Somehow I feel like I’ve known you all my life And we have been together since the dawn of time and I’ve been missing vital pieces of the puzzle You might be the answer, stranger

Zobaczyła białe włosy znikające za drzewem. Impuls sprawił, że za nim pobiegła.
– Squalo!
Postać odwróciła się. Vivian spuściła spojrzenie. To nie był on. Bezwiednie ruszyła w stronę huśtawki, nie zauważając, że białowłosy idzie za nią. Pozwoliła pogłaskać się po włosach, choć nawet tego nie czuła.
– Chcę go jeszcze raz zobaczyć – szepnęła.
– Teraz to niemożliwe, Aniele.
– Przyprowadź go – zażądała.
– Nie mogę. To zakazane.
– Ty i te twoje prawa – prychnęła.
– Gdyby tu przyszedł, co byś mu powiedziała?
– Nie babraj się w moim sercu.
– Aniele, wiem, że będzie ci trudno, ale zrozum, że on nie może wrócić.
– A czy ja oczekuję aż tak wiele? Chcę go tylko zobaczyć. Ostatni raz. Tamto się nie liczy jako pożegnanie.
– Teraz spotkanie z nim jest niemożliwe.
Zamknęła oczy i oparła się o Niszczyciela.
– Czas mija, a ja nawet nie wiem, kiedy minął rok. Wiem tylko, że go nie ma. Wracam i uciekam. Chyba sama nie jestem pewna, co robię.
– Myślenie o nim nie jest niczym złym. Chcesz go upamiętnić, a rana nadal jest świeża.
– A czy kiedykolwiek się zagoi?
– Może.
– Nawet nie wiem, co miałabym mu powiedzieć. Nawrzeszczeć na niego, że jest durną rybą czy przeprosić, że byłam zbyt słaba, aby go ocalić. Chciałabym jedynie móc znów spojrzeć mu w oczy.
– I na to przyjdzie czas. Ci, którzy są nam bliscy, nigdy nas nie opuszczają. Pamiętaj o tym, Aniele.
– Ta, ja mam ciebie w pakiecie jako uciążliwy dodatek.
– Ranisz moje uczucia, Aniele. Zawsze szorstko mnie traktujesz.
– To powinieneś się przyzwyczaić.
– Aniele…
– Bądź już cicho.
Zsunęła się i ułożyła głowę na jego kolanach. To było lepsze niż sen pełny wspomnień tamtego dnia. Trochę się rozluźniła, a do tego Niszczyciel zaczął nucić, co też pomogło. Czytaj dalej

She´s found something to die for Something to fight for Someone to show her the way She´s found someone to cry for, someone to lie for

Powietrze było już nocne, choć chwilami można było poczuć ciepło jesiennego słońca. Miasto żyło w pełni i nie zaśnie jeszcze długo roztańczone, rozśpiewane, rozbawione wieczną fiestą. Dotyczyło to jednak tylko głównych ulic, gdzie latarnie oświetlały otoczenie, a ludzie byli zbyt porządni na ulicznych rzezimieszków. Ciemne uliczki, zakamarki, obrzeża to już zupełnie inna sprawa.
Wokół trwała względna cisza. Dźwięki zabawy dochodziły z daleka i tylko wrażliwe uszy Vivian były w stanie je wyłapać. Nie zwracała jednak na to większej uwagi przyczajona na jednym z dachów nieruchomo niczym posąg. Jej ciemna postać zlewała się z ciemnościami nocy, a oddech był niemal niesłyszalny. Czekała.
Usłyszała krzyk, ale nie poruszyła się. To jeszcze nie to, nie jej cel. Pod nią w ciemną uliczkę weszła para pijana alkoholem i miłością. Dziewczyna chichotała, milkła tylko, gdy jej usta zajęte były pocałunkami. Vivian słyszała zsuwanie kolejnych partii materiału, ale na to też nie zareagowała.
Dostrzegła go jakieś pięć kilometrów dalej. Stał nieruchomo na wieżyczce niewielkiego kościółka, a wiatr poruszał jego peleryną. Można by go wziąć za wampira, ale Vivian wiedziała, z czym ma do czynienia. On też ją czuł, a to było wyzwanie. Czekał na jej ruch. Czytaj dalej

Ienai itami kanashimi de kizu tsuita kimi mou waraenai nante hito girai nante kotoba sou iwanai de mienai mirai ni okoru koto subete ni imi ga aru kara ima wa sono mama de ii kitto kizukeru toki ga kuru daro

