I need a hero (Who’s gonna fight for the weak, who’s gonna make ‚em believe?) I need a hero

Lavi nie potrafił się uspokoić. Czuł, że zwariuje, jeśli ten koszmar potrwa jeszcze dłużej. Przecież to niemożliwe, żeby zniknąć bez śladu, nikt tak nie znika. Cokolwiek by się nie stało, zawsze zostaje jakiś dowód, coś, czego można się złapać w poszukiwaniach, a tu tego nie było, co doprowadzało go do szału.
- Usiądź sobie – warknął Kanda.
Minęły cztery dni od zniknięcia Hikari. Rudzielec bardzo dokładnie przeszukał okolicę, gdzie widział ją po raz ostatni, ale niczego nie znalazł. Bał się, że akuma nie kłamała i naprawdę utopiła egzorcystkę w kanale. Przemoknięty skontaktował się z Kwaterą Główną, prosząc, aby zlokalizowali golema Hikari. Urządzenie namierzające powinno działać, ale nie było sygnału, co jednoznacznie oznaczało, że golem został zniszczony. Ostatni sygnał pochodził z okolic kanału, ale nie dawało to odpowiedzi, co się wydarzyło, gdy egzorcyści się rozdzielili. Komui podjął więc decyzję o wysłaniu do Baltimore Allena i Kandy, aby pomogli Laviemu w poszukiwaniach. Zawsze była niewielka szansa, że Hikari żyje, ale sama nie jest w stanie się z nimi skontaktować. Kierownik nie zamierzał spisać jej tak łatwo na straty. Czytaj dalej

Pierwsze urodziny „Anioła Lucyfera”

Czarnowłosa dziewczyna zapełniała zeszyt drobnymi literkami. W tle grała muzyka, która miała zagłuszyć rumor z drugiego pokoju. Dźwięki wzmocniły się na chwilę, gdy do środka wszedł rudzielec. Zamknął za sobą drzwi i przez chwilę obserwował piszącą dziewczynę.
- Czego chcesz? – zapytała.
- Nadal piszesz?
- Chcę to skończyć, póki mam chwilę czasu.
- Jerry i Roger właśnie kończą przygotowania. Aż trudno uwierzyć, że rok tak szybko minął.
- I komu ty to mówisz, Lavi?
Drzwi otworzyły się ponownie, wpuszczając Arte z kubkiem gorącej czekolady.
- A ty co? Podlizać się chcesz?
- Takimi tekstami to do Ichimaru – odparł wampir. – Ja ci tylko pomagam w pracy. Czytaj dalej

I’m gonna fight for what’s right Today I’m speaking my mind And if it kills me tonight (I will be ready to die)

Czerwonowłosa ocknęła się obolała. Znajdowała się w jakimś pomieszczeniu, którego nie rozpoznawała i nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak się tu znalazła. Właśnie dlatego starała się podnieść, ale tylko syknęła z bólu.
- Nie wstawaj – usłyszała. – Jesteś dość ciężko ranna. Musisz odpoczywać.
Do łóżka podszedł młody, ciemnowłosy mężczyzna o szarych oczach i łagodnym wyrazie twarzy.
- Jak się tu znalazłam? – zapytała.
- Wyłowiłem cię z kanału kilka godzin temu. Chyba stoczyłaś jakąś walkę. Pamiętasz, co się stało?
Dziewczyna milczała przez dłuższą chwilę, próbując zebrać myśli, ale ostatnie wydarzenia były kompletną pustką, choć miała bardzo wyraźne przeczucie, że zapomniała o czymś ważnym. Nie mogła jednak sobie tego przypomnieć.
- Nie – odpowiedziała.
- To powinno niedługo minąć. Uderzyłaś o coś głową i stąd możesz mieć luki w pamięci. Pamiętasz swoje imię?
- Hikari – odparła bez wahania. – Mam na imię Hikari, ale nie pamiętam nazwiska.
- Ja jestem Oliwer. Miło mi cię poznać, Hikari – uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję za ratunek, Oliwerze.
- Odpoczywaj. Minie trochę czasu zanim dojdziesz do siebie. Czytaj dalej

Czy ta walka kiedyś skończy się Pewnie nigdy nie uciszę jej Popatrz, stoję tu uśmiecham się

Hikari patrzyła bezmyślnie w okno już dłuższą chwilę. Sama nie wiedziała, na co czeka. Bezwiednie dotknęła czarnej wstążki zawiązanej na ramieniu – symbolu żałoby po zmarłej przyjaciółce. To nadal bolało, choć światu pokazywała, że nauczyła się z tym żyć. Musiała, bo Vivian nie wróci. Nie ma sensu się oszukiwać. Poza tym ktoś musiał podtrzymywać ich wszystkich na duchu.
Czerwonowłosa odnosiła wrażenie, że zmarła egzorcystka spajała ich w całość, której nikt nie mógł roztrzaskać. W pewnym stopniu rozumiała Kandę, „oswoiła” go na tyle, by móc z nim pracować, a jednocześnie stała się dla niego ważna. Niby Japończyk nie pokazywał tego po sobie, ale można było dostrzec tych parę gestów, które towarzyszyły mu, kiedy chodziło o Vivian. Hikari nie chciała być na jego miejscu, gdy brązowowłosa była ze Squalo. To musiało być naprawdę ciężkie do przetrwania. A potem oboje zginęli. To w niego uderzyło, choć nigdy by się do tego nie przyznał. Krzywił się, gdy padało jej imię, sam o niej nie mówił, brał jak najwięcej misji, by nie myśleć. Czytaj dalej

Promień słońca topi lód Ciepły uśmiech niesie cud Jeśli tylko tego chcesz Każda wojna ma swój kres

