
– Ten dom – wyjaśniła Madlein. – Jest magiczny. Należy do mnie.
– Wcale nie należy – usłyszały od progu pokoju.
Stał tam ciemnowłosy mężczyzna w podróżnym płaszczu i z torbą przewieszoną przez ramię. Wyglądał zupełnie przeciętnie.
– Schronienie to wędrujący dom, który pojawia się tam, gdzie ktoś potrzebuje schronienia – kontynuował spokojnie. – Jego moc nie należy do ciebie.
– Należy! – wrzasnęła dziewczyna.
Puściła Abigail i wymierzyła nożem w mężczyznę, który nie przejął się tym zupełnie.
– Ciebie zabiję pierwszego. Jestem Aniołem Śmierci.
– Nie jesteś – powiedziała Abigail.
Madlein spojrzała na nią ze złością. Francuzka zdążyła odsunąć się od napastniczki i teraz podnosiła się na lekko drżących nogach, kontynuując:
– Jesteś tylko rozpuszczonym bachorem, któremu się wydaje, że może bezkarnie zabijać. Schronienie nie musi cię słuchać. Nigdy nie musiało.
– Jestem Aniołem Śmierci! – wrzasnęła Madlein. – To moja moc! Nie oddam jej nikomu! Zabiję was oboje!
Zanim się jednak poruszyła, nóż wbił się w jej ciało. Przez moment Abigail myślała, że to sprawka tego mężczyzny, lecz on nadal stał w progu. To ostrze, które Madlein trzymała w dłoni, poruszyło się, jakby miało własną wolę. Na ich oczach dziewczyna zamieniła się w kupkę popiołów.
– Uwolniłaś Schronienie od złej duszy – odezwał się ciemnowłosy.
– W zamian moi towarzysze gdzieś zniknęli – odparła. – Weszli tutaj, a teraz ich nie ma.
Obok mężczyzny przystanął stary kamerdyner i ukłonił się obojgu z szacunkiem, po czym gestem wskazał im wyjście.
– Powinniśmy za nim iść – powiedział ciemnowłosy.
Abigail kiwnęła niepewnie głową. Zabrała swoje innocence z podłogi i poszła za mężczyznami. Kamerdyner zaprowadził ich na dół do salonu, który teraz wyglądał już trochę porządniej niż poprzednio. I przede wszystkim byli tam pozostali egzorcyści, włączając w to Mirandę. Rudowłosa wtuliła się w nią mocno.
– Abigail, kto to jest? – zapytała Mia, wskazując na ciemnowłosego.
– Właśnie. Kim ty w ogóle jesteś? I skąd wiesz tyle o tym miejscu?
– Jestem Bibliotekarzem – odparł mężczyzna. – Zajmuję się takimi rzeczami, kiedy są związane z magią.
Egzorcyści mimo swego fachu nie do końca chcieli mu uwierzyć. Bibliotekarz, który szuka magicznych miejsc? Trochę to naciągane.
– Co tu się właściwie stało? – zapytał Marie.
– Schronienie to magiczny dom, który wędruje i pojawia się tam, gdzie ktoś potrzebuje schronienia. Kilkadziesiąt lat temu skorzystała z niego rodzina morderców i od tego czasu ślad po jednym i drugim zaginął – wyjaśnił Bibliotekarz. – Ta dziewczyna prawdopodobnie była ostatnią z nich i zmusiła Schronienie do uległości swoimi życzeniami. Stąd ten pomysł, że jest Aniołem Śmierci. Mam rację? – spojrzał na kamerdynera.
Ten skinął głową, potwierdzając wersję wydarzeń przedstawioną przez mężczyznę.
– To oznacza, że nasi poszukiwacze w rzeczywistości natknęli się na Schronienie i Madlein ich zabiła. To nie jest działanie innocence.
Kamerdyner pokręcił głową na domniemania Marie’ego. Teraz wszystko ułożyło się w spójną całość.
– Powinniśmy wracać – zauważyła Mia.
– Co się teraz stanie ze Schronieniem? – zapytała Abigail.
– Będzie nadal spełniać swoją funkcję – odparł Bibliotekarz.
Na zewnątrz czekała blondwłosa kobieta w typowo męskim ubraniu i z bardzo niezadowoloną miną.
– Flynn, miałeś nie iść beze mnie – powiedziała.
– Wybacz, Eve. Nie uwierzysz, to naprawdę Schronienie.
Blondynka nie podzielała jego optymizmu, ale to już nie była sprawa egzorcystów. Pożegnali się zarówno z nimi, jak i z opiekunem Schronienia, po czym ruszyli w drogę powrotną do własnego domu.

