Za nami wiele kłamstw Czas mi świadkiem Bóg go dał jestem silny Czekałem twoich ust Umierałem już nie raz Dziś spokojniej

Z dedykacją dla Saphiry, która była najbliższej w ustalaniu listy dzisiejszych bohaterów.

Kanda nie był zadowolony, gdy zorientował się, że kolejną misję ma wykonać w towarzystwie Laviego, Lenalee i Allena. Ten ostatni rzucił mu gniewne spojrzenie, gdy wszedł do gabinetu Komuiego i Japończyk przez moment miał ochotę skręcić mu kark. Nie, żeby go obchodził gniew Walkera za tamtą sytuację w Amsterdamie, gdy zginęła Vivian, ale to obnoszenie się z urazą doprowadzało go do szału. Kiełek dawno porządnego łomotu nie dostał, że sobie za dużo pozwala. Na razie jednak dał z tym spokój. Mieli misję do wykonania i na tym skupił swoją uwagę.
– Pojedziecie do Monachium, do Szkoły Ninja rodziny Katsumoto i odbierzecie chłopaka, który zsynchronizował się z innocence – powiedział Komui.
– To po co nas tyle? – zapytał Kanda. – Katsumoto jest sojusznikiem Zakonu, więc dzieciak z pewnością wie, co go czeka.
– Idziecie w czwórkę, ponieważ mogą pojawić się akumy, a poza tym takie było życzenie mistrza Katsumoto. Chce, żeby Andreas najpierw was odrobinę poznał. Właśnie dlatego idziecie teraz i wrócicie jutro. Generał Tiedoll wspominał o Szkole, prawda, Kanda?
– Ta, wspominał. Katsumoto to jego stary przyjaciel. Czytaj dalej

I shouldn’t be in your heart Either the time we have spent And I want you to know what the truth is But sometimes it makes me feel so sick

Kochanej Niseko. Ty wiesz za co, kochana.

Vivian szybko wpadła w rytm Szkoły. Codzienne treningi nigdy nie były dla niej czymś obcym, a rozkład dnia w Monachium nie zmienił się od czasu, gdy była tu poprzednio. Zresztą cały ten czas spędzała praktycznie w towarzystwie Christiana, który osobiście nadzorował jej trening. Był pod wrażeniem postępów, jakie poczyniła od ostatniego spotkania. O ile wcześniej łatwo ją rozgryzał, teraz miał z tym problem. Była dużo bardziej świadoma tego, co robi, jak stawia kroki, a nawet własnego oddechu. Miecz w jej dłoni stał się śmiertelnie niebezpiecznym narzędziem i jednocześnie jej integralną częścią, przedłużeniem ręki. Poruszała się lekko, dynamicznie i pewnie, a ciosy były precyzyjne i pełne gracji. Nie przypominała tamtego samouka, z którym miał do czynienia za pierwszym razem czy tej niepewnej, walczącej przede wszystkim ze sobą dziewczyny, którą spotkał w Klasztorze Tysiąca Mieczy. Wtedy potrzebowała lekcji przede wszystkim o samej sobie, bo sztuczek każdy może się nauczyć. Łatwo było dostrzec, jak chce zaatakować i jaką dysponuje siłą. Nie była słaba, nie brakowało jej doświadczenia, ale to wszystko był instynkt. To on kierował jej ruchami. Nie było to złe, ale przez to łatwo było ją odczytać. Teraz było inaczej. Instynkt i świadomość samej siebie współdziałały, stwarzając zagadkę. Poruszała się płynnie i z gracją, nie wahała się, doskonale wiedząc, jak będzie najbardziej efektywna. Przy tym czuła satysfakcję z walki, o czym świadczył błąkający się po kącikach jej ust łobuzerski uśmieszek. Powoli stawała się prawdziwym postrachem swych wrogów i Christian nie wątpił, że misja Anioła Lucyfera ma z tym wiele wspólnego, choć akurat na tym mało się znał. Czytaj dalej

Jesteś gdzieś tam daleko, Myślisz o mnie zdarza się, Lecz wybrałam inną drogę, Bolało nie mniej mnie…

Pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji. Ta była właściwa, więc Vivian podniosła się z siedzenia, na którym do tej pory leżała, zarzuciła na siebie czarny płaszcz i w towarzystwie Arianne wysiadła, gdy tłum już się przerzedził.
Monachium żyło. Było zatłoczone, hałaśliwe i pstrokate tak jak zapamiętała. Z pewną nostalgią wspominała tamtą podróż i przystanek w stolicy Bawarii. Tiedoll był wtedy dość tajemniczy, do końca nie powiedział jej, po co właściwie tu przybyli, ale niespodzianka była naprawdę przyjemna. I mimo że spędziła tu zaledwie kilka dni, były to jedne z piękniejszych wspomnień z czasu, gdy była członkiem Czarnego Zakonu.
Uśmiechnęła się na widok przystojnego Azjaty o czarnych, przydługich włosach aktualnie związanych w niską kitkę i błękitnych jak letnie niebo oczach, które także rozbłysły radośnie, gdy je dostrzegł. Opatulony był w ciemnogranatowy płaszcz, pod szyją miał zawiązany szalik – było dość mroźnie jak na połowę grudnia przystało.
Stłumiła w sobie chęć uwieszenia mu się na szyi. Naprawdę go lubiła i ceniła, ale wiedziała, że tak nie przystoi jej, Cieniowi, a także mogłoby dać mu złą ocenę sytuacji.
– Pani Arianne, Vivian – odezwał się pierwszy – miło was znowu zobaczyć.
Ukłonił się z szacunkiem obu kobietom. Francuzka obdarzyła go łagodnym uśmiechem.
– Ciebie również, Christianie. Nie sądziłam, że mistrz Katsumoto wyśle akurat ciebie na nasze spotkanie.
– Cóż, sytuacja odrobinę się zmieniła – spoważniał. – Okazuje się, że jeden z naszych uczniów jest kompatybilny z innocence. Spodziewamy się, że egzorcyści pojawią się w Szkole w ciągu najbliższych kilku dni.
– To znaczy, że odwołujemy mój trening? – zapytała Vivian. Czytaj dalej

Hearing your name My memories come back again I remember when it started happening I see you in every thought

Wiem, że niektórzy z Was tego nie robią, ale proszę, przeczytajcie dzisiaj to, co mamy do powiedzenia pod rozdziałem, bo sprawa jest poważna i dotyczy nas wszystkich.

- Gdzie ty się włóczysz, Vivian?!
To był moment pełny nadziei, zaskoczenia i czegoś, co można by nazwać radością. Moment wiary, że ten ostatni rok był tylko głupim żartem, złym snem, z którego właśnie się obudził.
Odwrócił się z nadzieją, że zobaczy tę dziewczynę o ciemnobrązowych, długich włosach, spojrzeniu ciemnozielonych oczu, które doprawiała brązowa plamka na prawej tęczówce, kobiecych kształtach skrzętnie ukrytych pod płaszczem i wyzywającym uśmiechu, za którym kryła się przerażona, skrzywdzona, mała dziewczynka, którą czasami tak wyraźnie w niej widział. Już miał rzucić jakimś nieprzyjemnym komentarzem pod jej adresem, żeby nawet przez ułamek sekundy nie pomyślała, że mógł tęsknić za jej uciążliwym towarzystwem. Na to nie pozwalała duma silniejsza niż radość. Czytaj dalej

You’ll never walk alone Anata to yuku Donna tsumi mo seotte ageru Michi naki michi wo aruiteku no Anata to futari de

Rozejrzał się. Kilka kroków dalej dostrzegł jezioro, na którego powierzchni unosiły się lotosy. Wokół panowały spokój i cisza, nie były złowrogie, ale wręcz kojące. Nie znał tego miejsca, ale wprawiało go w lepszy nastrój. A raczej wprawiałoby, gdyby nie ona.
Siedziała tuż nad brzegiem w czarnej sukience z delikatnym dekoltem, długim trenem i odsłoniętymi plecami, co dostrzegł pomiędzy długimi, brązowymi pasmami. Nie widział jej twarzy, ale był pewny, że to ona.
– Dosiądziesz się? – zapytała, nie patrząc na niego.
– Czego chcesz, Noah? – warknął.
– Nie jestem tą, którą nazywasz „Noah” – usłyszał rozbawienie w jej głosie.
Podszedł do niej i wściekle odwrócił ją za ramię. Coś go ścisnęło, gdy zobaczył jej ciemnozielone oczy z brązową plamką na prawym. Uśmiechała się uroczo zupełnie nieprzejęta jego wybuchem. Po chwili dostrzegł na jej szyi taki sam medalion jak ten, który odzyskali jakiś czas temu. Była tylko jedna różnica – ten był czarny, ale coś podpowiadało mu, że to ta sama błyskotka.
– Kim jesteś w takim razie? – zapytał.
– Czy muszę udzielać tak oczywistej odpowiedzi? – odparła. – Przecież to już wiesz. Po co ta obrażona mina? Czytaj dalej

