Mogę czekać tysiąc lat, kiedy wreszcie dasz mi znak, by w ramionach Cię schować

Vivian siedziała na poręczy i obserwowała walkę na wewnętrznym dziedzińcu. Christian znów mierzył się z Paurim, który z jakiegoś powodu tracił nad sobą panowanie, ilekroć Niemiec pojawiał się w zasięgu jego wzroku. Nawet nie chodziło o różnicę siły i techniki, bo te mieli na podobnym poziomie, po prostu mimowolnie czuł do niego awersję, co rozbawiało wszystkich dookoła. Młody Katsumoto tchórzem nie był, więc podnosił rękawicę za każdym razem, gdy została rzucona, a do tego zawsze uprzejmie dziękował za poświęcony czas.
Brunet spojrzał na górę i na moment stracił koncentrację, gdy się do niego uśmiechnęła. Zaśmiała się cicho, bo nigdy dotąd to mu się nie zdarzyło.
– Ej, Walker! – krzyknął Pauri, nie patrząc na nią. – Nie rozpraszaj go!
– Przepraszam. To nie było moim zamiarem.
– Najlepiej złaź tu, bo obijasz się pod nieobecność Saii.
– Uczę się przez obserwację, Pauri, ale jak skończycie, chętnie zmierzę się z jednym z was.
Blondyn prychnął i już się nie odzywał na rzecz podkręcenia tempa pojedynku, jakby chcąc utrudnić jej przyglądanie się. Dziewczyna uśmiechnęła się na to, bo dobrze znała takie sztuczki. Niejednokrotnie sama ich używała, aby zamydlić przeciwnikom oczy. W końcu Noah to mistrzowie oszustwa, przynajmniej do czegoś się te zdolności przydają.
Przez chwilę pomyślała o Saii, która przy śniadaniu kazała jej czekać na siebie na polu treningowym i gdzieś zniknęła. Minęła już pora obiadu, a białowłosej nadal nie było. Co jej znowu do głowy strzeliło? Z nią nigdy do końca nie było wiadomo, co się wydarzy i co wymyśli. Była równie nieprzewidywalna co czasem Vivian w swoich dziwnych humorach, a przecież początkowo wydawała się taka idealna. Powoli ten wizerunek był poprawiany o kolejne wady.
Pojedynek na dole zakończył się remisem. Panowie odsunęli się od siebie i ukłonili, dziękując za starcie. Widać było, że potrzebują chwili przerwy, ale Vivian ani myślała dłużej czekać. Zeskoczyła z poręczy, wprawiając ich w zdumienie (zwykły człowiek łatwo mógł sobie coś uszkodzić po takim skoku) i otrzepała się beztrosko.
– Co powiecie, żebym zmierzyła się z oboma na raz? – zaproponowała. – Oczywiście wręcz.
– Jesteś o tym przekonana? – zapytał poważnie Pauri.
– Oczywiście. Inaczej bym tego nie proponowała.
– Mnie pasuje. Katsumoto?
– Z chęcią – odparł po chwili walki z samym sobą.
Vivian uśmiechnęła się i zaczęli. Walka z wieloma przeciwnikami nie należała do prostych, ale w życiu codziennym również się zdarzała, o czym w czasie treningów łatwo zapominali. Zasady znikały tam, gdzie dochodziło do rzeczy, które nie powinny przydarzać się ludziom, ale świat nie był sprawiedliwym i uczciwym miejscem. Właśnie dlatego brązowowłosa zaproponowała taką formę sparingu, chciała być przygotowana, gdy wróci do obowiązków. Akumy nie były problemem, potem jednak zaczynały się schody.
Obaj byli mistrzami walki wręcz i nie zamierzali ustępować. Vivian musiała bardzo uważać, ale po chwili wprowadziła w pojedynek elementy taktyki stworzonej naprędce i częściej unikała ich ciosów niż je odbijała. Uśmiechała się przy tym kpiąco, co tylko mobilizowało przeciwników do zmorzonego wysiłku. Chwilami nie przejmowali się w ogóle tym, że w skutek działań brązowowłosej walczą między sobą.
