Róże to zawsze zły pomysł

Kto wymyślił to durne święto czternastego lutego? Kanda nie znosił tego dnia, bo oczywiście wszyscy dookoła oszaleli z tymi durnymi Walentynkami. Że też nie może dostać misji i wynieść się daleko od tych idiotów na jeden dzień. Poszukiwaczki oczywiście zostawią mu stos czekolady na stołówce, pomijając to, że Japończyk nie znosił słodyczy, króliki będą się obściskiwać przez cały dzień na oczach wszystkich i w ogóle pełno dookoła będzie tych jakże uroczych walentynkowych dekoracji. Gdyby mógł, nie wychodziłby z pokoju.
Zszedł na śniadanie niedługo po Vivian, której chyba nie ruszyło to święto głupców. Jakby nigdy nic żartowała z Jerrym i w ogóle nie zwracała uwagi na całą tę serduszkową otoczkę. Jak co roku kucharz obok śniadania na tacy zostawił czekoladkę, którą można było dać sympatii. Kolejna durna tradycja wymyślona przez kompleks siostry, który wszystkie czekoladki dla Lenalee konfiskuje. Czytaj dalej

Reklamy

No one knows my secret No one knows my heart ’Cause it’s always on the run I don’t know what I’m doing I don’t know where I’m going And I don’t even know where I come from

Vivian spodziewała się wszystkiego, gdy Elena otworzyła drzwi. Może wiedziała o Crossie niewiele, ale wystarczająco, żeby podejrzewać go o próbę ucieczki czy wykpienia się od odpowiedzialności. Był to tego zdolny i nawet tego nie ukrywał. Przez to nie miała powodu mu ufać. Tylko dlatego poszła na układ z Leverrierem – nie obchodziło jej, co się stanie z Crossem, gdy już wyciągnie z niego potrzebne informacje. Koniec tego dobrego, dłużej nie będzie już odwlekać zemsty za utracone dzieciństwo.
W oczach Eleny dojrzała strach, gdy dziewczyna rozpoznała różany krzyż na płaszczu Kandy. Nie było powodu, żeby Vivian zakazała Japończykowi tego stroju, sama miała na sobie czarny płaszcz Cieni. Nie zamierzała ukrywać, skąd przyszła.
Hiszpanka powściągnęła emocje i odsunęła się, wpuszczając ich do środka. Nie trudno więc było usłyszeć wołanie Crossa:
– Elena, kto to?! Czytaj dalej

All this time We only tried to find a way to hide it all away All this time We only tried to find a way to runaway Now everything must change

Siedziała nad brzegiem jeziora i moczyła nogi. Ruch sprawił, że na tafli pojawiły się kręgi, kwiaty lotosu poruszały się delikatnie. Niczym niezmącony obrazek, który doprowadzał go do szału. Złapał ją za sukienkę i pociągnął do siebie.
– Zadowolona? – warknął jej prosto w twarz.
– Trudno ci teraz zaprzeczyć prawdzie.
– W dupie mam twoją prawdę. Co to ma w ogóle być?
Nia westchnęła ciężko, jakby miała do czynienia z upartym dzieckiem. To go tylko bardziej wkurzyło, bo ile można? Nie znosił jej. Doprowadzała go do szału samą swoją obecnością.
– Jesteś, kim jesteś. Nic z tym nie zrobisz, choćbyś chciał, a podejrzewam, że chcesz. Zamierzasz po prostu uciec? Zostawić ją z tym samą?
– Nie mieszaj do tego Noah – syknął.
– Anioł Lucyfera i Niszczyciel Czasu są ze sobą połączeni nierozerwalnym łańcuchem przeznaczenia. Cokolwiek postanowicie, wpłynie na losy tego drugiego, a wiesz, czym skończy się porażka. Czytaj dalej

Itsu datte koko ga subete nanda Dare datte kitto samishii Dakedo ikiru koto wa dekiru Hitori no yoru tatakatteru nda yo

