Odliczanka

Dziesięć: Posłaniec

Kieliszek wina w dłoni, kobiece ciało obok, dym papierosowy unoszący się w powietrzu. Łatwe życie bez zobowiązań. I tylko myśl o danych kiedyś obietnicach psuje mu humor. Był posłańcem, który miał wszystkiego dopilnować. A przecież to nie jego wojna, nie jego odpowiedzialność. Jak się w to wszystko wplątał? Młody był i głupi. Przerosło go to, gdy zniknął prowodyr zamierzania. Miał ochronić to dziecko, po prostu uciekł. Łatwiej było udawać, że to nie jego problem i oddalać się od niej. Teraz wie, do czego doprowadził. Tylko skomplikował sprawę. Zniszczył tę dziewczynkę. Czy kiedykolwiek pozwoli mu naprawić błąd? Czytaj dalej

Magia Świąt

Boże Narodzenie było najważniejszym wydarzeniem w roku w tradycji chrześcijańskiej, która panowała w niemal całej Europie. Każdy region miał swoje tradycje związane z tym świętem, lecz wszędzie najważniejsze było rodzinne świętowanie narodzin Jezusa Chrystusa. Przez lata zwyczaje się zmieniały, tradycje z różnych stron świata zaczęły się ze sobą mieszać, ale wciąż Boże Narodzenie było nie do nie zauważenia.
Rok dwutysięczny ósmy nie był inny. Dwudziesty pierwszy wiek prężnie radził sobie na początku zimy, a szeroko zakrojony marketing już na początku listopada przypominał, że niedługo święta. Atrakcyjne promocje pozwalały zakupić wymarzone prezenty dla bliskich, przyszykować wigilijną kolację na bogato, a dookoła błyszczały kolorowe lampki, uśmiechali się Mikołajowie w czerwonych kubraczkach, a na każdym rogu słychać było kolędy i świąteczne piosenki. Czytaj dalej

Show me what it’s like To be the last one standing And teach me wrong from right And I’ll show you what I can be

Cisza, w której najcichszy oddech zdawał się być hukiem. Aż trudno było uwierzyć, że dookoła nadal trwają walki, bo tu nie docierał żaden odgłos. Tak jakby był to całkiem odmienny świat, inny wymiar.
Gobeliny pokrywające ściany opadły, gdy tylko dwoje Cieni postawiło nogę w progu sali. To, co znajdywało się pod nimi, było przerażające. Setki ciał pozbawionych krwi, obdartych ze skóry, bez organów wewnętrznych, z połamanymi kośćmi. I te twarze wykrzywione w przerażające maski bólu i strachu. Ci ludzie cierpieli straszliwie przed śmiercią, a jej odór wypełnił powietrze do tego stopnia, że ciężko było nawet oddychać.
Na przeciwległej ścianie rozbłysnął na fioletowo krwawy pentagram otoczony różnymi znakami. Ich znaczenie przeraziło dwójkę Cieni. Nie sądzili, że plany Purpurowych Tygrysów są tak zaawansowane w realizacji. To był ostatni moment, by powstrzymać to szaleństwo.
– To psychole – szepnęła Vivian. – Wiele widziałam, ale to przekracza moje najśmielsze pojęcie.
– Właśnie dlatego musimy ich wybić – odparł ponuro Arte. – Inaczej wszyscy dopełnimy losu tych nieszczęśników. Czytaj dalej

I wish I knew what it was like To care enough to carry on I wish I knew what it was like To find a place where I belong, but

Wrzask poderwał wszystkich do góry. Niektórzy sennie przecierali oczy, nie wiedząc, gdzie się znajdują. Inni chwycili za broń przekonani, że to jakiś atak, ktoś biegał we wszystkich kierunkach ogarnięty paniką. Dopiero po chwili każdy z nich zrozumiał, kto tak wrzeszczy w środku nocy.
Dziewczyna głaskała go po siwych włosach. Szeptała uspokajające słowa, lecz strach nie odpuszczał. Gdyby mógł, wymazałby ten obraz z głowy. Choć widział w życiu już wiele różnych okrutnych rzeczy wprawiających innych w obłęd, to jedynie to doprowadziło go do takiego stanu. Niby abstrakcyjne, jednak wizje nigdy się nie myliły. Musieli zareagować.
Do pomieszczenia wpadło kilka osób zaniepokojonych wrzaskiem przerażenia w środku nocy. Nigdy dotąd nic takiego się nie wydarzyło. Owszem, mężczyzna przywoływał ich za każdym razem, gdy coś ujrzał, ale nigdy nie odbywało się to w ten sposób. Cóż to musiała być za wizja, skoro obudził wszystkich dookoła? Czytaj dalej