Wieczór wydawał się tak spokojny, że Arte aż mdliło na myśl, jak bezmyślni i bezrozumni są ludzie. Jedni świadomie ryzykowali życie swoje i innych dla zaspokojenia ambicji, drudzy zaś w ogóle nie wyczuwali zagrożenia, jakie gotowali im ich współmieszkańcy. A przecież wszystko dookoła wręcz krzyczało, że tej nocy stanie się coś złego. Zwierzęta jakoś dziwnie ucichły, pogoda znacznie się pogorszyła, a w powietrzu dało się czuć jakieś napięcie. Czy tak trudno to zauważyć?
– Pewnie jest już w środku – mruknął, spoglądając po raz kolejny w okno.
– Rozluźnij się, Arte – powiedziała Arianne. – Vivian nie jest tam sama.
– Z Arsenem, który utopiłby ją w łyżce wody.
– Nie narazi powodzenia misji.
– Ale jej życie bardzo chętnie.
– Chyba zbyt często ostatnio siedzicie tylko we dwoje – zauważyła Francuzka.
– Nie obawiasz się o nią?
– Obawiam, ale na razie nie mogę nic zrobić. Poza tym nie mogę niańczyć Vivian. Ona też jest Cieniem i narażanie swego życia jest dla niej naturalne. Chyba nawet bardziej niż dla nas.
– Mam złe przeczucia.
– Wszyscy je mamy, odkąd wiemy, co „Le Park Rose” chce zrobić. Nie możemy pozwolić sobie na błędy.
– Nie czuję się z tym dobrze. Vivian i Arsen narażają się, żeby zdobyć dla nas adres, a to przeczy tradycji Ligi, aby wracać w całości i tak przygotowywać akcję, by odnieść jak najmniej ran.
– Czasami inaczej się nie da. Czekanie nie jest twoją mocną stroną.
– Też prawda. Czytaj dalej

Malowany uśmiech w lustrze inna twarz Nie odgadnie nikt naprawdę ile lat Zakazany owoc zawsze słodszy jest Oni wiedzą to, każdy z nich spróbować chce

Vivian spojrzała w lustro. Postać, która się w nim odbijała, nie była nią. Owszem, miała jej rysy twarzy, ciemnobrązowe włosy i brązową plamkę na prawej tęczówce, która w całości była zielona jak i lewa, ale należały do całkiem obcej dziewczyny. Miała na imię Yvonne i dorabiała do pensji jako dama do towarzystwa bogatych, często starych już dżentelmenów na przyjęciach, salonach literackich czy balach. Była trochę nieśmiała, przepych sprawiał, że czuła się zagubiona, ale łaknęła zainteresowania i najwyższego standardu, którego nie mogło zapewnić jej urodzenie w rodzinie kupieckiej. Musiała o to walczyć właśnie w ten sposób, inaczej się nie dało. Uwielbiała kwiaty i kiedy zaczynała o nich mówić, nie potrafiła przestać, przez co wielokrotnie była łajana przez bliskich, nauczycielki czy pracodawców. Przy tym czasami zaliczała wpadki, często dość głupie, które wprawiały ją w zakłopotanie.
Taką rolę napisano dla idealnej ofiary, którą tego wieczoru miała stać się Vivian. Znała wytyczne, które miały zbliżyć ją do osiągnięcia celu, dzięki czemu mogła uniknąć zagrania Yvonne. Musiała stać się tą dziewczyną, urzeczywistnić ją, więc od wyjścia Arsena zachowywała się jak ona. Zabezpieczyła również bardziej widoczne blizny na swym ciele, żeby nikt nie mógł podejrzewać Yvonne o jakieś dodatkowe cele. Poza tym nie należały do niej. Czytaj dalej

All we are is broken glass Thrown to the floor, we were never meant to last And all we are, are empty shells Try to pick us up, you’re gonna cut yourself

