Deatte hajimete kizuita jibun no orokasa wo Hito wo shinjirarenai mama hito wo kizukete iru to Naze mata boku wa kimi no koto wo korizu ni ai suru no Koushite boku wa aisuru koto wo wasurerarenai you da demo

Świt nastał już jakiś czas temu i Londyn budził się do życia z werwą i energią, której często brakowało mieszkańcom w pochmurne, szare i deszczowe dni. Jednak nawet tu panowały ostatnio upały, a słońce przegoniło większość chmur. Miła odmiana przypominająca, że zaczyna się lato.
Hikari weszła cicho do pokoju Laviego, choć nie usłyszała pozwolenia. Dopiero wróciła ze swej misji, zdążyła wziąć prysznic i zmienić ubranie, po czym od razu ruszyła na spotkanie z rudzielcem. Nie widzieli się niemal dwa tygodnie – każde z nich było wysyłane na różne misje i ciągle się mijali. Trochę ją to irytowało, lecz nie mogła się za bardzo skarżyć. Byli egzorcystami, mieli zadanie do wykonania i uczucia musiały zejść na drugi plan. I tak mieli szczęście, że na ich związek patrzono przez palce i nikt im tego nie zabraniał, przypominając o obowiązkach. Dodatkowo Lavi był następcą Kronikarza i krępowały go jeszcze surowsze prawa. „Lavi” to jego imię na kolejną obserwację, wiązanie się emocjonalne było wielce niewskazane, bo te więzi trzeba będzie zerwać, gdy wojna się skończy. Wszyscy byli tego świadomi, a jednak traktowali go jako Laviego, ich towarzysza i przyjaciela. Był ważnym członkiem rodziny, a dla niej kimś najważniejszym na świecie. W tej chwili nie wyobrażała sobie życia bez niego, choć zdawała sobie sprawę, że ten związek nie jest na zawsze. Nie, jeśli chłopak ma pozostać kronikarzem.
Nie chciała zmuszać go do wyboru, naciskać na niego w tej sprawie. Nie wiedziała, co przyniesie przyszłość. Może wszyscy zginą w tej wojnie, nie miała pewności, co przyniesie kolejny dzień, więc tym bardziej nie potrafiła przewidzieć kolejnych tygodni, miesięcy, lat. Nie chciała żyć przyszłością, liczyło się tu i teraz, a „tu i teraz” nie wyobrażała sobie bez Laviego. Może była egoistką, ale zamierzała wyrwać światu jeszcze kilka chwil szczęścia, które mógł dać jej ten rudowłosy kronikarz. Czytaj dalej

Doushite omoide ni dekinain darou toosugite chikasugite todokanai yo wasureyotte omoeba omou hodo kimi ga ookiku natteku yo

Noc Kupały. Inaczej sobótka, palinocka, noc świętojańska i jeszcze kilka innych określeń. Po prostu Wianki. Noc rozpoczynająca astronomiczne lato ze zwyczajami zaczerpniętymi ze starych, pogańskich religii, a zachowana do dziś w niemal niezmienionej formie. Noc pełna magii, wróżb i drobnych miłostek. Palące się ogniska, wianki puszczane na rzekę, poszukiwanie mitycznego kwiatu paproci.
Zwyczaje przetrwały na wsi, gdzie nadal żyje się w zgodzie z naturą, a człowiek musi pamiętać, że należy się z nią liczyć. W miastach panowały już inne zasady, rewolucja przemysłowa zrobiła swoje, a życie trwa według reguł pieniądza. Każdy musi się z tym liczyć. Stare zwyczaje powoli umierają. Czytaj dalej

Nani mo kowai mono nado nakatta sore wa mamoru monoga nai dake ashita no koto mo iyuunen saki mo ima no boku wa kowai yo

Upał był niemiłosierny, choć to dopiero początek lata. Na niebie nie było ani jednej chmurki, po burzy z poprzedniego wieczoru nie pozostał żaden ślad. Powietrze stało w miejscu, wiatr chyba zapomniał o swojej funkcji i nic nie dawało odetchnąć. Zupełnie jakby znalazła się na pustyni, a nie ukraińskim stepie. Teren był słabo zaludniony, więc wzdłuż traktu rosły jedynie trawy i rzadkie drzewa. Gdzieś niedaleko szumiała woda, najwyraźniej przepływała tędy rzeka albo chociaż strumień. Sama jednak myśl o tym nie pomagała. Wokół panowała cisza, wszystkie żywe stworzenia ukryły się przed palącym, południowym słońcem. Wyjdą z kryjówek za kilka godzin, kiedy powietrze stanie się mniej gorące i wróci wiatr, przynosząc odrobinę ulgi.
Samotny jeździec nie miał luksusu pozwolenia sobie na odpoczynek. Czarny płaszcz chronił przed wścibskimi oczami, ale nie przed upałem. Wręcz przeciwnie, ściągał jeszcze więcej promieni słonecznych, przez co wrażenie było jeszcze gorsze. Klacz nie była w lepszej sytuacji, miarowy step co jakiś czas zwalniał, dopóki jeździec tego nie zauważył i nie pogonił zwierzęcia. Czytaj dalej

