Kagayaku shiroi sekai no naka ni Tsubasa wo hirogeta kimi ga iru Demo sono tsubasa wa kuroku omoku Unmei ni kimi wa oshitsubusaresou

Obcy ściągnął kaptur, ukazując swoje oblicze. Długie, jasne włosy miał związane aksamitną wstążką, kuc opadł mu na lewe ramię. Jasnozielone oczy patrzyły na Vivian ze spokojem i mądrością wieków doświadczeń. Twarz miał nieludzko przystojną i nawet egzorcystka poczuła się zmieszana, co dawno jej się nie przydarzyło.
– Nie chcę wam zagrozić – odezwał się znowu.
Vivian go poznała. Pamiętała tę twarz, choć nie sądziła, że kiedykolwiek go spotka.
– Jesteś Chris von Haleim – powiedziała, odsłaniając własne oblicze.
Katanę schowała. Nie była jej już potrzebna. Wiedziała, że wampirzy hrabia nie stanowi dla niej zagrożenia, zaś młody wampir za nią za bardzo się obawia, żeby zaatakować.
– Spotkaliśmy się już, Łowczyni? – zapytał zaskoczony Chris.
– Nie, to nasze pierwsze spotkanie. Znam jednak Arte i od niego wiem, kim jesteś.
– Wobec tego musicie być bliskimi przyjaciółmi. Arte był raczej dość skryty. Rozumiem, że wiesz również, dlaczego przybyłem.
– Chcesz ułaskawienia dla tego tutaj – wskazała na młodego wampira.
– Owszem. Został skrzywdzony i pragnę dać mu drugą szansę.
– Sama nie mogę zmienić wyroku. Muszę skontaktować się z przełożonymi.
– Oczywiście. Nie narażałbym cię na gniew Rady Starszych. Kilometr na wschód jest opuszczony młyn. Tam poczekamy. Czy może tak być?
– Tak, znajdę was.
Wróciła pomiędzy zabudowania zaskoczona takim przebiegiem wydarzeń. Chris musiał być w pobliżu, a jednak nie wyczuła jego obecności. To chyba kwestia doświadczenia. Według tego, co wiedziała, miał setki lat, może nawet tysiące. Do tego współpracował z Ligą niemal od początku jej istnienia. Nie był bezwzględną bestią ani okrutnym łowcą, panował nad swoimi instynktami i wychowywał inne wampiry według zasad, które sam wyznawał.
Jaka była szansa, że kiedykolwiek go spotka? Chyba niezbyt wielka. Zwykle zajmowała się demonami, to był wyjątek. Niekoniecznie musiała na niego trafić. W ilu innych miejscach mógł być w tym momencie? Co to mogło znaczyć? Nie był to przecież przypadek. Doskonale wiedział, czego chciał w tym miejscu.
Poczuła niepokój. Coś było nie tak. Chris pojawił się tu po tego młodego wampira, ale nie on go przemienił. Brakowało historii przemiany. Co jeśli ten inny wampir nadal jest w pobliżu, ale ukrywa swoją obecność? Kim jest? Czy nie będzie chciał tego powtórzyć? Jaki ma w tym cel?
Zgodę na uniewinnienie młodego wampira dostała bez problemów. Słowo Chrisa von Haleima wystarczyło, aby Rada miała pewność, że cel Vivian nie będzie już nikomu uprzykrzać życia. Tu zadanie się kończyło. Do kobiety należało jedynie przekazanie decyzji i mogła ruszać w drogę powrotną do Berlina. Na razie nie było dla niej nowego zadania.
Wyglądało na to, że właściciel gospody jest wielce zadowolony z jej wyjazdu, choć został obudzony w środku nocy. Początkowo rzucił horrendalną ceną, której jednak Vivian nie zamierzała płacić za to, co dostała. Na blat rzuciła połowę z tego, choć nadal twierdziła, że to zbyt dużo. Nie zamierzała jednak niepotrzebnie się wykłócać, co zabrałoby dodatkowy czas. Jedno jej groźne spojrzenie i mężczyźnie też odechciało się dyskusji. Zapewne bał się, że Vivian rzuci na niego jakiś urok. Na przykład zamieni go w żabę. Aż się uśmiechnęła rozbawiona na tę myśl.
