It’s so hard to find someone who cares about you, but it’s easy enough to find someone who looks down on you

Gdzieś w pobliżu kapała woda. Jednostajny dźwięk odmierzał czas, choć nie miała pewności co do długości odstępu pomiędzy jedną a drugą kroplą. Mimo to było to nawet pokrzepiające w tej upiornej ciszy i ciemności dookoła. Gdy jej oczy przyzwyczaiły się do warunków, dostrzegła wokół siebie kraty. Została zamknięta w klatce jak dzikie zwierzę. Czuła, że drętwieją jej ręce, zostały zbyt mocno skrępowane i obawiała się, czy nie stanie jej się z tego powodu krzywda.
Nie miała pojęcia, jak długo tu była. Zapewne kilka godzin, skoro organizm zaczyna domagać się uwagi. Powoli odtwarzała w pamięci zdarzenia sprzed porwania, próbując dojść do jakiś konkretnych wniosków.
Poszukiwacze wrócili późnym popołudniem. Nie wiedzieli dokładnie, kto sprzedaje dusze Milenijnemu, ale znali już konkretną sytuację w mieście. Po ostatnich zmianach niektórzy arystokraci stracili fortuny, poważanie i możliwość decydowania o losach mieszkańców. Byli z tego powodu dość niezadowoleni i to mogło ich nakłonić do układów z tak niebezpiecznymi istotami jak Milenijny Earl. Większość takich ludzi nie dbała o nic poza własnymi interesami. Nie było, co prawda dowodów, że rzeczywiście pomagają akumom, ale od tego można było zacząć zwłaszcza, że to tłumaczyło wynajęcie grupy zabójców przeciwko egzorcystom. Coś takiego jednak kosztuje.
Mieli zacząć sprawdzać listę podejrzanych, gdy zostali zaatakowani przez tych samych najemników co wcześniej. Tym razem było ich więcej przygotowanych na zaciekły opór ze strony egzorcystów. Walka trwała dobrą chwilę, gdy jeden z napastników chwycił Abbę i ogłuszył ją, nim zdołała przywołać Aurena walczącego u boku Kandy. Dalsze wydarzenia były dla dziewczynki zagadką, bo ocknęła się w tej ciemnej klatce.
Nie miała pewności, co stało się z jej towarzyszami. Nie wyczuwała obecności Aurena, co mogło oznaczać dwie rzeczy: albo był za daleko albo został zabity. Starała się wierzyć w to pierwsze, choć ta pustka była dla niej bolesna i przerażająca. Od zawsze byli razem, nigdzie się bez niego nie ruszała, a on czuwał nad jej bezpieczeństwem. Był jej aniołem stróżem, który zawsze wyciągał ją z kłopotów. Bez niego czuła się bezbronna i bezsilna. Była tylko małą dziewczynką bez specjalnych mocy czy umiejętności wojownika. Owszem, umiała walczyć, ale jej poziom nie przekraczał poziomu większości egzorcystów, więcej czasu poświęcała na rozwój więzi z Aurenem i podniesieniu synchronizacji innocence. Przecież głównie miała do czynienia z akumami. Jednak teraz to nie wystarczało.
Przyciągnęła do siebie kolana, próbując nie płakać. Bała się tego, co przyniosą kolejne godziny. Łzy płynęły cicho po jej policzkach, obawiała się łkać, żeby przypadkiem nie ściągnąć na siebie uwagi wroga. W tej chwili nie mogła nic zrobić, żeby się obronić. Musiała czekać na wsparcie. Kanda i reszta na pewno po nią przyjdą, potrzebowali tylko trochę czasu.
Nagle rozbłysło światło. Abba zmrużyła oczy podrażnione tak nagłą zmianą, z jej gardła wyrwał się cichy jęk. Usłyszała czyjeś kroki, obca sylwetka rzuciła na nią cień. Dopiero po chwili była w stanie przyjrzeć się przybyszowi. Tuż przy klatce stał mężczyzna około czterdziestoletni o wydatnym brzuchu, ciemnych włosach i szarych oczach odziany w dość drogie szaty. Na palcach miał sporo pierścieni świadczących o bogactwie. Uśmiechnął się krótko, po czym skrzywił.
