Trzecie urodziny Anioła Lucyfera

Vivian zaśmiała się, widząc, jak Kanda męczy się z wieszaniem girland na gałęziach drzew w ogrodzie. Japończyk spojrzał na nią morderczo, ale nic nie powiedział. Jednak jego cierpliwość była już na wyczerpaniu.
– Przegrałeś zakład, to wieszaj – usłyszał jej bezczelny komentarz.
– Zabiję – warknął.
Zwinnie zeskoczył z gałęzi i pomknął za uciekającą ze śmiechem Vivian. Miała naprawdę dobry humor, czego nie można było powiedzieć o Kandzie.
– Prawie jak w ostatnich rozdziałach – zauważył Arte ukrywający się w cieniu parasola.
Na szczęście dzisiaj słońce świeciło trochę mniej, więc mógł wyjść na zewnątrz bez zbytniego ryzyka, ale i tak niewiele pomagał. Raczej asystował Laurie wygodnie rozłożonej w hamaku.
– Oni tak całe życie, choć ostatnio jakoś bardziej. Fakt – przyznała.
– Miłość – zaśmiał się wampir. – Maślanki truskawkowej?
– A weź idź mi z tym – mruknęła. – Obraza dla maślanki. Czytaj dalej

Yuitsu zettai no sonzai Dakedo atsukai wa itsumo zonzai Inochi wo kakete tatakau ageku ni Seotta kizu wo iyasu hitomo nai

Porażka bolała zawsze. Nieważne, czego dotyczyła. Oznaczała bowiem zawód i przegraną. Gdy chodziło o małą rzecz, łatwiej było się podnieść i przejść nad tym do porządku dziennego. Nie udało się dziś, uda jutro. Błahostki łatwo się odrzucało. Zapominało się o nich w ferworze dnia codziennego, spychało w kąt świadomości i zajmowano się ważniejszymi sprawami.
Gorzej, kiedy porażka dotyczyła spraw ważnych. Wtedy mogła mieć kluczowe znaczenie dla tego, kto jej doświadczył. Porażka w bitwie mogła przynieść przegraną w wojnie i śmierć. Potem pozostawała tylko rozpacz i myśl, że można było coś zrobić lepiej. Czasami przesądzała o całym życiu, niszczyła wszystko, na czym nam zależało i odbierała to, co najcenniejsze. Czytaj dalej

No more blame I am destined to keep you sane Gotta rescue the flame Gotta rescue the flame in your heart

Wszystko działo się tak szybko. Jeszcze chwilę temu był pewny, że dopadli tę domniemaną egzorcystkę, która wyprowadziła ich na to pustkowie. Wystarczy kilka ciosów i będzie miał ją na widelcu, a potem reszta zacznie zadawać pytania i mówić. Na razie ich ignorował. Wystarczająco długo próbowali wyjaśnić jej, że nie są wrogami. Jawnie to odrzucała. Na pewno rozumiała, a skoro nie chciała zaakceptować słów, pozostała tylko stal. Zamierzał to tu zakończyć. Nieważne, że go lekceważy – wyprowadzi ją z tego błędu. Nieważne, że wydaje się znajoma – to tylko szukanie dziury w całym. Nieważne, że w ten sposób przymusza ją do zostania częścią Zakonu – przyzwyczai się.
Tego się nie spodziewał. Nikt się nie spodziewał, bo i skąd? Nie zdążył zareagować, gdy został odepchnięty w śnieg, a przed kobietą wyrósł demon. Ten cios był zabójczy. Widział, jak pada w śnieg, barwiąc go czerwienią. Wręcz czuł, jak uchodzi z niej życie. Nie potrzebował słów demona. Zrozumiał, choć nadal przyczyny były dla niego niejasne. Czytaj dalej

Arasoi wa mada tsuzukun darou dono michi ima ga taisetsu na no sa gamushara ni natte miotoshite kita mono tatoeba dare ka no yasashii hohoemi mo

Widziała to po raz kolejny. Wspomnienia z czasów tak odległych, że nikt ich już nie pamięta, a ostatnie zapisy zostały utracone bądź zniekształcone. Czasami wydawało się, że to jej pamięć, jej przeszłość. Czuła, mówiła, robiła. Łatwo było się zatracić, dać się pochłonąć temu, co już było. Odrzucić teraźniejszość.
Znów nieświadoma weszła do sali, gdzie czekała już reszta Noah. Wtedy nie wiedziała, dlaczego tak nagle Adam kazał im się zebrać. Nawet jej, choć zwykle pobłażliwie pozwalano, by żyła wśród ludzi, jak chciała. Była najmłodsza i kochana, chyba bardziej maskotka niż ich siostra. Niewinna w swej diabelskiej postaci.
Usiadła na swoim miejscu naprzeciw Adama. Po jego twarzy błąkał się uśmiech, z każdą chwilą stawał się coraz bardziej upiorny.
– Czekaliśmy na ciebie, Aniele Zniszczenia.
Niepewność i dezorientacja wypełniły jej umysł. O czym on mówi? Jakie Zniszczenie?
– Moim atrybutem jest Zemsta – odparła z tą niepewnością.
– Nie, twoim prawdziwym przeznaczeniem jest zniszczenie tej marnej cywilizacji ludzi. Czytaj dalej