Nie miała problemów ze znalezieniem opuszczonego młyna. Aura wampirów znacznie jej to ułatwiła, choć wierzchowiec był najwyraźniej innego zdania, bo z każdym krokiem szedł oporniej i głośniej wyrażał swoje niezadowolenie. Nie pomagały żadne próby uspokojenia zwierzęcia. Trudno się dziwić, wampir był zagrożeniem dla wszystkiego co żywe. Mieszkańcy lasu pochowali się bądź zmienili miejsce przebywania, a ona chciała iść prosto do jaskini lwa.
Budynek był zarośnięty, okna miał wybite, drzwi nie do końca się zamykały. W dachu brakowało wielu dachówek. Marne to schronienie, choć czasami lepsze niż nic. W ciemnościach nocy to miejsce było łatwe do przeoczenia, las kończył się dopiero nad brzegiem rzeczki. Młyn jakby wdzierał się pomiędzy drzewa, jak gdyby lepsze miejsce nie znajdowało się po drugiej stronie cieku.
Vivian uwiązała konia do jednego z drzew kilka metrów od budynku, do którego uparte zwierzę za nic nie chciało się zbliżyć. Pogłaskała wierzchowca po chrapach, po czym ruszyła do drzwi, w której ukazała się postać Chrisa. Nie była zdziwiona. Z pewnością wyczuł jej nadejście, a głośne zachowanie konia również było łatwe do usłyszenia.
– Gdzie młody? – zapytała.
– Śpi. To mu zrobi lepiej niż spotkanie z Cieniem pełnym świeżej krwi.
– Rozumiem. Rada Starszych zaakceptowała twoją prośbę. Możesz zrobić z nim, co chcesz.
– Dziękuję. Nie będzie już sprawiać problemów.
– Wierzę. Niepokoi mnie tylko sposób, w jaki do tego doszło – odparła.
– Ten biedak natknął się na wampira, który z przyjemnością przemienia ludzi i obserwuje, jak się miotają ogarnięci czystym instynktem.
– On tu jest? – zapytała, rozglądając się nerwowo.
Jej niepokój wzrósł, gdy potwierdziła swoje obawy. Niewidoczny wróg mógł uderzyć w każdej chwili, a to niosło dodatkowe ryzyko. Do starcia z potężnym przeciwnikiem należało się przygotować.
– Już nie. Sigurd nie chce konfrontacji ze mną. Dostał już to, po co przyszedł, choć podejrzewam, że z przyjemnością obejrzałby starcie pomiędzy wami do końca.
– Sigurd… – powtórzyła w zamyśleniu.
To imię było jej znane, choć nie mogła sobie przypomnieć, gdzie je usłyszała.
– To wampir, który przemienił Arte – wyjaśnił Chris. – Zapewne ci o nim wspominał.
– Nadal grasuje? – zapytała gniewnie. – Jak to możliwe? Nie jesteś aby najpotężniejszym z wampirów?
Wiedziała, ile Arte stracił przez tego drania. Nigdy nie dostał zemsty za to, co musiał pożegnać. Podnosił się przez długie lata, a sprawca nadal robił, co mu się żywnie podobało. Tak być nie powinno.
– Potęga to nie wszystko, przyjaciółko Arte. Chciałbym ukarać Sigurda za jego zbrodnie, ale nie mogę. Są ważniejsze rzeczy do zrobienia. Znacznie pilniejsze.
– Niby jakie?
– Zaprowadzenie naszego młodego przyjaciela do Pałacu, gdzie na nowo nauczy się żyć. Spoczywa na mnie odpowiedzialność za tego chłopaka.
