Noworoczny pojedynek

Sylwestrowa noc trwała w pełni. Berlin nadal żył, choć zwykle o tej porze czuwał jedynie półświatek i margines społeczny. Ludzie wychodzili na ulice, żeby zająć najlepsze miejsca przed pokazem sztucznych ogni. Niektórzy wypili zbyt dużo i chwiali się na nogach, kilka osób próbowało się awanturować, lecz zostały szybko uciszone.
Nie inaczej było w „Szalonym Kruku”. Cienie, które pozostały w Berlinie, tę noc spędzały w barze, wspólnie świętując przeżycie kolejnego roku. Hans zawsze miał przygotowane atrakcje na taką okazję. O ile Boże Narodzenie było bardziej uroczyste, to dziś pozwalali sobie na odrobinę szaleństwa.
Vivian wyszła właśnie spod prysznica, który wzięła po zbliżeniu z Akirą. Tego potrzebowała i miała gdzieś śmiechy Arte czy niezadowolone pomruki Isabel, że powinna Sylwestra spędzić z nimi nie zaś z kochankiem. Może nie rozumieli.
Minął kolejny rok walki, wylanej krwi, potu, zrośniętych blizn, porażek, sukcesów. Przeżyła, choć czasami nie było łatwo. Przetrwała do kolejnego Sylwestra, żyła. To powinno napawać ją radością, a czuła jedynie nostalgię i jakiś smutek. Nawet Akira tego nie ukoił, choć miała nadzieję, że tak się właśnie stanie. Teraz patrzyła na siebie w odbiciu i sunęła opuszkami palców po prawie niewidocznych bliznach.
– W porządku? – usłyszała.
Spojrzała na Akirę stojącego w drzwiach i uśmiechnęła się uspokajająco.
– Tak, chwila refleksji.
Chłopak podszedł i przytulił się do jej pleców. Nie chciał, by była smutna w taką noc, a nie mógł zapytać o powody. Zresztą domyślał się ich. To nie tylko praca Cienia, przeznaczenie związane z Aniołem Lucyfera, o którym słyszał, ale też mężczyzna, którego tak rozpaczliwie wzywała, gdy była z nim.
– Przetrwałaś to wszystko – wyszeptała. – Nie czas na smutek, lecz radość. Nie patrz wstecz, lecz naprzód. Możesz wszystko.
– Czasami nie jestem tego pewna – przyznała.
Dłonie Akiry powoli przesunęły się po jej ciele, pobudzając ją na nowo. Poddała mu się, odchylając głowę i układając ją na jego ramieniu. Chciała tylko czuć tak jak teraz. Zapomnieć i nie przypominać sobie przez kolejne godziny.
– Może byście już skończyli te podchody? – usłyszeli. – Potem będziecie świntuszyć.
W drzwiach stał Arte z szerokim uśmiechem na ustach i rozbawionymi błyskami w oczach. Uchylił się przed ręcznikiem, którym rzuciła w niego oburzona Vivian.
– Czyś ty się w buszu chował, durny wampirze? – warknęła. – Puka się.
– Pukałem – wzruszył ramionami. – Susz się i ubieraj. Idziemy na rynek.
– Po co?
– Jak to po co? Przywitać Nowy Rok. Już, jazda.
– Nie rozkazuj mi.
– Masz kwadrans. Inaczej wyniosę cię tak, jak stoisz – oznajmił i wyszedł.
Vivian poczuła nutę wściekłości. Arte zawsze wiedział, kiedy wpaść i zepsuć wszystkie jej plany. Pozostanie w łóżku z Akirą nie było złym pomysłem, ale wiedziała, że wampir spełni obietnicę. Jak już sobie coś postanowił, trudno było go od tego odwieść.
– A miało być tak miło – westchnęła.
– Myślę, że pan Arte również chce miło spędzić z tobą czas.
– Pewnie masz rację. Nie siedź sam – pocałowała go w policzek.
– Nie będę – obiecał.