– Za zapłakaną dostanę mniej – stwierdził.
– Kim jesteś? – zapytała zachrypniętym głosem.
– A czy to takie ważne, malutka dziewczynko? Nie powinnaś zadać ważniejszego pytania?
Wiedziała, o co mu chodzi. To była druga sprawa, o której nie miała pojęcia, choć domyślała się, co chciał od niej.
– Co ze mną zrobisz? – zapytała.
– Sprzedam. Wy, egzorcyści, tylko tu przeszkadzacie. Z mężczyznami zawsze jest problem – rozłożył ręce w geście bezradności. – Nie chcą się słuchać, trzeba ich do wszystkiego przymuszać. Marny interes. Nie to, co ty. Ile masz lat? Dwanaście?
Abba nie odpowiedziała zbyt przerażona perspektywą, o której mówił arystokrata. Wiedziała, że takie rzeczy się zdarzają, wychowywała się na ulicy, ale i tak nie była przygotowana, żeby uczestniczyć w czymś takim.
– Kilku kupców się znajdzie – dodał. – Na takie jak ty zawsze jest popyt.
– Dlaczego współpracujesz z Milenijnym Earlem? – zapytała.
– Chodzi o pieniądze. Zawsze chodzi jedynie o pieniądze. To tylko biznes.
Dziewczynka rzuciła mu lodowate spojrzenie. Nigdy nie szanowała takich ludzi, dbali tylko o własne dobro. Dla bogactwa i władzy potrafili poświęcić innych, a każdą przeszkodę bezlitośnie usunąć. Tak jak ich. Egzorcyści przeszkadzali mu w jego poczynaniach, więc kazał ich zabić, a ją porwać, aby mógł jeszcze na tym zarobić.
– Nie rób takiej strasznej miny – zaśmiał się. – To ci nie pomoże. Jesteś bezbronna. Im szybciej się z tym pogodzisz, tym lepiej dla ciebie.
Klasnął w dłonie. Chwilę później inny mężczyzna w stroju najemnika, lecz już bez maski, otworzył klatkę i wyszarpnął z niej dziewczynkę. Pociągnął ją przez długi korytarz, próbowała się szarpać, ale nie miała tyle siły, by uciec. Chcąc nie chcąc, musiała się podporządkować, przynajmniej dopóki nie zobaczy jakiejś szansy na ucieczkę.
Najemnik wprowadził ją do innego, jasno oświetlonego pomieszczenia, w którym znajdowali się już jacyś ludzie. Mężczyzna pchnął ją niedelikatnie na drewniany podest, żeby wszyscy mogli jej się przyjrzeć. Potknęła się i przewróciła na kolana, niemal od razu została boleśnie szarpnięta do góry i postawiona na nogi. Próbowała się cofnąć, lecz najemnik nie pozwolił jej na to.
– Nie bądź nieśmiała – zaśmiał się organizator całego wydarzenia. – Muszą cię ocenić, zanim zaczną licytować.
– Nie sądzę – odezwał się inny głos.
Abba spojrzała w kąt, skąd padły te słowa. W cieniu stał jakiś mężczyzna, widziała tylko elegancki garnitur, który leżał na nim nienagannie. Twarz jednak miał ukrytą.
– Żeby tak wykorzystywać małą dziewczynkę – dodał i wszedł w krąg świateł.
Jego włosy wpadały w dojrzały granat, przydługie końcówki zostały schludnie związane z tyłu. Niebieskie oczy odznaczały się na tle jego ciemnej karnacji, przyglądały się uważnie wszystkim zgromadzonym, wyraźnie zaskoczonym jego obecnością, aż zatrzymały się na Abbie. Uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Blondynka nie potrafiła tego wyjaśnić, ale poczuła, że temu człowiekowi może zaufać.