– A tymczasem Sigurd przemieni następną osobę – prychnęła. – Tak niczego nie zmienisz. To przyczynę należy zniszczyć, a nie dbać o konsekwencje.
– To nie takie proste.
– Dla mnie owszem.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wierzchowca. Wiedziała, co powinna zrobić. Tak podpowiadało jej serce i nie zamierzała tego tak zostawiać. Sprawy należało załatwiać do końca.
– Dokąd idziesz? – zapytał Chris.
Z jej postawy wyczytał, że nie zdecydowała jeszcze o powrocie. Była zbyt bojowa, a to nie wróżyło dobrze.
– Skoro ty nie zamierzasz nic zrobić z Sigurderm, ja to zrobię – odparła. – Arte i pozostałe jego ofiary zasługują, aby ich pomścić.
– To niebezpieczne. Nawet dla ciebie, Aniele Lucyfera.
Odwróciła się gwałtownie, gdy usłyszała, jak się do niej zwrócił.
– Nie przedstawiałam się. Skąd wiesz, kim jestem?
– Mówisz o zemście tak naturalnie, że możesz być jedynie Aniołem Zemsty. Twoja aura również cię zdradza, choć do teraz nie miałem całkowitej pewności.
Vivian schyliła głowę. Sama się zdradziła, a wieści potrafią się szybko rozchodzić. Jeśli nie wampir, to jakiś demon, może ktoś inny. Może to tylko kwestia czasu, aż zostanie wydana przed Czarnym Zakonem.
– Moje imię to Vivian – odezwała się. – Wolałabym, abyś tak się do mnie zwracał, skoro możesz.
– W porządku, Vivian. Nadal jednak jestem przeciwny twojej wyprawie przeciwko Sigurdowi. Jest potężnym wampirem. Może cię łatwo zwieść, a ty jesteś pełna wątpliwości.
– To nie ma znaczenia – wycedziła przez zęby.
– Przemawia przez ciebie chęć zemsty za Arte. Jeśli Sigurd odkryje ten punkt, przegrasz. Nie mogę na to pozwolić.
– Więc ma ujść? Znowu? Chcesz po swoim powrocie z Pałacu gonić po kolejnego nieszczęśnika? Komu przeniesie to coś dobrego, co?
Chris zamknął na moment oczy. Nie mógł odmówić jej racji, jego też to bolało i każdy kolejny przypadek ranił jego serce, ale widział też drugą stronę tych zdarzeń. Umiał sobie wyobrazić, co przeżywają młode wampiry ogarnięte przez nowe instynkty. Bez przewodnika zagubią się w tym wszystkim.
Wiedział, że jej nie powstrzyma. Noah Zemsty nigdy nikogo nie słuchała. Prowadziły ją instynkt i chęć odpłaty za krzywdy. Nic więcej się dla niej nie liczyło, pchały ją do przodu i nie pozwalały odpuszczać. Może dlatego jeszcze żyła, choć była poraniona i czasem bliska załamania. Ze wszystkich Noah ona miała najkruchszą postać, a jednocześnie najbardziej trwałą. Mogła przetrwać, bo była „zapalnikiem” dla innych. Powodem pchania spraw do końca. Jej śmierć miała być najtragiczniejsza. W tym świecie dla Anioła Lucyfera nigdy nie było zbyt wiele nadziei.
Kobieta stojąca przed nim chyba nie miała świadomości, jak bardzo jej działanie jest wpisane w tryby przeznaczenia. Mogła się buntować, ale wszystko zaprowadzi ją pewnego dnia tam, gdzie powinna być. Chyba że wcześniej po prostu pęknie. Już była nadkruszona. Widział to w jej spojrzeniu. Ludzie o oczach pełnych bólu przy niej wydawali się śmiesznie nic nieznaczący, praktycznie szczęśliwi. Nikt inny nie byłby w stanie tego znieść, choć to prowadziło ją w odmęty szaleństwa.
– Daj mi trochę czasu – powiedział w końcu.