The record shows that you dead, but you’re still living Every time you have died you have been given Another chance to fix your bad attitude And make it move, it’s up to you

Komui ryzykował, gdy postanowił o posłaniu Allena i Laviego do Stuttgartu przez Arkę. Nie miał jednak wyjścia. Lenalee prosiła o wsparcie jak najszybciej i każda godzina zwłoki mogła przybliżyć ich do utraty innocence. Tylko z powodu tego tajemniczego złodzieja zdecydował się na takie rozwiązanie, choć obawiał się o bezpieczeństwo posłanych egzorcystów. Nadal nie wiedzieli, dlaczego pewnego wieczoru sprzed kilku tygodni Arka zaczęła reagować, choć nikt niczego nie ruszał. W pierwszej chwili myśleli, że to Noah, ale ci porzucili Arkę, gdy Milenijny odkrył, że Czternasty przekazał jej sekret Crossowi. Czy mieliby powód, żeby użyć jej przeciwko egzorcystom? Równie dobrze mogli użyć Nowej Arki jak przy ataku na starą Kwaterę Główną. To by było bardziej logiczne.
Jednak tę opcję wykluczyli już na początku. Powód był inny, lecz oni nie potrafili go odkryć. Stąd obawia Komuiego, którego postawiono przed trudnym wyborem. Bezpieczeństwo egzorcystów czy odzyskanie innocence? Mógł się jedynie modlić, aby wszystko poszło po ich myśli. Czytaj dalej

Aimai na kotoba yori mo kantan na yakusoku yori Hoshii no wa te no nukumori soshite futari dake no toki

Śnieg był najwidoczniejszym dowodem nadejścia zimy, choć w Londynie zwykle nie było go zbyt dużo. Zazwyczaj mieszkańcy musieli walczyć z zimnym, zamarzniętym deszczem, nie z białym puchem, który przynajmniej wyglądał ładnie. Biel kojarzyła się z czymś niewinnym i łagodnym, poprawiała humory ludziom zmęczonym deszczową, zimną aurą, dzieciakom dawała okazję do zabawy. Ironia losu, bo śnieg wcale nie był niczym pozytywnym. Zimny i mokry sprawiał problemy wszystkim, którzy musieli wyjść na zewnątrz. Utrudniał poruszanie się, opóźniał podróże, zasypywał tych, którzy nie mieli własnego domu. Czasami, gdy nadchodziła wiosna, a wraz z nią roztopy, spod zasp wyłaniały się ciała tych, którzy zamarzli zimą. To był przykry widok.
Pamiętał, że nienawidziła śniegu. Zawsze się wzdrygała, gdy zaczynał padać, nie miała ochoty wychodzić na zewnątrz i marudziła, kiedy zostawali wysłani na kolejną misję. To prawdopodobnie fakt, że tyle czasu żyła na ulicy, spowodował tę antypatię do białego puchu. Wraz ze śniegiem przychodziły mrozy, a te zabijały każdego, kto nie mógł znaleźć sobie schronienia i ciepła. Zima była groźbą, a może nawet wyrokiem śmierci. Kiedy innym kojarzyła się ze świętami i innymi radosnymi bzdurami, ona miała tylko złe skojarzenia. Czytaj dalej

Kagayaku shiroi sekai no naka ni Tsubasa wo hirogeta kimi ga iru Demo sono tsubasa wa kuroku omoku Unmei ni kimi wa oshitsubusaresou

Obcy ściągnął kaptur, ukazując swoje oblicze. Długie, jasne włosy miał związane aksamitną wstążką, kuc opadł mu na lewe ramię. Jasnozielone oczy patrzyły na Vivian ze spokojem i mądrością wieków doświadczeń. Twarz miał nieludzko przystojną i nawet egzorcystka poczuła się zmieszana, co dawno jej się nie przydarzyło.
– Nie chcę wam zagrozić – odezwał się znowu.
Vivian go poznała. Pamiętała tę twarz, choć nie sądziła, że kiedykolwiek go spotka.
– Jesteś Chris von Haleim – powiedziała, odsłaniając własne oblicze.
Katanę schowała. Nie była jej już potrzebna. Wiedziała, że wampirzy hrabia nie stanowi dla niej zagrożenia, zaś młody wampir za nią za bardzo się obawia, żeby zaatakować.
– Spotkaliśmy się już, Łowczyni? – zapytał zaskoczony Chris.
– Nie, to nasze pierwsze spotkanie. Znam jednak Arte i od niego wiem, kim jesteś.
– Wobec tego musicie być bliskimi przyjaciółmi. Arte był raczej dość skryty. Rozumiem, że wiesz również, dlaczego przybyłem. Czytaj dalej