Itsuka kimi mo dareka no tame ni Tsuyoi chikara o Nozomu no darou Ai ga mune o torae ta yoru ni Michi no kotoba ga Umare de kuru

Vivian lubiła proste misje. Pozwalały jej poczuć odrobinę adrenaliny, a jednocześnie nie zatracić się w walce. Były też szybkie – żadnych podchodów, kombinowania, zbędnego ryzyka. Owszem, polowania wciąż sprawiały jej niebywałą frajdę, ale teraz wykorzystywała coś więcej niż sam instynkt. Już nie była bestią, lecz inteligentnym, niebezpiecznym łowcą, którego nie należało lekceważyć.
Ostatnie tygodnie były pełne zadań, kiedy to musiała się namęczyć, nim doszło do ostatecznego starcia. Czuła znużenie takimi misjami, a ta ostatnia pozwoliła jej odetchnąć. Wystarczyło tylko zniszczyć demona, który sam wystawił się jak na tacy. Całe zadanie nie trwało nawet jednego dnia.
Co psuło jej humor, to długość podróży. Czasami właśnie tak było – misja trwała kilka chwil, ale dotarcie do celu wymagało wielu godzin jazdy. W takich momentach naprawdę tęskniła za możliwością skorzystania z Arki. Jakie było to wygodne. Nic to, że to artefakt zdobyty na wrogu – Earl porzucił Arkę, skoro została „splugawiona” ręką człowieka i zawierała sekretny pokój Czternastego. Poza tym jako Noah miała do niej pełne prawo, choć w tej chwili Arka była pod kontrolą Czarnego Zakonu.
Nie było jednak tak źle. Jeszcze przed misją po drodze spotkała Arte, który również dostał dość proste zadanie niezbyt daleko od celu Vivian. Dla obojga miał to być ostatni przystanek przed powrotem do Berlina, więc Arte zaproponował, aby spotkali się po wykonaniu zadań. Dzięki temu podróż miała być przyjemniejsza. Czytaj dalej

Kobiety – Usłysz mój głos

Vivian Walker – Córka Jednego z Nich/Anioł Lucyfera

Ulica. Miejsce najgorsze dla dziecka. Dla dziewczyny. Tam się wychowałam, skoro nie było nikogo, kto mógłby się mną zająć. Czy kogoś to obchodziło? Nie. By przetrwać, musiałam się upodlić. W rękach innych byłam tylko przedmiotem, zabawką, która odczuwa ból, ale kogo to obchodzi? Ulicznica, dziwka. Nikt się nie przejmował konsekwencjami upojnej nocy.
Mnie nie czeka macierzyństwo, ale zbyt wiele już widziałam. Uliczne dzieci z brzuchami błagające o litość. Ileż ulicznic traciło dzieci, nim je urodziło? Zbyt wiele. Jeszcze więcej same robiły wszystko, by niechciany kłopot zniknął. I żadnej opieki medycznej. Wykrwawiały się w bólach, bo coś poszło źle. A porody? Nie chcę sobie tego nawet przypominać. W zaułku, w ruinach, na zimnym betonie, wśród śmieci. Jeśli ktoś z bandy wiedział cokolwiek, było łatwiej, ale czasami nie było nikogo, kto chociażby wsparł taką dziewczynę psychicznie. Ból i strach – tego nauczyła nas dziewiętnastowieczna ulica. Czytaj dalej

Wherever you are

One Ok Rock – Wherever you are

Szept w uchu. Cierpki smak wina. Zamykała oczy i mogła udawać, że to nie z Akirą spędza ten wieczór. Pozwalała sobie na tak głupie zachowanie. Przecież ta miłość powinna umrzeć. Nie ma na nią miejsca w tym życiu, gdy musi stać się królową na szachownicy i zmusić innych, by respektowali jej słowa.
Pocałunki tak gorące i tęskne. Czy tak by ją kiedykolwiek całował? A może okpiłby uczucie, które w niej wzbudził? Nie wiedziała, nie chciała wiedzieć. Nadal była zbyt krucha, by usłyszeć prawdę. Czytaj dalej

I don’t wanna feel like this tomorrow I don’t wanna live like this today Make me feel better I wanna feel better Stay with me here now And never Surrender