– Na co?
– Nie mogę pozwolić ci iść samej, ale najpierw muszę dopilnować, aby nasz młody przyjaciel miał zapewnioną opiekę – wyjaśnił.
– Jak chcesz to zrobić? – zapytała.
– W pobliżu pozostawiłem przyjaciółkę. Poślę po nią. Gdy przybędzie, razem ruszymy za Sigurdem.
– Nadal będzie miał przewagę – zauważyła.
– Ale jego trop nie zniknie. Proszę tylko o trochę czasu, Vivian. Nie chcę działać nieroztropnie.
To nadal jej się nie podobało, ale musiała przyznać, że pomoc Chrisa znacznie ułatwi zadanie. Niewiele w końcu wiedziała o Sigurdzie i jego zdolnościach. Pogoń za nim i walka mogły być zbyt ryzykowne. To była jej samodzielna decyzja. Nie Ligi, nie Rady, lecz jej. Nadal miała coś do zrobienia i osoby, których nie chciała zostawić. Nie mogła działać lekkomyślnie. Nie potrafiła jednak odpuścić tej sprawy. To by ją później gryzło i nie dawało spokojnie zasnąć. Zbyt wiele miała takich spraw, żeby dokładać kolejną.
– Dobrze. Jednak najpóźniej o zmierzchu następnego dnia ruszę. Z tobą bądź bez ciebie – podkreśliła.
– Oczywiście. Możesz wejść do środka.
– A tamten?
– Śpi. Nie obudzi się do przybycia Isabel. Możesz się spokojnie rozgościć i zebrać siły przed wyruszeniem.
Vivian skorzystała z zaproszenia. Wierzchowca jednak zostawiła na zewnątrz, gdzie się spokojnie pasł. Przez część dnia drzemała czujna na każdy ruch. Mimo wszystko nie ufała Chrisowi na tyle, by się rozluźnić i pozwolić mu działać za jej plecami. Z jakiegoś powodu chciał ją odciągnąć od sprawy Sigurda, więc mógł zrobić coś jeszcze w tym kierunku. Wolała się nie zastanawiać nad konsekwencjami takich działań.
Chris również wykorzystał dzień na odpoczynek. Jak wszystkie wampiry wolał trzymać się z daleka od promieni słonecznych, choć nie obawiał się podróżować o tej porze. Umiał się przed tym zabezpieczyć. Teraz jednak bardziej martwił się nadchodzącym starciem z Sigurdem. Wiedział, że to nie będzie proste. Wampir był podstępny i okrutny. Sam Chris dałby sobie z nim radę, lecz towarzystwo Vivian zmieniało sytuację. Mimo wszystko nadal była tylko człowiekiem pełnym słabości i niepewności. Pełnym emocji. To doskonała pożywka dla kogoś, kto znajdował przyjemność w dręczeniu innych. Jednak ona nie odpuści. To nie leżało w jej naturze.
Ruch zwrócił uwagę ich obojga. Vivian sięgnęła po Czarną Różę gotowa w każdej chwili uderzyć. Chris jednak powstrzymał ją ruchem ręki. W zakapturzonej postaci rozpoznał Isabel. Gestem pozwolił jej wejść do środka, gdzie wampirzyca mogła ściągnąć kaptur, ukazując czarne loki okalające drobną, piękną twarz o drobnych ustach i szarych, błyszczących oczach.
– Cieszę się, że tak szybko dotarłaś, Isabel – odezwał się Chris.
– Notatka wskazywała pośpiech.
– Cierpliwość nie jest cechą Vivian – uśmiechnął się, a Walker prychnęła. – Po zachodzie słońca zabierzesz Mathew do Pragi. Postaram się was dogonić, jak najszybciej zdołam.
– Poradzę sobie – zapewniła Isabel. – Nie musisz się o to troszczyć.
– Powierzam więc go twojej opiece. Vivian, ruszajmy.