Dziesięć minut później Vivian zeszła do głównej sali, gdzie czekała na nią reszta towarzystwa. Tylko Arte wyglądał na trzeźwego, ale jako wampir mógł wypić naprawdę sporo. Isabel i Mirabel podtrzymywały się czerwone od alkoholu, ale bardzo zadowolone z życia. Inni byli w różnym stanie trzeźwości, lecz dziś nikt ich nie zamierzał z tego rozliczać.
– Zeszła – powiedziała śpiewnie Wiedźma. – Kocha nas.
– Oczywiście, że was kocham – zaśmiała się Vivian. – Nie kocham tylko Arte.
– Dlaczego? – zapytał z oburzeniem.
– Bo kto by kochał takiego durnego, starego wampira? – uśmiechnęła się wrednie.
– Nie jestem stary – mruknął.
– Jesteś, jesteś. To co? Idziemy?
Rozbawiona grupa Cieni uzbrojona w butelki najlepszego szampana ruszyła w kierunku dość tłocznego rynku. Jednak nie weszli pomiędzy tłum. Arte poprowadził ich do jednego z budynków, aby mogli wejść na dach. W ich stanie mogło to być odrobinę ryzykowne, lecz nawet pod wpływem alkoholu jakoś utrzymywali równowagę potrzebną do tak karkołomnego wyczynu.
Noc była mroźna, ale bezchmurna. Oddechy zamierzały się w białe obłoczki pary, mróz szczypał w policzki, lecz to nie miało znaczenia w obliczu wydarzenia, które właśnie miało miejsce. Stary rok odchodził do przeszłości, nowy przynosił tajemnice i wyzwania, których należało się podjąć.
– 10… 9… 8… 7… 6… 5… 4… 3… 2… 1!
Strzeliły korki od szampana, a niebo rozbłysło jaskrawymi kolorami. Huk fajerwerków zagłuszył nieco składane życzenia, kolorowe błyski fascynowały i wzbudzały zachwyt. Nikt dziś nie był smutny, wszyscy się uśmiechali, a gorzki smak szampana znaczył usta świętujących.
Cienie zaczęły śpiewać jakąś głupią piosenkę usłyszaną gdzieś po drodze. Przekręcali słowa, lecz nikt się tym nie przejmował. Ważna była dobra zabawa, która miała przegonić nadchodzące smutki.
Vivian spoglądała na sztuczne ognie, uśmiechając się z lekką nostalgią. Życzyła sobie, aby ten rok był spokojny i dobry, choć wiedziała, że to nie jest takie proste. Wiele mogło się zdarzyć i była tego boleśnie świadoma. Takie jednak było jej życie. Życia Anioła Lucyfera.
– Ty – usłyszała niespodziewanie.
Odwróciła spojrzenie. Przed nią stał dumnie wyprostowany Arsen z wyciągniętym w jej stronę palcem wskazującym. Nawet nie wiedziała, że z nimi poszedł, bo najnormalniej w świecie nie zwracała na niego uwagi. Te jego ataki napędzane ślepą nienawiścią do egzorcystów zrobiły się już nudne.
– Ja? – zapytała.
– Wyzywam cię na pojedynek – powiedział głośno.
Pijacka pieśń została urwana i wszyscy spojrzeli na ich dwójkę.
– Chyba nie chcecie się dzisiaj bić? – zapytała z oburzeniem Isabel. – Jest Nowy Rok. Powinniśmy się bawić.
– Mamy nieskończoną sprawę – oznajmił poważnie Arsen.
– Ach tak? – Vivian uniosła brew. – Naprawdę chcesz oberwać w Nowy Rok?
– Twierdzisz, że mnie pokonasz? – zadrwił.
– Nie twierdzę, ja to wiem.
– Odbędziecie pojedynek – Arte wszedł pomiędzy nich – ale na noworocznych zasadach.
Przez grupę przeszedł szmer aprobaty. Wampir wyszczerzył zęby w zadowoleniu.
– To znaczy? – zapytała Vivian.
Nie znała jeszcze wszystkich obyczajów Cieni. W czasie szkolenia najważniejsza była sfera walki, ochrony własnego zdrowia i wszystko, co się z tym wiązało. Oprócz tego członkowie Ligi mieli swoje zwyczaje, które pojawiały się w ich życiu jako grupy.
– Zobaczysz. Wracamy do „Szalonego Kruka”.
– Arte, wyjaśnij mi – zażądała.