– Scorpio – prychnął arystokrata. – Co zamierzasz zdziałać sam?
– On nigdy nie jest sam.
Dużo bliżej stał inny mężczyzna o czarnych, krótkich włosach i brązowych oczach. Spojrzenie najbardziej przyciągała blizna na prawej stronie jego twarzy nadająca mu groźny wygląd. Bez dodatkowego słowa wyciągnął broń i zastrzelił najemnika stojącego niedaleko Abby. To rozpętało zamieszanie. Uczestnicy aukcji próbowali uciekać, krzyczeli ze strachu zupełnie nieprzygotowani na taki rozwój sytuacji. Dwaj nieznajomi nie mieli dla nich cienia litości. Zabijali kolejne osoby, nie chcąc wypuścić stąd kogokolwiek. Nikt nie miał z nimi szans, kule i noże wspomagały się, nie dając nikomu szansy.
Abba obserwowała to w zaskoczeniu i niezrozumieniu. Nie miała pojęcia, kim są ci ludzie i do czego to wszystko zmierza. Jeszcze przed chwilą uśmiech granatowłosego wzbudził jej zaufanie, teraz widziała, do czego jest zdolny. Z zimną krwią pozbawiał kolejne osoby życia z nieznanego jej powodu. Nie miała pewności, czy nie podzieli losu uczestników aukcji, ale na razie nic nie mogła zrobić. I tak nikt nie zwracał na nią uwagi, a wolała nie stanąć na linii ognia.
Niespodziewanie arystokrata złapał ją za włosy i pociągnął do siebie. Krzyknęła z bólu, oczy wypełniły jej się łzami, przez co ledwo widziała.
– Pójdziesz ze mną – warknął.
– Kevin, dziewczynka!
Uzbrojony brunet w kilku krokach dopadł organizatora całego zamieszania. Wolał nie strzelać, żeby nie zrobić krzywdy Abbie, na bliską odległość jednak już się nie powstrzymywał. Sprawnym ciosem uwolnił ją od ręki szarpiącej za włosy, po czym znokautował przeciwnika, lecz nie zabił. Przyłożył lufę do jego czoła.
– Demon – jęknął pokonany.
– Wydaje ci się – uśmiechnął się upiornie Kevin.
Scorpio również już skończył i podszedł do nich. Nadal wyglądał nienagannie mimo stoczonej walki. Uwolnił ręce Abby od sznura i pomógł jej wstać.
– W porządku? Nic ci nie zrobili? – zapytał.
– Nie. Dziękuję za pomoc – odparła, przyglądając mu się uważnie.
Od tego człowieka biła charyzma godna lidera i to ją odrobinę onieśmielało. Mimo to odwzajemniła uśmiech, którym została obdarzona, gdy usłyszał odpowiedź. Chyba jednak nie zamierzał robić jej krzywdy.
– To dobrze. Kevin, zmiana planów. I tak zapewne nic nam nie powiesz, co? – ostatnie skierował do arystokraty.
– Prędzej mnie piekło pochłonie – warknął zapytany.
Mimo to drżał ze strachu, nie próbował już walczyć z bronią przytkniętą do głowy. Scorpio westchnął na taką odpowiedź.
– Prędzej niż myślisz – odparł i zasłonił Abbie oczy. – Kobieta nie powinna patrzeć na takie rzeczy.
Padł pojedynczy strzał. Blondynka była świadoma, co się właśnie stało, ale nie zaoponowała, gdy po zabraniu ręki zobaczyła tylko granatowłosego. To nie było takie ważne.
– Kim jesteście? – zapytała.
– Ja jestem Scorpio, a to Kevin. Nie zrobimy ci krzywdy.
Dopiero teraz jej się przyjrzał. Delikatnie dotknął różanego krzyża na płaszczu.
– Egzorcystka – stwierdził.