Christian chwycił Vivian za nadgarstek i wykręcił go łagodnie, wytrącając ją z sekwencji. Ledwo zasłoniła się przed ciosem Pauriego, po czym wylądowała na ziemi. Blondyn był pewny, że już po pojedynku, kiedy dziewczyna odwróciła się do Katsumoto, uwolniła rękę i celnym ciosem obu nóg odepchnęła go od siebie na kilka metrów. Podniosła się błyskawicznie i zaatakowała Fina, który ledwo się obronił.
– Twarda z ciebie bestia – przyznał, wyprowadzając kontrę.
– Z grzeczności nie zaprzeczę.
Przez chwilę wymieniali się ciosami, jakby zapominając o Christianie, który właśnie podnosił się z ziemi. Vivian uśmiechnęła się do blondyna, po czym wyprowadziła kopniaka prosto w brzuch Niemca. Ten zgiął się w pół zaskoczony jej zachowaniem. Jednocześnie nadal najwięcej uwagi poświęcała Pauriemu, którego trudno było jej pokonać w tak krótkim czasie. Uznała jednak jego siłę, bo był to niezaprzeczalny fakt. Używała wszystkiego, co miała, ale nadal utrzymywała remis.
W pewnym momencie uchyliła się przed ciosem zupełnie obcej osoby. Obróciła się zaskoczona, żeby spojrzeć w oczy Saii, która uśmiechnęła się z uznaniem. Jednocześnie zaatakował Christian, który w końcu pozbierał się po ostatnim ciosie. Z trzema przeciwnikami Vivian zaczynała mieć problem, ale nadal starała się walczyć z wykorzystaniem jedynie własnego ciała.
– Na co czekasz? Użyj tego – rzuciła Saii. – Po to trenujesz.
Brązowowłosa zagryzła wargę, odpierając z jednej strony Pauriego, z drugiej Christiana. Przed ciosem białowłosej uskoczyła. Wiedziała, że Strażniczka ma rację, ale nadal miała w pamięci ostatni sparing, w czasie którego poturbowała dość mocno przyjaciółkę. Wciąż nie do końca nad tym panowała.
– Czego się boisz? – podjudzała Saii. – Ograniczenia są w tobie. A może ty chcesz być słaba?
– Zamknij się – warknęła. – Nie mów mi, co mam robić.
Powaliła Christiana, uderzając punkt witalny i odskoczyła przed atakiem Pauriego. Uniknęła Saii, która zderzyła się z blondynem, ale oboje wyszli z tego bez szwanku. Może i z Katsumoto mogła rozprawić się samodzielnie, ale z tą dwójką było inaczej, reprezentowali trochę inny poziom: białowłosa balansowała na granicy możliwości człowieka, a Fin miał dużo więcej doświadczenia. Sięgnęła po moc Noah, ale tylko na jeden cios, który znacznie ich osłabił. Pauri przeklął w swoim języku, kontrując, ale Vivian już samodzielnie przebiła się i posłała go obok zwiniętego z bólu Katsumoto. Pozostawała Saiichi, która była świeża i wypoczęta, ani myślała też oddać pola przeciwniczce. Teraz pozostały tylko we dwie.
– Czemu nie uderzysz wszystkim, co masz? – zapytała białowłosa.
– Na ciebie nie muszę.
– Jesteś tego pewna? Wczoraj przegrałaś wszystkie pojedynki.
– Dzisiaj jestem inna.
– Wczoraj mówiłaś to samo.
Zasypywały się ciosami w tempie zbyt szybkim dla zwykłego człowieka. Vivian miała zaciętą minę, ale rozluźniła się. Częściowo wiedziała, jak uderzy przeciwniczka, na tym bazowała, stosując lekcje, które otrzymała do tej pory. Obie widziały, że jej styl walki znacznie się poprawił w krótkim czasie, nie był już tak chaotyczny jak na początku i trudniej było odgadnąć, co chce zrobić nawet doświadczonemu oku.