I know I’m a mess and I wanna be someone Someone that I’d like better Can you help me forget, don’t wanna feel like this forever

Poranek był ciężki, ale Vivian wiedziała, że będzie jeszcze gorzej. Póki co nadal leżała przytulona do pleców Akiry, udając, że śpi. Złamała wczoraj wszystkie zasady tego miejsca, do tego pozwoliła sobie na utratę panowania. Zachowała się tak, jakby niczego się nie nauczyła przez ten rok. Nikt raczej nie będzie mieć pretensji o Matta, to jeszcze da się zrozumieć. Skrzywdził ją, więc zasłużył na karę i oni potrafili to zrozumieć. Jednak zrobienie w „Szalonym Kruku” takiego bałaganu nie ujdzie jej płazem. Nawet jeśli Arte chciałby to wszystko zatuszować, nie byłoby to możliwe. Za dużo świadków, za dużo złamanych zasad. Musiał złożyć Radzie Starszych rzetelny raport, a wszystkie szczegóły mogły ułagodzić karę. W to jednak wątpiła. Tym razem naprawdę narozrabiała.
Akira odwrócił się z przeciągłym ziewnięciem i spojrzał na dziewczynę. Od razu widać było, że jest przybita. Chyba nie tak to miało wszystko wyglądać.
– Nie myśl tyle o tym – powiedział cicho.
– Żeby to było takie proste – westchnęła. – Za chwilę wszystko rozgorzeje na nowo, a ja chyba nie mam na to siły.
– Przygotować ci śniadanie?
– Nie, nie mam ochoty na jedzenie, a obawiam się, że za długo nie pobyłoby w moim żołądku.
– Tak źle chyba nie będzie.
– Nie wiem. Diabli nadali mi Matta – westchnęła. Czytaj dalej

Bo nic już nie zostało, przepraszać to za mało Tak potraktowane serce nie pokocha nigdy więcej

Vivian wzięła głęboki oddech i ruszyła dalej, posługując się jedynie zmysłami słuchu i węchu. Czarna szarfa zawiązana na oczach skutecznie uniemożliwiała jej skorzystanie ze wzroku. Mimo to z łatwością uniknęła obu ciosów, które nadeszły w odstępie ułamków sekundy, po czym błyskawicznie przeszła do kontry, odwracając ostrze w kierunku przeciwniczki. Zgrzyt stali potwierdził słuszność ataku, choć po chwili musiała uskoczyć. Wychyliła się, unikając miecza, oparła się na ręce i celnym kopniakiem zwaliła przeciwniczkę z nóg. Podniosła się błyskawicznie, o ułamek sekundy wcześniej, wytrąciła broń z ręki kobiety, a własną przyłożyła jej do gardła, ściągając szarfę z oczu.
– Całkiem nieźle – pochwaliła Arianne, łagodnie opadając na plecy. – Zaliczyłaś.
– Ledwo – zauważyła Vivian, chowając ostrze do saya i pomagając mentorce się podnieść. – Tak mną grzmotnęłaś o kolumnę, że do tej pory dzwoni mi w uszach.
– Wygrałaś. To się liczy.
– A gdzie ta cała gadka o jak najmniejszych stratach w czasie walki? – uśmiechnęła się.
– Nie bądź przemądrzała, Vivian.
Brązowowłosa tylko się uśmiechnęła. Odwróciła się, chcąc wyjść z sali, kiedy wyczuła ruch Arianne. Zbyt gwałtowny jak na coś beztroskiego. Uchyliła się przed ciosem i odwróciła, przechylając lekko głowę.
– Nie masz dość, mistrzyni? – zapytała.
– Nie powiedziałam, że to koniec. Czytaj dalej