Hito wa dare mo hitori botchi de Kodoku na tabi wo tsuzukete ikiru Anata ni tadoritsuku hi made Sou omotte ita

Osada na horyzoncie otoczona była wałem ziemi imitującym mur. Przypominało to nieco umocnienia z dawnych czasów, lecz najwyraźniej mieszkańcy uznali, że to wystarczy do obrony przed dzikimi zwierzętami i bandami zbójeckimi. Dookoła były pola uprawne, jeszcze nieobsiane, nie licząc tych upraw, które sadzono przed zimą. Trudno więc było określić, czy to wioska czy miasteczko.
Już z daleka było słychać krzyki świadczące o jakiejś awanturze. Coś się działo na głównym placu tuż przed wieżą kościoła. Jednak przez tłum z daleka trudno było dostrzec serce całego zamieszania. Nikt też nie zauważył dwójki zakapturzonych jeźdźców, którzy galopem pokonali drewnianą, lichą bramę i zmierzali do centrum.
Im bliżej, tym wyraźniej było widać stos drewna usypany na ognisko. Wątpliwe, żeby miało być to radosne świętowanie, skoro tuż obok okładano kamieniami młodą, rudowłosą dziewczynę w cienkiej, zaplamionej krwią szacie. Wszystkiemu ze spokojem przyglądało się dwóch księży, co stawiało osadę bliżej miana miasteczka. Wsie rzadko kiedy mogły pozwolić sobie na dwóch duszpasterzy. Czytaj dalej

Cukierek albo psikus, ponuraku

Halloween zamieniało szare ulice Londynu w szarość obwieszoną pomarańczą, pachnącą dynią i pełną różnych pseudo strasznych akcesoriów, które w Kandzie wywoływały niesmak. Nigdy nie rozumiał, skąd ta radość związana ze straszeniem się wzajemnie, łażeniem w nocy po cmentarzach czy zbieraniem słodyczy. Może i był aspołecznym dzieciakiem, a teraz człowiekiem, ale nie było w tym nic ekscytującego. Dużo szumu o nic.
Najchętniej zostałby w domu, ale perspektywa halloweenowej imprezy, którą urządzali Alma i Lavi, psuła mu plany. Do tego dzieciarnia z pewnością wywinęłyby mu jakiś numer w ramach zemsty, że nie da im żadnych słodyczy. Jeszcze na łeb nie upadł, żeby dokarmiać te przeklęte bachory z okolicy. Nie miał więc wyjścia, musiał się wynieść na tę jedną noc. Czytaj dalej

Uciekać najdalej Może nie znajdą mnie Uciekać przed siebie Łatwiej niż walczyć, wiem Zagłuszyć sumienie Znowu odwrócić wzrok Zapomnieć kim jestem Karnie wyrównać krok

Niebo na wschodzie nieśmiało zaczęło się rozjaśniać. Najpierw granat przeszedł w błękit, potem w szarawą biel i blady róż. Gwiazdy bladły, tylko połówka księżyca nadal wisiała nad lasem, nic sobie nie robiąc z budzącego się dnia. Pierwsze poranne trele budziły las do życia, skoro umilkli już jego nocni mieszkańcy. Nie był to najpiękniejszy widok, drzewa dopiero się zieleniły, pierwsza tegoroczna trawa nieśmiało kiełkowała na połaciach ocieplonych słońcem. Wiosna jeszcze nie całkiem zapanowała nad tym terenem, odrzucając ostatnie wspomnienia długiej, śnieżnej zimy.
I tylko jeden szczegół nie pasował do tego idyllicznego wręcz obrazka – odgłos walki i towarzyszący mu mdlący zapach śmierci.
Postać w czarnym płaszczu śmigała pomiędzy przeciwnikami, na styk unikając ciosów i zadając własne. Te były bardziej celne. Dwa bogato zdobione sztylety pokryły się szkarłatną barwą gęsto pokrywającą metaliczne ostrza.
Nie puszczając rękojeści z dłoni, złapała za najbliższą gałąź i podciągnęła się na niej, unikając ciosu. Ułamek sekundy później stała już na konarze poza zasięgiem przeciwników i łapała oddech. Walka trwała zbyt długo i choć zabiła już kilku wrogów, wciąż pozostawało tylu, by stanowić zagrożenie. Nadal nie mogła uwierzyć, że wpadła w pułapkę. Skąd wiedzieli, którędy będzie jechać? Czytaj dalej