Dla egzorcystki te słowa były niczym zbawienie. Obawiała się, że dyskusje potrwają dłużej. Sama jeszcze musiała wypytać Chrisa o kierunek, który powinni wybrać. Podejrzewała, że może to wiedzieć. Sama musiałaby zebrać ślady, co nie było takie proste, gdy dookoła czuć przede wszystkim Pana Pałacu. Tak jakby chciał ukryć przed nią tropy i utrudnić jej działanie.
Osiodłała wierzchowca, marszcząc w zastanowieniu brwi. Mimo to wyczuła pojawienie się Chrisa za swoimi plecami.
– Nie masz konia – odezwała się.
– Nie potrzebuję. Dotrzymam ci kroku.
– Byłoby wygodniej.
– Wolę własne nogi – uśmiechnął się w cieniu kaptura.
– Podejrzewam, że masz już jakiś plan. Może nawet wiesz, dokąd ruszył Sigurd.
– To akurat łatwo przewidzieć po jego wcześniejszym zachowaniu. Idzie tam, gdzie go jeszcze nie było.
– Dość jednoznaczne – sarknęła.
– Będziemy kierować się na wschód. Sigurd nie będzie się śpieszyć. Jest przekonany, że właśnie wracam do Pragi.
– Wyczuje cię.
– Nie pozwolę na to. Dotąd chodziło o to, aby trzymać z daleka od młyna przypadkowych ludzi. Wolałem nie ryzykować konfrontacji z nimi.
– Rozumiem.
– Natomiast Sigurd nie przykłada aż takiej wagi do dyskrecji. Dla niego to wszystko jest tylko grą.
– Czas ją więc zakończyć. Ruszajmy, szkoda czasu.
Podróżowali szybko, niemal cały czas w milczeniu. Chris wskazywał kierunek, dotrzymując kroku wierzchowcowi Vivian. Omijali przy tym oficjalne trakty i ludzkie osiedla, nie chcąc wzbudzać zainteresowania. Najważniejsze i tak było dorwanie Sigurda, nim zaatakuje ponownie. Myśl o tym, że może właśnie wybierać nową ofiarę, sprawiła, że poruszali się szybciej. Najwyższy czas zakończyć to pasmo nieszczęść.
Gdy zapadł zmierzch, Chris zarządził postój. Wszyscy byli zmęczeni i potrzebowali przerwy. Wierzchowiec Vivian już od jakiegoś czasu zwalniał nieprzyzwyczajony do tak długich i szybkich podróży. Zresztą kobieta też miała dość siedzenia w siodle.
– Jak dużą ma nad nami przewagę? – zapytała, gdy oporządzała konia.
– Najwyżej czterech godzin. Tropy są nadal dość świeże.
– Moglibyśmy go jeszcze dzisiaj dorwać – zauważyła.
– Przyda nam się postój. Im więcej sił utrzymamy, tym lepiej. Jesteś głodna?
– Zamierzasz coś upolować? – zapytała sceptycznie.
– To nie potrwa długo. Królik może być?
Na jej oczach przywołał zwierzątko i skręcił mu kark. Arte tak zwykle nie polował, zazwyczaj nie musiał, więc to robiło jakieś wrażenie. Nawet się nie starał.
– Rozpal ogień – polecił Chris. – Przygotuję go.
Niedługo później po lesie rozniósł się zapach pieczonego mięsa. Vivian poczuła głód i nie marudziła, że królik nie został doprawiony. Samo to, że może coś zjeść, było ważne. Uliczne życie nauczyło ją nie wybrzydzać, gdy nie ma wyboru, a trawa jakoś nie zachęcała do jedzenia.
– Jak poznaliście się z Arte? – zapytał Chris.
Wydawał się rozluźniony po porcji króliczej krwi i pieczonym mięsie. A może tylko sprawiał takie wrażenie. Po stuleciach życia mógł się nauczyć perfekcyjnie ukrywać myśli i odczucia.
