You’ll never walk alone Anata to yuku Donna tsumi mo seotte ageru Michi naki michi wo aruiteku no Anata to futari de

Rozejrzał się. Kilka kroków dalej dostrzegł jezioro, na którego powierzchni unosiły się lotosy. Wokół panowały spokój i cisza, nie były złowrogie, ale wręcz kojące. Nie znał tego miejsca, ale wprawiało go w lepszy nastrój. A raczej wprawiałoby, gdyby nie ona.
Siedziała tuż nad brzegiem w czarnej sukience z delikatnym dekoltem, długim trenem i odsłoniętymi plecami, co dostrzegł pomiędzy długimi, brązowymi pasmami. Nie widział jej twarzy, ale był pewny, że to ona.
– Dosiądziesz się? – zapytała, nie patrząc na niego.
– Czego chcesz, Noah? – warknął.
– Nie jestem tą, którą nazywasz „Noah” – usłyszał rozbawienie w jej głosie.
Podszedł do niej i wściekle odwrócił ją za ramię. Coś go ścisnęło, gdy zobaczył jej ciemnozielone oczy z brązową plamką na prawym. Uśmiechała się uroczo zupełnie nieprzejęta jego wybuchem. Po chwili dostrzegł na jej szyi taki sam medalion jak ten, który odzyskali jakiś czas temu. Była tylko jedna różnica – ten był czarny, ale coś podpowiadało mu, że to ta sama błyskotka.
– Kim jesteś w takim razie? – zapytał.
– Czy muszę udzielać tak oczywistej odpowiedzi? – odparła. – Przecież to już wiesz. Po co ta obrażona mina? Czytaj dalej

I know I’m a mess and I wanna be someone Someone that I’d like better Can you help me forget, don’t wanna feel like this forever

Poranek był ciężki, ale Vivian wiedziała, że będzie jeszcze gorzej. Póki co nadal leżała przytulona do pleców Akiry, udając, że śpi. Złamała wczoraj wszystkie zasady tego miejsca, do tego pozwoliła sobie na utratę panowania. Zachowała się tak, jakby niczego się nie nauczyła przez ten rok. Nikt raczej nie będzie mieć pretensji o Matta, to jeszcze da się zrozumieć. Skrzywdził ją, więc zasłużył na karę i oni potrafili to zrozumieć. Jednak zrobienie w „Szalonym Kruku” takiego bałaganu nie ujdzie jej płazem. Nawet jeśli Arte chciałby to wszystko zatuszować, nie byłoby to możliwe. Za dużo świadków, za dużo złamanych zasad. Musiał złożyć Radzie Starszych rzetelny raport, a wszystkie szczegóły mogły ułagodzić karę. W to jednak wątpiła. Tym razem naprawdę narozrabiała.
Akira odwrócił się z przeciągłym ziewnięciem i spojrzał na dziewczynę. Od razu widać było, że jest przybita. Chyba nie tak to miało wszystko wyglądać.
– Nie myśl tyle o tym – powiedział cicho.
– Żeby to było takie proste – westchnęła. – Za chwilę wszystko rozgorzeje na nowo, a ja chyba nie mam na to siły.
– Przygotować ci śniadanie?
– Nie, nie mam ochoty na jedzenie, a obawiam się, że za długo nie pobyłoby w moim żołądku.
– Tak źle chyba nie będzie.
– Nie wiem. Diabli nadali mi Matta – westchnęła. Czytaj dalej

Bo nic już nie zostało, przepraszać to za mało Tak potraktowane serce nie pokocha nigdy więcej

