Hontou no tsuyosa wo mitsumeru yowasa ni kizuku subete wo misukasu koe tsuyogaru kotosae kono hitomi wo yomu senaka awasete arukidaseta

Niby zwykły poranek, taki jak każdy do tej pory, a jednak po otworzeniu oczu Vivian nie bardzo wiedziała, gdzie jest. Wpatrywała się w odrapany sufit jeszcze zaspana, drgnęła nerwowo, gdy poczuła ruch tuż obok siebie. Ciemne włosy w pierwszej chwili w pierwszej chwili przypisała Akirze, ale były za długie. Miejsce też się nie zgadzało. Dopiero po chwili wróciły do niej wspomnienia poprzedniego dnia: nieudana misja, spotkanie z Mariem i Mirandą, powrót do Zakonu, przyjęcie powitalne i pojedynek z Kandą, który spał spokojnie obok.
Wróciła do Czarnego Zakonu. Do domu. Wciąż nie do końca w to wierzyła, nie była też pewna, które emocje są właściwe. Czuła ich całą gamę od radości do niepewności, każda kolejna chwila była jeszcze większą niewiadomą. Bała się, ale nie zamierzała chować. Wiedziała, że niedługo nadejdzie czas na ostateczne rozstrzygnięcia, ale sama zamierzała do tego doprowadzić. Cieszyła się, ale tęskniła za Ligą. Od dziś życie znów będzie wyglądało całkiem inaczej. Czytaj dalej

Reklamy

All I ever wanted, the secrets that you keep All you ever wanted, the truth I couldn’t speak ‚Cause I can’t see forgiveness, and you can’t see the crime And we both keep on waiting for what we left behind

Po drodze do stołówki Vivian nie spotkała prawie nikogo, minęła tylko paru poszukiwaczy, a że z tymi nigdy nie była w zażyłych stosunkach, minęła ich bez słowa. Zresztą myśli miała zajęte kompletnie czymś innym. Teraz, gdy mogła poświęcić chwilę na analizę sytuacji, dopadły ją wątpliwości. Owszem, cieszyła się, że mimo wszystko udało się przejść przez to niemal bezboleśnie. Tylko, że wiedziała, że egzorcyści byli po prostu w szoku. Pozwoliła im się z tym oswoić, gdy rozmawiała z Komuim, dojdą w końcu do własnych wniosków i teraz może nie być tak kolorowo. Złość, poczucie zdrady, odrzucenie – wszystko się może zdarzyć. Mieli do tego prawo, skoro zostawiła ich w taki sposób. Tym razem może nie skończyć się na bolesnym policzku.
Musiała przyznać przed samą sobą, że trochę się bała. Może dlatego zwlekała z powrotem, gdy już podjęła decyzję. Trochę to tchórzliwe, co zauważyła z dozą ironii, ale nie chciała się rozczarować. I nie chciała ich rozczarować. Jakaś część jej szeptała, że może lepiej tego nie robić. Opłakali ją i żyją dalej, po co to psuć? Może nawet jest im lepiej bez niej. To głupie tak nie ufać tym, których uważa się za najbliższych nam ludzi, ale Vivian nie potrafiła pozbyć się tych wątpliwości. Zawsze w końcu wszystko traciła. Czytaj dalej

MY LIFE hitorikiri ja nai nakama no koe ni michibikareru houni sonzai shoumei issai koutei toki hanatta jibun jishin

Spokój i chaos nieczęsto ze sobą współgrały. Zdawać się może, że jest to niemożliwe, a jednak Komuiemu udało się połączyć te dwa elementy. Jego gabinet jak zwykle był zabałaganiony, a papiery walały się w każdym możliwym kącie, trudno było nawet przejść do drzwi, żeby nie nadepnąć na jakiś ważniejszy dokument. Sam Kierownik spał z głową na biurku, pochrapując od czasu do czasu i zupełnie nie przejmując się swoimi obowiązkami, które lada chwila miały dopomnieć się o jego uwagę.
Nie trzeba było na to długo czekać, gdy do gabinetu zawitał Reever. Na bałagan nawet się nie skrzywił, wolał udawać, że tego nie widzi, inaczej musiałby zmusić przełożonego do uprzątnięcia tego chaosu, a jakoś nie miał ochoty wysłuchiwać tych wszystkich żali i pretensji. Czytaj dalej

No, I just don’t understand why you won’t talk to me It’s hurts that I’m so unwanted for nothing