– Był moim przewodnikiem po Lidze – odparła. – I pierwszą osobą, która tam o mnie zawalczyła. Prawdopodobnie widział we mnie siebie z momentu, gdy stał się wampirem. Przekonał mnie, że warto żyć. Nawet jeśli to nie jest łatwe.
– Zostaliście bliskimi przyjaciółmi.
– Jest wkurzający i irytujący. Często pcha nos w nieswoje sprawy, ale tak, jest moim najlepszym przyjacielem. Nigdy wcześniej nie miałam kogoś takiego.
– Oboje tego potrzebujecie – stwierdził Chris.
– Jaki on był kiedyś? – zapytała.
– Niepokorny, uparty. Sądził, że nikt nie rozumie jego bólu. Czasami wydawało się, że chce podpalić świat tylko po to, aby inni poczuli się tak samo źle jak on. Minęły lata, nim się uspokoił i znalazł swoją drogę.
Vivian westchnęła cicho. Znała to z autopsji. Byli tacy sami, oboje woleli zniszczyć wszystko dookoła, żeby inni odczuli to samo, niż pozwolić się zrozumieć w cywilizowany sposób. Dwoje głupców, którzy odnaleźli się wyjątkowo łatwo. Może mieli inne doświadczenia, ale dzielili te same uczucia.
– Sigurd zmienił życie Arte do takiego stopnia, że nic już nie mogło wrócić do normy. Takie rany nigdy się do końca nie leczą. Nie chcę rozdrapywać tych blizn, więc proszę, abyś całe to zdarzenie zachowała dla siebie.
– To pozostanie pomiędzy nami i Radą Starszych – obiecała.
Może żyłoby mu się lepiej z wiedzą, że jego oprawca został ukarany, ale czuła, że tak będzie właściwiej. Pozwolić mu nie pamiętać o przyczynie tego, kim jest. Nie chciała, aby ta informacja sprawiła, że znów zacznie rozpamiętywać tamte wydarzenia. Weźmie za niego zemstę, ale nie musi mu o tym wspominać.
Niedługo później ruszyli w dalszą drogę. Oboje chcieli to skończyć jak najszybciej. Uderzyć z zaskoczenia, zabić i wrócić do normalnego życia – brzmiało prosto, ale takie nie było. Zdawali sobie z tego sprawę. Ich przeciwnik był niebezpieczny i przebiegły. Może zwykle unikał starć z Chrisem, ale nie oznaczało to, że hrabia mógł łatwo zwyciężyć. To będzie ciężkie starcie, a obecność Vivian nie była blondynowi na rękę. Kobieta chyba nie była świadoma, z kim chce zadrzeć. To może się dla niej skończyć tragicznie, a to nie jest miejsce, w którym może zginąć. Ma coś innego do zrobienia. Coś ważniejszego niż pomsta za przyjaciela.
Chris podejrzewał, że dla niej to wszystko jest formą ucieczki od tego, co ją czeka. Może nadal nie pogodziła się ze swoim przeznaczeniem? To ciężkie. Ludzie nie są stworzeni aż do takich wyczynów, a jej życie nie oszczędzało. Wydawała się być o krok od załamania.
Vivian wstrzymała konia, gdy poczuła obcą, wampirzą aurę. Spojrzała na Chrisa, który także się zatrzymał. Wierzchowiec kobiety już się przyzwyczaił do jednego wampira, ale drugi sprawił, że stał się niespokojny. Vivian musiała mocno trzymać wodze, żeby utrzymać go w ryzach.
– To on, prawda? – zapytała.
– Owszem. Zostaw tu konia. Dalej pójdziemy pieszo. To już niedaleko.
Kiwnęła głową. Kilka chwil później ruszyli dalej. Sięgnęła po Czarną Różę gotowa do walki. Teraz już sama była w stanie określić położenie przeciwnika. Po plecach przebiegły jej dreszcze. To starcie będzie ciężkie.
