Remembering all the times you fought with me I’m surprised it got so (far) Things aren’t the way they were before

Jako że rozdziału nie było od miesiąca, postanowiłam przyśpieszyć premierę tego rozdziału o dzień. Cieszycie się?

Vivian czuła się jak przy swoistym deja vu. Znów stała pomiędzy dwoma kręgami i spoglądała na śpiącego Allena, który lada chwila otworzy oczy i dalekie będą one barwą od tej, która ją tak bardzo oczarowała, gdy była dzieckiem. Nie była pewna, czy to wszystko nie było przypadkiem snem. Ostatnie godziny stały się dla niej tak nierzeczywiste ze zmęczenia, że pozwoliłaby sobie wmówić nawet to, że Kanda jej się oświadczył. Nic to, że to niemożliwe.
Nie poruszyła się, gdy Nea położył dłoń z innocence naprzeciw jej własnej i uśmiechnął się pobłażliwie.
– Niczego się wczoraj nie nauczyłaś, Wianeczko? – zapytał.
– Wybacz, popełniłam wczoraj błąd, pozwalając ci się zdominować. Cross mnie ostrzegał, że potrafisz być bardzo przekonywujący, gdy czegoś chcesz. Tym razem nie popełnię tego błędu.
Cienie wokół zakończyły stabilizowanie bariery, wszystko dotąd poszło dobrze. Vivian wzięła głęboki oddech i zaczęła recytować opracowane zaklęcie. W tle słyszała głos Arte, który miał rozdzielić dusze Czternastego i Allena, nim dekompilacja zacznie się naprawdę.
– Nie jestem jakimś demonem, Wianko. To nie zadziała. Czytaj dalej

Reklamy

It’s in your eyes (It’s in your eyes) What’s on your mind (What’s on your mind) I fear your smile and the promise inside It’s in your eyes (It’s in your eyes) What’s on your mind (What’s on your mind) I fear your presence, I’m frozen inside

Kanda wszedł do cichej biblioteki niezauważony przez nikogo. Zresztą Kwatera Główna od dawna spała, bliżej było świtu niż poprzedniego wieczoru i miał świadomość, że również powinien się położyć. Jednak jedna sprawa nie dawała mu spokoju.
Znalazł ją tam, gdzie się spodziewał. Zresztą prawie się stąd nie ruszyła, przygotowując jakieś mikstury i rozrysowując na kartce wzory, które nic mu nie mówiły. W ciągu dnia pełno było tu tych Cieni, debatowali godzinami, jak powinien wyglądać cały proces, wieczorami jednak zostawała sama, pracując ponad swoje siły. Nie był nawet pewny, czy Komui przygotował i dla niej kwaterę, bo od kilku dni nie rozmawiali. Nie chciał jej przeszkadzać, skoro była zajęta, zresztą ten cały Arte niemal nie opuszczał jej boku. Zawsze siedział tak blisko niej, śmiała się z jego żartów, które wplatał w rozmowę, czuła się przy nim swobodnie. Przy żadnym z egzorcystów się tak nie zachowywała, zawsze była czujna, postawiona w stan gotowości, jakby czekała na atak. Przy wampirze zdawała się całkiem inną osobą, dziewczyną, która nie wycierpiała tak wiele. Nie miał pojęcia, co ich w rzeczywistości łączyło, ale przypominało to chwile, gdy była z Superbim. Wtedy też się rozluźniała. Czytaj dalej

These screams they wake me up in the night They violently fill my room They keep me awake

Cisza uderzyła go dotkliwiej, niż przypuszczał. W uszach nadal brzmiał mu bolesny wrzask błagający o litość. Wiedział, co zobaczy, jeśli podniesie głowę. Coś ściskało go w żołądku, zacisnął wargi, żeby tylko nie wydać z siebie głosu.
– Czemu go nie zawołasz? – Usłyszał. – Przecież przyjdzie cię ocalić.
Odpowiedzią był zachrypnięty szept. Nie zrozumiał słów. Śmiech tego parszywego Noah rozdarł ciszę. Zacisnął mocniej zęby ze świadomością, że nic nie może zrobić.
– Ej, rycerzyku! Dołącz do zabawy.
Nie zareagował. Chwilę później został pociągnięty za włosy i musiał spojrzeć w uśmiechniętą twarz Mikka.
– Królewna cię wołała, rycerzyku. Nie słyszałeś? – zadrwił Tyki. – A może już cię nie obchodzi?
Ciągnął go za sobą do momentu, aż trafił na opór. Wrzask bólu odbił się od ścian. Mikk odwrócił się z odrobiną zaskoczenia, które zaraz zniknęło.
– Zapomniałem – stwierdził z rozbawieniem. – Świeczki Road są naprawdę ostre. Czytaj dalej

