Baśń o Kolędzie

Było to wiele, wiele lat temu, gdy Boże Narodzenie nie wyglądało tak, jak je obchodzimy obecnie. Było raczej nieprzyjemnym, zimnym dniem nieróżniącym się praktycznie od pozostałych w roku. Owszem, ludzie świętowali, ale raczej poświęcali temu jedynie wieczór, przypominając sobie o narodzinach Zbawiciela.
To był dzień Wigilii. Dwoje dzieci kłóciło się zapamiętale o prezenty, przechodząc niedaleko wybrzeża. Było zimno, pochmurno i nieprzyjemnie. Jak zawsze o tej porze roku. Ciemnowłosy chłopiec szarpnął swą jasnowłosą towarzyszkę, po czym pchnął w najbliższą kałużę, głośno oznajmiając, że zwyciężył tę batalię.
Po chwili oboje poczuli zapach świątecznego, korzennego ciasta. W ich stronę szła postać o kobiecej sylwetce, długich, srebrzystych włosach, złotych oczach i w zwiewnej, białej szacie. Stanowczo za lekkiej na dzisiejszy dzień. Uśmiechnęła się do nich z łagodnością i życzliwością. Wyciągnęła rękę do dziewczynki i pomogła jej wstać. Dzieci patrzyły na nią jak urzeczone. Nigdy bowiem nie widziały tak pięknej istoty. Złość i smutek ustąpiły radości i spokojowi.
– Kim pani jest? – zapytał nieśmiało chłopiec.
Zwykle był odważny i temperamentny. Pierwszy atakował, ale teraz poczuł się onieśmielony wobec tej młodej kobiety, która patrzyła na nich z taką łagodnością.
– Kolędą – odpowiedziała czystym głosem. – Przyniosłam wam Boże Narodzenie.
Podała obojgu po kawałku ciasta pachnącego świętami. Przyjęli prezent i odwzajemnili uśmiech. Nie pamiętali już, o co się kłócili. Chłopiec wziął dziewczynkę za rękę i wspólnie pobiegli do domu, by opowiedzieć o spotkaniu z Kolędą opiekunom.
Nie zauważyli mijanych dwojga kochanków, którzy zarzucali się oskarżeniami. Zielone oczy młodej kobiety pełne były łez, którym nie pozwoliła spłynąć po zmarzniętych policzkach. Nie mogła uwierzyć, że partner wciąż ogląda się za innymi, jednocześnie twierdząc, że ją kocha. W jej sercu były smutek i żal.
– Zdradzasz mnie? – zapytała. – Tylko szczerze.
– Tylko taka idiotka jak ty może tak myśleć – warknął mężczyzna i nerwowo poprawił rudą czuprynę.
Spoliczkowała go i odbiegła. Nie zamierzał jej gonić, skoro sobie coś ubzdurała i nie chce dać sobie niczego wytłumaczyć. Zagniewany zamierzał stamtąd odejść i wrócić do domu, gdy w sercu poczuł ukłucie. Przecież ją kochał, była dla niego wszystkim, a teraz przez niego płakała, bo nie potrafił jej docenić. Pokazać, ile dla niego znaczy.
Kolęda stała tuż za nim. Gdy rudzielec zrozumiał swój błąd, pchnęła go w stronę zasmuconej partnerki. Pobiegł za kobietą i chwycił ją za ramię.
– Poczekaj! Przepraszam. Wybacz mi, proszę.
Spojrzała na niego zapłakanymi, zielonymi oczyma, w których pod żalem kryła się miłość. Z takim samym uczuciem on patrzył na nią.
– Jesteś takim głupkiem – powiedziała.
– Ale tylko twoim – odparł. – Daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę.
– Naprawdę głupkiem.
Wpadła mu w ramiona, płacząc, lecz tym razem ze szczęścia. Przytulił ją do siebie, obiecując sobie, że nigdy więcej nie pozwoli jej na łzy. Chyba, że te ze szczęścia.
Kolęda zostawiła ich samych i poszła dalej. Zajrzała w okno jednego z domów. Drzewko stało na środku częściowo ubrane, kilka bombek jednak rozbiło się o podłogę, pozostał po nich tylko kolorowy pył. Sprawczynią tego bałaganu była brązowowłosa kobieta zawstydzona swoim zachowaniem. Jak zwykle wszystko leciało jej z rąk i obawiała się, że tegoroczne drzewko nie zostanie w pełni ubrane.
Chwilę później dołączył do niej mężczyzna, który pomógł jej posprzątać. Przy okazji uspokoił kobietę, uśmiechając się łagodnie. To nie było nic złego. Najważniejsze, że są razem.
Kolęda uśmiechnęła się, czując zapach świątecznego ciasta, które zbyt długo stało w piecu. Obserwowała popłoch gospodyni, próbę ratunku wypieku, a potem śmiech obojga. O nich nie musiała się martwić.
Droga do miasteczka była dziś tłoczna, oblodzona i pełna kłótni. Każdy chciał, jak najszybciej dotrzeć do domu, nie zwracając uwagi na innych.
Dwóch młodzieńców zsiadło z koni, żeby rozwiązać problem pomiędzy sobą, co nieuchronnie prowadziło do walki. Przystojny brunet sięgnął nawet po miecz ze wściekłą miną. W jego sercu narastała niechęć do świętowania, najchętniej przespałby te świąteczne dni, ale nikt by mu na to nie pozwolił. Swoją złość zamierzał wyładować na chłopaku, który ośmielił się zwrócić mu uwagę. Do tego jeszcze ten przyciągający oko wygląd. Sam na początku nabrał się na to, że młodzieniec ma więcej lat – białe włosy dodawały mu wieku.
Kolęda przytuliła się do pleców bruneta i szepnęła mu do ucha:
– Ty też jesteś dobrym człowiekiem. Masz prawo z nimi być i cieszyć się Bożym Narodzeniem.
Ludzie dookoła zaczęli się uspokajać. Przepraszali się za kłótnie i obelgi, życzyli wesołych świąt i powoli podróż stawała się bardziej płynna.
Białowłosy chłopak wyciągnął rękę do bruneta, uśmiechając się niemrawo.
– Może też ruszymy dalej? – zaproponował.
Brunet westchnął ciężko. Naprawdę miał ochotę mu przyłożyć, ale raz mógł chyba zrobić wyjątek. Schował miecz i wsiadł na swojego konia, ignorując wyciągniętą rękę. Aż tyle nie zamierzał robić. Co to, to nie. Po chwili jednak spojrzał na białowłosego, który nadal stał w tym samym miejscu.
– Jedziesz czy nie? – rzucił, uśmiechając się kpiąco.
– Tak, jadę.
Kolęda odwiedziła niemal każdy zakątek miasteczka. Wszędzie tam kłótnie i konflikty znikały bezpowrotnie, ludzie uśmiechali się do siebie i czuli się lepiej. W powietrzu unosiły się zapachy związane ze świętami: wyjątkowych dań, aromatycznych ciast, choinki. Mimo chłodu czuć było ciepło.
Wieczorem wszyscy wyszli na rynek miasta wiedzeni jakimś impulsem. Przy szopce i choince obleczonej w ozdoby przystanęła Kolęda. Jej biała szata skrzyła się srebrzystym blaskiem, włosy rozwiewał delikatny podmuch zimowego wiatru. Uśmiechała się łagodnie do wszystkich i każdego z osobna. Nikt nie był dzisiaj sam, nikt nie czuł samotności odrzucenia. Kolęda lśniła, słysząc pozdrowienia i wypowiadane życzenia. Otworzyła usta i zaczęła śpiewać.
Na ciemnym niebie zapłonęła pierwsza gwiazda, która według opowieści oznaczała nadejście Bożego Narodzenia. W tym momencie zaczął padać śnieg. Spływał łagodnie z góry, okrywając białą kołderką miasteczko i jego mieszkańców. To była magiczna noc. Następnego dnia nikt nie potrafił znaleźć ani opisać Kolędy. Pamiętano jednak jej obietnicę: „Wrócę tu za rok”.