– Proszę, proszę. Sądziłem, że nie spotkamy się tak szybko, hrabio – usłyszeli.
Głos dochodził jakby ze wszystkich stron, przez co Vivian rozejrzała się niespokojnie. Na Chrisie jednak nie zrobiło to żadnego wrażenia. Zawsze się od tego zaczynało.
– Mam nadzieję, że nie jest ci z tego powodu przykro – odparł Chris.
– Wręcz przeciwnie. Czuję się podekscytowany. Kim jest ta obca kobieta? Jakąś nową kochanką?
– Nie lekceważyłbym jej na twoim miejscu, Sigurdzie. Może się okazać ostatnim przeciwnikiem, z którym się zmierzysz.
Wampir zaśmiał się w odpowiedzi. Vivian natomiast prychnęła niezadowolona. Przeciwnik sądził, że może ją obrażać, do tego zaczęli jakieś kurtuazyjne gadki, które ją irytowały. Próbowała go wyczuć. Nie było to proste, bo krążył wokół nich jak drapieżnik wokół ofiary. Chyba naprawdę sądził, że może coś w ten sposób zdziałać. A może po się bawił.
– Może skończylibyście te wspominki – warknęła.
– Czyżbyś się gdzieś śpieszyła? – usłyszała tuż za sobą.
Nie zdążyła się w pełni obrócić, gdy uderzenie posłało ją na jedno z drzew. Na moment straciła oddech zaskoczona rozwojem wydarzeń. Tego się absolutnie nie spodziewała. Gdy odzyskała dech, podniosła się odrobinę chwiejnie, żeby dołączyć do walki. Pewnie w innych warunkach już byłaby w kłopotach, ale Chris na to nie pozwolił. Oba wampiry walczyły właśnie w zwarciu, ranią się wzajemnie ostrymi szponami i próbując przejąć kontrolę nad tym drugim.
Vivian złożyła dłonie jak do modlitwy i wyszeptała słowa inkantacji, kierując zaklęcie w stronę Sigurda. Gdy doszło do wybuchu, chwyciła katanę i ruszyła na przeciwnika. Cięła przez tors, lecz dosięgła jedynie płaszcza. Czerwone oczy wampira wypełniły się kpiną.
– Nie jesteś tak silna, jak sądzisz – zaszydził.
– Przekonajmy się. Innocence, przeniesienie.
Katana zalśniła zielonym blaskiem, czarne skrzydła rozpostarły się szeroko, a oczy przez chwilę zmieniły barwę na złoto. Ciosy Vivian stały się silniejsze i mniej przewidywalne. Zmieniała techniki przy każdym uderzeniu, przejmują kontrolę nad pojedynkiem. Sigurd cofał się coraz bardziej, kolejne cięcia pozostawiały na jego ciele krwawiące rany. Wydawało się, że obawy Chrisa były bezpodstawne. Mogła wygrać bez jego pomocy.
Ręka Sigurda wystrzeliła do przodu, palce zacisnęły się na szyi Vivian, która patrzyła na wampira w szoku. Przez chwilę nie reagowała zbyt zaskoczona, po czym próbowała go trafić ostrzem. Jednak powoli brakowało jej powietrza w płucach, co utrudniało wykonanie ciosu. Szarpanina nie pomagała się uwolnić.
– Nie lekceważ przeciwnika, mały aniołku – powiedział przeciwnik. – Myślisz, że z kim masz do czynienia? Sądzisz, że kawałek posrebrzanej stali mnie powstrzyma? Albo te głupie zaklęcia? To my, wampiry, rządzimy tym światem. Jesteśmy lepsi niż głupi ludzie.
– Jesteś… śmieciem… – wycharczała.
Ciemniało jej w oczach, ale skupiła się na zadaniu ciosu. Chybiła jednak i nie trafiła w serce. Drugiej okazji nie miała, bo Sigurd uderzył nią o drzewo.
– Nie będziesz patrzyła na nas z góry, kiedy staniesz się jedną z nas – usłyszała przez mgłę.