***

Vivian: Może ktoś z Was zorientował się, że dzisiaj gościmy trochę w realiach „Bibliotekarza”.
Laurie: Dokładniej to jednego z odcinków serii „Bibliotekarze”. Fajna przygoda, którą musiałam tu po prostu umieścić. Zresztą kto mi zabroni?
Arte: Mamy nadzieję, że ten rozdział rozjaśni Wam trochę ten ponury dzień. Wystarczy już aktów przemocy na tym padole łez.
Laurie: Do końca roku zostały dwa rozdziały. Pozdrawiamy i do następnego.

6 thoughts on “Otona ni narezuni Demo kodomo demo irarenai Toki mo arudarou

  1. Wiem! Wiem! I’m late. Kufa nie nadążam, jak często publikujesz? No i kurde nigdy nie pamietam zeby sprawdzić co było, potem nie pamiętałam juz nawet gdzie skonczylam i co juz czytałam a co nie… bo nie ogarniam temu menu z rozdziałami tutaj >.< Za skomplikowana machineria dla mnie. No, więc tak very sory, że tak bardzo komentuje, a tak chciałabym to juz nadrobić i być na bierząco, a nie tak czytać na wyrywki, to trudne, ale to nic, dam radę. Lubie tego bloga kurde, ale ostatnio nie nadążam z niczym prawie. Najblizsze 2 tygodnie mam tak zawalone, że o jaa, ale potem powinno byc lepiej. Nie, sama nie wierze ze bedzie lepiej. Tak to jest jak się zachciało dorabiać i chodzic na kurs oprócz nauki, eh… A jeszcze mam w planach niedlugo 3 blog, bo ja bez pisania nie egzystuje.
    Ale do sedna. Rozdział. No. Rozdział. Więc tak…
    Długi jak należy. To lubię.
    Poszyciu poszycie, zmienić, bo sie powtarza!
    Mari i Miranda! Yes Yes Yes! I love you za to i za ten motyw Polski wszędzie. Do cieplic kurwa szli ja pierdole❤
    Kim jest ta cała Abigail i dlaczego ma takie innocence jak moja Bris? Czy sobie nie zakodowałam, że się gdzieś przewinęła. Czytam w takich rzutach, że trochę gubię się w tych obcych mi imionach, gdybym czytała bardziej regularnie pewnie bym ogarniała T.T Chociaż moc tego innocence jest trochę inna jednak, ale długopis!
    Podejrzewałam, że to ta Madlein jest nie ten teges.
    A kamerdyner na pewno ma na imię Sebastian!
    Pozdrawiam

  2. laurie16 pisze:

    Co drugi tydzień, kochanie. Zwykle w sobotę, choć od nowego roku się to zmieni. Rozpiska jest pod menu, które jest naprawdę proste. Choć co ja wiem o blogerze w przeciwieństwie do wordpressa🙂
    Cieplice są w Czechach, o ile dobrze pamiętam z rozpiski tego rozdziału, ale dobra, to rzut beretem.
    Abigail już się wcześniej pojawiła. I nie wiedziałam, że Bris ma takie samo innocence jak ona. Coś mnie ominęło na „Behind”?
    Nie, nie nazywa się Sebastian. Won mi z tym demonem :D:D
    Pozdrawiam

    • Mniejsza o większosc, Polska sie tez przewijala, no na poprzednim blogu na pewno bo pamiętam, a cieplewice brzmią tak polsko. sie czepiasz. Znaczy wy jeszcze nie wiecie ze takie ma, ja wiem, ale to w sumie nie ma większego znaczenia bo sie wyrąbiscie rozni poza tym to nawet nie dlugopis a pióro, ale no wiesz.
      Kamerdyner to zawsze sebastian ewentualnie tanaka.

      • laurie16 pisze:

        Przewijała, bo Viv to pół Polka, ale dobrze, już się nie czepiam. Będę dziś dobrą autorką😀
        Z tym demonem już nie pracuję. Za dużo to kosztuje, żeby jeszcze jednego darmozjada utrzymywać🙂