Wampir jednak zignorował jej słowa i poprowadził grupę z powrotem. Pokręciła tylko głową. Nie lubiła niewiedzy, kiedy wszyscy dookoła zdawali się wiedzieć, o co chodzi. To było irytujące.
– Hans, urządzamy pojedynek – ogłosił Arte, gdy tylko weszli do baru.
Jeden ze stołów został uprzątnięty ze wszystkiego włącznie z serwetką, która na nim leżała. Po chwili pojawiły się na nim puste kieliszki do wódki. Wtedy też Vivian zrozumiała, co mieli na myśli. Powiesiła płaszcz na wieszaku i zbliżyła się do stołu.
– Siadać – polecił Arte. – Muszę wam wyjaśniać, na czym rzecz polega?
– Nie – odpowiedzieli jednocześnie.
– To świetnie. Hans, butelki.
Ustawił dwa rządki po pięć kieliszków i napełnił je wódką. Vivian uniosła brew, spoglądając na niego.
– No co? Zaczynamy bez szaleństw – powiedział.
– Zdajesz sobie sprawę, że to jednostronne? – zapytała.
– Nie jest to takie jednoznaczne – wyszczerzył się do niej. – Zaczynajcie.
Pierwsze pięć kieliszków obojgu poszło gładko, kolejna porcja również. Czas mijał, szkła na stole przybywało, a oni nadal wydawali się trzeźwi. Za ich plecami obstawiano zakłady, choć trudno było powiedzieć, kto zwycięży w tym pojedynku.
Po kolejnym kieliszku na policzkach Arsena pojawiły się pijackie rumieńce. Siedział jednak wyprostowany i wyzywająco spoglądał na Vivian.
– Twardy z ciebie zawodnik – powiedziała.
– Również nieźle sobie radzisz.
– Ciężko upić kogoś takiego jak ja.
– Tu wszyscy mają coś z demona, a to nie jest zwykła wódka.
– Co masz na myśli?
– Jest specjalnie przygotowana na taką okazję. Nawet nie zauważysz, gdy uderzy ci do głowy.
– Jest ryzyko, jest zabawa – uśmiechnęła się.
Normalni ludzie już leżeliby pod stołem, a oni nadal wypijali kolejne porcje. Vivian musiała przyznać Arsenowi rację, alkohol zaczął na nią oddziaływać, gdy była pewna, że jest jeszcze na to za wcześnie. Zresztą przeciwnik też zwolnił tempo picia. Zbliżali się do rozstrzygnięcia.
– Macie już dość? – zapytał Arte. – Zawsze możemy ogłosić remis.
– Po moim trupie – syknęła Vivian. – Lej.
– Arsen?
– Nie dam jej tej satysfakcji.
– Jak chcecie.
Wampir rozlał kolejne porcje i rozsunął je dla każdego z osobna. Zmierzyli się spojrzeniem, po czym sięgnęli po kieliszki. Robili jednak coraz dłuższe przerwy pomiędzy porcjami.
Arsen wypił przedostatni kieliszek i wypuścił szkło z ręki, po czym padł na stół bez życia. Nie było szansy, żeby dopił. Spojrzenia obecnych przeniosły się na Vivian, która jeszcze zwlekała.
– Pijesz? – zapytał Arte.
Przełknęła z trudem tę porcję i odchyliła się na krześle. Oddychała miarowo, jakby zbierała siły na ostatni kieliszek. Nawet wzięła szkło do ręki, ale odstawiła je z nietkniętym alkoholem.
– Dość – mruknęła.
Osunęła się na tyle niespodziewanie, że Arte ledwo zdążył ją złapać przed zderzeniem z ziemią.
– No to mamy remis – orzekł.

***

Arte: Szczęśliwego Nowego Roku!
Vivian: Nie pijcie za dużo, uważajcie na siebie i spędźcie tę noc w taki sposób, który da Wam najwięcej satysfakcji.
Laurie: Zaś Nowy Rok niech przyniesie Wam jedynie sukcesy i spełnienie wszelkich postanowień.
Vivian: My zaś czekamy na Was 8 stycznia z nowym rozdziałem. Do Siego Roku!

One thought on “Noworoczny pojedynek

  1. fanka12 pisze:

    brakowało mi tej parki a zwłaszcza tego STAREGO wampirka :)))))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s