– Znasz kogoś z nas?
– Taką jedną pyskatą – uśmiechnął się. – Przedstawisz się?
– Abba.
– Więc, Abbo, powinniśmy stąd już iść.
Kiwnęła głową i pozwoliła wyprowadzić się z podziemi. I tak nie miała większego wyboru, bo nie chciała się tu błąkać zwłaszcza po tym, co ci dwaj zrobili na dole. Nerwowo zerkała na Kevina, który szedł po jej lewej stronie, przez co widziała tę paskudną bliznę na jego twarzy. Przerażała ją, a z wiedzą, jak bezwzględny potrafi być, jej obawy były słuszne. Mogli chcieć ją jakoś wykorzystać, samo słowo, że znają kogoś z Zakonu, to za mało, żeby im zaufać. Wszystkie przychodzące jej do głowy scenariusze były jak najbardziej możliwe.
– Nie obawiaj się Kevina. Nie zrobi ci krzywdy – odezwał się Scorpio.
– Dlaczego powinnam ci wierzyć?
Zaśmiał się w odpowiedzi. Jego towarzysz również się uśmiechnął, choć Abba nie wiedziała, co w tym zabawnego. Zmrużyła oczy, patrząc na obu mężczyzn.
– To dobrze, że nie jesteś łatwowierna. To oznacza, że umiesz o siebie zadbać.
– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
– Wybacz. Kwestia tego, czy nam wierzysz czy nie, należy do ciebie, Abbo. Niemniej jednak nigdy nie traktowałem członków Czarnego Zakonu jak wrogów przez wzgląd na więzy łączące nas z Vivian Walker. Poznałaś ją kiedyś?
Blondynka zatrzymała się gwałtownie, spoglądając na Scorpio ze zdziwieniem. Tego się kompletnie nie spodziewała.
– Znałeś Vivian? – zapytała.
– Tak. Należała do naszej rodziny, nim odeszła na poszukiwanie swojego ojca chrzestnego, a potem dołączyła do Czarnego Zakonu. Spotkaliśmy ją ponownie dwa lata temu, gdy wraz z dwoma towarzyszami przybyła do Neapolu. Coś nie tak? – zapytał, widząc jej minę.
Abba pokręciła głową. Nie była pewna, czy powinna informować Scorpio o śmierci Vivian. Zasady Zakonu surowo zakazywały przekazywania takich wieści członkom rodziny zmarłych w obawie przed zamienieniem ich w akumy, a mężczyzna właśnie przyznał, że byli w jakiś sposób blisko.
– Moi przyjaciele pewnie mnie szukają – powiedziała tylko.
– Możesz się z nimi jakoś skontaktować?
– Niebezpośrednio.
– To chyba nie będzie konieczne – odezwał się Kevin.
Gdy wyszli z rezydencji zabitego arystokraty, zobaczyli grupkę zmierzającą w ich stronę. Abba wyczuła kontakt z Aurenem, który chwilę później wylądował na jej wyciągniętej ręce. Pogłaskała go po piórach, uspokajając, zanim kruk uznał Scorpio i Kevina za wrogów.
– Abba!
Dziewczynka puściła się biegiem w kierunku pozostałych egzorcystów i wpadła na Kandę, który tylko zdawał się nieporuszony całą tą sytuacją. Pogłaskał ją po rozczochranych włosach, po czym spojrzał na jej wybawicieli.
– Miło cię znowu zobaczyć, Yuu Kando – odezwał się Scorpio.
– Znasz ich? – zapytał Allen.
– To przyjaciele Vivian – odparła Abba. – Przynajmniej tak mówią.
– Mafia z Neapolu, do której Noah przez chwilę należała – wyjaśnił Japończyk.
– Mafia? – odezwał się Chaoji.
– Tak nas teraz nazywają – odpowiedział Scorpio. – Nie jesteśmy jednak waszymi wrogami. Vivian wie o tym najlepiej.
