Nani mo kowai mono nado nakatta sore wa mamoru monoga nai dake ashita no koto mo iyuunen saki mo ima no boku wa kowai yo

Upał był niemiłosierny, choć to dopiero początek lata. Na niebie nie było ani jednej chmurki, po burzy z poprzedniego wieczoru nie pozostał żaden ślad. Powietrze stało w miejscu, wiatr chyba zapomniał o swojej funkcji i nic nie dawało odetchnąć. Zupełnie jakby znalazła się na pustyni, a nie ukraińskim stepie. Teren był słabo zaludniony, więc wzdłuż traktu rosły jedynie trawy i rzadkie drzewa. Gdzieś niedaleko szumiała woda, najwyraźniej przepływała tędy rzeka albo chociaż strumień. Sama jednak myśl o tym nie pomagała. Wokół panowała cisza, wszystkie żywe stworzenia ukryły się przed palącym, południowym słońcem. Wyjdą z kryjówek za kilka godzin, kiedy powietrze stanie się mniej gorące i wróci wiatr, przynosząc odrobinę ulgi.
Samotny jeździec nie miał luksusu pozwolenia sobie na odpoczynek. Czarny płaszcz chronił przed wścibskimi oczami, ale nie przed upałem. Wręcz przeciwnie, ściągał jeszcze więcej promieni słonecznych, przez co wrażenie było jeszcze gorsze. Klacz nie była w lepszej sytuacji, miarowy step co jakiś czas zwalniał, dopóki jeździec tego nie zauważył i nie pogonił zwierzęcia. Czytaj dalej

Drugie urodziny Anioła Lucyfera

– Laurie!! – dało się usłyszeć niemal w całym domu.
Po chwili drzwi do gabinetu otworzyły się, wpuszczając gwar z reszty mieszkania, i stanął w nich Lavi od stóp do głów umorusany w mące i jeszcze kilku innych, nie do końca zidentyfikowanych substancjach. Spojrzał w kierunku biurka, gdzie oczekiwał zobaczyć panią tego całego cyrku. I rzeczywiście była na swoim miejscu, ale spała. Wyciągnięta wygodnie w fotelu, z policzkiem opartym na dłoni i zsuniętym z ramienia kocem. Najwyraźniej nie obudził jej nawet hałas z kuchni.
– No nie… Czytaj dalej

Hagashite mata akaku somatte ku Soredemo kidzukanai furi shi teru Kako no kizu ga monogatatteru Demo ne

Wszystkie osoby niepełnoletnie i wrażliwe proszone są o przemyślenie, czy chcą czytać poniższy rozdział. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Tbilisi – tłoczne, gwarne, o niecodziennym kształcie miasto tak różnorodne, że ciężko było powiedzieć, że nudne. Szerokie ulice niczym w europejskich metropoliach przecinały się z ciasnymi przejściami pomiędzy przytulonymi do siebie kamienicami, które łączyły stare style z nowymi trendami. Przy tym można było spotkać tu naprawdę wielu przedstawicieli różnych narodowości i kultur – istna mieszanka.
Vivian obudził gwar za oknem, które na noc zostawiła uchylone. Ze zdziwieniem przyjęła fakt, że było już koło południa, więc przespała prawie dwanaście godzin. Cóż, podróż przez Gruzińską Drogę Wojenną nie należała do najłatwiejszych mimo modernizacji szlaku, a w drodze była już od wielu dni, zatrzymując się tylko na krótkie postoje. Nic dziwnego, że padła. Nawet ona miała granice wytrzymałości. Czytaj dalej

Zdejmij ze mnie winy Tylko tego chcę Zanim w nieistnienie, Jak do śmieci wrzucisz mnie…

Droga ciągnęła się w nieskończoność. Dookoła góry, skały, rzadka roślinność, ale też doliny i zabudowania w punktach kontrolnych. Powietrze było coraz rzadsze i zimniejsze, im dalej. Ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza robiło swoje. W niektórych miejscach leżały połacie śniegu, choć była już wiosna. Tu jednak prawa natury rządziły się trochę inaczej i człowiek musiał się do tego dostosować. W zamian miał możliwość podziwiania zapierających dech w piersiach widoków, które nie były codziennością. To wszystko oferowała Gruzińska Droga Wojenna – długa na dwieście osiem kilometrów przeprawa przez Wielki Kaukaz łącząca Władykaukaz na północy i Tbilisi na południu. Czytaj dalej

Yume yaburete hane chigirete Muzan ga hito no saga deshou Yume hitohira hane sorezore no Saigo ga aru no ne saigo wo miteita

Noc była ciepła i spokojna. Na niebie nie było ani jednej chmurki, księżyc oświetlał ziemię, było widać gwiazdy mimo wielu latarni. Wydawało się, że Moskwa zasnęła już snem sprawiedliwych po wszystkich wieczornych szaleństwach i trwa spokój. Zmęczeni codzienną, ciężką pracą ludzie leżeli w objęciach Morfeusza, ulicznicy schodzili już do swych kryjówek po skończonych interesach, nawet nocne zwierzęta skończyły żerować.
To był moment, kiedy łowca może spokojnie zasadzić się na swą ofiarę. Nikt bowiem nie zwraca na niego uwagi. Przemyka niezauważony wśród cieni nocy w absolutnej ciszy niezakłócanej nawet przez wiatr. Uderza niespodziewanie, po czym spokojnie wraca i świat dookoła wygląda, jakby nic się nie wydarzyło. Czytaj dalej

Zawieszenie!