Gdy Lavi zszedł w końcu na śniadanie, w stołówce zastał tylko Mię i Abigail. Reszta prawdopodobnie ruszyła już na swoje misje albo rozeszli się po Kwaterze Głównej do swoich zajęć. Rudzielec dopiero wczoraj wyszedł z Sanatorium po leczeniu obrażeń z ostatniej misji, więc pozwolił sobie na dłuższe leniuchowanie zwłaszcza, że wiedział, że dziś jeszcze nie dostanie żadnego zadania, bo musi odpocząć. Chyba, że będzie to absolutnie konieczne. W tym wypadku Komui był bardziej niż stanowczy i nikt z nich z nim na ten temat nie dyskutował. Nawet Kanda.
Rudzielec żałował, że nie mają egzorcysty o uzdrawiającej mocy, ale taki odłamek był tylko jeden i zginął wraz z właścicielką, przez co musieli dochodzić do zdrowia samodzielnie. Nauczyli się też, żeby nie szafować swoim zdrowiem w błahy sposób. Przynajmniej niektórzy. Czytaj dalej

Bosa do mnie przyjdź I od progu bezwstydnie powiedz mi Czego chcesz Słuchaj jak dwa serca biją Co ludzie myślą – to nieistotne

Stała w stołówce Czarnego Zakonu. Światło księżyca wpadające przez wielkie okno oświetlało wnętrze. Stoły i ławy zniknęły na rzecz drewnianych krzyży, na których wisieli nieprzytomni egzorcyści. Ten widok zelektryzował ją do tego stopnia, że nie potrafiła się odezwać. Podeszła bliżej. Allen był cały we krwi, Kandzie wyłupiono oczy, Lavi miał zmiażdżoną klatkę piersiową. Nie była pewna, czy żyją. Jeśli tak, cierpieli. Im dalej szła, tym bardziej się bała. Wszyscy egzorcyści bez wyjątku byli poranieni, krew powoli ściekała z ich ciał, odmierzając pozostałe życie. Ta cisza sprawiała wrażenie cmentarzyska.
– Królewno – usłyszała głos Tykiego. – Nie uciekaj, królewno.
Chwycił ją od tyłu za szyję, drugą ręką blokując jej możliwość obrony i ruchu. Przydusił dziewczynę na tyle, by się nie udusiła, ale mogła krzyczeć.
Wyciągnął ją tuż przed trzech egzorcystów. Jego oddech pieścił ucho dziewczyny, gdy usłyszała jego zadowolony szept:
– Ładnie ich załatwiłem?
Towarzyszył temu chichot oznajmiający, że nie są tu sami. Gdzieś w ciemnościach kryli się pozostali Noah, obserwując ze spokojem to, co się działo. Byli zwycięzcami, więc nie musieli się nigdzie śpieszyć.
Vivian nie mogła się wyrwać, choć bardzo chciała. Szarpała się rozpaczliwie, wzbudzając w wrogach rozbawienie. Tyki ułożył ją na czymś, pod kręgosłupem poczuła drewnianą belkę – dla niej również został przygotowany krzyż. Po obu stronach pojawili się bliźniacy i sięgnęli po jej ręce, układając je siłą na drugim skrzydle. Prawie wyłamali jej przy tym barki. Po chwili z ust Vivian wyrwał się wrzask bólu, gdy poczuła zagłębiającą się w dłoniach stal.
Z nieświadomości wyrwał ją śmiech Noah, którzy widzieli bolesny grymas na jej twarzy. Tyki pochylił się nad nią i delikatnie pocałował. Pieszczota była tylko preludium bólu, jaki chciał jej zgotować. Poczuła, jak rozrywa ją od środka, modląc się, aby tortury już się skończyły.
Gardło miała zdarte, po policzkach spływały łzy, po uwolnionych nogach gorąca krew. Krzyż został oparty o ścianę tak, aby mogli użyć mocy Anioła Lucyfera do rozpętania piekła. Szarpała się rozpaczliwie, przez co przewróciła się. Usłyszała trzask łamanego drewna i połowa pala opadła bezwładnie na posadzkę. Chciała uciekać na obolałych nogach, ale jedynie się przewróciła i uderzyła policzkiem o podłogę wśród śmiechu swoich wrogów.
– Płacz, uciekaj, Aniele Lucyfera. Nic ci nie pomoże. Twoi rycerze mogą tylko czekać na koniec. Czytaj dalej

You woke up to hate your life again Feeling it’s all been said and seen today Woke up to fake your smile again You’re not the one; you’re not the one

Lekki wiaterek muskał Vivian po policzkach, a cisza dookoła i ciepło słońca tylko doprawiały jej dobry humor. Nie otwierając oczu, sięgnęła dłonią ku twarzy postaci, na której kolanach trzymała głowę.
– Nic nie mów – ostrzegła. – Nie psuj mi tej chwili.
Poczuła, jak dotykany przez nią policzek porusza się, co miało oznaczać zgodę. Uśmiechnęła się zadowolona na takie posłuszeństwo. Palcami delikatnie badała twarz, którą znała dość dobrze, choć nie należała do osoby, o której mogłaby pomyśleć. Właśnie dlatego chciała przez moment być w tej iluzji.
– Okłamuję samą siebie – westchnęła.
– Tu jest twój raj – usłyszała.
– Czy ty nigdy nie słuchasz, co się do ciebie mówi? – spojrzała na białowłosego.
– Wybacz, Aniele. Chyba nie mogłem się powstrzymać.
– A ja mam wrażenie, że chciałeś mnie wkurzyć.
– Skoro tak sądzisz.
Przewróciła wymownie oczami na taką odpowiedź. Przez moment przyglądała mu się uważnie, jakby czegoś szukała. Białowłosy przeczesał palcami jej włosy, co było dla niej bardzo przyjemne. Czytaj dalej