– Noah nie żyje.
Pogodny wyraz twarzy Scorpia ustąpił zadumie i smutkowi. Pokiwał głową wyraźnie poruszony.
– Rozumiem. To przykra wiadomość. Przyjmijcie nasze kondolencje.
– Szefie, czas na nas – odezwał się Kevin.
– Racja. Miło było was spotkać, egzorcyści. Uważaj na siebie, Abbo.
Dziewczynka pokiwała głową i obserwowała, jak mężczyźni odchodzą. Chciała ich zapytać o wiele rzeczy dotyczących zmarłej egzorcystki, lecz nie było na to czasu. Mogła się tylko domyślać historii, która się za tym kryła. Widziała jednak po ich minach, że Vivian była dla nich kimś bliskim. Może starali się zachować to dla siebie, ale nie ukryli tego w pełni.
– Wszystko z tobą w porządku? – zapytał Kanda.
– Tak, uratowali mnie. To tutaj mieszkał człowiek, który współpracował z Earlem.
Zrozumieli, że nie ma już tu dla nich nic do zrobienia. Z jakiegoś powodu Scorpio przyczynił się do ich sprawy, może chodziło o jakieś jego interesy, po które wyjechał z Neapolu. Tego się już nie dowiedzą.
Niedługo później wrócili do Londynu. W Parmie nie było już dla nich nic do roboty. Udało im się ustalić, że tylko ten jeden arystokrata układał się z Milenijnym, więc chwilowo szlak miał być wolny od akum. Oni zaś mogli odpocząć po misji w oczekiwaniu na kolejną.
Abba wyszła z Aurenem na zewnątrz. Potrzebowała przestrzeni i słońca po godzinach spędzonych w ciemnej klatce. Poza tym postanowiła odszukać Kandę, który wyszedł na trening jakąś godzinę wcześniej. Potrzebowała go teraz, choć mogło się wydawać, że w ogóle się nie przestraszyła. Na pytanie Komuiego o jej samopoczucie rzuciła tylko krótkie „w porządku” i wyglądało na to, że Kierownikowi to wystarczyło. Nie pytał o więcej. Czyżby umiała już tak dobrze kłamać i grać?
Japończyk trenował na jednej z polan, z których tylko on korzystał. Mało kto się tu zapuszczał, ta część lasu była umownie jego i nikt nie naruszał jego samotności bez powodu. Tak się po prostu utarło i tego nie zmieniali.
Początkowo zdawał się jej nie zauważać skupiony na kolejnych sekwencjach ciosów. Abba przyglądała się temu w milczeniu, trochę obawiając się zaburzyć ten rytm. Jak zawsze zresztą. Rozumiała, ile znaczy dla niego trening, to była część każdego dnia, którego nie spędzał na misji, pomagało później przetrwać kolejne starcia z wrogiem, przeć dalej pomimo wszystkiego, co czekało na drodze. Sprawiało, że stał się silny. Jej daleko było choćby do połowy jego siły, pewnie nigdy go nie doścignie.
– Czemu masz taką miną? – zapytał, wyrywając ją z zamyślenia.
– Nauczyłam się oszukiwać innych?
Spojrzał na nią uważniej zaskoczony pytaniem. Fakt, że on trochę inaczej na nią patrzył, byli bliżej, więc nie tak łatwo było jej ukrywać przed nim myśli i emocje. Dostrzegał różnice w jej zachowaniu wobec innych, ale nie uważał tego za coś niestosownego.
– Co masz na myśli?
– Nadal jestem przerażona, a nie przyznałam się do tego przed Komuim.
– Każdy radzi sobie na swój sposób z tym, co czuje. Jeśli ci to przeszkadza, idź do niego i powiedz mu, jak się czujesz naprawdę – odparł.
– Nie chcę.
Kanda westchnął. Rozumiał chyba lepiej od niej, co ma na myśli. Schował Mugen i podszedł do dziewczynki, patrząc jej w oczy.