Egzorcyści milczeli jeszcze przez chwilę, gdy Tiedoll umilkł. Byli oczarowani historią, której Abba tak się domagała od kilku dni, gdy tylko usłyszała, że generał przywiózł ze sobą nową opowieść. Teraz patrzyła na niego zachwycona.
– Piękna historia, generale – odezwał się Komui.
– Tylko nierealna – mruknął pod nosem Kanda, choć wszyscy go słyszeli.
– W każdej opowieści jest ziarno prawdy – odparł Tiedoll. – Nawet nie spodziewasz się, jak dużo czasami, Yuu.
– Nie psuj świąt – dołączyła do niego Abba.
– Niech wam będzie – prychnął na odczepnego Kanda.
Wszyscy wybuchli śmiechem. Wiedzieli, że Japończyk na niemal wszystko przybiera cierpiętniczą minę, ale nawet dla niego te świąteczne chwile są cenne. Nigdy by się jednak do tego nie przyznał. Taki już był.
Dzień Bożego Narodzenia był dla nich dniem odpoczynku i zabawy. Byli rodziną, choć dziwną i specyficzną, ale jedyną, jaką teraz mieli, a w święta nikt nie powinien być sam. Kolęda nigdy by na to nie pozwoliła.

***

Arte: Nastały święta. Śniegu w tym roku brak.
Laurie: Jest za ciepło na śnieg.
Vivian: Wyjątkowo nie robisz z tego tragedii.
Laurie: Z aurą nie wygrasz. Tak jak z kilkoma innymi wkurzającymi rzeczami, ale trudno. Nie o to przecież chodzi, żeby się denerwować zwłaszcza w taki dzień jak dziś.
Abba: Racja.
Laurie: Z okazji Świąt Bożego Narodzenia wszystkim naszym kochanym czytelnikom życzymy…
Vivian: Ciepła i rodzinności…
Arte: Pachnącej choinki wraz z podarunkami od gwiazdki…
Allen: Pysznych grzybów, barszczy, ryb, pierogów…
Abba: Aromatycznych ciast…
Lavi: Jemioły z ukochaną osobą…
Hikari: I wszystkiego, czego jeszcze sobie życzycie.
Laurie: Niech te najbliższe dni przyniosą same dobre wspomnienia i odpoczynek, na który zasługujecie. Wesołych Świąt, kochani!!

One thought on “Baśń o Kolędzie

  1. prz_ pisze:

    Już się bałem, że będzie to odcinek kompletnie niezwiązany ze światem Vivian, ale na szczęście końcówka uratowała ciągłość tematyczną🙂 Dobrze, że chociaż przez chwilę odcinki pojawiają się znów co tydzień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s