Pojedynek trwał. Christian i Pauri odsunęli się na bezpieczną odległość i obserwowali zmagania dziewcząt, nie będąc pewnym, jak to się dzisiaj skończy. Z upływem czasu nie było widać po nich zmęczenia, ale coraz lepszy humor, jakby właśnie zamieniły to w dobrą zabawę. W końcu Vivian zaczęła dotrzymywać kroku Saiichi, a dokonała tego w ciągu kilkunastu dni treningu. Najwyraźniej decyzja o skierowaniu jej do Klasztoru była jak najbardziej trafna.
Obie wykonały to samo uderzenie jednocześnie. Przez chwilę stały naprzeciw siebie, starając się wytrzymać, ale w końcu opadły na ziemię. Uśmiechnęły się do siebie.
– Mamy remis – orzekł Pauri. – To był dobry pojedynek.
– Zaskakujące – stwierdził Christian. – Taki postęp w ciągu jednego dnia w ogóle nie mieści się w głowie.
– Jest Aniołem Lucyfera. Może wszystko – odparła Saii. – Jeśli tylko chce. Wczoraj natomiast w ogóle się nie przykładała, nie wiedząc czemu.
– Gorszy dzień – odparła zdawkowo. – Idziemy coś jeść? Jestem głodna jak wilk.
– Nie wiem, czy zasłużyłaś – zaczęła droczyć się białowłosa.
– Saii!
– Żartowałam. Czas na kolację.
Odpowiedział jej śmiech pozostałej trójki. Posiłek minął im w dobrej atmosferze, obiektem złośliwości był wilczy apetyt Vivian, która jadła dużo więcej od pozostałych. Sama sobie przypominała Allena, który codziennie jadał tyle, ile średniej wielkości oddział, ale za to Jerry był wniebowzięty. Zawsze to ich bawiło, ale ta dwójka nigdy się tym nie przejmowała, białowłosy bronił się tym, że jest typem pasożytniczym i potrzebuje dużo energii, a Jerry’emu nie wolno było zwrócić takiej uwagi w obawie przed jego gniewem, co nie było zbyt przyjemnym doświadczeniem. Gdy chciał, potrafił być straszny. Teraz przestałby narzekać całkowicie na Vivian, która dość często wymigiwała się od posiłków, zadawalając się jabłkiem, po czym znikała na cały dzień. To ich zawsze zastanawiało, ale tłumaczyli sobie, że przez lata ulicznego życia organizm dziewczyny dostosował się do małej ilości pożywienia. Obecnie jadła za trzech i ciągle coś przygryzała, gdy nie była zajęta treningiem.
Nie zauważyła, że przez cały czas ukradkiem przygląda jej się Christian. Było to szczególne spojrzenie, ale nie powiedział słowa. Saii pokręciła tylko głową, stwierdzając, że to przypadek beznadziejny i postanowiła to przemilczeć przy stole. Pewnych spraw nie należy poruszać w określonych warunkach.
Wieczorem dziewczyny miały jeszcze lekcję zielarstwa, które dla Cieni było sztuką równie podstawową jak walka czy inkantacje. Vivian nieszczególnie za nim przepadała, ale Saii uparła się, żeby wtoczyć jej do głowy wszystkie podstawowe zasady tej dziedziny.
– Wiesz, że Christian jutro wyjeżdża – powiedziała Saii, gdy siekały zioła.
– Nic nie wspominał.
– Czyżby nie chciał się pożegnać? – spekulowała białowłosa. – W sumie to mu się nie dziwię. Odsunięcie się w milczeniu pasowałoby do niego.
– Co ty znowu sugerujesz?
– Ty naprawdę tego nie widzisz? Vivian, weź się ogarnij. To ostatnia noc, którą moglibyście spędzić razem.
Brązowowłosa spojrzała na towarzyszkę i skrzywiła się wymownie. Nie lubiła wracać do tego tematu, ale Saii nie ustępowała.