  3. AnastiaWalker pisze:

    Nio hej~!
    Nareszcie nadrobiłam wszystkie posty! O mamuniu, ile mi to zajęło 0^0 no ale do rzeczy, do rzeczy.
    Ze względu iż to mój pierwszy komentarz tutaj, to nie skrzycz, jak za długi. :p
    Po pierwsze podoba mi sie to, ze dajesz w tytulach fragmenty piosenek :3 przewinęło się kilka moich ulubieńców (Skillet, Breaking Benjamin, Linkin Park ^^).
    Bardzo lubię Twoich bohaterów choć pewnie mam o nich mniejszą wiedzę niż inni (wybacz, że prequela nie przeczytałam T^T) jednak w tensposób jakoś ciekawie mi się czyta ^^ może dlatego, że odkrywam ich dopiero i ich zachowania są dla mnie zagadką. >.<
    No to tego… Vivian. Silna babka, zktórą lepiej niezadzierać, wie co robi w przeciwieństwie do moich damskich postaci, więc spory plusik. ^^ Nie mogę się doczekać, aż się z Kandą zejdzie! (Bo mam nadzieję, że tak się stanie!)
    Arte jest idealnym "zmiennikiem" dla Laviego xD wścibski bliski przyjaciel, który pomoże przy wszystkim (pewnie nawet rad by poudzielał co do nocnych wybryków xd). Lubię wampirki, więc nic dziwnego, że od razu przypadł mi do gustu. ^^
    Arsen… ani ziębi ani parzy dobrze, że jest, bo byłoby nudno c: poza tym… chętnie poczytałabym więcej o Isabel i reszcie paczki z "Szalonego Kruka". Arte i Vivian duet świetny, ale nie jedyny. :v
    Z nowych dla mnie egzorcystów to najbardziej polubiłam Kiri. Przyjazna, wesoła osóbka, pasująca do Bookmana w sam raz. Abigeil też lubię i przyznam, że bardzo fajny pomysł na Innocence.😀 Wredny Jens ma sojusznika… ich rozmowa przypomniała mi o pierwszej rozmowie Many i Aleksandra u mnie, już ja wiem czym sojusz sie kończy xd
    Widzę u tutaj mangi, anime różne, zazdroszczę umiejętności adaptacji ich do Twojego tworu (dajesz lekcje? ^-^)
    No cóż… "Bibliotekarza" się nie spodziewałam i tym razem intuicja mnie zawiodła, nie zgadłam, że to z Madlin było nie tak. Bardziej podejrzewałam jakiś rodzaj halucynacji~
    Ech, czy ja o niczym nie zapomniałam… no tak *facepalm* podstawowa gwardia. Niczego nie ujmę dobrze ich oddajesz. Brakuje mi trochę wesołej twarzy Allena, ale w jego obecnej sytuacji się nie dziwię. No, to to chyba już wszystko cx
    Och! Czy miałabyś coś przeciwko jeśli i u mnie od czasu do czasu pojawiłyby się rozmowy moich postaci? Nie ukrywam, że to bardzo fajny dodatek, a zewzględu na to że mi się spodobało to chciałabym tego przynajmniej spróbować. c: Zgodzisz się?

    Pozdrawiam
    (nowepokoleniedgm.blogspot.com)

    • laurie16 pisze:

      Witaj:)
      Lubimy długie komentarze, więc nie masz za co przepraszać. Logikę, sens i opinie również lubimy, choć niektórzy nie rozumieją znaczenia tych pojęć, ale nieistotne.
      Zamysł z piosenkami powstał jeszcze w czasie „Córki Jednego z Nich” i postanowiłam, że „Anioł Lucyfera” jako kontynuacja tej tradycji będzie hołdował. Na razie nieźle wychodzi. Co do samej „Córki…” to niekoniecznie musisz ją czytać, jeśli nie chcesz. Po to jest streszczenie w menu. Do tego AL działa jednak jako samodzielna opowieść, więc myślę, że większość rzeczy jest zrozumiała nawet dla kogoś, kto zna tylko tę opowieść (popraw mnie, jeśli się mylę, autor nigdy nie jest obiektywny).
      Cieszę się, że moje autorskie postacie się podobają. Na pewno pomyślę jeszcze o tym, aby więcej miejsca poświęcić pozostałym Cieniom w miarę możliwości. Postacie z oryginału staram się oddawać we właściwy sposób, choć to nie jest łatwe, gdy opowieść idzie swoim torem.
      Nie wiem, czy adaptacji poszczególnych rzeczy do własnej opowieści można kogoś nauczyć. To jest jednak temat na dłuższe rozważania, więc pozwolę sobie go pominąć. Ewentualnie możemy podyskutować o tym przed fb np. Tam odsyłam po takie rzeczy.
      Jak najbardziej nie widzę przeciwwskazań, żebyś u siebie zamieszczała tego typu dodatki. Sama zaadoptowałam je od kogoś, prawdopodobnie z historii Saiichi Fallenworld, a nie jest to jedyne miejsce, gdzie ten zabieg jest stosowany, więc tu nawet nie trzeba mojego pozwolenia🙂
      Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s