The record shows that you dead, but you’re still living Every time you have died you have been given Another chance to fix your bad attitude And make it move, it’s up to you

Komui ryzykował, gdy postanowił o posłaniu Allena i Laviego do Stuttgartu przez Arkę. Nie miał jednak wyjścia. Lenalee prosiła o wsparcie jak najszybciej i każda godzina zwłoki mogła przybliżyć ich do utraty innocence. Tylko z powodu tego tajemniczego złodzieja zdecydował się na takie rozwiązanie, choć obawiał się o bezpieczeństwo posłanych egzorcystów. Nadal nie wiedzieli, dlaczego pewnego wieczoru sprzed kilku tygodni Arka zaczęła reagować, choć nikt niczego nie ruszał. W pierwszej chwili myśleli, że to Noah, ale ci porzucili Arkę, gdy Milenijny odkrył, że Czternasty przekazał jej sekret Crossowi. Czy mieliby powód, żeby użyć jej przeciwko egzorcystom? Równie dobrze mogli użyć Nowej Arki jak przy ataku na starą Kwaterę Główną. To by było bardziej logiczne.
Jednak tę opcję wykluczyli już na początku. Powód był inny, lecz oni nie potrafili go odkryć. Stąd obawia Komuiego, którego postawiono przed trudnym wyborem. Bezpieczeństwo egzorcystów czy odzyskanie innocence? Mógł się jedynie modlić, aby wszystko poszło po ich myśli. Czytaj dalej

Aimai na kotoba yori mo kantan na yakusoku yori Hoshii no wa te no nukumori soshite futari dake no toki

Śnieg był najwidoczniejszym dowodem nadejścia zimy, choć w Londynie zwykle nie było go zbyt dużo. Zazwyczaj mieszkańcy musieli walczyć z zimnym, zamarzniętym deszczem, nie z białym puchem, który przynajmniej wyglądał ładnie. Biel kojarzyła się z czymś niewinnym i łagodnym, poprawiała humory ludziom zmęczonym deszczową, zimną aurą, dzieciakom dawała okazję do zabawy. Ironia losu, bo śnieg wcale nie był niczym pozytywnym. Zimny i mokry sprawiał problemy wszystkim, którzy musieli wyjść na zewnątrz. Utrudniał poruszanie się, opóźniał podróże, zasypywał tych, którzy nie mieli własnego domu. Czasami, gdy nadchodziła wiosna, a wraz z nią roztopy, spod zasp wyłaniały się ciała tych, którzy zamarzli zimą. To był przykry widok.
Pamiętał, że nienawidziła śniegu. Zawsze się wzdrygała, gdy zaczynał padać, nie miała ochoty wychodzić na zewnątrz i marudziła, kiedy zostawali wysłani na kolejną misję. To prawdopodobnie fakt, że tyle czasu żyła na ulicy, spowodował tę antypatię do białego puchu. Wraz ze śniegiem przychodziły mrozy, a te zabijały każdego, kto nie mógł znaleźć sobie schronienia i ciepła. Zima była groźbą, a może nawet wyrokiem śmierci. Kiedy innym kojarzyła się ze świętami i innymi radosnymi bzdurami, ona miała tylko złe skojarzenia. Czytaj dalej

Kagayaku shiroi sekai no naka ni Tsubasa wo hirogeta kimi ga iru Demo sono tsubasa wa kuroku omoku Unmei ni kimi wa oshitsubusaresou

Obcy ściągnął kaptur, ukazując swoje oblicze. Długie, jasne włosy miał związane aksamitną wstążką, kuc opadł mu na lewe ramię. Jasnozielone oczy patrzyły na Vivian ze spokojem i mądrością wieków doświadczeń. Twarz miał nieludzko przystojną i nawet egzorcystka poczuła się zmieszana, co dawno jej się nie przydarzyło.
– Nie chcę wam zagrozić – odezwał się znowu.
Vivian go poznała. Pamiętała tę twarz, choć nie sądziła, że kiedykolwiek go spotka.
– Jesteś Chris von Haleim – powiedziała, odsłaniając własne oblicze.
Katanę schowała. Nie była jej już potrzebna. Wiedziała, że wampirzy hrabia nie stanowi dla niej zagrożenia, zaś młody wampir za nią za bardzo się obawia, żeby zaatakować.
– Spotkaliśmy się już, Łowczyni? – zapytał zaskoczony Chris.
– Nie, to nasze pierwsze spotkanie. Znam jednak Arte i od niego wiem, kim jesteś.
– Wobec tego musicie być bliskimi przyjaciółmi. Arte był raczej dość skryty. Rozumiem, że wiesz również, dlaczego przybyłem. Czytaj dalej

Bezimienna Zbyt prawdziwa Twoja twarz. Bezimienna W pustych sercach budzisz strach

