Hito wa minna hitori de umare Hitori de tatakatte iru Onaji kodoku kakaeteru kara You’ll never be alone

Niebo nad Berlinem mieniło się wieczornymi barwami, a krwiste słońce właśnie chowało się za horyzontem. To miała być ciężka noc, choć nikt nie miał pewności, o kogo może chodzić. Mieszkańcy miasta nieszczególnie się tym interesowali, kończyli swe zajęcia, niektórzy z nich przygotowywali się do spoczynku, inni zamierzali skorzystać z uroków nocy. Półświatek właśnie budził się do życia, by w ciemnościach załatwiać swe brudne interesy. Tylko Cienie wyczuwały zagrożenie i czuły niepokój. Takie noce jak ta przynosiły jedynie śmierć nieuważnym i nierozsądnym. Najlepiej byłoby pozostać w bezpiecznej kwaterze, lecz nie wszyscy mieli ten luksus. Mierzenie się z niebezpieczeństwem było wpisane w ich misję.
Andrew w milczeniu podążał za Vivian, której również towarzyszył niepokój. Znała jednak jego źródło i to martwiło ją najbardziej. Miała jednak obowiązki do spełnienia, więc zdusiła w sobie chęć rozwiązania problemu osobiście. Czytaj dalej

And say it for me Say it to me And I’ll leave this life behind me Say it if it’s worth savin’ me

Nie pamiętał, kto powiedział mu to po raz pierwszy. Czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Nie, chyba nie. Dzień był podobny do dnia, gdy szukał chwilowych rozrywek, przyjemności, które przeganiały nudę z jego życia. Nigdy nie sądził, że kiedykolwiek na jego drodze stanie prawdziwy demon. Nie miał szans się obronić, zrobić czegokolwiek, gdy bestia opętała jego ciało i zaczęła pożerać duszę. Był demonem i miał skończyć jako pożywka dla demona. Ironia losu.
Gdyby nie ten mężczyzna, nie przetrwałby. Próbował usunąć demona, który w trakcie zmienił chyba zdanie i postanowił jedynie go opętać, pozostawiając mu świadomość. Te dni były długie i pełne emocji. Śmiał się, płakał, wrzeszczał. Czy to były jego uczucia czy bestii siedzącej w nim? Nie wiedział. Czasami miotał się po pokoju, rozwalając wszystko, co weszło mu pod rękę. Destrukcja pomagała się zmęczyć, padał w końcu bez sił, nie mogąc się podnieść czasem przez wiele godzin. Niektóre dni zaś były kompletnie ciemne. Nie pamiętał, co wtedy robił. Czy robił cokolwiek? A może to demon kontrolował jego ciało i szalał? Marny koniec kogoś, kto i tak nigdy nie dbał o życie. Czytaj dalej

Kitto futari dokoka nite iru Boku dakara wakaru n da itami ga Kurushimi mo kanashimi mo chikara ni naru

Deszcz padał już drugi dzień. Drobne kropelki wody uderzały o ziemię, pozostawiając mokre plamy i nieprzyjemne uczucie chłodu. Większość ludzi starało się nie wychodzić niepotrzebnie z domów, ulice były puste i jakby martwe. Gdy nastał wieczór, robiło to wrażenie wręcz upiornego i niegościnnego miejsca, które należało omijać dla własnego dobra.
Coś przemknęło po dachu jednego z budynków. Po chwili pojawiła się druga postać, najwyraźniej ścigała pierwszy cień. Deszcz tłumił odgłos kroków, a ciemności dookoła sprawiały, że widoczne były jedynie sylwetki i ich ruch niż całe postacie. Ktoś mógłby wziąć je za jedynie przewidzenia, zwykły omam powstały przez grę światła i deszczu. Chwilę później dałby sobie spokój z obserwacją zjawiska, więc nie widziałby pogoni po dachach, która skończyła się na starym budynku opuszczonej fabryki i nie usłyszałby brzęku tłuczonego szkła. Czytaj dalej

Noworoczny pojedynek

Sylwestrowa noc trwała w pełni. Berlin nadal żył, choć zwykle o tej porze czuwał jedynie półświatek i margines społeczny. Ludzie wychodzili na ulice, żeby zająć najlepsze miejsca przed pokazem sztucznych ogni. Niektórzy wypili zbyt dużo i chwiali się na nogach, kilka osób próbowało się awanturować, lecz zostały szybko uciszone.
Nie inaczej było w „Szalonym Kruku”. Cienie, które pozostały w Berlinie, tę noc spędzały w barze, wspólnie świętując przeżycie kolejnego roku. Hans zawsze miał przygotowane atrakcje na taką okazję. O ile Boże Narodzenie było bardziej uroczyste, to dziś pozwalali sobie na odrobinę szaleństwa. Czytaj dalej

Baśń o Kolędzie

Było to wiele, wiele lat temu, gdy Boże Narodzenie nie wyglądało tak, jak je obchodzimy obecnie. Było raczej nieprzyjemnym, zimnym dniem nieróżniącym się praktycznie od pozostałych w roku. Owszem, ludzie świętowali, ale raczej poświęcali temu jedynie wieczór, przypominając sobie o narodzinach Zbawiciela.
To był dzień Wigilii. Dwoje dzieci kłóciło się zapamiętale o prezenty, przechodząc niedaleko wybrzeża. Było zimno, pochmurno i nieprzyjemnie. Jak zawsze o tej porze roku. Ciemnowłosy chłopiec szarpnął swą jasnowłosą towarzyszkę, po czym pchnął w najbliższą kałużę, głośno oznajmiając, że zwyciężył tę batalię. Czytaj dalej

It’s so hard to find someone who cares about you, but it’s easy enough to find someone who looks down on you

Gdzieś w pobliżu kapała woda. Jednostajny dźwięk odmierzał czas, choć nie miała pewności co do długości odstępu pomiędzy jedną a drugą kroplą. Mimo to było to nawet pokrzepiające w tej upiornej ciszy i ciemności dookoła. Gdy jej oczy przyzwyczaiły się do warunków, dostrzegła wokół siebie kraty. Została zamknięta w klatce jak dzikie zwierzę. Czuła, że drętwieją jej ręce, zostały zbyt mocno skrępowane i obawiała się, czy nie stanie jej się z tego powodu krzywda.
Nie miała pojęcia, jak długo tu była. Zapewne kilka godzin, skoro organizm zaczyna domagać się uwagi. Powoli odtwarzała w pamięci zdarzenia sprzed porwania, próbując dojść do jakiś konkretnych wniosków. Czytaj dalej

Sokkeinai taido shite mata Kyou ga sugite iku Hontou wa iya ni naru kurai Kimi ga ki ni naru no ni Doushite suki na hito ni Sunao ni narenai ndarou Itsudemo Samishisa no uragaeshi

Pogodne niebo nagle się zachmurzyło. W pierwszej chwili można było pomyśleć, że to chmury zasłoniły słońcu dostęp do ziemi, lecz to nie było takie proste. W powietrzu czuć było mordercze intencje, a dwoje podróżnych zeskoczyło właśnie z wierzchowców, lejce niedbale rzucając trzeciej postaci.
Biały kruk zaskrzeczał, unosząc się z ramienia jasnowłosej dziewczynki w długim płaszczu egzorcysty. Obserwowała uważnie swego skrzydlatego przyjaciela, który wzleciał naprzeciwko powietrznym przeciwnikom. Czytaj dalej