– Więc znajdź kogoś, komu możesz powiedzieć, a jeśli nikt nie jest tego godny, znajdź własną samotnię, gdzie możesz dać temu upust.
Wtuliła się w niego. Wiedział, że była przerażona swoją sytuacją. Miała jedenaście lat, wciąż była dzieckiem, dziewczynką. Nie żyła w niewiedzy i chyba to sprawiało, że odczuwała mocniej wszystko, co ją spotykało. Czasami lepiej nie wiedzieć, żyć jak ignorant, ale spać spokojnie. Jednak oni nie mieli tego luksusu. Byli zbyt boleśnie świadomi mechanizmów rządzących tym światem.
– Nie zawsze musisz być dzielna – szepnął.
Pozwolił jej się wypłakać, nie mówiąc ani słowa. Dawno się z tym pogodził, że dla niej jest jedyną osobą, przed którą może pokazać wszystkie swe uczucia. Nie zawsze ją rozumiał, nie nadążał czasami za tokiem jej myślenia. Nie wiedział, jak ją pocieszyć w danym momencie, ale nie potrafił odepchnąć tej dziewczynki. Troszczył się o nią, jak umiał najlepiej i pozwalał jej na więcej niż innym. Może to dzięki niej jeszcze do reszty nie zwariował.
W końcu ucichła. Kanda odsunął się od niej i znalazł dwa w miarę proste kije. Jeden podał dziewczynce, która ocierała resztki łez.
– Koniec mazgajenia się – orzekł.
Trenowali do wieczora, nie zważając na nic dookoła. Kanda wyciągnął ze swej małej towarzyszki wszelkie niepotrzebne emocje i siły. Może nie była dla niego aż tak wymagającym przeciwnikiem, ale nie lekceważył jej. Musiała się nauczyć, jak ważne jest każde starcie, które na nią czeka. Nawet jeśli z nim ciągle przegrywa. Mimo to na jej twarz powrócił uśmiech i o to mu najbardziej chodziło. Dla innych mogła się zmieniać, dla niego nie. Nie pozwoli na to.
Zasnęła mu na rękach, gdy wracali do Kwatery Głównej. Tylko westchnął pod nosem i zaniósł ją do jej pokoju, nie chcąc obudzić. I tak miała sporo wrażeń jak na ostatnie godziny. Należy jej się odpoczynek.
– Dobra robota – usłyszał, gdy zamknął za sobą drzwi.
Pod ścianą stał Komui z kubkiem kawy. Uśmiechał się pod nosem.
– Zrobiłeś to specjalnie – mruknął Japończyk.
– Każdy ma kogoś, komu ufa i może powierzyć swe lęki.
– To problematyczne dziecko.
– Trudno znaleźć kogoś, komu naprawdę zależy. Nie powinniście rezygnować z tej więzi.
Kanda tylko prychnął i odszedł. Nie zamierzał głośno przyznawać Kierownikowi racji. To było niepotrzebne, a same słowa niewiele znaczą. Ważniejsze jednak, że Abbie już nic nie dolegało. Tylko to go obchodziło. Nic więcej.

***

Arte: No proszę, kto by się spodziewał w ostatnim rozdziale serii o egzorcystach byłego kochanka Vivian.
Vivian: Bardziej interesuje mnie, co oni tam robili.
Laurie: Mnie nie pytaj. Po prostu się tam pojawili. Już od dawna ta historia żyje swoim własnym życiem. Ja ją tylko spisuję.
Arte: Smutna to wieść, że to był ostatni rozdział w tym roku.
Vivian: Historii podstawowej. W Wigilię pojawi się „Baśń o Kolędzie”, zaś w Sylwestra „Noworoczny pojedynek”. Będzie się działo.
Arte: A po Nowym Roku wracamy do Ligi Cieni.
Vivian: Nie łudź się, nikt za tobą nie tęskni. Pozdrawiamy i do następnego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s