Zapadł zmierzch, pokrywając miasto ciemnym woalem nocy. Gdzieś wysoko skrzyły się gwiazdy, trudno było je jednak ujrzeć w świetle gazowych latarni. To dawało pożywkę cieniom, które straszyły ostatnich przechodniów, udając potwory z koszmarów lat dziecięcych. Nie trudno bowiem było wyczuć ciężką atmosferę pojawiającą się tuż po zachodzie słońca. Instynkt podpowiadał, że należy się jak najszybciej schować i nie wychodzić aż do świtu, jeśli chce się zachować życie.
Tylko jedna sylwetka zupełnie się tym nie przejmowała. Wręcz przeciwnie – była bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy. Skoro zwykli przechodnie starają się jak najszybciej wrócić do swych domów, trafiła. W samą porę, bo już traciła cierpliwość. Nie zamierzała tracić więcej czasu niż to absolutnie konieczne.
Oparła się o ścianę jakiegoś budynku na skraju światła padającego z najbliższej latarni. Rozluźniła dłonie i spod kaptura leniwie obserwowała otoczenie. Skoro już go namierzyła, wystarczy cierpliwie poczekać. Sam przyjdzie. Może być inteligentny, ale nadal kierował się głównie instynktem. Mogła śmiało przewidzieć wydarzenia kolejnych minut. Czytaj dalej

Zakochany Kierownik

Nikt nie sądził, że wynikną z tego takie kłopoty, a oni będą mieć dodatkową robotę. Jednak nie wzięli pod uwagę temperamentu swojego przełożonego, który zwykle napędzał największy jego kompleks. Potem jednak było już za późno, mogli tylko ograniczyć konsekwencje.
A zaczęło się dość niewinnie. Reever postanowił, że Komuiego należy wysłać na kilkudniowy urlop. Po ostatnich wydarzeniach i godzinach nadgodzin należało mu się, choć blondyn zdawał sobie sprawę, ile kłopotów Lee im zawsze przysparza. Kiedy nikt go nie pilnował, spał albo tworzył kolejne szalone wynalazki, które demolowały Kwaterę Główną. Wystarczył jeden podejrzany gest, słowo bądź spojrzenie jakiegoś mężczyzny na Lenalee i zaczynało się szaleństwo. Młodsza Lee była już dorosła, a ten traktował ją wciąż jak dziecko, które trzeba pilnować na każdym kroku. Miała prawo przecież się zakochać i chociaż spróbować normalnego życia pomiędzy obowiązkami wobec Zakonu. Tylko Komui miał z tym problem. Czytaj dalej

Trembling Crawling across my skin Feeling your cold dead eyes Stealing the life of mine

Posadzka była przerażająca zimna. To nie był zwyczajny kamień. Może marmur? Przyłożony do niej policzek zdrętwiał, odczucie było naprawdę nieprzyjemne, a nie mogła podnieść głowy. Coś ją zablokowało.
Głosy zbliżały się i oddalały. Odbijały się od ścian, tworząc nieprzyjemną kakofonię. Nie zrozumiała ani słowa, choć miała wrażenie, że zna ten język. Brzmiał znajomo, dość śpiewnie i przyjemnie, choć równocześnie słyszała nutę wściekłości w jednym z głosów. Coś nie poszło po ich myśli. Poczuła satysfakcję na tę myśl. Tylko na tyle mogła sobie pozwolić w tej chwili. Trochę frustrujące, lecz wszystkie siły ją opuściły. Nie była nawet w stanie przypomnieć sobie, jak tu właściwie trafiła. Gdzie w ogóle jest? Gdyby była w stanie otworzyć oczy, ale nawet na to nie miała siły. Sen był kuszącą opcją. Tak, zasnąć, odzyskać siły i wykonać zadanie. To dobry plan. Coś jednak nie pozwoliło jej na to. Krzyk.
– Aislim! Czytaj dalej

I can’t save your life Though nothing I bleed for is more tormenting I’m losing my mind And you just stand there and stare as my world divides

M. za przewracanie mojego trybu życia dwa razy do roku. Już tęsknię❤

Czerwona pełnia – zjawisko tak rzadkie, że ludzie przypisywali mu magiczne, złowróżbne właściwości. Nie bez przyczyny. Pewne siły wzmacniały swoją energię w takich warunkach, kpiąc sobie z tych, którzy nazywali siebie panami świata. Przynosili nieszczęścia głupcom, którzy nie słuchali ostrzeżeń i łamali zakazy. Niekiedy zaś ziemia topiła się we krwi, gdy nadchodziła czerwona pełnia.
Samotna sylwetka stojąca na dachu miejscowego kościoła wydawała się nieruchomą rzeźbą. Nawet zimny wiatr nie był jej straszny. Nieważne, jak bardzo próbował miotać jej sylwetką, stała nieruchomo i tylko czujne spojrzenie przeczesywało teren w poszukiwaniu swego celu.
Miasteczko było ciche i spokojne. Wszyscy jego mieszkańcy spali bądź pochowali się w najciemniejszych kątach, jakie tylko znaleźli. Powietrze bowiem przesycone było niepokojem i niebezpieczeństwem, z którym nikt nie chciał zadzierać. Tylko wiatr kpił sobie ze wszystkiego i wolny hulał pomiędzy budynkami, szarpiąc nagie gałęzie pojedynczych drzew i zaczepiając nieruchomą postać. Czytaj dalej