Drugie urodziny Anioła Lucyfera

– Laurie!! – dało się usłyszeć niemal w całym domu.
Po chwili drzwi do gabinetu otworzyły się, wpuszczając gwar z reszty mieszkania, i stanął w nich Lavi od stóp do głów umorusany w mące i jeszcze kilku innych, nie do końca zidentyfikowanych substancjach. Spojrzał w kierunku biurka, gdzie oczekiwał zobaczyć panią tego całego cyrku. I rzeczywiście była na swoim miejscu, ale spała. Wyciągnięta wygodnie w fotelu, z policzkiem opartym na dłoni i zsuniętym z ramienia kocem. Najwyraźniej nie obudził jej nawet hałas z kuchni.
– No nie… Czytaj dalej

Hagashite mata akaku somatte ku Soredemo kidzukanai furi shi teru Kako no kizu ga monogatatteru Demo ne

Wszystkie osoby niepełnoletnie i wrażliwe proszone są o przemyślenie, czy chcą czytać poniższy rozdział. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Tbilisi – tłoczne, gwarne, o niecodziennym kształcie miasto tak różnorodne, że ciężko było powiedzieć, że nudne. Szerokie ulice niczym w europejskich metropoliach przecinały się z ciasnymi przejściami pomiędzy przytulonymi do siebie kamienicami, które łączyły stare style z nowymi trendami. Przy tym można było spotkać tu naprawdę wielu przedstawicieli różnych narodowości i kultur – istna mieszanka.
Vivian obudził gwar za oknem, które na noc zostawiła uchylone. Ze zdziwieniem przyjęła fakt, że było już koło południa, więc przespała prawie dwanaście godzin. Cóż, podróż przez Gruzińską Drogę Wojenną nie należała do najłatwiejszych mimo modernizacji szlaku, a w drodze była już od wielu dni, zatrzymując się tylko na krótkie postoje. Nic dziwnego, że padła. Nawet ona miała granice wytrzymałości. Czytaj dalej

Zdejmij ze mnie winy Tylko tego chcę Zanim w nieistnienie, Jak do śmieci wrzucisz mnie…

Droga ciągnęła się w nieskończoność. Dookoła góry, skały, rzadka roślinność, ale też doliny i zabudowania w punktach kontrolnych. Powietrze było coraz rzadsze i zimniejsze, im dalej. Ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza robiło swoje. W niektórych miejscach leżały połacie śniegu, choć była już wiosna. Tu jednak prawa natury rządziły się trochę inaczej i człowiek musiał się do tego dostosować. W zamian miał możliwość podziwiania zapierających dech w piersiach widoków, które nie były codziennością. To wszystko oferowała Gruzińska Droga Wojenna – długa na dwieście osiem kilometrów przeprawa przez Wielki Kaukaz łącząca Władykaukaz na północy i Tbilisi na południu. Czytaj dalej

Yume yaburete hane chigirete Muzan ga hito no saga deshou Yume hitohira hane sorezore no Saigo ga aru no ne saigo wo miteita

Noc była ciepła i spokojna. Na niebie nie było ani jednej chmurki, księżyc oświetlał ziemię, było widać gwiazdy mimo wielu latarni. Wydawało się, że Moskwa zasnęła już snem sprawiedliwych po wszystkich wieczornych szaleństwach i trwa spokój. Zmęczeni codzienną, ciężką pracą ludzie leżeli w objęciach Morfeusza, ulicznicy schodzili już do swych kryjówek po skończonych interesach, nawet nocne zwierzęta skończyły żerować.
To był moment, kiedy łowca może spokojnie zasadzić się na swą ofiarę. Nikt bowiem nie zwraca na niego uwagi. Przemyka niezauważony wśród cieni nocy w absolutnej ciszy niezakłócanej nawet przez wiatr. Uderza niespodziewanie, po czym spokojnie wraca i świat dookoła wygląda, jakby nic się nie wydarzyło. Czytaj dalej