Czy ta walka kiedyś skończy się Trwa od świtu, aż po nerwów kres Nieprzerwana wojna, nikt nie słyszy jej ze środka mnie

Czasami pomiędzy zwycięstwem a porażką pojawia się niewielka różnica. Wystarczyłby jeden krok w inną stronę i byłoby całkiem inaczej. Trudno powiedzieć, jakie emocje powinny towarzyszyć takiemu doświadczeniu. Nie było to przecież jednoznaczne i tylko fart bądź niefart świadczyły o wyniku.
Tak samo było i tym razem. Tylko niewielka część Cieni wykonała swoje zadanie, reszta nie zdążyła niczego zrobić. Czy byli za słabi? Nie, przyczyna była inna, choć chwilowo trudno było określić, jaka dokładnie. Jednak udało im się na jakiś czas powstrzymać działania Bractwa Purpurowych Tygrysów. Można było to uznać za zwycięstwo. Dość gorzkie, ale nadal zwycięstwo. Zdobyli cenny czas, by zebrać ponownie siły i uderzyć. Wiedzieli, że przeciwnik też go potrzebuje, by wrócić do swoich planów. Zwycięży ten, kto przygotuje się szybciej.
Vivian miała swoją wojnę na głowie. Starcie z Tyki Mikkiem nie poszło tak, jakby sobie tego życzyła. Nawet nie chodziło o to, że przekaże zdobyte informacje dalej. Nie przeszkadzało jej to. Może nawet wzbudzi obawę w Noah, bo Tyki nie zobaczył zbyt wiele z jej potęgi. Zadbała o to. Mógł podejrzewać, że jest teraz na poziomie Nii z jej ostatnich chwil życia, skoro odzyskała pamięć z czasów Trzech Dni Ciemności, ale pewności nie miał. To może przynieść strach i uznanie jej za groźnego przeciwnika. Może nawet groźniejszego niż Czarny Zakon razem wzięty. Czytaj dalej

It’s too late now to stop the process This was your choice, you let it in This double life you lead Is eating you up from Within

Nigdy nie sądził, że pewnego dnia dopadnie go ten stan. Brał z życia garściami, dzieląc czas pomiędzy swoją jasną i ciemną stronę. To było zabawne. Raz człowiek, raz Noah. Raz włóczęga, raz morderca. Wiedział, że nie może przesadzić, by móc wrócić. Wszystko zmieniło szaleństwo Przyjemności w czasie wydarzeń na starej Arce. Zmienił się. Stał się bardziej Noah niż stary on. Powrót okazał się niemożliwy. To nie tak, że nie było innego życia poza wędrówkami i cienką kawą w kamieniołomie. Sheryl wciągnął go do własnego życia, gdzie również czuł się jak ryba w wodzie. To było zabawne. Jednak z czasem uczucie przyjemności bladło. Dopadło go znużenie. Nie miał ochoty grać przeciętnego człowieka. Polowanie na egzorcystów również go nie nęciło. Był znużony.
To uczucie stało się powodem wieczornych wędrówek po różnych miejscach. Szedł przed siebie, czasami zwracając uwagę jakiegoś człowieka. Głównie kobiet. Lecz ta uwaga nie potrafiła przynieść mu satysfakcji. To tylko jeszcze jedna gra, która już go nie bawiła.
Dziś wszystko się zmieniło. Monachium – miasto, jakich wiele. Bywał tu wielokrotnie, czasami ze zleceniem od Milenijnego, czasami z własnych powodów. Nie przyzwyczajał się nigdy do miejsc, nie było to konieczne. Dzięki Arce mógł dotrzeć wszędzie, każdego dnia budzić się w innej lokalizacji. Czemu więc miałby wybierać tylko jedno albo kilka? Czytaj dalej

Eien nante nai to iikitte shimattara Amarini mo sabishikute setsuna idesho Daremo ga hontou wa shinjitai kedo Uragirarereba fukaku kizutsuite shimau mono

Demon, diabeł, czort – pojęcia, które czasami stosuje się wymiennie, choć ich zasięg jest trochę inny. Wszystkie jednak dotyczyły istot, które doprowadzają ludzi do upadku. Ściągają klęski i nieszczęścia. Gdy zdarzy się coś złego, człowiek tłumaczy to sobie ingerencją takiej siły. Wiara pozwala oswoić to, co dotąd było obce. Niewielu jednak zna prawdziwą genezę pojawienia się mocy piekielnych.
Wszystko zaczęło się od buntu Lucyfera i jemu podobnych. Każda religia i mitologia ukazuje to w trochę inny sposób, lecz serce tych wydarzeń jest dokładnie takie samo. Buntownikom odebrano skrzydła i strącono ich w otchłań po dziś dzień nazywaną piekłem. Lucyfer stał się władcą tego piekielnego świata, Władcą Ciemności. Wraz z pozostałymi diabłami zaczął uprzykrzać życie ludziom, którym pokazali, że jest też inna droga niż ta, którą otrzymali od swego Stworzyciela. Chrześcijanie nazywają ten moment wygnaniem z Raju i grzechem pierworodnym. Czytaj dalej