– Już ci mówiłam: nie sypiam z przyjaciółmi, ale jeśli chcesz do niego dzisiaj zarwać, to proszę bardzo. Nie krępuj się – powiedziała pogodnym tonem.
Przyjaciółka zmieszała się na jej słowa. Faktem było, że odrobinę irytował ją fakt, że Christian nie zwraca na nią kompletnie uwagi, ale nie traktowała tego aż tak poważnie, żeby pchać mu się do łóżka.
– Ja… – zająknęła się.
– Wiem. Widać, że jesteś dziewicą, choć twoje zachowanie mogłoby temu zaprzeczyć – odparła swobodnie Vivian.
– Byłam pewna, że nie zauważyłaś.
– Widziałam już wiele. Lubisz męską uwagę, to dla ciebie jak kolejne wyzwanie, ale mimo to z nikim nie sypiasz. Nie wnikam w powody. To twoja sprawa.
Ucichły na kilka chwil, skupiając się na powrót na ziołach, które przygotowywały do lekcji. Vivian jednak była myślami gdzie indziej. Odłożyła nóź i podeszła do okna.
– Mogłam się domyśleć po jego dzisiejszym zachowaniu – stwierdziła. – Nigdy dotąd nie dekoncentrował się przy mnie podczas walki. Nawet Pauri to zauważył.
– Może powinnaś z nim porozmawiać?
– Nie, to mogłoby się źle skończyć, a ja nie chcę go skrzywdzić. Jest dla mnie cennym przyjacielem.
– Jego uczucia wykraczają poza przyjaźń.
– Wiem o tym, Saii – odparła zirytowana. – Myślisz, że jestem ślepa? On wie, że nie dostanie ode mnie niczego więcej. Przespanie się z nim dzisiaj w efekcie dałoby odwrotny skutek od oczekiwanego i będzie jeszcze gorzej cierpiał.
– Mówisz tak, jakby to już się zdarzyło.
– Bo się zdarzyło. Nadal tego żałuję, ale nie widziałam innego wyboru. Nie chcę powtarzać tego błędu.
– Rozumiem. Mimo to powinniście się pożegnać. Nie wiadomo, kiedy znów się spotkacie.
– Przyjdzie się pożegnać. Wiem to i nie będę na niego naciskać. Niech postępuje wobec własnego sumienia, a teraz weźmy się za to zielsko.
– To nie jest zielsko – zaczęły ponownie tę samą dyskusję co każdego wieczora przez ostatnie dni.
Stosowały zawsze te same argumenty i w ten sam sposób, jakby odgrywały przedstawienie dla niewidocznej publiczności. Tak naprawdę obie upierały się przy swoim i nie chciały odpuścić, co było śmieszne i dziecinne. Vivian miała jednak świadomość, że musi nauczyć się zielarstwa, na samotnych misjach nie będzie mogła liczyć na pomoc innych, a czasami użycie ziół było niezbędne w pracy Cienia.
Christian nie jadł śniadania ze wszystkimi i wydawało się, że rzeczywiście wyjedzie bez pożegnania jak zapowiedziała Saii. Vivian starała się nie zwracać na to uwagi, ale zabolałoby ją to, gdyby Katsumoto podjął taką decyzję. Rozumiała jednak, że sytuacja nie była dla niego łatwa, ale nie potrafiła mu pomóc. Anioł Lucyfera jednak nie mógł wszystkiego. Odetchnęła jednak z ulgą, gdy zobaczyła go w drzwiach jadalni. Podszedł do ich stołu i zapytał:
– Możesz poświęcić mi kilka minut, Vivian?
– Jasne.
Pozwoliła wyprowadzić się do ogrodu. Było to miejsce, w którym rozmawiali po raz pierwszy po jej przybyciu do Klasztoru. Nie minęło dużo czasu od tamtego dnia, ale Vivian wydawało się, że to trwało wieki.
– Wyjeżdżam dzisiaj. Chciałem się pożegnać – oznajmił.
– Szkoda. Chętnie spędziłabym w twoim towarzystwie jeszcze trochę czasu.