Dobrze widzicie, zawieszam publikowanie kolejnych rozdziałów na blogach. W tej chwili jeszcze nie wiem, czy tylko na jeden tydzień czy do końca maja. To się okaże w ciągu najbliższych dni.
Nie wiem, czy ktoś z Was to zauważył, ale jakość ostatnich rozdziałów powoli zaczyna sięgać poniżej normy. Nie służy mi pisanie z tygodnia na tydzień, a niestety ostatnio tak to wygląda i staje się to smutnym obowiązkiem, a nie przyjemnością. To zaś odbija się na treści. Tak być nie może i stąd decyzja o zawieszeniu.
Nie znikam jednak całkowicie. Cały czas pracuje nad nowymi tekstami, lecz wolniej niż dotychczas i rzeczywiście to działa. Mam nadzieję, że uda mi się rozwiązać problem bez konieczności dłuższego milczenia.
Za przykładem Cleo M. Cullen i Aktiny podzielę się z Wami kilkoma planami i pomysłami, które chciałabym wprowadzić w ciągu najbliższych miesięcy w życie.
1. 20 maja w ramach antologii „Wszystkie przypadki wrogich Prima Aprilis” Aktiny zostanie opublikowany one-shot „Nasz Prima Aprilis” z całkiem nowymi bohaterami.
2. Powyższy one-shot zainspirował mnie do całkiem nowej, autorskiej opowieści. Nie ma jeszcze tytułu, nie wiem też, jakiej objętości będzie całość. Początkowy zamysł, prolog i kawałek pierwszego rozdziału są już spisane. W zamyśle ma być to mafijny kryminał z małym wątkiem romantycznym, ale nie ma jeszcze stałych ram, więc wszystko przede mną.
3. „Niech sprawiedliwości stanie się zadość” – one-shot z bohaterami „Naszego Prima Aprilis” osadzony w realiach pewnej historii.
4. Mam sporo nieopublikowanych wcześniej tekstów, które muszę przejrzeć i zobaczyć, czy się do czegoś nadają. W ramach wakacji chciałabym, aby te lepsze ujrzały światło dzienne. Tu powstaje pytanie, bo mam na to dwa pomysły. Pierwszy polegałby na tym, że codziennie (lub w większych okresach czasu w zależności od tego, ile będę miała tekstów) wrzucałabym jeden na deviantArta. Drugi na tym, abyście Wy wybierali z tygodnia na tydzień tekst do opublikowania. Polegałoby to na tym, że tydzień przed opublikowaniem wrzucałabym 3 zapowiedzi i ta, która cieszyłaby się największym zainteresowaniem, zostałaby opublikowana. Co Wy o tym sądzicie?
5. Kończę publikowaną w Nowym Olimpie „Egzekutorkę” i zastanawiam się nad nowym opowiadaniem do tego e-zinu. Może jest coś, o czym chcielibyście przeczytać?
6. Jeśli chodzi o blogi, to powoli zbliżam się do końca „Córki Szefa”. Myślę, że zostałoby ok. 30 rozdziałów, nie więcej. „Anioł Lucyfera” i Corrie jeszcze trochę potrwają. Na ten moment jednak zastanawiam się nad zmniejszeniem częstotliwości notek na wszystkich bądź rozłożyć to według skali zainteresowania.
Nie są to wszystkie pomysły i myśli krążące mi po głowie, ale na razie resztę zmilczę. Mam nadzieję, że zrozumiecie moją decyzję, ale naprawdę nie chcę zamieniać czegoś, co kocham na coś, co muszę zrobić, bo nie o to przecież chodzi. Miło byłoby poznać opinię o przedstawionych powyżej pomysłach. Będą to cenne spostrzeżenia.
Pozdrawiam

To my, silni chociaż słabi To my, mrok i światło w nas To my, odnajdziemy siebie, bo W życia moc wierzę wciąż

Pocałunek był długi i namiętny, lecz również pełny słodyczy. Mrowiło ją od niego całe ciało, miejsca, po których przejechały jego palce pokryły się gęsią skórką. Niemal drżała od tej rozkoszy, choć to był dopiero początek.
Odsunął się od niej i uśmiechnął łobuzersko. Patrzyła w jego złote, pełne rozbawienia oczy i nie potrafiła się odezwać. Słowa nie mogły opisać tego, co czuła. Tylko wszystko by zepsuły.
– Na pewno tego chcesz? – zapytał.
– Kocham cię. Czy to niewystarczający argument? – odparła.
– Nie będzie już odwrotu.
– Daj mi to. Chcę. Pragnę ciebie, Joido. Czytaj dalej