Lubię słuchać Ciebie, wiesz, przy winie i przy ciastkach. Kiedy jesteśmy tylko my

Pięć zmysłów: wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Człowiek używa wszystkich w większym bądź mniejszym stopniu, o ile nie są trwale uszkodzone. U każdego jeden z nich jest bardziej wyczulony, lecz w zdecydowanej większości największą rolę odgrywa wzrok. To dzięki niemu można dostrzec przeszkody, niebezpieczeństwo, ruch i mimikę drugiej osoby. Pokazuje nam świat ze wszystkimi jego kształtami i kolorami. Gdy zaczyna słabnąć, stajemy się nieporadni i wymagamy pomocy kogoś innego. Pojawia się też frustracja, że przecież wcześniej to było takie proste.
Cienie trenowały na równi wszystkie swoje zmysły. Byli przygotowani na każdą ewentualność, gdyż ich przeciwnik był sprytny i podstępny. Wykorzystywał każdą najmniejszą szansę, a to stanowiło o życiu bądź śmierci. Dlatego Cienie wyostrzały swe zmysły do granic możliwości. W większości byli ludźmi, więc robili tyle, ile ludzie mogą zrobić, ale też posiłkowali się różnymi sposobami, które zacierały chwilowo te granice. Jednak zawsze pamiętali, że pozostają ludźmi niezależnie od sytuacji. Czytaj dalej

What you gonna do when the devil finds you alone With the doubts about the ones you love? His heart is as cold as a stone What you gonna do when the guy above says You’ve been too bad and you need to cool down now?

Obudził ją zapach. Bardzo znajomy i mimo wszystko dość przyjemny. Tęskniła za nim. Przez wiele miesięcy dawał jej poczucie bezpieczeństwa i rzeczywistości. Pozwalał trzymać szaleństwo na wodzy, chronił. Kojarzył się z tak wieloma wspomnieniami, uczuciami i emocjami. Wtedy doprowadzał ją do szału, teraz jej go brakowało.
Otworzyła oczy, by po chwili je zamknąć. Powieki miała zbyt ciężkie, ciało ociężałe. Tak jakby ktoś włożył w nie ołów. Wokół panowała cisza. Nie wiedziała, jak długo była nieprzytomna. To wszystko, co się wydarzyło, było chaosem pełnym dziur w jej głowie. Nie była w stanie tego połączyć w zgrabną całość. Co było prawdą, a co snem. Nie wiedziała.
Znów uniosła powieki. Obraz miała dość niewyraźny, ciemnawy. Bardzo powoli zaczęła odróżniać poszczególne kształty, a od tła odbiła się jakaś postać.
– Kanda… – wyszeptała ochryple.
– Niestety to tylko ja – usłyszała znajomy głos. Czytaj dalej

Trzecie urodziny Anioła Lucyfera

Vivian zaśmiała się, widząc, jak Kanda męczy się z wieszaniem girland na gałęziach drzew w ogrodzie. Japończyk spojrzał na nią morderczo, ale nic nie powiedział. Jednak jego cierpliwość była już na wyczerpaniu.
– Przegrałeś zakład, to wieszaj – usłyszał jej bezczelny komentarz.
– Zabiję – warknął.
Zwinnie zeskoczył z gałęzi i pomknął za uciekającą ze śmiechem Vivian. Miała naprawdę dobry humor, czego nie można było powiedzieć o Kandzie.
– Prawie jak w ostatnich rozdziałach – zauważył Arte ukrywający się w cieniu parasola.
Na szczęście dzisiaj słońce świeciło trochę mniej, więc mógł wyjść na zewnątrz bez zbytniego ryzyka, ale i tak niewiele pomagał. Raczej asystował Laurie wygodnie rozłożonej w hamaku.
– Oni tak całe życie, choć ostatnio jakoś bardziej. Fakt – przyznała.
– Miłość – zaśmiał się wampir. – Maślanki truskawkowej?
– A weź idź mi z tym – mruknęła. – Obraza dla maślanki. Czytaj dalej

Yuitsu zettai no sonzai Dakedo atsukai wa itsumo zonzai Inochi wo kakete tatakau ageku ni Seotta kizu wo iyasu hitomo nai

Porażka bolała zawsze. Nieważne, czego dotyczyła. Oznaczała bowiem zawód i przegraną. Gdy chodziło o małą rzecz, łatwiej było się podnieść i przejść nad tym do porządku dziennego. Nie udało się dziś, uda jutro. Błahostki łatwo się odrzucało. Zapominało się o nich w ferworze dnia codziennego, spychało w kąt świadomości i zajmowano się ważniejszymi sprawami.
Gorzej, kiedy porażka dotyczyła spraw ważnych. Wtedy mogła mieć kluczowe znaczenie dla tego, kto jej doświadczył. Porażka w bitwie mogła przynieść przegraną w wojnie i śmierć. Potem pozostawała tylko rozpacz i myśl, że można było coś zrobić lepiej. Czasami przesądzała o całym życiu, niszczyła wszystko, na czym nam zależało i odbierała to, co najcenniejsze. Czytaj dalej