– Wzywają mnie obowiązki wobec Szkoły, a pogoda na tyle się ustabilizowała, że mogę ruszać.
– Rozumiem – uśmiechnęła się lekko. – Nie mam prawa cię zatrzymywać, przyjacielu.
– Los nam nie sprzyja, ale cieszę się, że mogłem cię zobaczyć nawet, jeśli to nie mnie jesteś przeznaczona.
– Christian…
Pokręcił głową, uciszając ją. Uśmiechnął się.
– Wiem. Zawsze wiedziałem. Wtedy, gdy przyjechałaś do Monachium, gen. Tiedoll powiedział, że jesteś dzieckiem, które nie chce nikomu ufać i w życzliwości dopatruje się zdrady. Widziałem to. Były chwile, gdy spinałaś się gotowa do ucieczki. Nie wiem, czym było to spowodowane, mogę się tylko domyślać, ile zła cię spotkało. Teraz jesteś inna, bardziej pewna siebie i nieugięta. Ktoś jest w twoim sercu i ja go nigdy nie zastąpię. Pogodziłem się z tym, choć nie było to proste. Nie chcę stracić twojej przyjaźni.
– Ja również – odpowiedziała poruszona jego słowami. – Szczerze mówiąc, teraz czuję się niezręcznie, że nie jestem z tobą szczera, ale nie chcę obarczać cię moimi problemami. Dałeś mi coś cennego i chciałabym się odwdzięczyć, ale przyjaźń to jedyne, co mogę dać. Wierzę, że twój los pójdzie w odpowiednią stronę. Do tego przecież od zawsze dążysz.
– Czasami przypominasz mi Satoriego – przyznał. – Z nim również dobrze się rozumiałem.
– Nigdy bym ci go nie zastąpiła. Opiekuj się mistrzem Katsumoto i resztą. Oni też są dla mnie bardzo cenni.
– Nie proś o rzeczy oczywiste, Vivian. Przysięgam na swój honor, że nie zdradzę twojej tajemnicy, ale proszę, abyś wróciła i ukończyła trening, kiedy uznasz to za stosowne. Szkoła nie zdradzi faktu twojej obecności, a wierzę, że zyskasz na tym.
– Będę o tym pamiętać. Bezpiecznej podróży, Christian.
– Ty również o siebie dbaj i pozwól włosom odrosnąć. Długie pasują ci najbardziej.
Roześmiała się na tę uwagę. Nie sądziła, że pozna zdanie przyjaciela na ten temat, dotąd jakoś powstrzymywał się przed komentarzem, ale była wdzięczna za szczerość. Doceniała to. Ukłonili się sobie, po czym została sama. Nie wracała jeszcze do budynku, pozwalając mu odejść bez dodatkowego spojrzenia. Poczuła się zbyt słaba na to. Egoistycznie nie chciała, żeby jeszcze wyjeżdżał, tak mało czasu ze sobą spędzili, tak wiele mógł ją jeszcze nauczyć, ale nie mogła go o to prosić. To byłoby nie fair przede wszystkim wobec niego. Dać nadzieję, a potem brutalnie ją odebrać – znała to i wiedziała, jak bardzo boli. Ich ścieżki i cele były różne, musieli się ich trzymać. Christian miał obowiązki jako spadkobierca rodu, zbyt długo był już poza domem i teraz należało wrócić. Mimo to Vivian czuła smutek. Nienawidziła pożegnań, bo przynosiły cierpienie, nigdy nie była w nich dobra i wolała odejść po cichu jak tchórz. Zawsze podziwiała ludzi, którzy opanowali sztukę pożegnań, choć dla nich pewnie to też nie było proste, chociaż tak wyglądało. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
Saii znalazła ją w ogrodzie jakiś czas później. Siedziała wpatrzona w niebo i nieobecna myślami. Białowłosa tylko pokręciła na to głową.
– Czemu tu tak sama siedzisz? – zapytała, zajmując miejsce obok.
– Bez powodu.
– Pojechał już.
– To dobrze. Czeka go długa droga. Im wcześniej wyruszy, tym lepiej.