Mówią, że czas leczy rany. Wystarczy być cierpliwym i pozwolić mu działać. Vivian miała ochotę rozszarpać tego, kto wymyślił tę wierutną bzdurę. Ostatni miesiąc był dla niej pasmem porażek i osamotnienia, które pogłębiały tylko frustrację. Już nic nie pomagało, ani alkohol, ani seks ani godziny spędzone na sali treningowej. Zresztą do tego ostatniego nie miała odpowiedniego partnera. Arte bowiem unikał jej jak ognia.
Bolało, cholernie bolało, choć to wszystko było jej winą. Sama wszystko zepsuła, mówiąc mu wprost o swojej decyzji. To wtedy Arte zaczął się odsuwać, gdy tak bardzo go potrzebowała. To było trudne, obawiała się odejścia z Ligi i powrotu do Czarnego Zakonu. Myślała, że Arte ją wesprze albo chociaż spróbuje ją od tego odwieść, a dostała kompletnie coś innego. Do tego jeszcze ta misja… Dała mu swoją krew w desperacji, nie wiedząc, co ma zrobić, a Arte stracił kontrolę i niemal ją zabił. Skąd miała wiedzieć, że Rada przyśle im wsparcie w postaci Arianne, która dotrze na czas? Liczyła się każda sekunda, a ona była przerażona i zdesperowana. Zbyt słaba, by zadać skuteczny, ostateczny cios. Nie wiedziała, że Arianne właśnie ich odnalazła i dokończyła za nich sprawę, po czym oderwała od niej Arte.
Wściekłość wampira nie opadła po kolejnej misji, na którą pojechał prosto z Norwegii, kiedy jej nakazano wrócić do Berlina. Sądziła, że pogodzą się po jego powrocie. I tak minął miesiąc unikania się i chłodu ze strony przyjaciela. Zbywał ją, odrzucał, omijał. Ilekroć próbowała jakoś z nim porozmawiać, zawsze coś było ważniejsze. Zawsze odwracał się i odchodził. Czytaj dalej

And as you showed me your scars I only held you closer And as the light in you went dark I saw you turning over

W oknach pogasły światła, ucichły zwierzęta zarówno te gospodarskie, jak i leśne. Jedynie jaśniejący w pełni księżyc nie wystraszył się cierpiętniczego wycia, które opanowało pobliski las i całą okolicę. Wydawało się nawet, że oba te zjawiska tylko na siebie czekały jak spragnieni kochankowie rozdzieleni na długi miesiąc pełny oczekiwania i niepokoju, choć mieli pewność, że spotkają się ponownie.
Na ogół osoby dotknięte wilkołactwem traciły swoje człowieczeństwo i zdolność logicznego myślenia, gdy tylko nadchodziła pełnia. On był inny, doskonale pamiętał, co jest jego celem, a ten obierał sobie jeszcze przed przemianą. Na co dzień parał się magią, która chroniła go przed śmiercią. Nawet jeśli jego ciało zostało zabite, on wracał, by dokonać swej straszliwej zemsty.
Dziś wyczuł dwie nowe wonie. Kolejni głupcy mieniący się łowcami. Ten drugi zapach już znał, poprzednia para też tak śmierdziała. Następny wampir, który przybył go zabić. Za to pierwsze pachniało dużo apetyczniej. To nie był człowiek, nie w pełni, a woń była taka przyjemna. Przez myśl przeszło mu, jak musi smakować krew tego łowcy. Wiedział, że i tak będzie musiał zmierzyć się z tą dwójką, więc czemu by nie zmienić obiektu swych łowów? Może być ciekawie. Czytaj dalej

I’m just a step away I’m just a breath away Losin’ my faith today (We’re fallin’ off the edge today) I am just a man

M. Wiesz, co co ❤

Wiatr szarpał włosami Vivian. Otuliła się mocniej płaszczem, ale nie zeszła ze skalistego brzegu. Obserwowała niespokojne morze. Fale uderzały o fiordy, lecz kobieta się tym nie przejęła. Zdawało się, że myślami jest zupełnie gdzie indziej. Może wciąż przeżywała ostatni sen, może tęskniła za kimś. Trudno było cokolwiek wyczytać z jej twarzy tak nieruchomej i obojętnej na surowe piękno dookoła.
Tak zastał ją Arte. Nie spodziewał się, że tak trudno będzie ją znaleźć – wyszła tylko na spacer. Nie pomyślał o tym, że opuści granice miasta w poszukiwaniu samotności.
– Wszystko w porządku? – zapytał, przystając obok.
– Czemu miałoby nie być w porządku? – odparła.
– Jesteś w podłym nastroju.
– Wydaje ci się.
– Mówisz? – Nie uwierzył jej. – Mnie też przypomniało to o Aislim. Wciąż się obwiniasz? Czytaj dalej

You can take my heart, you can take my breath When you pry it from my cold, dead chest

Powietrze gwałtownie wypchnęło wodę z płuc, zaczęła się krztusić. Z trudem odwróciła się na brzuch, oparła na drżących rękach, walcząc o każdy oddech z wodą, która dostała się chyba wszędzie w jej ciele.
Opadła na ziemię, uspokajając się. Nie rozumiała tego, co się stało. W jednej chwili tonęła, w drugiej łapczywie łapała oddech. Ktoś ją wyciągnął? Przecież na wodzie była bariera, której nie potrafiła pokonać. Czyżby udało się to komuś innemu?
– Kanda – wycharczała.
Podniosła się gwałtownie i rozejrzała w nadziei, że zobaczy Japończyka obok. Przecież to musiała być jego robota, nikogo innego w pobliżu nie było, kto byłby w stanie dokonać czegoś takiego. Czytaj dalej