Vivian wzięła głęboki oddech i ruszyła dalej, posługując się jedynie zmysłami słuchu i węchu. Czarna szarfa zawiązana na oczach skutecznie uniemożliwiała jej skorzystanie ze wzroku. Mimo to z łatwością uniknęła obu ciosów, które nadeszły w odstępie ułamków sekundy, po czym błyskawicznie przeszła do kontry, odwracając ostrze w kierunku przeciwniczki. Zgrzyt stali potwierdził słuszność ataku, choć po chwili musiała uskoczyć. Wychyliła się, unikając miecza, oparła się na ręce i celnym kopniakiem zwaliła przeciwniczkę z nóg. Podniosła się błyskawicznie, o ułamek sekundy wcześniej, wytrąciła broń z ręki kobiety, a własną przyłożyła jej do gardła, ściągając szarfę z oczu.
– Całkiem nieźle – pochwaliła Arianne, łagodnie opadając na plecy. – Zaliczyłaś.
– Ledwo – zauważyła Vivian, chowając ostrze do saya i pomagając mentorce się podnieść. – Tak mną grzmotnęłaś o kolumnę, że do tej pory dzwoni mi w uszach.
– Wygrałaś. To się liczy.
– A gdzie ta cała gadka o jak najmniejszych stratach w czasie walki? – uśmiechnęła się.
– Nie bądź przemądrzała, Vivian.
Brązowowłosa tylko się uśmiechnęła. Odwróciła się, chcąc wyjść z sali, kiedy wyczuła ruch Arianne. Zbyt gwałtowny jak na coś beztroskiego. Uchyliła się przed ciosem i odwróciła, przechylając lekko głowę.
– Nie masz dość, mistrzyni? – zapytała.
– Nie powiedziałam, że to koniec. Czytaj dalej

Chcę znów wierzyć w miłość Mieć siłę by wstrzymać łzy Mieć prawo do walki Znów dotknąć gwiazd Zatrzymać czas…

Ocknęła się zlana potem, ledwo powstrzymując się przed zerwaniem do siadu. Niespokojnie rozejrzała się po pomieszczeniu, sprawdzając, gdzie jest. Powoli do jej świadomości docierał fakt, że to wszystko było tylko kolejnym koszmarem, nie rzeczywistością. Mimo to nadal czuła dotyk Mikka na ramionach i zimno kamienia na policzku. Znowu przeżywała apokalipsę i własny dramat. Znów nic nie mogła zrobić dla własnych bliskich, którzy umierali na jej oczach, nie potrafiła obronić nawet samej siebie całkowicie zdana na łaskę klanu Noah, który bezlitośnie karał ją za zdradę aż stała się nic nieznaczącym przedmiotem, który można było wykorzystać i przerzucać po całym pomieszczeniu. Mogła płakać, krzyczeć, błagać, ale na nic się to zdawało. Nie było dla niej ratunku przed upadkiem i bolesną śmiercią. Wszystko było bezcelowe. Nieważne, ile razy próbowała coś z tym zrobić, zawsze kończyło się tak samo.
W takich chwilach zaczynała się zastanawiać, czy jej działania mają jakikolwiek sens. Bała się, że to się tak skończy: świat zostanie zniszczony, jej bliscy zginą w męczarniach, a na nią będzie czekać piekło zgotowane przez Mikka. Czytaj dalej

Somehow I feel like I’ve known you all my life And we have been together since the dawn of time and I’ve been missing vital pieces of the puzzle You might be the answer, stranger

Zobaczyła białe włosy znikające za drzewem. Impuls sprawił, że za nim pobiegła.
– Squalo!
Postać odwróciła się. Vivian spuściła spojrzenie. To nie był on. Bezwiednie ruszyła w stronę huśtawki, nie zauważając, że białowłosy idzie za nią. Pozwoliła pogłaskać się po włosach, choć nawet tego nie czuła.
– Chcę go jeszcze raz zobaczyć – szepnęła.
– Teraz to niemożliwe, Aniele.
– Przyprowadź go – zażądała.
– Nie mogę. To zakazane.
– Ty i te twoje prawa – prychnęła.
– Gdyby tu przyszedł, co byś mu powiedziała?
– Nie babraj się w moim sercu.
– Aniele, wiem, że będzie ci trudno, ale zrozum, że on nie może wrócić.
– A czy ja oczekuję aż tak wiele? Chcę go tylko zobaczyć. Ostatni raz. Tamto się nie liczy jako pożegnanie.
– Teraz spotkanie z nim jest niemożliwe.
Zamknęła oczy i oparła się o Niszczyciela.
– Czas mija, a ja nawet nie wiem, kiedy minął rok. Wiem tylko, że go nie ma. Wracam i uciekam. Chyba sama nie jestem pewna, co robię.
– Myślenie o nim nie jest niczym złym. Chcesz go upamiętnić, a rana nadal jest świeża.
– A czy kiedykolwiek się zagoi?
– Może.
– Nawet nie wiem, co miałabym mu powiedzieć. Nawrzeszczeć na niego, że jest durną rybą czy przeprosić, że byłam zbyt słaba, aby go ocalić. Chciałabym jedynie móc znów spojrzeć mu w oczy.
– I na to przyjdzie czas. Ci, którzy są nam bliscy, nigdy nas nie opuszczają. Pamiętaj o tym, Aniele.
– Ta, ja mam ciebie w pakiecie jako uciążliwy dodatek.
– Ranisz moje uczucia, Aniele. Zawsze szorstko mnie traktujesz.
– To powinieneś się przyzwyczaić.
– Aniele…
– Bądź już cicho.
Zsunęła się i ułożyła głowę na jego kolanach. To było lepsze niż sen pełny wspomnień tamtego dnia. Trochę się rozluźniła, a do tego Niszczyciel zaczął nucić, co też pomogło. Czytaj dalej