Vivian nawet nie zauważyła, kiedy minęło lato. Było upalne i słoneczne, często w tym gorącu ciężko było jej pracować, a Berlin wręcz płonął, nagrzane słońcem budynki tylko potęgowały uczucie upału. Jedynie w Kwaterze Głównej Ligi panował ożywczy chłód, ale dziewczyna rzadko z niego korzystała, gdyż Arianne dużą część treningu przeprowadzała na zewnątrz, jakby na złość uczennicy, która nie znosiła upału. Przez to musiała wkładać dużo więcej energii w zlecone zadania niż zwykle. Klęła przy tym na surową mistrzynię, która w ogóle nie słuchała skarg i dalej wymagała absolutnego posłuszeństwa i precyzji. Vivian nie lubiła deszczowego, zimnego lata w Londynie, kiedy od słońca łatwiej było trafić na burzę, ale upalne, berlińskie lato wspominać będzie jeszcze gorzej. Z Arte prawie się nie widywała – albo siedział w Kwaterze Głównej albo wyjeżdżał na długie misje w mniej słoneczne miejsca. Jemu taka pogoda również nie odpowiadała, częściej zmieniał tryb na nocny, więc bywało tak, że gdy Arte budził się do życia, wykończona Vivian kładła się do łóżka i żadna siła nie potrafiła jej z niego wyciągnąć nie wcześniej niż po ośmiu godzinach snu. Wielokrotnie prosiła mistrzynię o zmianę trybu dnia przez ten upał, ale Arianne odmawiała, chcąc ją zahartować do ekstremalnych warunków – takie było oficjalne tłumaczenie. Zresztą wydawało się, że kobiecie tak wysokie temperatury nie są straszne, zawsze wyglądała perfekcyjnie podczas, gdy Vivian była wykończona i mokra od potu. Miało to pewną przyczynę – brązowowłosa wykonywała większość ćwiczeń samodzielnie, ale ta różnica wyglądu działała jej mocno na nerwy. Dość mocno się przy tym opaliła, przez co jej jasna skóra nabrała lekko brązowego koloru, który nawet jej pasował. Do następnego lata opalenizna jednak zejdzie, choć Vivian miała nadzieję, że za rok będzie miała więcej do powiedzenia w sprawie spędzania najgorętszej pory w Lidze. Czytaj dalej

I need a hero (Who’s gonna fight for the weak, who’s gonna make ‚em believe?) I need a hero

Lavi nie potrafił się uspokoić. Czuł, że zwariuje, jeśli ten koszmar potrwa jeszcze dłużej. Przecież to niemożliwe, żeby zniknąć bez śladu, nikt tak nie znika. Cokolwiek by się nie stało, zawsze zostaje jakiś dowód, coś, czego można się złapać w poszukiwaniach, a tu tego nie było, co doprowadzało go do szału.
– Usiądź sobie – warknął Kanda.
Minęły cztery dni od zniknięcia Hikari. Rudzielec bardzo dokładnie przeszukał okolicę, gdzie widział ją po raz ostatni, ale niczego nie znalazł. Bał się, że akuma nie kłamała i naprawdę utopiła egzorcystkę w kanale. Przemoknięty skontaktował się z Kwaterą Główną, prosząc, aby zlokalizowali golema Hikari. Urządzenie namierzające powinno działać, ale nie było sygnału, co jednoznacznie oznaczało, że golem został zniszczony. Ostatni sygnał pochodził z okolic kanału, ale nie dawało to odpowiedzi, co się wydarzyło, gdy egzorcyści się rozdzielili. Komui podjął więc decyzję o wysłaniu do Baltimore Allena i Kandy, aby pomogli Laviemu w poszukiwaniach. Zawsze była niewielka szansa, że Hikari żyje, ale sama nie jest w stanie się z nimi skontaktować. Kierownik nie zamierzał spisać jej tak łatwo na straty. Czytaj dalej

Pierwsze urodziny „Anioła Lucyfera”

Czarnowłosa dziewczyna zapełniała zeszyt drobnymi literkami. W tle grała muzyka, która miała zagłuszyć rumor z drugiego pokoju. Dźwięki wzmocniły się na chwilę, gdy do środka wszedł rudzielec. Zamknął za sobą drzwi i przez chwilę obserwował piszącą dziewczynę.
– Czego chcesz? – zapytała.
– Nadal piszesz?
– Chcę to skończyć, póki mam chwilę czasu.
– Jerry i Roger właśnie kończą przygotowania. Aż trudno uwierzyć, że rok tak szybko minął.
– I komu ty to mówisz, Lavi?
Drzwi otworzyły się ponownie, wpuszczając Arte z kubkiem gorącej czekolady.
– A ty co? Podlizać się chcesz?
– Takimi tekstami to do Ichimaru – odparł wampir. – Ja ci tylko pomagam w pracy. Czytaj dalej