Kagayaku shiroi sekai no naka ni Tsubasa wo hirogeta kimi ga iru Demo sono tsubasa wa kuroku omoku Unmei ni kimi wa oshitsubusaresou

Obcy ściągnął kaptur, ukazując swoje oblicze. Długie, jasne włosy miał związane aksamitną wstążką, kuc opadł mu na lewe ramię. Jasnozielone oczy patrzyły na Vivian ze spokojem i mądrością wieków doświadczeń. Twarz miał nieludzko przystojną i nawet egzorcystka poczuła się zmieszana, co dawno jej się nie przydarzyło.
– Nie chcę wam zagrozić – odezwał się znowu.
Vivian go poznała. Pamiętała tę twarz, choć nie sądziła, że kiedykolwiek go spotka.
– Jesteś Chris von Haleim – powiedziała, odsłaniając własne oblicze.
Katanę schowała. Nie była jej już potrzebna. Wiedziała, że wampirzy hrabia nie stanowi dla niej zagrożenia, zaś młody wampir za nią za bardzo się obawia, żeby zaatakować.
– Spotkaliśmy się już, Łowczyni? – zapytał zaskoczony Chris.
– Nie, to nasze pierwsze spotkanie. Znam jednak Arte i od niego wiem, kim jesteś.
– Wobec tego musicie być bliskimi przyjaciółmi. Arte był raczej dość skryty. Rozumiem, że wiesz również, dlaczego przybyłem. Czytaj dalej

Bezimienna Zbyt prawdziwa Twoja twarz. Bezimienna W pustych sercach budzisz strach

Zapadł zmierzch, pokrywając miasto ciemnym woalem nocy. Gdzieś wysoko skrzyły się gwiazdy, trudno było je jednak ujrzeć w świetle gazowych latarni. To dawało pożywkę cieniom, które straszyły ostatnich przechodniów, udając potwory z koszmarów lat dziecięcych. Nie trudno bowiem było wyczuć ciężką atmosferę pojawiającą się tuż po zachodzie słońca. Instynkt podpowiadał, że należy się jak najszybciej schować i nie wychodzić aż do świtu, jeśli chce się zachować życie.
Tylko jedna sylwetka zupełnie się tym nie przejmowała. Wręcz przeciwnie – była bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy. Skoro zwykli przechodnie starają się jak najszybciej wrócić do swych domów, trafiła. W samą porę, bo już traciła cierpliwość. Nie zamierzała tracić więcej czasu niż to absolutnie konieczne.
Oparła się o ścianę jakiegoś budynku na skraju światła padającego z najbliższej latarni. Rozluźniła dłonie i spod kaptura leniwie obserwowała otoczenie. Skoro już go namierzyła, wystarczy cierpliwie poczekać. Sam przyjdzie. Może być inteligentny, ale nadal kierował się głównie instynktem. Mogła śmiało przewidzieć wydarzenia kolejnych minut. Czytaj dalej

Zakochany Kierownik

Nikt nie sądził, że wynikną z tego takie kłopoty, a oni będą mieć dodatkową robotę. Jednak nie wzięli pod uwagę temperamentu swojego przełożonego, który zwykle napędzał największy jego kompleks. Potem jednak było już za późno, mogli tylko ograniczyć konsekwencje.
A zaczęło się dość niewinnie. Reever postanowił, że Komuiego należy wysłać na kilkudniowy urlop. Po ostatnich wydarzeniach i godzinach nadgodzin należało mu się, choć blondyn zdawał sobie sprawę, ile kłopotów Lee im zawsze przysparza. Kiedy nikt go nie pilnował, spał albo tworzył kolejne szalone wynalazki, które demolowały Kwaterę Główną. Wystarczył jeden podejrzany gest, słowo bądź spojrzenie jakiegoś mężczyzny na Lenalee i zaczynało się szaleństwo. Młodsza Lee była już dorosła, a ten traktował ją wciąż jak dziecko, które trzeba pilnować na każdym kroku. Miała prawo przecież się zakochać i chociaż spróbować normalnego życia pomiędzy obowiązkami wobec Zakonu. Tylko Komui miał z tym problem. Czytaj dalej

Trembling Crawling across my skin Feeling your cold dead eyes Stealing the life of mine

Posadzka była przerażająca zimna. To nie był zwyczajny kamień. Może marmur? Przyłożony do niej policzek zdrętwiał, odczucie było naprawdę nieprzyjemne, a nie mogła podnieść głowy. Coś ją zablokowało.
Głosy zbliżały się i oddalały. Odbijały się od ścian, tworząc nieprzyjemną kakofonię. Nie zrozumiała ani słowa, choć miała wrażenie, że zna ten język. Brzmiał znajomo, dość śpiewnie i przyjemnie, choć równocześnie słyszała nutę wściekłości w jednym z głosów. Coś nie poszło po ich myśli. Poczuła satysfakcję na tę myśl. Tylko na tyle mogła sobie pozwolić w tej chwili. Trochę frustrujące, lecz wszystkie siły ją opuściły. Nie była nawet w stanie przypomnieć sobie, jak tu właściwie trafiła. Gdzie w ogóle jest? Gdyby była w stanie otworzyć oczy, ale nawet na to nie miała siły. Sen był kuszącą opcją. Tak, zasnąć, odzyskać siły i wykonać zadanie. To dobry plan. Coś jednak nie pozwoliło jej na to. Krzyk.
– Aislim! Czytaj dalej