Treningi dla egzorcystów były bardzo istotne. Bez nich ciężko byłoby im utrzymać dobrą formę i tylko zawadzaliby na polu walki. Chodziło przede wszystkim o jak najlepszą kontrolę nad innocence. Każdy typ charakteryzował się nieco innymi cechami, o czym musieli pamiętać przy treningu.
Pasożyty było łatwiej kontrolować, duże znaczenie miały tu emocje użytkownika, ale za to ciało takiego egzorcysty było dużo bardziej eksploatowane. Innocence typu wyposażeniowego natomiast potrzebowało więcej skupienia właściciela, a dojście do mistrzostwa zajmowało lata, jeśli wcześniej egzorcysta nie zginął. No i kryształowe – typ dosyć nowy korzystający z krwi użytkownika. W tej chwili jedynie Lenalee i Mia były w jego posiadaniu. Nie było to proste, zużywało mnóstwo energii, a każde jego uszkodzenie odbijało się na zdrowiu. Czytaj dalej

I know I’m a mess and I wanna be someone Someone that I’d like better I can never forget, so don’t remind me of it forever

Każda wojna ma swój kres. Oczekujemy, że po niej będzie lepiej, a życie stanie się łatwiejsze. Jednak świat jest na tyle okrutny, że szybko wraca do szarej codzienności. Tak jakby wojny nigdy nie było. Ludzie rodzą się i umierają każdego dnia, taki jest porządek ustanowiony dawno temu. Nie zmieni tego nic, niczyja rozpacz, łzy, poczucie winy. W ostatecznym rozrachunku to nie jednostki się liczą, ale całość. Okrutne, ale prawdziwe.
Tak samo Liga bardzo szybko wróciła do normalnego trybu życia po bitwie z Purpurowymi Tygrysami. Sekta nie była przecież jedynym wrogiem i zagrożeniem. Codziennie na świecie pojawiają się demony, wampiry, czarownice i inne niebezpieczne dla ludzi byty. Sam człowiek potrafi być na tyle dużym zagrożeniem, że należało zlikwidować takie jednostki. Pracy dla Cieni wciąż było dużo. Nigdy się nie kończy, więc tuż po powrocie z bitwy wielu Łowców zostało posłanych na kolejne misje.
To nie tak, że po Tygrysach nie został żaden ślad. Wszystko ma swoje konsekwencje, nic nigdy nie dzieje się bez przyczyn i skutków. Czytaj dalej

Odliczanka

Dziesięć: Posłaniec

Kieliszek wina w dłoni, kobiece ciało obok, dym papierosowy unoszący się w powietrzu. Łatwe życie bez zobowiązań. I tylko myśl o danych kiedyś obietnicach psuje mu humor. Był posłańcem, który miał wszystkiego dopilnować. A przecież to nie jego wojna, nie jego odpowiedzialność. Jak się w to wszystko wplątał? Młody był i głupi. Przerosło go to, gdy zniknął prowodyr zamierzania. Miał ochronić to dziecko, po prostu uciekł. Łatwiej było udawać, że to nie jego problem i oddalać się od niej. Teraz wie, do czego doprowadził. Tylko skomplikował sprawę. Zniszczył tę dziewczynkę. Czy kiedykolwiek pozwoli mu naprawić błąd? Czytaj dalej

Magia Świąt

Boże Narodzenie było najważniejszym wydarzeniem w roku w tradycji chrześcijańskiej, która panowała w niemal całej Europie. Każdy region miał swoje tradycje związane z tym świętem, lecz wszędzie najważniejsze było rodzinne świętowanie narodzin Jezusa Chrystusa. Przez lata zwyczaje się zmieniały, tradycje z różnych stron świata zaczęły się ze sobą mieszać, ale wciąż Boże Narodzenie było nie do nie zauważenia.
Rok dwutysięczny ósmy nie był inny. Dwudziesty pierwszy wiek prężnie radził sobie na początku zimy, a szeroko zakrojony marketing już na początku listopada przypominał, że niedługo święta. Atrakcyjne promocje pozwalały zakupić wymarzone prezenty dla bliskich, przyszykować wigilijną kolację na bogato, a dookoła błyszczały kolorowe lampki, uśmiechali się Mikołajowie w czerwonych kubraczkach, a na każdym rogu słychać było kolędy i świąteczne piosenki. Czytaj dalej