– I tylko tyle masz mi do powiedzenia?
– A co ty byś więcej chciała? – spojrzała na nią kątem oka.
– No wiesz, wiele mogło się tu zdarzyć.
– Chyba w twojej wyobraźni.
– Nawet jednego pocałunku? – Vivian pokręciła głową. – Pff, jesteście nudni.
– Tłumaczyłam ci to już, więc dlaczego jesteś uparta?
– Czasem jesteś zbyt sztywna.
– Nie chcesz poznać mojej rozrywkowej strony.
– A może chcę.
– Nie, nie chcesz.
– Chcę.
Przedrzeźniały się tak przez jakiś czas ku rozbawieniu białowłosej. Vivian w końcu dała sobie spokój, nie była w nastroju na słowne przepychanki. Z jakiegoś powodu pomyślała o Kandzie przekonanym, że jest martwa. Tęskniła za jego towarzystwem, choć niewątpliwie wiązało się z kolejnym drobnym konfliktem. Zastanawiała się, czy gdyby nie on, potraktowałaby Christiana inaczej. Przecież tamto nie miało już znaczenia, stanowiło jedynie pożywkę dla niewybrednych żartów Arte, a jednak stało się głównym powodem, dla którego podszepty Saii nie doszły do skutku. Dlaczego?
– Idziemy powalczyć, bo mi tu całkiem w melancholię popadniesz – stwierdziła w końcu Saii. – W ogóle mnie nie słuchasz.
– Nie mam ochoty na wygłupy.
– Akurat mówiłam o czymś innym. Nie odlatuj, bo ci skopię tyłek.
– Ciekawe, kto komu – prychnęła Vivian. – Nie bądź taka pyszna, Strażniczko.
– Niech czyny rozstrzygną.

***

Vivian: Witamy w nowym roku. Mam nadzieję, że stęskniliście się za nami tak bardzo jak my za Wami.
Arte: Jak to mówią: święta, święta i po świętach.
Vivian: Może i dobrze, bo przynajmniej Laur coś robi.
Laurie: No tak, bo zwykle nie robię nic, tak?
Ichimaru: Oj, nie denerwuj się, Laurie-san.
Laurie: Wyjazd, Gin. Niech me oczy cię nie widzą.
Corrie: To będzie trudne, skoro umieściłaś go już w pierwszym rozdziale.
Vivian: O tym podyskutujecie później. To mój teren.
Corrie: Ale my tu dzisiaj robimy reklamę.
Vivian: Laur?
Laurie: Za tydzień już ich tu nie będzie. Jak już parę zorientowanych osób się domyśla, doszła mi nowa historia, którą pragnę Wam przedstawić. Tym razem jest ona osadzona w świecie „Bleacha”, dość znanego u nas tytułu, który moim zdaniem do pewnego momentu trzyma naprawdę niezły poziom.
Vivian: Do momentu aż ten farbowany lis, który się tu kręci, nie zniknął spektakularnie?
Laurie: Nie, to nie jest ten moment. Zresztą na ten temat też nie będziemy rozmawiać, a na pewno nie dzisiaj. Mam dość dołujących informacji, jak na jeden dzień. Pomijając złośliwości Vivian, serdecznie zapraszam na: http://corrienshiroyama.wordpress.com/ i mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Vivian: Już? Koniec? To super.
Arte: Czyżbyś była zazdrosna, że Laur się rozwija?
Vivian: O ile pamiętam, to ma inny projekt bardziej programowy do skończenia.
Laurie: Z tobą na ten temat nie będę dyskutować. Stało się. Teraz już się nie wycofam.
Vivian: A co z Aniką? Bo to może mieć kluczowe znaczenie dla pozostałych projektów.
Laurie: Pisze się bardzo powoli. Nie zawracaj mi teraz głowy.
Arte: Od nas to wszystko na ten tydzień. Następny rozdział w przyszły piątek. Wpadnijcie też do Corrie. Trzymajcie się cieplutko i do zobaczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s