Pora obiadu przyszła niespodziewanie szybko. Trudno się dziwić, dzień od samego rana był pełny wrażeń. Wczorajszy powrót Vivian wywołał wiele emocji wśród mieszkańców Czarnego Zakonu. Nikt nie wiedział, co postanowi Leverrier w tej sprawie. Do tego ci tajemniczy goście, których Vivian tak serdecznie powitała. Liga Cieni. Dla wielu była to obca nazwa, garstka jednak pamiętała czasy przyjaźni pomiędzy organizacjami i to, co wydarzyło się później.
Poza tym był to dzień jak co dzień. Poszukiwacze ruszyli w teren, egzorcyści dostali swoje misje, pozostałe sekcje również wykonywały swoją pracę. Wydarzenia wokół Vivian krążyły gdzieś obok, praca przecież musiała być zrobiona.
Przerwa na posiłek oznaczała rozluźnienie. Mieszkańcy Kwatery Głównej tłumnie schodzili do stołówki, plotkując. Ostatnio wyjątkowo wielu egzorcystów również korzystało z tego czasu – misji prawie nie mieli. Idealny czas na treningi i spędzenie ze sobą odrobiny czasu. Czytaj dalej

Ostatni walc

– Chcę go spotkać.
Arte spojrzał na przyjaciółkę z tylko nieco pobłażliwym uśmiechem. Ile razy słyszał od niej te słowa pełne dziecięcej frustracji na myśl, że nie może dostać upragnionej zabawki.
– Nadal nie spełniliście wszystkich warunków.
Vivian naburmuszyła się widocznie, słysząc tę samą co zawsze odpowiedź. Przyjaciel był dla niej bezlitosny w tym względzie, ale przynajmniej nie próbował jej mamić obietnicami.
– Nie mam wpływu na gwiazdy – prychnęła.
Arte tylko się zaśmiał i podał jej dłoń, gdy schodzili ze schodów. Długa suknia mogła stać się przyczyną upadku, a tego dla niej nie chciał, gdy po raz kolejny będzie odmawiać kolejnym propozycjom mariażu. To by zaszkodziło jej wizerunkowi wyniosłej i chłodnej córki lokalnego bogacza, której serce dawno stwardniało i dla nikogo nie zamierzało mięknąć. Czytaj dalej

Dobro powraca

Vivian nienawidziła śniegu. Był zimny, biały i śmiercionośny. Pół życia spędzone na ulicy sprawiło, że miała same negatywne skojarzenia i w ogóle jej nie przeszkadzało, że Londyn dotąd nie pokrył się białym puchem. Dla niej święta mogły być deszczowe, nie potrzebowała śniegu do szczęścia.
W przeciwieństwie do niej reszta nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy, szczególnie Abba. To były ich pierwsze święta, odkąd Vivian wróciła i dziewczynka chciała, żeby były idealne. A jak na złość w Londynie przez cały czas padał deszcz, nic też nie wskazywało na to, żeby pogoda miała się zmienić w ciągu najbliższych godzin.
– To tylko śnieg, Abba – powtórzyła Vivian. – Nie zmieni faktu, że jutro Boże Narodzenie.
– Ale musi być śnieg – jęknęła dziewczynka. – Chcę białe święta. Czytaj dalej

Jeszcze jedna pusta noc Jeszcze jeden w lustro gest Twój cały świat – mała popiołu garść Twój cały świat – trochę dat Twój cały świat – kilka fałszywych prawd

Link w ogóle rozumiał tej nagłej decyzji, żeby poszukać Vivian. Nie chodziło o samą troskę o przybraną siostrę czy chęć spędzenia z nią czasu, to raczej brzmiało tak, jakby wyczuł jakieś niebezpieczeństwo czyhające na kobietę. A przecież niewiele rzeczy mogło jej w tej chwili zagrozić. To, w jaki sposób postawiła się inspektorowi Leverrierowi, jasno wskazywało, jaki poziom obecnie reprezentuje. To już nie była tamta dziewczyna, która pozwalała się wszystkim zagłuszać i tarmosić na wszystkie strony. Jako wróg byłaby śmiertelnie niebezpieczna, a wątpił, czy udałoby im się ją spacyfikować. Z pewnością doszłoby do rozłamu w Zakonie. Nic dziwnego, że tak bardzo obawiano się Anioła Lucyfera.
Właśnie dlatego zachowanie Walkera wydawało mu się takie dziwne. Do tego powiedział „poszukać”, a zdawało się, że doskonale wie, dokąd się kieruje. Link jednak nie odezwał się ani słowem, miał go monitorować, nie wdawać się z nim w dyskusje pozbawione sensu. Za wcześnie było na ewentualną interwencję, choć ukradkiem sprawdził, czy broń ma w zasięgu ręki. Czytaj dalej