I can’t save your life Though nothing I bleed for is more tormenting I’m losing my mind And you just stand there and stare as my world divides

M. za przewracanie mojego trybu życia dwa razy do roku. Już tęsknię❤

Czerwona pełnia – zjawisko tak rzadkie, że ludzie przypisywali mu magiczne, złowróżbne właściwości. Nie bez przyczyny. Pewne siły wzmacniały swoją energię w takich warunkach, kpiąc sobie z tych, którzy nazywali siebie panami świata. Przynosili nieszczęścia głupcom, którzy nie słuchali ostrzeżeń i łamali zakazy. Niekiedy zaś ziemia topiła się we krwi, gdy nadchodziła czerwona pełnia.
Samotna sylwetka stojąca na dachu miejscowego kościoła wydawała się nieruchomą rzeźbą. Nawet zimny wiatr nie był jej straszny. Nieważne, jak bardzo próbował miotać jej sylwetką, stała nieruchomo i tylko czujne spojrzenie przeczesywało teren w poszukiwaniu swego celu.
Miasteczko było ciche i spokojne. Wszyscy jego mieszkańcy spali bądź pochowali się w najciemniejszych kątach, jakie tylko znaleźli. Powietrze bowiem przesycone było niepokojem i niebezpieczeństwem, z którym nikt nie chciał zadzierać. Tylko wiatr kpił sobie ze wszystkiego i wolny hulał pomiędzy budynkami, szarpiąc nagie gałęzie pojedynczych drzew i zaczepiając nieruchomą postać. Czytaj dalej

This is how it feels, when you’re bent and broken. This is how it feels when your dignity is stolen. When everything you love is leaving, you hold on to what you believe in.

Słońce grzało w twarz, oślepiało zmrużone oczy, ciało było jakieś ciężkie. Nie wiedziała, co się z nią dzieje, ale nie było to nic dobrego. Mogła tylko czekać aż to wszystko osłabnie i będzie mogła się ruszyć.
Słyszała nawołujące ją głosy. Początkowo ich nie rozpoznawała, dopiero z czasem dopasowała do każdego imię i twarz. Dlaczego byli tacy przerażeni i przejęci? O co w tym wszystkim chodziło?
W końcu otworzyła oczy. Początkowo widziała tylko jasną plamę. Jednak, gdy wzrok nabrał ostrości, sama zaczęła krzyczeć z przerażenia. Zobaczyła bowiem siebie rozciągniętą na ścianie, pozbawioną ubrania i w wielu miejscach skóry. W martwych oczach nadal czaił się cień bólu, a opuchnięte, czerwone od krwi usta rozchyliły się, jakby ostatkiem sił próbowała coś powiedzieć. Czytaj dalej

Last Night

Skillet – The Last Night

To wszystko było dziwne. Kilka dni, a tak wiele zdarzeń. Może nawet zbyt dużo jak na nią jedną. Nie wiedziała już, czy postępuje właściwie. Jeszcze do niedawna miała pewność własnych osądów, szła przez życie po swojemu. Była Aniołem Lucyfera. Co jeśli się myliła? Jeśli sprowadziła na innych katastrofę przez swoje zachowanie? Na niego?
Wróciła do domu. Powinna być szczęśliwa z tego powodu, choć wiele się zmieniło przez czas, kiedy jej nie było. Teraz nie miała nawet własnego pokoju. To było śmieszne, że nocowała kątem u swego anioła stróża, któremu w ogóle to nie przeszkadzało. W życiu by o tym nie pomyślała. Nie sofa w gabinecie Komuiego, nie gościnne kwatery przygotowane dla Cieni, ale pokój za ścianą. I to jeszcze wyszło z jego inicjatywy. Nigdy by się tego nie spodziewała.
Arte miał rację. Nie uwolni się od niego tak łatwo. Po tym, co od niego usłyszała, stał się bliższy. Nie potrafiła już patrzeć na niego tak jak dawniej, to było niemożliwe. A może chodziło o to, że pozwoliła sobie uświadomić to uczucie? Czy miało to teraz znaczenie? Nie powinna tyle o nim myśleć. Mają robotę do wykonania, więc nie czas na romanse. Potrafiła z nim normalnie rozmawiać, zachowywać się swobodnie w ciągu dnia, więc dlaczego po zapadnięciu zmroku jej myśli krążą wokół jego osoby? Czytaj dalej