Musiała stracić na chwilę przytomność, bo gdy otworzyła oczy, zakrztusiła się powietrzem, a Sigurda nad nią nie było. Czuła się obolała i sponiewierana, ale żywa. Ten stary wampir umiał walczyć na dużo wyższym poziomie niż większość przeciwników. Dopiero teraz zauważyła, że jakoś przedostał się przez zapory jej umysłu i pozwolił upoić się własną mocą. Przecież to jej się już dawno nie zdarzyło. Dała się nabrać jak totalna amatorka.
Chris przez chwilę obserwował starcie pomiędzy Vivian a Sigurdem. Sam przed sobą musiał przyznać, że był ciekawy zdolności tej kobiety. Zauważył jednak, że dała się wciągnąć w pułapkę i przestała sobie radzić. Tego się obawiał. Sigurd był naprawdę przebiegły i perfidny, a teraz także gotowy zamienić Anioła Lucyfera w wampirzycę. Owszem, byłaby potężna, ale psychicznie mogłaby tego nie wytrzymać. Na to pozwolić nie mógł. Odciągnął wampira od zemdlonej Vivian i starł się z nim ponownie.
– Chyba zależy ci na tej kobiecie, hrabio – zadrwił Sigurd.
– Jeśli ją przemienisz, to będzie koniec dla nas wszystkich. Na to pozwolić nie mogę.
– Psujesz zabawę, hrabio.
– To ostatni raz. Już nigdy nie zabawisz się cudzym życiem.
Sigurd miał odpowiedzieć, gdy poczuł, jak drewno rozdziera mu serce. Odwrócił głowę. Za nim stała Vivian i patrzyła na niego z chłodem w zielonych oczach.
– Co za ironia… – szepnął.
– Nie lekceważ ludzi – odparła. – Ani Ligi Cieni.
Kilka chwil później po Sigurdzie pozostała tylko kupka popiołu. Vivian opadła na trawę. Nadal kręciło jej się w głowie po uderzeniu, była obolała i krwawiła w kilku miejscach, ale mimo to czuła ulgę. Słodki smak pomsty wypełnił jej usta, a ciepło żyły.
– Nie wyglądasz najlepiej – usłyszała Chrisa.
Jego oczy znów miały barwę jasnej zieleni i teraz były dość zmartwione.
– Bywało gorzej – odparła. – Kilka godzin odpoczynku i będę jak nowa.
– Nie lekceważ życia, które masz.
Wyciągnął do niej rękę i pomógł wstać. Zadbał o to, aby dotarła do pobliskiego miasteczka, gdzie wynajęła pokój, opatrzył jej rany, a o świcie odszedł. Tu nie miał już nic do roboty. Wiedział, że Anioł Lucyfera sobie poradzi. Teraz martwił się jedynie o Arte. Wszyscy mieli świadomość, że ta przyjaźń kiedyś się skończy. Pozostało jedynie dobrze wykorzystać czas, który im został…

***

Następny rozdział będzie okrągłą setką i zacznie troszkę dłuższą cząstkę.

One thought on “Kagayaku shiroi sekai no naka ni Tsubasa wo hirogeta kimi ga iru Demo sono tsubasa wa kuroku omoku Unmei ni kimi wa oshitsubusaresou

  1. AnastiaWalker pisze:

    Nareszcie nadrobione :3
    Ostatnie zdania mnie wystraszyły… ale to pewnie Ci chodzi o to że długość życia Arte różni się od przeciętnego śmiertelnika ( :p) prawda? Nie spodziewałam się Chrisa. Kocham Twoje opisy, tak przyjemnie się je czyta :3 w ogóle całe rozdziały masz świetnie napisane. Cóż sen Vivian sprzed paru rozdziałów mnie dodatkowo zaintrygował… nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny wątek c:

    Przesyłam mnóstwo weny~
    Wpadnij też do mnie, jak będziesz mieć czas😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s