Róże to zawsze zły pomysł

Kto wymyślił to durne święto czternastego lutego? Kanda nie znosił tego dnia, bo oczywiście wszyscy dookoła oszaleli z tymi durnymi Walentynkami. Że też nie może dostać misji i wynieść się daleko od tych idiotów na jeden dzień. Poszukiwaczki oczywiście zostawią mu stos czekolady na stołówce, pomijając to, że Japończyk nie znosił słodyczy, króliki będą się obściskiwać przez cały dzień na oczach wszystkich i w ogóle pełno dookoła będzie tych jakże uroczych walentynkowych dekoracji. Gdyby mógł, nie wychodziłby z pokoju.
Zszedł na śniadanie niedługo po Vivian, której chyba nie ruszyło to święto głupców. Jakby nigdy nic żartowała z Jerrym i w ogóle nie zwracała uwagi na całą tę serduszkową otoczkę. Jak co roku kucharz obok śniadania na tacy zostawił czekoladkę, którą można było dać sympatii. Kolejna durna tradycja wymyślona przez kompleks siostry, który wszystkie czekoladki dla Lenalee konfiskuje. Czytaj dalej

No one knows my secret No one knows my heart ’Cause it’s always on the run I don’t know what I’m doing I don’t know where I’m going And I don’t even know where I come from

Vivian spodziewała się wszystkiego, gdy Elena otworzyła drzwi. Może wiedziała o Crossie niewiele, ale wystarczająco, żeby podejrzewać go o próbę ucieczki czy wykpienia się od odpowiedzialności. Był to tego zdolny i nawet tego nie ukrywał. Przez to nie miała powodu mu ufać. Tylko dlatego poszła na układ z Leverrierem – nie obchodziło jej, co się stanie z Crossem, gdy już wyciągnie z niego potrzebne informacje. Koniec tego dobrego, dłużej nie będzie już odwlekać zemsty za utracone dzieciństwo.
W oczach Eleny dojrzała strach, gdy dziewczyna rozpoznała różany krzyż na płaszczu Kandy. Nie było powodu, żeby Vivian zakazała Japończykowi tego stroju, sama miała na sobie czarny płaszcz Cieni. Nie zamierzała ukrywać, skąd przyszła.
Hiszpanka powściągnęła emocje i odsunęła się, wpuszczając ich do środka. Nie trudno więc było usłyszeć wołanie Crossa:
– Elena, kto to?! Czytaj dalej

All this time We only tried to find a way to hide it all away All this time We only tried to find a way to runaway Now everything must change

Siedziała nad brzegiem jeziora i moczyła nogi. Ruch sprawił, że na tafli pojawiły się kręgi, kwiaty lotosu poruszały się delikatnie. Niczym niezmącony obrazek, który doprowadzał go do szału. Złapał ją za sukienkę i pociągnął do siebie.
– Zadowolona? – warknął jej prosto w twarz.
– Trudno ci teraz zaprzeczyć prawdzie.
– W dupie mam twoją prawdę. Co to ma w ogóle być?
Nia westchnęła ciężko, jakby miała do czynienia z upartym dzieckiem. To go tylko bardziej wkurzyło, bo ile można? Nie znosił jej. Doprowadzała go do szału samą swoją obecnością.
– Jesteś, kim jesteś. Nic z tym nie zrobisz, choćbyś chciał, a podejrzewam, że chcesz. Zamierzasz po prostu uciec? Zostawić ją z tym samą?
– Nie mieszaj do tego Noah – syknął.
– Anioł Lucyfera i Niszczyciel Czasu są ze sobą połączeni nierozerwalnym łańcuchem przeznaczenia. Cokolwiek postanowicie, wpłynie na losy tego drugiego, a wiesz, czym skończy się porażka. Czytaj dalej

Itsu datte koko ga subete nanda Dare datte kitto samishii Dakedo ikiru koto wa dekiru Hitori no yoru tatakatteru nda yo

Pora obiadu przyszła niespodziewanie szybko. Trudno się dziwić, dzień od samego rana był pełny wrażeń. Wczorajszy powrót Vivian wywołał wiele emocji wśród mieszkańców Czarnego Zakonu. Nikt nie wiedział, co postanowi Leverrier w tej sprawie. Do tego ci tajemniczy goście, których Vivian tak serdecznie powitała. Liga Cieni. Dla wielu była to obca nazwa, garstka jednak pamiętała czasy przyjaźni pomiędzy organizacjami i to, co wydarzyło się później.
Poza tym był to dzień jak co dzień. Poszukiwacze ruszyli w teren, egzorcyści dostali swoje misje, pozostałe sekcje również wykonywały swoją pracę. Wydarzenia wokół Vivian krążyły gdzieś obok, praca przecież musiała być zrobiona.
Przerwa na posiłek oznaczała rozluźnienie. Mieszkańcy Kwatery Głównej tłumnie schodzili do stołówki, plotkując. Ostatnio wyjątkowo wielu egzorcystów również korzystało z tego czasu – misji prawie nie mieli. Idealny czas na treningi i spędzenie ze sobą odrobiny czasu. Czytaj dalej