She´s found something to die for Something to fight for Someone to show her the way She´s found someone to cry for, someone to lie for

Powietrze było już nocne, choć chwilami można było poczuć ciepło jesiennego słońca. Miasto żyło w pełni i nie zaśnie jeszcze długo roztańczone, rozśpiewane, rozbawione wieczną fiestą. Dotyczyło to jednak tylko głównych ulic, gdzie latarnie oświetlały otoczenie, a ludzie byli zbyt porządni na ulicznych rzezimieszków. Ciemne uliczki, zakamarki, obrzeża to już zupełnie inna sprawa.
Wokół trwała względna cisza. Dźwięki zabawy dochodziły z daleka i tylko wrażliwe uszy Vivian były w stanie je wyłapać. Nie zwracała jednak na to większej uwagi przyczajona na jednym z dachów nieruchomo niczym posąg. Jej ciemna postać zlewała się z ciemnościami nocy, a oddech był niemal niesłyszalny. Czekała.
Usłyszała krzyk, ale nie poruszyła się. To jeszcze nie to, nie jej cel. Pod nią w ciemną uliczkę weszła para pijana alkoholem i miłością. Dziewczyna chichotała, milkła tylko, gdy jej usta zajęte były pocałunkami. Vivian słyszała zsuwanie kolejnych partii materiału, ale na to też nie zareagowała.
Dostrzegła go jakieś pięć kilometrów dalej. Stał nieruchomo na wieżyczce niewielkiego kościółka, a wiatr poruszał jego peleryną. Można by go wziąć za wampira, ale Vivian wiedziała, z czym ma do czynienia. On też ją czuł, a to było wyzwanie. Czekał na jej ruch. Czytaj dalej

Ienai itami kanashimi de kizu tsuita kimi mou waraenai nante hito girai nante kotoba sou iwanai de mienai mirai ni okoru koto subete ni imi ga aru kara ima wa sono mama de ii kitto kizukeru toki ga kuru daro

Wieczór wydawał się tak spokojny, że Arte aż mdliło na myśl, jak bezmyślni i bezrozumni są ludzie. Jedni świadomie ryzykowali życie swoje i innych dla zaspokojenia ambicji, drudzy zaś w ogóle nie wyczuwali zagrożenia, jakie gotowali im ich współmieszkańcy. A przecież wszystko dookoła wręcz krzyczało, że tej nocy stanie się coś złego. Zwierzęta jakoś dziwnie ucichły, pogoda znacznie się pogorszyła, a w powietrzu dało się czuć jakieś napięcie. Czy tak trudno to zauważyć?
– Pewnie jest już w środku – mruknął, spoglądając po raz kolejny w okno.
– Rozluźnij się, Arte – powiedziała Arianne. – Vivian nie jest tam sama.
– Z Arsenem, który utopiłby ją w łyżce wody.
– Nie narazi powodzenia misji.
– Ale jej życie bardzo chętnie.
– Chyba zbyt często ostatnio siedzicie tylko we dwoje – zauważyła Francuzka.
– Nie obawiasz się o nią?
– Obawiam, ale na razie nie mogę nic zrobić. Poza tym nie mogę niańczyć Vivian. Ona też jest Cieniem i narażanie swego życia jest dla niej naturalne. Chyba nawet bardziej niż dla nas.
– Mam złe przeczucia.
– Wszyscy je mamy, odkąd wiemy, co „Le Park Rose” chce zrobić. Nie możemy pozwolić sobie na błędy.
– Nie czuję się z tym dobrze. Vivian i Arsen narażają się, żeby zdobyć dla nas adres, a to przeczy tradycji Ligi, aby wracać w całości i tak przygotowywać akcję, by odnieść jak najmniej ran.
– Czasami inaczej się nie da. Czekanie nie jest twoją mocną stroną.
– Też prawda. Czytaj dalej